Najnowsze

Opublikowano Maj 18, 2013 Przez a303 W Zdrowie

Biznes z chorób,czyli pacjent w matrixie

Za:http://www.eioba.pl/a/4536/biznes-z-chorob-czyli-pacjent-w-matrixie

Aleksandra Niedzwiecki jest doktorem  biochemii. Współpracowała z dwoma laureatami Nagrody Nobla — prof. Geraldem  Edelmanem i dr. Linusem Paulingiem. W Instytucie Linusa Paulinga objęła  kierownictwo badań nad chorobami serca. Wspólnie z dr. Matthiasem Rathem  rozpoczęła tam badania nad rolą substancji odżywczych w chorobach serca i układu  krążenia. Obecnie jest przewodniczącą zarządu i dyrektorem badań Instytutu  Medycyny Komórkowej Dr. Ratha w Kalifornii, wiceprezydentem Fundacji Zdrowia Dr.  Ratha i prezesem Dr Rath Humanities Foundation. Opublikowała ponad 90 naukowych  prac badawczych w renomowanych międzynarodowych czasopismach naukowych, jest  współautorką rozdziałów książek naukowych i popularnonaukowych. Dr Niedzwiecki  jest członkiem American College of Nutrition, zasiada w naukowym zarządzie  wydawniczym „International Journal of Oncology”, jest współredaktorką magazynu „Cellular Health Communications” i innych, jak i członkiem wielu organizacji  zawodowych: American Heart Association, American Medical Women’s Association,  Council on Arteriosclerosis, American Academy for the Advancement of  Science.

„ZNAKI CZASU”: Zespół naukowców pod  kierunkiem Pani i doktora Matthiasa Ratha dokonał rewolucyjnego odkrycia — poznaliście mechanizmy przerzutów raka i umiecie je kontrolować. Opracowaliście  naturalny preparat hamujący metastazę. A to znaczy, że rak został pokonany i  pacjent może żyć. To godne nobla, tymczasem ani nobla, ani nawet rozgłosu w  mediach. Dlaczego?

ALEKSANDRA NIEDZWIECKI:  Szczególna waga naszych badań w dziedzinie raka polega na tym, że  skoncentrowaliśmy się na badaniach metastazy — czyli procesu, który jest  najniebezpieczniejszym stadium raka. Co więcej, nasze badania nad kontrolą raka  ukierunkowane są na biologiczną regulację tego procesu przy pomocy naturalnych  substancji. Kierunek ten okazał się właściwy i opracowaliśmy specyficzny zestaw  naturalnych składników odżywczych, który jest skuteczny w kontroli głównych  mechanizmów raka. To, że rozpad tkanki otaczającej komórki raka jest niezbędny  do migracji komórek i inwazji do innych organów, było znane już wcześniej. Myśmy  wykazali, że specyficzny zestaw mikroelementów pozwala kontrolować ten proces w  sposób naturalny. Nie ma obecnie żadnej metody wykazującej tak skuteczne  kompleksowe działanie.

Chyba nie jest to zaskoczenie, że prasa milczy.  Gdyby podobne rezultaty mogły być osiągnięte przy pomocy leku farmaceutycznego,  to sytuacja byłaby inna. Substancji naturalnych nie można opatentować i nie  gwarantują one tak ogromnych zysków jak leki. A poza tym — czy firmy  farmaceutyczne są rzeczywiście zainteresowane wyleczeniem raka? Zarabiają krocie  na lekach chemioterapeutycznych i innych, które pacjenci muszą brać, by walczyć z dewastującym wpływem chemioterapii na organizm. Jest to zastanawiające, że  chociaż metastaza jest odpowiedzialna za śmierć 9 na 10 pacjentów chorych na  raka, to zainteresowanie badaniami metastazy jest znikome. Tylko pięć procent  funduszy badawczych w raku jest dedykowane badaniom metastazy. Pytanie:  dlaczego?

Jeśli chodzi o Nagrodę Nobla, to bardzo się ona  zdewaluowała. Poza tym największą nagrodą dla każdego naukowca jest to, że  wyniki badań przynoszą korzyść ludziom.

Medycyna naturalna, szczególnie terapie  raka, bywa kojarzona z szarlatanerią. Lekarze uważają ją za nieskuteczną i  przestrzegają pacjentów. W USA nawet zabronione są naturalne terapie raka.  Dlaczego tak się dzieje?

