Najnowsze

a

Opublikowano Czerwiec 26, 2014 Przez a303 W NWO

Cała prawda o AIDS cz. IV

Czwarta część fenomenalnej i wstrząsającej pracy nt. umyślnej depopulacji przy użyciu AIDS. Tylko dla czytelników/czytelniczek o mocnych nerwach. Niebawem część piąta, ostatnia, a wraz z nią całość w formacie PDF.

Ukłony i podziękowania dla Oli Gordon.

Część I – link, część II – link, część III – link

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

W dniach 28 kwietnia – 1 maja 1985 w Laboratoriach Ośrodka w Branbury odbywała się Konferencja o Genetycznie Zmienionych Wirusach i Środowisku. Banbury Center to byłe Biuro Rejestrów Eugenicznych w Cold Spring Harbor, Long Island. Jej gospodarzem były stare laboratoria Harriman, które w 1904 rozpoczęły od eksperymentów eugenicznych, zaprojektowanych dla utworzenia „idealnej” białej rasy, i pracowały nad zniszczeniem czarnych i biednych białych w czasie plagi pelagry, i udostępniała pomieszczenia dla niemieckich naukowców nazistowskich w latach 1930. [17]

Najwybitniejsi biolodzy molekularni i wirusolodzy świata zebrali się na konferencji o epidemiologii zmienionych przez człowieka wirusów. Choć ostentacyjnie zorganizowana pod auspicjami placówki w Cold Spring Harbor, zgromadzenie starannie nadzorował i monitorował rząd USA. Zgodnie z instrukcjami wydanymi przez kilka amerykańskich agencji wywiadu, procedowania określone jako wrażliwe odbywały się w warunkach rygorystycznej tajemnicy.

Oficjalnymi sponsorami konferencji były prawie wszystkie korporacje międzynarodowe – albo ich prywatne fundacje – o bliskich powiązaniach z Olimpijczykami. Ich lista wygląda następująco:

IBM
The Grace Foundation Inc.
Texaco Philanthropic Foundation Inc.
The Chevron Fund
The Dow Chemical Co.
Exxon Corp.
Phillips Petroleum Foundation Inc.
The Bristol Myers Fund Inc.
Rockwell International Corporation Trust
The Procter & Gamble Co.

Każda z tych organizacji sprezentowała wielkie fundusze na przyszłe badania. Amerykański rząd także się dołożył istotną kwotą pieniędzy, choć dokładnie nie można było jej określić. Listy z zapytaniami o to wykorzystanie pieniędzy podatników, adresowane do biura głównego księgowego, nie doczekały się odpowiedzi.

Inni korporacyjni sponsorzy, którzy zaoferowali rózne kwoty, pochodzili głównie z sieci Olimpijczyków, i dlatego są istotne:

E L du Pont de Nemours & Co.
Hoffman-La Roche
Monsanto Co.
Agrigenics Corp.
Beckton Dickinson & Co.
Ciba-Geigy Corp.
Genetics Institute
Johnson & Johnson.
Schering Plough Corp.
UpJohn Co.
Genentech Inc.
American International
Biogen S.A.
Eli Lilly & Co.
Pall Corp.
American Cyanamid Co.
Cetus Corp.
Pfizer Inc.
CPC International Inc.
Mitsui Toatsu Chemicals Inc.
Smith Kline & French Laboratories.

Prawie wszystkie wyżej wymienione firmy są największe w przemyśle farmaceutycznym albo są liderami w badaniach genetycznych.
Wszystkie w taki czy inny sposób są powiązane z Davidem Rockefellerem, Harrimanami i Morgan Banks.

Wiosną 1985 amerykańska opinia publiczna jeszcze nie niepokoiła się z powodu AIDS. Amerykański prezydent nigdy nie wypowiadał się o niej publicznie. Nadal uważano ją za klątwę na narkomanów i homoseksualistów. Większość Amerykanów sądziła, że ich szansa infekcji była mniej więcej taka sama jak wygranie na loterii. Rock Hudson jeszcze żył. To jego śmierć w październiku tego roku zaszokowała krajowe media – i opinię publiczną – by zadawać poważne pytania o tej rzeczy zwanej AIDS. Opinia, że została stworzona ludzką ręką była tylko chorą fantazją.

Fakt czy fantazja? Sami zadecydujcie po przeczytaniu pracy E D Kilboourne’a „Epidemiologia zmienionych przez człowieka wirusów” [Epidemiology of Viruses Altered By Man] przedstawiona na Konferencji. Kilbourne bardzo szczegółowo przedstawił co nazywał „maksymalnie złośliwy wirus-potwór” [maximally malignant monster virus – MMMV], który, jak stwierdził, mógł być stworzony pomimo trudności na jakie natrafi w zsyntetyzowaniu go.

Jego praca była, faktycznie, tylko potwierdzeniem, mimo że przedstawił ją hipotetycznie:

„Skoro znamy podstawową strukturę wielu genów wirusowych i mamy zdolność techniczną do syntetyzowania obu – genów i produktów genów, to wydaje się, że zaplanowana budowa przyjaznych i nieprzyjaznych wirusów nie jest możliwością zbyt odległą. Jeśli ten drugi jest przewrotnym celem naszego paranoidalnego społeczeństwa, to czy możemy skonstruować wirusa gorszego od wirusa wścieklizny o 100-procentowym wskaźniku śmiertelności, albo grypy o pandemicznym potencjale 20.000.000 zgonów na świecie?

Hipotetycznie: tak.

„Ale jeśli stworzenie MMMV jest mało prawdopodobne do punktu absurdu, to musimy zdać sobie również sprawę z tego, że przy prawidłowym ustawieniu zmian pojedynczych zasad, może wystarczyć by znacząco wpłynąć na właściwości wirusa, łącznie z jego wirulencją”.

Następnie poprzez niesamowitą rewelację, Kilbourne wydawał się być bliski przyznania, że AIDS jest rzeczywiście stworzonym retrowirusem, choć naprawdę go nie nazwał: „Bardziej pomysłowe plany inżynierii genetycznej mniej interesują się modyfikacją istniejących wirusów, niż segregacją i manipulowaniem pojedynczych genów wirusowych. Konieczne jest wzięcie pod uwagę epidemiologii genów wirusowych w nowej sytuacji środowiskowej czy nawet innej czasowej”.

Inaczej mówiąc, to tworzenie nowych retrowirusów było najbardziej atrakcyjne dla najbardziej zaawansowanych mikrobiologów.

Następnie Kilbourne wydał ostrzeżenie, że zamrażarki większości laboratoriów „są potencjalnymi, choć nieprawdopodobnymi źródłami nowych patogenów. . . Nie wolno podejmować się manipulacji genami wirusów, które mogą dokonywać reasortacji genetycznej bez świadomości, że te wirusy składają się z poszerzonego genotypu, albo puli genów dostępnych dla przenoszenia międzygatunkowego genu wirusowego”.

Badania tego rodzaju były dokładnie tym czym zajmowano się w Fort Detrick, Los Alamos i Cold Spring Harbor.

Jedno z najbardziej pouczających potwierdzeń na konferencji wyszło kiedy ujawniono, że celem majstrowania genetycznego przy otoczce wirusa HIV było poszerzenie zasięgu komórek wytypowanych do infekcji.

Dr Robert Gallo, szef badań AIDS w Krajowych Instytutach Zdrowia, uczestniczył w konferencji i poczuł się na tyle bezpieczny, że potwierdził, w chwili spontaniczności, że celowe majstrowanie genetyczne wirusami stworzyło nowe, nienaturalnie śmiertelne wirusy. W dyskusji po prezentacji pracy „Genomowe odmiany HTLV-III / LAV, retrowirus AIDS” [Genomic Variations of HTLV-III/LAV, the Retrovirus of AIDS], autorstwa Beatrice H Hahn, George’a Shawa, Flossie Wong Staal i samego Gallo, jeden z delegatów, H Fields, zadał następujące pytanie:

„Gdybyś wziął HTLV / LTR, albo region obejmujący transkrypcję i umieścił go w innych retrowirusach czy innych wirusach, nie obawiałbyś się go w kategoriach gospodarzy lub środowiska?”

Jakby bezmyślnie Gallo wypalił: „To już się robi”.

Mówiąc prostym językiem, Fields pytał: „Gdybyśmy zrobili nowe niebezpieczne wirusy, to czy to by cię niepokoiło?”

I Fields zapytał dalej: „Jakiego rodzaju byłyby te twoje obawy, biorąc pod uwagę wszystko co zrobiłeś?”

Jako naukowiec uważany (niesłusznie) za światowej klasy mikrobiologa, Gallo miał robić wszystko co mógł by zatrzymać marsz AIDS.
Odpowiedział: „Nie mam wielkich obaw z powodu dołączenia HTLV-III LTR do genomu innych retrowirusów, bo jest wiele dowodów na to, że cytopatyczny genom HTLV III wymaga szczególnych rodzajów genomu HTLV. Niepokoiłoby mnie gdybym robił coś by poszerzyć zakres docelowych komórek do infekcji, albo jeśli zrobiliśmy coś by zmienić otoczkę, dawało mu większą zdolność przetrwania. To by mnie niepokoiło”.

Jeśli zrobiliśmy coś by zmienić otoczkę dawało mu większą zdolność do przetrwania. To by mnie niepokoiło.

Dalej powiedział: „Nawiasem mówiąc, nawet jeśli HTLV-I rozprzestrzeni się w wielu częściach świata, bo ma bardzo długi okres utajenia choroby, i tylko stosunek 1:100 zakażenia wirusem. Jest to znacznie mniej oczywiste, ale podejrzewam, że HTLV-I będzie coraz większym problemem za 10-30 lat. Podsumowując, będę ostrożnie oceniał każdą planowaną zmianę”.

