Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 27, 2013 Przez a303 W Nauka

Czym się różni mózg kobiety od mózgu mężczyzny?

Płeć mózgu – Anne Moir – poniżej kilka fragmentów książki.

Czym się różni mózg kobiety od mózgu mężczyzny?

http://www.youtube.com/watch?v=aZBhyPiyeOs

Każda z płci ma właściwą sobie umysłowość już w momencie naro­dzin. Wrodzone różnice w strukturze mózgu oznaczają, że od nie­mowlęctwa przez całe dzieciństwo drogi mężczyzny i kobiety rozcho­dzą się coraz bardziej. Biologia – wzmacniana przez postawy spo­łeczne, które skądinąd mogą mieć biologiczne podłoże – sprawia, że los kobiet i mężczyzn jest odmienny; wyposaża ich w odmienne dą­żenia, ambicje i zachowania.

Jak już widzieliśmy, niemowlę przychodzi na świat z mózgiem o określonych dla jego płci skłonnościach. Choć mózg ten ma przed sobą długi okres wzrostu, jego zasadniczy schemat budowy został już zaplanowany, podstawowa sieć połączeń ustalona.

a

On lub ona przychodzą na świat z właściwymi sobie, genetyczny­mi i hormonalnie zapośredniczonymi […] skłonnościami behawio­ralnymi i z wrodzonymi wzorami zachowań […].’ Wrodzone predyspozycje ulegają wzmocnieniu w miarę jak mózg reaguje na otaczający go świat. Kiedy dorastamy, interakcja między odbieranymi przez nas wrażeniami a myślącym „mięśniem” mózgu wpływa na strukturę mózgu, tak samo jak ćwiczenia wpływają na kształt każdego mięśnia.

Szczury wykształcają większy i bardziej złożony system nerwowy, gdy trzyma się je w klatkach wyposażonych w różnorodne zabawki: kołowrotki i labirynty. W mózgach szczurów, które przebywały w bardziej spartańskich warunkach albo pozbawione były bodźców zmysłowych, nie stwierdzono takiego stopnia złożoności połączeń nerwowych.

I odwrotnie – niećwiczone funkcje mózgu stają się słabe i zanika­ją, jak nieużywane mięśnie. Brak pobudzenia zmysłowego w krytycz­nym momencie rozwoju mózgu prowadzi do trwałych szkód. Chowa­ne w ciemności kocięta po upływie określonego czasu nie nauczą się już nigdy widzieć.

W wieku lat czterech chłopcy i dziewczynki na ogół bawią się już oddzielnie, ustanowiwszy własną formę dziecięcej segregacji płcio­wej. Chłopcy zazwyczaj nie przejmują się tym, czy lubią każdego z osobna członka bandy – przyjmuje się go, jeśli jest z niego w zaba­wie pożytek. Dziewczynki wykluczają swoje koleżanki, bo „one są niemiłe”. Dziewczynki przyjmują do swojej grupy młodsze dzieci; chłopcy próbują przyłączyć się do grup dzieci starszych. Dziewczyn­ki znają i pamiętają imiona towarzyszy zabawy, chłopcy często ich nie znają lub nie pamiętają.

Chłopcy wymyślają opowiadania pełne walki, napięcia i czarnych charakterów. Opowieści dziewczynek osnute są wokół spraw domo­wych, przyjaźni, emocji. Chłopiec opowie historię o rabusiu, dziew­czynki natomiast opowiedzą tę samą historię z punktu widzenia ofiary.

Zabawy chłopców są brutalne i gwałtowne, cechują je: kontakt cie­lesny, nieprzerwani aktywność, konflikty, potrzeba większej prze­strzeni, dłuższy czas zaangażowania, przy czym miarą sukcesu zaba­wy jest aktywny kontakt z pozostałymi uczestnikami, rezultat jest ja­sno określony i wyraźnie wiadomo, kto wygrał, a kto przegrał. Ty­powe zabawy dziewczynek opierają się na kolejności uczestnictwa, ściśle zdefiniowanych etapach gry i współzawodnictwie pośrednim. Gra w klasy to idealna zabawa dla dziewczynek, chłopcom natomiast odpowiada berek.

Oczywiście, każdy z nas pamięta z placu zabaw chłopców i dziew­czynki, którzy nie podporządkowywali się temu wzorowi zachowań. Właśnie dlatego ich pamiętamy, że byli tak odmienni od innych dziewczynek i chłopców. Jest niemal pewne, że te odstępstwa od wzorów zachowań płciowych miały źródła hormonalne.

