Najnowsze

Opublikowano Czerwiec 3, 2016 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

Bardzo pobożni Chazarowie cz. I: Czyli kto zajmuje się reklamą i handlem narkotykami. Jan bek

„…Należy zmylić i zdezorientować umysły ludzi przez fałszywe teorie i zniszczyć nerwy i zdrowie poprzez ciągłe wprowadzanie nowych trucizn. (alkoholu, nikotyny, narkotyków, zdemineralizowanej żywności )…” (  „Protokoły Mędrców Syjonu”)

Jan Bek

a

Taki akapit można znaleźć w  rzekomo „sfałszowanych przez carską Ochranę” zapiskach „pobożnych”  (sic, sic, sic) Chazarów. Później, chazarscy badacze nie ustawali w wysiłkach by wykazać, że tekst przypisywany carskiej „Ochranie” jest de facto dziewiętnastowiecznym pamfletem  „Francuza – antysemity” .

Dziś, po blisko 150 laty gdy zapoznamy się z rozmaitymi faktami historycznymi, anty-ludzkimi działaniami Chazarów, dokonamy ich analizy i porównamy z „francuskim pamfletem”  musimy dojść do wniosku, że w carskiej „Ochranie” musieli pracować sami…geniusze…

Któż bowiem w wieku  XIX-tym i na początku wieku XX mógłby „poza tą złowrogą organizacją” pomyśleć o ”narkotykach” czy…”zdemineralizowanej żywności, alkoholu i nikotynie” oraz, poprzez  perfidne, „ciągłe wprowadzanie nowych trucizn …. zmylić i zdezorientować umysły ludzi przez fałszywe teorie i zniszczyć nerwy i zdrowie …” w skali globalnej? Ale, ale….

„Carska Ochrana”  obejmowała  zasadniczo swą działalnością  zaledwie europejską część Rosji sprzed I w.św.  Gdzie  jej do roli super-tajnej organizacji zdolnej do prowadzenia działalności w skali globalnej –  na  całym świecie ? Który jej agent zamyślał o rozpoczęciu degenerowania przyszłych pokoleń „zdemineralizowaną żywnością” ?

Takiej w ogóle wtedy nie było na rynku, a  „morfinistów ”- jak  wtedy nazywano  narkomanów- można było bez trudu zliczyć  na drewnianym liczydle w najbardziej zagubionej, lichej europejskiej wiosce….

Po przeczytaniu całości (a podaję wyłącznie łatwo sprawdzalne fakty) nabierzemy pewności, że dzisiejsze działania Chazarii, to realizacja planu sprzed tysięcy lat  zniewolenia ;ludzkości.  Już wtedy, przed tysiącami lat, wbijano w  chazarskie głowy  wyjątkowość „ludu Izraela”.

Zresztą po co gadać po próżnicy : sięgnijmy do „Starego Testamentu”, do  „Księgi Powtórzonego prawa(7,2)”  i do znamiennego cytatu :„Wytracisz więc wszystkie narody, które twój Bóg, Jahwe, wyda tobie. Nie będziesz znał litości nad nimi.

Od razu wszystkie puzzle układają się  w logiczną całość. A przecież to tylko jeden cytat ( jest ich multum w zafałszowanym „Starym Testamencie”). Ale   jakże wymowny.

Obala on jednoznacznie wypociny Chazarów, tradycyjnie  starających się obarczyć  gojów za własne, antyludzkie plany. Czy Rosja istniała przed 5 tysiącami lat? Czy istniała „Ochrana”? Co chcą Chazarzy ukryć przed „opinią publiczną”?

CIEKAWA LEKTURA. Mam tu na myśli książkę izraelskich dziennikarzy, Dan,a Raviv,a, Yossi Melman,a – „..A każdy szpieg to książę, pełna historia wywiadu izraelskiego”, („ Książka i Wiedza”, Warszawa 1993). Jak wskazuje tytuł książka opowiada o metodach działania Mossadu – „Instytutu Wywiadu i Zadań Specjalnych”.

Choć z pewnością nie  było zamiarem dobrych Izraelczyków pisanie krytyki własnego wywiadu, wyszło akurat odwrotnie : lektura zmusza do refleksji, zadumy, nasuwa niedobre skojarzenia z metodami działania wywiadu nazistowskiego – adm.Canarisa czy nawet Kalterbrunnera ….

