Opublikowano Marzec 8, 2012 Przez a303 W Polska

Epidemia Przepraszania. Henryk Pająk

Fragment książki Henryka Pająka pt:”Nowotwory Watykanu”. Wydawnictwo Retro, Lublin, 2005, s 289-300, ISBN 83-875510-51-3. Przypisy w oryginale.

Chronologicznie pierwszym aktem przepraszania niemieckich ludobójców przez przedstawicieli narodu ich ofiar na gruncie polskim, było osławione Orę­dzie biskupów polskich do biskupów niemieckich z 18 listopada 1965 roku. Orę­dzie podpisało 36 biskupów, uczestników Soboru Watykańskiego II. Zostało zredagowane w Rzymie, dokument jest sygnowany datą i miejscem jego powsta­nia: 18 listopada 1965, Rzym.

Cztery pierwsze nazwiska otwierające „Orędzie”, to kardynał Stefan Wy­szyński – Prymas Polski, Antoni Baraniak – arcybiskup poznański, Bolesław Kominek – arcybiskup tytularny we Wrocławiu, Karol Wojtyła – arcybiskup metropolita krakowski.

Kto redagował Orędzie? „Trybuna Ludu” z grudnia 1965 roku pisała:

Prasa zachodnioniemiecka obszernie informowała, że w tra­kcie przygotowania Orędzia odbyło się w Rzymie szereg spotkań biskupów polskich i niemieckich, na których radzono nad takim opracowaniem tekstu, „aby możliwie wykluczyć z góry nieporozu­mienia”. Z ramienia episkopatu niemieckiego w konsultacjach ucze­stniczyli biskupi: Franz Hengsbach, Joseph Schroeffer i Otto Spuelbeck, zaś ze strony episkopatu polskiego arcybiskup Bolesław Kominek, arcybiskup Karol Wojtyła oraz biskup sufragan Jerzy Stroba. W trakcie i w wyniku tych narad tekst listu był wielokrotnie przerabiany.

Arcybiskup K. Wojtyła w Liście otwartym do pracowników Zakładów „Sol­vay” z 24 grudnia 1965 roku energicznie zaprzeczał swego udziału w autorstwie tego listu/5 Była to reakcja abp. K. Wojtyły m.in. na cytowany wyżej fragment publikacji „Trybuny Ludu”. Wiadomo jednak z rozdziału Sobór w orbicie Krem­la, że wywiad „polski” i sowiecki przenikał w okresie Soboru wszystkie ściany,narady, spotkania i archiwa Watykanu, co wykazaliśmy choćby na przykładach agentów Cippicio i Tondiego, czy korespondenta PAP A. Krasickiego. Nazwiska biskupów niemieckich i polskich redagujących wspólnie ten dokument, także nie wzięły się znikąd.

Orędzie nigdy by nie zaistniało bez zgody Prymasa Wyszyńskiego – niejas­nej na tle ostrożnej polityki Prymasa w stosunku do reżimu PRL. Czy uległ presji atmosfery soborowej? Presji wpływowych niemieckojęzycznych ojców soboro­wych? Czy stawiał na późniejszą wdzięczność i poparcie niemieckiej mniejszo­ści na Ziemiach Odzyskanych, na niemieckich kapłanów tych ziem?

Ksiądz J. Zator-Przytocki, okupacyjny kapelan Armii Krajowej, po wojnie okrutnie torturowany przez UB3,55, pisał w swoich „Pamiętnikach”, że po areszto­waniu Prymasa wzięły go w obronę tylko dwie istoty: pies i Niemiec! Pies Pry­masa, który rzucił się na ubeków, gdy przyszli go aresztować, a Niemcem okazał się ksiądz Cyn -wikariusz kapitulny z Olsztyna. Okazał się on jedynym członkiem Epi­skopatu, który nie podpisał sławetnej „deklaracji” Episkopatu o słuszności umiesz­czenia Prymasa „w odosobnieniu”! Takie gesty pamięta się do grobowej deski!

W Orędziu znalazły się wątki o charakterze jawnej prowokacji politycznej, a także wątek będący wręcz moralnym nadużyciem, niedopuszczalną samowolą. Tym pierwszym było rozczulanie się nad „wypędzonymi” z Ziem Odzyskanych. Tym drugim – prośba o „przebaczenie”!

