Najnowsze

Opublikowano Lipiec 20, 2013 Przez stophasbara W Historia

Diaspora

Pierwsza część eseju prof. literatury klasycznej na University of Illinois, Revilo P. Olivera, zatytułowana Diaspora, pochodząca z THE YELLOW PERIL (1983).

Wstęp

aRaport z Londynu na temat japońskiej przewagi przemysłowej w styczniowym numerze Liberty Bell (z roku 1983 – przypis) zadał pytanie, czy narody Europy i Ameryki Północnej, jakie są wciąż jeszcze w większości Białe, mogą coś skutecznego na to poradzić. Jest to, co oczywiste, całkiem chybione pytanie. Kluczowe jest w tej sprawie rozważenie kwestii – co, jeśli w ogóle cokolwiek, żydzi nakażą z tym zrobić swym aryjskim poddanym.

Artykuł potwierdza, tak samo jak brytyjski komentator, zasadniczy fakt: przeciętny robotnik w Japonii, nie istotne jak służebne lub pragmatyczne jest jego zadanie, „ma zmysł odpowiedzialności za swoją pracę, swego pracodawcę i swój kraj”. Artykuł ten jest w rzeczy samej dobry w treści, dopóki nie dojdziemy do jego finalnych akapitów, gdzie da się znaleźć stary dobrze znany skowyt na temat „Proroctwa z Biblii”, i co Jahwe zrobi dla każdego z nas (włącznie z australijskimi Aborygenami i afrykańskimi Pigmejami!), gdy tylko nie będziemy chcieć zaspokoić jego życzeń w sposób znany wyłącznie świątobliwym mężom.

Te ostatnie akapity zacytowały treść wypowiedzi japońskiego urzędnika. „Japończycy mogą wytwarzać produkt jednorodny i wyższej jakości, ponieważ Japończycy są rasą o względnie czystej krwi, i nie są tak wymieszaną rasą jak w USA”.

To stwierdzenie prostego i oczywistego faktu naturalnie wywołało histerię. Następne wydania the Journal zawierały pełne zgorszenia listy o “szokującym komentarzu” oraz oczywiście zgrzytanie zębami na temat „bigoterii” i „rasizmie”. Nie było wiadomo czy ten zestandaryzowany kubeł pomyj pochodził od żydów czy też od szlachetnych przygłupów; prawdopodobnie był produktem obu tych czynników.

Jako że Japończycy nie są humanitarnymi imbecylami, zapewne roześmieliby się na widok tych obłąkanych prawomyślnych barbarzyńców. A zatem co zrobią żydzi?

Standardową żydowską techniką zawłaszczania majątku całego świata, jaką dał im ich bożek, jest wywołanie u innych ras skundlenia się po to, aby sparaliżować swe ofiary i doprowadzić do stanu bezbronności. Czy żydzi tolerowaliby japońską supremację przemysłową, gdyby nadwerężała ona czerpanie korzyści z kolonii żydów w Europie i Północnej Ameryce, na których szczególnie opiera się obecnie finansowanie żydowskiego terroryzmu międzynarodowego i wojna przeciw rasom semickim na Bliskim Wschodzie?

DIASPORA

Mistyfikacja żydowska, jaka była całkiem skuteczna przez wieki w utrzymywaniu umysłów chrześcijan w stanie ogłupienia, jest głupawą opowiastką o „diasporze” spowodowaną zdobyciem przez Rzymian Jerusalem w 70 r.n.e. i przejściowym stłumieniem przez nich żydowskiej rebelii w Palestynie. To rzekomo stało się przyczyną rozsiania się biednych, prześladowanych żydów po różnych krainach.

W istocie rzeczy, stolicą żydostwa w 70 r.n.e był Babilon, który znajdował się poza granicami Imperium Rzymskiego; ogromne hordy żydów żywiły się ciałem Egiptu, gdzie głupi Rzymianie nadali im nawet specjalne przywileje; i jak chełpią się sami żydzi, na długo przedtem pozakładali oni swe pasożytnicze kolonie w każdym regionie świata, w jakim mogli wygodnie kiwać i eksploatować naiwnych krajowców. Ich prawdziwa diaspora miała miejsce na wieki całe przed 70 r.n.e.