Będę ostrożnie oceniał każdą planowaną zmianę. Własne słowa Gallo mogą prowadzić tylko do wniosku, że trwały prace nad zmianą struktury wirusów w 1985, i były już zaawansowane. Na zamkniętym posiedzeniu obrad odbywały się dyskusje na temat badań grupy brytyjskich lekarzy, którzy napisali pracę twierdząc w niej, że znaleźli odpowiedź na przyczynę tego iż pewne osoby wydają się zarażać AIDS łatwiej niż inne. Ona była w genach.

Lekarze Lesley Jane Eales, Keith Nye i Anthony Pinching wykryli metodę wyodrębniania specyficznego genu który odrzuca AIDS, i tego który go nie odrzuca. To powinno stanowić ważny przełom w badaniach AIDS, kwalifikujący tych lekarzy do Nagrody Nobla. Ale zamiast światowego uznania za zdumiewające osiągnięcie, dr Pinching, lider zespołu, został zmuszony do wycofania swoich odkryć dlatego, że „później wykryty został błąd i część danych okazała się być błędna”.

Trójkę brytyjskich pionierów zmuszono do zejścia w podziemie. Wyniki ich badań wywołałyby polityczne trzęsienie ziemi na całym świecie. Nawet laik zrozumiałby dlaczego Afryka, Brazylia i Haiti były pustoszone przez AIDS, podczas gdy choroba nie szerzyła się tak szybko w Europie zachodniej i w USA: brytyjscy lekarze odkryli, że wirus AIDS atakował gen GC-1, powszechny wśród czarnych i „kolorowych”, łatwiej niż gen GC-2 powszechny wśród białych. To wyjaśniłoby dlaczego czarni i latynosi w USA skażają się chorobą dużo szybciej niż biali: oni są genetycznie bardziej podatni na HIV. [18]

Raport o procedowaniu w Cold Spring Harbor zdradził ich prawdziwą arogancję. Ich wniosek był taki, że świat nigdy by nie uwierzył w to, że wirus AIDS był rezultatem reprogramowania genetycznego. Nie było czym się martwić. Opinii publicznej nadal będzie się mówić, że stworzenie tak niebezpiecznego retrowirusa należało do kategorii absurdów. Każda próba ujawnienia prawdy o majstrowaniu genetycznym, które doprowadziło do powstania wirusa AIDS i pojawienia się jeszcze innych, będzie negowana i wyjaśniana. (I od tego czasu tak dokładnie było.)

Rok po Konferencji w Banbury, w 1986, odbyło się, jak mówi pewien raport wywiadu, „kolejne zebranie wtajemniczonych w Cold Spring Harbor”. Byli tam by usłyszeć prof. W Bodmera z Imperial Cancer Research Institute, światowej sławy oksfordzkiego genetyka, mówiącego o „Biologii molekularnej homo sapiens” [The Molecular Biology of Homo Sapiens].

Poniżej cytat z raportu wywiadu: „Za zamkniętymi drzwiami kilku delegatów wyraziło opinię, że eksplozja populacji stanowiła największe zagrożenie dla światowej stabilizacji, powtarzając słowa sir Juliana Huxleya [19] na Konferencji w Harbor: „wzrost populacji jest najbardziej alarmującym problemem, i strata jakości genetycznej musi zostać odwrócona”.

Swoje przemówienie prof. Bodmer rozpoczął następującymi słowami: „Analizy normalnej różnorodności ludzkiej w rysach twarzy, charakterze i zdolnościach umysłowych, jest z pewnością jednym z prawdziwych wyzwań genetyki człowieka. Teraz, dzięki dostępności polimorficznych markerów DNA, mamy dobrze zdefiniowane podejście. Technologia DNA, który jest już dostępna, w odpowiednim czasie powinna móc odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście geny kontrolujące rysy twarzy i pewne aspekty zachowania są ściśle ze sobą powiązane. . . Znajomość całkowitej sekwencji genomu człowieka ma poważne konsekwencje, nie tylko dla analizy, zapobiegania i leczenia choroby, lecz również dla lepszego zrozumienia normalnych wariacji, a dzięki temu, być może, przyczynienia się do rozwiązania szerszych problemów społecznych”.

Za zamkniętymi drzwiami, Bodmer nie pozostawił słuchaczom żadnych wątpliwości, że jednym z największych ‚szerszych problemów społecznych’ było przeludnienie świata przez ‚niepożądanych’, i eksplozje populacji wśród czarnych narodów wymagały pilnego powstrzymania i w ogóle zatrzymania, a ich społeczności drastycznej redukcji.

Mimo że nie wypowiedziano słowa ‚AIDS’, istota uwag Bodmera nie zostawiła żadnych wątpliwości w tym, że genetycznie zinżynierowane retrowirusy były jedyną nadzieją na osiągnięcie pożądanego celu”.

Ale najwybitniejsi naukowcy w najpotężniejszych instytucjach już pilnie pracowali nad tymi genetycznie zinżynierowanymi retrowirusami.

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

„To już się robi”

„Jeśli zrobiliśmy coś by zmienić otoczkę dawało mu większą zdolność do przetrwania”

„Będę ostrożnie oceniał każdą planowaną zmianę”dr Robert Gallo, Cold Spring Harbor, 1985.

Cały czas „bohaterem AIDS-owym” establiszmentu był dr Robert Gallo z Krajowego Instytutu Raka.

Przez lata nazywany przez prasę „współodkrywcą wirusa AIDS” i „czołowym krajowym badaczem AIDS”, Gallo zażarcie twierdził, że AIDS nie może się szerzyć poprzez żadnego rodzaju zwykły kontakt. To on kierował szydzeniem z „alarmistycznych” opinii o przekazywaniu choroby.

Ale w ciągu kilku ostatnich lat wiarygodność dr Gallo bardzo ucierpiała. Dr Luc Montagnier z paryskiego Pasteur Institute zawsze twierdził, że jego wczesne wyniki badań laboratoryjnych ukradli jacyś nieznani Amerykanie, i że dr Gallo nie mógł, i nie wyodrębnił wirusa AIDS w 1982. Krajowy Instytut Zdrowia ustanowił komisję śledczą w celu zbadania kilku aspektów badań dr Gallo.

Poniżej najważniejsze, między innymi, pytania o dr Gallo:

1) Kiedy dr Gallo dowiedział się, że badacze w zespole dr Montagnier w Paryżu wyodrębnili wirusa AIDS?
2) Jak to możliwe, że wirus AIDS wyodrębniony przez dr Gallo był genetycznym bliźniakiem tego wyodrębnionego przez dr Montagnier w Paryżu?
3) Jak dr Gallo wyjaśni niemożliwość by dwa wirusy, zostały wyodrębnione w odległości tysięcy kilometrów, biorąc pod uwagę to, że wirusy AIDS mutują się w tak błyskawicznym tempie? Wirus mógł zmutować się tylko w jednym miejscu, w Paryżu albo w Krajowym Instytucie Raka w USA. Ale nigdy w obu miejscach jednocześnie.
4) Biorąc pod uwagę to, że paryskie laboratorium wyodrębniło wirus 2 lata zanim dr Gallo ogłosił swoje „odkrycia”, dr Gallo musiał milczeć o swoich „wynikach” przez 2 lata. Dlaczego miałby to zrobić?
5) W oryginalnym artykule w czasopiśmie Science, dr Gallo stwierdził, że wirusy francuski i amerykański były innymi wirusami. Jak może wyjaśnić tę niemożliwość?

Są mocne dowody na to, że „notatki” dr Gallo o „odkryciu” wirusa AIDS były totalnym oszustwem.

Był w tak wielkim kłopocie, że wyglądało jakby musiał stawić czoła hańbie publicznej i być zmuszonym do zwrotu $303.000, jakie otrzymał jako honorarium za „badania”. Spór wokół roli – albo sfałszowanej roli – dr Gallo w odkryciu wirusa AIDS, miał wielkie skutki dla opinii publicznej, która nie zwróciła nań zbytniej uwagi. Bo jeśli Gallo był nieuczciwy wobec prasy, społeczeństwa i jego kolegów, kiedy rościł sobie miano „współodkrywcy” AIDS, to dlaczego mają wierzyć w jego wyjaśnienia o tym jak trudno jest przekazać chorobę?

Ale niestety, społeczeństwo nigdy nie pozna odpowiedzi na te pytania o dr Gallo. Jeszcze raz świat nauki zwarł szeregi. Walka dr Gallo z Instytutem Pasteura zakończyła się nędznym kompromisem między nim i dr Luc Montagnier. Jonas Salk, odkrywca szczepionki polio, wkroczył i „załatwił” układ, który pozwala naukowcom zachować swoje tajemnice i chronić profesjonalne reputacje.

Ale ta cała brudna sprawa odbyła się kosztem społeczeństwa. Dr Abraham Karpas, zastępca dyrektora badań w Clinical School of Medicine w Cambridge University, tak ujął jej istotę w liście protestu do dr Roberta Windona z Departmentu Służb Społecznych, Waszyngton, DC:

„Nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, że pewni naukowcy z Krajowego Instytutu Raka odpowiadają za stracone lata w badaniach AIDS. Musi Pan zdawać sobie sprawę z tego, że rezultatem tego jest logarytmiczne zwiększenie się liczby infekcji wirusem AIDS, zarówno poprzez stosunek płciowy jak i transfuzje tysięcy jednostek skażonej krwi.

„Postęp w badaniach nad AIDS został opóźniony o cały rok, kiedy dr Gallo i dr Essex publikowali 8 artykułów o HTLV, rzadkim wirusie ludzkiej białaczki (znanym także jako przyczyna „Syndromu przewlekłego przemęczenia” – Chronic Fatigue Syndrome), jako przyczynie AIDS. Przez to unimożliwili pośrednio i bezpośrednio publikacje medycznych i naukowych danych, że HTLV nie dotyczył AIDS, i że inny wirus był przyczyną tej nowej choroby. W rezultacie wiele tysięcy osób zostało zainfekowanych skażoną krwią, i wirus nadal rozszerzał się w przyspieszonym tempie.