Oczywiście, że cechą każdego wywiadu jest tajność jego działania ale, czytając tę książkę natychmiast zauważamy, wyjątkową perfidię  działania Mossadu – jego morderczą bezwzględność   brutalność i …brak jakichkolwiek zasad w świcie szpiegów, którego nie można przecież uważać za bogobojnych mnichów benedyktyńskich ….

Zauważamy coś jeszcze – coś,  co wielu ludzi, dzielących świat  „Dobra” i „Zła” , nie mogąc często znaleźć w metodach działania wywiadu moralnego uzasadnienia,  spycha głęboko w podświadomość. Tym czymś, budzącym dyskomfort moralny, jest niezwykłe podobieństwo metod działania wywiadów, należących do „Świata Dobra”, Mossadu i CIA   i ich zdziczenie. Podobieństwo jest tak uderzające, że twierdzenie co bardziej spostrzegawczych ludzi , że „CIA nauczyła się tych metod od Mossadu” jest tylko potwierdzeniem pewnego, dobrze zakotwionego w rzeczywistości,  faktu.

Oczywiście dzisiaj -w dobie upadku zasad moralnych –  „punkt widzenia jest zależny od miejsca siedzenia” :  inaczej będzie oceniał działalność spolegliwy pracownik  medialny ze „Świata Zła”, a inaczej ze „Świata Dobra”.

Wielki Papież, Jan Paweł II, wołał do zgromadzonych na Placu św. Marka ludzi, żeby „nie bali się Prawdy”.

Pójdźmy więc za Jego wezwaniem i zajrzyjmy za kulisy, obowiązującej dziś powszechnie demoliberalnej „prawdy”.

Dan Raviv, niby tak  „krytyczny”,  jest jednak… dumny z pracy swego wywiadu, który „bezlitośnie karze wrogów Izraela w każdym zakątku kuli ziemskiej” : przed Mossadem nie ma obrony…bowiem „jest to najlepszy wywiad na świecie”.

Nie będziemy oczywiście omawiać całej książki, opisującej wyczyny agentów izraelskich, działających bezkarnie na całym świecie ale, wyławiając z niej  pewne interesujące wątki i wzbogacając je innymi doniesieniami i raportami samych agencji wywiadowczych, odkryjemy zadziwiające koneksje, łączące panamskiego prezydenta, gen. Noriegę, jego pomocnika, Izraelczyka,  Harariego, z prez.Bushem, CIA z Mossadem, Kanał Panamski z działalnością sławetnej „Contras” w Nikaragui, a wszystkich tych ludzi i organizacje z …narkotykowi kartelami Medellin , Cali z Kolumbi i handlem bronią.

Odkryjemy też rolę „pobożnych rabinów i Żydów”  w spływającym krwią narkotykowym businessie

W tych wszystkich wydarzeniach brał udział  od czasu przejścia na emeryturę tajemniczy Izraelczyk, Harari : agent Mossadu i CIA. Piastował on  w tamtych czasach dwie  funkcje : „zaszczytną funkcję doradcy” panamskiego prezydenta, gen. Noriegi  i tę drugą- dealera narkotyków.  Może mniej zaszczytną  ale bardzo poważaną  przez „pobożnych rabinów”.

*****************

„EMERYCI  Z   IDFu”.   Normalną koleją rzeczy w IDFie („Israel Defense Forces”- „Siły Zbrojne Izraela”)  jest to, że  wojskowi , powiązani niejednokrotnie w toku służby z Mossadem,  po „osiągnięciu wieku emerytalnego”  i otrzymaniu sowitej emerytury rządowej natychmiast przechodzą do „sektora prywatnego” .

Największym „sektorem prywatnym” w Izraelu są najrozmaitsze spółki, trudniące się eksportem izraelskiej broni dokąd się tylko da  i spółki, eksportujące izraelski „know- how” w dziedzinie „zwalczania lewicowego  terroryzmu” : korzystają one  zawsze z silnego, rządowego wsparcia.

Aby taki eksport kwitł  (Izrael to dziś drugi po USA „poważny eksporter broni do krajów Trzeciego Świata) trzeba nań otrzymać także zielone światło  z „Wielkiego Izraela” czyli z USA.

