Najnowsze

Opublikowano Marzec 2, 2015 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

Antyludzie

Dumitru Bacu – 1971

Tłumaczenie Ola Gordon

WPROWADZENIE

Warren B Heath

Autor niniejszej książki, Rumun urodzony na terytorium Grecji, wyjechał do Rumunii na studia uniwersyteckie i został członkiem organizacji antykomunistycznej, która rozwijała się w tym kraju przed i podczas bratobójczej II wojny światowej. Po zdobyciu Rumunii przez bolszewików, sowieci, niewątpliwie z rozkazu swoich panów, zachowywali pozory, że ich okupacja była tylko chwilowa i dalej ukrywali swoje plany trzymając na tronie króla Rumunii jako prawowitego dziedzica, młodego człowieka, który był jedynie marionetką w ich rękach, ale wysługiwał się tym, żeby dać narodowi złudną nadzieję że Rumunia, mimo że zdewastowana i zubożała, może znowu stać się wolnym krajem. Tą nadzieją, oczywiście, Rumunom (jak wielu innym podbitym narodom) dopingowały zachodnie rządy, że odnieśli zwycięstwo militarne. Te rządy, szczególnie amerykański, zachowywały pozory, że one nie były sługami bolszewickich panów, i ilekroć uznały za celowe podawanie werbalnej dawki znieczulającej własnemu społeczeństwu, produkowały wypowiedzi o „obronie wolnego świata” i „tłumieniu komunizmu”. Amerykanie byli tak oczarowani tymi frazami, że nawet nie zauważyli tego co robił ich własny rząd, nie mogą obwiniać Rumunów (czy innych) za myślenie, iż oficjalne słowa były przejawem polityki narodowej.

Dlatego w początkowym okresie okupacji sowieckiej, Rumuni mieli złudne nadzieje ewentualnego wyzwolenia, i w wyniku tego autor tej książki pozostał w Rumunii, swojej prawdziwej ojczyźnie. Kiedy został aresztowany i uwięziony podejrzany o posiadanie opinii wrogich wobec bolszewizmu, on, na szczęście, znosił tylko rozdzierające tortury i cierpienia, które są normalne w tzw. wspaniałym społeczeństwie. Ale kiedy był więziony, przypadkowo miał okazję dowiedzieć się o eksperymencie przeprowadzanym na wybranej grupie młodych mężczyzn, i był na tyle bystry i cierpliwy, żeby odkryć dokładnie czym dokładnie był ten eksperyment. W swojej książce po raz pierwszy ujawnia fakty na temat praktyk, o których zachodnie narody nadal nic nie wiedzą.

Bacu pisze tylko to co wie – czego był naocznym świadkiem, i czego dowiedział się z ust tych, których wbrew sobie, pozbawiano człowieczeństwa metodą niezawodnej techniki naukowej. Dlatego tematem tej książki jest to co bolszewicy potajemnie robili istotom ludzkim w więzieniu w Pitesti [1] od 1949 roku, kiedy rozpoczęto eksperyment, do 1951, kiedy wydawało się, iż z pewnych nieznanych powodów chwilowo go zaniechano.

Ale to co opisane jest na tych stronach nie jest sprawą odosobnioną. Każdy kto zetknął się w wywiadzie wojskowym z bolszewikami, lub wnikliwie badał informacje dostępne w mało znanych a prawdziwych źródłach, na stronach książki Bacu rozpozna szczegółowe opisy techniki wykorzystywanej przez zajadłych wrogów ludzkości w wielu krajach – być może we wszystkich oficjalnie komunistycznych – przez wiele lat. Agencje wywiadu wojskowego zachodnich krajów od dawna wiedziały o tym, że film pokazujący podstawowe procedury Pawłowa wyprodukowano w Rosji w 1928 roku dla szkolenia bolszewickiej tajnej policji, i że służbom wywiadowczym przynajmniej jednego kraju udało się zdobyć kopię tego filmu.

Po słynnych procesach „czystkowych” w Rosji w roku 1936, kiedy władcy tego kraju z jakiegoś powodu uznali za stosowne pokazać światu swoją zdolność do wydobycia najbardziej niesamowitych spowiedzi od wysoko umieszczonych i zatwardziałych bolszewików, inteligentni obserwatorzy oczywiście zastanawiali się jakich metod używano żeby otrzymać takie zdumiewające rezultaty. Pewne zachodnie służby wywiadowcze chciały ustalić stosowane metody, i w końcu ustaliły je na tyle szczegółowo, aby pokazać, że podstawy tej metody były właśnie takie jak opisał pan Bacu.

Oczywiście wojskowe służby wywiadowcze nie publikują tego czego dowiedziały się dzięki swoim tajnym i często ryzykownym działaniom. Być może pierwszy ślad nowej metody przekazał opinii publicznej George Orwell, który w „1984” przedstawił utopię internacjonalistów i opisał pewne elementy komunistycznej techniki, pomijając te wtedy zbyt realistyczne dla czytelników, zastępując je pewnymi epizodami dodającymi dramatycznego akcentu temu, co w rzeczywistości było niewyobrażalnie podłe i nieskończenie monotonne.

Ale z „1984” uważny czytelnik mógł domyślić się dużo tego, czego nie powiedziano. Od tej pory potwierdzające dowody były dostępne z wielu źródeł, często fragmentaryczne, bo ofiary które miały odwagę opowiedzieć o tym co im robiono, mogły być jednak zrozumiale powściągliwi w kwestii najgorszych aspektów stosowanego wobec nich upodlenia. Często cenzorują swoje raporty, żeby uniknąć wstrząsającego ranienia uczuć czytelnika, lub wzbudzania całkowitej niewiary wrażliwych osób, przed którymi poprzez nieodpowiednią edukację, lub wrodzony sentymentalizm, utajniano największe okrucieństwa kryjące się w stworzeniach anatomicznie nie różniących się od ludzi.

Prawie nigdy nie ma możliwości czytania raportu kogoś kto to przeżył, obserwował i rozmawiał z pełnymi bólu ofiarami naukowego bestialstwa, ale, szczęśliwym przypadkiem, jemu udało się uciec przed traumatycznym i niszczącym umysł szokiem doznanych męczarni. I dlatego ta przełożona z rumuńskiego książka jest wyjątkowa. Takim doświadczonym człowiekiem był Bacu, któremu zawdzięczamy jedyny autorytatywny raport o „fenomenie Pitesti” [2].