„Dopiero kiedy dr Gallo otrzymał z Francji wirus AIDS i udało mu się go wyhodować, zmienił jego nazwę z LAV na HTLV-II i uważa się za jego odkrywcę. Żeby uzasadnić nazwanie go HTLV-II, Gallo razem z Wong Staal przedstawił ‚dane’ naukowe o podobieństwie HTLV-I do HTLV-II, co opublikowali w Science and Nature, przez co doprowadzili do dalszego śmiertelnego opóźnienia w badaniach nad AIDS, wysyłając nowych naukowców w ślepe uliczki.

„Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że dr Gallo jest odpowiedzialny za ogromną liczbę infekcji, zwłaszcza poprzez transfuzję krwi na przestrzeni straconych lat. . . Dla mnie zdumiewające jest to, że tę sytuację toleruje się w USA. Pomyślmy, że demokratycznie wybrany prezydent musiał podać się do dymisji z powodu epizodu Watergate, w którym nie oddano nawet jednego strzału, podczas gdy dr Gallo pozwolono dominować badanie AIDS niewyobrażalnymi milionami dolarów amerykańskich podatników, z których wielu zostało zainfekowanych wirusem z powodu naukowej niekompetencji i bezwzględności dr Gallo”.

Media zajęły się tą historią powierzchownie. Powinna stać się głównym krajowym skandalem, ale bardzo nieliczni dziennikarze zadali sobie trud by dowiedzieć się co się stało, było to zbyt skomplikowane i niewystarczająco wytworne. Nie miało publiczności. Gallo otrzymał od prasy wolną przepustkę. Opinia publiczna nadal trwała w błogiej ignorancji.

Co gorsze, amerykański rząd cały czas wspierał dr Gallo. Ale dlaczego? Z powodu makiawelicznego charakteru polityki o AIDS. Istnieje mnóstwo dowodów na to, że podejście dr Gallo do leczenia AIDS – jego tzw. teoria o „blokerach komórek” – to kolejna z tych „ślepych uliczek”, w które Gallo wprowadza badaczy.

Wspomniane wcześniej badanie Waltera Reeda mówi wyraźnie, że nie ma żadnych komórek których nie może zainfekować wirus HIV. To uczyniłoby teorię dr Gallo o „blokerach komórek” zupełnie nieskuteczną. Ale prawda jest taka, że rząd – sprawnie reprezentowany przez dr Gallo – nie pracuje nad tym by ratować ludzkość przed AIDS, a raczej realizuje interesy wielkich imperiów farmaceutycznych. A ich najważniejszym interesem jest sprzedaż leków. A już zupełnie inną sprawą jest to, czy te leki faktycznie pomagają pacjentom AIDS.

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Ile naprawdę świat medyczny zrobił dotąd by zapobiec czy leczyć AIDS? Odpowiedź jest prosta:

W ogóle nie zrobiono żadnego postępu. Nic. Miliardy dolarów poszły do kieszeni naukowców rządowych i biurokratów i badaczy medycznych i firm farmaceutycznych – i ich największych akcjonariuszy, łącznie z Rockefellerami – a opinia publiczna dzisiaj nie ma żadnej lepszej ochrony przed infekcją AIDS, niż gdyby nie było żadnych badań, a człowiek zainfekowany dzisiaj wkrótce umrze na tę chorobę ze 100-procentową pewnością. Jedyny postęp – jaki wyszedł od lekarzy na tyle odważnych by stanąć na liniach frontu w tej wojnie, pomimo iż jest daremny – jest w leczeniu wielu najbardziej powszechnych symptomów, takich jak zapalenie płuc, które ujawniają się kiedy wirus maszeruje swoją śmiertelną ścieżką przez organizm.

Inaczej mówiąc, dobrzy dbający lekarze potrafią przedłużyć życie i ulżyć w cierpieniu. Ale to wszystko co mamy teraz do pokazania po ponad 10 latach walki z tą epidemią.

Raporty wywiadu na temat prac wykonywanych w Fort Detrick wykazują, że niemożliwe będzie opracowanie szczepionki przeciwko AIDS. Szczepionka nie zadziała, bo co zadziała na jeden szczep HIV nie zadziała na inny. Wirus może się zmutować, tylko zmieniając jeden aminokwas na swojej zewnętrznej powłoce. Wirusolodzy w Fort Detrick dowiedzieli się, że istnieje prawie 10.000 możliwych mutacji wirusa AIDS.

Jak poinformował dr John Seale:

„Prospekt skutecznej szczepionki wygląda ponuro. Nie ma żadnej przeciwko lentiwirusowi u zwierząt. Poszukiwania szczepionki przeciwko anemii zakaźnej koni przez 8 lat, i przeciwko maedi-visna owiec przez 40 lat okazały się bezowocne. Faktycznie, kiedy sztucznie produkuje się przeciwciała poprzez szczepienia, zwierzęta padają po kolejnej infekcji szybciej niż te których nie zaszczepiono. Pomimo wielu skutecznych szczepionek, powinno się zdać sprawę z tego, że na większość chorób wirusowych i bakteryjnych szczepionki nie działają.

„W przewidywalnej przyszłości nie będzie dostępny prosty środek leczniczy na AIDS, taki jak penicylina, bo kiedy jedna osoba zostaje zainfekowana, wirusowy kod genetyczny zostaje na stałe umieszczony w kodzie genetycznym komórek w mózgu i w innych tkankach człowieka. Każdy lek który blokuje replikację wirusa będzie musiał być przyjmowany przez całe życie. Wszystkie leki stosowane do tej pory są bardzo toksyczne i kosztowne. Jeśli udostępni się tani, pozornie skuteczny lek, to upłyną dziesiątki lat by upewnić się iż jest zarówno bezpieczny jak i skuteczny. Niemniej jednak, wiele firm będzie ogłaszać nowe ‚obiecujące’ leki i ‚przełom’ w leczeniu AIDS tylko z powodów czysto komercyjnych”.

Klasycznym tego przykładem jest AZT.

„Ofiary AIDS pozbawia się najlepszego możliwego leczenia, bo leki zbyt dużo kosztują”, jak mówi artykuł Associated Press oparty na ważnym raporcie Kongresu.

„Wydany przez Komitet Operacji Rządowych Izby mówi, że ‚oburzające jest to iż pomimo tego że AIDS powinno uważać się za najbardziej konieczne wyzwanie dla zdrowia publicznego w ostatniej historii USA, to niestety, ani prezydent, ani sekretarz zdrowia i świadczeń społecznych nie opracował żadnej polityki krajowej”.

Komitet powiedział, że ofiary AIDS wykorzystuje się do ‚niepotrzebnie wysokiego kosztu’ leczenia preparatami.”

Na przykład AZT. Jedna firma farmaceutyczna, Burroughs Wellcome, robi na nim ogromne zyski. Firma potwierdziła w artykule w New York Times wiosną 1994, że jej zysk już przekroczył $300.000.000. Jest to jedno z najbardziej okrutnych oszustw kiedykolwiek dokonanych na desperacko chorej grupie ludzi, którzy płacą ogromne kwoty za leczenie, które faktycznie pomaga ich zabijać.

Pacjenci z AIDS stosują ten drogi lek w tragicznie błędnym przekonaniu, że jego aprobata przez FDA oznacza, że musi służyć korzystnemu celowi. Czego ofiary AZT nie wiedzą, to że stosują najbardziej toksyczny lek jaki kiedykolwiek rozważał, a nie tylko aprobował – rząd.

Toksyczność AZT jest tak straszna, że tylko połowa pacjentów może go tolerować. Pozostała połowa musi przestać go brać – albo umiera. Harvey Chernov, analityk leków w FDA, zarekomendował, że skutki uboczne AZT, łącznie z anemią, były zbyt poważne by wydać zgodę. Ale to odrzucono. AZT jest jednym z najgorszych oszustw medycznych naszych czasów.

Pewien były agent wywiadu rządowego, który skorzystał ze swoich koneksji by dokopać się głęboko do tajemniczej historii epidemii AIDS, powiedział mi: „Oszustwo AZT to największy szwindel od czasu kiedy stary John D Rockefeller sprzedawał surową ropę jako lek na raka, i robił tak duży zysk na 0,5 l butelce jak Burroughs Wellcome na tabletce AZT”.

Żarliwy sposób w jaki profesja medyczna i media bronią i promują AZT może doprowadzić do tego, że uwierzy się iż – niewinnie albo celowo – wysługują się polityce opracowanej do mordowania ludzi. Nawet Journal of the American Medical Association [JAMA – czasopismo Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego], które otrzymuje solidne dochody z reklam od Burroughs Wellcome i przemysłu farmaceutycznego, poparł stosowanie AZT. Dzięki zorganizowanemu poparciu, liczba użytkowników AZT wynosi teraz ponad 25.000 i stale rośnie, głównie wśród homoseksualistów.

Jeszcze bardziej obsceniczny jest program popychany przez jednego z głównych promotorów AZT, Williama Haseltine’a ze Szkoły Zdrowia Publicznego, który opowiada się za tym, by zdrowym gejom podawać lek jako środek zapobiegawczy. Z jakichkolwiek przyczyn, Haseltine wydaje się wziął urlop od przysięgi Hipokratesa (pierwsze, nie szkodzić), nie mówiąc już o rozsądku. AZT jest wysoko toksyczny, bardzo uszkadza nerki i wątrobę, zabija szpik kostny wywołując wiotczenie mięśni, straszne nudności i ostre napady wymiotów kiedy organizm próbuje pozbyć się tej trucizny. Niszczy system odpornościowy, prowadzi do białaczki poprzez niszczenie komórek i wywołuje raka. Nawet FDA wydała biuletyn przyznający, że AZT jest „potencjalnym środkiem rakotwórczym”.

