Najnowsze

Opublikowano Lipiec 19, 2013 Przez a303 W Historia, Samoobrona w infowar

Cybernetyka cz.III Socjotechnika

Socjotechnika i Cybernetyka. Zastosowania praktyczne w historii.

Cybernetyka - Wiadomości Wolna PolskaBardzo ciekawy i pouczający tekst, napisany przez nieco kontrowersyjnego ( organizacja Grunwald ) cybernetyka, Józefa Kosseckiego. Różne o nim krążą wersje i rożne podejrzenia się pojawiają, jednakże sugeruje skoncentrować się nad przekazywana przez niego informacja, nad wartościowym i pouczającym materiałem jaki Kossecki nam przekazuje a nie wchodzić w meandry intryg których nie byliśmy świadkami.

Otóż pokazuje on jasno, ze NIKOMU nie możemy ufać, w NIKOGO wierzyć, NIC nie brać za 100% prawdziwe bez sprawdzenia jaka jest sytuacja. Socjotechnika i cybernetyka – stosowane koniecznie i przez wszystkich. Przez obie strony.

Zapomniana historia „Afery Azefa”, podwójnego zdrajcy, azefjeszcze z czasów sprzed pierwszej wojny światowej. Człowieka, który, przez kilkanaście lat brał pieniądze zarówno od carskiej ochrany jak i od rewolucjonistów. Zdradzał jednych i drugich. W imię „miłości do pieniądza” donosił „carskiej ochranie” na rewolucjonistów, i w imię tejże samej miłości brał pieniądze od partii eserowców za organizowanie udanych zamachów na carskich dygnitarzy. Działał skutecznie i planowo, można nawet powiedzieć, że „nakręcał koniunkturę”. Swoich prywatnych konkurentów wśród konfidentów policji likwidował przy pomocy bojówkarzy rewolucjonistów; swoich prywatnych konkurentów wśród rewolucjonistów likwidował lub przynajmniej unieszkodliwiał przy pomocy policji. Zorganizował udany zamach, „aby się wykazać”, na samego ministra spraw wewnętrznych. I jeszcze miał tupet napomknąć w policji o podwyżce płac za uprzedzenie o zamachu (Uprzedzeniu, w którym prawda została spreparowana z dezinformacją). Przygotowywał zamach, nie wiadomo czy prawdziwy, na samego cara; (sam zapobiegł później zamachowi); „szmal” za te i inne wyczyny „rewolucyjno-terrorystyczne”, sypnął się tak wielki, że przestał się w policji upominać o dalsze podwyżki płac. Najdziwniejsze jest to, że „działał” tyle lat, ciesząc się przy tym niemal pełnym zaufaniem i szacunkiem a nawet sympatią niemal wszystkich tych, z którymi „współpracował”.
Jak to było możliwe?
Czy takie coś byłoby możliwe jeszcze i dzisiaj?
”W pale się nie mieści”, można by rzec parafrazując znane powiedzenie.
Postanowiłem przypomnieć zapomnianą już mocno książkę Józefa Kosseckiego „Tajniki sterowania ludźmi”, w której historia Azefa stanowi tylko kanwę do rozważań nad tajnikami ludzkich zachowań, tajnikami sterowania, niestety, nie zawsze do „zbożnych” celów.
Zrobiłem to z myślą „nie o wielkiej polityce”, nie z myślą „o wielkich aferach”, tylko zwyczajnie, prozaicznie: każdy w życiu „coś tam steruje” i sam jest sterowany. Każdy też coś tam na ten temat wie. Czy warto także o tym czytać książki? To już rzecz gustu i zainteresowań.

Młodzi ludzie kończąc szkoły lub studia z reguły odczuwają brak wiedzy dotyczącej procesów sterowania zespołami ludzkimi. W trakcie swej nauki i studiów uzyskują wiedzę merytoryczną z zakresu swego zawodu, ale nie uzyskują wcale, lub prawie wcale, wiedzy o sterowaniu ludźmi. A wiedza ta potrzebna jest im zarówno w życiu rodzinnym – zwłaszcza gdy będą mieć dzieci, jak i w pracy zawodowej. Im wyższe zajmą stanowisko, tym mniej mieć będą do czynienia ze wszystkim, czego nauczyli się z zakresu swego zawodu, a tym więcej właśnie – ze sterowaniem ludzkimi zespołami. Muszą się więc uczyć sztuki sterowania ludźmi na własnych błędach – a błędy te mogą ich drogo kosztować.

Przez długie wieki sztuka sterowania ludźmi była domeną wtajemniczonych, którzy zazdrośnie strzegli swego monopolu. Od czasu powstania cybernetyki społecznej sytuacja uległa pod tym względem istotnej zmianie. Cybernetyka – jako nauka o procesach sterowania – zaczęła wyjaśniać pewne ogólne prawidłowości występujące we wszelkich procesach sterowniczych, zaś cybernetyka społeczna – ogólne prawa rządzące procesami sterowania społecznego. Znajomość tych praw może być bardzo pomocna tym wszystkim ludziom, którzy czynnie uczestniczą w tego rodzaju procesach. Oczywiście, podobnie jak wszelka wiedza naukowa, również i wiedza z zakresu cybernetyki społecznej może być wykorzystana do różnych celów: z jednej strony można ją wykorzystać, aby sprawniej osiągnąć pozytywne cele społeczne, a z drugiej – w celu manipulowania ludźmi, czyli sterowania nimi wbrew ich interesom. Jednakże, nawet biorąc pod uwagę tę drugą możliwość, trzeba stwierdzić, że nic chyba nie może skuteczniej zapobiec manipulowaniu ludźmi, jak znajomość ogólnych praw cybernetyki społecznej, bowiem manipulacja ludźmi może być skuteczna tylko wówczas, gdy jej technika nie jest znana tym, którzy jej podlegają.

W książce tej chciałbym przedstawić pewne ciekawsze rezultaty cybernetyki społecznej dotyczące problemów sterowania społecznego w ramach rodziny, zakładu pracy, organizacji społeczno-politycznych, a także w wielkich systemach społeczno-kulturowych.

Książka ma charakter popularny, wobec czego została pominięta w niej cała strona dowodowa – mająca w dużej mierze charakter zmatematyzowany. Rozważania moje oparte są na cybernetycznej teorii układów samodzielnych Mariana Mazura (zmodyfikowanej na potrzeby cybernetyki społecznej) oraz na własnej teorii norm społecznych i motywacji.

Cybernetyka, jako nauka interdyscyplinarna, operuje różnymi pojęciami, używanymi niejednokrotnie również w naukach szczegółowych, nadając im jednak inny – z reguły bardziej ogólny i ściślej sformułowany – sens. Prowadzi to często do nieporozumień terminologicznych. Aby ich uniknąć, będziemy definiować potrzebne nam terminy z cybernetyki społecznej i używać następnie tylko w takim znaczeniu, jakie jest zgodne z podanymi definicjami.

Problemami szczegółowymi, poruszanymi w niniejszej książce, można się zajmować w różny sposób: można badać opisane zjawiska, interesując się tylko stwierdzeniem istniejącego stanu – takie podejście reprezentowane jest w naukach tradycyjnych, można jednak nie tylko dążyć do zbadania zjawiska, lecz postawić sobie za cel wywieranie na nie skutecznego wpływu – takie podejście reprezentuje cybernetyka. To czynne podejście do rzeczywistości – obok własnej, odrębnej metodologii – jest najbardziej istotną cechą cybernetyki.

Zaznaczmy jeszcze, że zawarty we wstępie do niniejszej książeczki opis afery Azefa opracowany został na podstawie pracy B.I. Mikołajewskiegopt. „Azef. Historia podwójnego zdrajcy” – Warszawa 1933.
————————————————————————–

AFERA AZEFA:

We wrześniu 1908 roku opuścił Kolonię w drodze do Berlina książę Aleksy AleksandrowiczŁopuchin – były dyrektor carskiego Departamentu Policji. Ledwie komfortowy ekspres ruszył z kolońskiego dworca, gdy w przedziale zajmowanym przez Łopuchina zjawił się niespodziewany gość – Włodzimierz Burcew – znany lewicowy działacz społeczny, publicysta i wydawca.

Burcew zajmował się historią ruchu rewolucyjnego w Rosji, starając się przy tym zawsze wyciągać z niej różne wnioski, jakie mogłyby być pożyteczne dla aktualnej walki politycznej. Po rewolucji 1905 roku główną uwagę poświęcał wykrywaniu tajemnic carskiej policji politycznej, a przede wszystkim – demaskowaniu tych jej agentów, którzy przenikali w szeregi organizacji rewolucyjnych. Za odskocznię do tego rodzaju badań służyło Burcewowi redagowanie czasopisma historycznego „Byłoje”, wychodzącego początkowo (w latach 1900 – 1904) w Londynie i w Paryżu, następnie w Petersburgu, a od 1908 roku – ponownie w Paryżu. Aby uzyskać potrzebne materiały, Burcew nawiązał szereg znajomości z różnymi urzędnikami policji, zdobywając od nich wiele cennych informacji.
Łopuchina znał już wcześniej i namawiał go był do napisania pamiętników, ale, niestety, bezskutecznie. Tym razem chciał uzyskać odeń potwierdzenie podejrzeń o współpracę z carską policją znanego wówczas działacza partii socjalistów-rewolucjonistów (eserowców) – Jewno Azefa. Burcew wiedział już sporo o działalności Azefa i o jego „zasługach” dla policji, nie miał jednak na to dostatecznych dowodów, których mógł mu dostarczyć właśnie Łopuchin.

Burcew był dobrym psychologiem: wiedział, że Łopuchin znajdował się w stanie głębokiej frustracji. Pochodził z jednego najstarszych rdzennie rosyjskich rodów szlacheckich, od dawna noszącego tytuł książęcy; z domu Łopuchiną była caryca Eudokia, małżonka Piotra Wielkiego, ostatnia rosyjska monarchini pochodząca z rodziny rosyjskiej. Kariera samego Aleksandra Aleksandrowicza rozpoczęła się bardzo obiecująco. W 22 roku życia ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Moskiewskim i w 1886 roku został zaliczony do grona osób służących Najjaśniejszemu Panu w Ministerstwie Sprawiedliwości. W ostatnim dziesięcioleciu XIX wieku z ramienia prokuratury powierzono mu obowiązki kontroli nad czynnościami Moskiewskiego Oddziału Ochrany, którego naczelnikiem był w tym czasie osławiony Zubatow. Zubatow wykazał pełną gotowość wtajemniczenia Łopuchina w metody pracy policji politycznej, a zwłaszcza walki z agitacją rewolucyjną. Naczelnik moskiewskiej „ochrany” planował w tym czasie tworzenie legalnych organizacji robotniczych pod nadzorem policji w celach dywersyjnych przeciw ruchowi robotniczemu, który się wówczas w Rosji rozwijał. Udało mu się nawet wciągnąć do swych działań różnych naukowców i działaczy społecznych. Łopuchin zaznajomił się z metodami organizowania i kierowania tajnej agentury policyjnej, miał nawet bywać w konspiracyjnych lokalach, w których Zubatow odwiedzał swoich anonimowych współpracowników.