Na tych stronach, po raz pierwszy, czytelnik ma do dyspozycji dość kompletny zapis bolszewickich technik dehumanizacji, łącznie z pewnymi szczegółami, przekazanymi tu w sposób tak delikatny jak możliwe, o których nie lubimy myśleć. Bacu nie nalega by je wszystkie pokazać, można je przeczytać między wierszami. Jeden aspekt o którym milczy to dręczenie seksualne, stanowiące standardową część bolszewickiej metody. To jest duże pominięcie, ale badacze którzy byli na tyle twardzi by czytać prace celebrowanego „Markiza” de Sade [3] i jemu podobnych, łatwo zauważą na czym to polegało, a ta szczegółowa relacja nie tylko oburzy większość czytelników, ale uniemożliwi rozpowszechnianie tej książki pocztą w Stanach Zjednoczonych [4].

Ta relacja, jak powiedziałem, dotyczy więzień w Rumunii, ale stosowane tam procedury były i są wykorzystywane wszędzie tam, gdzie do władzy doszli antyludzie. Identyczne procedury, razem z takimi ulepszeniami jakie oferowały ich eksperymenty i zachwyt w Rumunii i innych zdobytych krajach, będą stosowane wszędzie tam gdzie mają dużą władzę – łącznie, oczywiście, ze Stanami Zjednoczonymi, jeśli ten naród osiągnie cel w kierunku którego idzie z zawrotną szybkością. Jeśli Amerykanie się poddadzą, będą pamiętać tę książkę jako całkowicie spełnione proroctwo.

Niezależnie od jej wartości dla Amerykanów jako zapowiedź wszystkiego co nadchodzi – a jest pewne że nadchodzi, jeśli obecne działania w Ameryce doprowadzą do pomyślnego zakończenia – ta książka, chociaż nie zredagowana według technicznej terminologii psychologii i psychiatrii, powinna zainteresować wszystkich tych, którzy bez względu na swoje poglądy polityczne czy oczekiwania, interesują się badaniem ludzkiego sumienia. Nakreśla wynik istotnego eksperymentu, którego nie można było przeprowadzić na ludziach Zachodu poza terytorium sowieckim.

Ta książka stanowi punkt zwrotny na szerokim polu teraz ogólnie przypisywanego określenia przyjętego od Rosjan – psychopolityka. Jest to raczej technika niż nauka, bo jest to praktyczne stosowanie danych uzyskanych w badaniach kilku nauk, można ją określić jako sztukę kontrolowania narodu poprzez kontrolowanie umysłów politycznie dominującej większości społeczeństwa.

Jako termin, psychopolityka jest lepsza od broni psychologicznej, która, choć poprawna, często rozumiana jest tylko jako działania skierowane przeciwko wrogiemu narodowi w trakcie konfliktu zbrojnego. Wspaniałym przykładem takich ataków propagandowych są słynne „14 punktów” prezydenta Wilsona, grupa bajek o pokoju i sprawiedliwości, jakie amerykański św. Mikołaj miał w worku dla małych dobrych chłopców i dziewcząt w Europie [5]. Tej dobrze brzmiącej bzdurze, która wydawała się wiarygodna dla osób uzależnionych od idealistycznych marzeń i romantycznej fikcji, przypisuje się złamanie woli narodu niemieckiego i zmuszenie go do poddania się w 1918 roku, po którym, oczywiście, łatwo było poddać go cierpieniu i głodowi, działaniom bolszewickim, i w końcu inflacji finansowej tak ogromnej, że internacjonaliści niemieccy mogli wtedy „legalnie” przejmować większość nieruchomości w Niemczech, których jeszcze nie nabyli, „legalności” praktykowanej przez przekazanie kilku amerykańskich dolarów wygłodzonym i zrozpaczonym Niemcom, w zamian za grunty, budynki lub fabryki, warte tysiąc lub milion razy więcej niż ta cena.

Te „14 punktów” słusznie uważa się za jeden z wielkich tryumfów broni psychologicznej, ale w nowoczesnych warunkach werbalnego bombardowania, odwrotnie jak w przypadku ognia artyleryjskiego, nie można skierować w jednym kierunku. Chociaż te „14 punktów” były sprytne, to możemy słusznie zastanawiać się nad tym czy społeczeństwo niemieckie tak by się poddało, gdyby nie zrobiono go podatnym na takie mamrotanie przez długą i cierpliwą pracę wrogich cudzoziemców i ich najemników. Co jest bardziej istotne, w zasadzie używano tych samych bredni, przez Wilsona i innych gadaczy, żeby ożywić Amerykanów i zrobić im przyjemność z dostarczania mięsa armatniego i pieniędzy, aby „uczynić świat bezpiecznym dla demokracji”, przez zniszczenie Europy w „wojnie kończącej wojny”. Ideologiczna wypowiedź Wilsona była skierowana przeciwko Amerykanom jak i Niemcom, i możemy zastanawiać się, który naród, na dłuższą metę, skrzywdzono bardziej.

W nowoczesnych warunkach wojnę psychologiczną bezwzględnie prowadzi rząd przeciwko własnym obywatelom, i dopiero wtórnie przeciwko obcemu krajowi, a prawdziwym beneficjentem jest niezmiennie międzynarodowy naród, który kontroluje obie strony uczestniczące w wojnie, którą zorganizował dla własnych celów. Tylko jeśli będziemy pamiętać o tym, będziemy mogli poprawnie używać określenia wojna psychologiczna.

Taktyczne i strategiczne wykorzystanie psychopolityki zalecane przez sowiet swoim sojusznikom i agentom w Ameryce i innych niepodbitych jeszcze krajach zachodnich, zawarto w niezwykłym dokumencie, którego kilka kopii dotarło do Ameryki w latach 1930 i później. Jest najbardziej znany i ogólnie dostępny w broszurze „Brain-washing, a Synthesis of the Russian Textbook on Psychopolitics” [Pranie mózgów, synteza rosyjskiego podręcznika psychopolityki], ze wstępem wielebnego p. Kennetha Goffa, członka Komunistycznej Partii USA w latach 1936-39, byłego studenta psychopolityki w specjalnej szkole dla komunistów w Milwaukee.