Faktem jest, że AZT przyspieszy nawałę AIDS, a nie zahamuje jej, z powodu depresyjnego wpływu leku na system immunologiczny człowieka. Burroughs Wellcome nie może przedstawić danych o kumulacyjnych, długoterminowych skutkach AZT – i nie należy się temu dziwić. Skąd mieliby wziąć wystarczającą liczbę długoterminowych ocalonych by opowiadali tę bajkę? Amerykańska armia przeprowadziła badania, które wykazały, że AZT jest nieskuteczny jako lek dla Murzynów, tylko potęguje symptomy u większości z nich.

Dr Michael S Gottlieb mówi, że osoby narażone na HIV „mogą być poddane niepożądanym skutkom AZT bez żadnego dowodu jego skuteczności w tej sytuacji”. Dr Peter Duesberg z University of California w Berkeley mówi bardziej dosadnie: „AZT jest niezgodny z życiem”. Oto najprostszy i najuczciwszy sposób określenia tego: AZT to lek zabójca. Dlaczego więc, na Boga, ktoś kto był zdrowy miał w ogóle rozważać przyjmowanie AZT? Na pewno nikt by tego nie zrobił, gdyby nie opowiadała się za tym „służba” medyczna, która przypuszczalnie wiedziała co jest dla nich najlepsze.

W jaki sposób FDA mogła aprobować AZT jest tajemnicą, chyba że, oczywiście, jak uważało kilku badaczy, to załatwiono. Bo AZT jest tak kosztowny jak zabójczy. Jego roczny koszt to około $10.000, jeśli pacjent będzie żył tak długo. (Ten koszt, nawiasem mówiąc, w połowie ponosi amerykański podatnik.)

FDA nawet nigdy nie próbowała chronić ludzi. AZT otrzymał praktycznie przepustkę w badaniach FDA, i aprobowano go szybciej niż jakikolwiek inny lek w historii FDA. Biorąc pod uwagę labirynt trudności otrzymania aprobaty na nawet najbardziej korzystny lek, to co miało miejsce z AZT można nazwać jedynie cudem. Tajemnicę pogłębia to, że Burroughs Wellcome, która nie uczestniczyła w odkryciu tego leku, otrzymała wyłączne prawo do niego. Jest to skandal o monumentalnych proporcjach, który czeka na pierwszego dziennikarza czy kongresmana na tyle odważnego by ujawnić całą prawdę.

W kwietniu 1986 FDA rozpoczęła testowanie AZT w 12 placówkach medycznych w całej Ameryce.

Pod kodem „Phase 11”, testy miały być „z podwójnie ślepą próbą, kontrolowane placebo”

[double blind, placebo controlled], ale okazały się niemal bezwartościowym bałaganem nieskorelowanych danych, oznaczającym, w najlepszym razie, zupełną niekompetencję – a w najgorszym – współudział.

Testowanie placebo unieważniono z uwagi na przerażające skutki uboczne AZT. Pacjenci wiedzieli co przyjmowali, AZT jest tak toksyczny, że nie ma żadnego sposobu by ukryć jego potworny smak. I każdy mógł wiedzieć którzy pacjenci dostawali placebo – ci którzy nie wymiotowali. Co jest jeszcze bardziej jaskrawe, lekarze prowadzący testy wkrótce dowiedzieli się, że między pacjentami na AZT i placebo wystąpiły znaczne różnice w profilu krwi, AZT wykazywali zmniejszenie się ilości niektórych składników krwi. Dwaj lekarze testujący – dr Reichman i dr Fischl, najbardziej odpowiedzialni za testy, nie poinformowali ani profesji medycznej ani opinii publicznej o tym, że testy w ogóle nie były ślepe.

Jednym z 12 ośrodków był Boston. Inspektor FDA była zaszokowana wynikami testów.

„Tam wystąpiły” – informowała – „liczne odstępstwa od standardowych procedur protokołu”. Te „odstępstwa” były tak złe, że zaleciła by w badaniu nie korzystać z bostońskich danych. Tę opinię unieważniono. Ze strony administracyjnej, formularze dostarczone do zapisu symptomów były tak źle zaprojektowane, że nie można było poprawnie przeanalizować danych, i trzeba było je odrzucić. Inspektor FDA zauważyła, że w kilku przypadkach raporty zmieniono bez podania przyczyn. (Krytycy zarzucili, że te dane zostały sfałszowane kiedy pojawiło się wiele zgonów i szkodliwe skutki uboczne.)

Jedną grupę 23 pacjentów z AIDS badano przez niecałe 4, a nie jak wymagano 24 tygodnie. W pozostałych 20 tygodniach niezakończonych testów statystyczne prognozy co do tej grupy nie były ważniejsze niż tylko przewidywania. Odkryte w 12 ośrodkach rozbieżności były tak oburzające, że testy „fazy 12” zatrzymano przed ich zakończeniem. I tak dalej, i tak dalej. . .

W FDA odbyło się pilne spotkanie w celu omówienia tych anomalii, i choć to było niezwykłe, podjęto decyzję zachowania fałszywych danych. Dlaczego? Tajny raport wywiadu o machinacjach FDA stwierdza, że uznano iż „zachowane (fałszywych) danych tak naprawdę nie zmienia bardzo wyników”. Ale skąd FDA wiedziałaby o tym? Odpowiedź brzmi: Nie mogłaby wiedzieć. Inaczej mówiąc, oni potraktują to tak, jakby byli królową w „Alicji w krainie czarów”. Wyniki znaczyłyby to co FDA chciała by znaczyły.

Media, oczywiście, chwaliły funkcjonariuszy rządowych, broniły FDA z pozornie humanitarnym uzasadnieniem, że „nieetyczne” byłoby wycofanie AZT dla umierających pacjentów, kiedy prowadzono normalną procedurę testującą dla uzyskania aprobaty. Media nie miały żadnego sposobu by poznać prawdziwe fakty. Między 8-12% pacjentów z AIDS którym podawano AZT zmarło w ciągu pierwszych 17 tygodni badań. Zachowanie błędnych danych uniemożliwiło określenie czy to było lepiej czy gorzej od podobnej grupy pacjentów którym nie podawano AZT.

Ale z jakiegoś powodu żadnego z ciał pacjentów którzy zmarli w czasie testów nie poddano autopsji. To na pewno było zaniechaniem karnym, gdyby dotyczyło pojedynczego lekarza czy lekarza sądowego. Jaki mógłby być możliwy uzasadniony powód nie wykonania standardowych autopsji? FDA odmawia odpowiedzi na wszelkie pytania. Nawet agenci wywiadu, którzy próbowali odpowiedzieć na te pytania, nie mogli wiele się dowiedzieć. Jest to tajemnica, którą FDA udało się zatrzymać dla siebie – do tej pory – nawet nie informując o tym gdzie i kiedy zmarli pacjenci którym podawano AZT.

Po zakończeniu testów „fazy 11”, FDA zupełnie straciła kontakt z 1.120 uczestniczącymi w programie pacjentami, nie wiedziała ani gdzie mieszkali, ani czy nadal żyli. Żeby rozwiązać ten rażący problem, FDA ogłosiła, że będzie polegać na „prognozach statystycznych” o statusie tych 1.120 pacjentów. Innymi słowy, FDA po prostu będzie zgadywać co się z nimi stało. I to posłuży za rzeczywistość. I hojnie FDA przyznała brakującym 1.120 pacjentom wskaźnik przeżycia 73%, a JAMA poinformował o tym „fakcie”, po czym stał się konwencjonalną mądrością dla większości lekarzy.

Nawet badacze którzy popierali AZT zostali zmuszeni do obciążających zeznań. W książce „AIDS: śmiertelne zagrożenie przemyślane i poszerzone” [AIDS: The Deadly Threat Revised and Expanded], w większości opartej na fałszywym raporcie Burroughs Wellcome, Alvin i Virginia Silverstein stwierdzili: „AZT i inne leki odkryte jako skuteczne przeciwko wirusowi AIDS, ogólnie działąją na etapie kiedy wirus rozmnaża się aktywnie i wyskakuje z zainfekowanych komórek. Ale ten czający się w szpiku kostnym, mózgu czy komórkach naskórka wirus może być bardziej odporny na działanie leku. To dlatego AZT może spowolnić albo zatrzymać rozwój choroby, ale jej nie leczy. Pozostawia pulę uśpionych wirusów, które mogą się wymknąć później, jeśli zatrzyma się ten lek”.

Nie wspominają nawet o ryzyku raka. We wczesnym biuletynie FDA, zanim Burroughs Wellcome wywarła swój pełny wpływ, czytamy: „AZT wywołuje pozytywną reakcję w teście transformacji komórek, i dlatego jest uważany za potencjalny czynnik rakotwórczy”. Późniejsze badania potwierdziły, że AZT faktycznie wywołuje raka u zwierząt.

W swoim korzystnym raporcie, nawet Silversteinowie musieli uznać ten śmiertelny szczegół. „Skutki uboczne AZT są również niepokojące” – napisali. „Dwa raporty sugerujące, że AZT może wywoływać raka, dodały nowy wymiar tym obawom . . . Później, w połowie 1990, lekarze w wiodących ośrodkach leczenia AIDS donieśli o gwałtownym wzroście przypadków chłoniaka nieziarniczego [non-Hodgkin’s lymphoma, agresywny rak węzłów chłonnych] wśród pacjentów AIDS przyjmujących AZT”.

Ale tę złą wiadomość Silversteinowie przykryli wyrozumiałym stwierdzeniem: „Nie ma żadnych dowodów na to by AZT wywoływało chłoniaka. Lekarze uważają, że AZT umożliwia osobom o osłabionej odporności dłużej żyć, zwiększając przez to ich szansę na rozwój oportunistycznego raka”.