Żydzi mackami swej międzynarodowej rasy, sięgnęli do Chin w I wieku p.n.e., wg ich własnej tradycji, i pozostali tam jako siła, jakiej wpływów nie da się dokładnie określić. Chińscy żydzi, ze szczególną dla ich rasy zdolnością asymilowania się z innymi pod względem fizycznym, przy jednoczesnym zachowywaniu swej rasowej mentalności, są nie do odróżnienia od Mongołów, przynajmniej dla ludzi z Zachodu, a ich genetyczne odpowiedniki na Zachodzie chcą sprawić, abyśmy uwierzyli, że oni po prostu „zniknęli”.

Lecz kompetentny brytyjski dziennikarz, Graham Earnshaw, w czasie odwiedzin Kaifeng, prowincjonalnego miasta wewnątrz wielkich Chin donosił dla the Daily Telegraph (London) 01 czerwca 1982 r.:

ostatnia synagoga…rozpadła się w latach 60-tych XIX wieku”, i że żydzi już dłużej nie dokonują obrzezania swego męskiego potomstwa, aby zjednać sobie względy ich krwawego bożka, nie gardzą jedzeniem wieprzowiny, a więc mięsa zwierzęcia, jakie było prawdopodobnie ich totemem, zanim Yahweh nie wydał zarządzenia o przejściu na dietę. Mr. Earnshaw przeprowadził wywiad z żydem, który nosił chińskie imię Shi, i który powiedział mu:

Pod każdym względem jesteśmy tacy sami, jak Chińczycy, którzy mieszkają wokół nas. Wyglądamy tak samo, jemy i ubieramy się tak samo, lecz ja wciąż uważam siebie za żyda. Gdy mam wypełnić formularz, w którym mam określić swoją narodowość, wpisuję „żyd””.

Co więcej, Shi, chociaż nigdy nie wyjeżdżał z Chin, wytatuował na ramieniu liczbę, dokładnie w taki sam sposób, jak te cyfry, co rzekomo tatuowali na rękach żydów diaboliczni Niemcy. Teraz ci potatuowani mogą podwijać rękawy i pokazywać, jak to niemieccy partacze w jakiś dziwny sposób przeoczyli, że trzeba ich było wepchnąć do baśniowych komór gazowych, w jakich „zgładzono miliony dzieci bożych”. Shi twierdził, że wytatuował sobie na ręce przypomnienie daty, jaką chciał zapamiętać, ale źle oznaczył datę.

Mr. Earnshaw zauważył również, że było tam siedem nazwisk chińskich rodzin, jakie wskazywały na ich żydowskie pochodzenie, przynajmniej w Kaifeng, i że “jedno z nich dość osobliwie brzmiało Jin, co po chińsku oznacza „złoto”, jakie pojawia się zazwyczaj w żydowskich nazwiskach wszędzie na świecie, jak np. Goldstein, Goldberg”.

Z Chin, tułający się żydzi – tułający się w określonym celu – musieli dostać się do Japonii. Kiedy udało im się przeniknąć do Japonii, tego żydowskie źródła nam nie mówią, przynajmniej mnie o tym nic nie wiadomo, ale na pewno nie będę udawać, że mam pełną lub obszerną choćby wiedzę na temat tych źródeł. W napisanym z talentem i erudycją traktacie, The Lost Tribes, a Myth (Duke University Press, 1930; reprinted, New York, Ktav, 1974), prof. Allen Howard Godbey informuje nas na str. 423 i nst., że:

Judaizm na pewno dotarł do Japonii. Jego zasięg i wpływy są wciąż nieokreślone…Konkretne fakty są takie, że w prowincji Yamato [= starożytne Washu, we współczesnej prefekturze Kioto, jaka otacza miasto Kioto, poprzednią stolicę Japonii i które jest trzecim pod względem wielkości miastem w Japonii] są dwie starożytne wioski, Goshen i Menashe (Manasseh). W tych nazwach nie ma nic z japońskiej etymologii. Legenda brzmi, że w III wieku n.e. jacyś dziwni ludzie w liczbie około stu handlarzy jedwabiem pojawiło się w Japonii. W spisie z roku 471, ci ludzie mieli cenzus 18670 i byli bardzo poważani w prowincji. Świątynia znana jako „Namiot Dawida” ciągle stoi tam, gdzie została wzniesiona pierwotnie. Posągi lwa i jednorożca stojące u wejścia nazywane są przez Japończyków „Psami Buddy” …Legenda ludowa, wciąż tutaj żywa, mówi że założyciel sekty, gdy był dzieckiem, został znaleziony w małej szkatule płynącej z prądem rzeki. Ludzie ci sami siebie dzisiaj nazywają Chada, “Umiłowani.” To jest tradycyjne znaczenie słowa „Dawid”. Ale może też być odbiciem słowa “Chasid” [= członka żydowskiej sekty chasydów, starożytnych terrorystów, których Rzymianie nazwali Sicarii od ich ulubionej metody mordowania ludzi cywilizowanych; często nazywani są zelotami od greckiego słowa używanego jako desygnat terrorystów przez Józefa i w „Nowym Testamencie”].