Jest to wynik wpływu ogromnego i potężnego lobby  farmaceutycznego, które kontroluje medycynę, polityków, media i świat finansowy.  Szkoły medyczne kształcą lekarzy w dziedzinie farmakologii, a nie roli żywienia.  Młodzi lekarze nie mają dostatecznej wiedzy o tym, jak ważne są mikroelementy  dla zdrowia. Poza tym poddani są presji, by nie odbiegać od ustalonych  standardów.  Spotkałam się ostatnio w USA z taką oto opinią lekarza  zapytanego, czy mikroelementy są pomocne jako dodatkowa terapia w raku: „Nie  wiem i ten temat mnie zupełnie nie interesuje”. Niestety, nie jest to  odosobniona opinia. Może też przynosi psychiczny komfort, gdyż wiedząc, jak  bardzo są pomocne naturalne metody, trudno byłoby rekomendować leki, szczególnie  te, których działanie jest kwestionowane.

Należy również przyznać, że w dziedzinie  medycyny naturalnej pojawiają się też osoby nieodpowiedzialne, promujące metody  niepoparte naukowo. Jednak wraz z rozwojem tej dziedziny zostaną one wyparte  przez naukowo udowodnione, skuteczne sposoby utrzymania zdrowia i walki z  chorobami, bazujące na naturalnych, bezpiecznych i skutecznych związkach  naturalnych.

Jakie są naukowe dowody skuteczności  naturalnego podejścia do raka?

Jest ich wiele. Nasza grupa naukowców  opublikowała na ten temat ponad 70 prac naukowych, wskazujących, że naturalny  zestaw mikroelementów jest skuteczny w kontroli głównych mechanizmów działania  raka w ponad 40 różnych rodzajach komórek raka. Publikacje te są dostępne w  PubMed —  głównym źródle informacji medycznej i naukowej. Wiedza ta jest  akceptowana w kręgach naukowych, jako że jesteśmy zapraszani przez redaktorów  różnych książek naukowych, by publikować nasze osiągnięcia jako rozdziały w ich  książkach.

Dlaczego ten naturalny kierunek nie jest  promowany? 20 lat temu dr Rath pokazał światu, jak pokonać choroby serca i  układu krążenia, włącznie z cofaniem zmian chorobowych — i to naturalnie! Nikt  nie zakwestionował jego badań, a jednak świat medyczny nie wdrożył tych odkryć. W leczeniu nowotworów też macie naukowe dowody i też cisza…

Dr Rath jasno przedstawił to w wielu swoich  wypowiedziach i szeroko na łamach Fundacji Zdrowia Dr. Ratha — jest to biznes z  chorób. Naukowo udokumentowane naturalne podejście do zdrowia — skuteczne, lecz  niemożliwe do opatentowania — zagraża podstawom ekonomicznym tego biznesu. Nawet  firmy farmaceutyczne akceptują wartość substancji naturalnych w zwalczaniu raka — obecnie jest prowadzonych ponad 100 badań klinicznych ze związkami naturalnymi  w różnych aspektach tej choroby („Journal of Clinical Oncology” 2009, tom 27, s.  2712-2725). Oczywiście pomyślne rezultaty będą stosowane w sposób korzystny dla  biznesu, czyli — chemiczna modyfikacja aktywnych składników, by je opatentować i  mieć wyłączność ich sprzedaży za wysoką cenę. Jednoczesne prawne zabranianie  dostępu do tych samych naturalnych związków to biznes z chorób.

Czy medycyna rzeczywiście leczy raka?  Czy jest jakiś postęp?