Mówi on iż podręcznik, mimo że wydany z myślą o anglojęzycznych studentach Uniwersytetu Lenina, był także „używany w Ameryce w szkoleniu kadr komunistycznych”. Niemal identyczny tekst otrzymał z zaufanego źródła prof. Charles Stickley z Nowego Jorku w 1955 roku, opublikowano go w tym samym roku [6]. Bardzo podobny tekst, z małymi różnicami, dotarł do p. Lousa Zoula, znanego autora „Thugs and Communists” [Łotry i komuniści], który opublikował w „The Soviet Infernos” [Sowieckie piekła] większość tekstu podzielonego na krótsze części, każda z mocnym potwierdzeniem z licznych źródeł, takich jak „I Was an NKVD Agent” [Byłem agentem NKWD] Anatoli Granowskiego i „The Pentagon Case” [Sprawa Pentagonu] kpt Roberta A Winstona, jak również listy od osób które uciekły z Kuby i innych proletariackich rajów [7].

W publikacjach wcześniejszych od tej p. Zoula, przed tekstem zamieszczony jest fragment opinii, oczywiście wygłoszonej przez Lawrentiego Berię na Uniwersytecie Lenina, Żyda który był głównym rzeźnikiem w satrapii Rosji od 1938 roku – kiedy zlikwidował innego Żyda, odrażającego Jeżowa – do roku 1953, kiedy z kolei on został zlikwidowany przez innego, jeszcze bardziej okrutnego Żyda. Nie podaje się daty tej oracji, ale wydaje się iż miała miejsce wcześniej niż 1938 i pochodziła z czasu kiedy Beria, oprócz zaspokajania swojej żądzy krwi na Zakaukaziu, kierował produkcją „badań historycznych” do wykorzystania przez wykształconych prostaków w Ameryce i innych krajach.

„Synteza” która zajmuje się raczej wykorzystaniem psychopolityki niż szczegółami technicznymi, jest oczywiście streszczeniem, i pomija większość marksistowskiego żargonu, którym prawie zawsze naszpikowane są komunistyczne publikacje dla ogółu społeczeństwa [8]. Jednak zachowuje pozory, odrzucane wyłącznie na najwyższych szczeblach, że wojna psychologiczna przeciwko państwom zachodnim kierowana jest z Moskwy w interesie Rosji, i że jej celem jest zniszczenie „kapitalizmu”.

Tekst, choć wystarczająco szczery w traktowaniu Amerykanów jak wrogów, którzy muszą zostać zniszczeni lub zniewoleni, był ewidentnie przeznaczony dla studentów, którzy zapomną o tym, że przejęcie przez bolszewików Rosji, było oczywiście planowane, finansowane i kierowane przez Schiffów, Warburgów i innych bogatych Żydów mieszkających wówczas w Ameryce, którzy wykorzystywali swoją kontrolę nad rządami Niemiec, W Brytanii, Francji i Stanów Zjednoczonych, aby zapewnić zwycięstwo bolszewików nad Rosjanami [9]. Od studentów oczekiwano, że uwierzą lub będą udawać, że częścią „kapitalizmu” byli panowie finansów, dla których ich sowiecka kolonia zawsze była wyjątkowo zyskowną inwestycją samą w sobie i sposobem wykorzystania ich kontroli nad pieniądzem i bankami narodów, którym wmawiano, iż są „wolne”.

Tekst „Prania mózgów. . .” [10] zajmuje się głównie metodami wywoływania szaleństwa lub idiotyzmu u wybranych ofiar, i w ten sposób bezpośrednio wiąże się z eksperymentem Pitesti opisanym w niniejszej książce. Ale nie jest pełnym traktatem, a nawet szkicem psychopolityki; a tylko wspomina o bardzo ważnej broni w wojnie psychologicznej.

Odpowiednio wykorzystywana propaganda może zawsze kontrolować większość danej populacji, ale zawsze będzie nieskuteczna wobec inteligencji krytycznej niezależnego umysłu i wiary w religię, którym linia propagandowa jest otwarcie przeciwna. Chociaż umysły zwykle można wynajmować, a teologów zatrudniać żeby „modernizowali” religię, to zawsze będą występować kłopotliwe wyjątki, nawet po trwającym 100 lat męczącym wysiłku. Podczas podbijania kraju przez psychopolitykę, wyjątki muszą być poddane przymusowi bezpośredniemu i albo zlikwidowane, albo zrobi się z nich nieszkodliwych imbecylów, albo pożytecznych zombie.

Taki jest problem którym głównie interesuje się tekst „Prania mózgów…”, ze szczególnym odniesieniem do Ameryki, gdzie nagi terroryzm rządowy był niemożliwy w latach 1930, i nadal nie jest wykonalny nawet dzisiaj. Przedstawione w tekście zasady i metody są niewątpliwie prawdziwe: są standardowym sowieckim wykorzystaniem odkryć dokonanych w Rosji przed podbojem bolszewickim, przez dr Iwana Petrowicza Pawłowa, którego talenty naukowe sprytni bolszewicy mogli przejąć i stosować [12]. W tekście są wszystkie podstawowe elementy.

„Synteza” podręcznika o psychopolityce zaleca użycie przeciwko Amerykanom kampanii propagandowej o „zdrowiu psychicznym”, żeby od głupich Amerykanów uzyskać przyzwolenie na legislację w kwestii autoryzowania „legalnych” porwań kłopotliwych Amerykanów i zamykanie ich w więzieniach (w przyszłości nazywanych „szpitalami”), w których „wyszkoleni psychiatrzy” obcego pochodzenia i ich brutalni asystenci mogą wywoływać szaleństwo, imbecylizm, lub, jeśli konieczne, śmierć metodami tortur naukowych, zwłaszcza „terapii elektrowstrząsów” (którą można wykorzystywać do łamania kręgosłupa), albo środkami niszczącymi umysł, takimi jak słynne LSD, które dopiero później produkowały Weizmann Laboratories w Izraelu i transportowano do USA, w celu pokątnej sprzedaży go młodzieży i dzieciom, których umysły poddane były wstępnej obróbce w szkołach publicznych.

