Najnowsze

Opublikowano Kwiecień 21, 2013 Przez a303 W Świat

Antypolonizm żydów w Szwecji.

Za: http://gazetawarszawska.com/2013/04/20/hatets-kontext-kontekst-nienawisci/

Data publikacji: 20.04.2013

Źródło: http://www.expressen.se/kultur/bocker/hatets-kontext/

“OKOLICZNOŚCI NIENAWIŚCI” – artykuł popełniony przez niejakiego Larsa   Gustafssona,staruszka, kulturen@expressen.se; str.6, 17.04.2013.

(JEST TO JEDEN Z WIELU ARTYKUŁÓW – STO NA KUPĘ CZYLI PÓŁTORA DZIENNIE – JAKIE UKAZUJĄ SIĘ BEZUSTANNIE W PRASIE SZWEDZKIEJ. Każdy miejscowy żyd napisał po jednej przynajmniej encyklopedii i po 15 pamiętników dla siebie i dla każdego z członków rodziny, żyjących, nieżyjących i tych, co nawet się nie narodzili, choć przecież powinni.)

 “Okoliczności czasu”-licząc od narodzenia Chrystusa, nazywa to Lars czasami II wojny światowej – choć lata konkretne (1943 r.?) coś mu nie pasują – “Okoliczności miejsca” – a cholera to wie, gdzie te granice Polski leżały i lezą!? A kiedy Polski nie było, to gdzie te granice leżały, ha?? To już lepiej było, kiedy to ja, Lars, jak tez Stalin czy Hitler uczyliśmy się w szkołach  (a to się przecież zapamiętuje na cale życie, jak pierwszy język), że to były wędrowne plemiona słowiańskie o czerwonych zębach, co to ich cywilizacyjnie nie stać było na żadne tam państwa, no z wyjątkiem może tej przez Wikingów założonej Rusi. Podziwiać by należało tego ambitnego historyka ze Skurup, Skania, co to napisał Chińczykom dzieło “Historia Chin dla Chińczyków” (nie mylić z “ Chińczykiem” granym kostkami w przedszkolu).

