Najnowsze

Opublikowano Grudzień 4, 2015 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

Bliski Wschód i nie tylko… w pigułce

Raport Nr 140

The Anti-Empire Report #140

William Blum – autor, historyk i krytyk amerykańskiej polityki zagranicznej

a

Czy jesteś zdezorientowany w kwestii Bliskiego Wschodu? Poniżej niektóre rzeczy o jakich powinieneś wiedzieć. (I prawdopodobnie dalej będziesz zdezorientowany.)

USA, Francja, Arabia Saudyjska, Turcja, Kaatar i monarchie w Zatoce, wszystkie w przeszłości wspierały al.-kaidę i / lub Państwo Islamskie (ISIS) bronią, pieniędzmi i / lub ludźmi.

Pierwszy tego przykład był w 1979 kiedy Ameryka rozpoczęła tajne operacje w Afganistanie, 6 miesięcy przed przybyciem Rosjan, promując fundamentalizm muzułmański na całym południu Związku Sowieckiego przeciwko „bezbożnemu komunizmowi”. Potem miało miejsce całe g…o al.-kaidy / talibów.

Oprócz Afganistanu, Ameryka udzielała wsparcia islamskim bojownikom w Bośni, Kosowie, Libii, na Kaukazie i w Syrii.

Ameryka obaliła świeckie rządy w Afganistanie, Iraku i Libii, i próbuje zrobić to samo w Syrii, dając impuls do powstania ISIS. W marcu tego roku Barack Obama powiedział: „ISIS jest bezpośrednim rezultatem al.-kaidy w Iraku, który wyrósł z naszej inwazji. To jest przykładem niezamierzonych konsekwencji. I dlatego powinniśmy ogólnie celować zanim zaczniemy strzelać”.

Ponad milion uchodźców z tych wojen Waszyngtonu teraz przemierza Europę i Afrykę północną. Boże, błogosław amerykańską wyjątkowość.

Iraccy, syryjscy i tureccy Kurdowie walczyli z ISIS, ale Turcja – bliski sojusznik Ameryki i członek NATO – walczyła z nimi wszystkimi.

Rosja, Iran, Irak i libańskie frakcje na różne sposoby wspierały syryjski rząd w walce Damaszku z ISIS i innymi grupami terrorystycznymi, łącznie z (chwalonymi a rzadko widzianymi) „umiarkowanymi”. Za to wszystkie 4 te kraje ostro krytykował Waszyngton.

Ameryka bombardowała ISIS w Syrii, ale te okazje wykorzystała do niszczenia syryjskiej infrastruktury i zdolności produkcyjnej ropy.

Rosja bombardowała ISIS w Syrii, ale te okazje wykorzystała do ataku na innych wrogów Syrii.

Media głównego nurtru prawie nigdy nie wspominają o proponowanych rurociągach katarskiego gazu naturalnego – na ścieżce których od lat stała Syria – jako przyczyna większości wrogości wobec Syrii. Rurociągi mogłyby zdetronizować Rosję jako dominujące w Europie źródło energii.

W Libii, na początku wojny domowej w 2011, anty-Kaddafi rebelianci, z których wielu miało powiązania z al.-kaidą, byli chronieni przez NATO w „strefach zakazu lotów”.

Amerykańską politykę w Syrii w latach prowadzących do powstania w 2011 przeciwko syryjskiemu liderowi Basharowi al.-Assadowi, które rozpoczęło ten cały obecny bałagan, zorganizowano w celu wspierania sektarianizmu, co z kolei doprowadziło do wojny domowej, której celem jest zmiana rządu.

Amerykański sekretarz stanu John Kerry zadeklarował 22 października, że rozwiązanie wojny domowej w Syrii „nie powinno podzielić kraju, że musi pozostać świecki, i że Syryjczycy powinni wybrać swojego przyszłego lidera”. (To wszystko opisuje faktycznie Syrię pod rządami Assada.) Następnie Kerry powiedział: „Przeszkoda dla szybkiego wprowadzenia tego jest jedna, człowiek o nazwisku Assad, Bashar Assad”.

Dlaczego amerykański rząd z taką pasją nienawidzi syryjskiego prezydenta Bashara al.-Assada?