W latach 1930 plan „zdrowia psychicznego” powściągliwym i beztroskim Amerykanom niewątpliwie wydawał się niedorzeczny i śmieszny, jeśli o nim słyszeli. Ale obecnie został już całkowicie wprowadzony, i wykorzystywany w znacznej liczbie przypadków, z których kilka przyciągnęło małą uwagę, szczególnie sprawa porwania gen. Edwina A Walkera, które się nie udało, gdyż miał prominentnych przyjaciół, którzy przystąpili do akcji zanim mógł zostać zniszczony, Franka Brittona, który odważył się skrytykować Żydów i został skutecznie uciszony, i dziennikarza Freda Seliga, który w wyniku błędu w liczeniu został wcześniej zwolniony i miał czas opowiedzieć o swoich doświadczeniach, zanim zmarł [13]. Ale można się spodziewać, że procedura ta będzie stosowana coraz częściej i w sposób mniej tajny, i że wkrótce stanie się bardziej rutynowe, żeby Amerykanie którzy stają się bardziej nieprzyjemni wobec swoich panów (np. twierdząc, że „ONZ” czy Rezerwa Federalna, czy marksistowski podatek jest „niekonstytucyjny”, albo udając, że Lud Boga nie ma prawa wykorzystywać niższych ras dla własnych zysków i zabawy) byli zaciągani do Springfield, Missouri, czy jakiegoś innego odpowiednika Pitesti na zachodniej stronie Atlantyku, i tam, dzięki zastosowaniu „czułej opieki”, byli przywracani do „zdrowia psychicznego”, jako wyposażone w kręgosłup warzywa.

Pomimo arsenału wyrafinowanych technik, takich jak chirurgiczne operacje mózgu („lobotomia”), rozdzierające prądem męki i subtelne środki medyczne, warto zauważyć, że nawet w Ameryce w chwili obecnej preferowaną metodą jest poddawanie niewygodnych Amerykanów rodzajowi degradacji fizycznej tego samego typu jak w Pitesti, choć z jakiegoś powodu mniej intensywnie i systematycznie.

Typowym przykładem tego jest sprawa amerykańskiego dziennikarza, który po zdobyciu dowodów kompromitujących siatkę homoseksualnych zboczeńców w Waszyngtonie, został porwany przez marshala i wypchnięty do Springfield, Missouri, gdzie rozebrano go i wrzucono do małej celi, której podłoga i trzy ściany zrobione były z szorstkiego betonu, a czwartą stanowiły ciężkie stalowe drzwi. Nie było w niej żadnych mebli, tylko dwa otwory, jedna okrągła dziura w podłodze prowadząca do ścieku, i wentylator, przez który wpuszczano zimne powietrze na przemian z przeraźliwą, ogłuszającą, kakofonicznie i rytmicznie dezorientującą „muzyką”, która miała zniszczyć nerwy słuchowe i zagwarantować, żeby biedny człowiek w celi nie mógł usnąć, kiedy nagi wyciągnął się na szorstkiej betonowej podłodze. Oczywiście naskórek ofiary, podrapany betonem, wkrótce pokrywał się otwartymi ranami, a jego zrozpaczony umysł w końcu uciekał w okresy totalnego otępienia, którego nie mógł przerwać nawet wyjący hałas pochodzący z wentylatora. Będąc pozbawioną jedzenia i picia przez trzy doby, ofiara została zmuszona do zdobywania go czołgając się na kolanach i rękach w minimalnym czasie, do garnka umieszczonego na progu otworzonych przez moment drzwi [14].

W Stanach Zjednoczonych dotąd konieczne było użycie pewnej dyskrecji i udawania niszczenia przeciwników, ale w Rumunii, po zakończeniu przejęcia władzy, skuteczniejsza tajność nie wymagała ostrożności.

Eksperyment w Pitesti odrzucił skomplikowane i kosztowne parafernalia takie jak sprzęt elektryczny, neurochirurdzy, a zwłaszcza gotowe środki medyczne. Używano tu jedynie najprostszych narzędzi, wszędzie dostępnych: pałki, bestialstwo degeneratów, słabość ludzkiego charakteru kiedy atakowany metodami Pawłowa. Wyniki eksperymentu były, jak zobaczycie, imponujące i przerażające. Udowodniły, że nikt nie mógł oprzeć się technice antyludzi, ale to czy eksperyment był całkowitym sukcesem stanowi pytanie, które należy pozostawić waszej decyzji, na podstawie waszej oceny tego co eksperymentatorzy mieli nadzieję odkryć lub udowodnić, a krytykę ich metodologii należy pozostawić kilku osobom z Zachodu posiadającym ekspercką wiedzę o procesach psychobiologicznych.

Co czytelnik tej książki musi sobie uświadomić, jeśli tylko na chwilę, zanim będzie starał się zapomnieć o tym „nie do pomyślenia”, to te nie do opisania podłe i sadystyczne żądze wynalazców eksperymentu w Pitesti – apetyty tak obce wszystkiemu co uważa za ludzkie, że ożywiane przez nie kreatury można nazwać jedynie „wrogami ludzkości”, lub krócej, antyludźmi.

To co ta książka opisuje wydarzyło się w Rumunii, kiedy bolszewicy porzucili pozory, że byli ludźmi o miękkich sercach, przynoszącymi „równość” i „prawa obywatelskie” zdeptanym ofiarom złych „faszystów” i „antysemitów”. Zanim, a nawet po tym, kiedy antyludzie przestali się maskować, niektórzy Rumuni mogli, dzięki przezorności czy łutowi szczęścia, uciec na Zachód, a nawet mówić o swoim cierpieniu, co p. Bacu zrobił w tej książce, ludziom jeszcze nie uwięzionym.

Kiedy Stany Zjednoczone dojdą do takiego punktu rozwoju jak Rumunia w roku 1947, nie będzie już miejsca na świecie dokąd Amerykanie będą mogli uciec, i nie będzie nikogo kto by usłyszał ich krzyki.

Wszystko co można powiedzieć we wprowadzeniu amerykańskich czytelników do książki p. Bacu, można wyrazić na kilku stronach dających takie informacje o Rumunii, by umożliwić Amerykanom docenienie ludzkiej tragedii – patosu i tragedii – tej narracji.

