Najnowsze

Opublikowano Maj 7, 2014 Przez a303 W Finanse i pieniądze

Finansowy i gospodarczy podbój i okupacja. Henryk Pająk

Nikt normalny nie może zrozumieć spokoju, z jakim Tusk z ferajną komoruską topili Resztówkę Polski w odmętach finansowej Apokalipsy. Ferajna wkrótce zwali winę na Führera Tuska, jak niegdyś hitlerowcy na Hitlera. Ale na kogo zwali Tusk? Na PiS, które „rzucało mu kłody pod nogi”? Wolne żarty. PiS to część składowa ferajny.

Długi, to lawina. „Za Gierka” mieliśmy dług około 40 mld dolarów, a teraz bilion złotych, z tym, że za Gierkowe pożyczki wybudowano dziesiątki fabryk. Od czasu „transformacji” PRL nie zbudowano ani jed­nej fabryki polskiej, natomiast zlikwidowano kilka tysięcy tych z cza­sów Gierka, w tym kilkaset prawdziwych „pereł w koronie” polskiego przemysłu.

„Dług Gierka” spłacaliśmy przez 32 lata, dług agentury po-okrągłostołowej będą spłacać nasze pra-prawnuki i nie spłacą, bo spłacają i będą spłacać tylko odsetki od długu – po około 40 miliardów dolarów rocznie, jak w 2013 r.

Dług narodowy w przeliczeniu na złotówki wynosi już ponad bilion zł i rośnie w tempie siedmiu milionów złotych na minutę, przy czym cały majątek narodowy został wyprzedany obcym za około 200 mld złotych. Gdyby te 200 miliardów nie wpłynęło do narodowej kasy, to dług by już wynosił jeden bilion dwieście miliardów złotych.

To nie wszystko. Łączny dług budżetu, samorządów i resortów rządo­wych sięga już trzech bilionów złotych, wygenerowanych przez żydo­wskiego kuglarza z Klubu Bilderberg J.V. „Rostowskiego”. Ściślej, za jego rządów w finansach RP zadłużenie budżetu wzrosło o około 450 mld zł.

Katastrofa finansowa jest nieuchronna, jesteśmy bowiem państwem okupowanym wewnętrznie i zewnętrznie. Nie mamy pola manewru. De­ficyt budżetowy niemal każdego państwa jest możliwy dopiero po ode­braniu państwu suwerenności finansowej, decydującej o wszystkich in­nych suwerennościach, takich jak gospodarcza i polityczna. Odbierają nam suwerenność finansową międzynarodowe gangi, żądając spłaty od­setek i odsetek od odsetek, następnie ogłoszą finansową „upadłość” pań­stwa mocą doktryny „deficytu budżetowego”.

Jak obliczył znany główny ekonomista SKOK Janusz Szewczak, bę­dziemy spłacać ten dług przez 300 lat, a spłacimy pod warunkiem, że do tego czasu nie nastąpi trzecia żydowska wojna światowa. Dług jest więc, bez interwencji Bożej Opatrzności – nie do spłacenia. Przepaść zadłużenia otworzyła pod nogami narodu zapadnię w postaci wyprzedaży najbar­dziej dochodowych segmentów majątku narodowego w ramach bandyc­kiego szyderstwa ze słowa „prywatyzacja”. Okupanci Tuskoprusko-Komoruscy otrzymali za to około 200 mld zł, z czego 50 mld w ostatnich trzech latach. Oznacza to, że spieszą się piekielnie, wręcz opętańczo, aby okupo­wany naród zostawić w dziurawych skarpetkach lub bez. To finisz dwu- gangu PO – PSL.

Wyprzedając co popadnie, tonęliśmy w coraz większych długach. Ja­nusz Szewczak stwierdzał, że nasz realny dług publiczny jest znacznie większy. Prywatne zadłużenia Polaków to także dług, a jest to kwota 770-835 mld zł. Tylko w bankach dług gospodarstw domowych wynosi prawie 540 mld zł.

Do tego dochodzi zadłużenie samorządów. Raptownie się powię­kszyło na fali przygotowań do „Euro 2012″ (potrzebnego nam jak pryszcz na d…). Na progu 2013 roku dług ten osiągnął 80 mld zł, a razem z tzw. długami ukrytymi, np. w miejskich spółkach sięga 100 mld zł.

