Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 3, 2012 Przez a303 W Bez kategorii

Dokąd zmierza Libia? Od komedii „demokratyzacji” do somalizacji…

Za: http://geopolityka.org

Podczas, gdy zachodnie media opowiadają nam o „narodzinach liberalnej demokracji”, kolonizowana na nowo Libia pogrąża się w chaosie i „somalizacji”. Z jednej strony mamy więc piękną historię w wykonaniu natowskich spin-doktorów, zaś z drugiej – rzeczywistość: Libię tonącą w chaosie.

Ponad dwie dekady doświadczeń Dżamahiriji dały mi możliwość zbudowania w Internecie, w ciągu kilku miesięcy, pomimo zagrożenia represjami, wiarygodnej sieci obserwatorów. Za pięknym obrazem Libii, malowanym przez zachodnie media, kryje się ponura rzeczywistość: pogrążona w chaosie postkaddafistowska Libia to nowa Somalia nad Morzem Śródziemnym.

Kłamstwa mediów rozszyfrowane

8 sierpnia bieżącego roku minęła pierwsza rocznica ataku sił specjalnych NATO i Kataru na Trypolis. Po nim tym nastąpił szturm khatibów i dżihadystów z Narodowej Rady Tymczasowej, wyszkolonych przez francuskie siły specjalne. Następnego dnia, 9 sierpnia 2011 r. NATO pokazało komedię „demokratycznego przekazania władzy” swoim wspólnikom z NRT, którzy faktycznie stali się libijskimi Petainami, Lavalami i Quislingami.

„Historyczna transformacja w Libii” – to nagłówek AFP z tamtego dnia, który przedstawia idealny scenariusz wymyślony przez USA i NATO w celu usprawiedliwienia wojny, inwazji i okupacji Dżamahirijji. „Z powodu trwającego właśnie ramadanu, uroczystość zaczęła się późno w nocy, w luksusowej sali konferencyjnej hotelu w stolicy Libii” – donosi AFP. „W środę, podczas historycznej ceremonii libijska Narodowa Rada Tymczasowa przekazała władzę zgromadzeniu wybranemu 7 lipca. Była to pierwsza pokojowa transformacja po ponad 40 latach dyktatury Muammara Kaddafiego. Uroczystość z udziałem przedstawicieli misji dyplomatycznych w Libii, członków NRT i rządu oraz przywódców partii rozpoczęło odczytanie niektórych sur z Koranu i odśpiewanie hymnu narodowego (z czasów monarchii) przez dziecięcy chór.”

„Powierzam nasze konstytucyjne prerogatywy Powszechnemu Kongresowi Narodowemu, który stanowi obecnie legalną reprezentację narodu Libii” – powiedział przywódca NRT, Mustafa Abdel Jalil – „…i symbolicznie przekazuję władzę Przewodniczącemu Powszechnego Kongresu Narodowego wybranemu miesiąc temu podczas pierwszych wolnych wyborów w Libii”.

Uwaga pierwsza: Niektóre symbole kaddafistowskiej Dżamahiriji są takie same, jak obrane przez obecny pseudoparlament, wygenerowany przez NATO. Prawie identycznie brzmiała nazwa najwyższego ciała przedstawicielskiego kaddafistowskiej demokracji bezpośredniej, które nazywało się „Powszechnym Kongresem Ludowym”.

„Chwilę wcześniej 200 członków parlamentu zostało zaprzysiężonych w obecności prezydenta Libijskiego Sądu Najwyższego” – kontynuuje AFP, próbując stworzyć wrażenie istnienia demokratycznych instytucji. „Obecnie NRT już nie istnieje, została rozwiązana” – AFP przytacza słowa jej członka, Othmana Ben Sassiego.

„Z powodu ramadanu, uroczystość rozpoczęła się późno w nocy w luksusowej sali konferencyjnej hotelu w stolicy Libii. Inna sala tego hotelu, na drugim piętrze będzie teraz kwaterą główną Powszechnego Kongresu” – stwierdzono w doniesieniu.

Uwaga druga: imponująca siedziba Powszechnego Kongresu Narodowego, ekwiwalentu parlamentu za czasów M. Kaddafiego, została zaatakowana i spalona przez islamistyczne gangi w pierwszych dniach zamachu stanu wywołanego przez NATO w Benghazi i Trypolisie w dniach 15–17 lutego 2011 r. Nie może więc nadal pełnić swojej funkcji…

Po uroczystości, która trwała jakieś 40 minut, poproszono członków Kongresu o pozostanie w sali na pierwsze oficjalne zebranie. Celem spotkania było wybranie prezydenta i dwóch wiceprezydentów Zgromadzenia.

