Najnowsze

Opublikowano Styczeń 14, 2015 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

Diabeł w szczegółach – stuletnia wojna Netanyahu z „wojującym” islamem śmiertelnym ciosem dla zachodniej cywilizcji

Najbardziej niebezpieczne u Benjamina Netanyahu – i nikt nie powinien popełniać błędu myśląc iż jest inaczej – jest to, że według ludzkich standardów on wygląda „normalnie”. Mówi „ludzkim” głosem, wydaje się mieć wszelkie wymagane ‚ludzkie’ wyposażenie i zachowanie, i ogólnie może przejść przez codzienne interakcje z innymi. Ale największą zagadką jest to, że ma skórę a nie łuski, powieki a nie szczeliny, i nie ślizga się na brzuchu z punktu A do punktu B.

ISRAEL-POLITICS-CABINET-NETANYAHU

Ale prawda jest taka, że cały jego ‚humanizm’ – z braku lepszego słowa – przypisany do / wiążący się z Netanyahu, jest tylko pewnego rodzaju iluzją, a świat – dla dobra własnego zbiorowego życia i zdrowia – przysłużyłby się najlepiej gdyby przymknął oko i zatkał ucho na taką czarną magię jak ta.

Pomimo kilku cech zewnętrznych, w ‚Bibi’ nie ma nic ‚ludzkiego’, ani u tych którzy są członkami jego ekskluzywnego gangu.

Jak wygłodniały wilk przebrany za nieszkodliwą staruszkę w bajce dla dzieci, jego prawdziwy charakter to zupełnie coś innego… Z innego świata i z podziemia… Żyjący, oddychający koszmar, głęboki jak ocean z bogatym, przerażającym szczegółem jakiegoś mrocznego, zapowiadającego coś złego rozdziału z książek Poe lub Stephena Kinga. Dzikie zwierzę w drogim garniturze, ‚król Bibi’ to twór z apokaliptycznych ostrzeżeń z przeszłych czasów, kiedy prorocy szaleli przepowiadając przyszłe czasy potworów w ludzkiej formie grasujących po świecie i przerabiających go w coś bardziej zgodnych z ich upodobaniami – przesiąknięty krwią, spalony ogniem i wiążący się z każdym rodzajem ludzkiego cierpienia jaki można sobie wyobrazić… Typ który sprawia, że szatan jest pełen nadziei, kiedy jednocześnie daje Panu Bogu zmarszczki od zmartwienia i bóle w klatce piersiowej, on jest ‚ludzkim’ ekwiwalentem wściekłego psa, do zabicia którego często wzywa się lokalnego szeryfa dla dobra przerażonych mieszczan.

Bardziej nadający się albo do ogrodu zoologicznego albo do laboratorium, okazy jak Netanyahu i ci których czyny w końcu stają się tak rekordowo złe w wielkości i skali, że na stałe wryli się w zbiorową pamięć człowieka jak jakaś psychiczna blizna przechodząca z pokolenie na pokolenie. On jest ‚biznesmanem’ którego prywatny układ z diabłem odbywa się codziennie rano kiedy gapi się na siebie w lustrze, ‚prawdziwy wierzący’ w najbardziej niebezpiecznym sensie słowa, podobny do cyborga w filmach Terminator, którego nie potrzeba popychać ani poganiać jeśli chodzi o stosowanie przemocy wobec niewinnych ludzi, biorąc pod uwagę to, że załadowany w jego psychiczny / duchowy dysk program jest zabezpieczony i odporny na wszelką zewnętrzną manipulację.

To – jego zdolność mieszania się z tym ludzkim otoczeniem by uniknąć wykrycia – jest najważniejszym elementem czyniącym go niebezpieczeństwem dla cywilizowanego świata jakim jest. Bestia chodząca na 2 nogach, ta jego podobna do kameleona zdolność odtwarzania ludzkiego wyglądu dała mu klucze do królestwa i członkostwa klubu do którego nie należy, tragedia bardziej z uwagi na kolaboracyjną ślepotę jego przyszłych wkrótce ofiar niż jakiejś klątwy z nieba czy zrządzenia losu.