Niestety nie jest on realny, a właściwie postęp  jest głównie w promowaniu i triumfalnym ogłaszaniu, że mamy nowy lek, który jest  skuteczny w raku. Jednak potem zapada cisza, gdyż po jego wprowadzeniu okazuje  się, że skuteczność jest niższa od oczekiwanej lub też żadna. Ale reklama  pozwala ściągać nowe fundusze na dalsze badania, które idą w zasadzie w jednym  kierunku: niszczenia komórek raka bronią chemiczną. Czas, by zaakceptować fakt, że rak pozostaje w dalszym ciągu drugą przyczyną śmierci i diagnoza raka stale  rośnie. Nie można spodziewać się innych rezultatów, robiąc wciąż to samo. Jeśli  chodzi o stosowanie chemioterapii jako udowodnionej i skutecznej metody  leczenia, to statystyki mówią inaczej. Przegląd skuteczności chemioterapii w 22  rodzajach raka wykazał, że zwiększa ona szanse na pięcioletnie przeżycie tylko o  2,1 procent i w wielu rodzajach raka nie ma żadnej korzyści. Badanie to  opublikowane zostało w  „Clinical Oncology” 2004, tom 16, s. 549-560.  Niestety ta informacja nie trafia do pacjentów, a raczej poddawani są oni presji  psychicznej, by tę metodę zaakceptować. Niewiele osób z diagnozą tej choroby ma  siłę i wiedzę, by się temu przeciwstawić.

Jak medycyna tworzy statystyki  uleczalności nowotworów?

Wyleczenie zastąpiono „przeżyciem pięciu lat”. Średnio tylko około 60 proc. pacjentów przeżywa pięć lat od diagnozy raka. W  raku żołądka jest to 25 proc., płuc — 17 proc., trzustki — 5 proc.

Sumy wydawane na badania nad lekami rosną i  statystyki nowotworów też. W Polsce w ciągu 15-20 najbliższych lat przewidywany  jest wzrost o 40 procent, na świecie — według raportu „Lancet Oncology” — aż o  70 procent. Dwukrotny noblista Linus Pauling, z którym zresztą Pani  współpracowała, powiedział, że większość badań nad rakiem to wielkie  oszustwo…

Tak, i sam tego doświadczył, kiedy jego protokół badań klinicznych z witaminą C został zmodyfikowany i statystyczne wyniki  zmanipulowane, by wykazać nieskuteczność tej metody. Trudno jest również wprowadzać zmiany metod leczenia, jeśli badania kliniczne z substancjami  naturalnymi mogą być przeprowadzane na pacjentach w terminalnym stadium raka,  gdy już wszystkie metody konwencjonalne zawiodły.

Jest coraz więcej leków onkologicznych  na rynku, ale leczenie wcale nie stało się skuteczniejsze. Jaki jest mechanizm  dopuszczania ich na rynek?

Dopuszcza się leki, które wykazują minimalne  skutki pozytywne w badaniach klinicznych na wyselekcjonowanej grupie pacjentów — gdy w badaniach klinicznych powodują zmniejszenie guza nawet o 30 procent, tylko  przez 28 dni i tylko u połowy pacjentów. Jednak każdy pacjent myśli: o, to jest  lek, który był testowany i jest skuteczny.

Dlaczego wciąż stosuje się chemioterapię, skoro wykazano jej skuteczność na poziomie zaledwie dwóch  procent? Do tego jest wysoce toksyczna, szalenie droga i ma fatalne skutki  uboczne.

Przynosi ogromny profit, a do tego generuje nowe  choroby (działania uboczne leków), które potrzebują nowych leków. Jest to  spirala zysku — leki przepisywane na leczenie jednej choroby generują nowe,  które zwiększają zapotrzebowanie na nowe leki i  procedury medyczne.  Toksyczność chemioterapii uruchamia całą gamę chorób ubocznych, które leczone są wieloma środkami farmaceutycznymi i intensywnymi terapiami. Mówię o środkach  przeciwbólowych łącznie z morfiną, sterydach i innych lekach przeciwzapalnych,  antybiotykach, antydepresantach, transfuzjach krwi itd. Chemioterapia też generuje zmiany nowotworowe w komórkach, powodując rozwój nowych rodzajów raka.  O tej epidemii i biznesie z chemioterapii piszemy szczegółowo na stronie  www.chemo-facts.com.

Co naprawdę trafia do krwi pacjenta  poddanego chemioterapii?