O takich wojskowych mówi się powszechnie jako o „byłych”. Jest to duża, prężna , wzajemnie popierająca się i wpływowa grupa. Tak wpływowa, że sprzedaje ona  nawet broń…”zaprzysięgłym wrogom Izraela” , np. Iranowi – vide afera „Irangate”, „ Hamasowi”, „Hesbollahowi i innym-także Talibom. Dlaczego, nie?

” KTO  SZKOLIŁ „SZWADRONY ŚMIERCI „?  Znając choćby tylko pobieżnie zasady funkcjonowania tzw. „wolnego rynku” i głównych aktorów na nim działających, można bez trudu stwierdzić,  że postawione pytanie jest w zasadzie pytaniem retorycznym. Ale, pomimo że wiemy, że  głowni aktorzy są Chazarami (czyli Żydami)  musimy, korzystając z dostępnych źródeł,  nieco bardziej je oświetlić. Inaczej  łatwo moglibyśmy się narazić na groźny, deprecjonujący dziś człowieka epitet „antysemity”.

Swego czasu (a był to  koniec lat 80-tych) socjaldemokratyczne , szwedzkie popołudniówki, „Aftonbladet” opublikowała skrzętnie przemilczaną przez  „poważne, konserwatywne” dzienniki ciekawą acz szokującą wiadomość,   że grupa „byłych” z IDFu ( tj. emerytowanych oficerów armii izraelskiej) szkoli… paramilitarne „szwadrony śmierci” w Kolumbii. Wymieniono nawet   nazwisko majora IDF – Yair,a Klein,a.

Przy tej okazji ujawniono także inną ciekawostkę : chociaż na trenera morderców ( ludzi zabijano na miejscu nie tylko za odmowę wzięcia udziału w produkcji kokainy  ale też wtedy, gdy  nie chcieli odsprzedać ziemi pod uprawę koki ) zaprosiła go… armia kolumbijska, to jednak majorowi – „trenerowi”… płacił kokainowy kartel Pablo Escobara w Medellin, w Kolumbii.

Ten pierwszy „były”,  Yair Klein, „wybitny specjalista” w niełatwej  branży „zwalczania komunizmu”  był pierwszym, krwiożerczym  sępem : po nim  zleciały się do padliny inne.

Kolumbijski rząd Alvaro Uribe ( o świetnym, predestynującym go do rządzenia, wykształceniu – skończył bowiem amerykański Harvard ) z przybocznym, ministrem obrony, Juan Manuelem Santosem, widząc „doskonałe rezultaty”, zaprosił dodatkowo jeszcze 6 izraelskich najemników – jak podał tygodnik kolumbijski „La Semana” (czyli „Tydzień”) – także  i tym razem byli to  „emeryci z Mossadu” – oficerowie ”Israeli Defence Forces”.  Doświadczeni „byli” szybko zorganizowali „szkoleniowe centrum”  w Tolemaida i tak je ściśle zakamuflowali, że do dziś nie udało się go nikomu zlokalizować miejsca, którym się znajdowało.

Alvaro Uribe, fasadowy  „katolik”, protegowany licencjonowanej , kolumbijskiej ” partii konserwatywnej” i wychowanek amerykańskiej „kuźni kadr” w Harvardzie , dostał się na prezydencki stolec  przy silnym poparciu USA : obiecał, że będzie prowadził „twardą linię” wobec komunistów z „FARC”. Przy okazji wprowadzania w życie „twardej linii” zabijano także w Kolumbii Bogu ducha winną cywilną ale biedną ludność katolicką – tylko w 1993 roku zamordowano ponad 30.000 ludzi.

Ponieważ areał pod kokę kontrolowany przez „FARC” „znacząco się zmniejszył” ( jakiś ochłap trzeba było rzucić opinii publicznej), natychmiast radośnie zadęto w medialne  trąby ONZu : Uribe „zanotował znaczący, pozytywny sukces” i nawet „Wielki Biały Ojciec” pogratulował mu z Waszyngtonu.

Ale szybko okazało się, że północne i północno-wschodnie „tereny wyzwolone” od „FARC”u, poddane kontroli paramilitarnych organizacji pod wodzą izraelskich agentów, jak np. prowincja Uruba, znacząco… zwiększyły produkcję koki.

