Najnowsze

Opublikowano Kwiecień 21, 2015 Przez a303 W Polska

Czy „antysystemowcy” przyciągną = nabiorą elektorat?

Kampania wyborcza, czyli mówiąc wprost: kampania ogłupiania, oszukiwania, społeczeństwa nabiera rozmachu.

a

Oczywiście nie nad każdym bezczelnym idiotyzmem warto się zatrzymywać, ot, jak choćby nad takim: „wykonałem swój program z poprzedniej kampanii i stworzyłem dobry klimat dla rodziny” – autor tej hucpiarskiej wypowiedzi to nie kto inny, tylko obwoźny B.Komorowski. Wątpię, żeby takimi wypowiedziami i występami przed żydo-banderowskim parlamentem Ukrainy B.Komorowski zachęcił Polaków do wyborczej hucpy. Zachęcanie elektoratu wzięli na swoje barki tzw. kandydaci antysystemowi, których – bądźmy tego pewni – pobłogosławił lub wyraził milczącą aprobatę, sanhedryn.

Ponieważ żydo-system zdaje sobie sprawę ze wzrostu społecznej świadomości, czyli z rosnącej wiedzy o tym, że władza w IIIRP należy do syjonistycznej, żydowskiej V kolumny, daje „antysystemowym” kandydatom przyzwolenie na – skromną – antyżydowską retorykę (np. JKM, G.Braun). „Antysystemowcy” zgodnym chórem odrzucają także pookrągłostołowy „porządek”. Istnieje jednak jedno tabu, sacrum, świętość, zakazany owoc, do którego żaden kandydat nawet nie usiłuje się zbliżyć – to system finansowy IIIRP, który jest we władaniu żydowskiej światowej finansjery. A to jest właśnie kwestia fundamentalna, która ma związek z suwerennością i z gospodarczym rozwojem. Milczenie wszystkich kandydatów w tej jednej kwestii jest dobitnym dowodem, że żaden z nich z polskim interesem narodowym i państwowym nic wspólnego nie ma.

„Antysytemowcy” opowiadają większe lub mniejsze geopolityczne banialuki, których większość odbiorców nie jest w stanie zweryfikować pod kątem rzetelnej politycznej wiedzy. I nie jest to nasze upośledzenie, ale wynik posiadania wykształcenia w innych dziedzinach niż polityczne. Z pomocą winny przyjść nam media, ale nie przyjdą, ponieważ one służą swoim syjonistycznym dysponentom, czyli interesom żydowskiej finansjery, a polskich narodowych powszechnych mediów nie ma, tak jak nie ma polskich narodowych sił politycznych.

a

„Antysystemowcy” stawiają na młodzież, na ludzi młodych. Hasłem, już co prawda mocno wytartym, ale nieświadomi młodzi są jeszcze na nie łasi, jest „wolność” – „wolność gospodarcza”, „wolny rynek”. Te czarodziejskie słowa klucze otwierają wiele pustych głów.

I jeśli kandydat, np. taki jak G.Braun przywita zebraną katolicką gawiedź magicznym „szczęść Boże” – bo on jest zdeklarowanym katolikiem – to każdy katolik kupi od niego wolnościowe hasła – kupi liberalizm, który z nauką chrystusową nie ma nic wspólnego – w końcu za coś Jezusa ukrzyżowano.

I tak np. G.Braun, JKM, J.Wilk, P.Kukiz, chcą zwrócić „wolności dysponowania własnymi, ciężko zapracowanymi pieniędzmi„. W zamian za to zapowiadają (tu już G.Braun i JKM) likwidację urzędów pracy i ośrodków pomocy społecznej.

W sferze gospodarczej państwo ma jasną misję: stać na straży wolnej konkurencji, zapewniać każdemu równe możliwości wstępu na rynki wszelkich dóbr, surowców i usług, a także bezwzględnie tropić i tępić wszelkie zmowy kartelowe.

Interwencjonizm państwowy powinien być limitowany do minimum. Obecność państwa dopuszczalna tylko w takich dziedzinach jak wojsko, policja, sądy i centralny aparat fiskalny. – A przecież to postulaty keynesizmu (m.in. zwiększenie udziału państwa w polityce gospodarczej) umożliwiły wyjście z kryzysu lat 1929-33 w USA. Ale katolik G.Braun i reszta hołdują – z głupoty, czy z premedytacją ? – jedynie słusznej teorii liberalizmu.