W mieście Usumasa, w miejscu należącym do jednej z najstarszych rodzin Chada, jest studnia, która ma jakieś 1500 lat. Na kamieniu wyryte jest słowo „Izrael”… Chada przybyli z Korei, gdzie mieli swoją szkołę w Piang Yang. Nazywała się ona Ypulan, w chińskich hieroglifach [sic!]. Prof. Anasaki z Uniwersytetu Tokijskiego uważa, że fonetycznie stanowi to ekwiwalent „Ephraim” [!].

Chciałbym wierzyć, że jest jakaś historyczna podstawa dla tej relacji. Przypis prof. Godbey’a pokazuje, że jego zasadniczym źródłem informacji była praca jakiegoś dr J. Kreppela, Juden und Judenthum von Heute (Vienna, 1926), jakiej nie byłem w stanie namierzyć. Kreppel bez wątpienia był żydem, a że nie mogę dokonać weryfikacji jego dokumentacji, nie mogę także zaręczyć, że nie dopuścił się on typowej żydowskiej sztuczki z mistyfikacją. Szczególnie żałuję, że nie potrafiłem zweryfikować raportu w sprawie spisu cenzusowego z 471 roku, lecz muszę zostawić to komuś, kto potrafi czytać płynnie po japońsku i ma dostęp do kronik publikowanych w tym języku. Odniesienie do „lwa i jednorożca” jest problematyczne: przypomina obecność tych dwóch zwierząt jako filarów brytyjskiej królewskiej tarczy herbowej (datowane od 1707 r.!) w czasach „brytyjsko-izraelickiej” mody, służący jako „dowód” na to, że Królowie Brytyjscy byli potomkami żydowskiego bandyty, Dawida.

Druga część paragrafu w cytacie Godbey’a najpewniej spoczywa na autorytecie prof. Anasaki, którego rabin Jacob S. Raisin w swym dziele “Gentile Reaction to Jewish Ideals” (New York, Philosophical Library, 1953), str. 422, określa jako “głównego orędownika teorii japońsko-żydowskiej”, o czym wspomnę w dalszej części.

Wartość dowodu Anasakiego jest całkowicie problematyczna. Równie prawdopodobne jest, że tabun żydów spenetrował Japonię w jakimś wczesnym okresie i przejął kontrolę nad bardzo zyskownym handlu jedwabiem. Jednak nie jest szczególnie zaskakujące, że powinni się oni pomnożyć w ciągu prawie dwóch wieków do liczby 18.670. Prawdą jest, że gdy żydowska awangarda zacisnęła szczęki na gardle tutejszej ludności, ich krajanie całą czeredą rzucili sie na pomoc w wyzyskiwaniu i dzieleniu się łupami, ale trudno jest zakładać, że wtargnęli do Japonii w takiej liczbie, która biorąc pod uwagę wczesny okres dziejów i oddalenie Japonii, byłaby porównywalna do skali, w jakiej zaroili się oni w Stanach Zjednoczonych, aby wykończyć głupich Amerykanów w drugiej części XIX stulecia.

Liczba 18.670. przekazana przez domniemany cenzus z 471 r. można wyjaśnić jedną z dwóch (lub obu naraz) technik, jakie zwykle stosują żydzi podczas swej inwazji. Męski przedstawiciel gatunku żydowskiego żeni się z bogatą tubylką, a żydówka wychodzi za bogatego albo wpływowego mężczyznę tubylca, i obie płci używają potomstwa, którym w sekrecie pogardzają do dalszego forsowania celów „Świętej Rasy Jahwe”, a także płodzą mieszańców, którzy będą szkoleni w zakresie kontynuowania bogobojnej pracy pod światłym kierownictwem Dzieci Pana czystej krwi.