Przez stulecia Rumunia była, nawet podczas stosunkowo łagodnej i ludzkiej opresji muzułmańskiej, najbardziej wysuniętym terenem na zachód. Państwo powstało w wyniku rzymskiego podboju Dacji (101-106), i tam Rzym pozostawił ślad, który do tej pory był nieusuwalnym i duchowym dziedzictwem, które przetrwało w sercu narodu.

Cywilizacja Rumunii była cywilizacją Zachodu. Nazwiska i nazwy miejsc mogą nie być wam znajome, ale ludzi rozpoznacie jako waszych, a ich myśli jako myśli chrześcijańskiego Zachodu.

Ale jest jedna osobliwość dotycząca Rumunii, która wymaga pewnego wstępnego wyjaśnienia, bo jest przeciwieństwem tego co współczesne doświadczenia w Stanach Zjednoczonych – a także w różnym stopniu w większości zachodnich krajów – biorą za pewnik.

Osoby które bolszewickie bestie wybrały do dehumanizacji, stanowiły jasno określoną grupę studentów uniwersytetu. A to dlatego, że w Rumunii, w ostrym przeciwieństwie do tego co widzimy teraz w USA, studenci uniwersytetu byli szanowaną elitą i należały do niej ci, którzy łączyli w sobie młodzieżowy wigor i zapał, z niezrównanym patriotyzmem i świadomym konserwatyzmem, intelektualnym i religijnym.

Ten fakt, który wydaje się tak paradoksalny dla współczesnych Amerykanów, był rezultatem dwu zbieżnych czynników. Zasadniczo Rumunia była krajem wieśniaków z ograniczonymi klasami przemysłową i kupiecką. Cztery uniwersytety, w Iasi (założony przez księcia Cuza w 1860), Bukareszcie (1864), Kluż (1872) i Cernauti (1875), każdy z kilkoma fakultetami (teologia, filozofia, literatura, technika, prawo i medycyna), otwarte były dla wszystkich którzy ukończyli liceum. W liceum (rumuński – ‚liceu’) był stosunkowo wysoki standard, była nauka francuskiego i niemieckiego, a także albo łaciny i greki, albo angielskiego i włoskiego, i odsiewał niekompetentnych pod względem intelektualnym [15]. Dlatego tylko mały odsetek rumuńskiej młodzieży studiował na uniwersytetach, i w konsekwencji wyraz ‚student’ (uniwersytetu) cieszył się znacznym prestiżem. Przedstawiał sobą znaczne zdolności intelektualne i poważne cele, gdyż studenci rumuńskich uniwersytetów byli, w większości, dziećmi ciężko pracujących wieśniaków lub poważnych profesjonalistów; potomkowie bogatych ludzi częściej edukację zdobywali zagranicą.

Do tego musimy dodać drugi fakt, co będzie nawet jeszcze bardziej zdumiewające dla amerykańskiego czytelnika. Rumuńskie uniwersytety były tak bardzo ośrodkami żarliwego patriotyzmu i konserwatyzmu, jak amerykańskie kolegia w latach 1920-50 były ośrodkami internacjonalizmu i socjalizmu. Przeważająca atmosfera chrześcijańskiego konserwatyzmu odróżniała również rumuńskie od innych uniwersytetów europejskich. A to z kilku powodów.

Rumunia zasadniczo była krajem rolniczym i duży procent studentów miało bliski kontakt z realiami życia niż zwykle w Niemczech i Francji. Co ważniejsze, Rumunia była małym krajem o wyraźnej świadomości swojej indywidualności narodowej jako kraju zachodniego, pochodzącego z czasów rzymskiego podboju Dacji, i obejmowała ludność o tradycjach bizantyjskich, słowiańskich czy wschodnich. Tę świadomość uparcie zachowywała na przestrzeni wieków obcej dominacji, zdobywając nietrwałą i przemijającą niepodległość w latach 1600, i dostając się ponownie pod władzę Turków. Po licznych interwencjach ze strony Rosji, wroga Turcji, i po wielu epizodach ostrego oporu wobec Rosjan i Turków, Rumunia, utworzona dzięki unii Wołoszczyzny i Mołdawii, zdobyła autonomię w 1859 roku, ale pozostawała pod zwierzchnictwem tureckiego sułtana, i nie stała się w pełni i formalnie niezależna aż do roku 1881.

Ta tak niedawno zdobyta niepodległość i ciągłe zagrożenie pozostawiły w rumuńskim umyśle cenną nagrodę narodowości, w czasie kiedy większe europejskie narody traktowały siebie i swoją dostatnią kontynuację jako pewnik.

Ponadto, Rumunia za wschodnią granicą miała Rosję, która w roku 1812 zdobyła i anektowała Besarabię, region zamieszkany przez dużą społeczność rumuńską. Po przejęciu Rosji przez międzynarodowy spisek w roku 1917, Rumuni wiedzieli co bestie zrobiły w Rosji, a zwłaszcza w Besarabii. Co więcej, to rumuńska armia w sierpniu 1919 roku zajęła Budapeszt i wyzwoliła Węgry spod odrażającego robactwa dowodzonego przez Izraela Cohena, alias Bela Kun. Rumuni wiedzieli czym był bolszewizm i skąd pochodził. W Stanach Zjednoczonych, oddzielonych od rzeczywistości tysiącami mil i zainfekowaną prasą, wielu głupich czy cwanych profesorów trajkotało o „szlachetnym eksperymencie” i „ludowym reżimie”, ale w Rumunii taki nonsens, tak całkowicie sprzeczny z obserwowaną rzeczywistością, traktowano jako albo idiotyczny, albo zbrodniczy.

