Opublikowano Wrzesień 1, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Aż do końca 1938 r. II Rzeczpospolita spodziewała się agresji… – Tadeusz M. Płużański

źródło: http://www.bibula.com

Władze II RP bagatelizowały zagrożenie wojenne. Duży wpływ na to miały konflikty w obozie sanacji. I tak np. szef sztabu, gen. Wacław Stachiewicz, nie był zapraszany na konferencje, które odbywały się na Zamku, z udziałem prezydenta Ignacego Mościckiego i marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego. W październiku 1938 r. Niemcy po raz pierwszy żądały od Polski zwrotu Gdańska, budowy autostrady eksterytorialnej i linii kolejowej przez Pomorze. Stachiewicz dowiedział się o tym dopiero w 1939 r.

Rozgrywki na szczytach władzy powodowały ciągłe rotacje w kierownictwie Oddziału II Sztabu Głównego (jedyna ogólnopaństwowa służba wywiadu i kontrwywiadu). Po maju 1926 r. mieliśmy kilku szefów Dwójki, podczas gdy np. w Niemczech oficerowie pełnili swoje obowiązki średnio ok. 20 lat. Trudno zatem mówić o rozsądnej polityce kadrowej w polskich służbach wywiadowczych.

„Niemcy będą prędzej niebezpieczne”

Były oczywiście jeszcze inne powody naszej słabości. Trudno odmówić racji śp. profesorowi Pawłowi Wieczorkiewiczowi, który twierdził, że największe błędy polskiego wywiadu polegały nie na złej pracy, lecz na tym, że nie potrafił przekazać zdobytych materiałów swojemu kierownictwu. Z kolei politycy i wojskowi nie umieli wykorzystać informacji o planowanym ataku na Polskę.

Historyk Andrzej Pepłoński pisze: „Centrala Oddziału II Sztabu Głównego zachowywała się pasywnie wobec ponaglających depesz kierowników placówek wywiadowczych za granicą, a zwłaszcza z terenu Niemiec, domagających się ustalenia zasad nawiązania łączności z agenturą na wypadek zagrożenia”. Centrala była mocno zbiurokratyzowana i nie została przygotowana do przestawienia się z torów pokojowych na wojenne.

Aż do 1939 r. Polska dążyła do utrzymania równorzędnych stosunków z Niemcami i ZSRS. Pod koniec życia Józef Piłsudski wypowiedział słynne słowa, że „Polska siedzi teraz na dwóch stołkach”, ale zaraz dodał, że „to nie może trwać długo. Musimy wiedzieć, z którego naprzód spadniemy i kiedy”. Czy Marszałek był aż tak przewidujący, czy miał po prostu wgląd w materiały polskiego wywiadu? 

Już wiosną 1934 r. Piłsudski utworzył specjalną komórkę do oceny zagrożenia ze strony III Rzeszy, niezależną od szefa Sztabu i Oddziału II. Podczas jednej z konferencji miał zlecić zbadanie możliwości ataku nie tylko ze strony ZSRS, ale także Niemiec. Pod koniec listopada 1934 r. komórka stwierdziła: „Aczkolwiek Rosja jest nadal silniejsza i teoretycznie niebezpieczna, Niemcy w praktyce będą prędzej niebezpieczne i to w ciągu 5 do 10 lat”.

Już wówczas Dwójka wskazywała na wzrastające niebezpieczeństwo ze strony Niemiec.

Szpieg za dwa miliony

Nie sposób nie wspomnieć tu majora Oddziału II Sztabu Głównego, Jerzego Sosnowskiego, który aż przez osiem lat (1926–1934) był najlepszym, a zarazem najdroższym (w sumie jego działalność pochłonęła 2 mln zł) polskim informatorem w Niemczech. Podając się za niechętnego polityce Piłsudskiego polskiego barona, zwolennika współpracy z Niemcami i członka ponadnarodowej organizacji do walki z bolszewizmem, prowadził w Berlinie placówkę wywiadu głębokiego „In-3”. Przez arystokrację niemiecką był znany pod nazwiskiem Georg von Nalecz-Sosnowski lub Ritter von Nalecz.
Szpiegów werbował w kręgach dowódczych – w najlepszym okresie jego siatka liczyła kilka osób, głównie kobiet. Sosnowski zdobywał tajne informacje o stałej rozbudowie niemieckiego przemysłu zbrojeniowego, mimo że zabraniał tego traktat wersalski. Dzięki niemu Dwójka znała dyslokację jednostek Reichswehry. W 1930 r. przejął strategiczny plan niemieckiego naczelnego dowództwa o kryptonimie „Organisation Kriegsspiel”, zakładający atak na Polskę.