Żałuję, że żydowski zakaz prowadzenia badań genetycznych nie pozwolił dokonać weryfikacji albo obalenia alarmistycznego twierdzenia dr Nossiga, że nawet niewielka domieszka żydowskiej krwi powoduje zakłócenia w pracy komórek mózgowych naszej i innych ras i czyni naszych nieszczęsnych następców podatnymi na żydowską manipulację przez „wiele pokoleń”. Patrz moją pracę – „Enemy of Our Enemies” str. 27, n. 30, dla pełnego odniesienia.

Żydzi atakują również wybrane ofiary przy użyciu prozelityzmu, zatruwając i paraliżując tubylców swymi przesądami przebiegle dostosowanymi do poziomu ich łatwowierności. Najbardziej rzucającym się w oczy przykładem tej techniki w naszych czasach jest kult bolszewicki (komunistyczny), stara żydowska pułapka wabiąca swym współczesnym odorem przez uczynienie jej pozornie bezbożną. Gdy żydzi dokonują inwazji na jakiś naród, ich klasyczną techniką jest wprowadzenie wśród tubylców kultu ich żydowskiego bożka oraz gloryfikacja Rasy Panów tegoż prawidłowego bożka, ze wzmagającym się jazgotaniem o „miłości” i „braterstwie” „Naród Wybrany” przejawia przemożne pragnienie obdarzenia swych poddanych tymi frazesami, idealnie żydowskimi „ideałami”, a interesy powinny zamroczyć prozelitów do tego stopnia, żeby zaczęli wyobrażać sobie, że mogą stać się żydami poprzez „nawrócenie” i podporządkowanie się swym panom w ramach ich prymitywnego reżimu. W ten sposób, gdy warunki są sprzyjające, żydzi rozprzestrzeniają nieskrywany pod żadną maską judaizm, a nawet przyznają dostęp swym posłusznym psom do synagog, gdy jednocześnie prywatnie chichoczą z głupoty gojów. Lecz przykład komunizmu, jak dowód archeologiczny z wykopalisk na terenie starożytnych synagog w Dura Europos i w innych miejscach, i żydowskie użycie trackiego bożka Sabaziusa oraz egipskiego Ozyrysa jako kroczących w szeregu koni na wszelki wypadek, powinien przypominać nam ich wielką uniwersalność i pomysłowość, z jaką zaadoptowali oni swój lep w pułapce na zwierzęta, które pragną w tę pułapkę pochwycić.

Dlatego, o ile faktycznie można uznać za pewne, że banda żydowskich imigrantów nie tylko użyła swej religii i „cnotliwości” jako przykrywki dla swych własnych działań, to można też założyć, że wprowadziła w błąd ludność japońską przy pomocy przesądów i okultystycznego hokus-pokus, ale nie możemy określić a priori precyzyjnie, jaką formę religii mogli oni zaszczepić w charakterze najbardziej skutecznego środka eksploatowania różnych słabości tubylczej rasy.

Jeśli przyjmiemy cyfrę 18.670. dla roku 471, możemy sobie wyobrazić, w braku konkretnych danych, że ta ogólna liczba zawiera zarodki żydowskie, niższą kastę pół-żydów (przypuszczalnie potomstwo żydów i kobiet tubylczych) oraz kupę zamroczonych japońskich prozelitów, co do których zakładamy, że zostali dopuszczeni do przywilejów, jakie żydowski bożek udostępnił swej „Rasie Wybranej”. Czyniąc takie założenie, taka liczba staje się całkiem przekonywująca, a nawet skromna. Liczba 18.670. musiała zostawić po sobie liczną progeniturę. Co się z nią stało? Co się stało w ciągu następnych 12 wieków zanim Japonia weszła w kontakt z naszą rasą i cywilizacją? O ile mi wiadomo, japońskie annały nie zawierają o nich żadnej wzmianki, ale jeśli tak się stało, to żydzi i ich judaizm musiał zejść do podziemia albo skarłowacieć do mizernej postaci.

Co do japońskich prozelitów, możemy snuć spekulacje, że z tego czy innego powodu, wielu z nich nie przekazało swego zaślepienia na swoich potomków, i że w braku żydowskiej skutecznej kontroli, kult tych osobników zniknął z ziemi japońskiej na wiele pokoleń, z wyjątkiem może jakichś niewielkich koterii, które tak samo jak ich odpowiednicy pośród nas, praktykowali swój obcy obrządek przesądów tylko dlatego, że wydawał się on dla nich egzotyczny.

