Najnowsze

Opublikowano Czerwiec 30, 2015 Przez Jan W Polska

Bój Warszawy 1944

Zwykle w czasie lata nasilają się rocznice ważnych wydarzeń w historii Polski. Pisałem już wielokrotnie, że koło 100 lat temu definicja państwa uległa zmianie. Starsi i mądrzejsi tworzą nowe pojęcia, na przykład awatar, troll, czy też zmieniają stare. Takim zmianom uległy pojęcia „naród”, „ojczyzna”, „państwo”. Obecnie państwo, to obszar zamieszkały przez 5 do 10 milionów ludzi, nadzorowany przez aktorów sceny politycznej, dobieranych pod kątem spolegliwości i bezmyślnego wykonywania poleceń.

a,a

Przypomnę, że tzw. wielcy rewolucjoniści wykonujący zlecenia twórców historii, zazwyczaj ginęli z rąk tych samych ludzi, którzy wynieśli ich na stołek. Niestety, większość tzw. historyków urzędowych nadal powtarza te same głupoty, które w czasie minionych 80 lat, od 1944 roku, wmawiali nam okupanci. Z całym szacunkiem dla śp. prof. P. Wieczorkiewicza, który otworzył mi oczy na pewne zagadnienia z I połowy XX wieku, jego opowiadania znajdujące się w internecie są po prostu utrwalaniem historii agitatorów komunistycznych. Jego wykłady historii powstały w latach 1990., a książka na przykład Shulltona, wyjaśniająca przyczyny zarówno I, jaki i II wojny światowej, powstała już w 1976 roku. Książka jest tak doskonale udokumentowana, że wszelkie podręczniki szkolne w tym Wesołym Baraku nad Wisłą powinny natychmiast zostać wymienione.  Jeżeli tak się nie stało, to znaczy, że odpowiednie służby specjalne czuwają nadal nad ogłupianiem zamieszkałej tutaj ludności.

Podobnie inne książki, omawiające tzw. rewolucję francuską, czy październikową, dokładnie opisujące ich przyczyny i skutki, w Polsce są zabronione! Bałamucenie więc przez prawie 100 lat po tym wydarzeniu społeczeństwa o roli płatnego agenta od mokrej roboty, Goldmana-Lenina, jest zwykłym bajdurzeniem. Albo pan profesor nie był takim specjalistą od XX wieku albo celowo okłamywał rodaków. Podobnie ks. prof. Zwoliński w swoich wykładach zamieszczanych na „YouTube” o masonerii, opowiada bajki zarówno o tzw. rewolucji 1917 roku, jak i o historii powstania i działania masonerii. Przecież ksiądz Profesor doskonale powinien znać zasady działania wydawnictw i ich rolę w dezinformacji ludności, a nie powoływać sie na książki występujące w otwartym obiegu. Ktoś przecież musiał wydać pieniądze na ich druk, dystrybucję itd.

Trudno także zakładać, że ks. Profesor nie zna zasady przepływu pieniądza i ludzkiej chciwości. To przecież chciwość, doskonale od kilku tysięcy lat wykorzystywana przez starszych i mądrzejszych, jest głównym motorem zachodzących zmian. Idee powstają dopiero po faktach, mając uzasadnić działania zwycięzców. Nigdy nie jest odwrotnie, jak nam usiłują wmówić zawodowi dezinformatorzy, powielając je. Żaden tam studencik, czy pisarzyna nie tworzy historii. To jest typowe ogłupianie ludzi. Pisarzyna  tylko użycza swojego talentu temu, kto lepiej płaci, aby opisać zachodzące zmiany w sposób zrozumiały dla poziomu odbiorcy, a jednocześnie ukryć prawdę. Typowym przykładem jest H. Sienkiewicz z jego Potopem, maskującym najazd 200 000 armii moskiewskiej na Rzplitą. Ale wydawał to przecież w zgodzie z carską cenzurą, u Kronenberga, współpracownika konsorcjum Rothschilda. Przecież zarówno Kraszewski – agent wywiadu francuskiego, czy Ossendowski – agent kilku wywiadów, czy nawet Kapuściński – agent Informacji (?), nie pisali książek wydawanych w setkach tysięcy egzemplarzy, dlatego, że mieli takie fanaberie, tylko na zlecenia. Honoraria dla tzw. pisarzy są doskonale zamaskowana formą wynagradzania za inne prace, wystarczy przypomnieć Bolka.