Dziewczynki na ogół znacznie częściej wybierają zabawy polega­jące na opiekowaniu się lalkami; chłopcy mogą przekształcić swoje lalki w wyimaginowane nurkujące bombowce w ludzkiej postaci albo w supermanów czy innych niezwykłych bohaterów. Zaobserwowano, że w zetknięciu nową zabawką chłopcy znajdują dla niej więcej zastosowań przy czym kluczowym słowem jest tu „stosować”. Chłop­cy są zainteresowani funkcją przedmiotów i ich działaniem. To dlate­go rozkładają je na części z irytującą regularnością.

Zainteresowanie dla nowej zabawki, ale nie dla nowego uczestni­ka grupy – można przytoczyć setki obserwacji na poparcie wniosku jednego z pierwszych badaczy różnic między płciami, że „chłopcy są przede wszystkim zainteresowani przedmiotami i czynnościami, pod­czas gdy dziewczynki interesują się ludźmi”. W jednym z badań prze­prowadzonych z dziećmi w żłobku wielu chłopców rozbierało zabaw­ki na części; nie robiła tego żadna z dziewczynek. Umiejętność ta to coś więcej niż zwykła destruktywność – chłopcy dwa razy szybciej i z dwukrotnie mniejszą liczbą błędów układali puzzle i składali roz­maite przedmioty trójwymiarowe.

Nawet w izraelskich kibucach, gdzie podejmowano specjalne wy­siłki, aby zniwelować różnice między płciami, i gdzie świadomie kształtowane życie społeczne opiera się na zasadzie identyczności płci, stwierdzono, że we wszystkich grupach wiekowych dziewczyn­ki współpracowały ze sobą, dzieliły się ze sobą i okazywały sobie czułość, natomiast chłopcy częściej uczestniczyli w konfliktach, za­bierając na przykład zabawki innym dzieciom. We wszystkich gru­pach wiekowych (prócz jednej) uczestniczyli oni w działaniach agre­sywnych, takich jak nieposłuszeństwo, przemoc i obraza słowna. Dla chłopca świat to coś, co należy zakwestionować, sprawdzać i od­krywać.
Dyscyplina szkolna jest dla chłopców czymś głęboko nienatural­nym…

Powodem tego, że – jak podaje jedno z opracowań – czworo z każdej piątki dzieci z trudnościami w czytaniu, takimi jak dysleksja, to chłopcy, wcale nie jest ich relatywna niedojrzałość. Nie są też opóźnieni w rozwoju, choć przyjęcie założenia, że przyczyną opóźnienia w nauce czytania u chłopca musi być jego głupota lub lenistwo, wyrządziło w przeszłości wiele szkód. Rzecz polega na tym, że to dziewczynki używają odpowiedniego narzędzia do tej pracy – zdolności słuchowych – podczas gdy chłopcy są do tego zadania gorzej wyposażeni, jako że lepiej widzą, niż słyszą. A jak mówi amerykański psycholog Dianne RcGuinness, nie jest to najlepsza droga do na­uczenia się czytania:

Jasne jest, że przetwarzanie wizualne ma niewiele wspólnego z czytaniem; w gruncie rzeczy posługiwanie się w znacznym zakresie środkami wizualnymi często przeciwdziała postępom w nauce czytania.

Chłopcy osiągają lepsze wyniki w testach, w których otrzymują polecenie obrysowania kółkiem lub podkreślenia wszystkich liter al­fabetu o określonym kształcie – na przykład, wyłapania wszystkich znaków o kształcie S w danym akapicie – ponieważ jest to zadanie wizualne, a mózg chłopców jest do tego odpowiednio ukształtowany. Dziewczynki natomiast osiągną lepsze wyniki w takim teście, w któ­rym odczytana zostanie lista słów, a grupa dzieci zostanie poproszo­na o rozpoznanie słów zawierających S, ponieważ jest to zadanie słu­chowe, co bardziej odpowiada strukturze mózgu dziewczynki. Trud­no znaleźć dla tego zjawiska wyjaśnienie socjologiczne.

Niemowlęca skłonność dziewczynek do gaworzenia przekłada się w wieku dziecięcym na lepsze wyniki w testach inteligencji badają­cych zdolności werbalne. Dziewczynka odkrywa zalety płynące z większych uzdolnień w posługiwaniu się językiem, znajduje w tym przyjemność i rozwija te umiejętności jeszcze bardziej. W tym czasie chłopca nadal pochłania bardziej mechaniczny świat rzeczy – ich kształty, przestrzeń, w której się znajdują, i sposób działania.

Chłopiec nadrabia z czasem mniejsze zdolności werbalne właściwą wszystkim ssakom wyraźną męską wyższością pod względem zdol­ności przestrzennych – nadając kształt przedmiotom czy wybierając właściwą drogę. W przedziale wieku od lat sześciu do dziewiętnastu mężczyźni lepiej trafiają wiązką światła w ruchomy cel.