Zwrotną datę w karierze Łopuchina stanowi maj 1902 roku. Był wówczas prokuratorem Charkowskiej Izby Sądowej, gdy świeżo mianowany minister spraw wewnętrznych W.K.Plehwe przybył do Charkowa, aby zaznajomić się z rozmiarami i charakterem zamieszek chłopskich, które niedawno miały miejsce na południu Rosji. Plehwe poprosił Łopuchina o zreferowanie mu przyczyn tych rozruchów, a przy tym o szczere wypowiedzenie swych sądów. O rozmowie z PlehwemŁopuchin opowiadał później, co następuje: „Zdanie moje sprowadzało się do tego, że niepodobna przeżytych niedawno pogromów dworów szlacheckich rozpatrywać jako zjawisko wypadkowe, że były to raczej naturalne skutki ogólnych warunków rosyjskiego życia: ciemnoty ludności włościańskiej, straszliwego jej wynędznienia, indyferentyzmu władz w stosunku do duchowych i materialnych potrzeb ludu, a wreszcie natrętnej opieki administracji nad włościaństwem, którą zastąpiono zasadą ochrony interesów ludowych przez samo prawo.” Plehwe zgodził się z tym poglądem, stwierdzając, że sam uznaje konieczność reform, łącznie z wprowadzeniem surogatu konstytucji; tylko odpowiednie reformy mogą uchronić Rosję od rewolucji. Oczywiście, oprócz tych liberalno-politycznych wywodów Łopuchinprzedstawił Plehwemu bardziej bezpośredni i konkretny program walki z ruchem rewolucyjnym, nakreślony w duchu polityki Zubatowa, znajdując w ministrze płomiennego zwolennika.

Po tych rozmowach zaofiarowano Łopuchinowi stanowisko dyrektora Departamentu Policji, wkładając na niego obowiązek pokierowania w skali ogólnorosyjskiej tego rodzaju próbami, które dotychczas były przez Zubatowa prowadzone tylko w Moskwie. Przed Łopuchinem, który wówczas liczył 38 lat, otwarły się wspaniałe perspektywy: stając się kierownikiem jednej z najważniejszych instytucji Cesarstwa, zbliżał się bezpośrednio do szczytów władzy państwowej; ze stanowiska dyrektora Departamentu Policji droga wiodła prosto do teki Ministra Spraw Wewnętrznych. Nic dziwnego, że Łopuchin z radością przyjął oferowane mu stanowisko.

W rzeczywistości o żadnych istotnych reformach nikt na szczytach władzy nie myślał poważnie, nawet plany reformy policji nie wyszły poza drzwi gabinetu ministra Plehwego, ale tym się oczywiście policyjno-biurokratyczni liberałowie niewiele przejmowali. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, im trudniej poruszała się naprzód sprawa reform, tym większego znaczenia nabierały zadania czysto policyjne i tylko w tym zakresie program Łopuchina został urzeczywistniony w pełni. Departament Policji przeobraził się ostatecznie w „ochranę wszechrosyjską”, odnowiono jego personel kierowniczy, z Zubatow został bezpośrednim kierownikiem całej procedury śledczej. Postawiono wszystko na jedną kartę – rozwój tajnej agentury wewnątrz organizacji rewolucyjnych. Nie żałowano na ten cel pieniędzy, wyczerpując w ciągu ponad dwu lat cały zapasowy kapitał Departamentu, dochodzący do 5 milionów rubli.

Główny nadzór nad całą sprawą spoczywał w rękach Łopuchina, który m.in. kierował teraz rozbijaniem liberalnych ziemstw, podpisywał nakazy zesłania na Syberię wielu umiarkowanych liberałów, których główną winę stanowiły podobne marzenia o konstytucji, jakim przedtem dawał wyraz sam Łopuchin, tyle, że oni uzewnętrzniali je „w nieodpowiedniej formie”. „Liberalizm” Łopuchina znalazł teraz sobie teraz inne ujście – uprzedzony o zamierzonym pogromie ludności żydowskiej w Kiszyniowie, nie przedsięwziął skutecznych środków zaradczych, a do organizatorów pogromu odniósł się niezwykle wspaniałomyślnie.

W ramach rozwijania agentury policyjnej w organizacjach rewolucyjnych Łopuchin, za aprobatą ministra Plehwego, jesienią 1902 roku zezwolił Azefowi – długoletniemu agentowi policji w partii socjalistów-rewolucjonistów, na wstąpienie do Organizacji Bojowej tejże partii. Oczywiście, zarówno Łopuchin, jak i Plehwe, sądzili, że potrafią utrzymać w swoich rękach Azefa, a przezeń – całą Organizację Bojową. Tymczasem Azef bardzo szybko został szefem bojówki (o czym wcale nie poinformował swoich policyjnych przełożonych), zaczął przygotowywać i realizować udane zamachy na carskich dygnitarzy, aż wreszcie, w lipcu 1904 roku, zorganizował udany zamach na samego ministra Plehwego.

Śmierć Plehwego była pierwszym, okrutnym ciosem dla biurokratycznej kariery Łopuchina, zaczęły się dla niego ciężkie czasy. Zakulisowe intrygi snuł Raczkowski – wybitny działacz policyjny, mający stosunki na dworze carskim, którego przed dwoma laty wyrzucił z urzędu Plehwe. Teraz, kiedy zabrakło Łopuchinowi oparcia w Plehwem, intrygi Raczkowskiego stawały się bardzo groźne. Ostatecznie zabójstwo wielkiego księcia Sergiusza Aleksandrowicza, dokonane 17 lutego 1905 roku przez Organizację Bojową kierowaną przez Azefa (o czym wówczas Łopuchin nie wiedział), przesądziło o karierze Łopuchina, który musiał podać się do dymisji, a wszystkie jego nadzieje rozpadły się w gruzy.

We wrześniu 1908 roku, w przedziale ekspresu jadącego z Kolonii do Berlina, zdymisjonowany dyrektor Departamentu Policji dowiaduje się, że głównym sprawcą jego nieszczęść był hołubiony przezeń agent o pseudonimie „Raskin”. Burcew wiedział o tym agencie bardzo dużo, ale nawet miejsca jego tajnych spotkań z urzędnikami z tajnej policji. O tym wszystkim opowiadał teraz swojemu towarzyszowi podróży. Słuchając tej opowieści Łopuchin powziął podejrzenie, że „Raskin” był narzędziem w rękach jego przeciwnika Raczkowskiego, który po usunięciu Łopuchina objął śledztwo policyjne – a jak wynikało z opowieści Burcewa, właśnie od tego czasu przestały się udawać zamachy socjalrewolucjonistów. Były dyrektor Departamentu Policji wiedział dobrze, że w walce o władzę carscy biurokraci byli zdolni do wszystkiego, nawet do posługiwania się rękami terrorystów do usuwania swych konkurentów.

Kończąc swą opowieść Burcew zwrócił się do Łopuchina:
– Będąc dyrektorem Departamentu nie mógł pan nie znać tego prowokatora. Jak pan widzi, zdarłem zeń maskę ostatecznie, ośmielam się więc prosić pana, Aleksy Aleksandrowiczu, abyś pozwolił mi rzec, kto ukrywa się pod pseudonimem „Raskina”. A panu pozostanie tylko odpowiedzieć mi: czy mam słuszność, czy się mylę.
Łopuchin zdecydował się i sam oświadczył:
– Żadnego „Raskina” nie znam, ale inżyniera Jewno Azefa widziałem kilka razy.

Oświadczenie Łopuchina odsłoniło ostatecznie twarz Azefa, podwójnego zdrajcy, który w istocie oszukiwał zarówno socjalrewolucjonistów, jak i policję, robiąc na tym znakomity interes. Zanim został zdemaskowany, prowadził swoją podwójną grę przez piętnaście lat.

Jefno Azef urodził się w 1869 roku w Łyskowie – miasteczku należącym do ówczesnej guberni grodzieńskiej, w rodzinie bardzo biednego krawca – Fiszla Azefa. Kiedy Jewno liczył pięć lat, rodzinie Azefów udało się zdobyć zezwolenie na przekroczenie wyznaczonej przez rząd carski strefy osiedlania się dla Żydów, dzięki czemu Azefowie przenieśli się na stałe do Rostowa nad Donem. Tu też, w 1890 roku, Jewno Azef ukończył gimnazjum. Na początku 1892 roku, wziąwszy na sprzedaż od jakiegoś mariampolskiego kupca większą ilość masła, wyjeżdża za granicę. Po zainkasowaniu za sprzedany towar 800 rubli, nie rozliczając się z łatwowiernym kupcem, pojechał w głąb Niemiec, by zapisać się na politechnikę w Karlsruhe. Już wówczas więc młody Jewno wykazywał wielką miłość do pieniędzy i brak skrupułów w wyborze sposobów osiągania zysków.

Suma 800 rubli przedstawiała wówczas dużą wartość nabywczą, ale nie mogła starczyć na długo, a w Karlsruhe perspektyw zarobkowania prawie nie było, toteż Azef po pewnym czasie zaczął biedować. W Karlsruhe zaczął się obracać w kołach rosyjskiej młodzieży studiującej w Niemczech i został członkiem rosyjskiego socjalistyczno-demokratycznego kółka. Bardzo szybko wpadł na pomysł, że mógłby zarobkować, sprzedając rosyjskiej policji sekrety rewolucjonistów.

4 kwietnia 1893 roku napisał swój pierwszy list do Departamentu Policji, przytaczając znane mu fakty na temat działalności rosyjskiej młodzieży rewolucyjnej za granicą i podając swój adres, na który policja mogłaby pisać do niego, gdyby podane przezeń informacje okazały się dla niej interesujące.  Przyjmowanie nowego agenta na służbę w Departamencie Policji było wówczas bardzo zawiłe – list Azefa przedłożono wicedyrektorowi Departamentu, od niego poszedł do kierującego właściwym wydziałem, naradzano się, zbierano informacje, wreszcie  16 maja odpowiedziano, żądając podania bliższych danych o sobie (w pierwszym liście ostrożny  Azef  nie podał swego prawdziwego nazwiska) oraz zaznaczając, że policja jest gotowa płacić za informacje. Azef zaraz odpowiedział, żądając za swe usługi 50 rubli miesięcznie. Nawiasem mówiąc, równocześnie ze swoją ofertą wysłaną do Departamentu Policji, na wszelki wypadek (żeby się przypadkiem jego dobra wola nie zmarnowała) wysłał Azef  analogiczny list do Zarządu Żandarmerii w Rostowie, który szybko go zidentyfikował, zebrał o nim informacje i wystawił charakterystykę, w której stwierdzono: „Jewno Azef jest człowiekiem niegłupim, nader szczwanym, mającym szerokie stosunki wśród zamieszkałej za granicą młodzieży żydowskiej, a stąd może przynosić istotną korzyść;  należy spodziewać się, że przez chciwość i wobec swojej biedy będzie cenił mocno swoje obowiązki”.

Te wielkie zalety moralne Azefa przesądziły sprawę decyzji Departamentu Policji. Uznano, że Azef może być źródłem cennych informacji, a jego cechy osobiste predysponują go do zaszczytnej służby w szeregach tajnej agentury. Decyzja zapadła już 10 czerwca 1893 roku i w tymże miesiącu nadesłano Azefowi pierwszą pensję.

