Najnowsze

Opublikowano Czerwiec 3, 2015 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

Dyskretne uroki feminizmu. Zbyszek Koreywo

Komentarz: Zdjęcia dodane przez administrację W-P.

Kilka lat temu, w jednej ze szkół australijskich, przeżyłem szok kulturowy, którego echa przez jakiś czas budziły mnie w środku nocy. Żona mówiła mi wtedy, że siedziałem w łóżku zlany potem i mamrotałem coś, czego ona, Australijka, nie rozumiała ale jak sądzi, cokolwiek to było – nie nadawało się do druku.

A było to tak. Szkoła znajdowała się wystarczająco daleko od Perth, by zostać zakwalifikowana jako wiejski ośrodek nauczania. Pracowałem tam nad australijską dziatwą, próbując nauczyć je trudnej sztuki posługiwania się komputerem. Oczywiście nie byłem sam a w licznym tzw. gronie pedagogicznym. Któregoś dnia, zaraz na początku roku szkolnego, spotkałem przed drzwiami pokoju nauczycielskiego coś, co z grubsza przypominało niewiastę, choć, jak wtedy sobie pomyślałem, starannie zamaskowaną. Oczywiście, pochodząc z kraju, gdzie szacunek do kobiet jest “wysysany z mlekiem matki” (a nie antysemityzm, jak chcą niektórzy), otworzyłem przed tym czymś drzwi a sam czekałem by wejść jako drugi. Tak mnie uczono w domu, podobnie zresztą jak znakomitą większość chłopców z mojego kraju. I tu nastąpił ten wstrząs kulturowy, który spowodował, że ciarki strachu przeszły mnie po plecach. Coś, co z daleka przypominało kobietę, stojąc przed tymi nieszczęsnymi drzwiami do pokoju nauczycielskiego, zmrużyło oczy w głębokiej nienawiści i wysyczało, że nie życzy sobie, bym ja temu czemuś otwierał drzwi na przyszłość, bowiem to coś może zrobić to dla siebie samej. Stałem na progu porażony strachem, jako, iż zdałem sobie sprawę z tego, że ruch feministyczny w końcu zawędrował pod australijską strzechę. Tak więc, drodzy panowie, nie ma dla nas już miejsca, gdzie moglibyśmy czuć się bezpiecznie, bowiem wygląda na to, że padają ostatnie już bastiony normalności.

Nie ulega wątpliwości, że feminizm jest częścią składową Politycznej, tak bardzo przeze mnie ukochanej, Poprawności. Aliści, nie należy mylić feminizmu z ruchem emancypacyjnym kobiet bo są to dwie, kompletnie różne sprawy. Rzecz tylko w tym, że te okropne feministki, totalnie wyprane nie tylko z poczucia humoru ale i kobiecości, zawłaszczyły dążenia kobiet do równouprawnienia na polu zawodowym. W rezultacie nie umalowane i nie uczesane wojowniczki rozpoczęły batalię z Bogiem, tradycyjną rodziną, kapitalizmem, macierzyństwem, hetero seksualizmem itd. a wszystko to w sosie głębokiej nienawiści do mężczyzn wszystkich ras i wyznań. Najgorsze zaś, że wraz ze starymi, chrześcijańskimi zasadami moralnymi, wyrzuciły do kosza też i biustonosze.

Jak to w społeczeństwie oraz w fizyce bywa, reakcja zwykle budzi kontrreakcję. I właśnie na tej zasadzie, w Ameryce zawiązała się organizacja skupiająca mężczyzn pod hasłem “Dotrzymamy Obietnicy”. W tej chwili skupia ona około 1 miliona młodych ludzi, którzy przysięgli sobie, że dotrzymają obietnic i będą kochać żony wraz ze swym potomstwem. Obiecali sobie również, że będą się nawzajem wspierać, pomagać w trudnych chwilach i generalnie prowadzić tak, jak ich dziadkowie, kiedy to mężczyzna nosił portki i zapewniał rodzinie bezpieczeństwo plus utrzymanie. Kobiety zaś były kobietami a nie rozczochranymi szantrapami, w związku z czym poświęcały czas na wychowywanie dziatwy oraz prowadzenie domu, a nie na walkę z podłymi samcami.