Więc proszę bardzo. Pacjentom z AIDS AZT daje szansę zapłacenia $8.000 – $10.000 rocznie za lek, który zrobi z nich bardzo chorych, uszkodzi ich system odpornościowy, uszkodzi nerki, wątrobę i system nerwowy, nie wspominając o ryzyku raka, pozostawiając im „pulę” wirusów AIDS gotowych w każdej chwili wyskoczyć by opanować już ich znacznie osłabiony organizm.

Pomimo negatywnego wpływu, do AZT dołączył teraz nowy przybysz – DDI. Jest jeszcze mniej skuteczny w niszczeniu AIDS niż AZT. DDI to kolejne okrutne oszustwo. Do chwili obecnej nie ma absolutnie żadnych dowodów na to by DDI był skuteczny na AIDS. Ale dowody pokazują, że DDI jest jeszcze bardziej toksyczny niż AZT! Jak pokazuje American College of Gastroenterology, 63% pacjentów stosujących DDI miało ostre zapalenie trzustki. Skutki uboczne DDI znacznie przewyższają wszelkie domniemane korzyści dla pacjentów AIDS.

Ale oszustwo lekowe trwa dalej. Kiedy nauka teraz wkracza w dziedzinę nigdy wcześniej niewyobrażalnej inżynierii genetycznej, istnieje zdumiewająca nadzieja dla szczęśliwców, ale większe niebezpieczeństwo niż kiedykolwiek dla tych niechcianych. Przyszłość faktycznie będzie bardzo zdradziecka.

ROZDZIAŁ SZESNASTY

Brian Brewer z największej na świecie biochemicznej placówki badawczej, Krajowych Instytutów Zdrowia poza Waszyngtonem DC, stwierdza: „Żyjemy w ekscytujących czasach. Zaczynamy rozumieć chorobę na szczeblu molekularnym”. Jergen Drews, szef wydziałów badań w Hoffman La Roche, mówi: „Żeby zrozumieć przez jaki rodzaj rewolucji przechodzimy, trzeba odwiedzić laboratoria w firmach farmaceutycznych albo na uniwersytetach”. Herwig Brunner, szef biotechnologii w Boehringer Mannheim, kolejnym gigancie farmaceutycznym typu Hoffman La Roche, mówi: „To co one robią jest gigantyczne”.

I cóż one robią? Według Franka Moricha z laboratorium Bayer w Wuppertalu, Niemcy, „teraz można wprowadzać albo usuwać czynniki wzrostu – według potrzeb”. Kiedy ścianki arterii ulegają pogrubieniu, jest to z powodu „czynników wzrostu”, które są naturalnymi sybstancjami nakazującymi komórkom dzielenie się i rozmnażanie. One przynoszone są na miejsce uszkodzenia arterii przez komórki krwi, które uwalniają je do krwiobiegu.

Jak mówią raporty wywiadu, w samych Stanach Zjednoczonych jest co najmniej 10 wiodących laboratoriów pracujących nad metodą dostarczania czynników wzrostu do ludzkiego organizmu, przy użyciu mikrowirusów wprowadzonych z nimi do krwiobiegu, co wywoła jeszcze bardziej niekontrolowaną replikację komórek niż wirus HIV. AIDS, taka jaką znamy, szybko stanie się przestarzała. [20]

Nowoczesna technologia genetyczna dała badaczom z lat 1990 łatwiejszy i mniej kosztowny sposób znajdowania kwasu dezoksyrybonukleinowego, DNA, materiału genetycznego znajdującego się w większości komórek. DNA to bank danych zawierający geny, szablony do budowy i konserwacji ludzkiego organizmu. Te maleńkie cegiełki życia znane są jako molekuły, i one przechowują energię, niszczą toksyny i przerabiają pokarm na nowy materiał do budowy. Jeśli brakuje tylko jednej w tym łańcuchu, to ten brak spowoduje powstanie wielu chorób.

Ale jeśli jest ich zbyt wiele, to też spowoduje choroby. (Nie trzeba być genetykiem by wyobrazić sobie ogromne możliwości stworzone dzięki wiedzy o tym jak sztucznie wprowadzić „blokadę” albo „nadprodukcję” w cząsteczkowy łańcuch poleceń.)

Kiedy biolodzy poznają gen, poznają skład białka jaki tworzy. Według doniesień wywiadu, gen jest najpierw przenoszony do bakterii, i wtedy hoduje się w dużych ilościach genetycznie zmodyfikowane mikroby. (Zastosowane materiały są zadziwiająco proste: cztery szklane pojemniki wypełnione roztworem glukozy dla bakterii, mieszadło w celu zapobieżenia łączeniu się bakterii w grudki na dnie, i inkubator do utrzymania mieszanki w temp. 33,3oC = 98,6o F).

Już po 24 godzinach pożądane białko, które w przeciwnym razie mogłoby być wyprodukowane tylko w wątrobie, nerkach lub mózgu, może być przefiltrowane z roztworu. Metodę tę stosuje się do stworzenia wirusa AIDS – i innych wirusów plagi, dużo szybciej, i żeby udoskonalić wirusa tak, by rozprzestrzeniał się szybciej. Oni nadal pracują nad skróceniem „czasu objawów”, czasu pomiędzy pojawieniem się wirusa w organizmie i wystąpieniem śmiertelnych objawów. Jeden eksperyment z nowym szybko działającym wirusem AIDS prowadzono już na pustkowiu Liberii, na granicy z Sierra Leone. Wyniki, jak mi powiedział ktoś kto wie, były „katastrofalne”.

Inne laboratoria, jak mówią raporty wywiadu, pracują nad grupą białek zwanych receptorami.

Receptory wystają ze ścian komórek jak macki, i działają jak przystań dla łodzi albo lądowisko, przyciągając substancje chemiczne. Na przykład uważa się, że wirus AIDS nie rozpocznie reprodukcji dopóki nie przymocuje się do odpowiednich receptorów na ściankach arterii. Dopiero wtedy wychodzi przekaz do komórek by rozpoczęły proces reprodukcji AIDS.

Stanford Research i Cold Spring Harbor oraz inne laboratoria w kraju, jak również w Europie – zwłaszcza w Niemczech – ciężko pracują by znaleźć środek chemiczny, który ulokuje się w miejscach przy receptorach, i będzie wykonywał jedną z dwu rzeczy: jeśli szuka się leku, jeden środek chemiczny będzie „oślepiał” receptor, żeby wirusy nie mogły na nich „dokować” ani „lądować”. Jeśli chce się by szerzyła się choroba, wprowadza się środek chemiczny, który ma zdolność oszukania receptora by przyspieszył proces „lądowania” lub „dokowania”.

Wyniki badań przeprowadzonych w Knoll AG, laboratorium farmaceutycznym należącym do BASF, pokazują, że wzrost guzów wymyka się spod kontroli kiedy środek chemiczny jaki wyprodukował zostaje wprowadzony w miejsca gdzie są receptory. „Większość leków albo tłumi albo aktywuje receptory czy enzymy” – mówi Hans Uwe-Schenck, szef Knoll AG – „i od dawna wiedzieliśmy o receptorach, ale teraz, kiedy wiemy jak te cząsteczki wyglądają, mamy nową erę w badaniu leków”.

Nowa era w badaniu leków. Teraz, mówią badacze, mając środek chemiczny, który może oślepiać guza i komórki AIDS, te choroby można kontrolować – i prawdopodobnie wyeliminować. Ale druga, ciemniejsza strona tego badania jest równie łatwa – stworzenia środka chemicznego, który przyspieszy i zwiększy wzrost wirusa AIDS.

Obecnie to nie jest już sprawa przeszukiwania 20.000 substancji by znaleźć klucz, który będzie pasował do zamka, genetyczna inżynieria molekularna zmniejszyła trudności 1:10. Jeśli naukowcy produkują receptory w laboratoriach, i mogą widzieć jak one wyglądają, to poszukiwanie klucza, który będzie zamykał albo otwierał pożądany wzrost, staje się dużo łatwiejsze. W ten sposób wprowadzi się bardziej zjadliwy, szybciej działający wirus AIDS, kiedy będzie gotowy, do głównego nurtu każdego społeczeństwa przeznaczonego na unicestwienie.

W laboratoriach CAB na zachodzie i w Rosji trwają prace nad regulatorami DNA. Naukowcy wiedzą, że każdy trzeci gen w naszym organizmie kontroluje budowę i funkcję mózgu. Jeśli zlokalizują odpowiedni gen, będą mogli stworzyć każdy rodzaj sytuacji. Pewne laboratorium w Niemczech jest zaawansowane w poszukiwaniu środków chemicznych w celu tłumienia albo odwrócenia funkcji genów kontrolujących ciśnienie krwi. Miliony ludzi, być może, umrze z powodu chemicznie wywołanych zaburzeń ciśnienia krwi. Pewne duńskie laboratorium wykryło lek, który, po spożyciu lub wstrzyknięciu, wywołuje ogromny i niekontrolowany strach.

Badacze wyodrębnili tylko około 10% genów i białek kontrolujących funkcje mózgu, jak mówi Hans Gunter Gassen z Technical Academy w Darmstadt, Niemcy, ale wiadomo także, że bliski jest dramatyczny przełom. Rosyjscy naukowcy prowadzą podobne badania, i są tak tajemniczy jak zawsze o własnych projektach „kontroli umysłu”.

Następny rewolucyjny krok w genetycznym majstrowaniu, o którym społeczeństwo powinno domagać się czegoś więcej, jest Genome Project. W 1990 amerykański rząd przeznaczył $1,8 mld na tajne finansowanie największego projektu w historii świata na tego typu badania. Celem tego projektu jest całkowite otwarcie ludzkiego genomu, rozszyfrowanie wszystkich dziedzicznych cech sięgających setek lat. Axel Ulrich z działu biologii molekularnej w Planck Institute for Biochemistry w Monachium nazywa to ogromne przedsięwzięcie „tylko pierwszym krokiem”.