Po rozpoczęciu pracy dla policji nastąpiła przemiana ideologiczna Azefa. O ile na początku swego pobytu za granicą wypowiadał się w sposób bardzo umiarkowany, występował przeciwko skrajnym metodom walki i łączył się raczej z socjaldemokratami, o tyle zostawszy informatorem policji szybko przesunął się „na lewo”. Już w latach 1894 – 1895 zdobył sobie opinię konsekwentnego zwolennika terrorystycznych metod walki. Podkreślał, że nie jest „teoretykiem”, nie lubił przemawiać na zebraniach, ale chętnie brał się do załatwiania różnych spraw technicznych, umiejętnie rozszerzając koło swoich znajomych.
Wprawdzie już w Rostowie nie był uważany za człowieka, który może być dobrym i pewnym przyjacielem; potrafił zaobserwować i zapamiętać ludzkie słabostki, lubił z nich drwić, był mściwy i złośliwy.  Wielu ludzi uważało go za człowieka zdolnego do wszystkiego dla osiągnięcia zysku. W rosyjskich kołach  studenckich zagranicą potrafił sobie jednak pozyskać wielu ludzi, zająć trwałą pozycję i korzystać z powszechnego szacunku. Był właścicielem dobrze dobranej biblioteki nielegalnych wydawnictw, z której pozwalał korzystać młodym studentom za umiarkowanym wynagrodzeniem.

Często powierzano mu  obowiązek przewodniczenia na wiecach studenckich, chociaż od publicznych przemówień wolał się uchylać, uważając cale życie , że „mowa jest srebrem, ale milczenie jest złotem”. Ponieważ zabierał glos rzadko, więc jego wystąpienia nie mogły znudzić się słuchaczom i z reguły robiły wielkie wrażenie. Zachowały się z tego okresu listy młodzieży, w których mówi się o Azefie  jako o „świętej indywidualności, która wyróżnia się w sferze studenckiej swoim oddaniem sprawie rewolucji i swoim idealizmem”. Jego przemówienia (podobnie zresztą, jak listy do żony) „były pełne… głębokiego smutku przywódcy ludu i zarazem porywów szermierza, przejętego płomiennym idealizmem”.

Zadowolona była też z Azefa władza policyjna, tak że w  1899 roku podwyższono mu pensję do 100 rubli miesięcznie (oprócz tego dostawał gratyfikacje na Nowy Rok, a w 1899 roku jeszcze i na Paschę).
W tymże – 1899 – roku uzyskał Azef dyplom inżyniera elektrotechnika i wyjechał do Rosji obdarzony najlepszymi rekomendacjami – rewolucjoniści polecili go swym przyjaciołom w Moskwie, a Departament – Zubatowowi, naczelnikowi Moskiewskiego Oddziału Ochrany.

W tym czasie fala rewolucji zaczęła narastać i zapotrzebowanie na „szczwanych” i „żądnych zysku” agentów było duże. Policja dopomogła więc Azefowi uzyskać dobrą pracę w jego specjalności, a sam S.W. Zubatow zawarł z nim bliższą znajomość.

Zubatow w latach osiemdziesiątych jako gimnazjalista zbliżył się do kółek rewolucyjnych, ale szybko „zrozsądniał” i nawiązał stosunki z ochraną, zostając tajnym agentem policji. Stosunkowo szybko jego rola została zdemaskowana i wówczas wstąpił do służby w oddziale ochrany jako pracownik kadrowy.
W wywiadzie policyjnym panowała wówczas rutyna, półanalfabeci i urzędnicy mało interesujący się swoim zajęciem pracowali metodami odziedziczonymi po poprzednikach. Zdolny, chwytający prędko istotę rzeczy, szybko orientujący się w zawiłych sytuacjach, dobrze władający piórem, obdarzony darem wymowy, dobry organizator, a przede wszystkim rozmiłowany w procedurze śledczej Zubatow szybko wybija się w sferach policyjnych. Nie minęło dziesięć lat, jak stanął na czele Moskiewskiego Oddziału Ochrany, w którym koncentrowały się sprawy dochodzenia policyjnego niemal połowy cesarstwa.

Objawił swe talenty organizacyjne przeprowadzając szereg reform o charakterze technicznym. Wprowadził fotografowanie wszystkich aresztowanych, stosował daktyloskopię, przemyślał i usystematyzował sprawę obserwacji zewnętrznej, po raz pierwszy w Rosji tworząc kadry dobrych wywiadowców wyspecjalizowanych w prowadzeniu obserwacji.  Był niewątpliwie tym, który w owym czasie podniósł technikę śledztwa policyjnego w Rosji na poziom zachodnioeuropejski.

Kiedy rozpoczęły się w Rosji masowe ruchy robotnicze, Zubatow postawił sprawę walki z rewolucją jako problem polityczny, którego nie da się rozwiązać wyłącznie policyjnymi środkami. W sytuacji, gdy ruch stał się masowy, niepodobieństwem było – zdaniem Zubatowa – zwyciężać go wyłącznie za pomocą represji. Strategia rządu w walce z ruchem rewolucyjnym polegać winna, według Zubatowa, na umiejętnym rozdzieleniu sił przeciwnika, przez sianie rozdźwięków między inteligencją rewolucyjną, stawiającą sobie cele polityczne o charakterze republikańskim, a masami robotniczymi, które w pierwszym etapie szły z rewolucjonistami dlatego, że ci współdziałali z robotnikami  w walce o poprawę ich bytu materialnego. Zgodnie z taką oceną rzeczy, Zubatow z jednej strony występował jako zwolennik prawodawstwa pracy, często popierał robotników w ich konfliktach z przedsiębiorcami, o  ile nosiły one charakter czysto ekonomiczny, a nawet wyjednywał dla robotników zezwolenia na tworzenie pod osłoną policji  legalnych organizacji dla obrony wyłącznie ekonomicznych interesów.  Z drugiej strony, rad był narastaniu skrajnie rewolucyjnych nastrojów w środowisku inteligencji, a nawet je podsycał. „Skusimy was do podjęcia terroru – oświadczył– a potem zgnieciemy”.

Ten plan Zubatowa był ambitny, ale zdradzał całkowite niezrozumienie mechaniki procesów społecznych.

Aby skutecznie wykonywać swe zamiary, główną uwagę zwracał Zubatow na rozwój wewnętrznej agentury w stowarzyszeniach rewolucyjnych. Była to jego ulubiona dziedzina pracy policyjnej.  Umiał werbować agentów, potrafił nimi kierować, zabezpieczać przed „spaleniem” i uczyć sztuki przechodzenia na wyższe szczeble hierarchii rewolucyjnej.

Swoim pomocnikom, młodym oficerom żandarmerii i urzędnikom ochrany, którzy mieli utrzymywać kontakty z agentami, dawał takie nauki: „Powinniście panowie patrzeć na tego rodzaju współpracownika, jak na ukochaną kobietę, z którą jesteście w tajnym stosunku”. Wszakże strzeżcie miłośnicy, jak źrenicy oka. Jeden krok nieostrożny – a wydacie ją na hańbę”. Takimi morałami urabiał żandarmską młodzież.

Z tych wszystkich „kochanek” Zubatowa  przybyły z zagranicy Azef  stal się szybko istotą „najukochańszą”.  Nawiązał stosunki  z moskiewskim Związkiem Socjalistów Rewolucjonistów. Zachowywał się mądrze i ostrożnie. Oświadczył, że jest sympatykiem, nie narzucał się ze znajomością, nigdy o nic nie rozpytywał, nie okazywał podejrzanej ciekawości.  W rozmowach nie ukrywał, że zapatruje się sceptycznie na możliwość stworzenia potężnej, masowej partii do działalności rewolucyjnej w Rosji, podkreślając przy tym siłę represji policyjnych. Cenił tylko jedną metodę walki  – terror.

Dzięki Azefowi Zubatow prędko poznał skład Związku Socjalistów Rewolucjonistów, ale nie spieszył się z ich aresztowaniem, wolał pozwolić organizacji „dojrzeć”, szczegółowo wyjaśniał sobie jej rozgałęzienia i dopiero potem nakazywał masowe aresztowania, uważając aby przy tym jego agent nie „wpadł”, ale przeciwnie, aby mógł przecisnąć  się wyżej  po drabinie hierarchii rewolucyjnej. Uważał, że lepiej jest pozostawić na wolności  kilku rewolucjonistów, niż stracić jednego użytecznego agenta.  Podczas śledztwa z reguły ukrywał przed przesłuchiwanymi stopień uświadomienia władz, w taki sposób, aby na agenta nie padł nawet cień podejrzenia.

Kiedy dzięki informacjom uzyskanym od Azefa, została przez policję zlikwidowana drukarnia socjalrewolucjonistów w Tomsku, na kierowników Związku padł strach, nie wątpili, że wkrótce przyjdzie na nich kolej. Chodziło im tylko o to, aby z ewentualnego pogromu uratować chociaż resztki organizacji, postanowili więc wszystkie nici oddać w ręce człowieka, który nie jest jeszcze skompromitowany wobec policji i  dzięki temu nie ulegnie aresztowaniu. Za takiego potencjalnego zbawcę uznali Azefa, który według wspomnień jednego z przywódców socjalrewolucjonistów, Argunowa, „…wziął gorący udział w naszym nieszczęściu. Nasz smutek był jego smutkiem. Zaszła w nim zmiana. Z biernego przeobraził się w czynnego członka naszego Związku. Nie było uroczystego wstępu, wszystko nastąpiło samo przez się”.  Kiedy się wyjaśniło, że Argunow mianuje Azefa swoim zastępcą, Zubatow nakazał przerwać obserwację i wywiadowcy przestali deptać po piętach konspiratorom.

Azef uprzedził Argunowa , że ma wyjechać za interesami za granicę i zaproponował mu swe usługi celem urządzenia spraw Związku poza krajem.  Usługi te zostały przyjęte. Argunow napisał na ten temat:  „Azefowi przekazaliśmy wszystko, jak spadkobiercy na łożu śmierci. Opowiedzieliśmy mu o naszych hasłach, o wszystkich bez wyjątku stosunkach  – literackich i organizacyjnych – wyjawiliśmy wszystkich ludzi, ich nazwiska i adresy, i poleciliśmy go zaocznie swoim przyjaciołom. Miał zjawić się za granicą z całkowitym od nas pełnomocnictwem, jako przedstawiciel Związku  razem z M. Seljuk. Obdarzaliśmy go uczuciami więcej niż towarzyskimi – uczuciem przyjaźni. Jego aktywne włączenie się w dniach naszej niedoli uczyniło go przyjacielem”.

Zubatow w pełni triumfował – wszystkie nici związku były w jego ręku, mógł rozpocząć likwidację grup socjalrewolucyjnych w całej Rosji, ale wolał ciągnąć grę dalej, popychając Azefa do samego centrum wszechrosyjskiej organizacji. Pozycja Azefa wśród socjalrewolucjonistów szybko rosła, a wraz z tym rosła też jego gaża policyjna –  od stycznia 1900 roku pobierał 150 rubli miesięcznie, a po aresztowaniach tomskich podwyższono mu pensję od razu do 500 rubli na miesiąc.  W dwa tygodnie po wyjeździe Azefa policja aresztowała Argunowa.

Za granicą Azef,  wraz z działaczką socjalrewolucjonistyczną M. Seljuk, która wyjechała wraz z nim, nawiązał kontakt z przedstawicielami różnych  pokrewnych ugrupowań. Ostatecznie doszło do założenia partii socjalistów-rewolucjonistów (eserów).   Funkcje głównego organizatora-praktyka nowej partii legły na barkach G.A. Gierszuniego, który kiedyś w młodości wpadł w ręce Zubatowa i napisał dlań „pokutne wyznanie swoich błędów”. Nikogo wprawdzie wówczas nie wydal, ale była to skaza na życiorysie rewolucjonisty. Gierszuni odczuwał nienawiść do systemu, który go do czegoś takiego zmusił  i ta nienawiść uczyniła zeń namiętnego apostoła – propagandzistę odrodzenia walki terrorystycznej. Posiadał przy tym niezwykłą moc sugestywnego oddziaływania na ludzi, z którymi się stykał.

