Najnowsze

Opublikowano Marzec 30, 2015 Przez Jan W Świat

Germanwings A320 – brak czarnej skrzynki (FDR)

Co by się dalej nie stało, to – na moment pisania niniejszego artykułu – katastrofa aerobusu 320 należącego do linii Germanwings jest już teatrem masowej propagandy terroru. I jest to fakt niezaprzeczalny.

a1

Stało się to oczywiste już w chwili ogłoszenia wyników zapisów czarnej skrzynki CVR (zapis dźwięków z kabiny pilotów). Oczywiście ogłoszenie odczytów zapisów w trybie natychmiastowymi nie jest żadnym błędem, ale wyciąganie wniosków i wskazywanie winnych jest już przestępstwem i musi być napiętnowane. Śledczy francuscy wbrew własnym zasadom śledztwa opublikowali zapisy rozmów pilotów – jako medialny show – i na podstawie tych zapisów sformułowali wnioski, wskazując winę drugiego pilota jako sprawcy katastrofy, co do nich nie należy, (gdyż przekroczyli swe kompetencje, nie znając się na szczegółach technicznych).

Już sam ten happening francuski i to na poziomie motłochu dziennikarskiego polskich mediów, który przy zamachu 10 kwietnia 2010 roku wyraźnie uwidocznił się jako narzędzie propagandowego terroru nad Polakami, nakazuje nam nie tylko ostrożność, ale i aktywną nieufność wobec puszczanych w obieg faktów.

Sama skrzynka CVR nie może być wiarygodnym dowodem na wydarzenia, o ile nie jest potwierdzona innymi dowodowymi. A to na zasadzie: jeden świadek, to żaden świadek. Aby móc sądzić obiektywnie i rzeczowo, trzeba mieć co najmniej dwóch świadków, dwa dowody lub temu podobne. Najlepiej by było, kiedy dowody z jednej płaszczyzny muszą się zweryfikować dowodami z drugiej płaszczyzny. Jeśli tego nie ma, należy powstrzymać się z sądami.

To z dwóch powodów:

– obiektywnie rzecz biorąc, istnieje potrzeba weryfikacji faktów (co nadmieniono powyżej),

– subiektywnie w takich przypadkach musimy kontrolować dane z punktu widzenia podejrzenia zamachu. A w tym wypadku chodzi o podejrzenie otrzymania danych podrzuconych przez zamachowców.

Podejrzenia te nie są bezpodstawne, gdyż faktycznie zamachy z ostatnich 20- 30 lat to nie było tylko podkładanie bomb czy zestrzelenia samolotów, ale również wejście „do wnętrza” samolotu lub jego systemu kontroli i takie zmanipulowanie sterowaniem tego obiektu, aby go doprowadzić katastrofy. Tu dodatkowo szczególną odmianą takiej katastrofy jest coraz częściej tzw. „katastrofa wirtualna”. Katastrofa smoleńska była właśnie taką „katastrofą wirtualną” – bo lotu do punktu docelowego nie było wcale, a członkowie Delegacji byli najprawdopodobniej uwięzieni i wymordowani w Warszawie lub okolicach, zaś utylizacja zwłok odbyła się przypuszczalnie w Pile (w okolicach, w zakładzie utylizacyjnym dla zwierząt).

Podobnym przypadkiem katastrofy wirtualnej (a nawet idąc dalej, bo „wirtualnego zamachu”), był atak na dwie wieże WTC 9/11 w Nowym Yorku, gdzie przypuszczalnie nie było nawet jednego trafienia samolotem w budynek. A jak pamiętamy miały być dwa. Przy czym – co warto podkreślić– zawaliły się od tych uderzeń trzy budynki. Czyli jest to nie tylko „atak wirtualny”, ale i skuteczne pranie mózgu na skalę światową, i to do tego stopnia, że ludzkość – aby przyjąć tamte brednie – obniżyła swą kwotę inteligencji do poziomu niezdolności liczenia do trzech. Bo były dwa uderzenia, a zawalone budynki były trzy. Jak to możliwe?