Do tych przemyśleń należy dodać kolejne, równie istotne. Mimo że, jak oczekiwano, rumuńskie uniwersytety naturalnie miały tendencję do naśladowania dużo starszych i szanowanych uniwersytetów wielkich potęg europejskich, szczególnie Niemiec i Francji, to występowała ważna różnica ograniczająca bardziej szkodliwe aspekty tego wpływu. Wydziały na rumuńskich uniwersytetach, zwłaszcza w Iasi i Bukareszcie, w przeważającej części składały się z Rumunów, podczas gdy, oczywiście, w Europie, naukę uniwersytecką przejęły duże kontyngenty międzynarodowego narodu. Przed Traktatem Adrianopolskim w roku 1829, Żydzi przeważnie ignorowali Rumunię, zubożałą krainę pod władzą turecką, i preferowali kraje, w których perspektywy łatwego zarobku na tubylcach były znacznie bardziej atrakcyjne [16]. Po roku 1829, przez granice dostawały się hordy Żydów, ale pomimo różnych wysiłków ze strony Francji i Niemiec, by zdobyć dla tych intruzów w Rumunii uprzywilejowany status, jakim cieszyli się w innych krajach, Żydom nie przyznawano obywatelstwa aż do roku 1923, kiedy rząd rumuński uległ naciskom „wielkich potęg” [17]. W ten sposób w Rumunii wydarzyło się to, czego nie było we Francji i Niemczech, uniwersytety nadal zatrudniały osoby, które duchem i umysłem należały do narodu, a nie były zdominowane przez obcą rasę, której członkowie mogą, z łatwością kameleonów, przybrać kolor jakiegokolwiek środowiska w którym żyją. Dlatego na rumuńskich uniwersytetach patriotyzm był akceptowany intelektualnie, i uchodził za coś oczywistego do roku 1918.

Po roku 1918, mimo że wydziały pozostawały w większości rumuńskie, sytuacja stała się nieco pogmatwana. Niektórzy profesorowie wydali się być albo otumanieni potocznym żargonem marksizmu, „doktryną” sprytnie wymyśloną, żeby zmętnić mierne umysły, które mogą się fascynować pseudo-intelektualną swadą, albo onieśmieleni bolszewickimi przechwałkami, iż przedstawiają tajemniczą a zniewalającą „falę przyszłości”. Wielu innych, być może z obawy o komfortowe życie, ukrywali prawdziwe uczucia i milczeli lub chronili się niejasnymi wypowiedziami. Ale kilku odważnie zachowywało rumuńskie tradycje i potwierdzało swoją uczciwość intelektualną. To oni inspirowali ruchy patriotyczne i konserwatywne wśród studentów uniwersytetów.

Reakcję studentów niewątpliwie przyspieszyły zwykłe naciski socjologiczne. Żydzi, mimo że pod względem liczbowym stanowili tylko małą część populacji, nawet po wielkim napływie ich pod koniec wojny światowej, zalali uniwersytety i zaczęli wypierać tubylców. Według oficjalnych danych, np. na wiosenny semestr w 1920 roku College’u Filozofii Uniwersytetu Cernauti zapisanych było 574 Żydów i tylko 174 Rumunów; w College’u Prawa 547 Żydów i 234 Rumunów. Na Uniwersytecie Iasi w College’u Medycyny było 831 Żydów i 556 Rumunów, na Farmacji 229 Żydów i 97 Rumunów [18].

Są to oczywiście jedne z najbardziej rażących dysproporcji, ale każdy zauważy dlaczego, zwłaszcza w takich instytucjach akademickich, młodzi Rumuni, stanowiąc mniejszość pośród rzeszy rozpychających się i niezgodnych kosmitów, i niewątpliwie często przyćmieni scholastycznie przez psychiczną zwinność i orientalną subtelność proteańskiej rasy, żarliwie wchodzili do ruchów patriotycznych.

Były inne rzeczy, jeszcze bardziej zdumiewające dla amerykańskiego czytelnika. Być może przed pierwszą wojną światową, w Rumunii, w dużej mierze państwem chłopskim, ale niedawno wyzwolonym spod muzułmańskiej kontroli, chrześcijaństwo zachowało większy wigor i odznaczało sie bardziej ogólną pobożnością niż w innych krajach Europy, choć byłoby trudne dokonać dokładnego porównania między Rumunią i np. Bretanią, Bawarią, czy Piemontem.

Rumuńskie uniwersytety oczywiście ulegały istotnemu wpływowi intelektualnego klimatu wielkich uniwersytetów europejskich, i niekoniecznie odzwierciedlały dominujące postawy myślenia, od niemieckiego „idealizmu” do „religii ludzkości”, głoszonej przez Auguste Comte, od srogiego pesymizmu Schopenhauera, do wdzięku i uniwersalnej ironii Anatola France’a. W bardzo dużym stopniu w życiu intelektualnym Europy dominowała postawa, że chrześcijaństwo było historycznym zjawiskiem charakterystycznym dla wieku, którego koniec można było przyjąć z radością, obojętnością, czy żalem, ale które, na lepsze czy na gorsze, mijało nieuchronnie: religia była słabnącym przesądem, który nadal miał moc tylko nad niewykształconymi. Te prądy europejskiej myśli musiały wpływać na wykształconych Rumunów, którzy, oczywiście, czytali i pisali płynnie po francusku, i w wielu przypadkach, również po niemiecku.

Rumuni, bez wątpienia, różnie oszacują bezpośredni wpływ intelektualne tragicznego i natychmiastowego zagrożenia bolszewizmu na ich życie po pierwszej wojnie światowej. Oczywiście wszyscy inteligentni Rumuni mogli zobaczyć, że ich wrogowie byli antychrześcijańscy – byli zarówno w słowie jak i w czynie szalonymi wrogami zachodniego świata, którego kultura przez piętnaście wieków była specyficznie chrześcijańska, i której narody tak wyraźnie różniły się od innych swoją religią, że byli świadomi głębszej jedności rasowej Zachodu. Należy pamiętać, że w latach 1920 propaganda bolszewicka była przeraźliwie anty-chrześcijańska, potępiającą religię jako „opium dla ludu”, demonstrująca swoje zwycięstwa masakrami duchownych, bezczeszczeniem świątyń, i przekształcaniem kościołów na stajnie czy magazyny, i nauczaniem wojującego ateizmu w swoich szkołach [19]. Dopiero dużo później bolszewicy mogli wdrożyć na dużą skalę ich inne i komplementarne techniki wykorzystywania ministrów-renegatów i księży, do szerzenia zarazków bolszewizmu pod przykrywką „ewangelii społecznej” lub „chrześcijaństwa ekumenicznego”. Przynajmniej do lat 1930 ustanowione kościoły chrześcijańskie były niemal powszechnie uważane za bastiony przeciwko międzynarodowej konspiracji. Ponadto w 1919 roku rzesza Żydów mieszkających w Rumunii, uważająca, że zwycięstwo bolszewików jest bliskie, przedwcześnie i niedyskretnie porzuciła pozory i pokazała się otwarcie jako podżegacze do „proletariackich” zamieszek i sabotażu, do przemocy i zdrady, nie usiłując ukrywać swojej chętnie przewidywanej wspaniałej rzezi, która ustawiłaby tubylców na swoich miejscach. W ten sposób fundamentalna i nieunikniona wrogość między chrześcijaństwem i różnymi doktrynami judaizmu, znowu uczyniła chrześcijaństwo symbolem rumuńskiego nacjonalizmu, w przeciwieństwie do swoich wrogów zagranicznych i krajowych.