Jądro polityczne nowej partii stanowiła trójka – G.A. Gerszuni, M.Z. Gotz  i  W.M. Czernow;  Azef pozostawał w ścisłych stosunkach z tą trójką. Zwłaszcza zbliżył się bardzo z Gierszunim, z którym  wspólnie rozszyfrowywał nadchodzące z Rosji tajne komunikaty dotyczące spraw  organizacyjnych. Miał więc o czym pisać do Departamentu Policji. W styczniu 1902 roku, gdy Gerszuni wybierał się do Rosji na objazd miejscowych grup, Azef zakomunikował policji datę jego wyjazdu i planowaną marszrutę. Policja postanowiła pozwolić Gierszuniemu odbyć tę interesującą podróż po Rosji, aby wyjaśnić z kim będzie się spotykał, a potem dopiero przystąpić do aresztowań.

Ale doświadczony konspirator Gierszuni, gdy tylko zorientował się, że jest śledzony, zmylił  policję i „urwał się” spod obserwacji. Minister spraw wewnętrznych Sipiagin zapłacił za to głową. Gierszunitriumfowal, mówił: „…na początku był czyn!…  Terror jest dowiedziony. Rozpoczęty. Spory są zbędne. (…) Pora, aby wystąpiła młodzież. Niechaj sobie grzeszy przeciw konspiracji. Czas nie czeka”. Zabójstwo Sipiagina rozpoczęło nowy rozdział w historii ruchu socjalrewolucyjnego – od tego właśnie momentu rozpoczęła istnienie Organizacja Bojowa SR.

Przebywający za granicą Azef zaczął w tym czasie wobec policji prowadzić podwójną grę – w swych raportach dla Departamentu zaczyna ukrywać wiele istotnych szczegółów  – systematycznie ukrywa wszystko, co dotyczy działalności bojowej Gierszuniego. Dowiedziawszy się o roli tego ostatniego w zabójstwie Sipiagina, zataja to wobec policji. Jak długo Gierszuni przebywał w Rosji, Azef starał się wmówić Departamentowi Policji, że nie miał nic wspólnego z tym zamachem. Dopiero gdyGierszuni znalazł się za granicą, Azef przekazał policji prawdziwe informacje o jego udziale w przygotowywaniu i przeprowadzaniu zamachu, które jakoby dopiero wówczas zdobył.

Cała pozycja Azefa w partii opierała się wówczas głównie na przyjaźni z Gierszunim, aresztowanie tego ostatniego mogło nań rzucić cień, a nawet pozbawić pozycji i łatwego zarobku (nie mówiąc już o niebezpieczeństwie dla życia), nic więc dziwnego, że starał się go ochraniać, że w swych raportach dla Departamentu pomniejszał jego rolę w Organizacji Bojowej (faktycznie Gierszuni w tym czasie jednoosobowo kierował działalnością tej organizacji), informując policję, że głównymi kierownikami terroru są jacyś „nieznani mu, nielegalni rewolucjoniści”.

Gierszuni dopuścił Azefa do narad dotyczących planów dalszej działalności  terrorystycznej. Azef poczuł się niepewnie i napisał do Departamentu, że chciałby osobiście omówić sprawy ze swoimi przełożonymi. Departament uznał słuszność postulatu Azefa i w lipcu 1902 roku zaproszono go do Petersburga. W tym właśnie czasie nastąpiły tam wielkie zmiany: dyrektorem Departamentu Policji został Łopuchin, który do kierownictwa wywiadem politycznym wciągnął Zubatowa i jego najbliższych współpracowników. Postanowiono postawić głównie na rozwój tajnej agentury. Sprawę zreferowano samemu ministrowi Plehwemu, który zażądał, aby Azef, nie licząc się z żadnymi przepisami obowiązującymi dotąd tajnych agentów Departamentu, postarał się wedrzeć do samego centrum partii eserowskiej i Organizacji Bojowej. Ostatecznie więc Azef dostał polecenie policji wstąpienia do Organizacji Bojowej  eserów.  Stal się on  jednym z najbliższych współpracowników szefa OB. – Gierszuniego, ale nadal nie o wszystkim informował policję;  pomocników Gierszuniego – Krafta i Mielnikowa podawał za najniebezpieczniejszych terrorystów, a samego Gierszuniego za ich pomocnika.

Po pewnym czasie policja zorientowała się, że Azef przemilcza pewne rzeczy, o których wie, a gdy sprawa Gierszuniego nabrała dla Departamentu dużej wagi, Zubatow „wsiadł” na Azefa, żądając odeń pomocy w tej sprawie. Azef zgodził się, ale zażądał  za to zawrotnej sumy 50 tysięcy rubli. Zubatow nie był skłonny tyle zapłacić. Aby oddziałać na Azefa, zorganizowano jego spotkanie z Łopuchinem, ale i to nie pomogło. Ostatecznie postanowiono odkomenderować Azefa za granicę.

Na początku 1903 roku Gerszuni podczas swego pobytu za granicą pozostawił u swego stałego pełnomocnika Gotza szczegółowy schemat organizacyjny Organizacji Bojowej i dyspozycje, aby na wypadek jego uwięzienia kierownictwo OB objął Azef.  Kiedy w maju 1903 roku Gierszuni został aresztowany, Azef stanął na czele organizacji bojowej.

O ile dawniej głównym źródłem dochodów Azefa była kasa Departamentu Policji, o tyle teraz, gdy stanął na czele Organizacji Bojowej, sytuacja zmieniła się radykalnie. Szef Organizacji Bojowej dysponował kasą tej organizacji, przez którą przechodziły tysiące rubli. Nie musiał się nawet szczegółowo rozliczać z tych pieniędzy. Z kasy Organizacji Bojowej można było wyciągnąć dochody znacznie większe niż te 500 rubli na miesiąc, które płaciła Azefowi policja. Dawniej rewolucyjna kariera była mu potrzebna tylko w takim stopniu, w jakim stanowiła element i warunek jego kariery policyjnej, teraz, kiedy mógł dysponować kasą Organizacji Bojowej, myśl o utrzymaniu tej kasy zaczyna dominować. Niezbędnym warunkiem utrzymania kontroli nad kasą rewolucyjną było utrzymanie na odpowiednim poziomie działalności Organizacji Bojowej.

Aktem terroru, który mógł zapewnić Azefowi odpowiednią pozycję w partii eserowskiej, miało się stać zabójstwo ministra spraw wewnętrznych Plehwego. Przygotowanie i wykonanie takiego zamachu wymagało skomplikowanej pracy organizacyjnej. Musiała być w tę sprawę zaangażowana cała grupa ludzi. Obserwacje prowadzili specjalni wysłańcy grający rolę dorożkarzy, sprzedawców gazet, drobnych handlarzy-kolporterów itp., inni ludzie musieli „obsłużyć technikę” – przygotować materiały wybuchowe, wykonać bomby; istotną rolę odgrywali też działacze, którzy koordynowali pracę poszczególnych elementów organizacji. Sam bezpośredni akt zamachu był tylko ostatnim ogniwem całej roboty przygotowawczej. Podstawowe kadry oddziału, który miał działać przeciw Plehwemu, rekrutowały się głównie spośród studentów usuniętych z wyższych uczelni  za udział w ruchawkach studenckich w latach 1899 – 1902. Surowość, z jaką rząd potraktował te czysto studenckie rozruchy, doprowadziła do tego, że kadry wszystkich organizacji, które prowadziły walkę przeciw caratowi w okresie rewolucji 1905 roku, rekrutowały się w dużej mierze z uczestników tych wydarzeń.

Członkowie grupy bojowej, która miała dokonać zamachu na ministra, nie mieli żadnego doświadczenia. Jedynym ich faktycznym kierownikiem był Azef, który osobiście zaznajamiał się z każdym członkiem oddziału, każdego szczegółowo badał i następnie wyjaśniał mu szczegóły planu i jego miejsce w akcji. Powtarzał przy tym spokojnie: „Jeżeli nie będzie prowokacji, Plehwe będzie zabity”.

Oczywiście, sam Azef nie miał zamiaru ryzykować. Wyjechawszy w lecie 1903 roku za granicę, przeszedł właśnie pod kierownictwo  L.A. Ratajewa, mianowanego krótko przedtem szefem rosyjskiej policji politycznej za granicą. Był to stary pracownik Departamentu Policji, znał dobrze technikę śledztwa policyjnego, ale wywiadem interesował się tylko z obowiązku. Ze stanowiska kierownika śledztwa politycznego w Cesarstwie został wydelegowany na placówkę zagraniczną jakby na honorowe zesłanie, czuł się też w związku z tym obrażony i skrzywdzony. Wszystko to ułatwiało Azefowi dezinformowanie policji, bez narażania swej osoby.

W pierwszych miesiącach swego ówczesnego pobytu za granicą Azef nie dawał Ratajewowi żadnych wiadomości, tłumacząc to tym, że nie zdążył się jeszcze rozejrzeć i utrwalić swych stosunków. Potem zaczął przesyłać informacje o życiu grup emigranckich, wreszcie – już po wysłaniu oddziału bojowego przeciw Plehwemu – przyjechał do Paryża, serwując różne informacje, ale mówił o wszystkim, tylko nie o zamachu na ministra.
Natomiast w rozmowie z Ratajewem  starał się wybadać, co policja wie na temat przygotowań do zamachu. Ratajew miał do Azefa zaufanie, jako do starego współpracownika policji i opowiedział  mu o pewnych informacjach, które na ten temat miał Departament. Azef mógł się z tego zorientować, że policja nie ma żadnych ścisłych informacji o prowadzonych przez niego przygotowaniach.

Wkrótce potem nadarzyła się Azefowi nie byle jaka gratka. W kołach kierowniczych partii eserowskiej nie wszyscy byli zadowoleni z przejścia OB pod kierownictwo Azefa.  Serafina Klitczogłu, która wspomagała Organizację Bojową jeszcze za czasów Gierszuniego, stworzyła właśnie niewielką grupę terrorystyczną, która miała zamiar urządzić zamach na Plehwego. Była to niebezpieczna konkurencja dla Azefa. Gdy więc uzyskał pierwsze informacje o planach Klitczogłu, natychmiast przekazał je Ratajewowi, namawiając go przy tym, aby pojechał z nim razem do Petersburga celem wykrycia tego terrorystycznego przedsięwzięcia. W ten sposób Azef wzmacniał  swoją pozycję w oczach policji, a zarazem, mając pod ręką Ratajewa, łatwiej mógł wyrobić sobie alibi.