Ale oprócz naprawdę strasznych cech jego charakteru czyniących go jasnym i obecnym zagrożeniem jakim jest, to cały ten ekstra bagaż jaki ze sobą nosi, zapowiada najgorsze. Choć prawdą jest, że ludzkość nigdy nie cierpiała na brak antyspołecznych jednostek o „złych postawach”, to jednak ze względu na ich brak zasobów i gorsze ulokowanie na szachownicy gospodarczej i politycznej oznacza, że nieszczęście jakie są w stanie narzucić dużej liczbie osób jest w przeważającej części złagodzone.

Ale oczywiście tak nie jest z Netanyahu. Szef największej rodziny gangsterskiej w ludzkiej historii, z władzą nad życiem i śmiercią nie tylko miliona, ale faktycznie miliardów ludzi wyrywających się z uścisku jaki on i jego kuzyni trzymają na gospodarce, mediami i polityce, on trzyma przerażony świat w linii groźbą odpalenia pewnej liczby (albo wszystkich) 400 rakiet nuklearnych jakie on i jego wyznawcy przemycili z każdej stolicy świata na przestrzeni kilkudziesięciu lat.

Liderom z każdego kraju – od Ameryki do Brytanii do Zjednoczonych Emiratów – niewątpliwie wytłumaczono bezbłędnie wyraźnym językiem, że jeśli chodzi o jego żądania, każda prośba – czy o pieniądze, protekcję polityczną czy kolejna wojna z korzyścią dla Izraela – to propozycja której nikt nie może odmówić, z prostego powodu, że kiedy Bibi słyszy słowo ‚nie’, dzieją się złe rzeczy. Upadają gospodarki. Wybuchają bomby na maratońskich imprezach. Samoloty wpadają w drapacze chmur, albo dostają bzika systemy komputerowe kierujące i zachowujące funkcje infrastrukturalne takie jak sieć energetyczna, czysta woda, albo te zapobiegające roztapianiom w elektrowniach nuklearnych.

Ale znowu, bardziej niebezpieczny niż dziedziczny pełen przemocy, wściekły i wulkaniczny charakter Netanyahu (w parze z jego zdolnością wykorzystywania judejskiego voodoo jakim od czasu do czasu grozi), jest sposób w jaki nie rozumieją go jego przyszłe ofiary. Zamiast obawiać się śmiertelnego, bardzo jadowitego węża jakim jest, szydzi i kpi się z niego, wyśmiewa, czyni z niego przedmiot żartów, i ogólnie nie bierze się go poważniej niż jednego z bardzo neurotycznych postaci w pokazywanym w TV serialu Seinfeld.

W oczywiście jasnym, jednoznacznym ostrzeżeniu dla ‚cywilizowanego’ świata o rodzaju nieprzyjemnego losu jaki czeka ludzkość jeśli nie spełni się jego żądań, on osobiście nakazuje i nadzoruje – w świetle dnia – rzeź ponad 2.000 osób w Gazie, a jeszcze nieliczni słyszą albo rozumieją używany przez niego język… Stojąc przed ONZ i widoczny dla 14 mld oczu i uszu na całym świecie, wymachuje kreskówkami przekazując swoją osobistą obietnicę spalenia każdego kwadratowego centymetra danej przez Boga zielonej ziemi, jeśli 75 mln Irańczyków nie zostaną masowo wymordowani w realnym życiu / realnym czasie / realnym układzie, odegraniu judajskiego krwawego święta Purim, i zamiast uznania jego groźby za taką jaką jest, traktuje się go jak komedianta pokazującego się w epizodzie Saturday Night Live.

Z widocznym szyderstwem i łaskawością, eksperci i komentatorzy z całego świata chichoczą się z całego spektaklu, nie zdając sobie sprawy z tego, że kiedy oni to robią, w ich głowy celuje się 200 megaton działo, i że w końcu – wyjąwszy jakiś akt Boga – wariatem będzie ten który zaśmieje się ostatni w momencie kiedy on podpala lont i odchodzi.