Najbardziej toksyczne związki chemiczne znane  człowiekowi. Pierwszy specyfik stosowany w chemioterapii był pochodną gazu  musztardowego, związku używanego podczas I wojny światowej jako broń chemiczna!  Ciekłe pochodne tego śmiercionośnego gazu są do dzisiaj stosowane w leczeniu  pacjentów chorych na raka: mechloroetamina, cyklofosfamid, chlorambucyl,  ifosfamid. Istnieje także kilka innych grup wysoce toksycznych substancji  aplikowanych pacjentom. Wspólnym mianownikiem wszystkich tych związków jest to, że powodują one uszkodzenia DNA, w cząsteczkach dziedziczenia w jądrze  komórkowym, oraz wpływają na inne podstawowe procesy biologiczne zachodzące w  komórkach naszego ciała. W chemioterapii niszczone są wszystkie komórki w ciele  pacjenta, też te zdrowe, stąd podejście to przypomina stosowanie broni masowego  rażenia. Nawet pracownikom służby zdrowia mającym kontakt z lekami stosowanymi w  chemioterapii przypomina się w zasadach BHP o ryzyku uszkodzenia DNA, wad  wrodzonych u dzieci, rozwoju nowych nowotworów, uszkodzenia organów. Osoby te  muszą nosić specjalne rękawice, okulary i fartuchy ochronne. Wyjątkowo narażeni  na utratę zdrowia są członkowie rodziny pacjenta, opiekunowie i wszyscy, którzy  mają z nim kontakt.

Dlaczego pacjenci dobrowolnie poddają się tak toksycznym procedurom i nie szukają innych rozwiązań? Z powodu  niewiedzy? Z wiary w medycynę lekową?

To wojna psychologiczna. Pacjent, który kojarzy  diagnozę raka z najgorszym — ze śmiercią, automatycznie popada w stan strachu i  rozpaczy. To z kolei sprawia, że staje się podatny na każdego rodzaju terapię — nawet gdy samo leczenie jest potencjalnie śmiertelne — o ile tylko oddali ona,  choćby na krótki czas, perspektywę śmierci. Dopóki rak  będzie traktowany jak wyrok śmierci, biznes inwestycyjny chemioterapii będzie  kwitł. Jeszcze bardziej ponury jest fakt, że chemioterapia  nie jest w stanie przedłużyć życia pacjentów cierpiących na pewne rodzaje  nowotworów, np. raka prostaty, skóry (czerniaka), pęcherza moczowego, nerek,  trzustki.

Są chyba granice absurdu. Leki na  nowotwory powodują nowotwory. Ba, według amerykańskiego Narodowego Instytutu  Zdrowia ponad 40 proc. wszystkich preparatów farmaceutycznych jest potencjalnie  rakotwórczych!

Z raportów wynika, że 87 procent leków  nowotworowych może powodować rozwój raka, rakotwórcze skutki uboczne może mieć 50 procent antybiotyków, składniki potencjalnie rakotwórcze zawiera 60 procent  leków przepisywanych pacjentom chorym na depresję i cierpiącym na zaburzenia  mentalne, prawie wszystkie immunosupresanty wspomagają rozwój raka. Wiele innych  leków, jak te stosowane przy alergiach, jest zaliczanych do rakotwórczych. Źródłem tej patologii jest syntetyczne pochodzenie składników tworzonych drogą chemiczną, a nie ekstrahowanych z naturalnych substancji. Ludzki organizm nie  rozpoznaje ich i nie potrafi ich skutecznie neutralizować i eliminować. Większość tych leków uszkadza DNA komórek, tym samym zapoczątkowując procesy  nowotworowe.

Parę lat po wprowadzeniu leków na obniżenie  cholesterolu — statyn — ukazała się publikacja w „Journalof the  American Medical Association” z 2006 roku wskazująca, że wszystkie leki z tej  grupy są rakotwórcze. Badania te były prowadzone na zwierzętach. Badania  sponsorowane przez ich producentów starały się to zdementować. Ostatnio nawet  zaczyna się promować statyny do prewencji raka, pomimo wielu badań klinicznych  przeczących temu.

Czy leki estrogenowe to też przykład „synergii marketingowej”?

Leki estrogenowe oferowane są milionom młodych  kobiet w formie hormonalnych środków antykoncepcyjnych, a kobietom dojrzałym — w  formie hormonalnej terapii zastępczej jako zapobiegającej osteoporozie i objawom  menopauzy. Od 1941 roku jest wiadomo, że estrogen zwiększa ryzyko rozwoju raka.  Pobudza m.in. działanie enzymów trawiących kolagen, które wspomagają wzrost i  rozwój komórek rakowych. Długookresowe przyjmowanie takich leków zwiększa ryzyko  form raka zależnych od estrogenów: piersi, macicy, szyjki macicy, jajników.  Potwierdziły to badania Narodowego Instytutu Zdrowia w USA (NIH) na ponad 16  tys. kobiet biorących estrogenową terapię zastępczą. W tej mierze rynek leków  estrogenowych napędza rynek leków przeciwnowotworowych.