Wybory „ustawione” przez NRT

Wróćmy jednak do „pierwszych wolnych wyborów” w Libii. Zacznijmy od specjalnego prawa: za „wychwalanie lub obronę Kaddafiego i Dżamahiriji” grozić mają surowe kary. Tak więc, de facto zabroniono utworzenia lub reprezentacji jakiejkolwiek partii prokaddafistowskiej. Jakby tego było mało, 800 tys. Libijczyków (przy 3 mln głosujących) pozbawiono dostępu do list wyborczych, gdyż podejrzewano ich o sympatyzowanie z minionym ustrojem. Gdyby tę liczbę porównać do tak krytykowanej Rosji, oznaczałoby to, że 20 mln obywateli tego kraju  zabroniono by głosować. Co wówczas powiedzianoby o rządzie Władimira Putina?

Te machinacje zostały zignorowane przez media i ekspertów. Zwróćmy także uwagę na warunki, w jakich przeprowadzono wybory. W Libii panuje chaos. Władza NRT sięga okolic Trypolisu i Benghazi. Poza tym reszta kraju przypomina Somalię – region za regionem, społeczność za społecznością – rządzi przemoc, milicje, dżihadyści i gangi [1]. Nic ich prawie nie różni. Codziennie torturują, porywają, wymuszają okup i wyłudzają, wreszcie zabijają. Powszechne są prywatne więzienia i sale tortur. NRT nie ma tu żadnej władzy, co potwierdziło aresztowanie członków misji Międzynarodowego Trybunału Karnego w czerwcu.

Kolejne dwa przykłady: ostatni ambasador Dżamahiriji w Paryżu, Brebesh, który przyłączył się do NRT, zmarł w maju w wyniku tortur, będąc uwięzionym przez islamistyczną milicję w Trypolisie. Ostatni premier M. Kaddafiego – Al Baghdadi, nielegalnie ścigany i dostarczony przez islamistyczny rząd tunezyjski, obecnie znajduje się w stanie śpiączki. Był bity i torturowany, praktycznie od momentu swojego pojawienia się na lotnisku w Trypolisie.

To nie wszystko. Wybory odbyły się w atmosferze nasyconej ekstremalną przemocą. Gangi islamistów, każdy ze swoją partią i swoimi kandydatami, setki „partii” i tysiące kandydatów. Szczególnie widoczny jest tutaj przykład islamistycznej partii Al Watan, finansowanej przez Katar, należącej do byłego lidera libijskiej Al-Kaidy, a zarazem byłego więźnia Guantanamo, Abdelhakima Belhadża. To właśnie jego Katar i francuscy generałowie ustanowili „wojskowym zarządcą Trypolisu”. To on wymienił swój mundur bojowy na garnitur biznesmana, w przerwie między podróżami do Syrii, gdzie dowodził dzihadystami z Wolnej Armii Syryjskiej [2]. Istnieje również przemoc ze strony prokaddafistowskiego Zielonego Ruchu Oporu, który nie złożył broni. Wreszcie lukier na tym zgniłym torcie wyborczym – libijskiej elekcji nie monitorowała żadna niezależna misja obserwacyjna. Ich organizację powierzono prawnikom i urzędnikom z USA i NATO, a „monitoring” – fikcyjnym organizacjom pozarządowym, również  powiązanym z NATO!

„Rosnąca przemoc” i Zielony Ruch Oporu

Piękna historyjka agencji AFP wiedzie zatem niespodziewanie do rzeczywistości libijskiego chaosu – „W tamtym czasie (czyli w czasie teatralnego przedstawienia pt. „Przekazanie władzy”), zastosowano nadzwyczajne środki ostrożności, szczególnie po nasileniu się aktów przemocy w kilku regionach kraju. Minister spraw wewnętrznych zamknął dostęp do okolic hotelu oraz wszystkie drogi w jego pobliżu.”