Kiedy Unia wdarła się do Polski w 2004 roku, nasz dług publiczny osiągnął 403 mld zł. Trzy lata później, kiedy rozpoczynaliśmy korzysta­nie ze wspólnotowego budżetu, było już 527 mld zł; w 2008 roku – 598 mld; a na początku 2013 r. ponad 900 mld zł, ale J. Szewczak nazwał kwotą podkoloryzowaną. W tymże 2008 roku rządzącą sitwa PO – PSL „sprzedała” (za 10 proc. realnej wartości) majątek, za który otrzymała 55 mld zł.

A mimo to dług ciągle i galopująco rósł i rośnie. Gdzie się podziały te wszystkie dochody ze sprzedaży naszych „rodowych sreber”? I co spra­wiło, jakie wydatki, jakie marnotrawstwo, jakie złodziejstwo o znamio­nach sabotażu, że dług jest tak horrendalny?

Rządowa statystyka zadłużenia to zuchwałe kłamstwa i manipulowa­nie liczbami składowymi i całością. Żyd „Rostowski” stosował księgową ekwibrylistykę polegającą na dowolnym zaliczaniu lub nieuwzględnia­niu części składowych do długu publicznego.

Największe oszustwo to 50 mld zł długu Krajowego Funduszu Dro­gowego; wydatki (i korupcje) związane z budową autostrad, wydatki (deficyty) miast, samorządów, spółek komunalnych (100 mld zł); dług z tytułu przekazywania składek do Otwartych Funduszy Emerytalnych – około 18 mld zł. Nawet NBP jest zadłużony na sześć miliardów zł. Dług każdego mieszkańca Polski w latach 1995-2013 wzrósł według oficjalnych danych urzędowych do 26.000 zł „na głowę” noworodka i starca.

Dla ratowania budżetu na 2014 rok, gang PO-PSL uchwalił (a Komo­rowski podpisał) grabież 150 miliardów zł z Otwartych Funduszy Eme­rytalnych i wrzucenie tych funduszy do worka bez dna – do ZUS.

Prof. Janusz Jabłoński z dep. statystyki NBP, na którego powołuje się Janusz Szewczak stwierdził, że wraz z długami ukrytymi, głównie w sfe­rze opieki medycznej i ubezpieczeń, łączny dług RP (Resztówki Polski) wynosi trzy biliony złotych, co oznacza, że na głowę statystycznego obywatela tego zrównanego z ziemią państwa, przypada po 180.000 złotych. Konstytucyjne progi – 55 i 60 proc. PKB zostały trzykrotnie prze­kroczone, a sztuczki kreatywnej księgowości asa Bilderbergu to tylko oszukańcze zaklęcia wzbogacone o nowe sposoby zakłamywania długu zastosowane przez ministra „Rostowskiego” w styczniu 2013 roku.

Bomby z opóźnionym zapłonem to ZUS, OFE, NFZ (Narodowy Fun­dusz Zdrowia), Krajowy Fundusz Drogowy. Muszą wkrótce eksplodo­wać w naszych kieszeniach, portfelach, emeryturach. Międzynarodowa żydowska lichwa udaje, że nie zna prawdziwego polskiego długu, bo nie chce otrąbić bankructwa tego zrównanego z ziemią państwa, z co naj­mniej trzech powodów:

–         wyduszenia z Polski 65 mld zł tytułem „odszkodowania” za mienie rzekomo pozostawione przez Żydów przedwojennych;

–         budowania Judeopolonii na obszarze Polski.

Pośrednio potwierdził to „znany ekonomista” Paul Krugman w „New York Times”, wykładowca w Princetown University i London School of Economiecs.

Krugman publikuje w „N.Y.T.” wykresy z zestawieniem PKB Polski i strefy euro z ostatnich czterech lat i kursu euro w stosunku do złotego. Na ich podstawie stwierdza, że Polska jeszcze nie przeżywa „ekonomi­cznego horroru”, tylko dlatego, że nie jest w strefie euro!

W tej sytuacji Krugman jest zaskoczony „naszym” dążeniem do euro:

Pomyślcie o Hiszpanii, Irlandii, obecnie Cyprze. Ile jeszcze do­wodów trzeba, żeby stwierdzić, że euro jest pułapką? (…) Jeśli na­wet wierzycie legendzie Łotwy, chociaż nie powinniście, to musicie i tak przyznać, że członkostwo w euro jest w najlepszym przypadku hazardem, w którym przegrana jest straszna.