Przez cały czas Warszawa miała jednak wątpliwości, czy informacje przekazywane przez Sosnowskiego są wiarygodne. Oddział II podejrzewał, że dokumenty są fałszywkami, a nawet, że cała praca to prowokacja. Dlatego polski superszpieg nawiazął kontakt z wywiadem francuskim i angielskim, który kupił zdobyte przez niego dokumenty, uznając je za autentyczne i bardzo cenne.

Sosnowski wpadł w 1934 r. Część jego agentów została skazana na karę śmierci i ścięta toporem. Polak otrzymał wyrok dożywotniego więzienia. W kwietniu 1936 r., po długich negocjacjach, wymieniono go na siedmiu agentów Abwehry.

W marcu 1938 r. stanął przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie oskarżony o zdradę i działalność na rzecz niemieckiego wywiadu. Wyrok brzmiał: 15 lat pozbawienia wolności. Według najnowszych badań zarzuty były nieprawdziwe.

Dalsze losy Sosnowskiego nie są do końca jasne. Jedna z wersji głosi, że został rozstrzelany przez polskich żandarmów we wrześniu 1939 r., inna, że tylko postrzelony, i udało mu się uciec. Aresztowany przez Sowietów, zginął w kazamatach NKWD lub został współpracownikiem sowieckiego wywiadu. Według jeszcze jednej wersji, uciekł do jakiegoś odległego kraju, gdzie pędził spokojny żywot do końca swoich dni.

Zgilotynowany za wywiad

I jeszcze jeden bohater polskiego wywiadu wymierzonego przeciwko Niemcom – Antoni Kasztelan. W 1931 r. przydzielono go do powstałego właśnie pierwszego polskiego oddziału obrony Wybrzeża – Batalionu Morskiego w Wejherowie. W połowie 1934 r. został przeniesiony do Dowództwa Floty w Gdyni i zatrudniony w sztabie Samodzielnego Referatu Informacyjnego (kontrwywiad). Wkrótce po awansie do stopnia kapitana objął kierownictwo referatu. Wyróżnił się rozpracowaniem kilku niemieckich grup szpiegowskich na terenie Wybrzeża. Nic zatem dziwnego, że po wybuchu wojny jego los został przypieczętowany.

Ale po kolei. W załączonym do aktu kapitulacji Helu raporcie znalazło się stwierdzenie, że dowódca obrony, kontradmirał Józef Unrug, dał słowo honoru, że jego oficerowie nie będą uciekali, zanim nie trafią do niemieckiej niewoli. Jednym z tych, którzy dotrzymali słowa, był właśnie kpt. Kasztelan. Po 1 października 1939 r., jako jeniec honorowy admirała Huberta Schmundta, trafił do obozu jenieckiego. W maju 1940 r. niespodziewanie przewieziono go do stalagu na Biskupiej Górce w Gdańsku, a trzy miesiące później zwolniono i… oddano w ręce gestapo.

Do rodziny pisał: „Byłem w gestapo w Gdańsku bity gumową pałką, godzinami, bez przerwy, przez okres 2 miesięcy, aż do utraty przytomności. Ciało, twarz, oczy zupełnie granatowe i czarne od bicia”.

W piśmie do Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych (Oberkomando der Wehrmacht) w Berlinie kpt. Kasztelan kategorycznie protestował przeciwko bezprawnemu zwolnieniu go z niewoli, aresztowaniu i traktowaniu jako zwykłego więźnia, zaznaczając, że poszedł do niewoli na szczególnych warunkach. Pisał również o bestialskich metodach śledztwa oraz bezprawnej degradacji i żądał przywrócenia mu wszelkich uprawnień jenieckich, wynikających z konwencji genewskich. Protest pozostał bez odpowiedzi.

