Opublikowano Kwiecień 21, 2017 Przez Jan W Świat

Ankieta 3droga.pl: Nacjonaliści o wojnie w Syrii. Bekier, Busse, Kaczmarek, Kostyła!

Wojna w Syrii jest dla wielu narodowców walką dobra ze złem. Z jednej strony konfliktu  mamy narodowe, świeckie państwo oparte na ideologii arabskiego nacjonalizmu. Z drugiej, armie globalistów i islamskich ekstremistów często razem walczących, by pokonać państwo Bashara al- Assada.

a

O ile świat najczęściej nie jest tak czarno- biały, o tyle można stwierdzić że tym razem trudno nam powiedzieć, że „to nie nasza wojna”. Jej przebieg, przyszłość, udział imperiów, a przede wszystkim obok politycznego aspektu starcie ideologiczne interesuje rzesze europejskich nacjonalistów. Zapytaliśmy naszych respondentów o syryjski rząd, kontrowersyjne wsparcie Federacji Rosyjskiej dla niego, a także poprosiliśmy o prognozę przyszłych wydarzeń. Do udziału w ankiecie zaprosiliśmy:

-Bartosza Bekiera, przywódce organizacji Falanga i redaktora naczelnego Xportal.pl, który w 2013 roku odwiedził Syrię spotykając się z jej premierem Wa’ilem Al-Halkim i pisząc z tej wyprawy niezwykle ciekawe relacje.

-Adama Busse, redaktora miesięcznika internetowego „Szturm!” i portalu „Kierunki.info.pl”, a także stałego współpracownika portalu 3droga.pl, gdzie już wielokrotnie przybliżał nam meandry konfliktu w Syrii.

-Dawida Kaczmarka, szefa Wydziału Zagranicznego Trzeciej Drogi i zarazem redaktora portalu 3droga.pl, który w naszej redakcji jest specjalistą od spraw związanych z Bliskim Wschodem.

-Tomasza Kostyłe, byłego wokalistę legendarnego zespołu Legion, komentującego aktywnie wojnę w Syrii.

Kolejność odpowiadających jest alfabetyczna.

1. Jaka jest Twoja prognoza na przyszłość w kwestii wojny w Syrii?

Bartosz Bekier:  Zakończenie syryjskiej wojny domowej to raczej odległa przyszłość. I to pomimo tego, że wszyscy są tą wojną zmęczeni – łatwo można zresztą policzyć, że trwa ona już ponad dwukrotnie dłużej niż wojna domowa w Hiszpanii. Konflikty zbrojne nowego typu nie kończą się jednak traktatami pokojowymi, po których następuje bezwzględne przerwanie działań wojennych i przestawienie życia na inne tory. Wojna IV generacji toczy się według reguł postmodernizmu: z perspektywy Aleppo mieliśmy do czynienia z wojną totalną, bezwzględną walką na wyniszczenie, ale już na plażach sąsiedniej Latakii odbywały się równolegle plenerowe imprezy techno. Syryjska Armia Arabska osiągnęła strategiczną dominację, Baszar al-Assad kontroluje obszary, które zamieszkuje zdecydowana większość populacji Syrii. Armia rządowa nie prowadzi obecnie wielkich ofensyw, a z istniejącymi ogniskami oporu stara się raczej negocjować (np. obiecując amnestię), co często kończy się kapitulacją załogi rebeliantów. Obszary kontroli Państwa Islamskiego wyglądają poważnie na mapie, ale to przede wszystkim bezludne pustynie – utrzymywanie, że ktokolwiek w obecnej sytuacji je kontroluje, jest trochę na wyrost. Dopóki z zewnątrz będzie jednak napływać „paliwo”, konflikt nie wygaśnie. To, co z dużą dozą pewności można powiedzieć o tej wojnie to to, że po jej zakończeniu nic już w Syrii nie będzie takie jak dawniej. Anihilacji uległa ludność chrześcijańska licznie zamieszkująca kraj przed wojną – została wypędzona ze swoich domów, wygnana, a w dużej mierze bezlitośnie wymordowana przez islamskich dżihadystów – i wszystko to przy milczącej zgodzie, lub nawet niekiedy i wsparciu Europejczyków. Podobnie jak w sąsiednim Iraku, na niezależność wybili się syryjscy Kurdowie. O powrocie do przedwojennego status quo nie chcą, rzecz jasna, słyszeć. Syria to kolejna gorzka lekcja na temat wykorzystania konfliktów etnoreligijnych jako katalizatora procesów dezintegracyjnych na geopolitycznej szachownicy.

