Opublikowano Wrzesień 7, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Costas Lapavitsas: Wyjście dla Grecji i peryferii

źródło: http://www.polskawalczaca.com

Grecja zbliża się do apogeum kryzysu, a droga, którą obierze, wpłynie na kurs Europy w nadchodzących latach. Ci, którzy sądzą, że wpływ ten może zostać ograniczony ponieważ Grecja to mały kraj, wytwarzający jedynie 2% PKB Unii Europejskiej (UE), nie pojęli natury i głębokości kryzysu w strefie euro.

Obecne kłopotliwe położenie Grecji wynika przede wszystkim z przynależności do strefy euro, która to przynależność całkowicie zakłóciła funkcjonowanie greckiej gospodarki. Kraj ten płaci cenę za kultywowanie dawnego przesądu, że posiadanie „twardej” waluty stawia słabą gospodarkę na równi z silną. Tymczasem w rzeczywistości jest bardziej prawdopodobne, że „twarda” waluta doprowadzi słabą gospodarkę do ruiny. Wkrótce tę lekcję dostaną (ponownie) także Portugalia, Irlandia i Hiszpania. Grecja zmierza w kierunku opuszczenia strefy, a pozostałe kraje peryferyjne prawdopodobnie podążą za nią, co będzie miało poważne implikacje dla Unii Walutowej. Radzenie sobie z wyjściem z niej będzie wymagało reregulacji, sygnalizując tym samym znaczący odwrót neoliberalnego, prorynkowego podejścia do polityki gospodarczej.

Natura euro

Unia Gospodarcza i Walutowa (UGW) jest często przedstawiana jako polityczny krok w kierunku integracji Europy oraz ucieleśnienie solidarności jej mieszkańców. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Euro jest międzynarodową walutą rezerwową, zdolną konkurować z dolarem i służącą w pierwszej kolejności interesom dużych banków i przedsiębiorstw w Europie. Jest to także bardzo osobliwa forma pieniądza, stworzona ex nihilo przez hierarchiczny alians niezawisłych państw.

Z konstrukcją euro związane są dwa podstawowe problemy, odzwierciedlające jego osobliwą budowę i, w konsekwencji, prowadzące do niepowodzenia całego przedsięwzięcia. Pierwszym jest szeroko dyskutowana sprzeczność pomiędzy polityką pieniężną i fiskalną. Przestrzeń pieniężna UGW jest jednorodna a Europejski Bank Centralny (EBC) pożycza bankom komercyjnym środki po takiej samej stopie referencyjnej. Jednak przestrzeń fiskalna Wspólnoty jednorodna nie jest, a w ostatecznym rozrachunku każde państwo przejawia suwerenność w ściąganiu podatków i wydawaniu pochodzących z nich funduszy. Unia podjęła próbę rozwiązania tego problemu poprzez nałożenie dyscypliny fiskalnej w ramach Paktu Stabilności i Wzrostu lub – znacznie bardziej rygorystycznego – Paktu Fiskalnego (Fiscal Compact), jednak suwerenność państw w kwestiach fiskalnych ostatecznie nie została zniesiona.

Druga sprzeczność, a mianowicie fakt, iż przestrzeń pieniężna UGW jest jednorodna, ale jej sektor bankowy już nie, jest znacznie rzadziej dostrzegana, choć równie dotkliwa. Nie ma czegoś takiego jak bank „europejski”; są jedynie francuskie, niemieckie, hiszpańskie lub inne banki narodowe. Mimo iż mogą one uzyskać płynność z EBC w jednorodnej „europejskiej” przestrzeni, gdy ich wypłacalność jest niepewna, zobowiązane są zwrócić się do władz krajowych. Banki korzystają więc z ponadnarodowego pieniądza, ale same w ostatecznym rozrachunku są narodowe.

U źródeł obu problemów leży brak jednolitego europejskiego państwa federalnego, sam w sobie odzwierciedlający nieistnienie europejskiego demos. Europa pozostaje kontynentem narodów, na który nałożono strukturę gospodarcza pozorującą, jakoby narody nie miały znaczenia. Jednak państwa narodowe pozostają integralnym elementem Unii Gospodarczej i Walutowej. Ta fundamentalna okoliczność odegrała kluczową rolę w wywołaniu kryzysu strefy euro, jednocześnie czyniąc niezwykle trudnym zastosowanie środków zaradczych.