Celem tego jest zrozumienie każdego genu w organizmie człowieka, i jego działania. Badania już wykryły tysiące nieznanych dotąd genów, każdy z własnymi cząsteczkami DNA. Genome Project ustali jak współpracują ze sobą te regiony DNA w ludzkim ciele. W dobrych celach? Czy destrukcyjnych? „Będziemy pracować na nich wszystkich” – mówi Ulrich. „Do roku 2000 nie będzie na rynku prawie żadnego nowego leku, w którym decydującej roli nie odgrywałaby technologia genetyczna”.

Genome Project, którego zakończenie planuje się na 2005, być może jest najbardziej rewolucyjnym przedsięwzięciem wszech czasów. Kiedy już rozszyfruje się ponad 6 mln cech obu zestawów instrukcji DNA, człowiek przyszłości stanie się albo ofiarą wprowadzanych chorób, albo niezwykle zdrowym. Placówka w Los Alamos doszła daleko w badaniach tego rodzaju, podobnie jak Cold Spring Harbor, obie posiadają wieloletnie doświadczenie w inżynierii biotechnologicznej ze śmiercionośnymi wirusami.

Konsekwencje tego dla tych, którzy mogą się chronić, i tych których uważa się za zbytecznych, są zdumiewające i bardzo łatwe do rozszyfrowania. Jeśli jesteś na celowniku, żegnaj, jeśli odniosą sukces na czas, nasze wnuki będą fanami Sinatry. W książce „Biotechnologia i ludzki genom” [Biotechnology and the Human Genome], dr Mark Bitensky napisał:

„Istnieją poważne różnice we wrażliwości na sposób w jaki reagujemy na leki, i poważne różnice w naszej podatności na choroby i czynniki fizyczne. . . Mając to niezwykłe narzędzie sekwencji ludzkiego genomu, umożliwi nam dostosować opiekę medyczną, poznać i zająć się indywidualnymi cechami naszych pacjentów. Będziemy w stanie doradzić im o ich własnym ryzyku, a nie całej populacji. Będziemy w stanie diagnozować i leczyć ich choroby i uniemożliwić im nieodpowiednie narażanie się, w znacznie bardziej wyrafinowany i ludzki sposób. . . Będzie możliwość zapewnienia bardzo wysokiego poziomu opieki medycznej, poziomu który uwzględni indywidualne różnice i który uwzględni złożoność ludzi”.

Ale jest i ciemna strona tego lśniącego obrazu. Ludzie którzy kontrolują te informacje będą mogli, jeśli zechcą, bardziej precyzyjnie celować w tych, którzy są przeznaczeni na zniszczenie. Chociaż dr Bitensky nie mówi o tym, to intruzje biologiczne przez sztucznie stworzone nowe wirusy, będzie dużo łatwiej tworzyć wykorzystując badania genomu. Te „głębokie” różnice będą mogły być wykorzystane jako broń niszczenia – nawet przeciwko całym rasom – które już są niechciane.

Mając historię genomu specyficznej osoby, albo grupy, można będzie wyprodukować w laboratoriach każdą chorobę. Wydruk genetyczny ujawni wszystkie zmiany, jakich można będzie dokonać w enzymach człowieka, żeby stworzyć lepsze zdrowie albo śmiertelną chorobę. Nie będzie to trudne. Przeciętny człowiek nosi w sobie dziesiątki chorób, które pozostają uśpione, ale kiedy odpowiednio pobudzone, mogą wywołać natychmiastową albo powolną śmierć.

Zgodnie z planem Global 2000 masowego ludobójstwa pewnych grup rasowych i „nieakceptowanych” społecznie, badania DNA będą odgrywać coraz większą rolę. W „Erze technotronicznej” [The Technotronic Era], Zbigniew Brzezinski powiedział nam 30 lat temu to czego należy się spodziewać. Do końca XX wieku, prognozował Brzezinski, nasi władcy będą dysponować praktycznie wszelką wiedzą o każdym człowieku, łącznie z jego lub jej DNA.

Brzeziński strzelił w dziesiątkę. Postęp Olimpijczyków jest już bardzo zaawansowany. Genome Project to dla ludzkości zaledwie kolejny wielki krok.

Pomimo wspaniałych zalet, Genome Project jest potencjalnie najbardziej niebezpieczną metodą kontroli populacji kiedykolwiek wymyśloną. Jego konsekwencje są ogromne. Inżynieria genomu zapewni nielicznym wiedzę podobną do posiadanej przez Boga, i umieszczenie więcej władzy nad życiem i śmiercią w ich rękach niż kiedykolwiek sobie wyobrażano. Możliwy jest cały nowy naród ludzi, a z tym przychodzi takie niebezpieczeństwo, że w dowolnej chwili, za jednym zamachem, można by wymazać całe pokolenia przez uwolnienie wszczepionych utajonych śmiertelnych chorób. Po zakończeniu prac nad Genome Project, wirus AIDS, albo każdy wirus, można by, w regularnych cyklach, łatwiej szerzyć by wymazać „bezużytecznych zjadaczy” Bertranda Russella.

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

Niezależnie od tego co uważa się za przyczynę epidemii AIDS, to odczuwamy jej katastrofalny skutek.

Pamiętamy analizę Dona Rowe’a dla Wall Street Digest:

„Funkcjonariusze zdrowia publicznego szacują, że 2,4 mld ludzi (połowa populacji świata) może umrzeć na AIDS w ciągu następnych 15-20 lat. Pod względem ekonomicznym, systemy ubezpieczeniowe i medyczne mogą ulec zniszczeniu w latach 1990. Nic oprócz spektakularnego przełomu w medycynie nie powstrzyma zachodniej cywilizacji przed doświadczeniem najgorszej katastrofy w dziejach świata”.

Czy to znajduje się nawet w sferze możliwości? Poniżej fragment dokumentu rządowego wywiadu. To nie jest rodzaj artykułu jaki znajdziesz wśród reklam domu towarowego w swojej porannej gazecie. Jest to taki rodzaj artykułu, które ma być widoczny tylko dla urzędników państwowych.

Ale jest idealnym przykładem tego co oni wiedzą, i potajemnie omawiają, z dala od opinii publicznej, o epidemii AIDS. Jeśli nie przeczytasz nic innego z tej książki, to proszę, przeczytaj to dokładnie. I zapamiętaj. A potem zapytaj się: Jeśli to jest prawdą, to dlaczego nie słyszałem o tym od moich liderów politycznych i krajowych mediów?

Cytuję:

„Niedawne badania w Fort Detrick potwierdzają to co już wiedziano, tj. że zmiany genetyczne w wirusie AIDS są dużo większe niż wcześniej oczekiwano. Poprzez każde skażenie komórki, cykl rozmnażania wirusa HIV w tej komórce będzie produkował nowe odmiany, które następnie dostosują się do rodzaju tkanki w której żyją. Jednocześnie odmiany wykazują się większym stopniem złośliwości, która przyspiesza ze wzrostem liczby wirusa.

„W ten sposób jest zupełnie możliwe przenoszenie wielkiej liczby odmian HIV z zainfekowanej na niezainfekowaną osobę, i dużo szybciej niż wcześniej się spodziewano. To uwiarygadnia raporty nie-WHO wychodzące z Afryki, Brazylii i Haiti, że szerzenie się AIDS osiągnęło ‚wybuchowe proporcje’, bo im większa liczba osób jest skażona AIDS, tym szybszy jest cykl rozmnożeniowy wirusa.

„Dalsze dane zebrane w Fort Detrick potwierdzają, że koncentracja wirionów AIDS we krwi jest dużo większa niż kiedy do Zairu wprowadzono wirus HIV po raz pierwszy. Titranty milionów zakaźnych wirionów na milimetr wykrywa się u coraz większej liczby ludzi w ostatnim stadium AIDS przed zgonem.

„Kontynent afrykański, Brazylia i Haiti, stały się domem dla nowych szczepów wirusa AIDS o coraz większej patogenności [chorobotwórczości]. Teraz Fort Detrick i Los Alamos prowadzą badania nad tymi nowymi szczepami wirusa AIDS, które, na tym początkowym etapie badań, wydają się mieć tendencję do szybkiego rozprzestrzeniania się drogami oddechowymi.

„Te nowe wirusy, które wydają się mieć coś wspólnego z zakaźną końską anemią, skoro mogą się rozprzestrzeniać poprzez aerozole, stanowią największe niebezpieczeństwo dla ludzkości na całym świecie, bo będzie możliwe ograniczenie szerzenia się takich wirusów do Afryki, Brazylii i Haiti. Dlatego optymistyczna opinia, że to co wydarzy się w Afryce jest naprawdę bardzo małym powodem do alarmu w USA, jest nierozsądna.

„Obecnie nie ma żadnych powodów by uważać, że nowy wirus AIDS nie zostanie przeniesiony przez wiatr ponad oceanami. Epidemia hiszpańskiej grypy [21] niezbicie udowodniła, że szerzenie się wirusów poprzez wiatr było sposobem przenoszenia między całkowicie odizolowanymi wioskami i osadami, które nie miały ze sobą nic wspólnego. Istnieją wszelkie powody by uważać, że kiedy ten nowy szczep wirusa AIDS dotrze do Ameryki, a są tacy którzy uważają iż on już dotarł, to jego marsz przez kontynent północno-amerykański będzie nie do zatrzymania. Homo sapiens może równie dobrze zniknąć z powierzchni ziemi na zawsze”.

Epidemia AIDS nie weszła jeszcze na wysokie obroty. Komitet Global 2000 postawił sobie za cel 500.000.000 zgonów do roku 2010. I choć ogólną postawą większości Amerykanów wobec Afryki jest obojętność, to badacze AIDS wykryli, że szablon epidemii w USA i Ameryce Łacińskiej coraz bardziej przypomina to co widzimy w Afryce: teraz choroba rozprzestrzenia się wśród heteroseksualistów. Już nie występuje przeważnie wśród homoseksualistów i narkomanów ‚dożylnych’.