Jak udało się przemysłowi  farmaceutycznemu zmonopolizować biznes raka?

Ogromna potęga finansowa i ogromne lobby. To  największy i najbardziej dochodowy biznes inwestycyjny na świecie. A spośród  wszystkich sprzedawanych leków farmaceutycznych leki onkologiczne są tymi,  których sprzedaż przynosi największe zyski. Np. zysk ze sprzedaży tych leków za  sam 2010 rok wyniósł aż 56 miliardów dolarów!

Lekceważenie naturalnych terapii nie  tylko uderza w nasze zdrowie, ale i w budżety państw. Jak wygląda biznes raka w  Polsce?

Leki stanowią 27 procent budżetu służby zdrowia.  Szczególnie wysoki jest wzrost wydatków na leki onkologiczne — 49 procent i  krwiotwórcze — 21 procent, z których wiele stosuje się właśnie u chorych na  raka. Zapotrzebowanie na leki onkologiczne w ciągu sześciu lat — od 2006 do 2010  roku — wzrosło na świecie o 232 proc.

Czasem się słyszy, że wręcz brakuje  chemioterapeutyków. O co tu chodzi?

Jak zwykle chodzi o zyski. Leki o wygasłych  patentach są tańsze i nie przynoszą zysków, więc albo się je minimalnie  modyfikuje — podnosząc ogromnie cenę — lub płaci firmom produkującym te leki o  wygasłych patentach, by zaniechały ich produkcji na jakiś czas. Na przykład  koszt paclitaxelu to 312 dolarów, podczas gdy podobny, ale patentowy lek  abraxane kosztuje 5824 dolarów za dawkę; doxorubicin to 120 dolarów za jedną dawkę, ale liposomalny doxorubicin to już 5789 dolarów — a zmodyfikowano tu  tylko sposób przenikania leku do komórki.

„International Herald Tribune” z marca  2003 roku zacytowała wypowiedź dyrektora koncernu farmaceutycznego  wprowadzającego nowy lek na rynek: „Pierwsza tragedia — to jeżeli lek spowoduje śmierć. Druga tragedia — to jeżeli uzdrowi ludzi. Prawdziwie dobre leki to są te, które muszą być wciąż używane i to przez długi, długi czas”. Nawet tego się nie ukrywa…

To jest przemysł inwestycyjny napędzany zyskami  udziałowców. Wyleczenie chorób to cel drugoplanowy. Rynkiem zbytu dla tego  przemysłu jest nasze ciało, ale nie wtedy, kiedy jesteśmy zdrowi, tylko wtedy,  kiedy jesteśmy chorzy. Dlatego około 80 procent leków działa nie na przyczyny  chorób, ale na symptomy. Jak długo ludzie i pacjenci będą tolerować taki stan  rzeczy i działanie przeciwko ich własnym interesom, tak długo będzie ten stan  kontynuowany. Edukacja w dziedzinie zdrowia jest kluczem do zmian.

Piszecie w książce Zwycięstwo nad  rakiem — Pani i dr Rath— że aby zrozumieć skutki działania biznesu z chorób, trzeba przeanalizować historię przemysłu chemiczno-farmaceutycznego związanego z obiema wojnami światowymi.

Niesławny IG Farben — kartel  farmaceutyczno-chemiczny — to przykład udziału biznesu w nieetycznej, a nawet  zbrodniczej działalności. Został on rozwiązany i aż 24 dyrektorów IG Farben  stanęło przed Trybunałem Norymberskim. Kilku z nich skazano za zbrodnie  przeciwko ludzkości. Wśród nich był Fritz Ter Meer, dyrektor jednej z firm,  członek zarządu IG Farben, członek partii nazistowskiej i Ministerstwa Wojny III  Rzeszy. Proszę sobie wyobrazić, że szef największej firmy farmaceutycznej, lider  przemysłu, który się przedstawia jako służący ludzkości, został skazany za  zbrodnie przeciw ludzkości.