Było to oczywiście całkiem normalne, gdyż cała administracja tych prowincji przeszła z niewydajnych rąk komunistycznych „FARC”u w „konserwatywne, wolnorynkowe” –  kierowane przez izraelski Mossad.

Później, kiedy wyszło na jaw, że wychowanek Harvardu, Alvaro Uribe,  de facto był jednym z czołowych figur kartelu kokainowego z Medellinu i „pracował” pod samym „ królem kokainy ”, Pablo Escobarem, „ konserwatyści”  kolumbijscy nazwali to …”korupcją na niższych szczeblach”.

W niczym jednak nie zmieniło to faktu, że wg. amerykańskiego raportu Uribe był… „jednym z najważniejszych handlarzy kokainą” (vide:)

http://www.gwu.edu/~nsarchiv/NSAEBB/NSAEBB131/index.htm

Po „wyzwoleniu” znacznych obszarów zaszła na nim  także inna, interesująca  zmiana: kokainowe kartele z Medellinu… zwiększyły znacznie produkcję koki, a rząd… zwiększył zakupy broni  – była to broń produkcji izraelskiej –   „jednego z najbardziej liczących się eksporterów broni po USA w Trzecim Świecie”.

Emeryci z Mossadu, których wciąż przybywało, zgrupowani w wojskowym ośrodku szkoleniowym Tolemaida, dowodzeni już przez …emerytowanego, izraelskiego generała spełniali jeszcze inną, ważną rolę : opierając się na „najlepszej na świecie technice organizowania przesłuchań”  tak przeorganizowali kontrwywiad Kolumbii aby ten mógł jeszcze lepiej szpiegować (podkreślam, że wtedy rządził  „konserwatywny”, prawie „jastrząb”- Uribe) kolombijskich obywateli i torturami wyduszać z nich  zeznania. Tę poszukiwaną na demo- liberalnym rynku umiejętność „byli” zdobyli w ciągu lat praktyki  z Arabami w Palestynie. Nie robili tego w Kolumbii za darmo:   niewdzięczną pracę, oceniono na niebagatelne 10…mln. dolarów.

Znacznie później nowy minister obrony, Santos, ujawni, że „zaszło przeorganizowanie wywiadu” i, że „używało się także Izraelczyków do kapturowych mordów na terenie Kolumbii lub…atakowania celów poza jej granicami”.

Dziś Kolumbia jest „krajem- przyjacielem Izraela” z tym wszystkim, co to naprawdę oznacza.

A oznacza jedno : pomimo pozornej „wojny z narkotykami ” wydanej przez USA kokainowym baronom, Kolumbia zwiększyła jeszcze bardziej produkcję koki i o tyleż samo wzrosła jej konsumpcja w Europie i w „największej demokracji świata” – USA.

DEALER  KOKAINY, GEN. NORIEGA.  Zanim Izraelczycy stanęli mocną stopą w Kolumbii i zanim zwiększyła ona produkcję narkotyku,  jej przerzutem do Panamy zajmował się amerykański agent w Panamie – Manuel Noriega, pozostający od końca lat 50-tych na płatniczej liście CIA. Czym się zajmowała CIA w Panamie ?

Głupie pytanie: oprócz „walki z komunistami” (do których natychmiast zaliczono także …Kościół Katolicki w Panamie i wAmeryce Łacińskiej ( co daje całkiem wyraźne wskazówki kto tę „walkę” promował i kto nią kierował ) CIA zajmowała się tym samym, co zawsze : od czasu do czasu  jakimś małym mordem politycznym, psychicznym znęcaniem się nad wrogami „wolnego rynku”, szpiegowaniem „politycznie niepoprawnych” Amerykanów, Panamczyków, sowieckich  i chińskich towarzyszy, organizacją przemytu narkotyków, jej sprzedażą w USA i… zakupem za uzyskaną forsę broni dla sławetnej „Contras”.

Bowiem  „Contras” była oczkiem w głowie pokojowego masona, amerykańskiego prez.Cartera i wszystkich „prawidłowo myślących”, zdemo -liberalizowanych Amerykanów.

Dopóki Noriega, wspomagany przez kumpli z CIA  świetnie wiedzących o jego narko – biznesie był ślepym narzędziem USA i naśladował obyczaje murzyńskich dyktatorów z Afryki (sam się…awansował na generała; notabene w Polsce to samo zrobił…J.Piłsudski), dopóty  wytrwale wspinał się po szczeblach panamskiej drabiny politycznej. Wtedy , zapewniając mu bezpieczeństwo i poparcie, USA  milczały – Noriega  został nawet prezydentem Panamy.