Tylko jakiś eunuch intelektualny może mówić o tym, że jakiś 22-letni student zostaje nie tylko profesorem uniwersyteckim, ale, że tworzy organizację Iluminatów, swoim zasięgiem kontrolującą wszystkich władców Europy i to w dodatku w przeciągu 4 lat. Takie dyrdymały pisali specjalnie najęci dezinformatorzy, aby przeciętny czytelnik gubił się w szczegółach. Natomiast ktoś zawzięty i dociekliwy znajdzie maleńkim drukiem podaną informację, że p. Weishauptt korzystał z pieniędzy konsorcjum Rothschilda. Czyli ja mam wierzyć, że przychodzi studencina do wielkiego bankiera tak z ulicy i ten nie tylko go przyjmuje z otwartymi „rencami”, z litości i ujęty jego erudycją, daje mu nieograniczony kredyt? No to idź, Szanowny Wnuczku, do jakiegokolwiek banku i spróbuj dostać kredyt albo spróbuj dostać się w ogóle na audiencję do pana prezydenta, czy wojewody itd. Zmądrzałeś?

Sam więc musisz osądzić Wnuczku, jakimi motywami kierują się ludzie opowiadający te bajki. Internet szczególnie dobrze służy takiej dezinformacji, z kilku przyczyn. Po pierwsze, prawdziwe adresy internetowe są znane tylko wtajemniczonym. Po drugie, nawet jak się przypadkowo zna dany adres, to bardzo często, przynajmniej na moim komputerze, wyświetla się informacja po angielsku lub polsku, „dla twojego ID portal niedostępny”. Po trzecie, istnieją specjalne foremki, zajmujące się, za odpowiednią opłatą, tzw. pozycjonowaniem portali. Wiadomo, że jeżeli może to zrobić mała firemka, to na pewno wielcy giganci dezinformacji – czytaj służby specjalne – na pewno to wykorzystują. Współpraca Google z CIA, czy NSA, jest znana od wielu lat. Po czwarte, jeżeli znajdzie się witryna niepodporządkowana, to znika w bardzo szybkim czasie. Jako pierwsi otworzyliśmy witrynę „Deportacje.pl”, przedstawiającą losy osób wywiezionych na Sybir, czyli do łagrów. Witryna była na tyle ciekawa, że jej autor zdobył nawet pierwsze miejsce w jakimś tam konkursie. Żywot jej był jednak bardzo krótki, po kilku miesiącach już się zawieszała na całe tygodnie, a po roku po dopaleniu pokazywały się portale pornograficzne. I w żaden sposób nie mogliśmy jej odzyskać.

Poprzez odpowiednią edukację wymazuje się pojęcie „ojczyzna” i „narodowość”. Proszę zauważyć: pojęcie „naród” wymazano ze świadomości ludzi już w 1972 roku, kiedy to nadzorca z ramienia Kominternu, gensek Edward Gierek, wymazał z dowodów osobistych pojęcie narodowość. I co najciekawsze, praktycznie nikt nie protestował! Proszę zauważyć, że w Azji nadal żyją plemiona. Tacy Jakuci, plemiona mongolskie, nigdy nie stworzyły narodów w naszym łacińskim zrozumieniu. Nawet jak powstawały doraźnie państwa, na przykład Czyngis Chana, to najczęściej już po dwóch pokoleniach rozpadały się całkowicie. Oni nadal żyją na prawach rodów, ewentualnie plemion, tak jak potomkowie Chazarów, zwani w Polsce żydami aszkenazyjskimi. To pojęcie „żydzi aszkenazyjscy” stworzyła dopiero w XIX wieku nauka pruska, w celu wykorzystania  tej grupy ludzi do realizacji swoich dalekosiężnych planów. Początek tych planów to program Kanclerza Bismarcka stworzenia po 1871 roku konsulatów w Kijowie i Odessie. Przypomnę, że w tym czasie nie było tam Niemców. Odessa jeszcze w 1911 roku była w ponad 75% polskojęzyczna. Kto o tym wie?

Takie pranie mózgów kolejnym rocznikom zapewnia tzw. edukacja publiczna poprzez wymazywanie pamięci narodowej. Grupy ludzi bez pamięci historycznej przestają być narodem. Przypomnę wiec wydawnictwo podziemne z lipca 1945 roku, o BOJU WARSZAWY, zwanym obecnie niesłusznie POWSTANIEM WARSZAWSKIM. Jest to streszczenie opracowania wydanego w lipcu 1945 roku, a znajdującego się w Bibliotece Narodowej.