W Petersburgu grupa Klitczogłu została szybko wykryta przy pomocy Azefa, który zastrzegł sobie jednak, aby policja nie aresztowała Klitczogłu w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca jej spotkania z nim. Ale Petersburski Oddział Ochrany prowadził intrygę przeciw Ratajewowi i nie dotrzymał umowy, aresztując Klitczogłu niemal zaraz po jej spotkaniu z Azefem.  Ten ostatni bez ceremonii oświadczył, że w tych warunkach praca z policją staje się bardzo trudna. Jego bezpośredni szef, Ratajew, zgodził się z nim i poparł go w pertraktacjach z Departamentem.
Powstał swego rodzaju związek „obrażonego” Azefa z „obrażonym” Ratajewem przeciw tym, którzy złamali obietnicę – tj. Departamentowi i Petersburskiemu Oddziałowi Ochrany. Dla podwójnej gry Azefa była to wymarzona sytuacja: Ratajew nie wszystkie wiadomości otrzymane od Azefa komunikował Departamentowi, a ten ostatni nie wszystkie które otrzymywał, przekazywał Oddziałowi. Nie trzeba dodawać, że Azef z kolei najważniejsze informacje dotyczące zamachu na Plehwego ukrywał przed Ratajewem. W swoich raportach mieszał elementy prawdy i kłamstwa. Donosił Ratajewowi o tajemniczych terrorystach, którzy pojawiali się u niego z zagranicy, nie podając przy tym żadnych informacji, które by mogły naprowadzić policję na trop, ale rysopisy terrorystów podawał zgodnie z faktycznymi rysopisami członków bojówki, tak aby w potrzebie móc zmienić front i zasłonić się tym, że przecież informował policję o tym co wiedział. Był tak ostrożny, że po podjęciu decyzji o wykonaniu zamachu na ministra Plehwego, poszedł do Łopuchina i doniósł mu o rzekomym planie zamachu właśnie na niego. Podał przy tym prawdziwe szczegóły dotyczące planowanego zamachu na Plehwego (bez szczegółów, które mogłyby naprowadzić na ślad zamachowców), zmieniając przy tym nazwisko ministra na nazwisko Łopuchina. Był nawet tak bezczelny, że przy okazji napomknął o sprawie podwyżki swej pensji.

Po rozmowie z Łopuchinem Azef opuścił Petersburg, umawiając się z bojowcami w Dyneburgu. W końcu pojechał do Paryża. Tym razem jednak zamach na Plechwego nie doszedł do skutku, gdyż jednemu z bojowców wydało się, że śledzą go wywiadowcy, po czym zszedł z posterunku i popsuł szyki całej organizacji.

Azef przekonał w Paryżu Ratajewa, że musi odwiedzić w Rosji swą chorą matkę. Przyjechawszy do Rosji odwiedził swych bojowców i zaczął ich ustawiać do ponownego działania. Sawinkow stwierdza w swych wspomnieniach:  „Naleganie, spokój i pewność siebie Azefa podniosły ducha organizacji. Bez przesady rzec można, iż Azef ją przeobraził: przystąpiliśmy do dzieła, postanowiwszy dopiąć swego celu – zabicia Plechwego”.

Azef poinformował też bojowców o nieufności niektórych członków kierownictwa partii w stosunku do Organizacji Bojowej: z jednej strony miało to być dla nich dopingiem do działania, a z drugiej – stanowiło długofalową intrygę , której celem było sianie niechęci u bojowców względem kierownictwa partii i tym mocniejsze wiązanie ich z jego własną osobą.

Azef dopilnował osobiście organizacji zamachu; pierwszy termin wyznaczono na 21 lipca, nie doszedł on jednak do skutku z powodu spóźnienia się jednego z bojowców. Następny termin wyznaczono na 28 lipca. Tym razem udało się : 12-funtowa bomba rzucona przez Sazonowa zabiła ministra Plehwego. Tegoż dnia wieczorem wiadomość ta dotarła do Szwajcarii, gdzie odbywał się właśnie zjazd zagranicznej organizacji socjalrewolucjonistów . Uczestnicy zjazdu szaleli z radości. Oczywiście, po zamachu wzrósł niesłychanie autorytet Azefa w partii eserowskiej. Stał się on od razu bohaterem partii, w Genewie oczekiwało go uroczyste powitanie, zamilkły glosy niechętnych. Zaczęła się tworzyć legenda Azefa, w czym największy udział mieli członkowie Organizacji Bojowej.

Zaraz po otrzymaniu wiadomości o udanym zamachu, Azef wyjechał kurierem z Warszawy (gdzie oczekiwał na wiadomości) do Wiednia, skąd nadał depeszę do Ratajewa , by stworzyć sobie alibi.

Tymczasem w Departamencie Policji zapanował popłoch. Przedtem przypuszczano, że w razie przygotowań do zamachu Azef  o  wszystkim  się dowie i uprzedzi policję. Gubiono się w domysłach, wreszcie gdy się przekonano, że zamachu dokonała OB socjalrewolucjonistów, wezwano do wyjaśnień Ratajewa, który stwierdził, że „Azef swoją niewiedzę w danym wypadku wyjaśnił tym, iż Departament Policji nie dość oględnie traktuje jego informacje, nazbyt prędko korzysta z nich dla uprzedzenia różnych zamierzeń socjalistów – rewolucjonistów, stąd ci, strwożeni niepowodzeniami,  stali się tak ostrożni, iż on sam stracił dostęp do źródła wiadomości akurat w najniebezpieczniejszym czasie”. Łopuchin przyjął do wiadomości to tłumaczenie.

Azef rozbestwił się wskutek tego jeszcze bardziej i nadal wyzyskiwał swoją pozycję agenta policji do osłaniania kierowanej przez siebie Organizacji Bojowej. Wykorzystując swą pozycje w partii eserowskiej, która wzmocniła się po zamachu na Plehwego, Azef doprowadził do faktycznego uniezależnienia Organizacji Bojowej od kontroli ze strony kierownictwa partyjnego.  Formalnie OB  była kierowana przez Komitet Trzech, w skład którego wchodzili Azef, Sawinkow i Maksymilian Schweitzer, ale faktycznie decydującą rolę odgrywał w niej Azef, który również zarządzał kasą Organizacji Bojowej. Centralny Komitet partii nie miał  nawet prawa kontroli nad tą kasą, miał to prawo tylko Komitet OB, ale praktycznie zeń nie korzystał(a przez kasę przepływały dziesiątki tysięcy rubli). Nawiasem mówiąc, Departament Policji trzymał Azefa nadal na „skromnej” 500-rublowej pensji.

Azef pogardzał teorią partii, stwierdzał, że nie wierzy w masy i w ruch masowy, za jedyną skuteczną formę walki rewolucyjnej uważał terror.  Do Pieszechonowa powiedział wręcz:  „Jak to?…  Pan wierzysz jeszcze w socjalizm?!…  Oczywiście, jest to potrzebne dla młodzieży, dla robotników – ale nie dla mnie i dla Pana…”  Azef stał się przywódcą spiskowo-terrorystycznego skrzydła partii, mając przy tym główne oparcie w Organizacji Bojowej.

Rekrutacja nowych członków OB  była w ręku Azefa. Jego poprzednik, Gierszuni, spotykając się z ochotnikami zagrzewał ich do walki, płomiennymi mowami agitował do wstąpienia w szeregi terrorystów. Azef przeciwnie, najpierw starał się kandydatowi wybić z głowy jego zamiar, próbował go zastraszyć, podkreślał trudności i niebezpieczeństwa działalności terrorystycznej, doradzał wybrać spokojniejsze formy działalności. Nie dowierzał gorącym frazesom wygłaszanym przez kandydatów na terrorystów i dopiero gdy przekonał się, że egzaminowany dobrze przemyślał swoją decyzję, a nie ulega chwilowym porywom, decydował się przyjąć go do OB.

Nowo przyjętym członkom Organizacji Bojowej okazywał wiele troskliwości. Członkowie OB stwierdzali, że Azef był wobec nich „uważny, wrażliwy, nawet czuły”. Zenzinow stwierdził później, że „…wszyscy pracujący z nim w terrorze towarzysze nie tylko poważali go bezgranicznie, ale nawet kochali go serdecznie”. Azef nie tylko starał się przywiązać bojowców do siebie osobiście, ale również systematycznie wszczepiał im lekceważenie wszystkich innych – poza terrorem – rodzajów roboty partyjnej. Trzymał też mocno Organizację Bojową w swoim ręku. Rozbudował znacznie OB  i zaczął planować nowe zamachy – m.in. na dwóch stryjów cara – wielkich książąt Sergiusza i Włodzimierza.

W swych referatach pisanych dla policji donosił szczegółowo o wszelkich pertraktacjach eserów z innymi partiami, nie oszczędzając tajemnic tych innych partii. Natomiast na temat eserowskiej działalności terrorystycznej dawał policji informacje nieprawdziwe, naprowadzając ją na fałszywy trop, zwłaszcza wskazując swych oponentów w partii, różnych starych działaczy, którzy od OB stali bardzo daleko.

Jeżeli natomiast chodzi o najbliższych współpracowników Azefa z OB, to starał się on w swych raportach dla policji odsunąć od nich wszelkie podejrzenia odnośnie działalności terrorystycznej. Jeżeli zaś policja otrzymywała na ich temat jakieś prawdziwe informacje z innych źródeł, wówczas Azef podważał w oczach policji wiarygodność tych źródeł, a także starał się  kierować podejrzenia na fałszywe tropy. Tylko w wypadkach gdy okazywało się, że policja już bez niego posiadała zupełnie pewne informacje, ograniczał się do ich potwierdzenia; tak właśnie było w przypadku Sawinkowa.

Można właściwie powiedzieć, że w tym czasie faktycznie Azef posługiwał się policją do wykańczania swych przeciwników i konkurentów w partii, natomiast starał się wszelkimi  siłami ochraniać Organizację Bojową.

Tymczasem w Rosji na przełomie lat 1904 – 1905 zaczął narastać masowy ferment rewolucyjny. Nastroje mas oddziaływały silnie na bojowców, którzy marzyli o zamachu na samego cara. Zaczęto wzywać Azefa , który przebywał w Paryżu, aby koniecznie przyjechał do Rosji i pokierował akcją. Azef wpadł w panikę, obawiał się, że tym razem podwójna gra z policją może się nie udać, a że był wielkim tchórzem, więc podwójnie bał się wyjazdu do Rosji, starając się go za wszelką cenę odwlekać.

Ostatecznie, w krytycznym momencie młodzi dowódcy oddziałów OB  pozostawieni zostali sami sobie. Mimo to potrafili jeszcze przeprowadzić udany zamach na wielkiego księcia Sergiusza Aleksandrowicza.  Bomba rzucona ręką Kalajewa w dniu 17 lutego 1905 roku zabiła księcia.

Ale potem przestało się wieść Organizacji Bojowej.  Agent, który w odróżnieniu od Azefa nie prowadził żadnej podwójnej gry wobec policji, naprowadził ją na trop bojowców, nastąpiły aresztowania.

Tymczasem rewolucyjny ruch masowy rozwijał się na wielką skalę. Przez kraj szła fala strajków, demonstracji, rozruchów chłopskich, różnych buntów. W szeregach carskiej policji rozpoczęły się „czystki”, wielu jej pracowników z jednej strony zagrożonych redukcją, a z drugiej obawiających się, że rewolucja może w końcu zwyciężyć, zaczęło się zastanawiać jak zabezpieczyć swój byt; niektórzy z nich doszli do wniosku, że najlepiej będzie dla nich, jeśli zaczną zdradzać rewolucjonistom tajemnice policji. Jednym z takich właśnie pracowników Departamentu Policji był L.P. Mieńszczykow, który powiadomił Centralny Komitet Partii SR o policyjnej działalności Azefa.