Cały system fiskalny musi zostać radykalnie uproszczony i odchudzony, może być podatek liniowy.

Wg G.Brauna Wojsko Polskie powinno móc kupować na wszystkich rynkach i niekoniecznie w trybie przetargu publicznego (a co z własnym przemysłem?; a jeśli zaczniemy wojnę z państwami, od których kupujemy broń, a one wstrzymają dostawy, co wtedy? – D.K.) itd., itp.

Poglądy na gospodarkę G.Brauna, JKM, J.Wilka, są dość zbliżone, jakby terminowali u tych samych ideologów liberalizmu. Ich mentorem mógłby być red.S.Michalkiewicz, były honorowy prezes polsko-amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego (PAFERE) i także katolik, z którym osiem lat temu pozwoliłem sobie polemizować na temat szkodliwości żydowskiej ideologii liberalizm – bo liberalizm to nie nauka, opiera się wyłącznie na dogmatach i tylko tyle ma wspólnego z katolicyzmem.

a

Głos przeciw liberalizmowi

Nasz Dziennik z dn. 05.01.2007 zamieścił artykuł Redaktora S. Michalkiewicza pt.”Głos za liberalizmem”, jako polemikę z poglądami prof. W. Bojarskiego. Red. Michalkiewicz pisząc o liberalizmie ograniczył się tylko do sfery gospodarczej, choć ideologia ta wyciska swoje niekorzystne piętno także, czy zwłaszcza na sferze kulturowej i moralnej. Pozostańmy jednak przy gospodarce.

Liberalizm gospodarczy – gospodarcza wolność z definicji oznacza dążenie do swobodnego, nieograniczonego gospodarowania i pomnażania dochodów. Logiczne jest, że największe efekty (dochody) takiego działania będą po stronie ludzi (podmiotów gospodarczych) najsprytniejszych i najsilniejszych. Liberalizm jest walką egoizmów – najlepsi osiągną najwięcej. Jest, więc systemem sprzecznym z zasadami demokracji i prowadzi prosta drogą do totalitaryzmu. Czy katolik może popierać system sprzeczny z nauką społeczna Kościoła Katolickiego?

Red. Michalkiewiczowi (dzisiaj także kandydatom w wyborach prezydenckich: JKM, G.Braunowi, J.Wilkowi, P.Kukizowi, M.Kowalskiemu) nie podoba się konfiskowanie w podatkach części cudzych dochodów, którymi państwo wspiera ubogich, mniej zaradnych, mniej sprytnych, słabiej wykształconych oraz sfery nieprodukcyjne, np. ochronę zdrowia, oświatę itp. Obawiam się, że pogląd ten wynika z pewnego niedostatku wiedzy ekonomicznej, a także ze słabej znajomości nauki społecznej Kościoła.

Państwo jest organizacją społeczną. Jeżeli każdy członek społeczeństwa miałby żyć w odizolowaniu i sam zaspokajać własne potrzeby, produkcja całkowita wszystkich w takiej organizacji (państwie) byłaby znacznie mniejsza od tej, jaką mamy obecnie dzięki podziałowi pracy. Funkcjonowanie zorganizowanego społeczeństwa wydatnie zwiększa, wiec zdolności produkcyjne całości.Jednocześnie w wyniku postępu technologicznego nie zachodzi potrzeba zatrudniania w procesach produkcyjnych wszystkich członków społeczności.

Czy istnienie tak zorganizowanego społeczeństwa jest dobrem prywatnym, czy wspólnym, z którego powinni korzystać wszyscy?

Każdy człowiek będący członkiem zorganizowanego społeczeństwa, poza naturalnym prawem do życia, posiada również prawo do części dóbr wytworzonych w tej społecznej organizacji. Czy w takim razie mamy prawo pozbawiać dochodów (zasiłków) tych, którzy nie biorą udziału w procesie wytwarzania dóbr? Jest to pytanie nie tylko z zakresu etyki chrześcijańskiej, ale też zagadnienie czysto ekonomiczne.