Muszę się także usprawiedliwić, że nie jestem warszawiakiem, nikt z mojej rodziny nie mieszkał w Warszawie, ostatni raz byłem w Warszawie przed chyba 15 laty i już, po wypadku, nie będę. Tak więc cały tekst nie jest podyktowany jakimś lokalnym patriotyzmem. Zdziwienie budzi tylko fakt, że pisze to nie Warszawiak, a Wielkopolanin z pochodzenia, czy Pomorzanin z przypadku.

Walki sierpniowe 1944, niesłusznie nazywano pierwotnie Powstaniem Sierpniowym, w nawiązaniu do Powstania Listopadowego, czy Styczniowego. Początki walk były bowiem podobne. „Zmiana nazwy BOJU WARSZAWY na Powstanie Warszawskie minimalizuje sprawę do jakiejś lokalnej rozgrywki, a tak nie było. Bój Warszawy nie był żadnym odosobnionym w czasie i przestrzeni wydarzeniem historycznym, jak to chcieli widzieć nasi nieprzyjaciele. Był natomiast najwspanialszym, choć tylko epizodem, polskiego ruchu niepodległościowego. Był konsekwencją nieprzerwanej walki o wolność narodu, podjętej 1 września 1939 roku”.

„Okoliczności rozpoczęcia akcji bojowej”. „Wiosną 1944 roku klęska Niemiec byłą już przesądzona i nikomu nie nasuwała wątpliwości. Pomyślny desant Anglosasów w Normandii i ich następne sukcesy, zwycięska ofensywa wojsk radzieckich na wschodzie, rosnący ferment wewnątrz Niemiec”. „Były odznaki świadczące, iż Niemcy, licząc się z rychłym opuszczeniem Warszawy, przygotowują się do drakońskiego spacyfikowania znienawidzonej przez nich stolicy, której już w pierwszych latach okupacji zapowiadali całkowitą zagładę. Istnieją dokumenty stwierdzające niemieckie zamiary zniszczenia Warszawy nawet gdyby jej nie dotknęły działania wojenne. W kluczowych punktach miasta Niemcy wybudowali pospiesznie betonowe bunkry oraz sprowadzili czołgi i ciężką broń maszynową, ustawili zasieki, mające w odpowiednim momencie sparaliżować ruch ludności i jej sterroryzowanie. Jednocześnie ogłosili brankę 100 000 mężczyzn do robót fortyfikacyjnych. Miał to być pierwszy krok do ewakuacji miasta. Warszawa brankę zbojkotowała całkowicie. Groziły wielkie represje. Groziło sparaliżowanie wszelkie akcji zbrojnej”. „Wtedy to, w ostatnich dniach lipca, wojska marszałka Rokossowskiego przekroczyły Wisłę w rejonie Warki i osiągnęły przedpola Warszawy (Wizowna, Miłosna, Wołomin, Radzymin), a patrole radzieckie docierały do krańców Pragi. Nad miastem ukazywały się pierwsze radzieckie samoloty, z okolic podwarszawskich dochodziły echa kanonady. Tymczasem radio moskiewskie donosiło o sukcesach oddziałów radzieckich i wzywało Warszawę do walki”.

Komentarz: Pierwsze samoloty radzieckie pojawiły się już w 1943 roku, bombardując miasto. Radio moskiewskie, tzw. Jutrzenka, wzywało do powstania prawie do połowy sierpnia. Trzeba także przypomnieć, że podobna branka w miastach na Białorusi kończyła się zamordowaniem 90% ludzi. I trzeba pamiętać, że w okresie wybuchu powstania przez Warszawę przechodziła najlepsza dywizja pancerna SS. Tak więc moment wybuchu był co najmniej dyskusyjny.

„Co było przyczyną porażki”. Rząd radziecki w czasie rozmów premiera Mikołajczyka z Mołotowem, jeszcze 31 lipca 1944 roku w Moskwie: „domagał się od strony polskiej natychmiastowego zrzeczenia się na rzecz Związku Radzieckiego wschodniej połowy Rzplitej oraz takiego przeorganizowania władz polskich, które by pozbawiły Polski niezależności, podając ją pod kierownictwo radzieckie”. „Jeżeli zaś chodzi o zarzut przedwczesnego rozpoczęcia boju Warszawy, to jest on równie wykrętny i fałszywy. Dowództwo polskie, rozpoczynając 1 sierpnia 1944 roku bitwę warszawską liczyło, że trwać ona może do kilkunastu dni. Oświadczenie Stalina, złożone premierowi Mikołajczykowi na Kremlu w dniu 9 sierpnia dowodzi, że przewidywania dowództwa polskiego były trafne i że istniały wyraźne szanse powodzenia warszawskiego boju. Nie wszyscy bowiem wiedzą, lub pamiętają, że Stalin we wspomnianym oświadczeniu wyraził ubolewanie, iż oswobodzenie Warszawy ulega odroczeniu, chociaż przewidywane było przez dowództwo radzieckie na dzień 6 sierpnia!!!”