Reakcja feministek była natychmiastowa i bezlitosna. Betty Friedan, założycielka “Krajowej Organizacji Kobiet”, oświadczyła, że tradycyjna rodzina znaczy nie mniej nie więcej tylko obóz koncentracyjny dla płci pięknej, poczem wezwała wszystkie niewiasty do zrywania drutów kolczastych czyli węzłów małżeńskich. Sheila Cronan, jedna z liderek “oswobodzenia” kobiet też nie pozostała w tyle i wydała oświadczenie: “ponieważ więzy ślubne oznaczają sprzedawanie kobiet w niewolę, to trzeba zwalczać instytucję małżństwa”. Gloria Steinem, jeszcze inna Walkiria, w odpowiedzi na postulaty “Dotrzymamy Obietnicy” zawyła, iż: “Nam nie chodzi tylko o zdemolowanie kapitalizmu. My, wyzwolone kobiety, chcemy zetrzeć w pył i proch pier…..y system patrairchalny”. Do ogólnego chóru wyjących przeciwniczek wszystkiego, co męskie, dołączyły oczywiście lesbijki. Niejaka Karen Taggart, reprezentująca “Zemstę lesbijek” (sic! na miłość Boską, co myśmy jej zrobili?!) w DC Washington, w oświadczeniu prasowym napisała, że: “pokażemy tym typom z “Dotrzymamy Obietnicy”, że lesbijki są wszędzie i że mamy nad nimi przewagę”. A chyba już wszystkich przebiła Jill Johnston, redaktorka “Kraju Lesbijek”, która była uprzejma napisać, że: “Fikcja ojcostwa jest podtrzymywana przez religię chrześcijańską”. (!)

Diablice z żydowskiej organizacji FEMEN

Diablice z żydowskiej organizacji FEMEN

a

Żeby nie było nieporozumień, znaleźli się też tzw. mężczyźni, którzy koniunkturalnie zawtórowali “wyzwolonym” z pęt małżeńskich kobietom. I tak Mel Krantzler napisał książkę, zatytułowaną “Sztuka Rozwodu”, w której suplikuje, iż często tragiczne w skutkach słowo “żegnaj”, wypowiadane przy rozstaniach, znaczy, że jednocześnie mówimy “dzień dobry” przygodzie, nowemu życiu, nowym partnerom itd. Dlatego, zdaniem pana Krantzlera, należy jak najcześciej zrywać małżeńskie więzy i do diabła z dziećmi, tradycją itd. a w sumie również z przyszłością narodu. Kiedyś bym się ogromnie zdumiał nad głupotą p. Krantzlera i jemu podobnych pasożytów. Dziś wiem, że nie jest to wynik zaniku mózgu czy podstawowego instynktu samozachowawczego a dobrze przemyślana strategia, cierpliwie realizowana co najmniej od początku lat sześćdziesiątych.

Nie ulega też najmniejszej wątpliwości, że wszystkie te feministyczne bzdury są jawnie wspierane przez światową lewicę we wszelkich postaciach (mas media, konferencje, publikacje) i formach – głównie politycznych. W Australii na przykład, przygarnięte zostały one przez Partię Pracy, Demokratów i “porąbanych” Zielonych a w USA przez Partię Demokratyczną. I to jest właśnie zasadnicza różnica ideologiczna pomiędzy partiami konserwatywnymi a lewicowymi a nie sposób zarządzania gospodarką, jak chcą tego niektórzy. Dzisiejsi komuniści bowiem ani myślą zakładać od nowa PGR-y, wszak znacznie więcej można ukraść z dobrze prowadzonych prywatnych farm. Natomiast nie do pomyślenia byłoby, żeby na przykład taka “One Nation” zaczęła hołubić radykalne feministki, pederastów domagających się możliwości uprawiania seksu z nieletnimi, lesbijki, zwalczające męską część świata itd. Stąd zresztą ta ziejąca z mas mediów nienawiść do pani Pauline Hanson, jako do jednej z ostatnich chyba normalnych osób wśród naszej tzw. “elyty” politycznej. Jest to jednak temat do osobnego felietonu, który zresztą jest już na warsztacie, czyli w konspekcie na moim komputerze.

