Najnowsze

Opublikowano Styczeń 25, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

Dąb śmierci pod którym żydokomuniści mordowali Polaków

Źródło: http://www.mmpulawy.pl/artykul/zdjecie-dab-smierci-przy-ktorym-rozstrzeliwano-ludzi#photo

O tajemnicach lat powojennych opowiada Mikołaj Spóz, regionalista puławski.

Wolność na jaką czekali wszyscy Polacy – także ci w Puławach, stała się czasem zniewolenia. To nie były dni radości. W każdym razie nie dla wszystkich. Najgorsze było to, że najczęściej straszliwe represje czekały tych, którzy o tę wolność walczyli. Oni znaleźli się bowiem po przeciwnej stronie politycznej barykady. Do więzień trafiali żołnierze AK, trafiali ci, którzy walczyli o Polskę na zachodzie, tragiczny los spotykał tych, którzy przed wojna byli policjantami. Oni wszyscy byli wrogami ludu. Niepisana historia wielu ludzi jest bardziej przerażająca niż nam się wydaje. Także w Puławach działy się wydarzenia jak ze scenariusza horroru. Tyle, że dotyczyły prawdziwych ludzi i wydarzyły się też naprawdę.

Historia Puław: Tragedie przysypane ziemią

Utworzono: 17-07-2011, godz. 13.02, Ostatnia aktualizacja: 17-07-2011, godz. 17

Dąb śmierci przy którym rozstrzeliwano ludzi

 

Odwet

Dworzec w Puławach był świadkiem wielu wydarzeń. Radosnych spotkań, rozpaczliwych rozstań, przyjazdów w interesach i wyjazdów na wojnę. Dworzec był świadkiem łez szczęścia i rozpaczy. Widział rzeczy niezwykłe, tajemnicze, przemilczane.

– Pewnego razu, zaraz po wojnie, wtedy kiedy zaczęło się polowanie na akowców, jeden szczególnie aktywny pracownik UB dostał telefon, że ma jechać do Warszawy, gdzie będzie odznaczany za zasługi – zaczyna opowiadanie Mikołaj Spóz. – Pojechał w dobrym humorze na dworzec – może dorożką, a może poszedł tylko piechotą, bo kto tam wtedy miał auto? W poczekalni w świetnym humorze zaczepiał ładną bufetową, a nawet wszedł za ladę i tam schylił się po coś. W tym momencie otworzyły się drzwi. U wejścia staje dwóch ludzi i pytają o niego. On się wyprostował i mówi – „to ja jestem”. Padają strzały, tych dwóch znika. Ubowiec pada ciężko ranny. Nie udaje się go uratować, umiera. Skąd o tym wiem? Wiele lat temu dzwoni do mnie jeden z księży i mówi, że jest u niego człowiek, który szuka grobu kogoś z rodziny, oficera. Przyjezdny pamiętał, że był to wtedy pogrzeb z orkiestrą i na cmentarzu rosły wysokie drzewa, a ksiądz przypuszczał, że może chodzić o cmentarz wlostowicki, który ja bardzo dobrze znam. Ten człowiek przyszedł do mnie i opowiedział mi tę całą historię. Pozwolił mi ją nagrać na magnetofon. Ten jego krewny został pochowany na innym cmentarzu. Pomogłem mu odnaleźć grób, na którym było nazwisko i napis – „zginął za utrwalanie władzy ludowej”.

Represje

Najczęściej jednak było odwrotnie – to nowa władza polowała na niepokornych, podejrzanych, na przeciwników reżimu, którzy buntowali się przeciw nowym porządkom lub tylko na przykład z nich żartowali.

– Leon Zolech z Puław w 1939 roku awansował na dowódcę grupy minerów i został oddelegowany do zaminowania zachodniej granicy Rzeczpospolitej, a 1 września 39 roku był szefem kolumny lekkich przepraw – opowiada Mikołaj Spóz.– We wrześniu w bitwie pod Kutnem dostaje się do niewoli niemieckiej. Udaje mu się jednak uciec i w lutym 1940 roku wraca do Puław i tu zaczyna pracę konspiracyjną w ZWZ. Ktoś zdradził, Zolecha aresztuje Gestapo. Później zostaje wywieziony na Majdanek, wreszcie do obozów w Niemczech i Francji, znalazł się w końcu w Dachau, gdzie doczekał wyzwolenia.