„Pierwsze dni boju od 1 do 6 sierpnia”. „Bój Warszawy można podzielić na 3 okresy w zależności od sytuacji bojowej i charakteru walki. Dni od 1 do 6 sierpnia  – to okres naszej zwycięskiej inicjatywy i przewagi bojowej na przestrzeni prawie całej stolicy (oprócz Pragi, Ochoty i Woli, gdzie już drugiego sierpnia Niemcy rozpoczęli przeciwnatarcie, w którym do 5 sierpnia opanowali prawie całą Wolę). Działalność lotnictwa niemieckiego była na ogół słaba i ograniczała się do rejonu pl. Dąbrowskiego, gdzie znajdowały się siedziby naszego dowództwa. Za to już od pierwszych dni BOJU WARSZAWY rozpoczęli Niemcy systematyczne podpalanie domów i masakrowanie ludności, gdzie było to możliwe. W ten sposób największy węzeł drogowy środkowego frontu został dla ruchów niemieckich zablokowany. Był to niewątpliwie wielki nasz wkład w operacje wojsk radzieckich. Niestety, przez dowództwo radzieckie nie został wykorzystany. W nocy 5 sierpnia samoloty angielskie, przybyłe z dalekich baz we Włoszech, dokonały nad Warszawą i okolicą pierwszych zrzutów broni amunicji, przez kilka następnych nocy ponowiono te zrzuty, z których łącznie otrzymaliśmy około 35 ton materiału wojennego. Potem zrzuty ustały”. Przeszkodą okazała się polityka radziecka, która twierdziła, że Warszawa znajduje się w strefie operacji radzieckich i że akcja aliancka jest możliwa za pośrednictwem radzieckim.

Komentarz: Po pierwsze, pragnę zwrócić uwagę, że to sami Sowieci planowali zająć Warszawę już w pierwszym tygodniu sierpnia. Dlaczego tzw. polscy historycy nadal to przemilczają? Po drugie, podkreślam, że niszczenie Warszawy nie nastąpiło po zakończeniu działań zbrojnych, ale od samego początku Niemcy nie respektowali Konwencji Międzynarodowych odnośnie miast i masowo niszczyli cywilne domy poprzez palenie! Po trzecie, pragnę podkreślić, że na przykład mordy na Woli, gdzie w sumie zamordowano 50 000 ludzi, popełniły władze niemieckie, a nie Ukraińcy, jak to się obecnie próbuje wtłoczyć do głów społeczeństwa. Na terenach okupowanych za  ochronę ludności cywilnej odpowiada okupant. Jakieś żonglerki słowne pojęciem „oddziały ukraińskie” jest śmieszne. Naczelnym dowódcą był gen. von Bach, nie Ukrainiec. Wymordowano nie kilka przypadkowych osób, ale zastosowano masową eksterminację. Bez wiedzy naczelnego dowódcy było to niemożliwe. Trzeba pokreślić, że dowódcę tej armii Kamińskiego zlikwidowano na rozkaz Himmlera. Co niestety nie przywróci życia tym 50 000 pomordowanym.