Ale chyba jeszcze bardziej zaskakujące  jest to, że zbrodniarz wojenny, skazany przez Trybunał,  po wyjściu na  wolność został w roku 1956… prezesem tej samej firmy  farmaceutycznej!

Nie tylko on jeden, historia wskazuje, że wielu  aktywnych działaczy firm w ramach  IG Farben powróciło na kierownicze  stanowiska w swoich macierzystych firmach. Nasze podręczniki historii informują, że śmiertelne w skutkach eksperymenty medyczne w obozach koncentracyjnych były  przeprowadzane przez psychopatów. Ale dokumenty Trybunału Norymberskiego ukazują odmienny obraz. Większość eksperymentów nie stanowiła pojedynczych „doświadczeń”, lecz była częścią badań na ludziach na dużą skalę. Lekarzami  przeprowadzającymi te eksperymenty nie byli wyłącznie członkowie SS, lecz także  profesjonalni badacze leków farmaceutycznych, czasem nawet lekarze bezpośrednio  zatrudnieni i opłacani przez niemieckie firmy farmaceutyczne. Leki były  dostarczane z tych firm bezpośrednio do obozów, a wyniki często śmiertelnych w  skutkach eksperymentów raportowane były bezpośrednio do zarządów tych koncernów.  Zastanawiające jest, ile wysiłku włożono w to, by te fakty były pogrzebane przez  ponad pół wieku. Wszystkie te informacje i dokumenty dostępne są obecnie online  pod adresem: www.profit-over-life.org.

W tym samym 1956 roku powołano Komisję Europejską. Łączycie ją z polityką firm farmaceutycznych. Dlaczego?

Pierwszym przewodniczącym Komisji Europejskiej  został Walter Hallstein, nazistowski prawnik, mianowany później głównym  architektem brukselskiej Unii Europejskiej. Przez następnych 10 lat, kierując  administracją składającą się z kilku tysięcy biurokratów, realizował plan  utworzenia „centralnego biura kartelu”, operującego poza jakąkolwiek  demokratyczną kontrolą. O ile członkowie Parlamentu Unii Europejskiej są wybierani w wyborach powszechnych przez 500 milionów Europejczyków, o tyle  Komisja Europejska działa z nadania. Ma do swej dyspozycji 54 tys. zawodowych  technokratów i urzędników działających w ramach brukselskiej UE bez żadnych  demokratycznych wyborów. Na każdego wybranego członka Parlamentu przypada 80  biurokratów Komisji trzymających ich pod kontrolą, reprezentujących interesy  korporacji. Jednym z kluczowych celów Komisji była protekcja wielomiliardowych  rynków zbytu na leki farmaceutyczne poprzez zdelegalizowanie naturalnych metod  kontroli zdrowia.

Polityczna ochrona patentów?

Do swojej dyspozycji Komisja ma różne ciała.  Jedna z nich to Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Ustanawia  on restrykcje dla naturalnych terapii pod pretekstem tzw. regulacji. Jak EFSA  reguluje żywność? Na przykład dyrektywa suplementów diety z 2002 roku wprowadza  restrykcje w dopuszczaniu składników naturalnych i ogranicza ich dawki w  suplementach diety. By ukryć właściwe cele tych przepisów, utrzymuje się, że  maksymalne dawki składników ustalane są w oparciu o metody naukowe w procesie  tzw. naukowej ewaluacji ryzyka. Tymczasem większość tych proponowanych metod  jest bezpodstawna lub całkowicie nienaukowa. Dowodzą tego m.in. statystyki w  USA, gdzie suplementy nie są regulowane i są stosowane przez 68 procent  społeczeństwa. Według „Annual Report Clinical Toxicology” 2008, 46, 927-1057, z  powodu stosowania leków zanotowano w tym jednym roku prawie 50 tys. zgonów ­— w roku 2010 to już ponad 82 tys. zgonów ­— a  życie blisko 320  tys. osób było zagrożone. Ile osób zmarło w tym czasie z powodu stosowania  suplementów? Zero. To jest problem i o tym trzeba mówić, a nie o tym, że  witaminy są niebezpieczne.