“Okoliczności publikacji” – jest to wolny komentarz do dzieła z dziedziny “prozy/poezji faktu” (przez złośliwych nazywanej strasznym bajkopisarstwem) spłodzonego przez Kazimierę INGDAHL pod uwodzącym tytułem (skąd my to znamy?) “NIE WSZYSTEK UMRZESZ – kwestia żydowska w Polsce”, Wydawnictwo Carlsson, 494 strony, ozdobionego prywatnym samozdjęciem autorki, wskazującym dobitnie, ze mimo nadużywania takich slow jak moralność historia czy odpowiedzialność, to patrzy ona na świąt przez żydowskie okulary, gdzie ludzie to stróże, strażnicy i strażacy, no i jeszcze ci straszni żołnierze. Łatwo się domyśleć, choć muszę też i dobitnie tu wskazać, że “ dzieło” (i to książkowe i to gazetowe) jest mieszanka wybuchowa (wymieszać, nie wstrząsać) przywoływanych wypowiedzi od Kanta do Baumana, od Schulza (!) do Jastruna, od G. Rosenberga do C. Miłosza itd. Nawet odciski palców anonimowego korektora z gazety Expressen są widoczne; widocznie nie mył rąk Poproszono mnie o “ przetłumaczenie” tego gazetowego tekstu Larsa, ale to niemożliwe bez Polsko-szwedzkiego słownika (te obecne na rynku dziełka żydowskich autorów przepełnione gwara żydowską i religijno-dyskryminacyjnym fanatyzmem na miano słowników nie zasługują) jednak można się mimo to pokusić o “ Wstęp do wytłumaczenia” o co tu biega. Przetłumaczenie kamienia na kromkę chleba nie idzie. Pisze tu teraz poza nawiasami wzmiankowany powyżej artykuł Larsa w wytłumaczeniu nie na polskopodobny żargon Jeśli człek żył wystarczająco długo i nie jest nazbyt głupi, to pewne podstawowe fakty zaczynają mu w głowie świtać. Sa na świecie ludzie “źli” ale występują oni bardzo rzadko. Ale jednak oni są i to jest ich cecha najważniejsza. ((nie podał autor Lars co znaczy dla niego słowo ”źli”, np. dla wodza na Nowej Gwinei “zły” jest ten biały turysta, który mu żonę (była) z wody wyciąga, choć miała tam skruszeć przed spożyciem. Czy może ”zły” jest ten chłopek, co do lasu pędem ucieka, choć go goni żydowska rodzina, krzycząca ”umrzyj razem z nami”? Czy może ”zły” jest ten partyzant, który wciska spotkanemu w lesie żydowi karabin do ręki?)). Są oni “źli” w ten oto sposób, który Emmanuel Kant uważał za niemożliwy, gdy dzielił pojęcia na te “same w sobie” i te “same dla siebie”. Ci “źli” ludzie chcą ”zła” dla niego samego (atrakcyjne jest dla nich zło z powodu samego zła, z powodu swego złego charakteru). Absolutna większość ludzi, których się spotyka (Lars mówi tu o sobie używając bezosobowej liczby mnogiej) jest z kolei ani dobra ani zła. Im wisi z zadowoleniem. Lub też – jeśli chciałoby się to ująć innymi słowami -są oni etycznie neutralni (uwaga – Lars nie pisze etnicznie neutralni!). Oznacza to, ze oni w pierwszej kolejności dbają o swoje własne interesy, lecz mogą być tez /przegadani, namówieni, przeciągnięci/ na jedna lub na druga stronę. (Lars tu pisze wyraźnie, ze miedzy katem i lekarzem leży ”jakąś przekonywująca rozmowa”. Ze człowiek ma wiarę w dobro i w zło na podstawie prywatnego doświadczenia, że żadne oparcie w zbiorowości nie występuje. Tak uczą w ogródkach jordanowskich za synagoga). W końcu ”źli” ludzie wykorzystują tych neutralnych, czasami robią to tez ci “dobrzy” ludzie. Ten bardzo wyraźny kryzys społeczeństwa dobrobytu, którego to kryzysu jesteśmy dziś świadkami w naszych wielce rozwiniętych demokracjach epoki globalizmu, ma wiele z powyższa analiza wspólnego  Zmieniające się (pogarszające się) sytuacje stawiają pytanie o przynależność grupowa, której pomocna dłoń mogłaby działać tylko przy szerszym zakresie wpływów, niż te proponowane jej przez “państwo opiekuńcze”. No i w końcu są tez i ci “dobrzy” ludzie (którzy podziela się swymi dziećmi i z Chińczykiem). Oni zatem, zgodnie z poglądem Kanta, są w stanie robić dobro bez nadziei na jakąś zapłatę, dobrzy po prostu dla dobra samego. (Lars nie nadmienia, jak wielkie cierpienia mieliby być gotowi ci dobrzy ludzie wziąć na siebie za to “czynienie dobra”. Czy Lars sam gratyfikacje za swój artykuł wysłał bezpośrednio do Afryki?). To jest np, Lars podaje dalej, ten uparty katolicki polski chłop, który ukrywa żydowską rodzinę przez parę lat w swej piwnicy po 15.10.1941 pod groźbą niezwłocznej kary śmierci (od “nazistów III Rzeszy” czy może od ”nieistniejacych w czasach wojny Niemców” lub “nieistniejacych w NKWD żydów” lub antysemickiego AK – patrz seriale produkowane w Unii Europejskiej???). Historycy nie są zgodni w kwestii ilości tych nieegoistycznych pomocników (kto płacił za jedzenie?) ale mieści się to w ramach od 160 000 do 360 000 osób (dzieci wliczając ?). Te powyższe cyfry powinny być jednak widziane i oceniane w perspektywie i na tle niesłychanych rozmiarów totalnego ludobójstwa (tu Lars ma zapewne na myśli wyłącznie ludobójstwo antyżydowskie, inne nie mieści mu się w ramach obrazu malowanego bocianim piórkiem. Mieszanie Shoah (parę milionów) z kilkudziesięcioma milionami ofiar ludobójstwa jest niemożliwe dla niego jak mieszanie grobów, tańczenie jednocześnie tańca żydowskiego z tańcem murzyńskim lub nieodróżnianie śmierci od żydośmierci). Tu cytuje Lars Kazimierę w jej nowym, wyżej wspomnianym historycznym dziele –