Dziewczynki gromadzą się z boku, rozmawiają z przyjaciółkami, wymieniają sekrety, słuchają. Jeśli się kłócą – a kłócą się rzadziej niż chłopcy – spory rozwiązują za pomocą argumentacji słownej, a nie popychania i poszturchiwania. Zapewne jedna z nich lubi się trochę rządzić – jej odpowiednik wśród chłopców rządzi pięścią. Ale więk­szość czasu zajmują dziewczynkom zabawy polegające na współpra­cy i współdziałaniu, pozbawione rywalizacji. W domu dziewczynki często zajmują się pisaniem szczegółowych pamiętników dotyczą­cych ich samych i ich przyjaciółek. Wzrastają w swojskim dla nich świecie komunikacji i związków z ludźmi.

Chłopcy są w bezustannym ruchu, a ich hormonalnie zdetermino­wana skłonność do agresji wyraża się w zabawach opartych na dzia­łaniu, współzawodnictwie, dominacji i przywództwie. Zapuszczający się dalej w teren, bardziej niezależny i zainteresowany przestrzenią, którą zamieszkuje, oraz rozmieszczonymi w niej przedmiotami, chło­piec jako dziecko chciał dotykać, składać, rozkładać. A gdy tylko od­krył dla siebie – za pośrednictwem swojej wyspecjalizowanej prawej półkuli mózgowej – świat rzeczy, ręce stały się dla niego przedłuże­niem oczu. Tę dominację prawej półkuli daje się eksperymentalnie rozpoznać już w wieku sześciu lat – chłopcu znacznie łatwiej rozróż­niać kształty lewą ręką (kontrolowaną przez prawą półkulę) niż pra­wą. Buduje on szałasy, twierdze i stacje kosmiczne. A co robi po po­wrocie do domu? Jeśli prowadzi pamiętnik, to tylko bardzo lakonicz­ny, zawierający informacje o stracie scyzoryka albo o wyniku meczu. Prawdopodobnie zajmuje się grami komputerowymi. Po dniu frustra­cji spowodowanej ortografią i pisaniem, trudno mu doczekać się chwili, kiedy będzie mógł wykorzystać swoje umysłowe uzdolnienia i rozwalić statek kosmiczny Marsjan.

Jego świat to świat działania, eksploracji, świat przedmiotów. W szkole każą mu siedzieć spokojnie, słuchać, nie wiercić się i sku­pić się na myśleniu, natomiast jego ciało i mózg przed tym wszystkim właśnie się wzbraniają. Wskazywaliśmy już na to, jak koncepcie edu­kacyjne faworyzują skłonności umysłu kobiecego – bierna akceptacja informacji przekazywanych werbalnie, oceniana na podstawie pytań i odpowiedzi, odpowiada umysłowości kobiety. Nawet szkolne czyn­ności manualne, takie jak pisanie, przychodzą z większą łatwością dziewczynkom z ich subtelnymi zdolnościami motorycznymi niż chłopcom z ich zamaszystymi ruchami.

Znana kanadyjska badaczka płci mózgu, Sandra Witleson, sądzi, że te właśnie różnice mogą powodować, iż mężczyznom łatwiej wyko­nywać dwie różne czynności jednocześnie. W jej opinii mężczyzna z większą niż kobieta łatwością może, na przykład, jednocześnie mó­wić i odczytywać mapę, każda z tych czynności kontrolowana jest bo­wiem przez inną półkulę mózgową. U kobiety te same czynności kon­trolowane są przez obszary w obu półkulach. Mogą one z sobą koli­dować i kobieta nie zdoła jednocześnie równie dobrze mówić i odczy­tywać mapy.

Według wielu badaczy różnice w organizacji mózgu pozwalają tak­że wyjaśnić przewagę mężczyzn pod względem orientacji przestrzen­nej. Orientacja przestrzenna u kobiety kontrolowana jest przez obie półkule. Kontrolujące ją obszary pokrywają się częściowo z obszara­mi kontrolującymi inne czynności. Kobieta próbuje wykonać dwie czynności naraz, posługując się tym samym obszarem mózgu, co pro­wadzi do osłabienia jej funkcji przestrzennych. U mężczyzny orienta­cja przestrzenna kontrolowana jest przez bardziej wyodrębniony ob­szar mózgu, a więc możliwość kolizji z innymi czynnościami jest znacznie mniejsza.

Inna różnica polega na tym, że do rozwiązywania abstrakcyjnych zadań matematycznych kobiety często używają metod werbalnych. Nie jest to tak skuteczne, jak u mężczyzn używających prawej, odpo­wiedzialnej za funkcje wizualne półkuli mózgowej. Takie zadania rozwiązuje się o wiele szybciej i prościej za pomocą prawej półkuli niż za pomocą odpowiedzialnej za funkcje werbalne półkuli lewej.