8 września 1905 roku do jednego z członków petersburskiego komitetu eserów, Rostkowskiego, przybyła tajemnicza kobieta, wręczając zapieczętowaną kopertę, w której znajdował się list z ostrzeżeniem, że partie eserów zdradza dwóch poważnych szpiegów – były zesłaniec, niejaki T. oraz inżynier Azijew. Rostkowski był oszołomiony i pokazał ten list Azefowi, który właśnie w tym dniu przypadkiem zjawił się u niego. Azef nie stracił zimnej krwi i odparł krótko: „T. – Tatarow, a inżynier Azijew, to ja. Moje nazwisko jest Azef”. Potem wyszedł.

Tego samego dnia Azef zobaczył się z Raczkowskim z Departamentu Policji, któremu opowiedział o całym incydencie. Potem wyjechał do Moskwy, gdzie opowiedział o tym, incydencie członkom CK, a następnie pospieszył do Genewy. List zrobił na członkach Centralnego Komitetu wielkie wrażenie, ale oskarżenie przeciw Azefowi wydało im się tak absurdalne, że nawet nie próbowali badać tej sprawy i nie odsunęli Azefa od spraw partyjnych. Postanowiono natomiast zbadać sprawę Tatarowa. Już pierwsze badania wykryły szereg podejrzanych momentów w jego działalności.

Już w pierwszych miesiącach 1905 roku w kierownictwie carskiej policji zaszły wielkie zmiany. Łopuchin musiał podać się do dymisji, jego antagonista Raczkowski został wicedyrektorem Departamentu Policji. Biorąc w swe ręce kierownictwo tajnej agentury, zażądał też od Ratajewa przyjazdu do Petersburga i zdania Agentury. Agentem Raczkowskiego był właśnie Tatarow, któremu udało się wkręcić do Centralnego Komitetu Partii SR. On to odkrył Raczkowskiemu istotną rolę Azefa w ruchu eserowskim. Nad Azefem  zawisła wielka groźba. Szybko zorientował się, że jeśli chce się uratować, to musi zdradzać policji rzeczy istotne i tak też zaczął postępować. Dzień 21 sierpnia 1905 roku stanowił ważną datę w życiorysie Azefa – w tym bowiem dniu wydał Sawinkowa, w tym też dniu otrzymał podwyżkę pensji policyjnej z 500 do 600 rubli. Popełnił też szereg innych zdrad.

Tymczasem CK partii eserowskiej wyłonił komisję, która miała zbadać sprawę Tatarowa.  Azef bardzo interesował się przebiegiem sprawy, a nawet uczestniczył w naradzie dotyczącej strony technicznej egzekucji na Tatarowie. Podobnie jak swych konkurentów partyjnych wykańczał przy pomocy policji, tak teraz swego konkurenta w działalności policyjnej chciał wykończyć rękami bojowców. W końcu, egzekucji dokonano 4 kwietnia 1906 roku. Nawiasem mówiąc, Tatarow za całą swą policyjną robotę, która trwała efektywnie ok. 8 miesięcy, zainkasował ponad 16 tys. rubli.

W 1905 roku wydawało się, że rewolucja bierze górę. Wywarło to istotny wpływ na postępowanie Azefa. Zaczyna namawiać eserowców do wysadzenia w powietrze Oddziału Ochrany. Liczył przy tym na to, że nie tylko zasłuży się rewolucji, ale ponadto ulegną zniszczeniu dowody jego podwójnej gry wobec towarzyszy.  Poza tym przez wiele miesięcy po liście Mieńszczykowa nie dostarczał żadnych informacji Departamentowi Policji. Tylko na wszelki wypadek odwiedzał w Paryżu prywatnie starego znajomego Ratajewa i użalał się mu, że został  „zdemaskowany” przez rewolucjonistów i nie może pracować dla policji – nie była to prawda, gdyż pozycja Azefa  w  partii eserowskiej w tym czasie bynajmniej nie uległa zmianie. Prawdą było natomiast, że w tym czasie Azef zaczął stawiać na rewolucję i w związku z tym nie chciał utrzymywać kontaktów z policją.
Z wyjazdem do Rosji nie spieszył się specjalnie, wybrał się tam stosunkowo późno, ale to co zobaczył, ostudziło w nim wiarę w szybkie zwycięstwo rewolucji. W dodatku napadli nań dwaj czarnosecińcy, uderzając nożem w plecy. Na szczęście dla Azefa jego futro było grube i nic mu się nie stało, ale był tak przestraszony, że wywołało to zdziwienie obecnego przy tym jego towarzysza. Dziwiono się potem, dlaczego taki drobiazg mógł tak wzruszyć „nieugiętego głosiciela terroru”.

Wszystko to razem spowodowało, że Azef zaczął czynić próby „pogodzenia się” z policją. Jednakże początkowe próby nie dały rezultatu. Był to właśnie okres triumfu reakcji . Na terror reakcji eserowcy postanowili odpowiedzieć własnym terrorem, którego kierownictwo powierzono ponownie Azefowi.

Wywiadowcy policyjni prowadzący obserwacje bojowców natknęli się na Azefa.  15 kwietnia został aresztowany na ulicy, gdy szedł samotnie. Po przywiezieniu go do ochrany przedstawił dokumenty na nazwisko inżyniera Czerkasa i żądał natychmiastowego uwolnienia, grożąc ogłoszeniem wszystkiego w prasie. Ale szef Oddziału Ochrany Gerasimow nie przestraszył się tego i doradził aresztowanemu szczerą rozmowę. Azef uchylił się od rozmowy, po czym odesłano go do celi, żeby się namyślił.

„Namyślanie się” trwało dwa dni, po czym Azef oświadczył, że będzie mówił otwarcie, ale chce aby przy rozmowie asystował jego były szef policyjny Raczkowski. Kiedy zadośćuczyniono jego prośbie, Azef zaczął ordynarnie wymyślać Raczkowskiemu, zarzucając mu, że ten rzucił go na pastwę losu po liście, w którym został zdemaskowany wobec rewolucjonistów.  Ostatecznie manewr Azefa się udał, został on ponownie przyjęty do służby jako agent policji. Zapytano go tylko jeszcze, dlaczego brał udział w przygotowaniu zamachu na ministra Durnowo, w związku z którym został właśnie aresztowany. Azef odpowiedział, że pozostawiony przez Raczkowskiego bez kierownictwa, był zwolniony od służby na rzecz policji i wobec tego uważał, że uprawniony jest do wykonywania swych zajęć zawodowych w partii, jako że był członkiem CK i działał w OB. Rzecz charakterystyczna, że to wyjaśnienie zadowoliło Gerasimowa i Raczkowskiego, którzy najwidoczniej uważali za rzecz całkiem normalną, że ich tajni agenci, o ile zostaną pozbawieni pracy policyjnej, zaczynają zajmować się organizowaniem zamachów na ministrów.

Azef rozbestwił się do tego stopnia, że zażądał wynagrodzenia strat, które poniósł wskutek zerwania z nim stosunków przez Departament. Obiecano mu wypłacić 5000 rubli. W zamian udzielił informacji o działalności OB, ale bynajmniej nie powiedział wszystkiego co wiedział. W gruncie rzeczy przekazane przez niego informacje nie zawierały nic, czego by policja już nie wiedziała na temat zamiarów OB.  O pertraktacjach z Azefem  Gerasimow poinformował ministra spraw wewnętrznych Durnowo.

Tymczasem Azef, nie informując o tym policji, przygotowywał zamach na generał-gubernatora Moskwy Dubasowa. Zamach nastąpił  6 maja  1906 roku, bomba uderzyła w powóz generał-gubernatora, ale Dubasow ocalał. Mimo to zamach wzmocnił reputację Azefa w partii, a była ona osłabiona, gdyż wielu towarzyszy zastanawiało się, czy w ostatnich czasach nie związał się z policją.

Moskiewski Oddział Ochrany miał w miejscowym środowisku eserowskim swego starego agenta ZinaidęŻuczenko, która doniosła policji, że organizatorem zamachu na Dubasowa był Azef.

Wezwano Azefa przed oblicze Gerasimowa i Raczkowskiego. Raczkowski wskazał na niego palcem wołając: „To jego sprawka w Moskwie”. Na to Azef  odpowiedział wyzywająco: „Jeżeli moja, to mnie aresztujcie”. Potem zakomunikował, że organizatorem był nie kto inny, jak sama Żuczenko. Policja znalazła się w kłopotliwej sytuacji.  Ostatecznie skonstruowano następującą wersję… :  „Możliwe jest, że Żuczenko wzięła udział w organizacji tego zamachu, ale nie wyklucza to hipotezy, że wolny od służby w Departamencie w ciągu wielu miesięcy Azef  mógł też go organizować z polecenia partii, a potem już nie udało mu się go zniweczyć. Zdaje się, że wiedzieli o nim oboje, ale nie donieśli o tym zawczasu, drżąc o własną skórę, ponieważ na oboje padały już podejrzenia w partii”.

Jednakże po tym incydencie Azef zorientował się, że oszukiwanie policji może być dlań na dłuższą metę niebezpieczne i przez pewien czas zaniechał swojej podwójnej gry wobec Departamentu, stając się gorliwym i posłusznym wykonawcą instrukcji swych szefów policyjnych.

Po otwarciu Dumy Państwowej zebrała się w Moskwie Rada Partii SR i podjęła decyzje o zaprzestaniu działalności terrorystycznej. Decyzja ta była Azefowi na rękę w nowej sytuacji, chętnie się jej więc podporządkował, ale równocześnie buntował przeciwko niej  bojowców.

Kiedy na czele ministerstwa spraw wewnętrznych stanął P.A. Stołypin, działalność szefa ochrany petersburskiej Gerasimowa została wyjęta spod kontroli Departamentu Policji. Gerasimow, podlegając bezpośrednio ministrowi, stał się faktycznym szefem carskiego wywiadu policyjnego. Główną jego troską była organizacja agentury wewnętrznej w partiach rewolucyjnych, jako podstawy walki z rewolucją.

Dotychczas według tradycji policji carskiej ideałem tajnego agenta był taki osobnik, który nie wchodził do samego centrum organizacji rewolucyjnej, nie brał bezpośredniego udziału w jej działaniach, a informacje potrzebne policji uzyskiwał dzięki przyjaznym stosunkom z działaczami rewolucyjnymi. Co najwyżej dopuszczano, aby agent wchodził w skład drugorzędnych organizacji rewolucyjnych i wypełniał ich zlecenia jako podwładny, ale nigdy nie był jednym z kierowników. Oczywiście, w praktyce zdarzały się odstępstwa od tych norm urzędowych (np. Azefowi zezwolono wstąpić do OB), ale policja uważała, że mimo wszystko stanowi to uchybienie przepisom prawnym. Czasami w związku z tym miedzy agentami a ich policyjnymi szefami dochodziło do milczącego układu: agent przenikał do głównej organizacji rewolucyjnej, ale nie donosił o tym szefowi, a ten, chociaż doskonale rozumiał jak sprawy wyglądają, udawał, że o niczym nie wie.

Gerasimow uznał, że taki stan rzeczy jest niebezpieczny – kontrolowanie czynności agenta, którego rola w partii rewolucyjnej nie jest policji formalnie znana, było bardzo utrudnione, łatwo też było przy tym o nadużycia, a na domiar złego nie można było w pełni wyzyskiwać faktycznych możliwości takiego agenta. W związku z tym Gerasimowpostanowił  „zalegalizować” tego rodzaju „tajną chorobę” centralnej agentury. Nie tylko pozwalał, ale nawet starał się sam o to, by agenci wchodzili do centralnych ośrodków kierowniczych organizacji rewolucyjnych, czyniąc ich odpowiedzialnymi przed policją za działalność danej organizacji.