“Liczba tych co przeżyli jest marginesowa w stosunku do tych 95% żydów, których wykorzeniono”. Ciężko to przetrawić, ale moralnie jest to konieczne – uzupełnia to Lars. Precyzując opowiadanie Larsa – zabitych 300 000 Polaków za pomoc żydom to małe piwo w stosunku do zabitych 3 milionów żydów. Czy wmieszanie się wspomnianych powyżej nazistów w pogromy da niektórym jakieś nieoczekiwane uspokojenie, co, biorąc rzecz na zdrowy rozum, nie powinno mieć wcale miejsca? Z książki Kazimiery powinniśmy wyuczyć się dokładnie jak żydowska ludność Polski zredukowana została z 3 milionów do 50 tysięcy i około 250 tysięcy co uciekli z Polski do Sowietów. (Się zredukowała przez kontekst – można by spytać Larsa? Są tu wszystkie te znakomicie już znane sceny. (czemu czytać, skoro wszystko tak już znakomicie jest znane?). Ludność wiejska co nie tylko pasywnie patrzy na cierpienie swoich sąsiadów i ich wywózkę na pewna śmierć (czemu tedy tak wielu wywożonych myślało, że ich wywożą na roboty frontowe lub zgoła wyrzucają za granice?) ale entuzjastycznie organizuje swoje własne pogromy z równie entuzjastycznym wsparciem okupantów. Ten który myśli, że to była specjalna cecha Polaków, myli się. Podobne sceny od Litwy po Ukrainę są bardzo dobrze znanymi składnikami strasznej II wojny światowej. (Lars nie wyjaśnia, czemu więcej było obozów na terenie Rzeszy niż na terenach wszystkich okupowanych terytoriów razem wziętych? Tam też mieszkały mniejszości, Serbowie polabscy może?) W Polsce nie ustały prześladowania żydów nawet i po wojnie. Według Centralnego Komitetu Żydów w Polsce zabijano 150 żydów miesięcznie po wojnie. Szereg pogromów i antyżydowskich ekscesów (przekleństwa? jakieś malunki na Wołgach?) rozszerzały się w ślad za sowiecka okupacja. (to Sowieci teraz zabijali (??) ; wśród Sowietów nie było żydów, tylko komuniści (?!); a te 250 tysięcy powracających z Sowietów powinniśmy zapomnieć, oni przestali nagle być żydami, jak pisał Michnik, to przychodzi i odchodzi, sam Michnik zapewniał zawsze, ze nie jest żydem, aż do odebrania słonej nagrody Żyda Roku.) Naturalnie protestowali polscy intelektualiści. Polski Związek Autorów w Krakowie publikował silne sprzeciwy przeciwko antysemityzmowi i rasizmowi. (Antysemici i podsemici triumfowali jednocześnie . Głowy Kościoła Katolickiego w Polsce pomijały jednak te wydarzenia milczeniem. Poeta Jastrun (Polak? żyd? komunista? żołnierz sowiecki? oficer?) opublikował proroczy esej “ Siły ciemności” w literackim czasopiśmie “Odrodzenie ((Polski” (wydawanym za pieniądze Armii Czerwonej)). Polski antysemityzm (a czym się rożni od czeskiego lub francuskiego?) przeżył zatem (c.b.d.o. !!) masowe mordy Hitlera. cbdo. W okresie 01.09.39-15.10.41 (okres podany przez Larsa z własnej ochoty kiedy Niemcy z III Rzeszy masowo zabijali Polaków i zwłaszcza Polaków a po drugiej stronie rozgraniczenia miedzypaństwowego Sowieci robili podobnie nie poświęcali się żydzi dla Polaków lecz odwrotnie, nawiązały się ścisłe więzi, jak w okresie zaborów, miedzy okupacyjnymi silami a antypolskimi mniejszościami. Co robiły wtedy niemieckie, rosyjskie, ukraińskie i żydowskie elity? Po owocach ich pracy ich poznacie. W budowanym właśnie Muzeum Żydów Polskich odmawiają organizatorzy miejsca na pomniczek Polaków poległych dla żydów. Co zabawniejsze, jeśli to kogoś bawi, jest to, ze nie jest przewidziany żaden pomniczek dla żydów co polegli dla ocalenia Polaków. Może bajko pisarskie skłonności pozwolą na znalezienie takich osobników i postawienie im tablicy pamiątkowej? Są tacy? Widzę – pisze dalej Lars – na stronie kulturalnej Expressen 22 marca 2013, ze filozof, czy tam kto to dziś jest, Zygmunt Bauman, myśli, że współczesne media uczyniły nas odporniejszymi na cierpienia innych. (Bauman na starość wrócił do