Co do pierwszego, był to wspaniały prezent dla rodzącego się niemieckiego ruchu roszczeniowego „wypędzonych”. Polscy biskupi uroczyście uznawali to „wypędzenie”:

Lecz i miliony Niemców musiały opuścić swoje rodzinne stro­ny, w których żyli ich ojcowie i pradziadowie. Nie przybyli oni w ciągu wieków na te ziemie jako zdobywcy, lecz zostali wezwani przez rodzimych książąt…

No cóż – to „wezwanie” było tak silne, tak trwałe, że potem musiała być bi­twa pod Grunwaldem, zresztą i tak nieskuteczna, bo „ich ojcowie i pradziado­wie” pozostali na tych ziemiach na pół tysiąca lat! Aż wreszcie biednych Niemców wypędzili okrutni Polacy w wyniku drugiej wojny światowej, nie wiadomo przez kogo rozpętanej, bo Orędzie tego nie wyjaśnia.

Tak oto polscy biskupi w Orędziu dali „wysiedlonym” zarówno historyczne jak i moralne wsparcie i usprawiedliwienie ich rodzących się roszczeń. Wtedy na czele ruchu roszczeniowego stanął Wenzel Jakchs – szef Związku Przesiedlo­nych, potem niemiecki Żyd Herbert Hupka. Obecnie w tej sztafecie pokoleń pałeczkę przejmuje sławetna E. Steinbach. Tym razem już wracają – w ramach nowej, bezkrwawej formy „Drang nach Osten” – Unii Europejskiej. Już siedzą na walizkach. Już wykupili cichaczem, za bezcen, przez podstawione osoby, set­ki tysięcy hektarów, o czym pisałem m.in. w książkach A naród śpi i Z łagru do eurołagru. Już wystawili około 600.000 pozwów roszczeniowych do władz pol­skich na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Już żądają dwujęzyczności Śląska i Opolszczyzny w urzędach i dokumentach urzędowych.

Gazety RFN nie posiadały się ze szczęścia, pisząc o Orędziu biskupów pol­skich. W tym duchu pisały: „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (1 XII 1965), „Ge­neral Enzeinger” (1 XII), „Die Welt” (2 XII), „Handelsblatt” (3 XII), „Stuttgarten Zeitung” (3 XII), „Deutsche Press Agentur” (7 XII), „Deutsche Ostdienst” (10 XII), „Die Bruecke” (11 XII) i szereg innych.

Oficjalny biuletyn partii FDP – „Freie Diplomatische Korrespondent” z 30 listopada 1965 roku trafnie ustalił sedno Orędzia:

Orędzie biskupów polskich sformułowane jest w języku kończącego się Soboru, w duchu braterstwa i porozumienia W7.

Albo w biuletynie niemieckich socjaldemokratów – „SPD – Pressedienst” z 1 grudnia 1965 roku:

Z Polski usłyszeliśmy tony, jakich w okresie powojennym nigdy jeszcze nie słyszano. Pisma polskich biskupów katolickich do niemieckich biskupów i kardynałów (…) nie można czytat bez wzruszenia…

Orędzie daje wyjątkowo enigmatyczny przegląd historii stosunków niemiec­ko-polskich, wprost alergicznie omijając niemiecki ekspansjonizm na dystansie wieków. Ten rys historyczny zajmuje około 70 proc. Orędzia – konia z rzędem temu, kto przybyszy z Marsa czy z australijskiego buszu, byłby w stanie dowie­dzieć się, kto był winien, kto ofiarą, a kto katem.

Ale najbardziej niszczycielski dla polskości był przedostatni akapit:

W tym ogólnochrześcijańskim, a zarazem bardzo humanita­rnym duchu wyciągamy do Was nasze dłonie z ław kończącego się Soboru, udzielamy przebaczenia i prosimy o przebaczenie.

Za co? Za co prosimy o przebaczenie – zawrzało nad Wisłą – komunistyczną ale Wisłą, wciąż polską i oby na zawsze polską!

Prosić naród ludobójców – morderców 3 mln Polaków o przebaczenie? Czy nie jest to „o jeden most za daleko”, a raczej o sześć milionów polskich ofiar niemieckiego ludobójstwa – trzech milionów Polaków i trzech milionów oby­wateli polskich pochodzenia żydowskiego?