W tej sytuacji można było się spodziewać tego, że rumuńskie stowarzyszenia patriotyczne będą specyficznie chrześcijańskie, ale niektóre z nich wykorzystywały chrześcijaństwo głównie jako symbol swoich celów. Pierwszą z organizacji patriotycznych była Straż Świadomości Narodowej (Garda Constiintei Nationale), założona przez Constantina Pancu, prostego hutnika, którego koledzy wybrali na lidera, głównie żeby ujawnić nonsens propagandy „proletariackiej”, którą bolszewicy usiłowali zbałamucić i wykorzystać rumuńskich robotników – bo niezmiennym choć ukrytym celem bolszewików ostatecznie było zredukowanie ich do zbrutalizowanego niewolnictwa.

W 1923 roku najwybitniejsi naukowcy tacy jak A C Cuza, profesor prawa z Uniwersytetu w Iasi, przy dyskretnym wsparciu ze strony znanego na skalę międzynarodową historyka, prof. Nicolae Iorga, być może w Ameryce najlepiej znanego jako autora „History of the Byzantine Empire” [Historia Cesarstwa Bizantyjskiego], opublikowanej w kilku wydaniach angielskich, założyli Narodową Ligę Obrony Chrześcijaństwa (Liga Apararii Nationale Crestine – LANC) [20]. Liga pod przewodnictwem takich znakomitości oczywiście miała wielki prestiż wśród studentów uniwersyteckich i ogólnie wykształconych osób, i stała się siłą o bardzo istotnym znaczeniu politycznym, szczególnie kiedy w roku 1935 połączyła się z partią polityczną pod przywództwem Octaviana Goga, wybitnego poety, pisarza i męża stanu. Mimo, że LANC chciała wsparcia od prawdziwie religijnych ludzi, to jej wewnętrzny kierunek był racjonalistyczny, opierając swoją zdeklarowaną wrogość do Żydów i bolszewików na gruncie historycznym i naukowym. Z tego co jest mi wiadome, credo prof. Cuzy zasadniczo był eleganckisceptycyzmRenana. Prace historyczne prof. Iorga traktują chrześcijaństwo z zimnym obiektywizmem. Octavio Goga, jeśli prawidłowo cytowany przez Jerome i Jean Tharauda, wydaje się postrzegać chrześcijaństwo podobnie jak przedstawił je Nietzsche w słynnej „Genealogy of Morals” [Genealogia moralności] [21].

Największy wpływ na studentów rumuńskich w tym momencie bez wątpienia wywierał Corneliu Z Codreanu, syn nauczyciela gimnazjum w Moldawii. Urodzony 13 września 1899 roku, absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie w Iasi, pod kierunkiem prof. Cuza, później w Niemczech i Francji. Człowiek o żelaznej woli, głębokiej wierze i żarliwym patriotyzmie, Codreanu, po zaangażowaniu w Straży Świadomości Narodowej od jej początku i w Narodowej Lidze Obrony Chrześcijaństwa, 24 czerwca 1927 założył Legion Michała Archanioła (Legiunea Archangelului Mihail). Zasady organizacji – nieograniczona miłość do kraju, kod osobistego honoru i nieustępliwość moralna, wzajemna lojalność członków-rycerzy, i rygorystyczne podporządkowanie ciała duchowi – wszystkie oparte były na absolutnym zaufaniu założyciela do Chrystusa. Legion był „nierozerwalnie zjednoczony pod egidą Boga”, a jego członkowie przysięgali poświęcenie siebie bez ograniczenia czy zastrzeżeń Bogu i ojczyźnie. Była to organizacja, która swoim szlachetnym idealizmem przyciągała całą młodą elitę z rumuńskich uniwersytetów, zdobyła jej bezwarunkowe oddanie i zdominowała myślenie nawet tych, którzy stali na uboczu, lub byli jej przeciwni.

To dlatego rumuńscy studenci, w przeciwieństwie do tych z krajów zachodnich, byli chrześcijanami. Rumuni zapewniali mnie, że w wielu przypadkach silne przekonania religijne kształtowały w nich nie tyle rodziny czy kościoły, co inspiracje Codreanu i sztywna chrześcijańska dyscyplina nałożona przez niego na swoich zwolenników. Nie ulega żadnej wątpliwości to, że z czysto religijnego punktu widzenia, ruch Codreanu przedstawiał największą i najbardziej intensywną odnowę chrześcijaństwa ze wszystkich krajów w XX wieku. Ten wpływ na życie duchowe i intelektualne elity młodych Rumunów był ogromny i niedościgniony. To czyniło Legion wyjątkowym wśród ruchów nacjonalistycznych naszych czasów. Kombinacja żarliwej wiary i głębokiego nacjonalizmu wyprodukowała pokolenie bohaterów. Legion, znany także pod nazwą Żelaznej Gwardii (Garda de Fier), wysłał korpus ekspedycyjny do Hiszpanii w roku 1936, żeby walczyć z międzynarodowym plugastwem i zasłużył na trwałą wdzięczność hiszpańskiego narodu. A kiedy rozpoczęła się wojna z sowietami, członkowie Gwardii, zwolnieni z więzień do których wysłała ich dyktatura Antonescu w celu stłumienia ich ruchu, utworzyli kwiat rumuńskiej armii i wyróżniali się męstwem i poświęceniem we wszystkich działaniach tej wojny.