czasów młodości, jakby odbył podroż dookoła okrągłego mózgu, i wyładował na powrót w miejscu urodzenia. Znany fenomen, choć doświadczają go oczywiście tylko bardzo starzy. Dziś spotykają się gdzieś z Noamem Chomskym w pól drogi). Lars cytuje Baumana jakby odkrywał karty – “Od dawna mięliśmy podejrzenia, że gazetowe i telewizyjne morze luźnych obrazów rożnych tragedii i cierpień służą do stworzenia w społeczeństwie zmęczenia i obojętności, do braku współczucia, co z kolei daje pożywkę zwiększonemu poziomowi cynizmu i braku wszelkiego zainteresowania”. Lars krytykuje Baumana, że onże pan Bauman mógłby nauczyć się wielu rzeczy, o których wydaje się on nie mieć  zielonego pojęcia, z książki Kazimiery. Odnotować należałoby, mówi, tendencje do próby wyjaśnienia tego przemysłowego (Lars nie wie ze powołuje się tu na właśnie krytykowanego przez siebie Baumana) masowego morderstwa europejskich żydów 1933-1945 (Lars mówi później, ze po 1945 dalej to wśród Polaków trwało) jako na nienormalna, ale jednak izolowana, moralna katastrofę zainicjowana i przeprowadzona przez niemieckich i austriackich nazistów. (“Nigdy więcej”, taka gadzinówka wydawana we współczesnej Warszawie, napisała, że większość strażników z Auschwitz mówiła po polsku (jak twierdza podobno ci, co przeżyli), i tylko Hitler dla niepoznaki dal im papiery folksdojczów (chciał wprowadzić w błąd Francuzów?). Taki Zambrowski z kolei, co się wywinął Żukowowi spod ścianki, chciał rozstrzeliwać AK-owców, a też i żołnierzy LWP, co marzyli o orzełku na czapce zamiast gwiazdki czerwonej. On nie widział w życiu rogatywki i orzełka kojarzył wyłącznie z hitlerowcami. W swoim artykule Lars pokazuje zdjęcie z getta warszawskiego, podobno z 43 roku, jako ten “kontekst polskich pogromów”. Czy chce pokazać, że porządni Niemcy by sami na to nie wpadli? Zresztą co pytać ignorantów o granice miedzy carska Rosja a polskimi ziemiami!! Już szwedzki bard narodowy  Strindberg powiedział o swym własnym kraju -“Azja”.) W roku 1968 była w Warszawie szwedzka delegacja pisarzy na oficjalnym spotkaniu, był tam i piszący te słowa- ja, Lars. Spytano nas, kto jest naszym polskim faworytem. Moja spontaniczna odpowiedz, ze Bruno Schultz (pisownia własna Larsa) wywołała żywe i negatywne komentarze przy końcu stołu (tam gdzie siedzą zawsze najmarniejsi pisarze????) iż Bruno Schultz nie jest polskim pisarzem. (A czemu miałby nim być? On sam uważał się za członka narodu żydowskiego. Czy Polacy mieliby go imperialistycznie ukraść dla siebie? Tak jak to Szwedzi robią z pisarzami fińskimi czy lapońskimi?). Powyższy pogląd o pisarzu Bruno był dla mnie potwierdzeniem tego, co uważałem i przedtem. Izrael jest historyczna koniecznością. I tak będzie zawsze. Jeśli tylko świat nie przeżyje jakichś kolosalnych, metafizycznych zmian. Czasami trafia mi się spotkać, na przykład w Sztokholmie czy w Lund, uciekinierów z 1968 r. z czasów antysemickich czystek w Polsce. (Wyrzucono ich z cudnego raju na to nasze kartoflisko). To nie rodzice Leifa Zerna czy Görana Rosenberga ale oni sami. Nie mam żadnych problemów ze zrozumieniem ich (nawija dalej Lars), kiedy pragną wyjaśnić mi, co przeżyli w 1968 r., w tej ostatniej fali polskiego antysemityzmu. (Nie mam żadnych problemów, rzekł mi aborygen australijski, ze zrozumieniem Grenlandczyków, co wypędzili Lapończyków. Ja, tłumacz, mam problemy ze zrozumieniem tego aborygena. Czy on rozumie słowa i tylko słowa? Czy rozumie czyli zgadza się z Grenlandczykami (zrozumieć znacz
y wybaczyć)? Czy chce powiedzieć, że sam by też to zrobił? Tolerować homoseksualizm sąsiada to nie znaczy ulegać mu. Ten Lars to jakiś już nie Azjata, ale lew morski. Świnka morska, co to nie jest ani świnka, ani morska.) Jak taka ostatnia fala polskiego antysemityzmu była w ogóle możliwa?