Także przewagę kobiet w testach językowych można wyjaśnić róż­nicami w budowie mózgu. Wszystkie umiejętności językowe związa­ne z gramatyką, ortografią i pisaniem mieszczą się u kobiety w wy­raźnie wyodrębnionym obszarze lewej półkuli. U mężczyzny są one rozłożone w przedniej i tylnej części mózgu, a więc musi on włożyć więcej wysiłku w zdobycie tych umiejętności. Do tej pory rozważaliśmy przede wszystkim umiejętności języko­we i przestrzenne. Ale mózg to coś więcej niż tylko maszyna licząca. Determinuje on nasze uczucia, naszą zdolność do reagowania na nie i do ich wyrażania. Sandra Witleson badała, jak ludzie reagują na in­formacje emocjonalne przekazywane do prawej półkuli, a jak na te przekazywane do lewej. Oparła to badanie na znanym fakcie, że wy­obrażenia wizualne ograniczone do prawostronnego pola widzenia przekazywane są do lewej półkuli, natomiast obrazy pojawiające się jedynie w lewostronnym polu widzenia – do prawej.

Wyobrażenia wzrokowe, którymi się posłużyła, były naładowane emocjonalnie. Stwierdziła, że kobiety rozpoznawały emocjonalną treść niezależnie od tego, do której półkuli mózgowej obraz byt prze­kazywany. Mężczyźni rozpoznawali treści emocjonalne tylko wów­czas, gdy obraz przekazywany był do półkuli prawej. U kobiet reakcje emocjonalne występują w obu półkulach mózgo­wych. U mężczyzn funkcje emocjonalne skoncentrowane są w półku­li prawej. Dopiero w świetle ostatnich odkryć dotyczących różnic między mózgami obu płci staje się jasne, jak ważne są różnice w rozmiesz­czeniu w mózgu obszarów kontrolujących emocje.

Różnice te dotyczą ciała modzelowatego, wiązki włókien łączą­cych lewą i prawą połowę mózgu. Te właśnie włókna nerwowe za­pewniają wymianę informacji między obiema półkulami mózgowy­mi. Ciało modzelowate jest odmienne u kobiet i u mężczyzn.

W ślepych próbach przeprowadzonych na czternastu mózgach otrzymanych w wyniku sekcji zwłok naukowcy stwierdzili, że pewien istotny obszar ciała modzelowatego jest u kobiet grubszy i bardziej bulwiasty niż u mężczyzn. Jako całość, to podstawowe centrum wy­miany informacji jest, w proporcji do całkowitej wagi mózgu, więk­sze u kobiet niż u mężczyzn. A jego odmienność u obu płci daje się precyzyjnie zaobserwować.
Kobiety mają większą liczbę połączeń tworzących ciało modzelowate, łącznik między obiema półkulami. Oznacza to, że między pra­wą i lewą stroną kobiecego mózgu następuje wymiana większej ilości informacji.

Testosteron można spalić w czasie energicznych ćwiczeń fizycznych, takich jak trening wojskowy jeszcze jeden związek między seksem i agresją. Stąd tradycyjna (i biologicznie uzasadniona) rada wychowawcy dla małego Jonesa, aby porządnie się wybiegał, by się pozbyć brudnych myśli. Ale tu ostrzeżenie: ćwiczenie musi być ściśle określone, ponieważ wydatkowanie energii w krótkich zrywach w rzeczywistości podnosi poziom testosteronu, podobnie jak uczest­nictwo w krótkich i energicznych akcjach podczas meczu hokejowe­go podnosi poziom agresji pod koniec meczu

Kobiet przeważnie nie podniecają obrazy nagości.18 A jeżeli już tak się dzieje, to płeć nagiej osoby wydaje się bez znaczenia – obraz in­teresuje je ze względu na swe piękno albo przez identyfikację z przed­stawioną postacią. Kobietę pobudzić może obraz kopulującej pary, ponieważ to, co w nim dostrzega – niezależnie od tego, jak sterylny seksualnie jest kontekst – to związek międzyludzki w działaniu. Ko­biet nie podnieca wizerunek penisa, podczas gdy mężczyzn zbliżenia kobiecych genitaliów podniecają.

Kobiety słusznie skarżą się, że mężczyźni postrzegają je jedynie ja­ko obiekty zainteresowania seksualnego. Słusznie, ponieważ dla męż­czyzn seks to kwestia rzeczy obiektywnych i działań. Cały ich świat, od niemowlęctwa, był światem rzeczy. Leżąc w łóżeczku, z równą go­towością gaworzą na widok balonu jak i ludzkiej twarzy. Podczas za­bawy wolą zabawki niż kontakty z ludźmi. Później satysfakcję daje im budowanie modeli okrętów wojennych czy naprawianie samocho­dów.

