Najnowsze

Opublikowano Listopad 2, 2013 Przez polonuska W Zdrowie

Czy naukowcy zmienią ludzkie DNA tak, aby przystosować nas do GMO?

kwiat_2Zacznę od tego, że kilka lat temu, kiedy pracowałam dla jednej z typowych firm, gdzie godzinami siedzi się w zamkniętym klimatyzowanym pomieszczeniu oświetlonym jaskrawymi jarzeniówkami, pewien pan, który odchodził z pracy, zostawił mi pod opieką parę swoich ulubionych kwiatków. Hm… Skończyło się na tym, że niektóre kwiatki prawie pomarły, bo każdy w biurze je podlewał, a wieczorem podlewała je także pani sprzątaczka.

Jednak jeden kwiatek, z rodziny pnących, trochę przypominający głupiego jasia, bardzo dobrze zadomowił się nad moim biurkiem i rozwijał się jak szalony. Był ogromny, puszczał nowe pędy i liście prawie każdego dnia. Wyglądał jak prosto z wystawy najzdrowszych i pięknych kwiatów doniczkowych. Ale nie trwało to zbyt długo… W wyniku zmian kadrowych nowy menedżer zaczął pozbywać się ludzi związanych z poprzednim kierownictwem, jednak mnie pozbyć się nie mógł, bo „byłam niezastąpiona ;)” – tak więc dokuczał mi na różne sposoby, dzięki czemu z radością zwinęłam swoje szmatki manatki, zabrałam kwiatka i przeniosłam się do innej firmy.

Kwiatuszka od razu przesadziłam do nowej dużej glinianej donicy, kupiłam mu organiczną ziemię i postawiłam w świetle słonecznym.

Ale kwiatek zaczął momentalnie marnieć, z dnia na dzień tracił gałązki i po paru tygodniach ostał się tylko mały ogonek z małym korzonkiem. Wpadłam w panikę, kupiłam mu malutką jarzenióweczkę i postawiłam w ciemnym kącie, i co prawda nie marniał już tak bardzo, to jednak wcale nie zaczynał odżywać. I tak zmieniały się moje losy, sytuacja życiowa i miejsce zamieszkania, a kwiatek siedział sobie w malutkiej już doniczce z trzema listkami. Czekałam na jego śmierć, ale doczekać się nie mogłam, bo kwiatek po prostu nie chciał odejść.

I tak minęło chyba z 7 lat, malutka doniczka poniewierała się po całym mieszkaniu, a koty zawsze próbowały odgryźć te kilka ostatnich listków i mówiąc szczerze kwiatek już działał mi na nerwy, żadne odżywki, żadne przesadzanie ani świeże powietrze – po prostu nic na niego nie działało…. Aż dopiero niedawno któryś z kotów jakimś cudem wskoczył na szafkę i zrzucił biedaka na ziemię, skonsumował większość zieleniny i zostawił resztki na podłodze.

Zdenerwowana kotem i zmarniałym kwiatkiem, znalazłam starą doniczkę, wyszłam na dwór, zebrałam kilka garści piaszczysto glinianej ziemi z podwórka,przesadziłam pozostałości kwiatka i postawiłam go na zlewie, nad którym pod szafką zamontowałam kiedyś dużą jarzeniówkę, żeby mieć więcej światła podczas mycia naczyń.

I po prostu powiedziałam biedakowi: przepraszam kochany, ale nie mam żadnej porządnej ziemi, musisz przetrwać, zanim kupię ci coś innego. Ale kwiatek od razu odżył. Najgorsza pod słońcem ziemia i sztuczne światło! Jego DNA zostało zmienione tak, żeby rozwijał się w sztucznych i zimnych warunkach biurowych. W słońcu i żyznej ziemi po prostu zamierał. Teraz kwiatuszek, jak widać na zdjęciu, już zaczyna powolutku dochodzić do siebie, co prawda niedawno podlałam go przez pomyłkę wodą z płynem do naczyń, ale po pierwszym przerażeniu pomyślałam, że może to mu tylko pomoże… 😉

Naukowcy wpadli widocznie na „świetny” pomysł, by zmodyfikować geny kwiatka tak, aby reagował na nieprzychylne warunki i światło tak samo jak normalny kwiatek reaguje na odżywczą ziemię i słońce. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że toczą się eksperymenty nie tylko na roślinach, ale przede wszystkim na zwierzętach, a także na ludziach. Coraz większa opozycja wobec żywności GMO, coraz więcej dowodów na to, że żywność GMO sprzyja rozwojowi nowotworów, może skłonić zatrudnionych przez Monsanto tzw. naukowców do modyfikacji naszego ludzkiego DNA, tak samo jak w przypadku tego kwiatka. Tak więc w przyszłości może GMO nie tylko nie będzie nam szkodziło, ale będziemy dobrze się rozwijać tylko i wyłącznie na jedzeniu zmodyfikowanym, pełnym chemikaliów, a ekologiczne jedzenie będzie nam szkodzić.

Może dlatego właśnie na całym świecie wprowadza się obowiązkowe ubezpieczenia zdrowotne, które pozwolą tym „naukowcom” na pełną kontrolę nad rodzajem ludzkim, już w łonie matki, na wszczepianie chipów, na szczepienie dzieci i dorosłych substancjami, które nie tylko zawierają aktywne wirusy, ale także toksyczne związki, takie jak rtęć, aluminium, MSG, antybiotyki. Przemysły chemiczny i farmaceutyczny obok naftowego są najbardziej lukratywne i powiązane ze sobą. Im ludzie więcej chorują, tym więcej lekarstw zażywają. Im więcej lekarstw zażywają, tym słabszy mają umysł i nie potrafią zauważyć otaczającej ich rzeczywistości, żyją w swoim śnie.

Rok temu czytałam artykuł wydany przez pewną grupę z Indii, obiecujący, że pod koniec roku 2012*** zaczniemy wchodzić, jako rodzaj ludzki, w nową wyższą świadomość. I naprawdę czekam, bo mnie samej nie zależy już na rozwoju własnej świadomości, ale 90% ludzi żyjących w totalnej ciemnocie, odżywiających się szczątkami trupów zamordowanych i torturowanych zwierząt, może liczyć chyba tylko na tę jedyną szansę – że ktoś tam na górze weźmie ich za szmaty i wciągnie na siłę na wyższy poziom świadomości – bo oni sami mają nikłe szanse, zamuleni mięsem, chemicznymi lekarstwami, zatrutym powietrzem i obłudnymi mediami.

*** widocznie ciemność nie tak łatwo rozproszyć, bo moment przejścia na wyższy poziom świadomości został przełożony na rok 2015.

Za:http://weganizm.blox.pl/2012/10/Czy-naukowcy-zmienia-ludzkie-DNA-tak-aby.html

Tags : , , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.