Adam Busse: W chwili obecnej sytuacja przedstawia się następująco:

– Północna część od miejscowości Al-Malikija, wzdłuż granicy syryjsko – tureckiej i północno – zachodnia część Syrii (wyłączając wyzwolone przez wojska rządowe Aleppo) jest pod kontrolą Kurdów oraz oddziałów Wolnej Armii Syryjskiej.

– Zachód – pas wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego i granicy syryjsko – libańskiej, wraz z wyzwolonym Aleppo, najdalej na wschód linii sięgający Palmiry jest pod kontrolą sił Baszara al-Assada i jego sojuszników.

– Na południu mufahazy Dara i As-Suwajda są podzielone między oddziały rebelianckie i wojska Assada.

– Środkowa i wschodnia część Syrii pozostają pod kontrolą Państwa Islamskiego.

W noc z 6 na 7 kwietnia wojska Stanów Zjednoczonych Ameryki dokonały ataku rakietowego na syryjską bazę sił powietrznych al-Shajrat, położoną w pobliżu miasta Homs. Wskutek ataku zginęło sześć osób, a infrastruktura wojskowa bazy została zniszczona. Operacja została podjęta na rozkaz prezydenta Donalda Trumpa rzekomo w odpowiedzi na wtorkowy atak chemiczny w Chan Szajchun, kontrolowanym przez siły rebelianckie (tam wg ostatnich danych miało zginąć 86 osób). Waszyngton wcześniej powiadomił Rosjan o zamiarze podjęcia ataku. Równolegle oddziały Państwa Islamskiego zaatakowały pozycje armii syryjskiej, ulokowane w okolicy skrzyżowania dróg z Homs do Palmiry oraz do granicy iracko – syryjskiej, jednak po ponad godzinnej walce zostały odparte przez wojska Assada.

Terytorium państwa jest opanowane przez szereg sił politycznych, wspieranych przez sojuszników z wewnątrz i zewnątrz. Kolejne ruchy czynią czołowi gracze globalni, czyli Stany Zjednoczone Ameryki i Federacja Rosyjska. Po ataku Moskwa zawiesiła memorandum o zapobieganiu incydentom i zapewnieniu bezpieczeństwa lotów nad przestrzenią powietrzną Syrii, które obowiązywało od jesieni 2015 roku. Waszyngton potwierdził ustami ppłk Michelle Baldanzy, rzeczniczki Pentagonu, chęć podtrzymania dalszego obowiązywania memorandum. Władze syryjskie potępiły atak sił amerykańskich, uznając ją za akt pogwałcenia prawa międzynarodowego, mający osłabić wysiłek Damaszku w walce z terroryzmem. Ponadto trzeba zwrócić uwagę na rolę Turcji, Izraela i Iranu, które również aktywnie uczestniczą w tym konflikcie oraz na finansowanie sił rebelianckich przez państwa zachodnie i USA. W Syrii krzyżują się interesy regionalnych i globalnych mocarstw, które nie są zgodne ze sobą, więc nie ma w obecnej perspektywie szans na szybkie zakończenie wojny.

Dawid Kaczmrek: To czego możemy być już dzisiaj pewni, w temacie tak złożonego i wieloaspektowego konfliktu, jakim jest wojna w Syrii, to to że z całą pewnością założenia globalistycznego projektu o nazwie „Arabska Wiosna” rozbiły się o państwo Assada i poniosły one całkowitą porażkę. Dziś, przecież zupełnie inaczej niż choćby nawet jeszcze trzy, cztery lata temu, wezwania do odsunięcia od władzy legalnie wybranego prezydenta Syrii budzą politowanie na twarzy, a tezy o „demokratycznej” i „umiarkowanej” opozycji przestają być nawet formowane w oficjalnych przekazach medialnych. Assad wygrał. To pewne. Wygrał ponieważ obronił integralność terytorialną i suwerenność swojego państwa. Zachował też ciągłość władzy, nie tylko dlatego, że w obecnej sytuacji tego wymagają interesy jego sojuszników (Hezbollahu, Iranu, w mniejszym stopniu także Rosji), ale także dlatego że koalicja jego przeciwników zrozumiała, że w obliczu poważniejszego problemu jakim okazało się „pojawienie” Państwa Islamskiego, nie będzie w stanie zrealizować wszystkich swoich początkowych celów. Pytanie, na które odpowiedź wciąż pozostaje otwartą kwestią, to to czy możemy w obecnej sytuacji geopolitycznej powrócić do statusu quo ante bellum?