Kobietę bardziej podniecają te wrażenia zmysłowe, do których odbioru predysponują ją skłonności jej mózgu. Woli ona akt miłosny
w ciemnościach, ponieważ brak rozpraszających wrażeń wzrokowych wzmacnia jej inne, doskonalsze zmysły – smaku, węchu, dotyku i słuchu. Warto tutaj przypomnieć, że kobiety słyszą znacznie lepiej niż” mężczyźni. To pozwala zrozumieć mądrość powiedzenia, że najlep­sza droga do serca kobiety wiedzie przez jej uszy. Rozmowy do po­duszki połączone z delikatnymi pieszczotami ciała, znacznie bardziej wrażliwego na doznania dotykowe, przynoszą mężczyźnie korzyści w sferze seksu.
Podczas gdy mężczyznę podnieca błyszcząca reprodukcja narzą­dów płciowych bezosobowej dziewczyny z kalendarza, kobieta uzy­skuje umiarkowaną stymulację erotyczną z zupełnie innego bodźca – z wyobrażenia związku o charakterze seksualnym. Tak jak bardziej jest prawdopodobne, że pobudzi ją pornograficzne przedstawienie kopulującej pary, podobnie dają jej zadowolenie – czytane przeważnie przez kobiety – brukowe romanse o kobiecie ulegającej mężczyźnie. Wydawcy mogliby zrobić majątek, gdyby im się udało znaleźć taki typ literatury, który byłby jednakowo podniecający dla czytelniczek i czy­telników. Ale nigdy go nie znajdą, bo czegoś takiego po prostu nie ma.

Wszystko mogłoby się stać nieco łatwiejsze, gdybyśmy przyznali, jak bardzo się od siebie różnimy. Może nawet bylibyśmy nieco szczę­śliwsi. W końcu niewiele jest dowodów na to, że feministyczna wia­ra i negowanie różnic między płciami przyniosło choć trochę małżeń­skiego szczęścia czy to kobietom, czy mężczyznom.

Jest bardziej prawdopodobne, że właśnie uznanie różnic mię­dzy płciami doprowadzi do zawieszenia broni w wojnie płci, niż że doprowadzą do tego naiwne deklaracje o braku istotnych różnic.
Jeden z problemów polega na tym, że w naszej epoce po raz pierwszy w historii kształcimy chłopców i dziewczęta w zupełnie ten sam sposób. Program szkolny odzwierciedla przekonanie o naszej iden­tyczności i zachęca młodzież, by w to uwierzyła. W tej sytuacji mał­żeństwo staje się szokiem.
„Nie wydaje się, abyśmy wychowywali obie płcie do zawarcia małżeństwa – pisze autor pewnej pracy o małżeństwie. – Dzisiaj najtrudniej wszystkim nam przyznać, że obie płcie wchodzą w związek małżeński z bardzo odmiennymi oczekiwaniami, talentami i przygotowaniem emocjonalnym?

Zdolność do odczuwania emocji jest u mężczyzn, w większym stop­niu niż u kobiet, fizycznie oddzielona od ich zdolności do artykuło­wania. W dodatku ośrodki emocji w mózgu męskim są bardziej roz­rzucone niż u kobiety. Nie polega to na tym, że mężczyzna „dusi wszystko w sobie”, tylko na tym, że jego emocje umiejscowione są w osobnym pudełku, w osobnym pokoju, którego w dodatku zazwy­czaj się nie odwiedza. Język mężczyzny wyraża się raczej w słowni­ku działania – wykonanie czegoś, wspólne zajęcia, wyrażanie uczuć poprzez podarunki, uprzejmość i fizyczną pomoc. Przytrzymanie otwartych drzwi albo niesienie zakupów to nie tylko społeczny oby­czaj. To męski odpowiednik wyznania „zależy mi na tobie”. Nato­miast werbalne samoobnażenie, dzielenie się zwierzeniami i odczu­ciami to ta część bliskości, której pragnie jedynie kobieta.

Spójrzmy na tę różnicę z innej perspektywy biologicznej, a pro­blem stanie się jeszcze wyraźniejszy. Z powodu cyklicznych zmian hormonalnych kobiety mogą przejawiać skłonność do skrajności w wyrażaniu uczuć, co męskiemu umysłowi może wydawać się „irra­cjonalne”.

Mężczyźni. z mózgami nastawionymi na działanie, odpowiadają na cierpienie drugiego człowieka poszukiwaniem dla niego praktycznego rozwiązania. Płacz dziecka trafia wprost do serca matki. Ojciec idzie po książkę o opiece nad niemowlęciem, by przeszukać katalog możli­wych przyczyn i środków zaradczych: mokra pielucha – zmienić ją, głodne – nakarmić dziecko, gazy – dać mu odbeknąć, zmęczone, pohuśtać je. Mężczyźni często wyrażają swoją opiekuńczość, bawiąc się z dziećmi, to znaczy znów coś robiąc.