Ośmielony tą obroną przyszłej Judeopolonii, komentator „Washing­ton Post” Dylan Matthews napisał, że „euro to porażka na dużą skalę”:

Oczywiście, jeśli Polska dołączy do strefy euro, nie będzie mogła strategicznie zdewaluować swojej waluty w latach kryzysu i spowo­dować, że gospodarka będzie wciąż rosła.

Z perspektywy Nowego Jorku i Waszyngtonu nasza gospodarka wciąż „rośnie”, ale szkoda, że obaj geniusze nie wyjaśnili, dlaczego mamy bilion złotych tylko budżetowego długu, choć „sprzedaliśmy” naj­cenniejsze „srebra rodowe”. A co będzie, jeżeli sitwa Tuskoprusko-Komoruska okaże nieposłuszeństwo i wpuści do RP euro?

Wtedy katastrofalną dewaluację mamy pewną jak w banku Sorosa.

Najgroźniejsza w skutkach będzie skala zadłużania w walutach obcych w całej strukturze długu. Po prostu, coraz więcej naszego długu jest w rę­kach obcych, a to oznacza, że jesteśmy ich zakładnikami i niewolnikami. Od 2007 roku udział obcych wierzycieli w polskich długach wzrósł o 150 mld zł. Tylko wartość obligacji Skarbu Państwa będących w obcych łapach wynosi prawie 190 mld zł. Razem z długiem prywatnym, to już 330 mld zł – blisko 70 proc. w relacji do PKB.

Zadłużenie gangstersko „sprywatyzowanego” sektora bankowego doszło z 4,5 mld zł w 1995 r. do ponad 200 mld – 50-krotny wzrost zadłużenia (grabieży) zasobów banków wobec 70 proc. „polskiego” se­ktora bankowego przez banksterów zagranicznych. Przestępczej „pry­watyzacji” (grabieży) towarzyszyła monstrualna propaganda tego prze­stępstwa. Prywatyzowaliśmy banki, firmy ubezpieczeniowe, tysiące rentownych przedsiębiorstw, w tym kopalnie, cementownie, cukrownic­two etc. – rzekomo po to, aby zmniejszyć polski dług. A on wzrastał lawinowo.

Był to gigantyczny najazd, rabunek w biały dzień na skalę być albo nie być Resztówki Polski. Bvło to świadome, celowe „zaorywanie” nieszczęs­nej Resztówki rzekomo wyzwolonej z okupacji żydobolszewickiej. To ka­sacja średniej wielkości państwa położonego w centrum Euro-Azji.

W 1991 cały nasz dług publiczny wynosił 61 mld zł, ale jeszcze byli­śmy właścicielami tysięcy przedsiębiorstw, zbudowanych m.in. w ra­mach pożyczek Gierkowych. Im bardziej radośnie, przestępczo nowi okupanci sprzedawali nasze „srebra rodowe”, tym bardziej grzęźliśmy w długi. Pełnia grabieży przypadła na drugą dekadę (2000-2011) „transfo­rmacji” Polski w masę upadłościową.

Za rządów skrajnie zażydzonej sitwy AWS – UW „sprzedaliśmy” majątek narodowy za 30 mld zł, a dług wzrósł do 314 mld. Podobnie było (i jest) w latach 2008-2012 kiedy antypolska mafia PO – PSL „sprze­dała” majątek za prawie 50 mld zł, a dług pomknął jednak w górę (raczej w przepaść) do 900 mld zł.

Obce sępy wraz z ich polskojęzyczną agenturą na czele z AWS – UW – PO – PSL (zawsze ci sami, tylko szyldy przemalowane) myślą perspe­ktywicznie i zadłużają nas długoterminowo, teraz już na dwudziestolet­nie, nawet na trzydziestoletnie obligacje, czyli pętla na dziesięciolecia!

Jak się rzekło, nasłany na nas Żyd Jean Vincent „Rostowski” dwojga imion i paszportów, zadłużył Polaków na ponad 400 mld złotych.

Oto skutek, gdy w państwie dobijanym przez obcych i rodzimych okupantów, jest coraz więcej polityków, a coraz mniej… pirotechników!

Obsługa tej śmiertelnej pętli kosztuje nas rocznie ponad 40 mld zł – więcej niż wpływy z podatku PIT!

Tusk w Londynie zapewniał wiosną 2009:

Polska dba o to, aby nie uzależniać się od życia na kredyt. W ta­kim podejściu widzimy najlepszy sposób uniknięcia skutków kryzy­su finansowego.