I tu w katastrofie w Alpach widzimy podobne ryzyko manipulacji i prania mózgów na masową skalę. Zauważamy, jako jakieś ostrzeżenie na przyszłość, że teatr medialny we Francji z winnym Andreasem Lubitz`em został szybko podchwycony przez polskich klakierów. Może to groźnie wróżyć na okoliczność planowania nowych zamachów na Polskę i takimi kampaniami histerii wymierzonych w drugiego pilota polskie massmedia ćwiczą się w kontrolowaniu reakcji polskiego społeczeństwa. Zresztą próbkę podobnych fantazji mieliśmy w przypadku głoszenia opowieści o rzekomej wizycie gen. Błasiaka czy Prezydenta w kokpicie Tupolewa i spekulacji o przejmowaniu sterów czy nakazywaniu lądowania.

Zauważmy i to, że w tej alpejskiej manipulacji druga czarna skrzynka nie znalazła się, a mija już czwarty dzień od wypadku. Teren jest może i trudny, ale mocno ograniczony i stabilny na tyle, że ten rejestrator powinien już się znaleźć. Co gorsza, prezydent Hollande powiedział coś, co może zastanawiać: stwierdził on, że „opakowanie” się znalazło, ale bez zapisu pamięci. Co on miał nam myśli? I dlaczego ten wątek nie został podchwycony przez dziennikarzy? Czy nie jest tak, że to „opakowanie” to faktycznie czarna skrzynka, ale bez nośnika pamięci? Albo to „opakowanie” zostało podrzucone przez zamachowców, albo „ktoś” wcześniej  „zaopiekował” się czarną skrzynką?

Jeśli tak by było, to jest oczywiste to, że na moment katastrofy „opakowanie”, czyli czarna skrzynka „DFR” nie była sprawna, zdolna do jakiegokolwiek zapisu, bo nie posiadała tam „pamięci” i to już podczas lotu. Nośniki pamięci nie mogą sobie ot tak wypaść z obudowy! Jeśli tak się sugeruje, to hangar serwisowy, który dokonywał serwisu na dzień przed wypadkiem, jest miejscem sabotażu. Oczywiście wyklucza to winę Lubitz`a i autentyczność zapisu CVR.

Druga skrzynka DFR – zapis parametrów lotu – jest właśnie najprostszym drugim świadkiem, którego dane konfrontują dane od pierwszego świadka. O ile CVR jest bardzo trudne do zmanipulowania osobno, to DFR jest jeszcze trudniejsze. W obu jednak przypadkach jest to możliwe. Można np. nagrać CFR i DFR na innych lotach i podrzucić te zapisy na miejsce rozbicia, a nawet i w samym laboratorium badającym wypadek. Bo z tymi laboratoriami na Zachodzie jest dokładnie tak samo, jak z danymi komputerowymi Państwowej Komisji Wyborczej w Polsce – nikt nie ma nad tym żadnej kontroli. Ale też zapisy skrzynek mogą być zmanipulowane tylko jako zapisy pojedyncze, bez drugiego zapisu drugiej skrzynki jako świadka. To z tego powodu, że te oba typy zapisu muszą się zgadzać ze sobą (pasować, zazębiać się). Zapisy położeń na osi czasu ukazują np. zapis zmian położenia sterów lub podobne i jest to konfrontowane z dźwiękami w kabinie. Specjalista odróżnia dźwięk jednego przycisku lub drugiego, dźwigni, a nawet zmianę tempa oddechu u pilota, który np. musi się odchylić, aby uruchomić stosowe urządzenie. To wszystko musi się zgadzać. I to szczególnie wtedy, kiedy alpejscy śledczy odsłuchali „spokojny oddech drugiego pilota” . Na ścieżce dźwiękowej musi być zapis dźwięków pokręteł lub przycisków w kabinie ze zamianą zapisów urządzeń w samolocie i sfałszowanie tego razem nie jest możliwe.

Przypadki braku danych, manipulacja zapisami, są już znane w historii katastrof, które tak naprawdę są ukrytymi zamachami. Takie były przypadki w historii lotnictwa:

– Lot Egyptair 990 NY do Kairu, B747, gdzie „zestresowany drugi pilot” skierował samolot najpierw na niski poziomo lotu, a potem zanurkował nim prosto nosem w dół. Czarne skrzynki   DFR w końcu znaleziono, ale były prawie niemożliwe do odczytania z powodu uszkodzeń, kiedy obciążenia od uderzenia o pow. wody były na poziomie jedynie 1/3 maksymalnych nieniszczących

– „Katastrofa smoleńska” – nawet przy całej bezwstydności tej farsy – też nie ukazuje czarnych skrzynek, bo nawet w Polsce uchodziłoby to za zbyt bezczelne i zapis skromnie   „zamraża się na brzozie”.