Połączenia nerwowe w męskim mózgu zaprogramowane są bar­dziej do działania niż do zainteresowania ludźmi. Mózg mężczyzny ignoruje całe megabajty informacji o ludziach, powiedzmy – te za­warte w subtelnych sygnałach wizualnych, na które kobiety reagują w rozmowie ze znacznie większą łatwością. Mężczyzna musi na przykład zapytać: „Czy cię nudzę?” Kobieta to wie. Męski sposób po­strzegania daje mężczyźnie mniej informacji do dalszego działania. Mężczyźni uważają, że łatwiej dać sobie radę z rzeczami niż z ludź­mi: samochód staje – zatkał się gaźnik. Przenosi on tę postawę na sfe­rę spraw międzyludzkich: niemowlę płacze – trzeba mu zmienić pie­luchę. Mężczyzna nie może zrozumieć, dlaczego kobieta tak wiele czasu spędza, zadręczając się charakterem ich związku. Tak samo jak ona nie może pojąć, dlaczego on spędza tyle czasu, dłubiąc przy sa­mochodzie.

Kobiety rzadko dostrzegają inną jeszcze przyczynę tej ucieczki mężczyzn od bliskości. Mężczyźni po prostu potrzebują więcej „prze­strzeni” – w każdym sensie. Na statkach na morzu istnieje niewypo­wiedziana (i musi być niewypowiedziana) zasada, że każdy marynarz ma „swój” malutki kącik wyłącznie dla siebie. To jest jego terytorium, miejsce, o którym wiadomo, że ma tam prawo przebywać, rozmyślać, palić lub czynić cokolwiek innego – samotnie.
To nieprzypadkowy zbieg okoliczności, że ulubiona rozrywka mężczyzn – chodzenie na ryby – wiąże się z samotnością, przestrzenią i wolnością od wszelkich kontaktów z ludźmi.

Małżeństwa trwają – wbrew wszelkim oczekiwaniom – nie dlate­go, że kobiety są uległe i dostosowują się do swoich dominujących samców. Małżeństwa trwają, ponieważ wrodzone uzdolnienia spo­łeczne kobiet – nazywa się je „inteligencją społeczną” – pozwalają im kierować związkiem znacznie lepiej niż mężczyznom. Kobiety lepiej niż mężczyźni potrafią przewidzieć i zrozumieć zachowania ludzkie, wyczuć motywy kryjące się za wypowiedzią czy zachowaniem. Jeśli więc on jest silnikiem okrętu, ona jest jego sterem. Jest także nawiga­torem, bo tylko ona ma mapę i wie, gdzie są skały. Jeżeli kobieta jest zaniepokojona swoją pozycją w związku albo nawet w życiu, może przywołać i wykorzystać te umiejętności właściwe tylko jej płci.
W małżeństwie źle się dzieje wówczas, gdy kobieta i mężczyzna nie uznają swoich komplementarnych odmienności albo zaczynają mieć do siebie o nie pretensje.

Mówi się, że nic nie zbliża kobiet i mężczyzn bardziej niż wspólne doświadczenie rodzicielstwa. W rzeczywistości okazuje się zazwy­czaj, że – ze względu na odmienne spojrzenie każdego z partnerów na to doświadczenie – niewiele spraw dramatyczniej ujawnia różnicę między kobietami a mężczyznami.
Niezależnie od tego, jakie może to przynieść rozczarowanie odda­nemu ojcu, w związku matki i niemowlęcia jest coś wyjątkowego. Żadne ze znanych nam społeczeństw nie pozbawia matki roli najważ­niejszego opiekuna. Socjologowie przeprowadzili eksperymenty, w których ojców zachęcano do aktywniejszego udziału w zajęciach szkół naturalnego rodzenia. W innych doświadczeniach niemowlęta miały kontakt z wieloma opiekunami. W pierwszym wypadku oka­zało się po paru tygodniach, że mimo większego zaangażowania oj­ców, jednak to matki były znacznie bliższe dzieciom. W drugim – dzieci były zagubione i domagały się powrotu swoich naturalnych matek.
Przywiązanie kobiety do niemowlęcia jest, jak się wydaje, wrodzo­ne, natomiast przywiązanie mężczyzny jest wynikiem społecznego uczenia się. Matki są rodzicami naturalnymi; mężczyźni, przy najlep­szej woli, nie.

