Najnowsze

Opublikowano Marzec 22, 2014 Przez Jan W Informacje oraz publicystyka z Polski

Fałszywy Ruch Narodowy – pro-izraelscy antysemici?

Fałszywy Ruch Narodowy-pro-izraelscy antysemici?

a0

„ZASADA SPRAWIEDLIWOŚCI nakazuje nam SOLIDARNOŚĆ z IZRAELEM (…) NIE MOŻEMY jednak ZAMYKAĆ oczu na to, PO CZYJEJ STRONIE jest RACJA w tym KONFLIKCIE. TĄ STRONĄ jest IZRAEL” !!!

– Artur Zawisza, członek wielu przynależności partyjnych, obecnie grupa decyzyjna tzw. „ruchu narodowego”

*****

Prawica maszerującą na potrzeby wewnętrzne przekonuje, że nie jest wcale neokonska. Sęk w tym, że wypowiedzi i sympatie jej liderów świadczą o czymś wprost przeciwnym. Fakt, że historycznie np. ONR też popierał powstanie państwa Izrael, ale czynił tak w nadziei, że kogoś uda tam się wysłać. Tymczasem współczesne organizacje neo-endeckie są prowadzone na pasku polityki skrajnie pro-izraelskiej, nieco tylko ograniczonej historycznym i nader wstrzemięźliwym antysemityzmem.

Dyskutując niedawno z Kolegami z facebookowej grupy „Brońmy Syrii i Iranu”, wymieniłem też przy okazji kilka zdań polemiki z jednym z prominentnych liderów prawicy maszerującej, (prywatnie przesympatycznym)Arturem Zawiszą. Wyrażał on charakterystyczny dla swego środowiska sceptycyzm wobec zajmowania stanowiska w stosunku do wydarzeń światowych. „Wedle centroprawicy należy walczyć z Assadem wespół z USA, a wedle ultraprawicy należy bronić Assada przeciw USA; tymczasem wedle prawicy sytuacja jest skomplikowana i żadna ze stron nie jest godna zachodu (i Zachodu)..” – napisał. Tymczasem trudno oprzeć się wrażeniu, że geopolityka i dyplomacja robią się skomplikowane dla maszerujących Kolegów wtedy, gdy zatrącają o interesy amerykańskie i/czyli izraelskie. Poza tym stosunki międzynarodowe robią się proste. Zwłaszcza w tych najbardziej drastycznych przypadkach – kol. Zawisza walił z mostu co myśli.

Właściwa strona amerykańska

Pytany w 2005 r. przez dziennikarzy portalu psz.pl, wówczas jeszcze będący posłem PiS obecny lider Marszu Niepodległości tak przedstawiał swoje poglądy: „- Jak z perspektywy dwóch lat ocenia pan decyzję zaangażowaniu się Polski w interwencję w Iraku? – Byłem i jestem wielkim zwolennikiem tego zaangażowania. (…) Oczywiście na wojnie jak na wojnie giną ludzie, czasem opinia publiczna może być zdezorientowana ale przesłanką zasadniczą było to, że braliśmy udział w dziele ofensywnej obrony cywilizacji zachodniej przed zagrożeniem terrorystycznym. Jestem usatysfakcjonowany, że polska znalazła się wtedy po właściwej stronie”.

Kwestia „właściwości strony”, jakiejś obiektywnej słuszności działania w sprawach międzynarodowych innej i wyższej niż polska racja stanu – to właśnie odróżnia neokonów RP od polskich narodowców. „Skomplikowanie” to więc pozór, dym mający przesłonić właściwe cele i priorytety ruchu przed jego mniej wtajemniczonymi sympatykami. Dla liderów (a w każdym razie tych, którzy tak się opinii publicznej przedstawiają) w istocie jest wszystko jest proste.