Co jeszcze można powiedzieć o tym wszystkim, poza ‚tak to jest…’ Rzadko jakaś fala zła – w tym przypadku psychopaci porywający statki państwa i celowo kierujący je na mieliznę i do otchłani – osaczają ludzkość na przestrzeni dziejów tam gdzie nie było wyraźnych znaków ostrzeżenia przed zbliżającym się problemem. Matka natura może faktycznie być nieprzewidywalna jeśli chodzi o jej częstą huśtawkę nastrojów, ale jeśli chodzi o ciemną stronę ludzkiego charakteru, częściej niż nie, dźwięku tykania ludzkiej bomby zegarowej która ma wybuchnąć trudno jest nie słyszeć.

Niemniej jednak, jak historia – a zwłaszcza obecne wydarzenia – zbyt tragicznie pokazały, ludzi można przekonać (zbałamucić) by uwierzyli, że dźwięk tykania który wyraźnie słyszą jest tylko wytworem ich wyobraźni, dając w ten sposób innym ziemskim / podziemnym kreaturom takim jak Netanyahu, bierną współpracę jakiej potrzebują by wyczarować swoją szczególną markę mordu i chaosu. Niewielu jest takich, którzy chcą zaufać temu co mówi im zdrowy rozsądek i uznać niebezpieczeństwo jakim jest vs. tłumy które ignorują hałas grzmotu napierających wód, aż dojdą do nich i nie będzie od nich ucieczki.

Różnica teraz, oczywiście, jest taka, że te wody są głębsze, szybsze i groźniejsze. Nigdy w dziejach ludzkości nie było tak pełnej przemocy, apokaliptycznej siły złożonej w rękach tak niewielu ludzi, którzy mogli wyrządzić tak wielkie szkody przy tak małym wysiłku.

I – tak jak nie należy lekceważyć jego niebezpiecznego charakteru, to ludzie nie powinni lekceważyć niczego co Netanyahu planuje wziąć w ostatnim dniu, świadomość że to może się rozpocząć tylko wiedząc, że jedyną rzeczą którą robi najlepiej i najbardziej kocha jest wojna.

Tak samo jak profil jakiegoś notorycznego kryminalnego przywódcy jest niekompletna bez włączenia scenariusza w tle, takiego jak pranie brudnych pieniędzy, prostytucja, narkotyki, łapówkarstwo, mord itd., tak dokładne przedstawienie Benjamina Netanyahu dalej będzie anemiczne informacyjnie bez wspomnienia o jego niezwykłym apetycie na sponsorowany przez państwo mord, inaczej znany jako wojna. Mówiąc prosto, jeśli wyjmie się ten aspekt z każdej dyskusji o Netanyahu, to nie będzie o czym dyskutować.

Dla ‚Bibi’ – ostatniego wcielenia w długim rodowodzie naśladowców króla Dawida – wojna to jego bijące serce (jeśli je ma), jego układ krwionośny (jeśli go ma) i prąd elektryczny który zasila jego funkcje psychiczne, jeśli takie istnieją. Wyobrażając siebie jako pra-prawnuka biblijnych królów wojowników takich jak Mojżesz, Joszua et al, którzy zdobyli sobie reputację (przynajmniej jak czytamy na stronach żydowskich ‚świętych’ tekstów takich jak Księgi Wyjścia, Kapłańska, Powtórzonego Prawa, Liczb itd.), spełniając rozkazy Jahwe by ‚wymordować ich wszystkich i całkowicie ich zniszczyć’, i ‚nie oszczędzać niczego co oddycha’, i całej reszty biblijnego szaleństwa, które Izrael wykorzystuje do uzasadnienia Gojo-bójstwa jakie dokonuje w regionie, wojna w imieniu żydowskiego państwa jest dla Netanyahu jak Komunia Święta dla katolików, albo Salat (modły) dla muzułmanów.

Podczas gdy w ‚cywilizowanym’ świecie wojna uważana jest za zarazę i postrzegana jest tylko poprzez pryzmat strachu, żalu, niechęci, rezerwacji, itp, dla Netanyahu wojna to zabawa, a różne pola bitewne którym osobiście przewodniczył – od Gazy do Syrii do Iraku i dalej – to jego place zabaw. Choć obrazy i dźwięki celowo zadawanego ludzkiego cierpienia i mordów powodują, że cywilizowani z przerażeniem je odrzucają, dla Bibi i jego towarzystwa są źródłem duchowej elektryfikacji, pod wieloma względami podobną do podniecenia odczuwanego przez poszukiwaczy złota kiedy już je znajdą.