Niemcy wymuszają wyścig na dno

Prawdziwą przyczyną kryzysu strefy euro jest nie fiskalne niezdyscyplinowanie, lecz łączna utrata konkurencyjności przez kraje peryferyjne. Członkowie UGW zostali wtłoczeni w sztywne ramy stałych kursów walutowych, jednolitej polityki pieniężnej i narzuconej z zewnątrz dyscypliny fiskalnej. Większa konkurencyjność może zatem pochodzić jedynie z rynku pracy, w związku z czym w całej Wspólnocie nastąpił „wyścig na dno”. Wyścig ten wgrały Niemcy, ze względu na dyscyplinującą rolę ich państwa, znalezienie się niemieckiej siły roboczej w odwrocie, zapewnienie przez państwo opieki społecznej, a także związane z powyższymi czynniki instytucjonalne.

Standardową miarą konkurencyjności jest nominalny jednostkowy koszt pracy, który jest pojęciem obejmującym nie tylko płace. Kiedy jednostkowe koszty pracy rosną szybciej niż w innym kraju, wskazują na utratę konkurencyjności. Poniższy wykres porównuje dynamikę jednostkowych kosztów pracy w Niemczech i w krajach peryferyjnych. Nie trzeba dodawać, że bezwzględne poziomy kosztów są bardzo różne, jednak ważniejsze jest, w jaki sposób zmieniały się w stosunku do siebie nawzajem, i z tego powodu są one znormalizowane względem 1995 r. Wykres pokazuje, że nominalne jednostkowe koszty pracy w Niemczech przez lata pozostawały de facto zamrożone, tym samym systematycznie podnosząc niemiecką konkurencyjność w stosunku do peryferii.

Utrata konkurencyjności doprowadziła w krajach peryferyjnych do powstania wysokich deficytów na rachunkach obrotów bieżących, którym odpowiadały analogicznie duże nadwyżki Niemiec. Dla sfinansowania deficytów kraje peryferyjne musiały pożyczać za granicą, a tani kredyt w EBC ułatwił pozyskiwanie funduszy, jednocześnie umożliwiając bankom peryferyjnym rozszerzanie akcji kredytowej na rynkach krajowych. W rezultacie doszło do znacznego zadłużenia na peryferiach, zarówno zewnętrznego, jak i wewnętrznego, prywatnego i publicznego. W ostatecznym rozrachunku dług krajów peryferyjnych jest więc związany z zamrożonymi jednostkowymi kosztami pracy w Niemczech.

Na wykresie widać, że Unia Europejska próbowała rozwiązać ten problem tłamsząc jednostkowe koszty pracy na peryferiach za pomocą obniżki płac wywołanej przez działania oszczędnościowe i dostosowanie strukturalne. Zmiana była gwałtowna, szczególnie w Grecji, a towarzyszące jej koszty społeczne – ogromne. Jednak wykres pokazuje również, że tego typu polityka jest bezcelowa tak długo, jak długo niemieckie koszty pozostaną faktycznie niewzruszone. Gdyby bowiem kraje peryferyjne miały odzyskać utraconą konkurencyjność i zacząć doganiać Niemcy, musiałyby tłamsić płace w nieskończoność. Najbardziej prawdopodobnym rezultatem byłby wybuch społeczny i upadek strefy euro.

Leki zaostrzają chorobę

Polityka ograniczania jednostkowych kosztów pracy przez obniżkę płac częściowo odzwierciedla neoliberalną ideologię dominującą w centrum Unii Europejskiej, jednak w głównej mierze jest rezultatem osobliwej konstrukcji UGW. Palącym problemem polityki gospodarczej w czasie kryzysu strefy euro jest: kto poniesie koszty potencjalnych niewypłacalności w wyniku zadłużenia na peryferiach, a w szczególności, kto będzie chronić dziesiątki banków w całej Europie? Zgodnie z narodowymi podstawami Unii Gospodarczej i Walutowej, kraje „rdzenia” odmówiły wypełnienia zobowiązań dłużnych krajów peryferyjnych. Jest rzeczą oczywistą, że to właśnie państwa okazały się zawadą w ratowaniu banków z innych państw.

Dlatego, co zupełnie naturalne, Unia Europejska zdecydowała się na kredyty ratunkowe udzielane wzajemnie między państwami członkowskimi, w połączeniu z działaniami oszczędnościowymi i strukturalnym dostosowaniem w celu stłamszenia kosztów pracy. Alternatywne propozycje, takie jak emisja euroobligacji, monetyzacja długu za pomocą zakupu dokonanego przez EBC lub zapoczątkowanie systemu transferów fiskalnych, obłożyłyby dużą czę

Komentowanie zamknięte.