Za co ich przepraszaliśmy – oto pytanie, które tak wtedy jak i po czterdzie­stu latach musimy – w kontekście Soboru i kumania się polskich modernistów z modernistami niemieckimi na Soborze i obecnego „Drang nach Osten” – zadać z całą mocą. Nad tym Orędziem na całe 40 lat, aż po czas dzisiejszy, zawisł szczególny parasol ochronny: Polacy myślący i czujący po katolicku nie mogli krytykować Orędzia, gdyż stawaliby w szeregach popleczników PRL! I tak jest do dziś. Po 1989 roku nikt także nie ośmielił się powiedzieć czy napisać coś negatywnego o Orędziu.

To pytanie – za co przepraszać – stawiały władze komunistycznej PRL po­wodowane wyłącznie racjami politycznymi. To ich sprawa. Takie były wymogi naszego wasalstwa wobec sowieckiego okupanta, wobec „zimnej wojny”, kon­frontacji z Niemcami Zachodnimi w ramach Bloku Wschodniego. My postawmy to pytanie inaczej:

Jakim moralnym prawem biskupi polscy przepraszali naród katów – lu­dobójców za wymordowanie trzech milionów rdzennych Polaków?

Czy pytali o zgodę na przeproszenie ponad 2000 polskich księży wymordo­wanych w obozach koncentracyjnych i egzekucjach, a także polskich biskupów, w tym biskupa lubelskiego Władysława Gorala, zadręczonego po pięciu latach pobytu w obozie koncentracyjnym?

Czy pytali o zgodę na przeproszenie:

– 3963 wymordowanych nauczycieli szkół powszechnych;

– 5000 wymordowanych lekarzy;

– 2500 wymordowanych dentystów;

– 4500 wymordowanych adwokatów;

– 1110 wymordowanych sędziów i prokuratorów;

– 700 wymordowanych profesorów szkół wyższych (28,5%);

a także setek historyków sztuki, archeologów, plastyków, muzyków, aktorów i reżyserów, literatów, dziennikarzy, bibliotekarzy i archiwistów^5.

A może nasi ojcowie wymordowali analogiczne liczby duchownych nie­mieckich, nauczycieli, profesorów, lekarzy, adwokatów, sędziów i prokura­torów?

Czy to nasi ojcowie zburzyli Niemcom w Niemczech:

– 4880 szkół powszechnych

– 271 szkół średnich

– 17 wyższych uczelni

–  216 szkół zawodowych

– 25 muzeów (i obrabowali je doszczętnie)

– 35389 teatrów.

Wykładowca Uniwersytetu Poznańskiego prof. Alfons Klafkowski dokonał wnikliwej, profesjonalnej oceny strat Polski w wyniku najazdu niemieckiego i ustalił łączną kwotę tych zniszczeń na 550 miliardów dolarów. Czy Polacy mają przepraszać Niemców za te 70% zniszczeń i grabieży? Czy powinni żądać o Nie­mców odszkodowania za te zniszczenia i rabunki?

Władze Warszawy, głównie liderzy Prawa i Sprawiedliwości na czele z L. Kaczyńskim wyliczyły w styczniu 2004 r. okupacyjne zniszczenia Warszawy na 31 mld złotych. Ogłoszono, że ta kwota będzie stanowić oręż obrony przed ro­szczeniami „wypędzonych” i zachęcano inne miasta do przygotowania takich ra­chunków do zapłacenia w przyszłości.

Upokarzające szaleństwo przepraszania rozlało się na całą Europę, a w kon­sekwencjach moralnych i religijnych na cały świat, na cały Kościół katolicki – głównie przepraszania Żydów. Polskojęzyczni „koczownicy etniczni” po latach dali pokaz tej antypolskiej, służalczej wobec syjonizmu dywersji politycznej słynną „Mszą ekspiacyjną” za rzekomy polski mord na Żydach w Jedwabnem. Była to moralna, religijna legitymizacja nikczemnych kłamstw rodzimego i światowego żydostwa oskarżających nas o tę rzekomą zbrodnię „sąsiadów” polskich na sąsiadach żydowskich.

Nic więc dziwnego, że mając taką legitymizację ze strony liderów Episkopatu, tzw. „Instytut Pamięci Narodowej” pod wodzą starannie dobranego „etnicznego ko­czownika” L. Kieresa, latem 2003 roku wydał ostateczny wyrok na Polaków poko­lenia naszych ojców i dziadków – że to oni byli mordercami Żydów jedwabieńskich.