Jeszcze właściwsza racja Izraela

Jak proste – kol. Zawisza wyraził w swym bodaj najsłynniejszym tekście na temat polityki międzynarodowej, opublikowanym w „Dzienniku” w styczniu 2009 r. pod wszystko mówiącym tytułem „Racja jest po stronie Izraela”. W artykule tym lider MN pisał m.in. „Zasada sprawiedliwości nakazuje nam solidarność z Izraelem”. Czym kol. Zawisza tłumaczył to swoje głębokie i jednoznaczne przekonanie? Na raczej prościutkim i nieskomplikowanym rozumowaniu (?): „Nie możemy jednak zamykać oczu na to, po czyjej stronie jest racja w tym konflikcie. Tą stroną jest Izrael” – powtarza Zawisza. I choć dla niego zamyka to sprawę, to nadal nie sposób pojąć ALE DLACZEGO U LICHA IZRAEL MA MIEĆ RACJĘ?! Czy daje mu ją sam fakt zagrożenia? W takim razie Zawiszy chodzić musi o rację izraelską, bynajmniej nie obiektywną. Czy dlatego, że jego przeciwnikami są m.in. fundamentaliści islamscy? Ale przecież zagrażają oni też choćby Rosji, czy Chinom, a ostatnio także (w innym swym nurcie) Syrii. Czy i te państwa mają – zdaniem kol. Zawiszy – równie bezwzględną i bezwarunkową rację?

Wydaje się jednak, że tak daleko refleksja geopolityczna kol. Zawiszy nie sięga. Przeciwnie, podobnie jak swoje środowisko – kol. Artur gdy nie kryje się za zgrabnymi bon-motami – jednoznacznie i zdecydowanie opowiada się za neokonską wizją świata, choć zasady „prawo-człowiecze” oficjalnie zastępuje w niej rzekomo „prawno-naturalnymi”.

Z jednej strony kol. Zawisza pytany o swój stosunek do Izraela odpowiada zgrabnie, że: „W odróżnieniu filosemickiej i pro-izraelskiej centroprawicy oraz antysemickiej i antyizraelskiej ultraprawicy – jestem pro-izraelskim antysemitą, więc zwracam uwagę na zachowanie Izraela, ale nie idę na pasku żydostwa”.Z drugiej jednak, we wspomnianym wywiadzie dla psz.pl – dał nieco bardziej rozbudowaną wykładnię swych poglądów geopolitycznych: „ – Mówi się że Polska stała się ostatnio adwokatem Izraela w Europie. Czy zgadza się pan z tym stwierdzeniem? – Osobiście bardzo cieszyłbym się gdyby to określenie utrwaliło się i odpowiadało prawdzie, choć sprawa jest sama w sobie ze wszech miar trudna. Trudna ze względu na powikłania sytuacji bliskowschodniej, gdzie każda ze stron ma swoje racje i nikt nie jest tam bez winy. Trudna również ze względu na historię stosunków-polsko żydowskich, które przecież wielokrotnie były konfliktowe i w cale nie koniecznie z polskiej winy bo równie dobrze w tym znaczeniu, że społeczność żydowska zachowywała się nielojalnie wobec państwa i narodu polskiego. Tak więc z jednej strony skomplikowanie kryzysu bliskowschodniego, a z drugiej trudna historia nie daje łatwej drogi do współpracy polsko-izraelskiej. Natomiast ja jestem głębokim zwolennikiem tego aby ta współpraca była świadomie umacniana i to z kilku powodów. Po pierwsze jeżeli zgadzamy się z pewną wizją amerykańską, że należy nieść przesłanie wolnościowe i wartości cywilizacji zachodniej w te obszary świata gdzie ich nie ma to wtedy widzimy, że to państwo Izrael jest swego rodzaju forpocztą cywilizacji judeochrześcijańskiej, która z trudem jako jedyne państwo demokratyczne na Bliskim Wschodzie znajduje swoje miejsce wśród morza społeczności arabskiej. Drugą kwestią jest to, że Polacy jako naród o trudnej historii powinni w szczególności sympatyzować z narodami, które odbudowują swoje państwa i mężnie bronią swojego interesu narodowego, jednocześnie podkreślając dumnie że prowadzą politykę narodową. Państwo Izrael jest znakomitym przykładem, że można być państwem cywilizowanym, demokratycznym, prowadzącym ofensywną politykę interesu narodowego, dobrym przykładem dla Polski. Trzecia kwestia jest taka, że Polacy nie zawsze mogą liczyć na życzliwość diaspory żydowskiej w świecie, jako przykład można podać agresywne zachowania amerykańskich Żydów czy to w sprawach dot. kwestii historycznych czy wręcz współczesnych kwestii majątkowych. W tym kontekście współpraca Polski i Izraela może być swego rodzaju antidotum na tamte trudne dyskusje i pokazywać, że Polacy są gotowi we wszystkim co dobre i godziwe współpracować z jedynym na świecie państwem żydowskim, czyli Izraelem. Z tych wszystkich powodów uważam, że jest miejsce na taki wręcz strategiczny sojusz i gdyby Polska rzeczywiście mogła być określana mianem „adwokata Izraela w Europie” to byłbym tym wysoce usatysfakcjonowany”.