Doskonale sceny mordowania mieszkańców Woli opisują pamiętniki żołnierzy niemieckich. W jednym z nich jest opis, jak to grupa niemieckich żołnierzy siedzi na placu przygotowując sobie posiłek. Ulicą jeżdżą samochody z głośnikami nawołujące do ewakuacji. Oficerowie niemieccy ponaglają mieszkańców namawiając ich na zgrupowanie się na palcu, gdzie czekają na nich samochody, którymi wyjadą z miasta. Na palcu stoi kilkanaście samochodów ciężarowych z opuszczonymi plandekami. Jak się zgromadziła duża liczba głównie kobiet i dzieci, to samochody odkryły plandeki i ukazały się karabiny maszynowe z siedzącymi za nimi żołnierzami. Na rozkaż (!) z samochodów otworzono ogień do bezbronnych. W podobny sposób Niemcy dokonywali rozminowywania lasów wokoło Warszawy. Na tereny zaminowane wpędzano kobiety i dzieci. Po przejściu takiej 200-300-osobowej gromady teren był czysty od min. Ciekawe, dlaczego tzw. polska kinematografia nie wykorzystała tych faktów w dobie tzw. komunizmu. Przecież faszyści to byli nasi wrogowie? A już białoruska kinematografia pokazuje takie sceny. Dla mnie jest to jeszcze jeden dowód, że żadnej zimnej wojny nie było. Po prostu, dokładnie uzgadniano co wolno, a czego nie wolno ruszać. Opracowanie wyjaśnia także sprawę zrzutów. Wyraźnie widać, że z góry założono, że żadnej pomocy dla Powstańców nie będzie. Już M. Rodziewiczówna pisała, że po drugiej stronie WISŁY BYŁO AŻ 14 LOTNISK. Dowożono pomoc dla Sowietów. Jest nawet film radziecki o przyjaźni lotników radzieckich z amerykańskimi i wspólnym dywizjonie. Proszę zauważyć: zrzucono tylko 35 000 kg. Jak podają świadkowie, pojemniki były pakowane różnie, np. czapki, instrukcje, itd., czyli szmelc. Wiadomo, magazynierzy chcieli się pozbywać szmelcu. Podobnie było z rzutami NATO w czasie wojny jugosłowiańskiej. Okazało się, że tylko 10% tego, co było na papierze magazynierów, wylądowało w Jugosławii, a co się stało z resztą, nie wiadomo. Powstanie trwało 60 dni. Brało w nim udział ponad 40 000 żołnierzy. Czyli zrzuty stanowiły mniej, aniżeli jeden kilogram na osobę, na dwa miesiące. Czyli kilka granatów, parę magazynków, parę puszek, to znaczy, że zrzuty były bardziej aniżeli symboliczne i wychodzi po około 50 gram na dzień. To również znaczy, że praktycznie całe uzbrojenie musiało być zdobyczne.

Poza tym, jak wynika z publikacji Shulttona z 1976 roku, praktycznie całe zaopatrzenie dla Sowietów pochodziło z USA. Gdyby więc ktokolwiek z Aliantów brał na poważnie bój warszawski, to samo zagrożenie wstrzymaniem pomocy dla Moskwy, natychmiast spowodowałoby wyrażenie zgody na wszystko, czego by Amerykanie żądali. Nieuwzględnianie tych faktów przez polskojęzycznych historyków, szczególnie krakowskich, od razu pokazuje ich miejsce w dezinformacji Polaków. Sam musisz sobie odpowiedzieć, Szanowny Czytelniku, dlaczego potomkowie hrabiów galicyjskich tak się zachowują. Dlaczego, pomimo uzyskania wolności, nie powrócili do starej historycznej nazwy z 1846 roku: Uniwersytet Krakowski?

To jest bezpośrednim dowodem skazania bojowników Warszawy przez zachód na stracenie. To jest dowodem na przygotowywanie terenu dla Sowietów. W podobny sposób wymordowano partyzantów Wietnamu Południowego w czasie ofensywy Thet w 1970 roku, oczyszczając rękami amerykańskimi pole dla komunistów. Wymordowano 50 000 południowych patriotów. I najważniejsze, w Warszawie przez większość czasu działał tzw. Salon Pani Miecznikowskiej . Było to nielegalne kasyno, burdel, a generalnie miejsce spotkań wywiadów, działające pod ochroną gestapo. Podobno nawet Rydz Śmigły po powrocie z Węgier zameldował się u p. Miecznikowskiej. Otóż, już od co najmniej pół roku przed  BOJEM WARSZAWY Bór-Komorowski, płk. Osramek, spotykali się  w Salonie z Niemcami. Już na dwa tygodnie przed wybuchem Organ NSDAP, czyli oficjalna gazeta Rossenberga informowała o tym, że za dwa tygodnie w Warszawie zaczną się walki. Postać Osramka jest w ogóle dziwna: to on uratował Retingera, agenta kilku wywiadów, między innymi zamieszanego w mordowanie księży w Meksyku, przed wykonaniem wyroku śmierci wydanym przez AK. Sam musisz wyciągnąć wnioski.