Ta dywersja wobec faktów miała głębsze przyczyny. Watykan, zwłaszcza osobiście Jan Paweł II, od lat już niemal ubezwłasnowolniony, rozpoczął cykl poniżających przeprosin Żydów za wszystkie „niegodziwości antysemityzmu” popełnione przez gojów na dystansie wieków, z ich apogeum w okresie hitlero­wskiego niemczyzmu. Na celowniku żydowskich harcowników, co już wykaza­liśmy w innym rozdziale, znalazł się Pius XII, Watykan in corpore, a latem 2003 roku – wszystkie episkopaty państw europejskich. Wszystkie, bowiem amery­kański Kongres Żydów zażądał od europejskich episkopatów przeprosin za ich rzekomą bierność w okresie holokaustu. Tylko czekać, jak po tym sygnale syjonizmu, europejskie episkopaty zaczną się bić w piersi za swoją „bierność”.

Polski Episkopat był jednym z pierwszych i najdokładniej wytarzał się w ekspiacyjnym amoku.

Festiwal przepraszania w wykonaniu Jana Pawła II rozpoczął się w latach 1998-1999 i z przerwami trwał przez kilka następnych lat. Masowość tego samo- biczowania Kościoła, ustawiania go w roli winnego za rzekome prześladowania Żydów na dystansie dziejów sprawiły, że włoski autor Luigi Accattoli sporządził swoisty remanent tego potoku przeprosin do roku 1998 – wtedy bowiem ukazała się jego książka, błyskawicznie przetłumaczona i wydana przez syjonistyczny polskojęzyczny „Znak”. Nosi ona tytuł: Kiedy Papież prosi o przebaczenie.

Wszystkie mea culpa Jana Pawła II (Kraków 1999). Książka jest zbiorem przeprosinowych wystąpień Jana Pawła II, w których papież przeprasza świat, a tak naprawdę to Żydów, za grzechy Kościoła katolickiego i całego chrześcijaństwa.

Przepraszanie Żydów jako nacji i jako wyznania ma swoje głębsze i groźniej­sze w skutkach motywacje. Wynika z heretyckiego założenia, że Kościoła katoli­ckiego nie założył Chrystus tylko ludzie, czyli Kościół nie jest Mistycznym Ciałem Chrystusa. Odniósł się do tej herezji Pius XII w encyklice Mystyci Corporis Christi390, a wcześniej jeszcze św. Pius X w dekrecie Lamentabili i encykli­ce Pascendi domininici gregis, a także Pius IX w słynnym Syllabusie391.

Jeżeli się odrzuca dogmat o Kościele jako o Mistycznym Ciele Chrystu­sa, to zamienia się go w jeszcze jedną instytucję czy organizację nie wolną od win, grzechów, nawet przestępstw, zbrodni; stale błądzącą. Tymczasem winy biskupów, księży, ich kościelnych organizacji, w Mistycznym Ciele Chrystu­sa nie są winami tego Mistycznego Ciała – Kościoła Chrystusowego, tylko winami konkretnych ludzi, członków tego Kościoła.

Jak „nauczał” wyjątkowo aktywny na Soborze II kardynał – mason Sue- nens, dawna jedność Kościoła została utracona, a jego obecna , jedność” przeja­wia się tylko w jego różnorodności duchowej, liturgicznej, teologicznej, kanoni­cznej, pastoralnej392. Inny modernista – osławiony abp Alfons Nossol z zadowoleniem dekretował w „Tygodniku Powszechnym” 23 maja 1999:

Nie istnieje widzialny Kościół Chrystusowy, który posia­dałby atrybut jedności.

Już za tę jedną herezję Nossol zostałby potępiony przez wielu papieży z pier­wszej połowy XX wieku i wieku XIX. Teraz jest to bezkarne w myśl zasady: „Gdzie Rzym, gdzie Krym!”. Nossol potwierdzał tragiczną prawdę: po Vaticanum II jest tyle Kościołów, ilu Nossolów, Suenensów, etc.

Próby rzucania na pokutnicze kolana Kościoła katolickiego miały miejsce na wiele dziesięcioleci przed Vaticanum II. Św. Pius X dostrzegał ten niszczycielski kurs, kiedy stwierdzał:

Pisząc historię, starają się wydobywać na światło dzienne wszy­stko to, co stanowi wedle ich zapatrywania, ciemną plamę w dziejach Kościoła, a czynią to pod pretekstem mówienia całej prawdy – z pewnego rodzaju zadowoleniem^.