Inny przykład to dyrektywa produktów  tradycyjnych ziół medycznych z 2004 roku. Wymaga ona, by wszystkie produkty  zielarskie przechodziły bardzo kosztowne procedury rejestracji. Oczywiście  mniejsze firmy nie są w stanie tych rejestracji przeprowadzić. Zioła bez  licencji będą zabronione i usunięte z rynku. A przecież są to te same związki,  które były legalnie dostępne w Europie od dziesięcioleci, nie powodując żadnych  niepożądanych skutków dla zdrowia całych populacji. A co firmy farmaceutyczne  robią w tym czasie? Pracują nad wyizolowaniem substancji aktywnych z tych ziół i  ich chemiczną modyfikacją, aby mieć na nie wyłączność patentową. W ten sposób  zastępowane są skuteczne, bezpieczne i niedrogie metody ochrony zdrowia przez  kosztowne, bo patentowane, i niebezpieczne leki chemiczne o skutkach  ubocznych.

Kolejna regulacja — z 2006 roku dotycząca  związku pomiędzy zdrowiem a pożywieniem — zabrania wszelkich sugestii lub  powiązań między pożywieniem lub jego składnikami a specyficznymi korzyściami dla  zdrowia, nawet jeśli istnieją naukowe dowody na taki związek. Stwierdzenia, że  np. płatki owsiane pomagają obniżyć cholesterol, muszą być autoryzowane przez  Komisję Europejską.

Ile razy przemysł farmaceutyczny pozywał Was do  sądu? Chyba żadne odkrycie w dziedzinie naturalnej terapii raka nie było tak  zwalczane jak Wasze.

Niezliczone razy — dokumentacja tych procesów  zajmuje wszystkie półki w dużym pokoju u naszych adwokatów. Większość to  personalne ataki na doktora Ratha, przez które opozycja stara się go zniszczyć i  zmusić do milczenia. Za każdym razem dowody, jakie przedstawiliśmy, i fakty  obroniły nas.

Jakie są ekonomiczne i polityczne  konsekwencje epidemii raka?

Według Światowego Forum Ekonomicznego z 2011  roku roczny koszt raka i innych nieinfekcyjnych chorób osiągnie w 2030 roku 47  bilionów dolarów. To trzykrotna wartość produktu krajowego brutto całej Unii  Europejskiej. Bogactwa niektórych firm są trudne do wyobrażenia — na przykład  firma Pfizer może kupić Polskę.

Polityczne konsekwencje przy nakręcaniu spirali  kosztów to ruina gospodarcza państw prowadząca do międzynarodowego kryzysu  gospodarczego, a w konsekwencji politycznej dyktatury UE. Grecja to dopiero  początek. Inne kraje czekają w kolejce: Irlandia, Włochy, Portugalia, Hiszpania.  Wysysanie gospodarek trwa. Ameryka też przeżywa kryzys. Barak Obama zrozumiał, że najlepszym sposobem, by zmniejszyć deficyt, jest zmniejszenie kosztów opieki  zdrowotnej, o czym powiedział w marcu 2009 roku. Kluczem do niezależności  ekonomicznej społeczeństw jest koniec biznesu z chorób.

O ile można by zmniejszyć koszty opieki  zdrowotnej państw, gdyby zamiast drogich opatentowanych leków refundować naturalne terapie?

Można i to znacznie. Kilka lat temu renomowana  na skalę międzynarodową grupa konsultacyjno-badawcza w zakresie narodowej  polityki i usług w dziedzinie zdrowia — The Lewin Group z Wielkiej Brytanii — ogłosiła wyniki badań w tej dziedzinie. Wykazały one między innymi, że w USA  przez suplementację wapnia i witaminy D u seniorów można by zapobiec około 776  tys. hospitalizacji z powodu złamań stawu biodrowego, co równałoby się oszczędnościom ponad 16 miliardów dolarów w skali pięciu lat. Podobnie  oszczędności związane z braniem 400 mcg kwasu foliowego przez kobiety w okresie  rozrodczym wyniosłyby około 334 milionów dolarów już w pierwszym roku ich  stosowania. Suplementacja kwasów omega-3 przez osoby starsze prowadziłaby do  zaoszczędzenia około 43 miliardów  poprzez zmniejszenie ryzyka zawałów  serca i związanych z tym kosztów. Są to duże sumy, które mogą być przekazane w  budżecie państw na poprawę rynku pracy, edukacji i wiele potrzebnych celów.  Stosowanie naturalnych terapii prowadzi również do znacznego zmniejszenia nowych  chorób i hospitalizacji wynikających z działań ubocznych leków przepisywanych na  receptę. Jest to po chorobach serca, raku i udarach mózgu czwarta przyczyna śmierci. Tej przyczynie możemy w znacznym stopniu zapobiec, jeśli jesteśmy tego  faktu świadomi i zaczniemy działać, by to zmienić. Ten problem dotyka nas  wszystkich, niezależnie od zajmowanego stanowiska, wieku i stanu majątkowego,  dotyczy każdego podchodzącego z receptą do okienka w aptece.