„Sprawiedliwość społeczna” to po prostu inna nazwa kradzieży”, pisze Red. Michalkiewicz mając na myśli redystrybucję dochodu od bogatych do biednych poprzez system podatkowy. Rozumiem, że przepływ kapitału od biednych do bogatych, bo taki przepływ także zawsze ma miejsce, nie budzi już zastrzeżeń redaktora. Jako prawnik, pewnie nie wie, że dzięki tej „kradzieży” ci, którzy nie biorą udziału w procesie wytwarzania (więc nie otrzymują wynagrodzeń), mogą być jednak konsumentami. To z kolei pozwala zwiększyć produkcję i w konsekwencji zwiększyć dochody wytwórcom (tym bogatym). Są to znane makroekonomiczne prawidła, które legły u podstaw likwidacji wielu kryzysów gospodarczych w świecie.

O sprawiedliwości społecznej tak pisze Benedykt XVI w encyklice „Deus caritas est” n.28:

„…Sprawiedliwy porządek społeczeństwa i państwa jest centralnym zadaniem polityki. Państwo, które nie kierowałoby się sprawiedliwością zredukowałoby się do wielkiej bandy złodziei.(…) Sprawiedliwość jest celem, a więc również wewnętrzną miarą każdej polityki…”

W gospodarce liberalnej ulegają degeneracji również jej główne zasady, „wolny rynek” i „wolna konkurencja”. Zarówno rynek, jak i konkurencja są podporządkowane najsilniejszym podmiotom, a więc przestają funkcjonować powszechnie. Dziś np. nie istnieje rynek konsumenta, tylko rynek producenta, prawie jak w komunizmie. Stąd liberalizm jest inną jego formą, czego Red. Michalkiewicz nie spostrzegł.

Na dowód okrutnego fiskalizmu państwa przytacza dane z Centrum A. Smitha, że już w 1995 r. 83% dochodu rocznego rodziny pochłaniały podatki. Istotnie, tak było i jest. Jednak, jeśli odnieść ogólna wielkość tych podatków do PKB lub do produkcji sprzedanej i porównać ten wskaźnik z innymi państwami, to okaże się, że polski fiskalizm jest bardziej mały niż przeciętny. W Polsce występuje natomiast zjawisko drastycznego zaniżania wynagrodzeń za pracę i ono właśnie dało ten wynik wysokiego fiskalizmu. Szkoda, że Centrum A. Smitha tego nie objaśniło, może nie potrafi?

Żeby lepiej zrozumieć istotę liberalizmu można posłużyć się prostym przykładem. Załóżmy, że likwidujemy kodeks ruchu i znaki drogowe, wprowadzając całkowitą swobodę poruszania się pieszych i pojazdów – całkowity liberalizm w ruchu drogowym. Czy bylibyśmy zadowoleni z takich zasad w ruchu drogowym? Ilu jego uczestników by się ostało?

Istniejące w naturze mechanizmy regulacyjne są darem Stwórcy. W systemach mechanicznych, politycznych, gospodarczych, tworzonych przez ludzi mechanizmy regulacyjne (bezpieczeństwa) muszą tworzyć także ludzie. Liberalizm tych mechanizmów nie posiada z założenia, gdyby je bowiem, posiadał nie byłby liberalizmem, a bez tych mechanizmów nadmiar wolności przeradza się w niebezpieczne zniewolenie, więc dokąd nas zawiedzie, a raczej zwiedzie?

Cenię poglądy polityczne i humor felietonów Red. Michalkiewicza, w których broni on naszych interesów narodowych. Z jego poglądami na temat liberalizmu pogodzić się jednak nie mogę, są nadmiernie przepojone duchem młodzieńczego idealizmu (albo, co pewnie bliższe prawdy syjonistycznej indoktrynacji).

Dariusz Kosiur

Źródło: https://wiernipolsce1.wordpress.com/2015/04/20/czy-antysystemowcy-przyciagna-nabiora-elektorat

Zobacz także: https://wiernipolsce.wordpress.com/2011/05/12/badzmy-odporni-na-manipulacje/

Tags : , ,

Komentowanie zamknięte.