Przeszła na populację heteroseksualną w każdej grupie wiekowej, w sposób którego jeszcze nie rozwikłano. Lepiej szybko to zauważmy. Jak powiedział dr Thomas C Quinn z Krajowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych: „Kiedy już stanie się ustanowioną epidemią heteroseksualną, będzie miała potencjał szybszego zwiększania się w liczbach, jak w Afryce”. A dzisiaj w Afryce umierają miliony.

Jak mówi jeden z raportów wywiadu: „Afryka weszła w erę depopulacji”.

I to wszystko jest dokładnie to co zaplanowali Olimpijczycy. Angielski Książę Filip, który udaje o dobrym sercu ekologa, pozwolił zajrzeć w ich wrażliwość jednym z najbardziej obrzydliwych dowcipów w historii: wypowiadając się dla World Wildlife Fund 8 sierpnia 1988, arystokratyczny książę powiedział:

„Gdybym miał się jeszcze raz urodzić, to chciałbym wrócić jako śmiertelny wirus, żeby mieć jakiś udział w rozwiązaniu problemu przeludnienia”.

I na pewno nie jest jedyny wśród ekologów. Najbardziej radykalną z dobrze znanych grup jest „Earth First” [Najważniejsza Ziemia]. Jednego z jej rzeczników, Davida Foremana, zacytowały europejskie dzienniki w czerwcu 1987, kiedy powiedział:

„AIDS to nie klątwa, ale mile widziana i naturalna metoda zmniejszenia populacji świata”. [22]

Udostępniona mi ostatnio tajna informacja mówi, że Robertowi McNamara, którego teraz ogłoszono głównym rzecznikiem planistów Global 2000, nakazano przyspieszyć retorykę przeciwko „przeludnieniu”, przyzwyczaić klasę średnią świata do pomysłu, że nieuchronna jest ogromna liczba zgonów na planecie, wypełnionej po brzegi ludzkością.

Obserwuj ten rozwijający się na naszych oczach scenariusz: forum McNamary coraz bardziej będzie ONZ. Przy asyście zespołu socjologów i antropologów z ONZ, i korzystając z danych potajemnie sporządzanych w Cold Spring Harbor, opracowano szablon kolejnego ludobójstwa. Zatytułowany „Polityka globalna na rzecz postępu w rozwoju człowieka w XX wieku” [A Global Policy to Advance Human Development in the 20th Century], liczy 56 stron i przedstawia to o czym będzie mówił McNamara. Chodzi tu o „ogromne wysiłki globalne” w celu zahamowania wzrostu populacji do końca lat 1990.

W tym globalnym planie ludobójstwa, pośrednią, ale bardzo ważną rolę, odgrywa również Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). Oskarża się go o kreowanie warunków odpowiednich dla rozprzestrzeniania się AIDS i złożonych powiązanych z AIDS chorób, zwłaszcza gruźlicy, którą zawsze uważano za „chorobę biednego człowieka”.

MFW udziela pożyczek krajom z „uwarunkowaniami”, do których realizacji zobowiązane są przyjmujące je rządy. Najostrzejsze uwarunkowania spadają na najbiedniejsze kraje Trzeciego Świata. Raport wywiadu o sytuacji gospodarczej niedawno stwierdził:

„Swoje dane MFW otrzymuje od wnioskujących krajów o ich „Indeksie Względnych Jednostkowych Kosztów Pracy” [Relative Unit Labour Cost index – RULC], który jest kluczowym wskaźnikiem ekonomicznym mierzącym krajowy koszt pracy względem międzynarodowego kosztu pracy, liczony w stosunku do handlu krajów rozwiniętych z krajami gospodarczo zacofanymi. RULC jest kluczem do zdolności kredytowej kraju i pokazuje również jego potrzebę dewaluacji tam gdzie ta potrzeba istnieje. Jest to indeks wykorzystywany do określenia czy kraj będzie w stanie spłacać swoje pożyczki poprzez jego zdolność generowania eksportu.

„Ten indeks oraz indeks stosowany dla określenia skuteczności kursu wymiany waluty na przestrzeni lat, MFW systematycznie fałszuje. W ten sposób może wywierać presję na rządy by cięły standardy kosztów utrzymania. Polityka MFW to żądanie wydawania coraz mniejszej kwoty w skali krajowej na opiekę zdrowotną, żywność i mieszkalnictwo dla lokalnej populacji. W większości przypadków jest to wykonywane. Dobrym tego przykładem jest Brazylia, bo cruzeiro jest dewaluowane niemal co 3 miesiące, i obniża się proporcjonalnie standard życia społeczeństwa.

„To doprowadziło do niedożywienia, przeludnienia i coraz biedniejszej opieki zdrowotnej. Taka sytuacja szerzy się w Afryce, niektórych częściach Ameryki Łacińskiej i na Karaibach. Jest to klimat idealny dla wprowadzania chorób pod przykrywką naturalnych.

„Były przypadki gdzie oburzeni członkowie rządów o dużych biednych populacjach próbowali ujawnić fałszowanie przez MFW kluczowe dane, ale MFW zwalniał takich funkcjonariuszy jako niedoinformowanych, choć prywatnie groził tym rządom anulowaniem pożyczek, jeśli pokażą się kolejne skargi. Do tej pory to odnosiło pożądany skutek.

„W wyniku trudnych uwarunkowań nałożonych na kraje Trzeciego Świata przez MFW, teraz rozwij się wiele chorób typu epidemicznego, nie najmniejszą z nich jest gruźlica, której nowy szczep, odporny na znane leczenie staje się coraz bardziej powszechny”.

Na temat afrykańskich krajów czytamy w raporcie:

„Od wprowadzenia programu (uwarunkowań) dostosowania strukturalnego przedstawionego przez MFW w 1986, opieka zdrowotna gwałtownie spadła, a z nią dramatycznie powiększyła się liczba zgonów. Żółta febra, malaria i cholera, wcześniej kontrolowane przez odpowiedni program zdrowotny, teraz niekontrolowane pustoszą te kraje.

„Nigeria, jeden z najbogatszych krajów objętych programem MFW, również odczuwa narzucone na nią ograniczenia. Nigeria ma 60% wszystkich lekarzy i pielęgniarek w czarnych krajach afrykańskich, ale jej personel medyczny stale redukowano od 1986 do dzisiaj, i Nigeria dojrzała do ogromnej eksplozji tradycyjnych chorób, co ułatwi AIDS rozprzestrzeniać się jak pożar.

„MFW wykorzystuje ‚rozwiązanie prezerwatywne’ dla celów kontroli urodzeń, i mimo szerokiej kampanii reklamowej promującej ich stosowanie, jakość prezerwatyw jest tak zła, że aż 80% z nich pęka albo przecieka.

„Wirus AIDS wszedł w wybuchową fazę w Afryce, i do tej samej sytuacji szybko dochodzą kraje azjatyckie takie jak Indie i Tajlandia. Do roku 2000, komputerowe prognozy wykazują, że będzie prawie 100.000.000 przypadków AIDS w Afryce, z Indiami i innymi częściami Azji prognozowanymi na całkowitą liczbę 90.000.000 przypadków.

„Prognozy dokonywane w Los Alamos wykazują, że będzie 200.000.000 przypadków AIDS w krajach nierozwiniętych w roku 2000. Zaczyna pojawiać się pewien niepokój w zespołach, że pandemia AIDS może być nie do zatrzymania. Jeśli 79-80% przypadków AIDS ma miejsce w krajach Trzeciego Świata, to AIDS może już wymknęła się spod kontroli. Przyspieszenie epidemii odpowiada redukcji reakcji.

„Prawie 70% przypadków AIDS w Afryce występuje wśród osób heteroseksualnych. To samo odnosi się do Azji i Brazylii. Do roku 2000 liczba osób chorujących na AIDS w Azji będzie równa tej w Afryce. AIDS stała się zabójcą biednych, dzięki wymaganym przez MFW cięciom w standardach opieki zdrowotnej i obniżeniu standardów żywieniowych.

„Najnowszy raport WHO, nie będący w obiegu, mówi, że rządy biednych krajów zrezygnowały z walki by ograniczyć AIDS.To szczególnie odnosi się do Indii, gdzie epidemia AIDS eksploduje ze zjadliwością większą niż w krajach zachodnich.

„Z punktu widzenia doświadczonych wirusologów, nie widać lekarstwa na AIDS. Opinia wyznawana przez dr Jonasa Salka, że trzeba znaleźć fundusze na wzmocnienie ludzkiej odporności, a nie na próby wykrycia antyciał, które mogą zabijać wirusa AIDS, wydaje się zdobywać poparcie wśród tych członków profesji medycznej, którzy zdają sobie sprawę z tego, że AIDS jest wykreowanym wirusem.

„Podkreślając wyniki wpływu MFW na sytuację, teraz występuje nowe zagrożenie, wysoce zjadliwa odmiana gruźlicy w biednych krajach i wśród ubogiej ludności w Stanach Zjednoczonych. . . raport opracowany przez CDC, które nie jest w obiegu, mówi, że częstość występowania nowych szczepów lekoodpornych prątków jest dwukrotnie większa od ostatnich badań przeprowadzonych w 1984. Liczba zachorowań na gruźlicę w USA od 1985wzrosła o 20%. Każdy pacjent chory na gruźlicę stanowi cel wirusów AIDS, a ci z AIDS są bardzo podatni na zarażenie się gruźlicą. Konsekwencje nie są trudne do zrozumienia: podwójna plaga najbardziej zjadliwego rodzaju ma wybuchnąć z wielką siłą w przeludnionych centrach amerykańskich miast, i to już się rozpoczęło.

„Żeby potwierdzić związek gruźlicy z biedą, zespół w Los Alamos przeprowadził niedawno badania wśród bezdomnych. Ich wyniki mają piętno „choroby biednego człowieka” co do tego, że bezdomni mają 40 razy większą szansę infekcji gruźlicą niż ci wygodnie żyjący. Wniosek jest taki, że rozprzestrzenianie się gruźlicy przyspiesza szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, i że wybuch śmiertelnych epidemii jest coraz bliżej”.