Walter Last, jeden z naukowców,  zwolennik naturalnych terapii, proponuje, by zakazać finansowania przez firmy  farmaceutyczne szkolnictwa medycznego oraz stosowania marketingu i reklamy  ukierunkowanej na pacjentów i lekarzy. Przy takiej polityce traci przecież autorytet lekarza.

Świadome tego środowisko medyczne zaczyna  protestować. Dr Catherine de Angelis, która była przez wiele lat redaktorem  naczelnym najbardziej znanego pisma medycznego — „Journal of the American  Medical Association”, napisała: „Wpływy, jakie firmy produkujące leki, te  bazujące na zyskach, mają na każdy aspekt medycyny, są tak przejrzyste, że  trzeba być głuchym, ślepym lub głupim, by tego nie widzieć”. Pod presją zrezygnowała z tego stanowiska w 2011 roku, ale w dalszym ciągu pracuje w John  Hopkins School of Public Health. Również była redaktorka naczelna „New England  Journal of Medicine”, a obecnie wykładowca na Uniwersytecie Harvarda — dr Marcia  Angel jest znana z ostrej krytyki działania przemysłu farmaceutycznego.  Przedstawiła ją w znanej książce Prawda o firmach farmaceutycznych — jak nas  oszukują i jak możemy temu przeciwdziałać, jak i w wielu innych  publikacjach i wypowiedziach.  Jak widać, ten ruch sprzeciwu istnieje, i to  również wśród prominentów medycyny.

Profesor Zygmunt Baumann powiedział, że  wojna z kłamstwem jest nie do wygrania, a jako socjolog obserwuje zanik  społecznych mechanizmów dochodzenia do prawdy. Czy wierzy Pani w to, że uda się przekonać społeczeństwa i rządy do naturalnych terapii?

To wszystko zależy od ludzi. My kontynuujemy  nasze działania i szerzymy informacje i edukację. Strona organizacji World  Health Alphabetization: www.wha-www.org stanowi otwarte źródło internetowe,  dzięki któremu każdy może wziąć udział w zdrowotnym kursie edukacyjnym online. W  języku polskim takie kursy są dostępne na stronie Koalicji Doktora Ratha w  Obronie Zdrowia: www.dr-rath-koalicja.pl. Udostępnimy równiez w języku polskim  nowy program interakcyjny BodyXQ — w internecie: www.bodyxq.com oraz jako  aplikacje na iPada czy iPhone’a. Pozwala on w trójmiarowym formacie zajrzeć w  głąb naszego serca, zobaczyć, jak naturalne składniki odżywcze pomagają w jego  funkcjach, np. normalizacji ciśnienia krwi, czy też w kontroli rozwoju raka.  Nasza książka Zwycięstwo nad rakiem jest impulsem i motywacją do tego,  aby teraz ludzkość skorzystała z szansy realizacji prawa do życia w świecie bez  raka. Gdyby nie było odważnych ludzi, Ziemia byłaby wciąż płaska i mur berliński  stałby nadal.

Rozmawiała Katarzyna  Lewkowicz-Siejka

[Określenie mikroelementy dr Niedzwiecki stosuje  w szerszym znaczeniu, niż przyjęto w Polsce. Rozumie przez to wszystkie  substancje, których nasz organizm potrzebuje w mniejszych ilościach: witaminy,  minerały, pierwiastki śladowe, aminokwasy, polifenole i inne substancje  roślinne. Za makroelementy uznaje się w tym kontekście węglowodany, białka i  tłuszcze].

[Artykuł pochodzi z miesięcznika „Znaki Czasu” 2/2013].

Komentowanie zamknięte.