Czy dlatego, jak się nam mówi, że jest brutalnym dyktatorem? Ale jak to może być powodem nienawiści? Faktycznie trudno byłoby nazwać brutalną dyktaturę drugiej połowy XX wieku, albo XXI wieku, która nie byłaby wspierana przez Amerykę, nie tylko wspierana, ale często zainstalowana u władzy i utrzymywana u władzy przeciwnie do życzeń społeczeństwa, obecnie na tej liście byłyby Arabia Saudyjska, Honduras, Indonezja, Egipt, Kolumbia, Katar i Izrael.

Według mnie Ameryka jest wrogo nastawiona do rządu Syrii z tego samego powodu z jakiego była wroga wobec Kuby przez ponad pół wieku, i wroga wobec Wenezueli w ciągu ostatnich 15 lat, a wcześniej Wietnamu, Laosu i Kambodży, i Republiki Dominikany, Urugwaju i Chile, itd., patrząc na atlas świata i historię.

Co te rządy miały wspólnego można streścić w jednym słowie – niezależność… niezależność od amerykańskiej polityki zagranicznej, odmowa bycia państwem-klientem Waszyngtonu, odmowa bycia stale wrogim wobec oficjalnie wyznaczonych wrogów Waszyngtonu, niewystarczające szacunek i zapał do kapitalistycznego sposobu życia.

Demokratyczny socjalizm

Kandydatura Bernie Sandersa, „demokratycznego socjalisty”, na prezydenta USA wywołała bezprecedensową lawinę dyskusji w amerykańskich mediach o tym co jest w tym coś, co nazywa się „socjalizmem”. Większość dyskusji skupia się wokół kwestii własności kontroli gospodarki rządowej versus prywatna własność i kontrola. To jest, oczywiście, bardzo stare pytanie, mięso i ziemniaki z ideologicznej konkurencji zimnej wojny.

Co znacznie różni się teraz jest to, że kilka wieków nieskrępowanej wolnej przedsiębiorczości w końcu pokazały boleśnie goły podstawowy anty-społeczny charakter kapitalizmu, zmuszając wielu nawet najbardziej zdecydowanych, prawdziwie wierzących, do przyznania nieodłącznej krzywdy jaką system wnosi w życie wszystkich, z wyjątkiem tych najbogatszych.

Ale niezależnie od tego, co intelekty tych prawdziwie wierzących im mówią, nadal jest dla nich bardzo trudne emocjonalnie, by całkowicie odciąć pępowinę od systemu w którym starannie wychowywano ich żeby najbardziej mu wierzyli. Tak więc, może w końcu przyznają, że musimy wyeliminować, lub przynajmniej ściśle zminimalizować, rolę motywu zysku w opiece zdrowotnej i edukacji, i może jednej lub dwóch innych niezbędnych potrzeb społecznych, ale oni twierdzą, że rząd powinien trzymać swoje biurokratyczne paluchy od wszystkiego innego, oni opowiadają się za tak dużą decentralizacją, jak to jest możliwe.

Najczęściej proponowaną alternatywą wobec obu – kontroli rządowej i prywatnej – są kooperatywy należące do pracowników, albo przedsiębiorstwa państwowe zarządzane przez pracowników i przedstawicieli konsumentów. Sanders wyraził poparcie dla należących do pracowników kooperatywów.

Można dużo mówić na temat tych systemów, ale problemem według mnie jest to, że one będą nadal działać w społeczeństwie kapitalistycznym, co oznacza konkurencję, przetrwanie najsilniejszych; co oznacza, że jeśli nie da się sprzedać więcej niż konkurencja, jeśli nie można zrobić wystarczającego zysku netto na sprzedaży, to prawdopodobnie będzie się zmuszonym do zaprzestania działalności, a żeby zapobiec temu, w pewnym momencie można być zmuszonym do dokonywania nielegalnych lub niemoralnych czynów wobec społeczeństwa, co oznacza powrót do teraźniejszości.

Nie da się śledzić masmediów bez codziennej konfrontacji z historią po historii o jednej korporacji lub innej próbującej oszukać społeczeństwo w taki czy inny sposób, najnowszy skandaliczny tego przypadek to bardzo czczony Volkswagen, kiedy ostatnio ujawniono, że manipulował pomiar emisji zanieczyszczeń pojazdu. Fakt, że połowa rady nadzorczej spółki – odpowiedzialnej za monitorowanie kierownictwa i zatwierdzania ważnych decyzji korporacyjnych – składa się z przedstawicieli pracowników wybieranych przez pracowników, nie przeszkodził temu skandalicznemu oszustwu, firma nadal ma obowiązek dążenia do maksymalizacji zysku i wartości giełdowej przedsiębiorstwa. Taki jest charakter korporacyjnej bestii w kapitalistycznej dżungli.

