Najnowsze

Opublikowano Październik 13, 2013 Przez Jan W Syjonizm i jego zagrożenia

..biedni żydzi, mit-Wallenberg obalony..

Żydowski geszefciarz, wyznawca mamony Raoul Wallenberg

Żydowski geszefciarz, wyznawca mamony Raoul Wallenberg

Praca doktorska Attili Lajosa wydana w Szwecji w formie książkowej pt „Hjälten och offren” ( bohater i ofiara) – jakieś dziesięć lat temu – całkowicie obala mit R. Wallenberga, jako ofiarnego wybawcę wielu tysięcy żydów na Węgrzech. Dwujęzyczny Lajos, badający tak szwedzkie,  jaki i węgierskie archiwa, ukazuje Wallenberga jako żydowskiego geszefciarza, który nikogo nie uratował.  A nawet nie miał takiego zamiaru, lecz jedynie jako zwykły oddelegowany kurier konsularny przewiózł w swojej walizce 300-400 gotowych paszportów szwedzkich, wystawionych na czołowych żydów budapesztańskich. Nazwiska tych żydów, którym wystawiono paszporty przeżycia, podyktowała rządowi szwedzkiemu gmina żydowska w Sztokholmie. Wallenberg był jedynie takim sobie specjalnym listonoszem – kurierem. Był to jednak listonosz – przedsiębiorca, który mając swoje biuro w konsulacie szwedzkim, zdobył sobie dostęp i do jakiejś pieczątki z nazwą konsulatu szwedzkiego, i do zwykłego papieru listowego z insygniami konsulatu (taki papier jaki leży w każdym pokoju hotelowym). Tym papierem i pieczątką posługiwał się najpierw, aby się rozreklamować w Budapeszcie, a potem aby na tym zbijać kasę.

Wystraszeni żydzi dowiedziawszy się, że „szwedzki dyplomata” chodzący po getcie budapesztańskim szuka określanych żydów i wręcza im paszporty szwedzkie, zaczęli negocjować z tym listonoszem na temat, czy nie mógłby on pomoc także i innym żydom w potrzebie. Wallenberg jako dobry żyd chętnie się na to zgodził i właśnie na wspomnianym papierze „firmowym” wystawiał takie „paszporty”, które zaświadczały, że osoba okazująca niemieckim władzom taki papier jest pod opieką konsularną ambasady szwedzkiej w Budapeszcie. Oczywiście, jako ten dobry żyd pobierał za tę pracę opłatę od takiego gettowego petenta. Były to głównie kamienie szlachetne i złoto, a odmierzane garściami, bo praca była trudna, zaś płacącemu chodziło o przeżycie. Tak uszczęśliwiona ofiara antysemityzmu, z papierem w ręku, uciekała z Getta i była wolna. Oczywiście radość wolności u takiego żyda trwała do momentu zatrzymania go przez policję lub żandarmerię. Bo te uliczne patrole takiego papieru nie respektowały, a co gorsza, uznawały takiego żyda „chronionego przez konsulat szwedzki” za zwykłego uciekiniera z getta i albo zabijały go na miejscu, albo wysyłały pierwszym transportem do Oświęcimia. Jest to swoiście dobry przykład na tzw. zbrodnię doskonałą.

Książka Attili Lajosa podaje bardzo wiele „źródłowych” faktów i jako taka powinna być szeroko czytana w Polsce, choćby jako odtrutka na brednie historyczne, dotyczące bardzo wielu istotnych wydarzeń historycznych, które są coraz perfidniej zakłamywane, a te dotyczące losów żydów są tym szczególniej postawione na głowie.

O tym trzeba jednak przeczytać w książce, jako całości, bo tego tu nie streszczamy. To, co dodaje pewnego „kolorytu” tej pracy doktorskiej, to np. informacja o tym, że Raul Wallenberg był czarną owcą w całym rodzie Wallenbergów i klan nie przyznawał się do  niego. Mogło to być spowodowane tym, że klan ma korzenie askenazyjskie , a Raul był wymieszany z sefardinim. Jak podaje Attila Lajos, paszporty przywiezione do Budapesztu przez Wallenberga były wystawione właśnie na żydów askenazim. Jak podaje autor, w Budapeszcie mieszkali głównie askenazim , a sefardim bytowali na prowincji. Z tych sefardim na Węgrzech prawie nikt się nie uratował. Wg. Lajosa, Wallenberg na tej kurierskiej pracy zgromadził gigantyczną fortunę w i to trakcie zaledwie kilkutygodniowego rezydowania w Budapeszcie. Pospolite kosztowności wymieniał na pieniądze, które wysyłał bankiem do Szwajcarii i Szwecji, a co cenniejsze okazy sztuki jubilerskiej trzymał w sejfach.  W trakcie zatrzymania go przez NKWD Wallenberg siedział w samochodzie, który właśnie był załadowany tymi precjozami, a sam „kurier” gotował się do wyjazdu ze stolicy Węgier. Tam ślad po nim zaginął i nie ma dowodu na to, że został wywieziony z Budapesztu.

Nieco podobnym do Wallenberga był Soros. Soros jako dziecko był dwujęzyczny i gestapo brało go jako tłumacza w getcie. A kapitał założycielski fortuny Sorosa pochodzi w Węgier. Daje to skalę porównawczą fortuny Wallenberga, która musiała być wielokrotnie większa od Sorosowej, bo Wallenberg jako osoba dorosła i z immunitetem mógł „pracować” inaczej niż dziecko manipulowane przez dorosłych.

Gmina żydowska w Szwecji zdobyła wielkie fortuny na rewolucyjnym rabunku w Rosji, a po gminach: amerykańskiej, brytyjskiej i niemieckiej była najważniejszą i najoperatywniejszą w świecie. To w Szwecji były główne banki obsługujące tak przygotowania do rewolucji w Rosji, jaki późniejsze wieloletnie spuszczanie z niej krwi. Pieniądze jednak zarobione na tym procederze musiały być dość skromne. Wniosek taki należy wyciągnąć z tego, że kiedy zarówno władze niemieckie na Węgrzech jak i rząd nacjonalistyczny węgierski wystąpiły do Szwecji z prośbą o przyjęcie każdej dowolnej ilości „żydów” z Węgier, to nie spotkało się z jakimkolwiek pozytywnym wydźwiękiem. Ani rząd szwedzki, ani gmina żydowska w Szwecji nie były zainteresowane jakąkolwiek akcją ratunkową. Rząd poprzestał na tych paruset paszportach i o niczym więcej nie chciał słyszeć, a gmina żydowska zgodziła się na przyjęcie 200 (dwustu) żydów z Węgier i sfinansowanie ich przejazdu oraz zagospodarowania w Szwecji. Dotyczyło to jednak jedynie żydowskich dzieci (sic!). Mimo interesów na rabunku w Rosji, gmina w Szwecji pozostała biedna, tak musiało być – jak wiemy, kradzione nie tuczy, a jak również wiadomo, jedzenie w Sztokholmie zawsze było drogie. Biedni żydzi – ofiary antysemityzmu.

Biedni, a i po pieniądzach ani śladu………

(-) Krzysztof Cierpisz 

2013-10-13

Za: http://gazetawarszawska.com/2013/10/13/biedni-zydzi-mit-wallenberga-obalony/

Data publikacji: 13.10.2013

Tags : , , ,

Komentowanie zamknięte.