Antoni Kasztelan został skazany na czterokrotną karę śmierci przez niemiecki sąd specjalny w Gdańsku (13 stycznia 1942 r.) i prawie rok później (14 grudnia 1942 r.) zgilotynowany w więzieniu w Królewcu. Miał 46 lat. W rozporządzeniu o wykonaniu kary śmierci czytamy: „Przy przekazywaniu zwłok proszę wziąć pod uwagę Instytut Anatomii Uniwersytetu w Koenigsbergu”. Szczątki kapitana posłużyły jako źródło preparatów.

Z odnalezionych akt wynika, że na Antonim Kasztelanie Niemcy dokonali mordu sądowego – na wątpliwe podstawy wyroku zwracał uwagę nawet jeden z sędziów katów.

Wróg jest na wschodzie

Po śmierci Józefa Piłsudskiego stworzona przez niego komórka wywiadowcza, która infiltro
wała Niemcy, została praktycznie rozwiązana przez… marszałka Rydza-Śmigłego. Przyczyny tej decyzji nie są bliżej znane. Mało przekonująco brzmią dziś słowa marszałka Śmigłego, który pisał (już po klęsce wrześniowej), że traktat w Locarno z 1925 r., w którym Niemcy nie potwierdziły nienaruszalności polskich granic, „był dla Polski bardzo ważkim ostrzeżeniem. (…) Reichswehra przygotowuje się do rewanżu za klęskę w 1918 r., nawiązuje kontakty z Sowietami, nawracając do tradycyjnej polityki pruskiej i bismarckowskiej. (…) Polska zdawała sobie sprawę, że nikomu w Niemczech nie przyszło do głowy, aby zrzec się na stałe pretensji do zachodnich dzielnic Polski”.

Do końca 1938 r. polski wywiad był nastawiony na Rosję. Tam szło 90 proc. pieniędzy. Wynikało to z przekonania polskich władz, że wróg jest na wschodzie. Gromadzono tony materiałów o Rosji, a gdy politycy zaczęli się orientować, że zagrożenie przyjdzie z zachodu, stały się one bezużyteczne. Niemcy, a potem Rosjanie przejęli te dokumenty i… mieli naszych oficerów w ręku.

„Przebieg wojny polsko-sowieckiej i późniejszy rozwój stosunków ze wschodnim sąsiadem wskazywał na potrzebę ciągłego śledzenia sytuacji polityczno-wojskowej szczególnie w Rosji Sowieckiej. (…) W pracach bieżących i mobilizacyjnych Oddziału II przez wiele lat więcej uwagi poświęcano wschodniemu sąsiadowi” – pisał Andrzej Pepłoński i dodawał, że wynikało to w dużej mierze z wrogiej działalności ZSRS na terenie Polski.

Tę tezę potwierdził oficer II Korpusu ppłk Władysław Michniewicz, który ujawniał, że wywiad II RP łatwo dawał się wmanewrowywać w różnego rodzaju prowokacje obcych państw, w warszawskiej centrali Oddziału II działało np. kilku agentów GRU. Zanim zostali zdekonspirowani, minęło sporo czasu.

„Zobaczycie czwarty rozbiór!”

Koncepcja dwóch wrogów, choć uwarunkowana historycznie i geopolitycznie, po raz kolejny się nie sprawdziła, zakładała bowiem, że jeden z wrogów jest groźniejszy. Autorzy tych teorii zapomnieli najwyraźniej o tym, że sąsiedzi Polski, pozornie skłóceni, mogą mieć wobec Polski podobne plany.
Współpraca między Niemcami i Rosją Sowiecką rozwinęła się już w latach 20. W styczniu 1920 r. dowódca Reichswehry gen. Hans von Seeckt mówiąc o konieczności współpracy z bolszewikami, oświadczył: „Odrzucam pomoc dla Polski, nawet wobec niebezpieczeństwa, że może zostać pochłonięta. Przeciwnie – liczę na to”. Podobnie wypowiadał się Lenin 21 grudnia 1920 r. na VIII Wszechzwiązkowym Zjeździe Rad: „Niemcy, rzecz naturalna, dążą do sojuszu z Rosją. (…) I to jest zrozumiałe, gdyż wypływa to z przyczyn ekonomicznych, stanowi podstawę naszej polityki zagranicznej”. Już w kwietniu 1922 r. w Rapallo Rzesza Niemiecka i Rosyjska Socjalistyczna Republika Rad zawarły traktat przywracający stosunki dyplomatyczne. W lipcu na podstawie tajnej umowy Reichswehra zaczęła zaopatrywać Armię Czerwoną w broń i amunicję i dostarczać specjalistów do rozbudowy przemysłu zbrojeniowego w Rosji. Na radzieckich poligonach Niemcy ćwiczyli swoją broń pancerną, lotniczą i gazową.