Zmienił też taktykę w stosunku do central kierowniczych tajnych organizacji, w których byli agenci policji. Dawniej policja nie aresztowała wszystkich rewolucjonistów, o których działalności miała informacje, a przez pozostawionych na wolności starała się dotrzeć do centrum organizacji, po czym jednym ciosem niszczyła całą organizacje. Taki był system Zubatowa. Gerasimow uważał, że w sytuacji gdy ruch rewolucyjny przybrał charakter masowy, trudno marzyć o zupełnym zniszczeniu organizacji rewolucyjnych. Postanowił więc oszczędzać te centra dyspozycyjne organizacji rewolucyjnych, w których miał swych agentów, nie dopuszczając do aresztowania ich członków. Zdaniem Gerasimowa, jeżeli aresztuje się centrale tajnej organizacji rewolucyjnej, gdy ruch jest masowy, zostanie ona łatwo odbudowana. Tymczasem taki areszt stawia agenta w trudnej sytuacji- jeżeli zostanie aresztowany wraz z innymi, policja na pewien czas traci współpracownika, jeżeli zaś pozostawi się go na wolności, mogą nań paść podejrzenia ze strony towarzyszy. Ostatecznie więc w wyniku aresztu centrali organizacja może działać dalej, a agent znajdzie się poza jej nawiasem. Trzeba wiec będzie szukać nowego, a to wymaga czasu i może być kłopotliwe.

Dla uniknięcia tego rodzaju szkód dla działalności policyjnej, Gerasimow postanowił ochraniać przed aresztami te centrale organizacji rewolucyjnych, w których miał dobrze ustawionych informatorów, wykorzystując je jako źródła informacji, na podstawie których policja mogłaby zawczasu paraliżować najniebezpieczniejsze przedsięwzięcia tych organizacji, w razie potrzeby aresztując działaczy niższych szczebli. Tylko gdy jacyś poszczególni działacze ośrodków kierowniczych stają się szczególnie niebezpieczni, należy ich aresztować, uważając jednak, aby nie ucierpiała pozycja agenta. Należy też szczególnie ochraniać działaczy najbardziej zaprzyjaźnionych z agentami, a natomiast usuwać przy pierwszej okazji jego przeciwników. Areszt wszystkich członków organizacji jest dopuszczalny tylko w czasie ostrych kryzysów politycznych.

Minister Stołypin dał Gerasimowi carte blanche.  Rozpoczęło się stosowanie nowego systemu. Azef stosunkowo szybko pozyskał sobie zaufanie Gerasimowa, dostarczając mu wiele cennych informacji.  Swoją skrytość wobec poprzednich kierowników policyjnych wytłumaczył Gierasimowi  ich nieostrożnością, która narażała go na zdemaskowanie. Podwyższono nawet Azefowi pensję do 1000 rubli miesięcznie.

Głównym zadaniem Azefa było informowanie policji o tym, co się dzieje w Organizacji Bojowej, przy czym Gerasimow był poinformowany o tym, że Azef zajmuje w niej kierownicze stanowisko i w związku z tym Oddział Ochrany obciążył go odpowiedzialnością za jej czyny, a o każdym jej kroku musiał uprzedzać policję zawczasu. W zamian za to Gerasimow obiecał Azefowi, że wszelkie kroki zapobiegawcze w stosunku do bojowców będzie podejmować w porozumieniu z nim, oraz że wiadomości otrzymywane od niego zachowa w tajemnicy przed Departamentem, aby zapobiec możliwej niedyskrecji któregoś z urzędników. Od tego czasu współpraca Azefa z Gerasimowem układała się znakomicie. Nieraz nawet sam minister zapytywał o opinie Azefa w różnych sprawach dotyczących partii eserowskiej.

Kiedy po przerwie działalność organizacji Bojowej została wznowiona, Azef stał na jej czele i Gerasimow był przezeń dokładnie informowany. Starano się nikogo nie aresztować, lecz za pomocą Azefa psuto wszystkie rozpoczęte akcje OB. Plan akcji zaproponowany przez Azefa, zatwierdzony przez samego ministra Stołypina, polegał na tym, aby bojowcy pracowali na pełnych obrotach, ale żeby z tego nic nie wychodziło. Miało to doprowadzić do frustracji i wytworzyć przekonanie, że terror w obecnych warunkach jest niemożliwy.

Rozpoczęto pracę OB pełną parą, przez kasę organizacji eserowskiej przepływały tysiące rubli, nie żałowano pieniędzy na działalność bojówki, nie wymagano też od jej kierownictwa szczegółowych rozliczeń. W planach Azefa i Gerasimowa leżało osłabienie kasy eserowskiej, przy czym Gerasimow doradzał Azefowi, aby brał z kasy partyjnej jak najwięcej i odkładał sobie na „czarną godzinę”. Azef praktykował to zresztą od dawna.

Bojowcy pracowali jak mogli, obserwowali nawet ministra Stołypina , ale nic nie wychodziło, Azef puszczał ich na ślepe tory, a gdy było to niebezpieczne, wywiadowcy Gerasimowa płoszyli bojowców. Azef natomiast coraz natrętniej przekonywał bojowców, że policja widocznie do tego stopnia poznała ich metody pracy, że trzeba z terroru zrezygnować.
W międzyczasie rozłamowcy z partii eserowskiej – „maksymaliści” zorganizowali zamach na Stołypina, zginęło kilkadziesiąt osób, ale sam Stołypinocalał.  CK eserów wydał oświadczenie potępiające zamach, a Azef zaczął dla policji zbierać informacje o „maksymalistach”.

Stałe załamywanie się akcji OB wywarło wreszcie pożądany przez Azefa skutek. W Finlandii odbyła się narada członków bojówki, na której uznano konieczność przerwania działalności terrorystycznej. CK zaczął nalegać na kierowników bojówki, aby zmienili swą decyzję, ale ci byli nieugięci. Ostatecznie doszło do decyzji CK o rozwiązaniu bojówki, tylko z części jej członków, którzy mimo opinii większości chcieli nadal działać, utworzono Oddział Bojowy przy Centralnym Komitecie.

Kiedy Azef przestał być kierownikiem akcji terrorystycznej, zbierał nadal informacje dla policji. Ułatwiło to aresztowania członków nowej bojówki, ale nie została ona całkiem rozbita, a teraz gdy Azef jej nie mógł paraliżować od środka, stała się groźna – zorganizowała udany zamach na petersburskiego burmistrza – von Launitza. Gerasimow uznał, że bez Azefa nie upora się z terrorem i wezwał go na dawny posterunek.

Akurat w tym czasie uciekł z Syberii Gierszuni, który zaczął wzywać Azefa, aby powrócił do organizacji Bojowej. Azef oczywiście udał, że dał się przekonać, powracając do czynnej działalności w CK partii eserowskiej.  W tym czasie bojowcy przygotowywali zamach na samego cara, Azef dopomógł policji rozpracować oddział, nastąpiły aresztowania – nocą 14 kwietnia 1907 roku uwięziono 28 osób, Oddział Bojowy został gruntownie rozbity. Ponieważ był to oddział, którym Azef nie kierował, więc aresztowania nie narażały go na podejrzenia ze strony towarzyszy. Gerasimow triumfował, za ocalenie życia carowi został awansowany na generała.

W czasie śledztwa nie wykorzystywano żadnych informacji uzyskanych od Azefa, tak aby był poza wszelkimi podejrzeniami. Po rozpędzeniu drugiej Dumy w partii eserowskiej naradzano się nad ewentualnym zamachem na cara. Ostatecznie jesienią 1907 roku CK Partii eserowskiej postanowiło wskrzesić dawną Organizację Bojową, której głównym zadaniem miało być dokonanie zamachu na cara. Na czele OB mieli stanąć Gierszuni i Azef, przy czym faktycznym kierownikiem miał być ten drugi. Gerasimow dał Azefowi polecenie paraliżowania od wewnątrz działalności OB.

Na Azefa i Gierszuniego przelano również kierownictwo specjalnego Lotnego Oddziału Bojowego „Karola”, który zorganizował szereg udanych zamachów. W sprawie oddziału „Karola” Azef zaczął dezinformację wobec policji – nie przyznał się, że został mu on podporządkowany i nie przekazywał wszystkich znanych sobie szczegółów dotyczących jego działalności, tłumacząc policji, że nie zamierza wchodzić z tym oddziałem w stosunki, aby nie narażać się na zdemaskowanie.
Dopiero gdy doszło do starć między nim a kierownikami tego oddziału, którzy otrzymali informacje o pewnych podejrzanych momentach w działalności Azefa, zdecydował się on na przekazanie bardziej szczegółowych informacji Gerasimowi.
Tym razem znowu policja służyła Azefowi do utrącania samodzielnych inicjatyw jego przeciwników w partii.

W tym okresie zaczęły się w partii gromadzić chmury nad głową Azefa.  Wydarzenia rewolucyjne w latach 1905-1906 wstrząsnęły gmachem starego ustroju carskiej Rosji i wniosły także rozstrój do aparatu policji politycznej.  Zjawiło się też mnóstwo przysłowiowych szczurów, pragnących umknąć z zagrożonego katastrofą okrętu i w związku z tym coraz częściej znajdowali się ludzie, którzy zdejmowali zasłony z sekretów policyjnego podziemia.  Od takich ludzi  zaczęły też  napływać do partii eserowskiej  informacje dotyczące tajemniczego agenta-prowokatora, który wcisnął się do samego centrum partii. Informacje te przesyłane były do Centralnego Komitetu, w którym wszyscy bez wyjątku ufali Azefowi. Myśl, że organizator zabójstw ministra Plehwego i wielkiego księcia Sergiusza może być agentem policyjnym, wydawała się takim absurdem, że na ostrzeżenie przed Azefem nikt w Centralnym Komitecie nie zwracał uwagi. Sawinkow opowiadał później: „Moja wiara w Azefa była tak wielka, że nie uwierzyłbym w jego zdradę, mając nawet własnoręczny jego donos przed oczyma; przypuściłbym podrobienie pisma”. Taki był właśnie nastrój wszystkich członków CK w tym czasie.

Ale na nieszczęście dla Azefa pewien urzędnik do zleceń specjalnych przy Oddziale Ochrany w Warszawie, nazwiskiem Bakaj, zjawił się u Burcewa  w redakcji „Byłoje”, oświadczając, że to, co widział podczas swej służby w policji wywołało w nim taką nienawiść do rządu, że teraz chce tylko jednego – pomagać rewolucji. Ten właśnie Bakaj dostarczył Burcewowi  obszerny rejestr agentów policyjnych, wchodzących w skład polskich organizacji rewolucyjnych. Wszystkie te informacje były ścisłe. Dostarczył on też informacji o istnieniu tajemniczego agenta policyjnego w samym centrum partii eserowskiej. Bakaj nie znał jego nazwiska, chociaż widział go i znał jego policyjny pseudonim. Podał też Burcewowi  szereg szczegółów dotyczących tego agenta. Burcewa zainteresowały te informacje i zaczął szukać dalszych. To był początek końca kariery prowokatorskiej Azefa.