Tymczasem, zgodnie z planem finansowym na lata 2011-2014, oficjal­ny dług Resztówki ma wzrosnąć o kolejne 160 mld złotych, ale Tusk wie­dział wiosną 2009 r., że po dwóch latach nikt tej jego deklaracji nie będzie już pamiętał.

Tymczasem okupujący nas Prusacy i syjoniści wyprzedają wszystko

co zostało. W styczniu 2013 „rząd” sprzedał kolejny pakiet akcji banku PKO BP – wyrzucenie w błoto dużych wpływów dywidendowych. Sprzedali 11 proc. akcji banku PKO BP za 5,24 mld złotych. Akcje trafiły do OFE i TEL, ale też do instytucji międzynarodowych. Natomiast pie­niądze z tej wyprzedaży poszły do funduszu programu ogłoszonego przez D. Tuska jako „Inwestycje Polskie”. Zbigniew Kuźmiuk (PiS) na­zwał ten manewr „ordynarną wyprzedażą majątku”. Zwrócił uwagę na czas tego „skoku”: właśnie trwały pyskówki w sprawie nadwartościowania odbytów i kiszek stolcowych homoseksualistów oraz lesbijek i zgodę na ich związki partnerskie. W przeszłości takie maskowanie szu­mem medialnym stosowano masowo dla przepychania niepopularnych ustaw na rzecz obcej i rodzimej agentury wpływu i biznesu.

W połowie 2011 roku pachciarze, którzy dorwali się do polskich konfi­tur „sprzedali” 7,2 proc. akcji PKO BP, wartych około 3,1 mld zł. Decydo­wał agent Jean Vincent „Rostowski”. W rękach Skarbu Państwa pozo­stało wtedy jeszcze ponad 31 proc. akcji PKO BP.

Wiesław Jańczyk, poseł PiS nazwał ten rozbój jednoznacznie: „Skarb państwa zostanie wydziedziczony z tej instytucji”, gdyż pachciarze chcą opchnąć szczątki PKO BP do poziomu 25 proc. własności Skarbu Pań­stwa, co odbierze mu potężne wpływy dywidendowe, ponieważ PKO BP, Orlen (paliwa), PZU, KGHM (miedź) przynoszą corocznie wysokie dywidendy, a redukcja udziału Skarbu Państwa w PKO BP oznacza wy­rzeczenie się bezcennych wpływów z tych spółek.

PKO BP jest największym i już ostatnim z najstarszych banków w Pol­sce, synonimem bezpieczeństwa wkładów obywateli. Ponadto zatrudnia 27 tys. pracowników, posiada około 1100 oddziałów. Posłużenie się prze­nośnią o wyzbywaniu się „ostatnich sreber rodowych” nie jest przesadą, tylko brutalną prawdą. Tym samym cały finansowy krwiobieg państwa i obywateli przechodzi w kuratelę obcych pachciarzy o rodowodach łatwych do odgadnięcia.

Resztówka Polski nie jest wyspą w Europie, upatrzoną do konfiska­ty. Jesteśmy jednym z obiektów „bezszelestnego” podboju Europy za pomocą dywizji finansowych, choć podbój Polski ma charakter total­ny, wielopłaszczyznowy, wręcz sadystyczny.

Na fali zapaści kilku państw południa Europy – Grecji, Portugalii, eu­ropejski system bankowy otrzymał wiosną 2012 roku od Europejskiego Banku Centralnego „pożyczkę” 530 mld euro. W grudniu 2011 roku EBC otrzymał kolejną pożyczkę, blisko 500 mld euro tytułem tzw. „długoter­minowych kredytów płynnościowych”.

Po tę drugą pożyczkę zgłosiło się 800 banków – dwa razy więcej niż po tę z grudnia 2011. Dowodzi to fatalnej kondycji tych banków. I otrzy­mują te „pożyczki”, a są to zwyczajne nagrody za ich pazerność, nad­mierne, hazardowe ryzykanctwo. „Pożyczki” są niejako gwarancją ich bezkarności. EBC pożyczył te 530 mld na jeden procent na trzy lata, podczas gdy inflacja w strefie euro wynosiła wtedy 2,6 proc.

Najwięcej, bo aż 116 mld dostały banki włoskie. Z poprzedniej poży­czki wzięły 50 mld. Jest to pompowanie „baniek spekulacyjnych” i kasa na skup obligacji krajów euro, zwłaszcza bezwartościowych aktywów greckich.