W okresie między V a VII wiekiem naszej ery historia Japonii zawiera wiele okresów wewnętrznych napięć i długotrwałych wojen domowych, i jest całkiem prawdopodobne, że enklawa żydów w tym narodzie poniosła duże straty w wymiarze majątkowym i ludzkim, może o wiele większe niż enklawy żydowskie w Chinach, o jakich się mówi, że uległy wielkiemu zmniejszeniu wskutek wewnętrznych waśni narodowych, w tym może najbardziej w wyniku mongolskiej inwazji i podboju Chin.

Żydzi, którzy przetrwali w Japonii z oportunizmu postanowili zniknąć, i z użyciem wilkołackiego talentu swej rasy do podszywania sie pod ludzi, zostali japońskimi marranos, zewnętrznie przypominającymi tubylców, lecz sekretnie świadomi boskiego fluidu płynącego w ich żyłach oraz swej niezmiernej wyższości rasowej. Stoi przed nami pytanie, czy było ich dostatecznie wielu i czy byli dość przebiegli, aby uzyskać pewien stopień kontroli nad tym tubylczym narodem oraz nad wspaniałymi pokładami energii Japończyków, jakie biorą się z ich rasy. Chociaż pytanie, z powodu konieczności posiadania na to dowodów, jest zawieszone w próżni, możemy rozsądnie zakładać, że nie.

Relacja Godbey’a zakłada, że choć Chadas, domniemani żydzi lub pół-żydzi, przetrwali do naszych czasów, było ich jednak niewielu, mało znacząca grupka porównywalna może do żydów z Kaifeng. Przykład żydów w Chinach ostrzega nas, że nie wolno nam polegać na fizjonomii i wskazówkach fizjologicznych rasy, gdy mamy do czynienia z żydami, lecz wolno nam poczynić założenie, że nie ma dowodów na istnienie żydowskiego elementu w rodowitych Japończykach dzisiejszej doby. Powinniśmy jednak mieć na względzie co najmniej jedną próbę przeprowadzenia takiego dowodu.

Pod koniec XIX stulecia, Norman McLeod, pobożny Szkot, którego umysł był owładnięty różnymi judeochrześcijańskimi mitami, odwiedził Japonię i stworzył swój zarys historyczny p.t. „Epitome of the Ancient History of Japan” (trzecie wydanie, Tokio, 1879), w którym dokonał wielu różnych porównań zwyczajów i wierzeń, aby udowodnić tezę, że Dziesięć Zaginionych Plemion rzekomo porwanych przez Assyryjczyków w 720 r.p.n.e. utworzyło coś w rodzaju linii przelotu do Japonii i tam osiedliło się jako kapłani shintoizmu („boska droga”), a więc religii rodzimych Japończyków. McLeod dodał do tego stos rysunków ukazujących, wg jego własnej spekulacji, tratwy na których Wybrańcy dotarli do Nipponu, a nawet wskazał porządek wg jakiego Dziesięć Plemion przemaszerowało do swej nowej Ziemi Obiecanej.

Przedstawił on jednak także pewne dowody, jakie można brać serio pod uwagę: obrazki współczesnych mu Japończyków, niektórych z całkiem wyróżniającymi się nosami, których cechy fizyczne określił on jako wyraziście hebrajskie. Wartość tego dowodu jest bardzo znikoma. Obrazki te, zakładając dokładność artysty, który je wykonał, nie są w rzeczywistości przekonywujące, i o ile pewne cechy mogą wynikać z tego, że byli Chadas, jest też dość prawdopodobne, że McLeod, w którego umyśle buzowały przeróżne żydowskie fikcje i skłonności do zdobycia potwierdzenia ich, zwiedziony został deformacjami Manchu, jakie pojawiają się u niektórych Japończyków albo nawet szczątkowymi cechami rasy kaukaskiej (możliwe że aryjskimi), jakie odnaleźć można u skromnej mniejszości Japończyków, o genetycznym pochodzeniu których można tylko snuć domysły.

Manchu to oczywiście ludzie pochodzenia mongolskiego (Mongoloidzi), lecz prawdopodobnie mają jakąś domieszkę turańską i charakterystycznie dosyć garbate nosy. Japońscy antropologowie rozróżniają 6 wyraźnych grup etnicznych w całej populacji (Ainu i mieszańcy) i generalnie przyznają, że przynajmniej dwie z nich prezentuje wyraźne występowanie śladów dziedzictwa europoidalnego, jakie wydaje się bardziej zauważalne wśród arystokracji, do jakiej należy większość Japończyków wysokiego wzrostu.