Różnica między kobietami a mężczyznami pod względem zaanga­żowania i sprawności rodzicielskiej to jeszcze jedno odzwierciedlenie podstawowych odmienności ich mózgów. W tym najintymniejszym z łączących ludzi związków, w związku między rodzicielem a dziec­kiem, to właśnie matka jest bardziej wyczulona na niuanse i wska­zówki niewerbalne, bardziej z natury wrażliwa na potrzeby niemow­lęcia. Wszystkie zmysły kobiety stanowią o lepszym jej wyposażeniu do zadania wychowania dzieci – potrafi ona lepiej usłyszeć i zidenty­fikować płacz dziecka, jest wrażliwsza na dotyk, dźwięk i zapach. Siedząc w restauracji lub w kinie podczas jednego z niewielu rzad­kich wolnych wieczorów w pierwszych miesiącach życia dziecka, matka czuje, że pozostawiła w domu cząstkę siebie, Ojciec, najbar­dziej nawet oddany, odczuje ulgę, że udało mu się choć na chwilę uciec od domowego kieratu.

Mężczyzn może drażnić, że zostali biologicznie wyłączeni z najintymniejszych tajemnic rodzicielstwa. Ale muszą pogodzić się z fak­tem, że matczyna więź z dzieckiem jest wrodzona. Większe poświę­cenie, z jakim matki opiekują się niemowlętami, zostało dowiedzione empirycznie i nie można tego zjawiska wyjaśniać jedynie socjaliza­cją. Oczywiście, ma w tym udział również ewolucja – obóz plemien­ny byłby zagrożony, gdyby żołnierze wiecznie uchylali się od warty, aby pohuśtać na kolanach swoje potomstwo – ale odmienność ta ma swoje korzenie w fakcie biologicznym.

Ojcowie odnajdują swoje miejsce, kiedy dziecko zaczyna rosnąć. Albo może dokładniej – dzieci odnajdują swoje miejsce wówczas, gdy stają się na tyle duże, że ojcowie mogą z nimi różne rzeczy „ro­bić”. Interakcja ojca z niemowlęciem od samego początku polega na „robieniu” czegoś – ciągnięciu za nos, pedałowaniu nóżkami, podrzu­caniu małego zawiniątka w niemowlęcej akrobatyce powietrznej. Podczas gdy matki zajmują się dzieckiem takim, jakie ono jest, ojców interesuje dziecko takie, jakie będzie. Poprzez odbywane na dywanie igraszki na ojcowskim grzbiecie przygotowują je więc do surfingu na oceanie i jazdy konnej, obdarowują je pierwszą, ogromną koszulką do futbolu, zachęcają do imitacji bokserskich walk o tytuł mistrza świa­ta w wadze niemowlęcej.

Styl zachowań małżeńskich można zmienić tak, by dostosować go do różnic w osobowościach dwojga dorosłych. Role rodzicielskie są mniej plastyczne. Jest to dla mężczyzny praca trudniejsza, z wyjąt­kiem, co ciekawe, roli dziadka – związki dziadków z wnukami są w widoczny sposób czulsze i bardziej kobiece niż były z własnymi dziećmi. To także zbiega się ze związanym z wiekiem spadkiem po­ziomu hormonów męskich.

Rodzicielstwo nie jest dla matki sprawą prostą, ale ma ona przynaj­mniej konieczne do tego wyposażenie – tak percepcyjne, poznawcze i emocjonalne, jak i anatomiczne. I niezależnie od tego, czego nau­czają ją współcześni zwolennicy wyzwolenia kobiet, zazwyczaj chce być matką.

Jednakże właśnie teraz, kiedy kobiety mają całkowitą swobodę, by cieszyć się swoimi naturalnymi, znakomitymi umiejętnościami ma cierzyńskimi i by je wykorzystywać, surowe zasady feminizmu mó­wią im że jest to rola zbędna, o małej wartości, przyczyniająca się do społecznego zacofania, i przepowiadają, że w przyszłości tradycyjne role rodziców zostaną zlikwidowane, a zastąpi je utopia wspólnoto­wa, jak ta opisana poniżej:

Mając zawsze jakieś dzieci w naszej grupie, będziemy przyjmować role rodzicielskie wtedy i na tak długo, jak będziemy chcieli. […] Nasze dzieci będą miały tę korzyść, że będą mogły spośród doro- <r słych wybrać sobie rodziców, braci, siostry, przyjaciół. […] Wyjąt­kowe więzi między nami nie będą wymuszone ani poddane presji nakazów pokrewieństwa czy zobowiązań małżeńskich […].

No tak, widzieliśmy już, co z tego wynikło, i wiemy, że to nie dzia­ła, jak należy.
Izraelski kibuc nie został zaprojektowany specjalnie po to, by zni­kło pojęcie „żydowskiej [nadopiekuńczej] matki”. Ale w tych hodow­lach nowych form społecznych chłopcy i dziewczęta wyrastali w at­mosferze całkowitej wymienności ról. Dzieci były wychowywane wspólnie, a za obowiązki domowe, takie jak gotowanie czy pranie, odpowiadała nie rodzina, tylko społeczność. Oczekiwano, że kiedy przeminie kilka tak wychowanych generacji, zróżnicowanie płciowe zniknie, a stereotypizacja płciowa stanie się wspomnieniem tak odle­głym, jak niewolnictwo dla najmłodszych pokoleń Murzynów amery­kańskich.

