Opublikowano Październik 6, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Dlaczego USA demonizują demokrację w Wenezueli?

źródło: http://12160.info/profiles/blogs/why-the-us-demonises-venezuela-s-democracy

Wenezuela ma niemal nieskazitelnie wolne i uczciwe wybory. Jednak USA traktuje ten kraj jako dyktaturę.

04.10. 2012 „The Guardian” – 30 maja, Dan Rather, jeden z najbardziej znanych amerykańskich dziennikarzy ogłosił, że prezydent Wenezueli, Hugo Chávez umrze „w ciągu najbliższych paru miesięcy”. 4 miesiące później Chávez nie tylko ma się dobrze, ale oczekuje się, że ponownie wygra wybory w niedzielę.

Taki właśnie mamy stan przekłamań w przypadku Wenezueli – prawdopodobnie najbardziej zakłamany przekaz na temat tego kraju w porównaniu do innych kłamstw – dziennikarz może powiedzieć prawie wszystko o Chávezie lub jego rządzie, a przypuszczalnie włos mu z głowy nie spadnie, o ile będzie mówił źle. Gorzej jeszcze, Rather określił Cháveza, bowiem nazwał go “dyktatorem”, określeniem, jakie może garstka, jeśli w ogóle, politycznych badaczy znających ten kraj jest w stanie zaaprobować.

Oto, co Jimmy Carter powiedział na temat wenezuelskiej „dyktatury” kilka tygodni temu: „W gruncie rzeczy spośród 92 procesów wyborczych, jakie monitorowaliśmy, mogę powiedzieć, że proces wyborczy w Wenezueli jest najlepszy na świecie”.

Carter zdobył nagrodę Nobla za swe prace nad stworzeniem monitorowania wyborów w ramach Carter Center, jaki nadzorował i zatwierdził jako uczciwe w swym raporcie wenezuelskie wybory. Lecz z racji tego, że Waszyngton od ponad 10 lat próbuje zdelegalizować rząd Wenezueli, jego punkt widzenia jest rzadko kiedy komentowany. Ostatnie komentarze w tej sprawie przeszły bez echa w prawie wszystkich media amerykańskich. 

W Wenezueli wyborcy dotykają ekranu komputerowego, gdy oddają głos, a potem dostają formularz papierowy, jaki potwierdzają i wrzucają do urny wyborczej. Potem porównuje się większość papierowych głosów z tymi oddanymi w drodze elektronicznej. Taki system powoduje, że fałszowanie wyborów jest prawie niemożliwe: aby ukraść głos konkretnego wyborcy trzeba dokonać hackingu komputerowego, a potem dogrzebać się oddanego przez niego głosu na papierze w urnie, aby jedno z drugim spasować.

To nie tak, jak w USA, gdzie w ostatniej fazie głosowania tak naprawdę pojęcia nie masz, kto wygrał (patrz przypadek Bush vs Gore). Wenezuelczycy mogą być pewni, że oddany przez nich głos ma wagę. I tak samo całkiem niepodobnie do USA, gdzie nie mniej niż 90 milionów wyborców na skutek procedur nie może wziąć udziału w głosowaniu listopadowym, rząd Wenezueli zrobił, co mógł, aby zwiększyć ilość zarejestrowanych wyborców oraz uczestnictwa w wyborach (obecnie poziom ten sięga ok. 97 % populacji).

Jednak establishment amerykańskiej polityki zagranicznej (w skład czego wchodzi większość amerykańskich i zachodnich mediów) aż kipi wyrazami pogardy dla wenezuelskiego procesu demokratycznego. W raporcie czasowo utworzonego ciała dla komentowania tych wyborów, tzw. Komitetu Ochrony Dziennikarzy, mówi się, że rząd kontroluje „medialne imperium” i całkiem lekceważy fakt, że wenezuelska telewizja państwowa ma zaledwie 5-8 % widowni w kraju. Oczywiście Chávez może zakłócić process normalnego przekazu jego wypowiedzi (na podstawie prawa, jakie weszło zanim władzę objęła jego administracja) i nawet robi to dość regularnie. Lecz opozycja wciąż ma w ręku większość mediów, w tym radio i media pisane, nie mówiąc o trzymaniu przez nią łapy na większości bogactw i dochodów kraju.