– Lot w Malezji, Malaysia Airlines Flight 370 – nie ma czarnych skrzynek, a nawet i samolotu jako całości.

– Lot MH-17 linii Malaysian  – lot nad Donbasem – skrzynki co prawda znaleziono, ale oddano je w bezpieczne ręce – brytyjskie – i tam są studiowane. A pamiętamy, że to Brytyjczycy brali udział w zamachu na Gibraltarze i do dnia dzisiejszego gentelmeńsko zwodzą „głupawych Polaczków”.

Gdyby zatem okazało się, że ta wersja prezydenta Hollande jest autentyczna, to musiało by być jasne, OCZYWISTE również i to, że katastrofa A320 nie jest wypadkiem, ale aktem terrorystycznym.

W takim razie byłby to atak terrorystyczny na skalę wysokiej techniki niedostępnej dla klasycznych terrorystów, lecz poziomu techniki będącego pod kontrolą zaledwie kilku państw w świecie: USA, W. Brytanii, Izraela lub może też i Rosji.

A320 może być przejęty do zdalnego sterowania, za pomocą włamania się do komputera pokładowego w sposób zdalny i wysterowania samolotu do uderzenia w stok. Lub też, o ile samolot – jako starszy model – takiej opcji przejęcia i zdalnego sterowania nie miał, to i tak jest sterowany za pomocą nawigacji satelitarnej i ta może być w kontakcie z „samolotem – ofiarą” indywidualnie zmanipulowaną do tego stopnia, że pilot traci orientację i kiedy zauważy błąd w nawigacji, to jest już za późno. Ponad to są dowody na możliwość zdalnego włamania do systemu radiowego na pokładzie samolotu i takie zdalne sterowanie samolotem. Trzeba tu dodać informacje – na dzień dzisiejszy – że w samolocie został wyłączony transponder. Aby to móc zrobić trzeba mieć kody dostępu (w niektórych urządzeniach) i w takim wypadku nie mógłby tego uczynić drugi pilot, który takich kodów nie posiadał.

Tak więc druga czarna skrzynka FDR – jest tu bardzo ważna- a nawet gdyby się odnalazła, a była nieczytelna, to jest to jednoznaczne z zamachem.

To wszystko oznaczałoby terror, ale już nie jako terror, ale jako szantaż terrorem, jako perspektywę wręcz walca ślepej przemocy, która zacznie się ujawniać w naszej części Europy z coraz większą mocą i tylko patrzeć jak terroryści – najlepiej zapewne brzmiałoby, że islamscy – porwą samolot i zaatakują nim elektrownię jądrową np. we Francji (tajemnicze drony nad elektrowniami atomowymi już raportowano nawet w prasie i w Internecie) lub w ogóle z bombą atomową na pokładzie porwanego samolotu.

W tym drugim przypadku należy również pamiętać żydowski napad na samolot CASA i dodatkowe zgony wśród kadrowców Mirosławca oraz zabójstwa architektów w Asturias. To ostatnie w kontekście przemytu żydowskiego na Okęciu i roli w nim Szeivah`a Weiss`a – terrorysty żydowskiego, który wsławił się – do spółki z K. Wojtyłą – wypędzeniem Karmelitanek z ich klasztoru.

Fakty te przypisują Polskę jako zaplecze żydowskiego terroru wobec Europy, a może i wobec samej Warszawy. Chodzi tu o to, że Polska infrastruktura lotnicza jest całkowicie pod kontrolą żydów wtopionych w polskie instytucje państwowe i logistyki armii Izraela, a to celem użycia tego zaplecza do ataku na Europę, a nawet – co nie wykluczone – do realnego czy rzekomego ataku Putina na Polskę (bo jaki miałby on interes w atakowaniu Polski? – Czyżby planowany atak na Europę Zach.? Czy jako odpowiedź na ew. atak NATO na Rosję?), a co musiałoby spowodować odwet polskiego mięsa armatniego w wojnie z Rosją.

In Christo

(-)Krzysztof Cierpisz

2015-III-29

Za: http://gazetawarszawska.com/zamach/1337-germanwings

Data publikacji: 29.03.2015

Tags : , , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.