Jak arcykapłan pokazany w Apocalypto Mela Gibsona, który pobudza żarliwość swojego stada do stanu religijnej hipomanii wyrzynając żywe, bijące serca niewinnych ludzkich ofiar, tak Netanyahu i jego akolici osiągają ten sam rodzaj psychologicznego szczytu, wiedząc, że bóg Izraela – jak przedstawiany w rożnych ‚świętych’ księgach judaizmu – jest zaspokojony i syty rzekami krwi rozlewanymi na jego cześć.

Dlatego kiedy mówi o zniszczeniu Iranu, to myśli o Z-N-I-S-Z-C-Z-E-N-I-U I-R-A-N-U, cegła po cegle, kość po kości… Jak Syria, Liban, Turcja, Irak, Jordania, miasteczko po miasteczku, miasto po mieście, kraj po kraju, a – jeśli trzeba – kontynent po kontynencie, wszędzie gdzie można praktykować nakazany przez religię rytuał Gojo-bójstwa, jakby to wszystko było jakimś rodzajem planu spłat załączonym do pożyczki, której – zdaniem firmy rachunkowej Izrael, Izrael & Izrael – nigdy się nie spłaci.

Fakt, że Netanyahu jest ‚najczystszy’ jeśli chodzi o sprawę armageddonu – i nikt nie powinien popełnić błędu myśląc, że jest inny – wyraźnie widać w różnych warczeniach i prychaniach przypisywanych mu na przestrzeni lat, a które źle postrzegali Goje wyrażeniem ‚nic nie znaczące polityczne meandry o żadnych większych konsekwencjach’. Faktycznie, tak jak sławetna kreskówka ‚z bombą bum!’ jaką wykorzystał na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w 2012 do przekazania groźby wywołania judajskiego holokaustu wobec gojostwa, jeśli nie zostaną spełnione jego żądania odnośnie wojny z Iranem i inne, podobnie były liczne przypadki kiedy p. 666 mówi ludzkimi ustami, ale językiem bestii.

A jeśli w ogóle był przypadek, kiedy świat powinien wystawić uszy i zatrąbić słysząc dźwięk tik-tak mającej wybuchnąć ludzkiej bomby, to w czerwcu 2012, tylko kilka miesięcy przed tym dobrze znanym incydentem w ONZ, kiedy to Netanyahu, jak jakiś mafijny szef wydający rozkazy zgromadzonym capo, zwrócił się do prosyjonistycznych agentów w Ameryce poprzez telekom, i omawiał sposób w jaki do końca XXI wieku pokona ‚wojujący islam’.

Nie do końca roku czy dekady, ale do końca stulecia.

Dla tych którzy nie są dobrzy w matematyce, to oznacza, że wojna która rozpoczęła się kiedy XXI wiek był ledwie nowonarodzonym niemowlakiem, wojna która już zniszczyła życie milionów ludzi, zdziesiątkowała gospodarkę globalną, zatrzymała natychmiast postęp i ustawiła 1.5 mld chrześcijan i 1.5 mld muzułmanów (razem prawie połowę populacji świata) tak, by złapali się za gardła – zgodnie z programem Netanyahu – ‚to tylko rozgrzewka’ na kolejne lata, a jest ich 88.

I niech nikt nie da się ogłupić kiedy użył określenia ‚wojujący’ jako dobry przymiotnik dla określenia islamu. Tak jak rysunek z bombą który pokazywał w ONZ, była to z jego strony typowa gangsterka, czyli mówi jedno a oznacza coś innego… Rabiniczne rozdanie kart i jakiegoś rodzaju zaklęcie miało zahipnotyzować zbiorowy gojowski umysł i uniemożliwić mu zrozumienie rodzaju dewastującej judejskiej czarnej magii ugotowanej przez niego i jego czarodziejów w ich kotle syjonistycznej intrygi.

