Najnowsze

Opublikowano Marzec 13, 2013 Przez RX W Bez kategorii

Głodne dzieci w Polsce.

Źródło: http://owsinski.nowyekran.pl/post/89658,glodne-dzieci-w-polsce

Data publikacji: 12.03.2013

dzi1

 

Głodne dzieci w Polsce

Urządzenie błazeńskich kpin przez przedstawicieli reżimu w Polsce na temat problemu głodnych dzieci w naszym kraju ma szczególnie odrażający charakter.

 

Jesteśmy niemal na co dzień karmieni niewybrednymi atakami na wszystko, co Polakom jest bliskie i leży na sercu, a źródeł tej antypolskiej propagandy należy dopatrywać się w kontynuacji wzorców rodem z PRL począwszy od „zaplutych karłów reakcji”, aż po cyniczne że „rząd się wyżywi”.

Jak się nam w Polsce żyje powinniśmy wiedzieć nie tylko z naszych własnych odczuć, ale też wzorem krajów cywilizowanych z uczciwej informacji statystycznej. Niestety GUS również wzorem PRL nie ujawnia jak kształtuje się w Polsce dochód osobisty obywateli w relacji do poziomu cen i pojęcia określonego dla aktualnego stopnia rozwoju „minimum socjalnego”.

Według informacji GUS przeciętny dochód osobisty w Polsce wynosi około 1000 zł. miesięcznie na osobę, nie jest to wiele, ale nie zmusza do głodu, tylko że nie przeciętny dochód decyduje o tym czy są dzieci głodne czy ich nie ma. Ażeby taką informację uzyskać trzeba sięgnąć do rozwarstwienia dochodów, a szczególnie do sytuacji rodzin wielodzietnych. Pisałem o tym w 2011 roku / 24 maja/ wskazując na położenie tych rodzin gdzie dochód spada do 700, 500, a nawet 300 zł. miesięcznie na osobę w przypadku rodzin z czwórką i większą ilością dzieci. W tych przypadkach już można mówić, że dzieci mogą być głodne.

Trzeba stwierdzić, że zainteresowanie ze strony władz położeniem materialnym polskich rodzin, w szczególności warunkami mieszkaniowymi i poziomem odżywiania jest praktycznie żadne. Odnosi się wrażenie, że zadawalają się GUS’owskim wskaźnikiem ubóstwa, który w zasadzie niewiele odbiega od rzeczywiście zamożnych krajów UE, tylko że kryteria ubóstwa w tych krajach są zupełnie inne.

Najważniejsze jest stałe śledzenie realnych dochodów polskich rodzin w zestawieniu z kosztami utrzymania i to w przekrojach, które pozwalają na ocenę, jaki jest rzeczywisty stan ubóstwa i niedostatku.

Formy zaradcze mogą być różne, najważniejsze jednak to zadbanie o dostępność pożytecznej i godziwie opłacanej pracy, ten problem jest również jakby poza zainteresowaniem władz, przyjmuje się bowiem wzrost bezrobocia i regres gospodarki, jako działania siły wyższej zwalając wszystko na koniunkturę, lub jej brak.

Od dwudziestu paru lat ze strony państwa nie podjęto żadnego programu rozwoju gospodarki dostosowanego do naszych potrzeb i co ważniejsze, naszych możliwości.

Od ośmiu lat uznaje się, że ciężar myślenia w tej dziedzinie zdjęła z nas UE, której nasze problemy nie interesują absolutnie poza wymaganiem dochowania bezmyślnej dyscypliny.

 

Podejście sytego, który nie rozumie głodnego charakteryzujące warstwy rządzące w Polsce, udziela się również i klasom średnim. Ostatnio przy okazji „szczawiu” wyczytałem oświadczenie jakiegoś zapewne młodego człowieka, który oskarża rodziny wielodzietne za „nieodpowiedzialne” posiadanie dzieci, gdyż on zarabiając 6 tys. zł miesięcznie netto jest w stanie utrzymać tylko jedno dziecko.

Zakładając, że żona tego pana nie pracuje poświęcając się wychowaniu jednego dziecka otrzymujemy dochód rodzinny w wysokości 2 tys. zł na osobę, czyli dwukrotną średniego krajowego. Jeżeli taki pogląd jest rozpowszechniony to nic dziwnego, że nie mamy przyrostu naturalnego. Przy okazji mogę tylko temu młodemu człowiekowi zwrócić uwagę, że realizacja jego poglądów spowoduje, że nie będzie w Polsce, komu pracować na jego emeryturę.

 

Można i należy stosować różne formy pomocy dla rodzin wielodzietnych, ale zasadnicze rozwiązanie problemu leży głównie w podniesieniu powszechnego poziomu zamożności. Jedyną realną drogą w tym kierunku jest zwiększenie wydajności naszej gospodarki, niestety aktywne zaangażowanie polskiego społeczeństwa w twórczą pracę jest ciągle na bardzo niskim poziomie i obraca się wokół zaledwie 50 % ludności. W naszej sytuacji kraju posiadającego tak wielkie zaległości cywilizacyjne z brakiem mieszkań dróg i infrastruktury socjalnej i gospodarczej zaangażowanie społeczne w pracę dla pożytku powszechnego i swego własnego powinno być znacznie wyższe i sięgać 60% mieszkańców.

I praca ta powinna być wykonywana w kraju a nie na „saksach” z oczywistą możliwością pracy zagranicznej wysoko wykwalifikowanych i podobnie płatnych specjalistów, którzy swoje zarobki powinni inwestować w kraju.

 

Przy okazji warto zwrócić uwagę na fakt, że wymagania materialne młodych ludziznacznie wzrosły z chwilą naszego przystąpienia do UE, co zapewne jest wynikiem ogłupiającej propagandy uprawianej przed naszą akcesją, a także konfrontacji z poziomem życia w krajach zachodniej Europy. W czasach PRL żyliśmy, oczywiście poza klasą „właścicieli Polski ludowej”, na bardzo skromnym poziomie, a mimo wielu braków z mieszkaniami, na które trzeba było czekać kilkadziesiąt lat, na czele nie stroniliśmy od zakładania rodzin i posiadania dzieci.

Działo się to wówczas jakby na przekór trudnościom życia codziennego, jakie nam fundowała „władza ludowa”.

Dzisiaj żeby zapewnić narodowi przyszłość trzeba czegoś znacznie większego aniżeli zasiłki rodzinne czy ulgi podatkowe, trzeba przede wszystkim stworzyć warunki dla powszechnego pożytecznego zatrudnienia dla młodych ludzi i realnej pomocy w zdobyciu własnego mieszkania, a najlepiej rodzinnego domu.

Polska rodzina musi wiedzieć, że organizacja państwa we wszystkich elementach istnieje dla niej, a nie dla wybranych jak to ma miejsce obecnie.

Tylko w takich warunkach możemy być spokojni o naszą przyszłość narodową.

 

Komentowanie zamknięte.