Cywilizacyjne wartości McŚwiata

Ten przydługi cytat stanowi kwintesencję ideologii geopolitycznej maszerującej prawicy, choć został wygłoszony na lata przed jej uformowaniem. Oprócz bowiem tradycyjnych już zaklęć na skomplikowanie problemu – kol. Zawisza opowiada się bowiem jednoznacznie za wizją neokonską, dla której kluczowe jest „niesienie przesłania wolnościowego i wartości cywilizacji zachodniej”, mylnie i fałszywie utożsamiane z działaniami Stanów Zjednoczonych i Izraela. Odnośnie „przesłania wolnościowego” trudno mi się wypowiadać, nie wiem bowiem co kol. Zawisza rozumie pod tym sloganem. Jakie elementy „cywilizacji Zachodu” widzi jednak w polityce Tel Awiwu – pozostanie jego tajemnicą, podobnie jak i przyczyna, dla której izraelski apartheid nazywa „demokracją”. Już litościwie nie pytajmy więc czemu akurat ta „demokratyczność” jest kol. Arturowi (w końcu prominentnemu członkowi naszego Klubu) tak miła…

Izrael się nam nie opłaca

Kol. Zawisza przedkłada jednak również pozornie racjonalne argumenty za „strategicznym sojuszem” z Izraelem. I choć określenie to musi budzić zgrzyt (bo jak dotąd rzekomo „strategiczne” miały być nasze kontakty z Ukrainą, też zresztą wspierane przez lidera Marszu) – to warto chwilę się zastanowić, czy realizm pro-izraelskości jest autentyczny. Otóż trzeba podkreślić, że choć wszystkie rządy w III RP prowadziły politykę skrajnie i jednostronnie pro-żydowską i pro-izraelską – to nie zaszedł żaden z efektów zapowiadanych przez Zawiszę. Tel Awiw nie poskramiał bynajmniej żądań roszczeniowych środowisk żydowskich z Ameryki, nie tonował antypolskiej propagandy tych kręgów. Słowem – istnienie Izraela bynajmniej się Polsce nie opłaciło.

Endecki sen, że Żydzi skupieni w jednym miejscu przestaną zajmować się naszym krajem – nie sprawdził się, bowiem Izrael nie jest tym wymarzonym państwem, w którym mogliby zamieszkać wszyscy potomkowie Abrahama. Przeciwnie – dość ewidentnie są nim Stany Zjednoczone, a istnienie Izraela tylko uwagę Żydów skupia na wycinku polityki światowej bardzo niebezpiecznym dla stabilności sytuacji międzynarodowej. W oczywisty sposób „zepchnięcie Żydów do morza”, co postulują palestyńscy radykałowie – byłoby więc z korzyścią dla wszystkich, z ludem mojżeszowym włącznie.