 

Książka Kazimiery to jest bardzo staranna i dokładna próba zrozumienia nie tylko “historycznego polskiego antysemityzmu” ale też ogólnej roli żydów w polskiej historii. Może miałaby się ona lepiej w bardziej profesjonalnym wydawnictwie. Za dużo jest powtórzeń, dziwności językowych jak np. nowe słowo zamiast słowa ”wskazać”, i cały rząd niepotrzebnych upodobań do łacińskich zapożyczeń jak np. populacja zamiast ludność. Ale to w żaden sposób nie może zatrzeć wrażenia niesłychanie gruntownej i uczciwej pracy autorki (uważa Lars, nie tłumacz bron Boże . Długa i wstydliwa historia polskiego antysemityzmu ma racjonalne uzasadnienia w np. upartej chrześcijańskiej mitologii rytualnego mordu, jest wyrazem groteskowej podejrzliwości, walki miedzy arystokracja a burżuazją, i, po pierwszej(!) sowieckiej napaści w 1939 (a 1920?) nienawistnego połączenia miedzy komunizmem a ateistycznym żydostwem (tak to żydostwo ujmuje Lars). Nie wiem, pisze on dalej, jak daleko wstecz można używać historycznych wyjaśnień, konkluduje Lars. (trzeba tu wyjaśnić, że greckie słowo “historia” nie znaczy w słownikach szwedzkich tego samego co w polskich. Inna jest zawartość tego pojęcia w podręcznikach szkolnych. Przedmiot jest w szkołach nieobowiązkowy. Społeczeństwo jest ahistoryczne; czasy dumne, czasy Wielkiej Szwecji (wielkiej licząc w kilometrach kwadratowych) skończyły się wielkim laniem ze wszystkich stron i są wstydliwie niepamiętane. Historia świata zaczęła się od Rewolucji Francuskiej i jej “liberte”. Zatem ujęcie “historyczny polski antysemityzm” odnosi się do czasu zaborów, gdy Polska nie istniała, i może ew. dotyczyć polskomówiących plemion, mniejszościowego elementu na terytoriach cesarzy i carów. Ale jak tu rozmawiać z Larsem, który pomieścił miedzy uszami cala pustynie Gobi?)    Jeśli zbadać relacje miedzy ludami samickimi (Samojedzi, nazywani też w Polsce Lapończykami od prowincji Laponia (Lappland) a szwedzka władza państwowa, to można by czasami określać je jako systematyczne prześladowanie, obejmujące wszystko, od palenia instrumentów muzycznych po dzisiejsze próby przerabiania pastwisk dla renów w rezerwaty dla wilków (Lars opisuje to, jak widać, bardzo łagodnie, szwedzkie rasistowskie ataki na mniejszości narodowe były jednymi z najgorszych na świecie). Można by wprost zapytać (tu Lars jest politycznie poprawny) czy chodzi tu o ostateczne zlikwidowanie problemu tej społeczności (rasy?)?. Lecz jakiegoś systematycznego a wreszcie i przemysłowego sposobu tu nie używa się, mówi Leif. (dwa zdania wcześniej Lars pisze jednak o “ systematyczności” prześladowań antysamickich, z czego teraz jak widać wycofuje się okrakiem, aby zostawić na polu bitwy jedynie ten “ przemysł” baumanowski. Czy kura była pierwsza, czy jajko? Czy żydzi są wyjątkowi bo likwidowani “ przemysłowo” w przeciwieństwie do innych, czy tez byli likwidowani “ przemysłowo” bo są wyjątkowi? Jeśli Chińczycy uważają się za pępek świata, to żydzi za jego pochwę.) Gdzie jest różnica – pyta sam Lars. Kwestie mniejszościowe maja straszne oblicza. Jak długo nie zrozumiemy z tego więcej  tak długo nie będziemy  też rozumieć samych siebie. Książka Kazimiery absolutnie nie powinna być pojmowana jako agresywne odsłanianie oblicza strasznej polskiej kultury. Książka wykazuje przeciwnie bardzo silna ambicje sprawiedliwego sadzenia (syberyjscy szamani jako nasi sędziowie?) Polaków i pokazywania także ich dobrych stron. Kazimiera cytuje ze szczególna przyjemnością Jastruna Starszego (sowieckiego oficera): -“Ci co nie porzucili mordowanych żydów i uwiecznili dla potomności ich cierpienie i śmierć byli z zawodu polskimi pisarzami. Jastrun wymienia Broniewskiego “Do polskich żydów  (a inni żydzi to pies?), internacjonalistę Miłosza “Campo del Fiori” i dramaty Otwinowskiego. I teraz pytanie na zakończenie – czy tu chodzi w artykule o nienawiść wcale niewspomnianych Niemców do żydów, czy Polaków do żydów czy też żydów do Polaków?