Okres II boju Warszawy zaczął sie od 6 sierpnia i trwał do 2 września. Uderzenie niemieckie rozpoczęło się od przebijania drogi ewakuacji z zachodu, przez Wolę i Stare Miasto, ku mostowi Kerbedzia. Działania te, zaznaczone nieludzkim i bezmyślnym okrucieństwem Niemców w stosunku do bezbronnej ludności cywilnej, zakończyły się dopiero 1 września, osiągnięciem celu przez Niemców. Trzeba tu podkreślić bohaterska obronę Starego Miasta. „Natomiast druga akcja niemiecka zamierzająca do opanowania Al. Sikorskiego i Al.3 Maja oraz otwarcia mostów Poniatowskiego i Średnicowego, nie przyniosła Niemcom zamierzonych rezultatów. Zarówno główna linia kolejowa, jak i Aleja Sikorskiego, pozostały do końca boju Warszawy pod naszą kontrolą, niedostępne dla ruchu niemieckiego”. „W okresie tych walk wprowadzili Niemcy do akcji najcięższe działa, nawet kaliber 680 mm (był to moździerz kolejowy Karl masa pocisku to 4100 kg odległość 41 km i armata Leopold, chyba 300 mm), zespołowe miotacze min oraz najcięższe moździerze, nękające ogniem poszczególne dzielnice miasta. Wzmogły się natomiast systematyczne bombardowania lotnicze, niszczące całe rejony miasta. Te długotrwałe bombardowania, wobec braku z naszej strony środków obrony przeciwlotniczej i pomocy przeciwlotniczej, zmuszały zwykle po pewnym czasie do oddawania pozycji. Tak było na Starym Mieście, które polscy obrońcy opuścili jako rumowisko. Jednocześnie kontynuowali Niemcy systematyczne palenie całych bloków i ulic na opanowanych przez nich terenach, oraz zrzucali wielkie ilości bomb zapalających na dzielnice pozostałe w naszych rękach.”

Sierpień był najbardziej heroicznym okresem boju Warszawy, która wiązała wówczas około pięciu dywizji niemieckich. Oddziały nasze wzięły w tym czasie do tysiąca jeńców, zniszczyły ponad 200 czołgów, dział szturmowych i samochodów pancernych.

Komentarz: Wymaga podkreślenia fakt całkowitego braku osłony myśliwców radzieckich. Przecież jeżeli nie chcieli zezwolić Amerykanom, czy Anglikom na loty, ponieważ to był ich teren operacyjny, to dlaczego nie używali własnych myśliwców do zwalczania niemieckich bombowców na swoim terenie operacyjnym? Jest to kolejny dowód na współpracę obu stron w eksterminacji polskich patriotów.

Drugim faktem wymagającym podkreślenia jest informacja o paleniu całych dzielnic po zajęciu ich przez Niemców. Jest to bezprzykładny fakt masowego ludobójstwa, ponieważ w domach tych nadal przebywała ludność cywilna. Wycofali się tylko żołnierze. Raport niemiecki podaje, że obrona przeciwlotnicza zestrzeliła 54 samoloty alianckie, a myśliwce niemieckie tylko 7, w całym okresie walk, czyli te zrzuty były bardzo rzadkie.

Okres trzeci, od 2 września do 2 października. Okres ten charakteryzuje się masowym niszczeniem Miasta przez Niemców i zachowaniu tylko postawy obronnej przez Polaków. Po upadku Czerniakowa w dniach 6 – 8. IX, nastąpiły pierwsze propozycje niemieckie o kapitulacji, które kierownictwa polskie po raz pierwszy brało poważnie pod uwagę, dla oszczędzenia cierpień ludności i ochronie resztek Miasta. Dopiero! „Dnia 9 września ukazały się pierwsze samoloty radzieckie nad Warszawą. Wkrótce potem nastąpiły pierwsze radzieckie zrzuty brani, amunicji i żywności, a skuteczne akcje radzieckich myśliwców przeciw bombowcom niemieckim przyniosły znaczne odprężenie.” „Jednakże w tym stanie rzeczy nie ratowały sytuacji zrzuty radzieckie, chociaż dosyć częste, lecz nieobfite i technicznie nieudane (np. broń w stanie zniszczonym, nie nadająca się do użytku, często bez amunicji). Podobnie jak nie ratowały sytuacji efektowne i obfite zrzuty dzienne z samolotów amerykańskich, przelatujących do baz radzieckich (18 września)!!! Próby naszego dowództwa nawiązania współpracy operacyjnej z dowództwem radzieckim również zawiodły. DEPESZE POZOSTAWAŁY BEZ ODPOWIEDZI. Pierwsza depesza, jaką dowództwo otrzymało od dowództwa radzieckiego, była depesza gen. Berlinga w dniu upadku Mokotowa.” 28 września strona niemiecka zwróciła się ponownie do AK z propozycją kapitulacji. Dowództwo AK celowo przedłużało rozmowy, aby skontaktować się z Londynem oraz po raz kolejny spróbować otrzymać pomoc od Sowietów. W tym celu dowódca AK wysłał 28 września do marszałka Rokossowskiego depeszę z informacją, opisującą położenie Warszawy  i stwierdzająca, że jeżeli Warszawa w ciągu trzech dni nie otrzyma pomocy, to wobec beznadziejnej sytuacji walka będzie skończona. I ta depesza została bez odpowiedzi. W 24 godziny po upływie trzydniowego terminu pełnomocnicy dowództwa polskiego podpisali umowę o przerwaniu działań wojennych.”