Dziś można uzupełnić: nie „z pewnego rodzaju zadowoleniem”, tylko z sza­tańskim rechotem!

To pasmo Canossy rozpoczął formalnie Jan XXIII. Zmienił m.in. modlitwy Wielkopiątkowe, uznając niektóre teksty za obrażające Żydów, niemal antysemi­ckie. Dziwnym trafem Żydzi w drodze „dialogu” nie wykreślili z Talmudu prze­rażających złorzeczeń przeciwko Chrystusowi, Matce Boskiej, przeciwko gojom, których się nazywa „bydłem”, ich – Żydów, własnością! Pisali przed wojną o tym m.in. ks. dr Trzeciak, obszernie tu cytowany ks. prof. Pranajtis, ks. Kruszyński i wielu innych355, ale wznowienia ich książek obecnie są piętnowane jako akty polskiego „antysemityzmu”.

Rozpoczął tę Canossę Sobór Watykański II w Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich, przepraszając je za wszelkie „niestosowne akty”. Autorzy Deklaracji nie sprecyzowali, co w istocie oznacza słowo „antysemityzm”. Na skutek tego Żydzi dopominają się obecnie oczyszczenia Pisma Św. z „antyse­mickich naleciałości”, a także „dekanonizacji” niektórych świętych. Dopominał się tego m.in. etniczny koczownik ks. prof. Michał Czajkowski i kilku innych harcowników antypolonizmu w Episkopacie opanowanym przez „mojżeszowych”.

Wiadomo dziś, że soborowy projekt Nostra aetete pisało dwóch Żydów: je­den jawny – Józef Lichten396 przyjaciel Jana Pawła II oraz mason kardynał A. Bea J. Lichten stwierdzał potem z żydowską hucpą: Po raz pierwszy w historii soborów najwyższy Synod Kościoła użył słowa ,, antysemityzm ” i przeciwstawił mu się bez zastrzeżeń .

Jan Paweł II oficjalnie potem potępił „antysemityzm”.

Autor książki: Kiedy papież prosi o przebaczenie… przytacza wypowiedź Jana Pawła II skierowaną do ks. Germano Patalaro tuż po wyborze papieża: nie ma ekumenizmu bez wyznania win, bez przekazania sobie znaku pokoju i wza­jemnego przebaczenia. Kiedy Żydzi poproszą katolików o przebaczenie, za ich zbrodnie komunistyczne oraz obelgi w Talmudzie?

Początkiem festiwalu przeprosin stał się list Jana Pawła II z 1994: Refleksje na temat Wielkiego Jubileuszu Roku 2000, adresowany do kardynałów. Dziwnym trafem ów list, traktowany przez papieża jako wewnętrzny, szybko przedostał się do prasy, co przypomina m.in. przedwczesne opublikowanie wywiadu z kard. Siri, które praktycznie przekreśliło jego szansę na wybór na papieża. Papież pisał w tym liście: Wojny religijne, trybunały Inkwizycji, inne formy nieprzestrzegania praw człowieka (…) trzeba, aby Kościół (…) z własnej inicjatywy dokonał rewizji ciemnych aspektów swej historii…

Wybitny pisarz katolicki Vittorio Messori nazwał treść tego listu oszczerczą wobec Kościoła katolickiego.

Kolejnym etapem papieskiej Canossy był list apostolski Tertio millenio ad­veniente. Wzywał cały Kościół do rachunku sumienia, aby wziął na siebie cały ciężar grzechu swoich synów.

Sprzeciwił się temu wyzwaniu nawet kardynał Biffi w liście pasterskim do wiernych swojej diecezji w Bolonii. Dokonał w nim rozróżnienia pomiędzy grzechami osobistymi katolików, a Niepokalanym Kościołem jako Mistycz­nym Ciałem Chrystusa: Kościół jako Ciało Mistyczne nie ma grzechów!

Stanowisko kard. Biffiego poparli: kard. Angelo Sodano, biskup Como, Sandro Maggiolini. Daremnie. Papież niczego nie skorygował. Nie odniósł się do treści ich protestu.

Za co najczęściej przepraszał i przeprasza Jan Paweł II? Za:

– wyprawy krzyżowe

– wojny religijne

– Inkwizycję

– procesy Galileusza, Lutra, Husa, Kalwina, Zwinglego

– „dyktatury” kościelne

– rasizm oraz integryzm

– handel niewolnikami

– walki plemienne w Ruandzie^

– za mafię włoską599

Papież pośrednio przeprosił za „grzech” Piusa XI! Jaki? Za jego potępienie ekumenizmu! Złożył kwiaty na grobie luterańskiego pastora, organizatora w Sztokholmie konferencji ekumenicznej. To właśnie ta konferencja skłoniła Stolicę Apostolską do potępienia ekumenizmu w 1928 roku.