Ale kiedy Noriega, ufając swej szczęśliwej gwieździe, wierząc, że naprawdę jest prawdziwym prezydentem, a nie amerykańską kukiełką , zaczął coś bąkać o nacjonalizacji Kanału Panamskiego (akurat kończył sie okres jego  dzierżawy), amerykański prezydent Bush zauważył mimochodem w dyskusji o „demokracjach środko-amerykańskich”, że „wybory w Panamie były najprawdopodobniej sfałszowane”.

To było poważne oskarżenie bowiem w „nowoczesnych, prawdziwych  demokracjach wybory nigdy nie są i nie mogą być fałszowane.”

Tym samym los gen. Noriegi został przesądzony i   Panamę zaatakowano.

Dzielne „foki”, marines (SEALS-„najlepsi żołnierze świata”), dokonały desantu  i ,  chroniąc własność rządową USA w samej Panamie, zabiły po drodze „zaledwie” 300 cywilów i „operetkowych aczkolwiek fanatycznych żołnierzy panamskich”.

Poważniejsza rola przypadła  lotnictwu USA : bombardowało  ono – eufemistycznie określone w prasie amerykańskiej jako „szczególnie ważne”– „ośrodki obrony”. Rezultatem  tych rajdów na „szczególnie ważne cele”  była śmierć kolejnych setek cywilnych  ludzi,  pozbawienie dachu nad głową blisko 10.000 najbiedniejszych mieszkańców favelas w Panama City i ogólna panika wśród reszty obywateli.

Ale ta „mała”  hekatomba ludzka entuzjastycznie nazwana przez amerykańską i światową prasę „ szybkim zwycięstwem”   była bardzo przydatna,  pomagając  marines w osłabianiu fizycznego oporu ludności. Później  tę samą metodę walki  o „przestrzeganie reguł demokracji” , USA  z lubością zastosują także w innych rejonach świata: powtórkę tych akcji zobaczyliśmy na Grenadzie, w Jugosławii, Kuwejcie, Iraku, Afganistanie, Libii, a dziś w Syrii.

Noriega,  zagrożony aresztowaniem  jako obrzydliwy „drug- dealer” , schronił się do ambasady watykańskiej, ale masoński prez. Bush radośnie nakazał bezlitosne nękanie sług znienawidzonego Kościoła Katolickiego, niosącą podprogowe przesłanie o „służbie Szatanowi”, wzmocnioną do maksimum i nadawaną przez specjalne głośniki muzyką rokową.  Po kilku dniach Noriega się załamał, wyszedł  poza teren ambasady , został skuty kajdankami i przewieziony do USA.

Szybko postawiono go przed sądem, który troskliwie zadbał żeby jakakolwiek wzmianka o oficjalnym zaangażowaniu się USA i Izraela w „narko-business” nie wyszła na światło dzienne. Noriega otrzymał 40 lat więzienia, ale za „dobre zachowanie” …zmniejszono mu karę… do 17 lat i w końcu… zwolniono.

Ale nagle zgłosiła na niego… „zapotrzebowanie” Francja, która oskarżyła go in absentia o jakieś podatkowe przekręty i „pranie brudnych pieniędzy” ( 3 mln dolców), pochodzących z handlu narkotykami. Na wszelki wypadek skazano go na 10 lat i po zgodzie USA, osadzono w znajdującym się w paryskim 14 arrondissement, więzieniu „Le Sante”.

Dopiero później wścibscy dziennikarze zaczęli kojarzyć dziwne fakty,  nie pasujące do świetlanego wizerunku USA i CIA, toczącej „nieustępliwą walkę z narkotykami”.

Bo też było nad czym się zadumać.

Zwykły przestępca, parający się narkotykami, za samą sprzedaż „lekkiego narkotyku” jak np. marihuany czy haszyszu często dostawał za drugim razem 20 -30 lat więzienia, a przy 50 gr. narkotyku  nawet dożywocie.