Zauważmy obecność przed hotelem nowej „Armii Libijskiej”, uzbrojonej tak, jak przedwojenna brytyjska brygada piechoty kolonialnej – symbolu ponownej kolonizacji Libii. Tu trzeba znów zaznaczyć, że prasa trzymała nazwę hotelu w tajemnicy, gdyż skrycie obawiano się ataku Zielonego Ruchu Oporu! Oto i demokratyczne (sic!) państwo (sic!), które nie kontroluje nawet centrum własnej stolicy. Zielony Ruch Oporu nadal walczy. To nie jest „spokojny kraj”, jak przedstawiają to natowskie media. To nie „uliczne walki” naświetlone przez portale społecznościowe, czy mityczne kłamstwa niektórych „nie-mainstreamowych” dziennikarzy, powiązanych z Iranem. To coś jak Francuski Ruch Oporu z 1943 r., walki Frontu Wyzwolenia Narodowego o Algier, czy nawet w środkowej i południowej Libii, czy walki oddziałów Josipa Broz Tity w 1942 r. To jest dobrze uzbrojony ruch oporu, który usiłuje się zorganizować, ale brak mu przywództwa. Jednak walczy, zabija kolaborantów i dżihadystów, atakuje więzienia i organizuje ucieczki więźniów. Ktoś ocenił liczbę bezprawnych aresztowań kaddafistów na 17 tys., ale również niewinni, czarnoskórzy Afrykanie, prześladowani przez rasistowskich islamistów przebywają dzisiaj w libijskich więzieniach. Składy broni są wysadzane w powietrze. Na południu drogi, miasta i ich okolice znajdują pod kontrolą. Wszędzie kolaboranci z NRT są atakowani.

Na koniec powiedzmy o trzecim źródle przemocy, które również przypomina Somalię – „prywatna” przemoc, wendetta, krwawe porachunki między gangami, pomiędzy rodzinami, miastem a wsią, pomiędzy szczepami.

Porażka Narodowej Rady Tymczasowej

W swoim przemówieniu Mustafa Abdel Jalil, ogłosił „pierwszą transformację władzy w historii Libii” jako „historyczny moment” dla Libijczyków. Musiał uznać, bez konieczności drobiazgowych wyjaśnień, że porażkę NRT spowodowały „pomyłki” (sic!) okresu „wyjątkowej” transformacji i „opóźnienie przy przetwarzaniu pewnych informacji” (sic!), w tym dotyczących bezpieczeństwa i rozbrojenia. Według niego „NRT poniosła porażkę także dlatego, ponieważ nie znalazła rozwiązania kwestii wysiedlonych w wyniku konfliktu w kraju i za granicą”. Nazwał to „prawdziwą tragedią”. „Nie możemy zagwarantować bezpieczeństwa, tak jak na to liczyliśmy” – dodał.

Pogardzany zarówno przez ludność, jak i przez swoich byłych sojuszników, i islamistów, i monarchistów, wspieranych przez brytyjskie MI5 i MI6, czy też liberałów, faworytów USA, Mustafa Abdel Jalil został pozbawiony władzy. Oznajmił wówczas, że odchodzi na emeryturę, odchodzi z NRT i Wysokiej Rady Magistratu, do której należał w czasach M. Kaddafiego. Powszechny Kongres Narodowy poniesie odpowiedzialność za decyzję przejęcia władzy przez nowy rząd NRT, która powinna być rozwiązana na pierwszej sesji Kongresu. To oznacza nowe wybory na podstawie nowej konstytucji. Jego władza będzie jeszcze bardziej iluzoryczna niż Tymczasowej Rady.

Polityczne siły pronatowskie w Libii po okresie NRT

Sojusz Sił Narodowych, liberalna koalicja kilku tuzinów małych partii, pod przywództwem architektów zamachu stanu przeciwko Muammarowi Kaddafiemu, zorganizowanemu przez NATO i USA, ma 39 miejsc na 80 zarezerwowanych dla partii politycznych. Partia na rzecz Sprawiedliwości i Odbudowy (wywodząca się z Bractwa Muzułmańskiego) jest drugą co do wielkości formacją polityczną w Kongresie z 17 miejscami. Pozostałe 120 miejsc przypada kandydatom niezależnym, o przekonaniach i poglądach nadal nieokreślonych. „Podczas pierwszych zebrań okaże się, jakie wytyczne mają poszczególni członkowie. Na razie to niewiadoma” (sic!) – powiedział agencji AFP Al-Ali Hammali, członek kongresu, reprezentant Sojuszu Sił Narodowych. To przyznanie się do anarchii, w atmosferze której odbyły się te wybory.

Po pierwsze, nie ma realnej siły politycznej w obrazie namalowanym przez AFP. Posiada ją tylko radykalna partia islamistów Al Watan Abdelhakima Belhadża. Przegrał on wybory, gdyż terroryzował Libijczyków. Niemniej jednak jako jedyny posiada realną siłę polityczno-militarną. Finansowany przez Katar, popierany przez niektóre francuskie sieci internetowe, zbliżone do N. Sarkozy’ego, czeka na właściwy moment. Niektórzy ludzie z NATO mogą myśleć, że można go zneutralizować, powierzając mu funkcję dowódcy operacyjnego tzw. Wolnej Armii Syryjskiej. To błąd, ponieważ to wzmacnia jego powiązania, ja również podległych mu bojowników.