Opozycja prawdopodobnie przegra te wybory z powodu rządowej przewagi beneficjów – co jest maltretowane na wszystkie sposoby na całej półkuli, w tym w USA, lecz dzieje się najpewniej dlatego, że standard życia większości Wenezuelczyków podniósł się gwałtownie pod rządami Cháveza. Od 2004 r., gdy rząd przejął kontrolę nad przemysłem wydobycia i przerobu ropy naftowej, a gospodarka odrodziła się ze stanu dewastacji, poza-prawnych prób obalenia prezydenta Wenezueli było kilka (w tym wspierany przez USA zamach zbrojny w 2002 r. i strajk w przemyśle naftowym 2002-2003), liczba osób żyjących w ubóstwie zmalała o połowę, a tych, którzy żyli poniżej granicy ubóstwa o 70 %. A te środki tylko przenoszą się na wzrost dochodów państwa. Miliony ludzi uzyskały dostęp do opieki zdrowotnej po raz pierwszy w życiu, liczba studentów wzrosła podwójnie, część z nich może uczyć się bezpłatnie. Nierówności społeczne również poważnie ograniczono. Dla porównania, dwie dekady przed Chávezem, Wenezuela była jedną z najgorszych gospodarek w Ameryce Łacińskiej, a realny dochód na osobę spadł o 14 % w okresie od 1980 do 1998 r.

W Waszyngtonie demokracja ma prostą definicję: czy rząd konkretnego państwa wykonuje politykę, jakiej rząda od niego departament stanu USA. A w tym przypadku, idea polityków dawania tego, co obiecali wyborcom, jest nieznanym pojęciem w Waszyngtonie. Stąd też Wenezuela nie tylko regularnie dostaje się pod ostrzał waszyngtońskiego establishmentu: zresztą nie tylko Wenezuela, wszystkie pozostałe  i nowowybrane rządy Południowej Ameryki, w tym Argentyny, Ekwadoru i Boliwii są na celowniku (chociaż Brazylia jest uważana za zbyt wielką, aby poddać ją temu samemu traktowaniu, chyba że robi to prawica). Departament stanu stara się trzymać na oku cel podstawowy: Wenezuela siedzi na wielkiej beczce z ropą (ok. 500 mld baryłek) i ma gdzieś szacunek dla waszyngtońskiej polityki zagranicznej. To sprawia, że jest wrogiem publicznym nr 1 i objęta jest najgorszego gatunku przekazem medialnym.

Lecz Wenezuela jest częścią “wiosny Ameryki Łacińskiej”, jaka wypromowała najbardziej demokratyczny, postępowy i niezależny skład rządów, jakie widział dotąd region. Ściśle ze sobą współpracują, a Wenezuela ma solidne wsparcie ze strony swych sąsiadów. Oto, co w ubiegłym miesiącu powiedział były prezydent Brazylii, Lula da Silva: „Zwycięstwo Cháveza to nie tylko zwycięstwo narodu Wenezueli, lecz także zwycięstwo ludów Ameryki Łacińskiej…to zwycięstwo będzie kolejnym ciosem zadanym imperializmowi”.

Wsparcie Ameryki Południowej dla Wenezueli jest najlepszą gwarancją dla niej samej przed ciągłymi próbami Waszyngtonu, który ciągle wydaje miliony dolarów na ten kraj, nie licząc nieznanych sum tajnych, aby poderwać, zdelegalizować i zdestabilizować demokrację w Wenezueli.

Komentowanie zamknięte.