A tu , gdzie w grę wchodziły setki kilogramów kokainy i setki milionów dolarów z prania ”drugs-money”,  Noriega dostaje 40 lat, które później „za dobre sprawowanie się”  zamieniono mu na lat 17 i zostaje uwolniony…

Zresztą już wcześniej Noriega stawał   przed sądami USA (w Miami na Florydzie) i jakoś zawsze się lekko wywijał „karzącej, surowej ręce demokratycznej sprawiedliwości”. Było więc w procesie Noriegi:coś tajemniczego i sprzecznego z obowiązującymi w USA anty-narkotykowymi ustawami : niby był on „potężnym drug-dealerem” , a jednocześnie nim… nie był bowiem , popełniając ogromne przestępstwo przeciw prawu, został…uwolniony i nawet zesłany na  emigrację do Francji….

Dalej zobaczymy, że Panama i późniejsze wesołe igraszki z paragrafami kodeksu  amerykańskiej elity prawniczej całkiem zwyczajnie miały powiązania z polityką USA na najwyższym szczeblu.

Dlatego casus Noriegi, wygodnego „kozła ofiarnego”  należy także  rozpatrywać też na innej płaszczyźnie, a mianowicie na  płaszczyźnie   walki z narkotykami w USA”.

MISTER 60%.  Jeszcze bardziej tajemniczą postacią niż Noriega  była postać chazarskiego doradcy obalonego prezydenta, Mike,a Harari, który, nie mając żadnych trudności z uzyskaniem supertajnej informacji o inwazji Panamy, ostrzegł swego szefa i zalecił mu ucieczkę na 6 godzin przed planowaną, zbrojną akcją US Army. Harari wyrósł na drugiego „kozła ofiarnego” w mediach – na złowrogą postać, przyćmiewając prostackiego generała.

I w tym przypadku, jak w przypadku jego pryncypała, nagonka na Harariego zbiegła się w czasie kolejnego zwrotu polityki USA na bliskim Wschodzie: w ścisłym sojuszu z Tel Avivem szykowano się do uśmierzenia wrzenia Arabów w Palestynie i ograniczenia wpływów Rosji na ten obszar. Dlatego potrzebny był kolejny „kozioł ofiarny”. Bogate archiwa CIA zostały udostępnione „opinii publicznej” i do boju ruszyli dyżurni dziennikarze..

Zainspirowana wystąpieniem głównego wajchowego USA, prez. Busha, nagonka spolegliwych dziennikarzy z czołowych, demoliberalnych pism na „Mike,a” Harari, szybko przyniosła rezultat : najpierw o Harari napisał w „The New York Times” 2 stycznia 1990 r.  David E. Pitt, a później , gdy sprawa stała się głośna na świecie, także „Washington Post” z 7 stycznia 1990 r.  w artykule sygnowanym przez Chazara , Davida Halevy i Neila Livingstone.

Wskazali oni, że to właśnie Harari był szefem  kolumbijskich „szwadronów śmierci”, mordujących Arabów z ” Czarnego Września „, niewinnego Araba w Norwegii , jakichś cywilów w Libanie, informatora ambasady USA w Bejrucie…

Jak na dłoni od razu  było widać  , że choć „Mike” był doświadczonym killerem, to przecież wg. oficjalnego wyjaśnienia Izraela  „absolutnie nie miał żadnego powiązania z rządem”.

Jednak Halevy i Livingstone, bazując na dokumentach CIA wykazali, że Harari po oficjalnym przejściu na „zasłużoną emeryturę”  w 1979 r. został…mianowany szefem wywiadu Mossadu na Centralną Amerykę, utrzymywał kontakty zarówno z niejakim Omarem Torrijos,  „silnym człowiekiem Panamy”   jak i z samym Noriegą.

Okazało się, że szczególnie dobrze (co oczywiście profitowało miłym brzękiem złota) Harari znał Noriegę, szpiegującego wtedy pod „silnym człowiekiem” Panamy- Torrijosem. Dorabiał także na boku gdzie się dało : brał od CIA (ok.200.000 dolców), nie gardził forsą od złowrogiej,  kubańskiej „Dirección General de Inteligencia” („DGI” – kubańska KGB) i od „Mossadu”, który obdarzył go jakże trafnym kodem… „Smaczny Ananas” .