Zolech wrócił do kraju choć mógł zostać na zachodzie. Zaraz zainteresował się nim Urząd Bezpieczeństwa. Był bez przerwy wzywany, straszony, szykanowany. Jak powiedział jego syn – Ryszard, ojciec po prostu był dręczony. Przyjechał do kraju schorowany i wycieńczony po pobycie w obozach, a tu spotykały go represje. Zmarł w wieku 55 lat.

Prolog

Można powiedzieć, że życiorys Leona Zolecha był wtedy udziałem wielu ludzi, także mieszkańców Puław i okolic. Na tle innych tragedii można wręcz powiedzieć, że z nimi los się obszedł łaskawie – uniknęli zsyłki do łagrów lub czegoś gorszego. Historia, jaką opowiada Mikołaj Spóz mrozi krew w żyłach i wydaje się wręcz nieprawdopodobna. A jednak się zdarzyła.

– W 1995 roku jako członkowie Sekcji Historyczno-Wydawniczej Puławskiego Towarzystwa Tradycji Narodowej wspólnie ze Zbigniewem Słomką zbieraliśmy materiały dotyczące POW powiatu puławskiego – zaczyna wspominać Mikołaj Spóz. – Trafiliśmy do jednej z małych miejscowości; gdzie często odbywały się spotkania POW. Tam spotkaliśmy Bolesława Z. On nam opowiedział, że jego przyrodni brat został zamordowany w Puławach przez UB.

Opowiedział historię straszną. Jego brat w chwili wybuchu wojny szesnastolatek wstąpił do Batalionów Chłopskich, a po połączeniu BCh i AK w 1943 roku znalazł się w oddziale Jana Zdzisława Targosińskiego ps. Hektor. W lipcu, po zajęciu Puław przez Armię Czerwoną brat wstąpił do Milicji Obywatelskiej. Sadzę, że chciał uniknąć wcielenia do wojska, które jeszcze szło na zachód. A może dlatego się zdecydował, że NKWD wyłapywało akowców i bał się, że jego też to spotka. Chciał w ten sposób się ubezpieczyć. Tym bardziej, że jego narzeczona była bratanicą działacza komunistycznego na terenie powiatu. Młody człowiek jako milicjant wziął udział w tragicznej bitwie stoczonej przez żołnierzy AK WiN z oddziałami NKWD, MO i UB w Lesie Stockim. Być może wtedy uświadomił sobie, że przyszło mu strzelać do towarzyszy, z którymi kiedyś ramię w ramię walczył z Niemcami o wolną Polskę. Po półrocznej służbie brat Bolesława Z. wystąpił z MO.

Tragedia

To tylko początek tragedii. Już w 1946 roku brat pana Bolesława Z. został aresztowany i przewieziony do UB w Puławach. Mikołaj Spóz dalej opowiada to, co jego rozmówca przekazał.

– 1 marca 1946 roku odbyła się rozprawa – Spóz przywołuje wspomnienia Bolesława Z. – Jego brat dostał 15 lat więzienia. Ale na tym się nie skończyło. Tydzień później odbyła się druga rozprawa i młody mężczyzna został skazany na karę śmierci. Miesiąc po tym wyroku jedna z pracownic UB powiedziała panu Bolesławowi, że jego brat już nie żyje. Opowiedziała, że do UB przyjechała jakaś kobieta z Lublina, odbyła się nocą popijawa, a świtem wyprowadzono 8 więźniów, których podobno ta kobieta rozstrzelała. Powiedziała też, że ich zwłoki zawieziono na cmentarz przy ulicy Piaskowej. Pan Bolesław zaraz tam pojechał. Odnalazł świeżą mogiłę, a przy niej pasek od kurtki brata. Powiedział o tym narzeczonej zmarłego.