W międzyczasie Azef zaczął przekonywać swych towarzyszy, że jedynym aktem terroru, który miałby obecnie znaczenie polityczne, byłoby zabójstwo samego cara. Stwierdzał przy tym, że chciałby taką właśnie akcją zakończyć swą karierę rewolucyjną. Wielu członków Centralnego Komitetu zgadzało się z Azefem, w rezultacie czego Organizacja Bojowa dostała z kasy Komitetu  żelazny fundusz 100 tys. rubli (faktycznie były one do osobistego rozporządzenia Azefa). Azef miał też nieograniczone prawa odnośnie doboru ludzi. Dobierał też sobie ludzi o nieskazitelnej przeszłości rewolucyjnej, rozumując słusznie, że w razie podejrzeń będą oni jego najlepszymi obrońcami; przynależność do kierowanego przezeń Oddziału Bojowego stanowiła, przy nowej taktyce policyjnej, najlepsze zabezpieczenie przed aresztowaniem.

Zabezpieczony na wszystkie strony, rozpoczął Azef przygotowania do zamachu na cara. Był to okres, gdy Azef cieszył się całkowitym zaufaniem zarówno ze strony swych kolegów z Centralnego Komitetu, jak i ze strony Gerasimowa, który każdy krok policji – wobec partii eserowskiej rozpatrywał pod kątem „oszczędzania Azefa”. Stąd też o aresztowaniu członków CK czy OB nie było mowy. Jeżeli nawet przypadkiem któryś z członków OB został aresztowany, Gerasimow starał się ułatwić mu ucieczkę, oczywiście w taki sposób, aby nie zorientował się on, że jest obiektem manipulacji. Czasami według wskazówek Azefa dokonywano aresztowań, ale nigdy w centrali partii, uważano też zawsze, żeby nie obudzić podejrzeń wobec Azefa.

Nawet gdy był dokonywany przelew sumy 300 tys. rubli do kasy partyjnej, Gerasimow przymknął na to oko. Stwierdził potem na ten temat: „Wiedziałem przecież, że większa część tych pieniędzy i tak pozostanie w naszym gospodarstwie…”. Nic też dziwnego, że Azef, na ogół tak chciwy, teraz zadawalał się pensją policyjną 1000 rubli miesięcznie i nawet nie dopominał się o podwyżkę…
Dobre stosunki z Gerasimowem wykorzystywał Azef do wyjaśnienia stopnia uświadomienia policji o wewnętrznym życiu partii eserowskiej – oczywiście poza informacjami, które sam dostarczał.

Równolegle z podwójną grą w stosunku do partii eserowskiej i policji, prowadził też Azef podwójną grę w sferze swego życia osobistego. W kołach partyjnych miał opinię przykładnego męża i ojca, ale potajemnie lubił zawsze różne „przygody na stronie”, które stanowiły zawsze poważną pozycję w jego budżecie. Jego żona – rewolucjonistka o idealistycznym nastroju – nie miała o tym najmniejszego pojęcia, podobnie jak i o jego stosunkach z policją, uważała że jej mąż jest bohaterem obowiązku rewolucyjnego. Gdyby dowiedziała się o jego zdradach, z pewnością zerwałaby z nim. Perspektywa samotności nie uśmiechała się Azefowi, postanowił się więc ubezpieczyć i od tej strony.
W zimie 1907/1908 roku poznał śpiewaczkę kabaretową, Niemkę z pochodzenia, która wybrała się do Rosji w poszukiwaniu szczęścia i przygód. Ich romans rozpoczął się od pierwszego spotkania.  Azef cały swój wolny czas zaczął spędzać ze swą ukochaną, nie żałując przy tym pieniędzy na różne kosztowne rozrywki, których była spragniona. Pokazywali się razem  w miejscach publicznych, widywano ich w drogich restauracjach, w drogich lożach w operetce. Zaczęło się to rzucać w oczy towarzyszom Azefa, tłumaczył im jednak, że jest to znajomość nawiązana w interesie wywiadowczej roboty przeciw carowi. Gerasimow niejednokrotnie uprzedzał Azefa o niebezpieczeństwach, które mogą mu grozić w związku z jego nowym trybem życia, ale ten tłumaczył, że nie pozostaje mu nic innego, jak skończyć grę i usunąć się w stan spoczynku.  Gerasimow prosił tylko o to, aby przed rezygnacją z działalności doprowadził do końca operację sparaliżowania zamachu na cara.

W ramach przygotowań zamachu na cara Azef zbierał informacje, które były potrzebne Organizacji Bojowej; między innymi interesował się marszrutami cara. Gerasimow stwierdził, że Azef  był na temat tych marszrut lepiej i prędzej poinformowany niż on sam. Chciał dowiedzieć się od Azefa nazwiska informatora, ale ten odmówił, uzasadniając to względami własnego bezpieczeństwa.

Gerasimow przeprowadził w tej sprawie tajne dochodzenie i złapał się za głowę, gdy okazało się, że informatorem był ktoś tak wysoko postawiony, że po naradzie z ministrem Stołypinem postanowiono go nie tykać, gdyż wywołałoby to zbyt wielki skandal. Ta wysoko postawiona osoba świadomie okazywała pomoc terrorystom w przygotowaniu do carobójstwa.

Zamach na cara, planowany podczas uroczystości w Rewlu, został przy pomocy Azefa sparaliżowany. Zadowoleni byli i car, i Stołypin i Gerasimow.

(…) W czerwcu 1908 roku Azef opuścił Rosję razem ze swą kochanką. Pojechał do Paryża, a następnie do Szkocji, gdzie odbywały się właśnie przygotowania do nowego zamachu na cara. Zamach miał nastąpić podczas przyjęcia budowanego właśnie w Glasgow krążownika „Ruryk”. Azef brał udział w przygotowaniu zamachu i robił wszystko, aby się udał. Oczywiście nie informował rosyjskiej policji o tym co wiedział. Udany zamach na cara byłby dlań najlepszym alibi wobec rewolucjonistów, zapewniając mu spokój z ich strony. Zamach ostatecznie się nie udał ale nie z winy Azefa.

Tymczasem kampania przeciw Azefowi prowadzona przez Burcewa rozwijała się dalej.  Wreszcie Burcew wystąpił wobec jednego z uczestników eserowskiej konferencji partyjnej, która odbyła się w sierpniu 1908 roku w Londynie, z oskarżeniem Azefa o zdradę.  Centralny Komitet postanowił powołać Burcewa przed sąd partyjny za to, że „spotwarzył” Azefa.
Burcew nie miał wystarczających dowodów winy Azefa, ale właśnie wtedy udało mu się uzyskać potrzebne mu oświadczenie od Łopuchina i to przechyliło szalę. W dodatku po pewnym czasie Łopuchin zgodził się nawet pojechać do Londynu i powtórzyć swoją opowieść przed trzema przedstawicielami partii – Argunowem, Sawinkowem i Czernowem.  Łopuchinzapłacił  za to procesem i wyrokiem, gdyż policja carska nie przebaczyła mu  zdemaskowania swego agenta.

Azef został zdemaskowany.  5 stycznia 1909 roku  Centralny Komitet zebrał się na naradę, na której postanowiono zabić Azefa, ale temu ostatniemu udało się jeszcze raz zmylić i oszukać towarzyszy i wyjechać nocą na 6 stycznia. Dzięki posiadaniu dobrych paszportów, które dostał od Gerasimowa, mógł pod przybranym nazwiskiem  zamieszkać ze swą kochanką w Berlinie  i żyć sobie spokojnie aż do wojny, zajmując się grą na giełdzie. Dopiero w 1915 roku został przez policję niemiecką aresztowany jako szpieg rosyjski. Wyszedł na wolność w grudniu 1917 roku, dzięki rozejmowi po zwycięstwie Rewolucji Październikowej. Nabawił się jednak w więzieniu choroby i 24 kwietnia 1918 roku zmarł.

Po zdemaskowaniu Azefa powstało zamieszanie w sferach policyjnych Rosji. Ujawnienie prowokacji organizowanych przez policyjnego agenta, które kończyły się zabójstwami carskich dygnitarzy, spowodowało powstanie różnych podejrzeń pod adresem policyjnych przełożonych Azefa. Zastanawiano się, czy Azef nie był tylko narzędziem w rękach przedstawicieli świata policyjnego. Raczkowskiego wzięto pod nadzór policyjny. Miał też nieprzyjemności Gerasimow. W dodatku młody eserowiec Pietrow, który dla ratowania skóry zgodził się na współpracę z policją, a potem przyznał się do wszystkiego partii i dla odkupienia swej winy zabił pułkownika Karpowa – zastępcę Gerasimowa na stanowisku naczelnika Petersburskiego Oddziału Ochrany, następnie zeznał podczas przesłuchania, że zabił Karpowa za bezpośrednią radą Gerasimowa. Zeznanie Pietrowa było fałszywe, ale po aferze Azefa nastroje rządowych kół rosyjskich były takie, że nie brakło ludzi, którzy byli skłonni mu uwierzyć. Zastanawiano się nawet, czy nie oddać Gerasimowa pod sąd wojenny. Ostatecznie Stołypin nie dopuścił do skandalicznego procesu.

Afera Azefa zasiała również jad nieufności wśród eserowców. Poza tym terror jako metoda walki został skompromitowany. Po tej aferze, nawet gdyby zabito samego cara, ludzie podejrzewaliby, że stało się to wskutek prowokacji.

Na temat Azefa pisały gazety, dyskutowano wiele nie tylko w kręgach eserowskich. Ludzie nie mogli sobie wytłumaczyć, w jaki sposób mógł jeden człowiek, na początku swej kariery nie dysponujący ani wielkimi wpływami, ani pieniędzmi, przez kilkanaście lat oszukiwał zarówno partię, do której należał, jak i policję, od której pobierał pieniądze, utrzymując zarówno towarzyszy partyjnych, jak i przełożonych policyjnych w przekonaniu, że jest wobec nich lojalny.

Na temat działalności Azefa krążyły różne legendy, ludzie snuli przeróżne domysły – byli tacy, którzy sądzili, że działał on w rzeczywistości na rzecz jakiejś potężnej tajnej organizacji, która penetrowała zarówno sfery eserowskie, jak i policyjne w Rosji, starając się wywołać zamieszanie i przygotować grunt pod przewrót rewolucyjny; inni dopatrywali się w samym Azefie wręcz demonicznych właściwości, nie mogąc sobie inaczej wytłumaczyć jego sukcesów.

Niemal wszyscy potępiali jego działalność, chyba jedyną osobą, która nie tylko nie zapomniała o Azefie, ale wspominała go z wielką miłością i często chodziła na jego grób, porządkując go i dbając o jego estetyczny wygląd, była pani N., jego dawna kochanka, dawna śpiewaczka kabaretowa, z którą spędził ostatnie dziesięć lat swego życia.

Nasuwa się pytanie, czy współczesna wiedza o człowieku pozwala na wytłumaczenie tego rodzaju fenomenów, a także czy dostarcza ona narzędzi, pozwalających w miarę skutecznie rozpoznawać zawczasu osobników, którzy są zdolni do działań, jakie przez piętnaście lat prowadził Azef, jak również czy są sposoby skutecznego zabezpieczania się przed nimi? Odpowiedź ma duże znaczenie nie tylko naukowe, ale także praktyczne, życiowe. Spróbujmy poszukać tej odpowiedzi. Socjotechnika istnieje.

Józef Kossecki:

Tajniki Sterowania Ludźmi. Socjotechnika.
Krajowa Agencja Wydawnicza. Warszawa 1984

Tags : , , , , , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.