Źródła tych domieszek nie dadzą się teraz zidentyfikować, lecz wszyscy Japończycy są w zdecydowanej większości pochodzenia mongolskiego (Mongoloidzi), a obecnie piszący na ten temat Japończycy dlatego mają rację opisując siebie jako względnie czystych rasowo. Gdyby nasi przodkowie mieli dość inteligencji, aby rygorystycznie pozbywać się z naszych państw wszelkiego typu imigrantów, którzy nie byli Anglikami, Szkotami, Niemcami, Skandynawami czy Nordykami z innych części Europy, to teraz bylibyśmy również względnie czyści rasowo, chociaż wykazywalibyśmy pewnie podobne wariacje fizyczne, jakie występują wśród Japończyków i wciąż moglibyśmy wyróżniać się różnymi naleciałościami etnicznymi, stwierdzając różnice, jakie obecnie są przesłonięte przez ogromny kontrast między Aryjczykami a resztą populacji, jaka ukształtowała się przez uczynienie Stanów Zjednoczonych wysypiskiem dla wszelkiego rodzaju światowych antropoidalnych wyrzutków.

Na temat fizycznych różnic odnajdywanych w pod-rasach mongoloidów, należy rzucić okiem na fundamentalne dzieło dr Johna R. Bakera „Race” (Oxford University Press, 1974; reprint, Athens, Georgia, Foundation for Human Understanding, 1981), str. 537-539. Baker osobiście przekonał się wskutek badań nad wizerunkami z XVIII wieku, że kobiety z wyraźnie widocznymi cechami Manchu uważane były za ideał kobiecego piękna przez japońską arystokrację tamtego czasu, co zapewne było wynikiem swego rodzaju selektywnego rozmnażania się. Choć Japończycy są prawie czystymi Mongołami, część z nich odziedziczyła geny Białych. Dobrze znaną charakterystyczną cechą Mongołów jest brak u nich gruczołów potowych pod pachami oraz w rejonie krocza, jakie u innych ras wytwarzają śmierdzące wyziewy wskutek ciągłej perspiracji.

Wg Bakera ( str. 173) niemal 10 % Japończyków wytwarza jednak jakiś odór spod pach; jest to traktowane jako poniżająca choroba, która dyskwalifikuje mężczyzn ze służby w siłach zbrojnych. Wydaje się dziwaczne, że cecha tak drażliwa dla japońskiego zmysłu wrażliwości nie zrodziła się wskutek przekazywania jej przez kolejne pokolenia przez wieki. Musi pochodzić z pewnej domieszki kaukaskiej (Białych) i jest ogólnie wynikiem krzyżowania ras z Ainu, lecz może brać się, przynajmniej do pewnego stopnia, z innych źródeł, być może z Chin, gdzie nawet krew aryjska przenikała do tego narodu w pewnych historycznych momentach: można pomyśleć o rzymskich żołnierzach, którzy dostali się do Chin po klęsce w bitwie pod Carrhae, a w późniejszych czasach o wielu Europoidach, w części bez wątpienia Nordyków, których obecność na terytorium chińskim jest dobrze udokumentowana poprzez przytoczenie dowodów, których przeglądu dokonał Otto Maenchen-Helfen w pracy p.t.”The World of the Huns” (University of California Press, 1973), str. 367-375. Oczywiście napływ żydów mógł być odpowiedzialny za pewne genetyczne skażenie, lecz mój wniosek jest taki, że nie może to być źródło wszelkiego rodzaju fizycznych wariacji istniejących pośród Japończyków, a nawet niekoniecznie może być źródłem jakichkolwiek.

Chociaż fantazje McLeod’a nie mają żadnej historycznej ani etnologicznej wartości, zdobyły sobie one warte odnotowania polityczne znaczenie. Mit żydów o tzw. „Zagubionych Plemionach” spłodził tzw. “brytyjsko-izraelski” nonsens, jaki był tak skuteczny w rozmiękczaniu angielskiego myślenia w czasach Disraeli’ego i masowej żydowskiej akcji zatruwania brytyjskich klas wyższych. Adaptacja tej bujdy jest obecnie używana do ataku na Japonię.

tłumaczenie: stophasbara

Tags : , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.