Jak już wcześniej wspomniałem, ruch kobiet do równouprawnienia na polu zawodowym jest jak najbardziej słuszny i ja, “oszołom plus zoologiczny antykomunista”, jak by powiedział Adaś Michnik-Szechter, całym sercem go popieram. Dążenia kobiet, oczywiście, a nie naczelnego największej pralni mózgów w kraju nad Wisłą, zwanej figlarnie “Gazetą Wyborczą. Rozumiem też, że w przeszłości, kiedy wszystkie prace wykonywane były manualnie, kobiety nie były w stanie konkurować z mężczyznami na polu zawodowym. Taki bowiem drągal był w stanie szarpnąć z ziemi 80 kg a w porywach nawet więcej, szczególnie w obecności niewiasty. Co tam bóle krzyża przez następny tydzień, grunt, że panience oczy się zaświeciły na widok takiego osiłka. Z drugiej strony zaś, żeby nie wiem jak oczy chłopu się świeciły, panienki nie były w stanie dźwigać takich samych ciężarów – stąd zasadnicze różnice w wynagrodzeniu. Dziś, gdy zdecydowaną większość tzw. ciężkich robót dokonuje się przy pomocy maszyn, nie ma powodu, by płeć piękna zarabiała mniej. Niemniej co innego zrównanie kobiet i mężczyzn na polu zawodowym a co innego zrównanie płci, które skłania pewne paniusie do mechanicznego powielania ról męskich. Następnym etapem takiego rozumowania jest odrzucenie jakichkolwiek różnic pomiędzy płciami, z wyjątkiem genitaliów, bo te jakoś (na całe szczęście) nie chcą się upodobnić. W rezultacie wojujące feministki negują nawet własną, kobiecą tożsamość, podobnie zresztą jak i męskość kontrpartnerów. Problem tylko w tym, że rodzina, a zatem najbardziej naturalne środowisko dla rodzaju ludzkiego, nie jest w stanie zaakceptować tego typu rozumowania. Powołaniem kobiety jest bowiem macierzyństwo – najpierw cudowne stworzenie nowego życia a potem opieka nad nim. Mężczyzna zaś został przez naturę ukształtowany jako opiekun rodziny, zaopatrujący w środki do życia oraz, w razie potrzeby, obrońca domu. Dziś oczywiście, w miarę rozwoju technologii, następuje znaczne rozwinięcie tych tradycyjnych ról ale nie przesunięcie. I tak, w tradycyjnej rodzinie, kobieta wraz z mężczyzną nawzajem się uzupełniają a nie zamieniają rolami lub emancypują, jak tego chcą zwolenniczki “zrywania małżeńskich pęt”. Tak zostaliśmy zaprogramowani w ciągu milionów lat ewolucji i naprawdę nie sądzę, żeby można było przenicować ludzką duszę w zależności od czyjegoś widzimisię. Natury bowiem nie sposób zmienić jak wierzchniego okrycia, w zależności od obowiązującego aktualnie fasonu. Innymi słowy, prawdziwa kobieta jest kobietą w każdym gramie swego ciała, włączając w to mózg. Podobnie jest zresztą z prawdziwymi mężczyznami – różnią się od swych partnerek w każdym calu a nie tylko dlatego, że mają siusiaka. Tak się bowiem składa, że jest na świecie spore grono ludzi, którym się zdaje, że jedynym powodem, zaliczającym ich do grona mężczyzn jest tylko i wyłącznie posiadanie członka. Otóż prawda jest taka, że jest się mężczyzną lub kobietą przede wszystkim ze względu na osobowość, regulowaną głównie przez określone hormony. I znowu, żeby feministki nie wiem jak się nadęły, nie można zmieniać produktów gruczołowych w zależności od aktualnej mody.

Wolność, równość, tolerancja!

Wolność, równość, tolerancja!

Natomiast pozostaje otwarte pytanie: o co wojującym feministkom tak naprawdę chodzi? Dlaczego chcą odseparować mężczyzn, tradycyjnych obrońców rodzin, od kobiet? Dlaczego tak bardzo zależy im na wygaszeniu ognisk domowych, ogrzewających swym ciepłem tyle pokoleń przed nami? Ano, jak sądzę, w imię porządku “Nowego Świata”, który zbudować można tylko na gruzach naszej cywilizacji. A kto chce zmiany? Wiemy, wiemy, tylko boimy się powiedzieć – powinna brzmieć prawidłowa odpowiedź. Tak czy inaczej, burzyciele starego, chrześcijańskiego porządku nie ustają w trudzie codziennej walki ze wszystkim co prawe. W rezultacie coraz częściej można spotkać takie oto obrazki: ulicą przeciągał pochód feministek i, daję słowo, jedna z nich w owłosionych garściach krzepko dzierżyła czerwony sztandar z sierpem i młotem. Inne zaś, z reguły pękate i na krótkich nogach, z rozpuszczonymi, tłustymi włosami “na topielicę” oraz z galaretowatymi tyłkami i obwisłymi cyckami, darły się wniebogłosy, że chłopy to dranie bo tylko czyhają na to, by je zgwałcić. Żeby już zupełnie nie było nieporozumień, niosły też transparenty z takimi właśnie treściami. I bardzo dobrze, bo patrząc się na te koszmarne baby, jakby wprost z sabatu na Łysicy, myślałem, że przestałem rozumieć po angielsku. No, nie wiem jak tam z wielbicielami kóz i owiec ale normalny mężczyzna, przy zdrowych zmysłach nie byłby w stanie zgwałcić czegoś takiego. I to nawet po pijaku, w ciemnej piwnicy i przy silnym katarze, który, jak wiadomo, potrafi zablokować nie jeden zapach. Rzecz oczywiście w funkcjach fizjologicznych mężczyzny, które, moim zdaniem, w tym przypadku z pewnością by nie zadziałały. Dlatego długi czas potem zachodziłem w głowę, o co tym bojowniczkom z płcią przeciwną, chodziło. A może były to tylko pobożne życzenia? W takiej sytuacji radziłbym im, zamiast włóczyć się po ulicach z transparentami, zacząć od szczotki ryżowej i dużego mydła oraz pumeksu tudzież radykalnej diety odchudzającej.

Zbyszek Koreywo

Źródło: http://www.koreywo.com/dyskretne_uroki_feminizmu.htm

 

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.