Banki włoskie posiadały w 2012 r. obligacje na 270 mld euro, hiszpań­skie na 250 mld, a w tym czasie banki europejskie musiały w 2012 roku oddać swym wierzycielom 780 mld euro. Długi niektórych z nich prze­kraczają dziewięciokrotnie rezerwy (aktywa) własne. Oznacza to, że tyl­ko co dziewiąte euro ma tam zabezpieczenie w aktywach. Straty z tytułu tzw. nietrafionych inwestycji wyniosły 300 mld euro. Banki muszą też konkurować o pieniądze z krajami zadłużonymi, których potrzeby poży­czkowe wynosiły łącznie dwa biliony euro, czyli: 2.000.000.000.000.

EBC musiało więc drukować pieniądz bez pokrycia w czymkolwiek. Potrzeby wynoszą dwa biliony Pożyczki dla banków nie wzmocnią euro­pejskiej gospodarki, tylko ratują rozpaczliwe niedobory banków, które przeznaczają te pożyczki na zakup obligacji rządowych, nadmuchując „bańki” na rynku obligacji. Lokują też w tzw. derywaty surowcowe, spe­kulują walutami. Nie chcą kredytować gospodarki. Pisze o tym ekonomi­sta SKOK Janusz Szewczak:

Rządzi ten, kto kreuje [drukuje] pieniądz, a zatem rządzą banki i EBC. Rothschild, magnat finansowy mawiał: „Dajcie mi prawo kreowania pieniądza, a nie będę dbał kto sprawuje władzę”. Ów nadmiar pieniądza objawia się inflacją, która pożera dochody i osz­czędności ludzi i przedsiębiorstw. […[ Polska jest idealnym przykła­dem, jak gorący pieniądz inflacyjny pompuje walutę. Zloty umocnił się w ciągu 2 miesięcy bardziej, niż osłabił przez cały ubiegły rok.

Utraciliśmy de facto kontrolę nad walutą. Zagraniczne instytu­cje obracając tym pustym, inflacyjnym pieniądzem mogą pozwolić sobie na przejmowanie naszych aktywów […]. Obcy kapitał trzyma już w ręku 85 proc. banków w Polsce, podczas gdy w Niemczech udział obcego kapitału w tym sektorze wynosi 5 proc., a we Francji i Holandii 10 proc.

No cóż: gdy to piszemy, jest jeszcze resztka „sreber” do grabieży, jak PKO BP, firmy energetyczne (Tauron, PGE), resztki PZU. Te nadrukowa­ne pieniądze będą ogołacać kraje i narody z aktywów. Państwa i narody poświęca się na rzecz ratowania sektora bankowego nie posiadającego narodowości. W 2011 napłynęło do Polski aż 25 mld spekulacyjnego euro, które można wycofać w ciągu paru minut! W 2012 roku padł rekord, a rząd Tuska cieszył się, że może udawać, iż ma mniejsze zadłużenie.

Państwa przeznaczone do finansowego „odstrzału”, jak Portugalia i Hiszpania, są nie do uratowania. J. Szewczak:

Światowe media obiegło zdjęcie portugalskiego ministra w po­zycji współzgiętej, prawie na klęczkach przed Scheublerem. Prosi on niemieckiego ministra finansów, żeby teraz zajął się Portugalią […]. Dokonuje się zatem likwidacja suwerennych państwa w strefie euro i powstaje nowy europejski ład, z hegemonem niemieckim na czele i pozapolitycznymi ośrodkami władzy.

W 2011 roku na stanowisko premiera rządu włoskiego tajemnicze krę­gi właścicieli desygnowały na stanowisko premiera Włoch funkcjonariu­sza Banku Światowego, z pominięciem parlamentu. Nie ma bardziej wy­mownego przykładu na gangsterski dyktat światowej oligarchii finansowej.

Mateusz „Szczurek”, następca „Rostowskiego”, główny ekspert ING dla krajów środkowo-wschodnich, był kolejnym tego przykładem.

Wszystkie takie działania to nic innego, jak budowanie „świata bez narodów”, ojczyzn, państw – ludzkiej magmy, papki, mrowiska bezwol­nych fantomów zdalnie sterowanych.

Kończymy ten rozdział fotkami dwóch kolejnych ministrów finan­sów. Pozdrawiają swoich tajnymi znakami masonów.

a

J. V. „Rostowski”

a

Mateusz „Szczurek”

Był to fragment książki Henryka Pająka pt: Okupacja dziesięciu pokoleń 1750-2050. Książka do nabycia u autora w Wydawnictwie Retro pod nr. tel. 81 50 30 616

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.