Moim zdaniem nie. Musimy zdać sobie sprawę, że wojna w Syrii, choć w dalszym ciągu w głównej mierze dotyczy właśnie tego kraju, to przestała ona zajmować tylko Syryjczyków. Bez wątpienia rozbudziła ona pewne kwestie, które do tej pory były w regionie spychane na margines, a które już dłużej tak spychać się nie dadzą. Mam tu na myśli przede wszystkim problem syryjskich Kurdów, który łączy się w sposób nierozerwalny z ogólną kwestią kurdyjskich dążeń do uzyskania niepodległości. Powołane przez tą ludność Syryjskie Siły Demokratyczne (znane w przekazach medialnych bardziej pod skrótem SDF), liczą na dzień dzisiejszy koło 50 tysięcy osób (dane na styczeń 2017 roku, z czego prawie połowa stanu osobowego to Kurdowie) i kontrolują już większość północnych terenów kraju. Są one niezależną siłą wojskową, walczącą obecnie z ISIS (w czym są wspierani przez USA), ale też wysuwającą konkretne postulaty polityczne (nadanie im pewnych swobód i jakiejś formy autonomii w ramach państwa syryjskiego). To spotyka się z zastrzeżeniami Assada, ale widać jak na dłoni, że nie może on ich całkowicie zignorować, bo nie jest ich już w stanie kontrolować, a rozwiązanie kwestii kurdyjskiej zależy już tak naprawdę nie od niego, a od rozgrywek pomiędzy Rosją i Stanami Zjednoczonymi. Dodatkową kwestią, której nie bierze się pod uwagę przy prognozowaniu sytuacji w Syrii, to zaangażowanie państwa Izraelskiego, które z początku dość łagodne, zaczyna się teraz robić coraz bardziej agresywne (vide ostatni nalot izraelskich samolotów w okolicach Palmiry). Izrael, podobnie jak Rosja (choć z innych powodów), gra w tym momencie na przeciąganie tego konfliktu, ponieważ przeciągając rozgrywkę w Syrii, angażuje on i wykrwawia wrogie mu z definicji siły należące do antysyjonistycznej Osi Oporu (Iran, Syria, Hezbollah). To bardzo korzystna dla niego sytuacja, zwłaszcza w kontekście powracającego ciągle na nowo konfliktu w Strefie Gazy i plotek o zbieraniu się kolejnej palestyńskiej Intifady. Możemy być pewni, że Izrael ze wszystkich sił będzie starał się sabotować proces pokojowy i postępy poczynione przez Syryjską Armię Arabską. Możemy też się spodziewać, wzmożonej izraelskiej akcji dyplomatycznej w Moskwie, która jak donoszą media, już powoli zaczyna się organizować. Ostatnim asem w rękawie syjonistów, jak sądzą niektórzy analitycy, może być dość liczna ludność Druzyjska (która jest bardzo lojalna wobec państwa), a która może zostać użyta do infiltrowania syryjskich Druzów, którzy w czasie wojny domowej, solidarnie stanęli po stronie Assada. To mogłoby naruszyć ewentualną kruchą stabilizacje.

Jaka jest więc moja prognoza w tej sprawie? Przede wszystkim uważam, że nie powinniśmy spodziewać się całkowitego zakończenia tego konfliktu w najbliższej przyszłości. Będziemy jeszcze świadkami okropieństw takich jak np. ostatni zamach samobójczy w Damaszku. Assad jednak według mnie zostanie na stanowisku, opozycja zostanie odsunięta od jakichkolwiek rozmów na temat przyszłości Syrii, a kraj nie zostanie podzielony według kryteriów etnicznych jak chcą tego jego przeciwnicy. Assad jednak nie będzie w stanie odzyskać kontroli nad terytorium całego państwa, tak jak to miało miejsce przed wojną. Będzie on musiał zaakceptować obecność Kurdów na północy kraju i być może w zamian za jakieś ustępstwa terytorialne, wyda zgodę na połączenie kurdyjskich kantonów (cel strategiczny SDF) i nada im jakiś rodzaj nieformalnej autonomii. W końcu jak pokazuje praktyka i historia, istnieje wiele takich stref po za prawem międzynarodowym i nie mają one problemu ze swoim funkcjonowanie. To jedno z możliwych rozwiązań, a jak pokazuje ostatnio zawarte porozumienie w Manbij (pomiędzy SDF a SAA) i ochłodzenie relacji pomiędzy Turcją a Rosją (ostatnia wspólna konferencja Erdogana i Putina) nie jest ono niemożliwe. Porozumienie z Kurdami, byłoby z pewnością przejawem pewnego pragmatyzmu politycznego ze strony Assada, mogłoby ono zabezpieczyć Syrię i bardzo mu pomóc przy odbudowie zniszczonego państwa.