Tylko usunięcie motywu zysku skoryguje takie zachowanie, a także ochroni nas od utonięcia w morzu reklamy i mojego telefonu dzwoniącego kilka razy dziennie, by sprzedać mi coś, czego nie potrzebuję, a co może nawet nie istnieje.

Rynek. Jak możemy określić właściwą wartość, właściwą cenę, towarów i usług, bez „magii rynku”? Spójrzmy na coś za co większość ludzi musi płacić – czynsz. Kto lub co zaprojektował system, w którym w 2015 roku 11.8 mln gospodarstw domowych w Ameryce płaci więcej niż 50% swoich dochodów, by zachować dach nad głową, skoro czynsz uważa się za „przystępny”, jeśli stanowi około 30% lub mniej dochodu. Jaki jest sens tego? To powoduje więcej trudności, niż wszelkie inne wydatki z jakimi ludzie mają do czynienia, wszystkie rodzaje ważnych potrzeb przechodzą niezaspokojone z powodu obowiązku zapłaty ogromnej kwoty za czynsz w każdym miesiącu, co jest główną przyczyną bezdomności. Kto korzysta z tego poza właścicielami? Co w tym jest magiczne?

Wykraczającą poza wszelkie inne okoliczności jest zmiana klimatu, czyli przetrwanie planety, jakość naszego życia. Co powstrzymuje korporacje przed zmianą ich zachowań tak by były bardziej przyjazne dla środowiska? Jest to oczywiście znowu stare dobre „to co najważniejsze”. Co możemy zrobić, żeby przekonać korporacje do zachowywania się jak dobrzy obywatele? Nic czego już nie próbowano i się nie udało. Z wyjątkiem jednej rzeczy. Tabu w społeczeństwie kapitalistycznym. Nacjonalizacja. Powiedziałem to. Teraz będę dostawał listy potępiające mnie jako „starego stalinowca”.

Ale nacjonalizacja też nie jest panaceum, przynajmniej dla środowiska. Jest największe pojedyncze źródło szkody dla środowiska na świecie – wojsko Stanów Zjednoczonych. I to już znacjonalizowano. Ale rezygnacja z prywatnych korporacji zmniejszy napęd w kierunku imperializmu na tyle, że niedługo potrzeba na wojska zniknie i będziemy żyć jak Kostaryce. Jeśli uważasz, że to naraziłoby Amerykę na niebezpieczeństwo ataku, to proszę mi powiedzieć – kto miałby zaatakować i dlaczego.

Większość Amerykanów, jak inne rozwinięte narody, oddają cześć kapitalizmowi w którym ich wychowano. Ale czy naprawdę? Zobacz rozdział w mojej książce Łotrowskie państwo: przewodnik do jedynej światowej superpotęgi [Rogue State: A Guide to the World’s Only Superpower]: „Stany Zjednoczone atakują, bombardują, i zabijają za wolną przedsiębiorczość, ale czy Amerykanie naprawdę w nią wierzą?” Napisana w 2000/2005, przykłady podane w rozdziale może potrzebują aktualizacji, ale idee wyrażone są tak ważne teraz jak kiedyś.

Nacjonalizacja, ręka w rękę z planowanym społeczeństwem, oczywiście, że nie wykluczyłaby wyborów. Wręcz przeciwnie, będziemy mieli wybory nie rządzone przez pieniądz. Jaki powiew świeżego powietrza. Prof. Cornel West zasugerował, że trudno sobie nawet wyobrazić jak wyglądałoby, i jak działało to wolne i demokratyczne społeczeństwo, bez wielkich koncentracji władzy korporacji.

Komu uwierzycie – mnie czy Dickowi Cheney?

Około 30 lat spędziłem na kompilacji szczegółów kryminalnej historii amerykańskiej polityki zagranicznej w zwięzłe listy, a zawsze szukam odpowiednich okazji przedstawienia informacji nowym czytelnikom. Nowa książka Dicka Cheneya i jego ukochanej córki jest właśnie taką okazją.