Paradoksy „judeochrześcijan”

Pro-izraelskość, która łączy środowisko maszerujące np. z ”Frondą” czy Markiem Jurkiem – sprowadza się więc w istocie do samych paradoksów: z jednej strony pro-izraelici kierują się antysocjalizmem (dlatego potępiają np. baasizm Assadów czy Husajna, a także al-Fatah Arafata) – z drugiej jednak popierają nacjonal-socjalistyczny (a u swej genezy wręcz komunistyczny) Izrael. Oficjalnie kieruje nimi troska o Miejsca Święte – jednak nie przeszkadza im to przymykać oczy na terroryzm wahabicki i sunnicki (zwłaszcza, jeśli jest wymierzony np. w Rosję na Kaukazie). Mniej tolerancyjni są za to dla szyitów – ci bowiem są konsekwentnie antyamerykańscy i antysyjonistyczni. Tymczasem wystarczyłoby więc wyobrazić sobie w Jerozolimie nie opłacanych przez Saudów radykałów, ale świecką, socjalizującą dyktaturę OWP – i już problem ochrony Grobu Świętego nie wymuszałby przymykania oczu na politykę Izraela i Waszyngtonu. Tego jednak „judeochrześcijanie” właśnie nie potrafią i nie chcą. Nie racjonalizm nimi kieruje, ale przekonanie o „słuszności” swej doktryny. Nie różni ich to więc od sekt syjonistycznych w Stanach, dla których ważniejsza jest „odbudowa Świątyni” (utożsamianej niekiedy wprost z Medinat Yisra’el), niż jakikolwiek interes geopolityczny z tego świata…

Pro-izraelskość kol. Zawiszy jest więc na tyle nieuzasadniona i pozbawiona innych niż doktrynalne podstaw, że można ją włożyć między karty tych samych bajek, co i jego historyczny „antysemityzm”. Tym bardziej, że z mianem „antysemity” ciężko byłoby zostać europosłem, ciężko byłoby na powrót odnaleźć się u boku Jarosława Kaczyńskiego, co jak dotąd wydaje się konsekwentnie realizowanym planem politycznym (prywatnie przesympatycznego) kol. Artura.

Jeszcze przed poprzednimi wyborami prezydenckimi w USA, kol. Zawisza przyznawał rozbrajająco: „Ja nie ukrywam, że polska prawica bardzo sympatyzuje z obecną amerykańska administracją. Republikanie mogą przegrać wybory, czego im oczywiście nie życzę ale nawet wtedy dla krajów wychodzących z komunizmu lepszym wzorem rozwojowym jest to co amerykańskie niż to co unijno-europejskie”. Otóż właśnie o to chodzi! Prawica maszerująca idzie pod hasłami eurosceptycznymi i antybrukselskimi, ale w zamian nie reprezentuje bynajmniej interesów polskich, jak to stara się wmówić narodowej młodzieży. To są słabo tylko tylko zakamuflowani neokoni, ślepi zwolennicy globalnej hegemonii USA bez względu na to, czy jest ona zgodna czy też nie z naszymi narodowymi interesami. Ani „wyjaśnianie”, że geopolityka „jest skomplikowana”, ani szukanie tanich uzasadnień dla ulegania lobby syjonistycznemu ze Stanów – nie są w stanie faktów tych przesłonić.

Jakiś czas temu okazało się, że w kręgach „prawicy IPN-owskiej” (z grubsza odpowiadającej kierownictwu MN) jednym z ulubionych filmów jest produkcja na temat „Betaru”, faszystowskiego ruchu żydowskiej młodzieży. Jest coś intrygującego, że kiedyś młodzi polscy i żydowscy narodowcy darzyli się szacunkiem, ale umieli odróżniać swoje interesy – a dziś część środowiska neo-endeckiego znalazła się na pozycjach nieomal grupy rekonstrukcyjnej Bejtar-Brit Trumpeldor…

Konrad Rękas

Ps. Jak podały agencje informacyjne – Izrael zapowiedział swoją gotowość do napaści na Syrię. Zobaczymy, czy wobec tej agresji sytuacja geopolityczna będzie dla „maszerujących” nadal tak samo „skomplikowana”, czy nagle rażąco się uprości. Oczywiście – fałszywie łącząc interes Polski z realizowaniem marzenia o budowie Wielkiego Izraela…

Za: http://konwentnarodowypolski.wordpress.com/2014/03/21/1284/

Data publikacji: 21.07.2012

Tags : , , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.