I tu jest dalszy ciąg tragedii polskiej, a przecież jakby greckiej, jak przeniesionej z czasów Sofoklesa.

– Narzeczona nocą udaje się na cmentarz i wykopuje zwłoki ze świeżej mogiły. Sama nadludzkim wysiłkiem zaciąga je na furmankę i przewozi do domu na wsi pod Puławami. Tam miejscowy stolarz Stanisław P. robi trumnę i umyte, i ubrane ciało przewożą na cmentarz w Końskowoli. Przedtem młoda kobieta robi fotografię. Mam to straszne zdjęcie – dodaje Spóz. – W 1947 roku prokuratura okręgowa w Lublinie przysyła akt zgonu numer 17/1947 w którym podano datę zgonu brata pana Bolesława. To 30 marca 1946 roku w Puławach.

Tajemnice

Nawet dziś, po tylu latach, Mikołaj Spóz mówi, że nie ujawni nazwisk aktorów tego dramatu choć je zna.

– Wcześniej nie chciałem mówić, bo żyli jeszcze bohaterowie tej tragedii – stwierdza. – Żyła narzeczona zamordowanego. Dziś myślę sobie, że może żyją jeszcze ich rodziny, więc nie chcę ujawniać nazwisk, choć przecież to oni byli ofiarami bestialstwa, jakiego tuż po wojnie doświadczało wielu uczciwych Polaków.

Jak mówi Spóz – w samych Puławach jest jeszcze wiele zagadek z naszej najczarniejszej historii.

– Słyszałem, że pod jednym dębem rosnącym dziś za ogrodzeniem cmentarza wojennego, UB tuż po wyzwoleniu rozstrzeliwało ludzi – wspomina Spóz. – Jeśli tak, to powinny być ślady po pociskach. Poszliśmy tam z Krzysztofem Kuźmą i wzięliśmy wykrywacz metalu. Szukamy pod jednym drzewem, pod drugim – nic. A na trzecim patrzymy, że w naroślach pnia pociski. Szukamy w promieniu kilku kroków od dębu – a tam mnóstwo łusek po pociskach. Potwierdziło się – tu musiały być egzekucje.

Na cmentarzu Mikołaj Spóz zauważył przy ogrodzeniu długą mogiłę. Obok rosły chaszcze i krzaki. Tam schowana była spróchniała skrzynia. Obita blachą, na której widać było zniszczony, ale czytelny biały napis, że tu spoczywają polegli za wolność ojczyzny. Mam prawo przypuszczać, że to anonimowa mogiła ofiar UB. Drewniana skrzynia się rozpadła, ale blachę zdążyłem w 1986 roku sfotografować. Ta bezimienna mogiła nie dawała mi spokoju. Kiedyś poszedłem na cmentarz z aparatem fotograficznym. I to było niedobrze, że go nie schowałem. Bo spotkałem tam grabarza i pytam – czy pan coś wie o tej mogile, o tym, kto tam leży? A ten gdy zobaczył mój aparat, jak mnie sklął od najgorszych, później zaczął krzyczeć, że on nic nie wie, żeby wreszcie dać mu spokój i o nic nie pytać, i uciekł. Zdumiała mnie ta reakcja i tym bardziej umocniła w przekonaniu, że on coś wiedział, bał się powiedzieć, i że w tej mogile mogą leżeć ludzie zamordowani przez UB.

Wiele tajemnic kryją jeszcze anonimowe groby. Tajemnic historii i rodzin. Ludzkich dramatów, o których może już się nie dowiemy.

Współpraca: Maria Kolesiewicz
Łuski znalezione pod dębem śmierci

Łuski znalezione pod dębem śmierci

Fot. ze zbiorów Mikołaja Spoza nadesłał Robert Och
Stary napis znaleziony na anonimowej mogile przypuszczalnie ofiar UB

Stary napis znaleziony na anonimowej mogile przypuszczalnie ofiar UB

Fot. ze zbiorów Mikołaja Spoza nadesłał Robert Och

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentowanie zamknięte.