„Jesteśmy, jako sprawa empirycznej rzeczywistości i niezaprzeczalnej historii, największą siłą dla dobra jaką świat kiedykolwiek widział… bezpieczeństwo i wolność dla milionów ludzi na całym świecie zależały od amerykańskiej potęgi wojskowej, gospodarczej, politycznej i dyplomatycznej”. – Dick Cheney i Liz Cheney, „Dlaczego świat potrzebuje potężnej Ameryki” [Why the world needs a powerful America].

Cóż … tylko brak mózgu i przeszczep duszy zmieniłyby weltanschauung [niem. światopogląd] dr Strangelove i jego starannie wychowanego potomstwa, ale dla Was wszystkich, którzy tam nadal żyjecie w świecie faktów, logiki, praw człowieka i ludzkiej empatii, jest amunicja do wykorzystania, gdybyście znaleźli się usidleni w objęciach gadów takich jak Cheney (w tym matki Lynne, która kiedyś założyła stronę internetową tylko po to by atakować mnie i siedmiu innych za wykład 18 września 2001, w którym mówilismy o polityce zagranicznej USA jako głównej prowokacji, która miała miejsce dokładnie tydzień wcześniej.)

Oto te listy. Stany Zjednoczone:

Próbowały obalić ponad 50 zagranicznych rządów, w większości wybranych demokratycznie [Attempted to overthrow more than 50 foreign governments]

Zrzuciły bomby na narody ponad 30 krajów [Dropped bombs]

Próbowały zamordować ponad 50 zagranicznych liderów [Attempted to assassinate]

Próbowały stłumić ruch populistyczny lub nacjonalistyczny w 20 krajach [Attempted to suppress]

Rażąco ingerowały w demokratyczne wybory w co najmniej 30 krajach

Plus … choć nie jest łatwo określić ilościowo … bardziej angażowały się w praktyki stosowania tortur, niż jakikolwiek inny kraj na świecie … przez ponad 100 lat … nie tylko dokonując tortur, ale uczyć ich, dostarczać podręczniki i sprzęt.

List otwarty do polityków wojennych świata

Jürgen Todenhöfer jest niemieckim dziennikarzem i byłym szefem mediów, w latach 1972-1990 był członkiem parlamentów z partii Chrześcijańskich Demokratów (CDU). Był jednym z najgorliwszych zwolenników sponsorowanych przez Amerykę mudżahadinów i ich wojny ze Związkiem Sowieckim w Afganistanie. Kilka razy prodróżował do strefy wojennej z grupami afgańskich mudżahadinów. Po 2001 Todenhöfer stał się otwartym krytykiem amerykańskich interwencji w Afganistanie i Iraku. Opublikował kilka książek o tych podróżach. W ostatnich latach dwa razy przeprowadził wywiad z prezydentem Syrii Basharem al.-Assadem, i w 2015 był pierwszym niemieckim dziennikarzem, który odwiedził ‚Państwo Islamskie’.

Szanowni Prezydenci i Szefowie rządów!

Przez dziesiątki lat polityki wojny i eksploatacji miliony ludzi na Bliskim Wschodzie i w Afryce wepchnęliście w nędzę. Z powodu Waszej polityki uchodźcy muszą uciekać na całym świecie. Jeden z każdych trzech uchodźców w Niemczech pochodzi z Syrii, Iraku i Afganistanu. Z Afryki jest jeden z pięciu uchodźców.

Wasze wojny są również przyczyną globalnego terroryzmu. Zamiast około 100 międzynarodowych terrorystów, jak 15 lat temu, teraz mamy do czynienia z więcej niż 100.000 terrorystów. Wasza cyniczna bezwzględność teraz uderza w nas jak bumerang.

Jak zwykle, nawet nie rozważacie naprawdę zmiany swojej polityki. Dbacie tylko o objawy. Sytuacja bezpieczeństwa z każdym dniem staje się bardziej niebezpieczna i chaotyczna. Coraz więcej wojen, fal terroru i kryzysy uchodźców będą decydować o przyszłości naszej planety.

Nawet w Europie, pewnego dnia wojna znów zapuka do drzwi Europy. Każdy biznesman, który zachowuje się jak Wy zostałby zwolniony albo już w więzieniu. Jesteście absolutnymi nieudacznikami.

Narody Bliskiego Wschodu i Afryki których kraje zniszczyliście i ograbiliście, i narody Europy które teraz przyjmują niezliczonych zrozpaczonych uchodźców, musza płacić wysoką cenę za Waszą politykę. Ale Wy umywacie ręce od odpowiedzialności. Powinniście stanąć przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym. I każdy z Waszych zwolenników politycznych powinien zaopiekować się co najmniej 100 rodzinami uchodźców.