Liczby. „Siła kierownicza, główną siłą bojową i duszą boju Warszawy była Armia Krajowa. „W dniu 1 sierpnia 1944 roku Armia Krajowa wystawiła do walki około 600 plutonów, łącznie 40 000 ludzi. Armia Ludowa wystawiła 3 plutony, tzw. Korpus Bezpieczeństwa wystawił 10 plutonów (z tego 6 plutonów w linii) zaś Polska Armia Ludowa – PAL nie wystawiła żadnej bojowej jednostki. „Straty w trakcie dwumiesięcznych walk były bardzo ciężkie. Według niekompletnych zestawień (brak danych z Żoliborza i Mokotowa) straty wojska wynosiły 9700 zabitych, około 6000 rannych, około 5300 zaginionych. Strat bojowych ludności cywilnej nie da się już zapewne dokładnie ustalić. Liczyć je trzeba na dziesiątki tysięcy, a w każdym razie wynosiły nie mniej, jak 50 000. Do tego należałoby dodać ofiary niemieckiego terroru w zdobytych częściach miasta.”

„W dniu pierwszego sierpnia oddziały AK posiadały około 1000 karabinów, 7 ciężkich karabinów maszynowych, około 20 karabinów przeciwpancernych, około 500 pistoletów maszynowych (w tym około 30% własnego wyrobu), 3700 pistoletów i 25 000 grantów ręcznych (w tym 95% własnego wyrobu i 15 piatów – granatników przeciwpancernych)”. „Z rzutów otrzymaliśmy w ciągu całej bitwy następujące ilości broni i amunicji: z rzutów angielskich około 36 ton, z zrzutów amerykańskich około 16 ton, z zrzutów radzieckich około 50 ton (niestety, część w stanie niezdatnym do użytku). Zrzuty radzieckie zawierały ponadto około 100 ton żywności”. „Bardzo dużą rolę odgrywała w czasie bitwy warszawskiej broń własnej produkcji. Wyprodukowaliśmy na przykład 42 000 grantów ręcznych. Materiału wybuchowego dostarczały warsztatom w dużej mierze unieszkodliwione Goliaty, niewybuchy”, „Wśród zdobyczy zgłoszonej znajdowało się: 372 karabiny, 13 ciężkich karabinów maszynowych, 27 pięści pancernych tzw. pancerfaustów, 7 moździerzy itd”.

„Jedynie tzw. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN) pozostał wobec tragedii Warszawy bierny i nieczuły. Nie tylko, że w sposób złośliwy i okrutny dążył do zohydzenia naszej walki, nie tylko nie zorganizował pomocy Warszawie, ale kiedy część 9 Dywizji AK pod dowództwem generała Halki-Bitnera maszerowała z rejonu Siedlec na odsiecz stolicy – miała współdziałał w jej rozbrajaniu przez wojsko radzieckie. To była zasadnicza postawa PKWN w czasie największej próby narodu polskiego w tej wojnie”.