W Edynburgu (1982), gdzie w 1910 roku odbył się ekumeniczny Kongres Misyjny, Jan Paweł II złożył hołd jego uczestnikom i ubolewał, że wtedy za­brakło na tym kongresie katolików!

Osobny rozdział ekspiacji za „winy Kościoła” to przepraszanie za heretyka M. Lutra. Dowodem rehabilitacji i apoteozy heretyka było odmówienie przez Jana Pawła II modlitwy ułożonej przez Lutra w ostatnich latach jego heretyckiego życia. W Niemczech (czerwiec 1996 roku) papież z ubolewaniem mówił o winie katoli­ków za konflikt z Lutrem: to tak, jakby Kościół odszedł od Lutra, a nie odwrotnie.

Jan Paweł II powiedział w Skandynawii w 1988 roku, że każda ekskomunika ustaje z chwilą śmierci obłożonego nią człowieka. Oznaczało to, że papież już nie uznaje Lutra za ekskomunikowanego.

Czy jednak śmierć heretyka i odszczepieńca anuluje jego herezje i szko­dy wyrządzone tejże jedności Kościoła, w imię której papież kajał się za stosu­nek swych poprzedników do Lutra i luteranizmu? Dlaczego nie żądał od protestantów przeproszenia Kościoła za rozłam luterański?

Powołując się na „wolność i tolerancję religijną” Jan Paweł II w Cze­chosłowacji (1990) i w Czechach w 1995 roku deklarował rewizję stosunku Kościoła do Jana Husa – założyciela protestantyzmu, ekskomunikowanego i skazanego na śmierć w 1411 roku.

Wcześniej jeszcze, podczas wizyty w Szwajcarii w 1984 roku Jan Paweł II nawiązując do rocznic urodzin Kalwina i Zwinglego zapewniał, że nie sposób zaprzeczyć elementom teologii duchowości (tych heretyków – H.P), które utrzy­mują między nami głębokie więzi i że wyznawcy owego Kościoła Reformowanego w Szwajcarii wreszcie sporządzą obiektywną historię tej burzliwej epoki w imię braterskiej miłości.

Święty Jan Sarkand został zamordowany przez protestantów za odmowę ujawnienia tajemnicy spowiedzi. Kanonizacja tego męczennika rozwścieczyła protestantów na całym świecie. Papież łagodził skutki kanonizacji przepra­szając za krzywdy wyrządzone protestantom przez katolików. Za mord na J. Sarkandzie protestanci nie przepraszali.

Co do kajania się przed Żydami, kluczowe były odwiedziny Jana Pawła II w synagodze rzymskiej 13 kwietnia 1986 roku – pierwsza w historii wizyta pa­pieża w synagodze400. W przemówieniu powołał się na soborową Nostra aetete. W imieniu Kościoła katolickiego kajał się za „antysemityzm”. Nazwał Żydów „starszymi braćmi w wierze”.

W sierpniu 1981 roku w liście do przewodniczącego Konferencji Episkopatu USA Jan Paweł II wyraził ubolewanie za cierpienia Żydów doznane od wiernych Kościoła katolickiego. Nie doczekaliśmy się nigdy najmniejszej próby skruchy Żydów za niezliczone cierpienia katolików, za ich zbrodnie wobec katolików, rozbijanie Kościoła, za przywództwo nad zgubną dla Kościoła masonerią za organizowanie rzezi katolików w rewolucjach: francuskiej, meksykańskiej, hisz­pańskiej, bolszewickiej…

Na zakończenie Synodu Ekumenicznego w grudniu 1991 roku, papież dał asumpt do późniejszych niekończących się oskarżeń pod adresem katolików i episkopatów o rzekomą „obojętność na Holokaust”, nazywając to obojętnością wobec prześladowania Żydów i Holokaustu.

Autor omawianej tu książki wspomina o wymownym incydencie. Jan Paweł II miał w swoim przemówieniu podczas jednej z wizyt w Niemczech wziąć w ob­ronę Piusa XII. Miał już gotowy tekst przemówienia. Jednak tego fragmentu nie przeczytał. Potem Watykan wyjaśniał to „brakiem czasu”.