 

 

 

KAZIMIERA INGDAHL | Icke helt och hållet skall jag dö: den “judiska frågan” i Polen | Carlsson, 494 s. image kazimiera
Lars Gustafsson Läser en nödvändig bok som sätter de polska pogromerna i ett historiskt sammanhang.
lars-gustafsson
Om man har levt tillräckligt länge och inte är alltför dum, är det vissa grundfakta som man börjar bli på det klara med. Det finns onda människor och de är mycket sällsynta. Men de finns, vilket är deras viktigaste egenskap. De är onda på det sätt som Immanuel Kant ansåg omöjligt: de vill det onda för dess egen skull. Den absoluta majoriteten av de människor man möter är däremot varken goda eller onda. De är liknöjda. Eller – om man så vill – etiskt neutrala. Det innebär att de i första hand värnar om sina egna intressen, men kan bli föremål för övertalning i den ena eller den andra riktningen. De onda gör bruk av dem, ibland också de goda. Den välfärdsstatens mycket tydliga kris som vi nu bevittnar i de utvecklade demokratierna i globaliseringens kölvatten har med detta att göra. Den förändrade situationen ställer krav på en samhörighet, som för att förverkligas, skulle kräva vidare kretsar än den etablerade välfärdsstatens. Och slutligen finns också de goda. Som alltså i Kants mening är i stånd att göra det goda utan hopp om någon belöning; det goda för dess egen skull. Den envise katolske polske bonden som gömmer, från och med den 15 oktober 1941 – under hot om omedelbart dödsstraff – en judisk familj i ett par år i sin källare. Historikerna är oense om antalet osjälviska hjälpare, men skattningarna varierar mellan 160 000 och 360 000. Dessa siffror skall dock ses mot det totala folkmordets ohyggliga dimensioner. “Antalet överlevande är marginellt i förhållande till de 95 procent av judarna som utrotades”, anmärker Kazimiera Ingdahl i sin nya historik “Icke helt och hållet skall jag dö: den ‘judiska frågan’ i Polen.” Det är en mycket svårsmält men moraliskt nödvändig läsning. Jag ser på denna kultursida (Expressen 22/3) att en filosof eller vad han nu kan vara, Zygmunt Bauman, tror att de moderna medierna har gjort oss mer immuna mot andras lidanden. “Det har länge funnits misstankar om att mediernas uppsjö av lösryckta bilder av tragedier och lidande bidrar till att skapa en medkänslotrötthet i samhället som i sin tur ger näring åt en ökad cynism och likgiltighet.” Jag tror att herr Bauman kunde lära sig åtskilligt som han uppenbart inte vet ur Kazimiera Ingdahls bok. Det finns en förklarlig tendens att försöka förklara det industriella massmordet på Europas judar 1933-1945, som en enorm, men trots allt isolerad, moralkatastrof, inledd och fullföljd av Tysklands och Österrikes nazister. Bisarrt nog förefaller detta ge några betraktare ett slags lindring, vilket det noga taget inte borde göra. I Kazimiera Ingdahls bok får vi lära oss åtskilligt om hur det gick till när Polens judiska befolkning reducerades från tre miljoner till 50 000 överlevare i Polen och cirka 250 000 i förvisning i Sovjetunionen. Här finns alla de alltför välbekanta scenerna. Lantbefolkningar som inte bara passivt ser sina grannar misshandlas och föras bort till en säker död, utan som entusiastiskt ägnar sig åt sina egna pogromer med ockupanternas entusiastiska tillåtelse. Den som tror att detta var speciellt utmärkande för Polen, misstar sig. Liknande scener från Litauen och Ukraina är ju välkända ingredienser i andra världskrigets skräckscenario. I Polen upphörde inte judeförföljelserna ens med krigsslutet. Enligt Judiska centralkommittén i Polen dödades 150 judar månaderna efter