Zasadniczo narody świata powinny się zbuntować i sprzeciwić Wam jako podżegaczom wojennym i wyzyskiwaczom jakimi jesteście. Jak zrobił to kiedyś Gandhi – ‚obywatelskim nieposłuszeństwem’, bez przemocy. Powinniśmy tworzyć nowe ruchy i partie. Ruchy na rzecz sprawiedliwości i ludzkości. Uczynić wojny w innych krajach tak samo karane jak mord i zabójstwo we własnym kraju. A Wy, którzy jesteście odpowiedzialni za wojny i wyzysk, powinniście na zawsze iść do piekła. Dosyć! Wynocha! Świat byłby dużo milszy bez Was.

– Jürgen Todenhöfer

Plus ça change, plus c’est la même chose

[francuski: Im więcej rzeczy się zmienia tym bardziej pozostają takie same]

Właśnie odbyło się coroczne głosowanie w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w sprawie rezolucji, która brzmi: „Konieczność zakończenia embarga gospodarczego, handlowego i finansowego nałożonego przez Stany Zjednoczone Ameryki na Kubę”. W tym roku ustanowiono nowy rekord głosów „tak”, z dodatkiem Wysp Marshalla i Palau (dotychczas każde głosowało „nie” albo wstrzymywało się od głosu), i Mikronezji (dotychczas wstrzymywała się od głosu). Wszystkie trzy kraje nawiązały stosunki dyplomatyczne z Kubą na początku tego roku, co oczywiście zrobiły Stany Zjednoczone, ale bez zmiany w głosowaniu Waszyngtonu. Oto jak głosowanie wyglądało w przeszłości (nie wliczając wstrzymujących się):

a

Każdej jesieni głosowanie w ONZ jest pożądanym przypomnieniem, że świat jeszcze nie całkowicie stracił rozum, i że amerykańskie imperium nie całkowicie kontroluje opinię wszystkich innych rządów. Prawdziwy powód wiecznej wrogości Waszyngtonu wobec Kuby nie zmienił się od rewolucji w 1959 – strach przed dobrym przykładem, strach przed alternatywą dla modelu kapitalistycznego, obawa którą wielokrotnie potwierdzono na przestrzeni lat, kiedy wiele krajów Trzeciego Świata wyrażało podziw i wdzięczność wobec Kuby.

Jak zaczęło się embargo: 6 kwietnia 1960, Lester D Mallory, zastępca sekretarza stanu ds. między-amerykańskich, napisał w wewnętrznym memorandum: „Większość Kubańczyków wspiera Castro … Jedyny przewidywalny środek alienacji wewnętrznego wsparcia jest przez rozczarowanie i brak uczucia opartego na niezadowoleniu gospodarczym i trudnościach…. powinno się niezwłocznie podjąć wszelkie możliwe środki by osłabić życie gospodarcze Kuby”. Mallory zaproponował „linię działania, która … czyni największe postępy w odmawianiu pieniądza i materiałów na Kubę, żeby zmniejszyć płace pieniężne i realne, doprowadzić do głodu, desperacji i obalenia rządu”.

Później w tym samym roku rząd Eisenhowera nałożył duszące embargo na swojego wiecznego wroga.

Nic naprawdę ważnego nie zmieniło się ostatnio. Więzienie Guantanamo dalej istnieje w całym swoim pięknie i torturach. Ameryka nie zrezygnowała ze swojej polityki „zmiany rządu” wobec Kuby. Nie wypłacono ani grosza Kubie w kompensacjach z prawie tryliona dolarów. Waszyngton zagroził niedawno odwołaniem zwolnienia z podatku IFCO / Pastorów dla Pokoju, jednej z najbardziej cenionych i doświadczonych grupy poparcia Kuby. Wciąż nie mogę jechać na Kubę jako turysta, ani przedstawić mojej książki na Kubańskich Targach Książki (za co byłem blokowany w przeszłości). I Stany Zjednoczone nadal nie relaksują swojego uścisku śmierci na embargo, w tym nadal zakazuje sprzedaży leków na Kubę.

Źródło: http://williamblum.org/aer/read/140

Tłum. Ola Gordon.

Tags : , , , ,

Komentowanie zamknięte.