Następnie wspomnieć należy o wynikach wyborów i „zwycięstwie” liberałów, ulubieńców Waszyngtonu. To „zwycięstwo” walkowerem. Libijczycy, którzy mogli głosować, odrzucili islamistów, zarówno „umiarkowanych” (sic!), jak Bractwo Muzułmańskie czy radykałów, jak salafici czy dżihadyści – właśnie z Al-Watanu. Przykład tego, co zdarzyło się w Tunezji czy Egipcie, musiał również wpłynąć na decyzję o pospiesznych wyborach.

„Demokracja” stworzona przez NATO i rozpuszczona w islamizmie

„Ceremonię upamiętnił mały incydent” – podaje AFP – „…gdy Mustafa Abdel Jalil zarządził wymianę prezenterki, relacjonującej uroczystość, ponieważ ta miała makijaż, ale nie miała zasłoniętej twarzy”. Prezenterka musiała ustąpić miejsca członkom NRT, którzy wchodzili jeden po drugim – donosi Liberation (Paryż). Incydent ten pokazuje wpływ islamistów libijskich na NRT i NATO. „Wierzymy w wolność jednostki i umacniamy ją, ale jesteśmy muzułmanami, oddanymi naszym zasadom. Każdy powinien to zrozumieć” – powiedział Abdel Jalil, zanim wygłosił swą mowę. „Ten incydent przeszedł niezauważony przez większość personelu, nie zrozumiano uwagi przywódcy NRT” – stwierdza AFP.

„Lider NRT, znany z islamskiej orientacji w szczególnie wobec kobiet, już wcześniej wzbudzał kontrowersje podczas proklamacji «wyzwolenia» kraju (cudzysłów pochodzi od Liberation) w październiku od reżimu Muammara Kaddafiego. Twierdził on mianowicie, że szariat będzie źródłem praw w nowej Libii, w szczególności powoływał się na „bezwarunkowe” prawo do poligamii” – stwierdza Liberation.

Abdel Jalil był przywódcą tzw. „umiarkowanych” islamistów, którzy byli sojusznikami libijskich liberałów po 2003 r. w ich walce przeciwko socjalistycznemu skrzydłu rządu Dżamahiriji [3]. Ich przywódcą był, i to był dramat ówczesnego państwa po 2003 r. – Saif al-Islam – najstarszy syn M. Kaddafiego, który wprowadził islamistów do centrów libijskich instytucji. Szczególne szkody spowodował własnie Abdel Jalil jako głowa libijskiego Sądu Najwyższego. To właśnie tam ten ekstremistyczny zwolennik szariatu zorganizował aferę z „bułgarskimi pielęgniarkami”. Z powodu tej afery międzynarodowy wizerunek Libii bardzo ucierpiał.

Ten incydent pokazuje regresję statusu kobiet w Libii pokaddafistowskiej. Muammar Kaddafi uwolnił libijskie kobiety, otworzył dla nich uniwersytety i akademie wojskowe, represjonował poligamię. Wszystko to zniszczyła NRT z inicjatywy Abdel Jalila. W niektórych bastionach islamistów, które wpadły w ich ręce, jak Misrata, kobiety noszą afgańskie burki albo pełne nikaby w saudyjskim stylu.

Ogólny regres w Libii w porównaniu z okresem rządów M. Kaddafiego

Od czasu inwazji i okupacji Libii w 2011 r. napisano wiele bzdur o Jamahirii. By usprawiedliwić agresję Zachodu, zredukowano jej znaczenie do bezpaństwowego tworu, opartego na bazie plemiennej. W rezultacie wynik inwazji NATO i somalizacji Libii mylony jest z następstwami reżimu M. Kaddafiego trwającego od 1969 do 2011 r.

Chaos w Libii skutkuje chaosem na Sahelu, uprzednio w Syrii. A jeśli jednym ze scenariuszy, planowanych przez Waszyngton i jego izraelskiego sojusznika w ramach realizacji idei „Wielkiego Bliskiego Wschodu”, była „Wielka Somalia”?

To moja analiza tzw. Arabskiej Wiosny. W odróżnieniu od większości widziałem zdarzenia i precyzyjnie donosiłem o nich z Trypolisu [4]. Sprawdziły się również moje przewidywania [5]. W efekcie mamy chaos, który jest przyszłością Libii. Mamy też soamlizację – jedno i drugie są środkiem jak i celem!

Źródło: http://www.facebook.com/notes/elac-committees/-elac-alac-luc-michel-where-is-libya-going-to-from-the-comedy-of-democracy-to-th/194831453980118

Tłumaczenie: Maria Walczak, współpraca Kornel Sawiński

Komentowanie zamknięte.