To nie jest miejsce na podsumowanie, nawet krótkie, kariery Codreanu [22] i pełnej konwulsji historii Rumunii, po nierozważnym i nielegalnym powrocie do kraju księcia Karola, królewskiego rozpustnika, który, po dokonaniu wielu wykroczeń, został wydziedziczony i wypędzony przez własnego ojca. Karol w towarzystwie żydowskiej dziwki, której był całkowicie podporządkowany, w roku 1930 wrócił do Rumunii, zdetronizował własnego syna by królować zamiast niego, a nie znajdując innego sposobu na ograniczenie rosnącej siły politycznej Żelaznej Gwardii, w roku 1938 unieważnił konstytucję i mianował się dyktatorem Rumunii. Codreanu, aresztowany na podstawie wyraźnie fałszywych zarzutów, razem z trzynastu swoimi współpracownikami, zabrany z więzienia nocą 29 listopada 1938 roku, został zamordowany wczesnym rankiem w lesie Tancabesti z rozkazu królewskiego degenerata [23].

Przy wsparciu międzynarodowych finansistów, stosując matactwo i przemoc, Karol rządził Rumunią do września 1940 roku, kiedy Żelazna Gwardia usunęła z kraju jego i jego wschodnią podwładną, i przywróciła na tron jego syna.

Makabryczne morderstwo w ciemnym lesie Tancabesti tej listopadowej nocy w 1938 roku, było jednym z fatalnych i decydujących wydarzeń współczesnej historii. Król Karol, którzy wydawał rozkazy, sam działał na rozkaz swoich mistrzów, ukrytych i wrogich sił, które poprzez swoje marionetki w rządach W Brytanii, Francji i Stanów Zjednoczonych, bezlitośnie wpędzały zachodnie narody do katastrofalnej i śmiertelnej wojny, której Niemcy rozpaczliwie próbowały uniknąć. Właścicielami Karola były, oczywiście, siły, które zainstalowały bolszewików w Rosji 21 lat wcześniej, a zniszczenie Żelaznej Gwardii, jedynej zorganizowanej i potężnej anty-bolszewickiej siły w Rumunii, dało Karolowi swobodę w realizacji (co zrobił mniej niż dwa lata później) planu poddania ZSRR ufortyfikowanej granicy Rumunii w Besarabii, otwarcia się w ten sposób na przepływ komunistycznych hord na Bałkany i do Europy południowo-wschodniej.

O zdecydowaniu króla Karola na poddanie Rumunii sowietom, tak szybko jak rozpoczęła się zaprojektowana wojna, oczywiście wiedział francuski rząd, i na pewno inne kręgi, nawet zanim wydał rozkaz dokonania mordu w Tancabesti, co tym sposobem zmieniło równowagę strategiczną w Europie, i było wstępem do tragicznej i przerażającej katastrofy, która była, faktycznie, jak trafnie określił to książę Sturdza, samobójstwem Europy [24]. Być może było to nawet decydującym punktem zwrotnym.

Żaden dyplomata ani mąż stanu zachodniego świata nie był tak dalekowzroczny i roztropny jak książę Michael Sturdza, którego wieloletnia kariera jako ambasadora w wielu stolicach Zachodu, i odpowiednie kontakty w najwyższych kręgach wielu rządów, dawały mu wspaniałe źródła informacji, a jego osobista pozycja podczas europejskiej katastrofy, pozwalała mu na obserwację i osąd z obiektywną klarownością, tego co ledwie zdobyły nawet służby wywiadowcze wielkich narodów, które niszczyły się nawzajem w interesie ich wspólnego wroga. Uczciwi historycy muszą więc przyznać wielką wagę do wniosku księcia Sturdzy:

To mord Codrenau skłonił Hitlera do radykalnej zmiany taktyki w polityce zagranicznej – zmiany naładowanej najgorszymi konsekwencjami nie tylko dla Niemiec, ale dla całego świata cywilizacji zachodniej. . . Hitler podjął dwie szybkie decyzje: pierwsza o charakterze militarnym, zajęcia Czechosłowacji. . . druga była odważną decyzją polityczną. . . będzie negocjował porozumienie i umowę gospodarczą z Sowiecką Rosją [25].

Według tej prognozy, Corneliu Codrenau, mimo iż nie mógł o tym wiedzieć, ani nawet sobie tego wyobrazić, dźwigał na sobie los pokoleń wtedy żyjących i tych jeszcze nienarodzonych, i koronowanego najemnika, którego ręka go zabiła, choć jego zakrzepły umysł nie mógł się tego domyślić, jednego z najbardziej zgubnych zdrajców wszechczasów. Według wszelkiego szacunku, Codreanu był wielkim człowiekiem.

Najbardziej wymownym potwierdzeniem szlachetności charakteru Codreanu i czystości jego wiary religijnej, jest głęboki podziw dla niego i lojalność wobec jego pamięci odczuwane przez jego naśladowców, którzy przeżyli. Trzydzieści lat po jego śmierci, dwadzieścia lat i więcej po upadku i utracie ich kraju, oni są wygnańcami na obczyźnie i zagrożeni nawet tam wszechobecną władzą anty-ludzi i coraz szybszym podbojem zachodniego świata przez jego potajemnych wrogów. Ale do swojego kapitana i jego wizji oni nadal czują nabożeństwo, które dwudziestu dziewięciu pisarzy rumuńskich wyraża swoim wkładem w niedawno opublikowaną książkę o Corneliu Codreanu.

Rumuńscy studenci, patrioci i chrześcijanie, zostali wybrani przez antyludzi na ofiary procesu opisanego w niniejszej książce, nie tylko dlatego, że byli obiektem najbardziej trującej nienawiści bestii, ale ponieważ stanowili materiał do eksperymentu, który mógłby potwierdzić uniwersalną poprawność techniki wypracowanej przez zdobywców świata dużo wcześniej, i do tej pory stosowanej z sukcesem. Antyludzie słusznie mniemali, że jeśli ta odważna i oddana młodzież z Żelaznej Gwardii, inspirowana najgorliwszą wiara chrześcijańską, nie oprze się stosowaniu diabelskiej nauki, to żaden człowiek nigdy jej się nie oprze.

I to czyni tę narracje tak tragiczną.

Za swoje motto Legion przyjął myśl Seneki: „Kto jest gotów umrzeć, nigdy nie będzie niewolnikiem”. Tak. Ale co z tymi, którym nie pozwala się umrzeć?

WARREN B. HEATH

New York City, 1968

Kliknij, pobierz i przeczytaj:

Antyludzie

a

Tags : , , ,

Komentowanie zamknięte.