Okazuje się, że katolicy i muzułmanie wierzą w tego samego („jedynego”) Boga. Jan Paweł II powiedział to w Nigerii 14 lutego 1982 roku i w Maroku, 19 sierpnia 1982:

Wielbimy Boga i wyznajemy całkowite poddanie się Mu. Tak więc prawdziwie możemy się nazywać wzajemnie braćmi i siostra­mi przez wiarę w jedynego Boga.

Najbardziej spektakularnym, zarazem najbardziej samobiczującym się aktem upokarzania Kościoła katolickiego za jego „grzechy” w ciągu wieków, była konferencja i uroczystości związane z powstałym w marcu 2000 roku na ży­czenie Jana Pawła II dokumentem „Pamięć i pojednanie”. Przygotowała go Mię­dzynarodowa Komisja Teologiczna.

W proklamacji i prezentacji tego 70-stronicowego dokumentu wzięli udział główni globalizatorzy katolicyzmu:

– Jozeph kard. Ratzinger – prefekt Kongregacji Nauki Wiary;

– Roger kard. Etchegaray (Francuz) – przew. Głównego Komitetu Wielkiego Jubileuszu;

– o. Georges Cottier – teolog papieski;

– ks. Bruno Forte – teolog, przew. podkomisji, która sporządziła ten dokument.

Na wstępie podkreślono, że dokument nie należy do Magisterium Kościoła i nie jest częścią papieskiego nauczania. Stanowi on pogłębioną refleksję teolo­giczną związaną z Jubileuszem i procesem „oczyszczania pamięci”.

Podczas tego uroczystego „oczyszczania”, oczyszczano Kościół katolicki z jego win. Na pierwszy ogień poszedł „antysemityzm”. Autorzy ekspiacyjnych przemówień niemal ze szlochem wyznawali winy Kościoła. Kard. J. Rat­zinger uroczyście zapalił siedmioramienny świecznik – menorę. Kolejno kajali się za grzechy wobec Żydów pozostali inspiratorzy ekspiacyjnej uroczystości.

Potem, 12 marca, w „Dniu Przebaczenia”, papież odprawił w Bazylice św. Piotra Mszę św. ekspiacyjną, ze specjalnie przygotowaną liturgią i wezwaniami wygłaszanymi kolejno przez kardynałów i biskupów40/. Kard. Etchegaray modlił się za grzechy, które „rozerwały jedność ciała Chrystusa”, tylko nie wiadomo dlaczego akurat podobne modły wnosił papież Kościoła katolickiego „rozerwanego” przed wiekami przez schizmatyckie herezje Lutra, Kalwina i innych. Kard. Cassidy – przewodniczący Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan, kajał się w imieniu Kościoła katolickiego i pozostałych za grzechy wobec Izrae­la, nie próbując wyjaśnić, kiedy judaizm i Talmud przestaną wreszcie nazy­wać Chrystusa bękartem, Matkę Boską nierządnicą, a gojów, zgodnie z etymologią słowa „goim” – bydlętami. I próżno byłoby oczekiwać przeprosin Żydów za wielowiekowe zbrodnie przeciwko Kościołowi, przeciwko cywilizacji chrześcijańskiej.

Zaledwie cztery lata przed ekspiacyjnymi modłami w Bazylice św. Pawła, Jan Paweł II powiedział w Brazylii, co przypomniała „Gazeta Wyborcza” z 13 III 2000:

Przepraszaliśmy już wiele razy. Ciekawe, że to zawsze pa­pież i Kościół katolicki proszą o przebaczenie, podczas gdy inni milczą. A może tak właśnie powinno być?

Papież wkrótce sam udzielił odpowiedzi na to retoryczne pytanie, poddając się fali „festiwalu przepraszań”, z kulminacją w 2000 roku.

Fala płaczliwych przeprosin rozlała się następnie po narodowych episkopatach. Kard. Bernard Law – arcybiskup Bostonu, przewodniczył takiej ekspiacji w Kate­drze Świętego Krzyża. Podobnie postąpił abp Wiednia Christoph kard. Schonborn.