Osobliwe koneksje Noriegi z komunistą, Fidelem Castro, którego przecież USA nazwały swym „najgorszym wrogiem” (i  często snuły plany zamordowania go przy użyciu trucizn), jak również kontakty Noriegi z „Contras” i kokainowymi baronami z Medellinu wcale nie przeraziły Izraelczyków,  a wręcz przeciwnie :  „skomplikowany” życiorys przyszłego szefa ”Mossadu” na Amerykę Centralną, „Mike,a” Harariego, stanowił dobrą… gwarancję posłuszeństwa Harari,ego wobec izraelskich mocodawców oraz doskonałej współpracy „jedynej demokracji na Bliskim Wschodzie” z jeszcze większą demokracją amerykańską.

Od samego początku zajęto się Hararim troskliwie, bowiem Izrael zawsze lubi otaczać opieką ludzi „wybitnych”: przeszedł on obowiązkowe szkolenie dla agentów „Mossadu” w ośrodku wywiadu izraelskiego („IISI”) – zakamuflowanego jako „Izraelska międzynarodowa szkoła wywiadu” .

Domyślamy się jaki może być program szkoły wywiadu – taki sam jak wszystkich światowych szkól wywiadu. Ale  czym jeszcze zajmuje się taka szkoła? Otóż  wg. dostępnej w sieci informacji,  jest to „prywatne przedsięwzięcie dla świata wywiadu, wychowująca decydentów na kierownicze stanowiska w biznesie , w wojskowości, policji, dyplomacji, obronie i ekonomicznych doradców”.

Prawda, że to ciekawy program szkolny?

Ta osobliwa szkoła oczywiście podlega bezpośrednio izraelskiej agencji wywiadowczej, Mossadowi :  w niej trenował swego czasu skoki ze spadochronem  , noszący z dumą odznaki izraelskich spadochroniarzy, .ludożerczy „decydent”  z Ugandy, Idi Amin – „wielbiciel bezwzględnej metody działania izraelskiego wywiadu”.

No więc Harari, noszący ksywkę „Mike” lub jak kto woli „Smaczny ananas”, absolwent szkoły , „wychowującej decydentów na kierownicze stanowiska w biznesie, wojskowości, policji i ekonomii”, od samego początku zajął się szkoleniem specjalnych sił („Special Anti -Terror Unit”) Panamy, zorganizował dostawy wymaganego sprzętu technicznego i broni z samego źródła – z Izraela.

Dziennikarzom nie uszło też uwagi to że działalność służb specjalnych Noriegi miała na celu przeciwdziałanie i neutralizowanie działań …wywiadu amerykańskiego, operującego z baz w strefie Kanału.

To była twarda, niewdzięczna praca i aby się „odprężyć”  „Mike” zabierał czasami Noriegę do Izraela,  a generałowi tak się tam spodobało, że w 1980 r. kupił sobie nadmorską willę koło Tel Avivu, swoje dzieci kształcił w „prestiżowej” panamskiej szkole „Alberta Einsteina” i wysyłał je co roku na letnie wakacje … do kibucu w Izraelu.

Gdy Noriega objął władzę w Panamie, Harari natychmiast rozszerzył działalność o kolejnych „byłych” tak, że w przeddzień amerykańskiej inwazji działała tam całkiem spora centrala wywiadu izraelskiego.

I oczywiście w najlepsze rozkwitał kokainowy handel.

Gdy  po „wyzwoleniu” Panamy ze szponów drug dealera ,Noriegi, powiały ciepłe, demo-liberalne wiatry,  nowy szef panamskiej policji i…”przypadkowo” „honorowy konsul Izraela”, Edurado Herrara Hassan,  zeznał, że : „byłem ambasadorem Izraela ale on ( Harari – JK)  był moim bossem. Wszystko co robiłem musiało przedtem zostać zatwierdzone przez Harariego”.

Harari był nie tylko w najlepszym tego słowa tego znaczeniu „doradcą i szkoleniowcem sił specjalnych”  czy fachmanem  od…wyrafinowanych tortur ale zajmował się przede wszystkim sprzedażą izraelskiej broni nikaraguańskiej „Contras” za „wypraną” z przemytu narkotyków  forsą i jej przerzutem do Izraela.  Akurat to ostatnie nie  stanowiło problemu :  na całym świecie istniały chazarskie banki, które chętnie, bez stawiania zbędnych pytań, przyjmowały brudną forsę za dobry procent zysku.