Tomasz Kostyła: W dzisiejszym świecie trudno jednoznacznie przewidzieć co się wydarzy. Syria jest krajem patriotów, zjednoczonych wobec wspólnego dobra, a to na pewno nie podoba się globalistom. Wojna w tym kraju, wywołana przez zaplecze polityczne Anglosasów, a prowadzona rękoma terrorystów, ma na celu odebranie niezależności tego państwa i przejęcie zasobów gospodarczych, zagrażających polityce USA. Rząd i obywatele Syrii robią wszystko, aby nie podzielić losu Iraku i Libii. Jeżeli wystarczy im sił i determinacji- zwyciężą.

2. Uznałbyś Bashara al- Assada za sojusznika w walce o Cywilizację Łacińską?

Bartosz Bekier:  Jeśli uznać, że koncepcja państwa narodowego w jakimś sensie wynika z ewolucji kultury politycznej w obrębie Cywilizacji Łacińskiej, to odpowiedź musi być twierdząca. My, Europejczycy lubimy oceniać wszystko z perspektywy naszych własnych pojęć i wartości – w tym wypadku w niewielkim tylko przybliżeniu możemy na przykład stwierdzić, że nacjonalizm na Bliskim Wschodzie jest odbiciem, echem naszych europejskich idei. Assad, partia Baas, SSNP itp., to wszystko są echa Europy w świecie arabskim. Nawet granice bliskowschodnich „państw narodowych” kreślili Europejczycy, często w oderwaniu od miejscowych realiów. Relikty tych koncepcji ścierają się obecnie z wielką falą odrodzenia islamskiego, z fanatyzmem religijnym, pasjonarną budową „boskiego porządku” na ziemi i teocentryczną koncepcją państwa. Wyobrażam sobie rozterki moralne tradycjonalistów integralnych, bo przecież nie ulega wątpliwościom, że współczesny baron Ungern-Sternberg zaciągnąłby się niechybnie pod czarne sztandary islamistów. Dzisiaj wśród Arabów to Islam jest żywiołem, to salafizm jest niszczycielską siłą zdolną do burzenia słupów granicznych, wywracania tronów, rozlewania chaosu. Assad jest bez wątpienia nieustraszony, ale pełni raczej funkcję„katechoniczną” – tam gdzie panuje, możliwa jest pokojowa koegzystencja różnych wyznań i konfesji w ramach wspólnoty narodowej. Tam gdzie przegrywa, toczą się głowy „niewiernych”, a nacjonalizm zastępowany jest fundamentalizmem.