kriget. En rad pogromer och judefientliga excesser följde i den nya sovjetiska ockupationens spår. Naturligtvis protesterade många polska intellektuella. Polska författarförbundet i Krakow publicerade ett kraftfullt upprop mot antisemitismen och rasismen. Kyrkans överhet förbigick dock händelserna med tystnad. Poeten Jastrunpublicerade en snarast synsk essä, “Mörkrets makt” i den litterära tidskriften Odrodzenie. Den polska antisemitismen hade överlevt också Hitlers massmord. Året var 1968 och den svenska författardelegationen var i Warszawa i officiellt möte med de polska kollegerna – av vilka påfallande få vid detta tillfälle var författare. Vi blev tillfrågade vem som var vår polska favorit. Mitt spontana svar, Bruno Schulz, föranledde en livlig lågmäld konferens vid bordets nederände. “Bruno Schulz är ingen polsk författare!” Svaret kom för mig som en bekräftelse på vad jag hade anat ända sedan 1968. Den israeliska staten är en historisk nödvändighet. Och det kommer den att förbli. Så länge världen inte har undergått någon förändring av metafysiska proportioner. Ibland träffar jag, till exempel i Stockholm och i Lund, flyktingar från 1968 års antisemitiska utrensningar i Polen. Det är inte Leif Zerns och Göran Rosenbergsföräldrageneration utan den efterföljande. Jag har ingen svårighet att förstå dem när de vill förklara för mig vad de har upplevt, den polska antisemitismens senaste våg. Hur kan något sådant vara möjligt? Kazimiera Ingdahls bok är ett mycket omsorgsfullt och utförligt försök att förstå inte bara den historiska polska antisemitismen utan också judarnas allmänna roll i Polens historia. Den hade kanske mått väl av en professionell förlagsredaktörs omsorger. Här finns en del upprepningar, en del språkliga konstigheter som att ordet “påtala” systematiskt används i stället för “påpeka” och en rätt onödig förkärlek för en vokabulär av latinska lånord som “population” där man mycket väl kan skriva “befolkning”. Detta kan på intet sätt förringa intrycket av ett utomordentligt grundligt och hederligt arbete. Den polska antisemitismens långa och pinsamma historia ges rationella förklaringar; den envisa kristna ritualmordsmytologin, ett uttryck för grotesk vidskepelse, maktkampen mellan aristokrati och borgarklass, och – efter det första sovjetiska överfallet 1939 – den hatiska sammankopplingen mellan kommunism och sekulariserad judendom. Jag vet inte hur långt historiska förklaringar bär. Om man granskar relationerna mellan samefolket och svenska makthavare kan det ju periodvis se ut som en systematisk förföljelse, inkluderande allt från bränning av sejtar och trummor till dagens försök att göra uråldriga renbetesmarker till strövområden för vargflockar. Är det samefolkets slutliga försvinnande man arbetar på? Men något systematiskt och så småningom industriellt hat har det ju aldrig varit fråga om. Vad är skillnaden? Minoritetshatet har många skrämmande facetter. Så länge vi inte har begripit mer av dem har vi inte heller – det är min övertygelse – begripit våra egna villkor. Kazimiera Ingdahls bok bör absolut inte uppfattas som något slags aggressivt “avslöjande” av den polska kulturen. Den visar tvärtom en väldigt stark ambition att döma rättvist att också se dess nobla drag. Hon citerar med särskild glädje, tror jag, Jastrun: “De som inte övergav de mördade judarna och förevigade deras lidande och död var de polska författarna. Han nämnde bland annat Wladyslaw Broniewskis dikt ‘Till de polska judarna’, Czeslaw Milosz ‘Campo dei Fiori’ och Stefan Otwinowskis dramer.”

 

Komentowanie zamknięte.