Komentarz: Co do postawy PKWN nie będę się wypowiadał, była to marionetka radziecka, realizująca politykę Moskwy od samego początku. Zdziwienie budzi natomiast fakt wymazywania tej historii z blokowaniem i rozbrajaniem oddziałów idących na pomoc, z podręczników szkolnych. Podobno od 25 lat żyjemy w wolnym kraju, a nadal historia jest pisana przez tych samych osobników, lub ich potomków. Nie należy zapominać, że głównym cenzorem w podręcznikowym biznesie od lat powojennych była niejaka Helena Szechter, żona członka Komitetu Komunistycznego Zachodniej Ukrainy, matka Adama Michnika i zbrodniarza sądowego Szechtera. Zastanawiająca jest natomiast sprawa uzbrojenia. Wydaje się, że nawet zakładając optymalne rozdysponowanie broni to niecałe 10%  żołnierzy miało jako takie uzbrojenie. Czyli tak naprawdę AK wystawiło około 4000 żołnierzy, a nie 40 000. Poza tym trzeba przypomnieć, czym były karabiny. Najczęściej były to karabiny zdobywane, odbierane policji granatowej, a były to jednostrzałowe flinty lebella z 1890 roku. Mój Tata miał takie coś, jako pierwszą broń w Partyzantce u Lamparta. Do tej flinty dostał 3 naboje. Poza tym, granaty domowej produkcji mogą służyć za dodatek do uzbrojenia, a nie samodzielne uzbrojenie, podobnie jak pistolety. Taka broń w walkach nie mogła służyć właściwej obronie, czy atakowi. Nawet biorąc pod uwagę wpadki z uzbrojeniem, nigdzie nie podano konkretnie, ile i jakiego uzbrojenia dotyczyły, nie uzasadniają hurra optymizmu osób przygotowujących akcje. Poza tym, po tzw. ataku na archiwum, dowództwo AK nic nie zmieniło w strukturach organizacji, co trudno sobie wytłumaczyć. Jak wiadomo, archiwum AK przy ul. Poznańskiej 37, zostało rozbite 17 lutego 1944 roku, przez oddział Al pod dowództwem późniejszego marszałka Polski, Mariana Spychalskiego, pod kontrolą szefa Gestapo Wolfganga Briknera. Ak nie przeprowadziło w związku z tym zarekwirowaniem dokumentów żadnej akcji np. zmiany organizacji, zmiany pseudonimów itd. Dlaczego? Po 1969 roku pan Spychalski (architekt z zawodu), o ile się tak naprawdę nazywał, odszedł na zasłużony odpoczynek do ciepłych krajów,tj. do Izraela. Armia Ludowa wystawiła tylko 3 plutony czyli ok. 120-150 ludzi, nie wiadomo jak uzbrojonych. Czyli praktycznie nie brała udziału w walkach. Świadczy to jednoznacznie o jej liczebności.

Tak więc tzw. przygotowanie do walki było raczej papierowe, a nie materialne. Zdziwienie budzi wiec optymizm dowództwa. Po drugie zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie wykorzystywano karabinów snajperskich do likwidacji agentów, czy zdrajców, a narażano ludzi na bezpośrednie starcia. Zarówno lunety do karabinów, jak i tłumiki, były znane od ponad 20-30 lat. Strzelanie bez tłumika niepotrzebnie zwiększało ryzyko wpadki strzelającego. A to były straty dla AK. Czy to była tylko bezmyślność? Także, o czym opisałem w innej pracy, awansowanie różnych dziwnych ludzi na stanowiska dowódcze (pranie mózgów np. Tokarzewskiego, czy Niedźwiadka- Okulickiego), pomimo ich wiadomych kontaktów z Sowietami, także do dnia dzisiejszego nie zostało w żaden sposób nie tylko wyjaśnione, ale nawet nie jest poruszane. Dlaczego? Przez cały okres „komunizmu” panowała w Polsce dziwna atmosfera nie ruszania sprawy zarówno Abwery, jak i innych wywiadów. Dlaczego? Zagadką jest również niewspominanie w opracowaniu o roli NSZ. Doskonale opracował rolę NSZ w okresie okupacji  pan Leszek Żebrowski. Warto zapoznać się z tymi opracowaniami. Świetnie do tej sprawy podszedł, w wywiadzie swego czasu prezentowanym na „YouTube”, przewodniczący komisji ds. zabytków Wrocławia. Powiedział, że zarówno archiwum Wrocławia, jak i podziemne miasto, jest znane. Zarówno wejścia jak i sposób jego osuszenia jest wiadomym i jest odgórny zakaz ruszania tematu. Sam musisz pomyśleć Kochany Wnuczku, kto tu rządzi!

Każdego chętnego do pogłębienia swojej wiedzy historycznej zachęcam do zapoznania się z biblioteką Polonia.pl

Autorstwo: dr Jerzy Jaśkowski

Za: http://wolnemedia.net/historia/boj-warszawy-1944/

Data publikacji: 27.06.2015

Tags : , , , ,

Komentowanie zamknięte.