W Panama City,  „Mike” Harari, był znany jako „druga po Noriedze najważniejsza osobistość” i żaden „business” nie mógł być zaakceptowany bez jego uprzedniej zgody – pisze o tym bez ogródek  w swojej książce Izraelczyk, Dan Raviv.

David E. Pitt  ( „New York Times ” z 2 stycznia 1990 r ) ujawnia natomiast,  że  na krótko przed amerykańską inwazją,  Harari w towarzystwie dwóch innych oficerów izraelskiego wywiadu opuścił  dom Noriegi, a stacja telewizyjna NBC w dwóch kolejnych wieczornych audycjach ( jedynie ona! ) doniosła,  że „doradca” na krótko przed inwazją odbył  kilka szybkich spotkań i najprawdopodobniej szykował drogę ucieczki dla swego szefa bowiem  odwiedził Nikarague, Kubę i Izrael.

Zwróćmy uwagę na przyszłą marszrutę ucieczki : wiodła ona przez dwa komunistyczne państwa i Izrael. Co mogło je łączyć razem? Czy tylko narkotyki? A może… wspólny cel?

Izrael, wiadomo wszem i wobec:, że to „permanentnie oblężony przez zaciekłych wrogów, ciężko walczący o przeżycie kraj”, produkujący „najlepszą broń świata”, mający „najlepszych naukowców” i wiele innych „najlepszych rzeczy” oraz, dysponujący masą, rwących się do czynu – „najlepszych doradców-emerytów”.

Co Kuby nasuwają się pewne wątpliwości chociaż…Chociaż skądinąd wiadomo, że zanim rządzący nią Castro, tak „znienawidzony” przez Amerykanów, został prezydentem, to wcześniej też figurował na liście…agentów CIA, która później go dobrze wyekwipowała w broń i wysłała na Kubę by obalić rząd Batisty.  Ponadto była Kuba podczas rządów Castra wybornym krajem tranzytowym kokainy z Kolumbii do USA, a z uwagi właśnie na Fidela Castro, organicznie niewidzącego Amerykanów,  naturalnym azylem dla ludzi uznanych przez USA za niebezpiecznych.

Wypada trochę dłużej zatrzymać się przy Nikaragui, leżącej na kokainowym szlaku: otóż po obaleniu Somozy ,Nikaraguą rządził wtedy  oskarżony przez USA o „sprzyjanie komunistom”, sandinista, Daniel Ortega Saavedra.  Dlatego, by go strącić z prezydenckiego stolca, USA  postanowiły uruchomić słynną „contras”, która podjęłaby „walkę z komunizmem”.

Otóż ta „contras” za cichym przyzwoleniem kolejnych,  „pokojowych”  amerykańskich prezydentów otrzymywała swą broń z USA… za forsę, pochodzącą ze sprzedaży kolumbijskiej i miejscowej kokainy.  Dostarczaniem broni zajmowała się CIA.Zajęła się ona także logistyką całości.

Koka najpierw wędrowała z Kolumbii przez przerzutowe kanały do Panamy, w której przejmował ją gen. Noriega i jego izraelski „doradca”, Harari, a później przerzucano ją na Kubę. Po jej sprzedaży w USA i po „wypraniu” narko – forsy i oddaniu „działki” Fidelowi całkiem legalnie zakupywano broń w Izraelu i USA. Ponieważ gros produkcji kokainy sprzedawano na rynku amerykańskim w taki właśnie prosty sposób poczciwi Amerykanie włożyli swój wkład w „walkę z komunizmem”.

Ale żeby było jeszcze bardziej zyskowniej, USA  i „doradcy” z Mossadu zaopatrywali w broń…także sandinistów, a więc… „znienawidzonych komunistów”  comandante, Daniela Ortegi – piękny, klasyczny chazarski biznes kręcił się w najlepsze.

W amerykańskich archiwach CIA przechowały się zdjęcia(publikowała je swego czasu organizacja zamordowanego przez…CIA kongresmana Mcdonalda- „Western Goals”) innego słynnego sandinisty, „Comandante Cero”(Komendant Zero), z agentami tej szacownej organizacji wywiadowczej  i stosem przekazywanej broni….

(cdn)

Jan Bek

Tags : , ,

Komentowanie zamknięte.