Po dojściu Hitlera do władzy w 1933 r. współpraca między Niemcami i Rosją – wbrew obiegowym opiniom – nie uległa zasadniczym zmianom. Obie strony przygotowywały się do nowego podboju Polski, nie mogąc pogodzić się z postanowieniami traktatu wersalskiego. 6 maja, dzień po słynnym przemówieniu ministra spraw zagranicznych Józefa Becka, w którym mówił, że Polska nie ulegnie niemieckim żądaniom dotyczącym korytarza, głos zabrał gen. Bodenschatz, bliski współpracownik Hermana Goeringa: „Polacy czują się pewni siebie, bo liczą na poparcie Francji i Anglii i na pomoc materiałową Rosji, ale mylą się. (…) Hitler nie myśli dziś o tym, by załatwić spór polsko-niemiecki bez Rosji. Były już trzy rozbiory Polski; zobaczycie czwarty!”.

23 sierpnia 1939 r. w Moskwie podpisano słynny pakt Ribbentrop–Mołotow, rozdzielający strefy wpływów w Polsce. Potwierdziła to „umowa w sprawie granic i przyjaźni między ZSRR i Niemcami” z 28 września 1939 r.

Klęska nieunikniona

Andrzej Pepłoński pisze: „wywiad wojskowy sygnalizował zagrożenie wojenne narastające już od połowy lat trzydziestych zarówno ze wschodu, jak i z zachodu, jednak nie zdołał ujawnić tajnego porozumienia niemiecko-sowieckiego”. Jednym z powodów małej skuteczności były… pieniądze. Informacje o pakcie Ribbentrop–Mołotow posiadały dwa wywiady – francuski i brytyjski, ale nie przekazały ich Oddziałowi II, mimo że Polacy miesiąc wcześniej udostępnili szczegóły złamanego przez siebie niemieckiego systemu szyfrowego Enigma.

Zdaniem profesora Ryszarda Świętka, dopiero na przełomie 1938 i 1939 r. zmieniono zadania Oddziału II. 15 marca 1939 r. polskie ośrodki wywiadu wojskowego na terenie Niemiec zostały wzmocnione. Utworzono trzy nowe placówki w Protektoracie Czech i Moraw. Stworzony miesiąc później Samodzielny Referat Sytuacyjny „Niemcy” na bieżąco informował o przygotowaniach III Rzeszy do wojny. Miał kontakty w niemieckim przemyśle wojennym, organizacjach paramilitarnych i ośrodkach zbliżonych do NSDAP. W czerwcu, kiedy przygotowania Niemiec do wojny nabrały rozmachu, oficerowie referatu alarmowali, że atak na Polskę może nastąpić w każdej chwili, i to bez wypowiedzenia wojny. Podejmowano też ryzykowne akcje, jak wysyłanie wyższych oficerów wywiadu w miejsca koncentracji niemieckich wojsk.

W sierpniu polski wywiad wojskowy zidentyfikował około 85 proc. wszystkich niemieckich wojsk skoncentrowanych przy granicach z Polską. Pozwoliło to na określenie głównych kierunków ataku wroga. Polskie władze nie powinny być zatem zaskoczone dalszym przebiegiem wydarzeń.

„Rozpoznanie sił wojsk niemieckich, którym dysponował Odział II, nawet gdyby zostało w całości uwzględnione przez naczelnego wodza, mogło przyczynić się jedynie do bardziej racjonalnego kierowania znacznie mniejszymi siłami polskimi. Uchybienia występujące wewnątrz Oddziału II były mniej istotne niż niedomagania wynikające z całokształtu polskich przygotowań do wojny” – konkluduje Andrzej Pepłoński.

Tadeusz M. Płużański

 

Komentowanie zamknięte.