a

Użycie przez niego określenia ‚wojujący’ – oznaczało utworzenie w gojowskim umyśle obrazu ISIS, ISIL, al.-kaidy itd. – a w rzeczywistości wszystkiego co obejmuje znaczenie tego określenia – każdego i wszystkich wyznawców islamu. Dla Netanyahu & spółki, ‚wojujący’ muzułmanin to palestyński chłopiec rzucający kamieniami w terrorystów z IDF, którzy przed chwilą z zimną krwią zastrzelili mu matkę i młodszą siostrę… Jest to młoda Irakijka która – pomimo iż widzi swój kraj wymazany po 20 latach zorganizowanej przez Izrael wojny, to jednak – stara się zachować swoją czystość i nosi swój hijab… To kraje takie jak Iran, Syria, Libia (przed zniszczeniem) i inne które chcą pozostać suwerennymi, stabilnymi krajami, w przeciwieństwie do takich jak Egipt, Jordania, Arabia Saudyjska et al., które podstawiły swoje szyje wampirowi, i stały się marionetkami w globalnych syjonistycznych programach.

Krótko mówiąc, dla Netanyahu (i tych którzy mają taką samą jak on wizję przyszłości), ‚wojujący’ islam to każda ustawiona bariera – duchowa, polityczna, gospodarcza czy moralna – przed tak samo groźną infekcją S-eboli, która zdziesiątkowała narody ‚chrześcijańskiego’ zachodu. Tak jak cały ład społeczny wcześniej wibrujących chrześcijańskich cywilizacji został przekształcony w poszerzone odegranie ‚Chodzących trupów’ jako bezpośredni rezultat miasta zatruwanego toksycznym, pełnym g… moralnym ściekiem wypływającym z synagogi, tak samo jest to jedyna forma islamu ‚akceptowana’ przez Netanyahu & spółkę. Jako nosiciele śmiertelnego wirusa duchowego, który nie może istnieć w sterylnym środowisku, Netanyahu & spółka rozumieją, że zajmowanie przez judaizm i islam ostatnio tego samego terenu na tej wielkiej planecie ziemi, jest po prostu niemożliwe.

Tymczasem chrześcijaństwo – biorąc pod uwagę jego fatalne przywiązanie do tej samej Tory, która służy jako bijące serce i krew całej judejskiej struktury – zapewnia zorganizowanym interesom syjonistów ‚tylne drzwi’ przez które hakerzy mogą potajemnie wejść i porwać religię opartą na naukach i osobowości Jezusa Chrystusa do swoich własnych kryminalnych celów, ale islam nie ma w sobie takich skłonności. W islamie nie ma opisów i świąt na cześć ojców założycieli takich jak Abraham, Izaak, Jakub, Mojżesz, Joszua et al. jako złodziei, kłamców, lichwiarzy, zbrodniarzy wojennych itd. w taki sam sposób w jaki przedstawiani są w judeo-chrześcijaństwie, i które tworzy podstawę na której opiera się cała syjonistyczna narracja.

Dlatego biorąc pod uwagę to, że w islamie nie ma żadnych takich opisów, które można by wykorzystać do infiltracji, podporządkowania, degeneracji, mutacji, wyuzdania i delegalizacji, żeby wciągnąć go ‚w szeregi’ jako współpracującego członka rodziny razem z judeo-chrześcijaństwem, jedynym sposobem na to jest wojna.

Wierni wyznawcy judaizmu – rozumiejąc iż jest to paradygmat wszystko-albo-nic, którego nie ma w jego słowniku dla pomysłów takich jak ‚żyj i daj żyć’ – wiedzą, że islamowi nie wolno pozwolić by istniał jako czysta i nie zepsuta ideologia, ale trzeba ją wcześniej albo doprowadzić do choroby i osłabić stuleciami wojny, żeby zmniejszyć jej wpływ na sprawy świata, albo zupełnie wymazać z planety.

I to, apokaliptyczne, daleko idące konsekwencje 100-letniej wojny Netanyahu z ‚wojującym’ islamem, jest ten diabeł w szczegółach, co niewielu – zwłaszcza na zachodzie – wydaje się rozumieć. Narody wcześniej chrześcijańskiego zachodu, wygrzewające się w swojej niezrównanej potędze – gospodarczej, politycznej, militarnej itd. – nie mogą zrozumieć – wbrew temu co mówią im kupieni-i-opłaceni religijni liderzy – że to nie ‚Bóg’ pobłogosławił ich cywilizację taką hojnością, a raczej najbardziej niebezpieczna rodzina gangsterska jaka istniała w dziejach ludzkości.