AIDS stanowi klucz dla planów Global 2000, z powodu jej skuteczności w atakowaniu płuc. Wyobraźmy sobie epidemię AIDS, po niej epidemię gruźlicy, a następnie dżumy płucnej [pneumonic plague], jak ta która zabiła setki tysięcy w Mandżurii i wschodnich Indiach w latach 1910-1911, i jeszcze raz w Europie w 1919-1921.

Kiedy wirus AIDS lokuje się w płucach, szerzy się poprzez wydzieliny oddechowe, takie jak kaszel i katar, i w sprzyjających warunkach staje się bardzo zaraźliwą chorobą zakaźną. Jedną z korzystnych sytuacji dla rozprzestrzeniania się AIDS jest zatłoczone miejsce zamieszkania, niewystarczająca wentylacja i pogoda, zwłaszcza kiedy jest chłodniej, tak jak zimą na Bliskim Wschodzie, w Indiach i Pakistanie, Malezji i na Filipinach. Dżuma płucna kwitłaby w tych warunkach.

Nietrudno wyobrazić sobie błyskawiczne rozprzestrzenianie się gruźlicy w następstwie AIDS, po niej dżumy płucnej w całej Afryce, biorąc pod uwagę sytuację tak graficznie przedstawioną przez dr Debret w jego wywiadzie dla Paris Match w 1989, i szerzenie się od Afryki do Indii, Filipin, Malezji i Chin. ONZ, popierana przez siły wojskowe w USA, może skutecznie zorganizować kwarantannę tych krajów, utrudniając ucieczkę każdemu przez „kordon sanitarny” ustanowiony przez WHO, albo jakąś inną instytucję Jednego Świata. Miliony pozostawiono na śmierć. Somalia była „sprawą testu”. Po nowej, wywołanej przez komary malarii, która działa przeciwko systemowi odpornościowemu, sprowadzonej na społeczeństwo, wysłano wojska ONZ w celu przetestowania „cordon sanitaire”.

Wraz z postępem tej strategii, pożyczki od MFW i Banku Światowego dla krajów Trzeciego Świata będą coraz bardziej wymagały by rządy wprowadzały w życie specyficzne plany zmniejszenia swoich populacji. Środki antykoncepcyjne i ostre kary dla rodzin przekraczających pewną liczbę są częścią tego wymogu. McNamara podkreśla 4 globalne problemy środowiskowe wywołane przez przeludnienie: utratę bioróżnorodności, kwaśne deszcze, zniszczenie warstwy ozonowej i zmiany klimatyczne.

„Każdy z nich jest czynnikiem zwiększającym populację” – oznajmił – „i zwiększonej konsumpcji per capita”.

Ale zawsze zapominał wspomnieć, że ogromne poziomy konsumpcji, które są niebezpieczne dla środowiska, występują wśród bogatych, a nie biednych. To nie ubodzy tego świata spalają miliony galonów ropy naftowej latając prywatnymi odrzutowcami. To nie ubodzy tego świata wypalają dziurę w warstwie ozonowej. To nie ubodzy tego świata niszczą lasy deszczowe by tworzyć nowe bogactwa. Spróbujcie wyobrazić sobie ogrom spalanych i konsumowanych zasobów ziemi by wspierać styl życia jednego dużego klanu super bogatych jak Kennedy i Rockefellerowie lub Sabah z Kuwejtu – w porównaniu do potrzeb, które podtrzymują proste potrzeby stylu życia ubogich wiosek na całym świecie.

Kiedy McNamara i jego zespół pracowali nad planem Global 2000, WHO w Genewie wysyłała dyrektywy do swoich filii, żądające „znacznego zwiększenia liczby szczepionek wirusowych bez obniżania ich jakości czy mocy”. W drugiej połowie lat 1990 wystąpi presja by zwiększyć tempo pozbywania się z planety „bezużytecznych zjadaczy”.

Kościół Katolicki może – i to zrobi – wykorzystać swoje ogromne zasoby do zwalczania planu Global 2000, masowej sterylizacji i antykoncepcji. Ale nawet Kościół Katolicki nie odważyłby się obwiniać Olimpijczyków za zgony dziesiątków – albo setek – milionów z „przyczyn naturalnych”. Epidemia AIDS będzie tylko tego częścią. Komitet Global 2000 liczy także na epidemię gruźlicy, która już zainfekowała ponad miliard ludzi. Nowy szczep gruźlicy jest oporny wobec wszystkich metod leczenia, a śmiertelność z powodu nowego bakcyla gruźlicy jest 10 razy wyższa od wcześniej znanych typów tej choroby. Ten nowy szczep może być częścią procesów opracowanych dla „przyspieszenia” śmiertelności. Ale tak długo jak świat będzie wierzył w to, że AIDS i ten nowy szczep gruźlicy zostały stworzone przez naturę, te zgony będą opłakiwane tylko jako tragiczny skutek „przyczyn naturalnych”.

Ile osób pozwoli sobie uwierzyć w prawdę? Ile zażąda uczciwej odpowiedzi na pytanie: Czy wirus AIDS został naprawdę stworzony w naszych laboratoriach broni chemicznej i bakteriologicznej?

Może niewystarczająco wiele. Jak powiedział dr John Seale:

„Niewątpliwie większość ludzi odrzuci sugestię, że epidemia AIDS w Ameryce może być rezultatem działania celowej broni biologicznej, godnej jedynie fikcyjnej fabuły Iana Fleminga. Ale to z pewnością jest nie mniej wiarygodne naukowo, niż hipoteza obecnie preferowana przez biologów molekularnych. To nawet może być prawdą, choć dziwną, ale prawda jest zawsze dziwniejsza od fikcji”.

Dr Seale zakończył ze smutkiem: „Trwa największe ukrywanie choroby w historii”. Do uczestników tego ukrywania, mówi dr Seale, należą redaktorzy czasopism medycznych i naukowych, którzy „wprowadzili w błąd kolegów o charakterze i dotkliwości epidemii AIDS. . . Dzięki wybiórczej akceptacji, albo odrzucaniu oryginalnych prac i listów, i wybór autorów by pisali ‚bezpieczne’ artykuły redakcyjne i przeglądowe, utrwalali niebezpieczne opinie”.

Ale on wie to co wiedzą jego koledzy: „Każdy badacz-biolog który bez emocji badał wirus i epidemię, wie, że początki wirusa mogą leżeć w rozwoju nowoczesnej biologii, tak jak początki bomby nuklearnej leżą w nowoczesnej fizyce. . . Większość która to widzi – milczy, ale coraz więcej z nich rozmawia prywatnie, mimo że brakuje im odwagi moralnej by wypowiedzieć się publicznie. Oni nadal wierzą, że to koszmar który zniknie z jutrzejszym świtem”.

Ale ten koszmar nie zniknie ze świtem. Jeśli będziemy udawać że odejdzie, to najgorsze jeszcze jest przed nami.

I tak jak powiedział filozof Schopenhauer: itd., aż stanie się najgorsze. Ale co możemy zrobić? Drakońskie rozwiązania są sprzeczne z amerykańskim charakterem. Ilu Amerykanów, tolerancyjnych wobec praw obywatelskich, sprzeciwiłoby się obowiązkowym badaniom na AIDS? Dla każdego. Wtedy rząd wprowadziłby prawo, które gwarantowałoby, że zainfekowani nie przeniosą wirusa na zdrowych.

Zostawiam to własnej wyobraźni każdego, w jaki sposób będzie prowadzona ta polityka – i jaki wpływ będzie miała na nasze życie, na nasze społeczeństwo, dla przyszłych pokoleń, dla cywilizacji jaką znamy. Jak napisał dr Seale: „Wymagane przez rząd działania są porównywalne do tych jakie się podejmuje prowadząc wojnę”. W Afryce, podejmuje się zdecydowane kroki by izolować tych z AIDS, choć dużo za późno, żeby uratować populację.

A w Indiach każdy wykryty z AIDS był natychmiast więziony, i nigdy nie zwolniony. Kropka.

A jeszcze: najbardziej przerażającą myślą ze wszystkich jest to, że jeśli nie zażądamy od naszych instytucji natychmiastowej i uczciwej reakcji na epidemię, to będzie taki dokładnie rodzaj przyszłości jaka nas czeka. Jeśli da się wolną rękę Olimpijczykom w rozprzestrzenianiu AIDS pod przykrywką „katastrofy naturalnej” – i całkowitą ochronę praw obywatelskich skażonych – aż kiedy powaga kryzysu stanie się widoczna dla wszystkich Amerykanów, to takiego rodzaju drakońskiego rozwiązania zażądają tłumy na ulicach.

Panika przed plagą wystrzeli nas w rozwiązania policyjnego państwa, co, dla Olimpijczyków będzie dodatkową korzyścią z epidemii AIDS, skoro oni będą kontrolować policję, poza wszelki koszmar jaki możemy sobie w ogóle wyobrazić w Ameryce. Pamiętajmy co powiedział nam Brzezinski ponad 20 lat temu: Tu chodzi o kontrolę. W każdej jej postaci.

Jeśli Olimpijczykom uda się utrzymać amerykańskie społeczeństwo w stanie uśpienia do czasu kiedy jego przetrwanie jako narodu będzie wymagało państwa policyjnego, to Olimpijczycy zadowoleni wkroczą by nim rządzić. I będą postrzegani jako bohaterowie którym udało się je uratować. Z tego koszmaru wyjdzie coś niewyobrażalnego na początku XXI wieku. Dyktatura – godna Hitlera – rządząca Ameryką. I mając technologię (i biotechnologię) w swoim arsenale, to przekroczy najśmielsze marzenia Hitlera.

CDN…

Tłum. Ola Gordon

Tags : , , , , ,

Komentowanie zamknięte.