Tak się jednak nie stało. Trzy czy cztery generacje później kibucowe dzieci wciąż uparcie trwają przy swoich tradycyjnych rolach. Kobiety powracają do roli matki.

„Działały wbrew zasadom wpojonym im w procesie socjalizacji i wbrew przyjętej ideologii – piszą au­torzy studium poświęconego kobietom w kibucu – wbrew życzeniom mężczyzn swojej społeczności, wbrew ekonomicznym interesom ki­bucu, żeby móc poświęcić więcej czasu i energii swoim prywatnym zajęciom macierzyńskim zamiast publicznej aktywności ekonomicz­nej czy politycznej.”

W ten sposób kobiety same się utwierdzają w swojej fundamentalnej, wrodzonej biogramatyce, przeciwstawiając się systemowi, który – podobnie jak większość utopii – stworzony zo­stał przez mężczyzn.

Psychologowie mogą starać się wyjaśnić ten zachodzący w kibucach zwrot podświadomą rebelią kobiet wobec ich własnych nie macierzyńskich matek, które odmówiły swoim dzieciom tradycyjnej ko­biecej opieki i troski. Ale gdyby rzeczywiście o to chodziło, gdzież by się te nowe kobiety uczyły swoich macierzyńskich umiejętności, skąd nabrałyby macierzyńskich ambicji? Nie, wydaje się, że ta zmiana to raczej skutek wrodzonego, biologicznego imperatywu.

„Z większym prawdopodobieństwem i z większym szacunkiem dla godności tych kobiet powiedzieć można, że znają one swoją psychikę i zgodnie z nią się zachowują.”

Inne badania nad dziećmi wychowywanymi neutralnie wobec ról płciowych sugerują, że sztuczne eliminowanie więzi matki z dziec­kiem ani nie redukuje różnic między płciami, ani nie sprzyja zdrowe­ mu rozwojowi dziecka. W społecznościach, w których obowiązki rodzicielskie wykonywane są kolejno przez wszystkich, dziecko tra­ci orientację.

„Dzieci wychowywane przez wspólnotę, zamiast czuć się wyzwolone, są często istotami zaniedbanymi i pozbawionymi ra­dości.”

„Nowoczesne” macierzyństwo – skutek nacisków społecznych, politycznych i ekonomicznych na kobietę, by aktywniej uczestniczy­ła w życiu publicznym – może wywoływać u niemowlęcia oznaki stresu „spowodowane oczekiwaniami otoczenia obcymi naszym bio­logicznym potrzebom”. Alice Rossi zdaje sobie sprawę, że taka ana­liza może być postrzegana jako konserwatywne usprawiedliwienie status quo, tradycyjnego podziału ról domowych i zawodowych mię­dzy kobiety i mężczyzn. Mimo to jest ona jednak przekonana, że wszelkie zmiany w „karcie praw płci” powinny opierać się raczej na fundamentalnej, biologicznej zasadzie rodzicielstwa niż na „chwiej­nej konstrukcji stworzonej przez mężczyzn w tym ułamku czasu, od kiedy istnieją społeczeństwa industrialne”.

Ta „potężna siła” pochodzi z samej natury męskiego i kobiecego mózgu.

Mężczyźni rzeczywiście „nie widzą” brudnej szklanki – czę­ściowo dlatego, że ich oko gorzej postrzega detale, ale przede wszyst­kim dlatego, że czyste szklanki zajmują dość daleką pozycję w ich wi­zji świata. Dla kobiety, dla której dom jest nie tyle hotelem, co raczej tłem dla ważnych z jej punktu widzenia związków z ludźmi, brudna szklanka stanowi pośrednio milczący wyrzut wobec cenionych przez nią wartości.

„Kobiety sukcesu skarżą się powszechnie, że feminizm ustanawia męskie cele i męskie metody jako ideał dla kobiet; że zaprzecza ist­nieniu różnic płciowych, zaprzecza samej istocie, a więc i najgłębszej wartości kobiecości. Niektóre z nich odczuwają różnicę między męską i kobiecą postawą wobec sukcesu jako tak ogromną, że odbiera ona kobietom chęć do rywalizacji – nie w obawie przed niepowodze­niem, ale dlatego, że boją się sukcesu, który świadczyłby przeciw ich kobiecości.”

Za: http://forum.wolna-polska.pl/viewtopic.php?f=12&t=137

Materiał podesłany przez Bladego Mamuta. Serdecznie dziękujemy.

Z przymrużeniem oka 😉

a

a

Tags : , ,

Komentowanie zamknięte.