Sto lat temu, ‚żydowski wiek’ (jak nazwał to pisarz Yuri Slezkine) – era zaplanowana po to by posłużyła jako 100 lat gladiatorskiej gry między chrześcijaństwem i judaizmem, zorganizowane interesy żydowskie rozpoczęły proces przejmowania kontroli różnych ośrodków władzy na zachodzie, po czym sterydy ugotowane w świątyniach, lożach i synagogach, wpompowano w ciało zachodniej cywilizacji, żeby utworzyć tę obecną formę potwora-w-ludzkiej-formie, co miało jeden cel – grasowanie po świecie i przerabianie go w coś bardziej przypadającego do gustu odwiecznemu celowi judaizmu – nasiąkniętego krwią ofiarną, spalonego ogniem ofiarnym i w drużynie każdego rodzaju ofiarnego ludzkiego cierpienia jaki można sobie wyobrazić.

Równie tragiczne jest to, że zachód – zachowując się jako obowiązkowy, lojalny i nie wynajęty pomocnik dla synagogi, szaleje po islamskim świecie i niszczy jedyny pozostały blok oporu wobec tego samego systemu zinstytucjonalizowanego zła, którego dawni prorocy szaleli przepowiadając, jednocześnie ci wielbiciele bestii nie mogli zrozumieć tego, że ta 100-letnia kampania przeciwko islamowi faktycznie ma 2 wyznaczone ofiary, ta druga to samo chrześcijaństwo.

Ustawiając te 2 narody – które razem stanowią prawie połowę populacji świata – by trzymały się za gardła, tym co zorganizowane żydowskie interesy chcą osiągnąć, to zabicie dwóch ptaków jednym kamieniem. Sto lat nieustannej, bankrutującej wojny, może jedynie poskutkować całkowitym upadkiem ekonomicznym i politycznym cywilizacji agresora, co wtedy poskutkuje jego całkowitą ruiną.

Kiedy cywilizacja pozornie zbudowana wokół nauk i osobowości Jezusa Chrystusa, przestanie istnieć jako taka, pozostawiając jedynie judaizm jako dominujący wpływ na sprawy świata, i jako taka, synagoga i jej klasa rządząca, sanhedryn, w końcu osiągnie to czego nie osiągnęła 2.000 lat temu mafijnym atakiem na galilejskiego cieślę, który się nie udał.

Dla wielu, taki apokaliptyczny scenariusz jak ten, powstały tylko z łańcuszka słów wymagających nie więcej do wymówienia niż 5 sekund, i wychodzących z ust tylko człowieka, wydaje się nieprawdopodobny. Przyzwyczajeni do wiązania dużych rzeczy tylko z dużymi początkami, a jest takich wielu – na własną szkodę – niezdolnych do połączenia obrazów takich jak szalejące piekło i maleńkie iskierki.

Ale tacy sceptycy postąpiliby słusznie gdyby przypomnieli sobie, że podobne sytuacje w dziejach – zanim wojna stała się gotowym, na żądanie produktem jakim jest teraz – rozpoczynały się podobnymi sposobami, łącznie z tym który zniszczył życie 10 mln ludzi, a rozpoczął się jednym pociskiem wystrzelonym przez zabójcę o nazwisku Gavrilo Princep w 1914.

Faktycznie, w wielu dramatycznych i traumatycznych wydarzeniach w historii, to szczegóły – w tym (albo szczególnie) te wychodzące z ust koszmarnych kreatur takich jak Netanyahu – często się liczą, małe rzeczy które wydają się uciec uwadze przeciętnego ucha i przeciętnego umysłu, a które w istocie są zakątkami, schowkami i szczelinami służącymi za kryjówkę dla diabła.

Mark Glenn, tłum. Ola Gordon.

Źródło: https://theuglytruth.wordpress.com/2014/10/23/the-devil-in-the-details-netanyahus-100-year-war-against-militant-islam-as-the-death-blow-to-western-civilization/

Tags : , , , , ,

Komentowanie zamknięte.