Opublikowano Wrzesień 19, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Czas, żeby USA przemyślały swą politykę na Bliskim Wschodzie po tragicznej śmierci ambasadora

źródło: http://www.globalresearch.ca/u-s-middle-eastern-policies-backfire/

autor: Wu Liming

Pekin: ataki na amerykańskie misje dyplomatyczne w Egipcie i Libii we wtorek zjeżyły włos na głowie całego świata, a śmierć amerykańskiego ambasadora w Libii, Christophera Stevensa była zdarzeniem tragicznym.

Pozornie ataki wzięły się z powodu powstania filmu amerykańskiej produkcji, jaki „obraża islamskiego proroka Mahometa”. Jednak ich przyczyny sięgają o wiele głębiej, wywlekając na światło dzienne wadliwą strategię USA na Bliskim Wschodzie oraz konieczność przemyślenia przez Waszyngton swej polityki wobec całego regionu.

Zarówno Libia, jak też Egipt były świadkami drastycznych przewrotów politycznych w ibiegłym roku, w jakich USA odgrywały kluczową rolę. Jednak, wielu Egipcjan i Libijczyków nie wydaje się wdzięczna Ameryce za ten „dar”, a niosące śmierć ataki ujawniły ten głęboki objaw antypatii. Dlaczego?

Po pierwsze i najważniejsze, Stany Zjednoczone forsowały przez dziesiątki lat koncepcję hegemonii nad Bliskim Wschodem, a mieszkańcy regionu mają już po dziurki w nosie „aroganckich Amerykanów”.

Parę lat temu, USA wszczęły “wojnę z terrorem” i zamieniły Irak w krwawy chaos, powodując śmierć niezliczonych ofiar, a wiele milionów ludzi straciło dom i cały majątek.

Pomimo całej swej retoryki, USA przegrały w kwestii przyniesienia dobrobytu mieszkańcom regionu, a ludzie zostali pozostawieni sami sobie w niezwykle trudnej sytuacji.   

Np. Irak wciąż jest wstrząsany wybuchami bomb, konfliktami sekciarskimi, powolnym procesem odbudowy oraz odradzaniem się al-Kaidy.

Po drugie, ataki te zadały mocny cios w trwający od dekad amerykański schemat usiłowania stworzenia koalicji w regionie, aby obalać bliskowschodnie rządy, jakie się Ameryce nie podobają, jak np. Iran i Syria.

Aby osiągnąć ów cel, Ameryka i jej sojusznicy podjęli starania dokonania zmiany reżimu w imieniu demokratyzacji. Lecz region pozostał niestabilny, a koalicja osłabła zamiast stać się silniejsza.

Nie tak dawno temu, sekretarz stanu, Hillary Clinton odwiedziła Bliski Wschód, aby zamaskować pęknięcia na wizerunku koalicji, jakie powstały w regionie w relacjach w Ameryką. Lecz spotkała się z protestami. A ostatnie ataki przedstawiają sobą ponownie, jak bardzo niepopularni są Amerykanie w całym regionie.

Po trzecie, amerykańska stronniczość na korzyść izraela prowadzi do rozpowszechnienia się nienawiści wśród Arabów do obu tych państw, wstrząsając podstawami amerykańskiej strategii w tym miejscu świata.

Co więcej, wzorce polityczne wielu krajów bliskowschodnich stopniowo ewoluowały w kierunku wykształcenia się sił religijnych, co dla Stanów Zjedoczonych jest złą nowiną.

Po czwarte, bezczynność USA w zakresie rozpoczęcia nowego procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie dodała miejscowym jeszcze większego wstrętu na widok Ameryki.

Świat żywił wielkie nadzieje na process pokojowy, gdy prezydent Barack Obama obejmował swój urząd, lecz po upływie 4 lat administracja Obamy nie może sie pochwalić żadnym znaczącym osiągnięciem w tym względzie.

Na koniec, Ameryka dowiodła, że nie potrafi poradzić sobie z największym wydarzeniem w konflikcie natury kulturowej.

Idąc śladem amerykańskich uczynków na Bliskim Wschodzie przez całe dekady, należy zauważyć, że kulturowa przepaść między Ameryką a Bliskim Wschodem tylko sie jeszcze bardziej powiększyła. 

Wg raportów medialnych, pomijając sprawy odruchów wściekłości wskutek wyżej wspomnianego filmu, demonstranci w Benghazi i Kairze mówili: „jesteśmy tutaj, żeby zaprotestować przeciw anty-islamskiej postawie w USA”.

Tak czy inaczej, ataki posłużyły jako przypomnienie, że nadszedł czas, aby Waszyngton przemyślał swoją politykę wobec Bliskiego Wschodu albo w końcu zabrnie w ślepy zaułek. 

Komentowanie zamknięte.