Wszędzie dominował w tym samooskarżaniu „duch ekumenizmu” i szacun­ku dla innych religii. Dał on znać o sobie i w Polsce. Poseł Marek Jurek – „zatro­skany”, „profesjonalny” katolik polskojęzycznych mediów, uzasadniał te przeprosiny gdzie mógł. J. Korwin Mikke, naczelny „Najwyższego Czasu” w ar­tykule o prowokacyjnym tytule Schyłek papiestwa (18 III 2000) pytał, czy prze­prosiny za niesłusznie niegdyś rzucane ekskomuniki obejmują także kardynała Lefebvre’a, który w ramach wystarczająco uzasadnionej konieczności wyświę­cił czterech biskupów i szerzył odprawianie Mszy Trydenckiej. Pytań Korwina- Mikke nikt oczywiście poważnie nie traktował, jest to bowiem „koczowniczy” showman, dla poklasku gotów do najbardziej karkołomnych sofizmatów.

Jako złowieszcze memento dla rozszalałego bezkrytycznego ekumenizmu i przepraszania za wszystko, czyli za samo jeszcze istnienie Kościoła, musimy przywołać wypowiedź pewnego dygnitarza masońskiego skierowaną do kardy­nała Pitry z Wiednia – a był dopiero rok 1889:

Narody katolickie muszą być roztarte na proch przez naro­dy protestanckie. Kiedy się to stanie, wystarczy jeszcze tchu, by doprowadzić do zagłady protestantyzm^0„.

Minęło od tego czasu zaledwie kilkanaście lat, kiedy wybuchła pierwsza wo­jna światowa. W jej wyniku zostały „roztarte na proch” dwa mocarstwa chrześci­jańskie w centrum Europy (Austria i Rosja), zwłaszcza Rosja zamieniona na żydomasońskie „Imperium Szatana”, uprzednio dokonując rękami rosyjskich gojów ludobójczej rzezi duchowieństwa prawosławnego i katolickiego i wielu mi­lionów wiernych prawosławia i katolicyzmu.

Ekumenizm szaleje pod hasłami pokoju, braterstwa, solidarności. Tym­czasem polska wersja solidarności – „Solidarność”, ukochane dziecię Jana Pawła II, Zbigniewa Brzezińskiego i masońskiego syjonizmu, szybko przeszła w swoje przeciwieństwo. W antysolidarność ludzi; w wojnę wszystkich ze wszystkimi; wojnę z religią katolicką; wojnę z moralnością; wojnę z wychowa­niem katolickim; wojnę z wartościami „chrześcijańskiej Europy”; w wojnę z pol­skością a nade wszystko w wojnę z rodziną jako podstawową komórką ludzkości. Juan Donoso Cortes (1809-1853) już 150 lat temu wypowiedział złowieszcze zdanie o tym słowie-wytrychu: „solidarność”:

Moje zdziwienie wzrasta, kiedy dostrzegam, że ci sami lu­dzie, którzy zaręczają solidarność wszystkich ludzi, zaprzeczają solidarności w rodzinie, co jest równoznaczne stwierdzeniu, że bracia są wrogami i że nie powinni być zjednoczeni więzami braterstwa*03.

Czy zdziwienie Jana Pawła II nie wzrastało w miarę upływu tych 20 lat od czasu, kiedy słowo „solidarność” stało się w polskiej praktyce zaprzeczeniem sa­mej semantyki tego słowa?

Czy Jan Paweł II nie wiedział, jakie siły stoją za tą ruiną Polski i „koniem trojańskim” tej ruiny – za Jego ukochaną „Solidarnością”?

Na koniec tego rozdziału coś z groteski, tragifarsy, tak naprawdę to z poni­żającej patologii. Izraelskie pismo „Haarec” z 7 sierpnia 2003 roku opisało wizy­tę w Polsce żydowskich emigrantów – biznesmenów, którzy przed 1968 rokiem mieszkali w Szczecinie. Żydzi przybyli tam w sprawach wyłącznie biznesowych. Tymczasem wojewoda Zygmunt Meyer witając Żydów: nieoczekiwanie powiedział, że polskie (komunistyczne) władze dopuściły się wobec Żydów nieprawości, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Jest nam wstyd z tego powodu.

Uczestnik tego spotkania Max Klajman, tak oto skomentował tę wypowiedź wojewody Meyera:

Byliśmy zszokowani. Przybyliśmy mówić o interesach, a on nagle zaczął nas prosić o przebaczenie!

My nie jesteśmy zszokowani. To już norma kundlizmu, utrwalanego od 1989 roku.

Tags : , ,

Komentowanie zamknięte.