Adam Busse: Baszar al-Assad, prezydent Syrii, jest związany z partią „Baas”. Oparta jest ona na ideologii nacjonalizmu arabskiego, różniącego się w wielu względach od nacjonalizmów europejskich. Ideologowie nacjonalizmów w świecie arabskim, m.in. Michel Aflak, Pierre al-Dżumajjil, George Habasz i Antun Sa’adeh, byli chrześcijanami, co wynikało z tego, iż na Bliskim Wschodzie chrześcijanie stanowili znaczącą mniejszość religijną (w Libanie stanowili nawet połowę ludności, wliczając w to maronitów, prawosławnych, grekokatolików i ormiańskich katolików) i będąc kroplą w morzu islamu musieli zorganizować się w siłę polityczną i zidentyfikować swoją tożsamość na Bliskim Wschodzie. Stąd stali się pionierami nacjonalizmu w tym regionie. Ponadto, nacjonalizm arabski jest ideologią opartą na zasadzie świeckości państwa, co gwarantuje swobodę wyznawania i praktykowania różnych religii, których wyznawcy są członkami narodów arabskich (dotyczy to nie tylko chrześcijan i muzułmanów różnych odłamów, ale też wyznawców innych nurtów). Trzeba zwrócić uwagę na to, że Assad jest alawitą, więc w oczach salafickich/wahabickich ekstremistów jest heretykiem. Syryjskiego przywódcę popierają Kościoły Katolickie różnych obrządków, ich hierarchowie zgodnie podkreślają, iż obalenie legalnego rządu syryjskiego i wprowadzenie na jego miejsce władzy Państwa Islamskiego doprowadzi do kompletnej destabilizacji państwa syryjskiego. Uważają, że władze państw Europy Zachodniej są współodpowiedzialne za destabilizację Syrii poprzez wspieranie i uzbrajanie rebeliantów (w tym dżihadystów) oraz dwuznaczną politykę międzynarodową. Odpowiadając na to dość ciekawe pytanie, trzeba przypomnieć słowa Ojca Świętego Benedykta XVI: Syria to przykład tolerancji, koegzystencji i harmonijnych relacji pomiędzy chrześcijanami i muzułmanami. Poza tym poparcie chrześcijan dla stabilizacji Syrii nie jest tylko słowne i modlitewne, wyznawcy Chrystusa organizują własne oddziały ochotnicze, walczą m.in. w szeregach palestyńskiej brygady ochotniczej „Galilea” oraz Armii Obrony Narodowej. Współdziałają z syryjską armią oraz, jak na pograniczu syryjsko – libańskim, z Hezbollahem – libańskim ruchem oporu powstałym w 1982 roku, którego oddziały również bronią chrześcijan przed terrorem Państwa Islamskiego. Stąd uznałbym Baszara al-Assada za sojusznika.

Dawid Kaczmarek: Moim zdaniem, Bashar Al Assad może jak najbardziej zostać uznanym za naszego sojusznika w walce o Cywilizacje Łacińską. Pamiętajmy, że od wybuchu konfliktu w Syrii, Assad w naszych przekazach medialnych był opisywany jako obrońca chrześcijan i gwarant stabilizacji w regionie. I tak było i jest istotnie, w ciągu sześciu lat trwania tego konfliktu dostaliśmy dziesiątki różnych świadectw, pochodzących od ludzi związanych z szeroko rozumianym Kościołem i chrześcijaństwem, potwierdzających, że Syria jako kraj jest wzorem pokojowego współistnienia różnych religii, a ewentualne zwycięstwo „rewolucji” będzie się równało z groźbą popełnienia ludobójstwa na chrześcijanach i ostatecznego wymazania ich dorobku kulturowego z regionu. Kolejne lata tylko pokazały europejskim nacjonalistom że mieli racje angażując się tak mocno po stronie Syrii. Jako przykład takiego zaangażowania, można podać zawiązanie Europejskiego Frontu Solidarności z Syrią. Przeciwko Assadowi, ramię w ramię, stanęła z pozoru „egzotyczna” koalicja państw: szeroko rozumiany Zachód, skompromitowany nieudolnym prowadzeniem swojej polityki w regionie, Stany Zjednoczone będące symbolem imperializmu i neokolonializmu, oraz państwa takie jak Katar, Arabia Saudyjska i Turcja które należą do grona największych światowych eksporterów terroryzmu. Zapytam więc retorycznie: czy to dobre towarzystwo dla europejskich nacjonalistów?Czy wartości będące fundamentami Cywilizacji Łacińskiej znalazłby u nich zrozumienie i poparcie? Wierzę, że odpowiedź dla wszystkich będzie w tym momencie jasna.

Ponadto Syria jest częścią Osi Oporu, której państwa prowadzą politykę przeciwko izraelskim i amerykańskim wpływom w rejonie Bliskiego Wschodu. Tak więc zwycięstwo Syrii to zwycięstwo całej Osi. A walka tych państw, co prawda prowadzona w odległym od nas rejonie jest też naszą walką, a ich zwycięstwo także naszym.

Tomasz Kostyła: Uważam pana prezydenta Assada nie tyle za sojusznika, ale za twórcę zrębów cywilizacji łacińskiej w Syrii, albowiem rządy jego i jego ojca nadały Syrii charakter narodowy, wytwarzając u Syryjczyków poczucie wspólnoty oraz odpowiedzialności. Patriotyzm, tradycja, wolność, własność- to co obecnie umiera w Europie od czasów II Soboru Watykańskiego- w Syrii stanowiło i stanowi potencjał egzystencji duchowej oraz materialnej.

3. Jak oceniasz wsparcie Rosji dla państwa syryjskiego?

Bartosz Bekier: Znaczenie wsparcia ze strony Rosji, która wysłała do Syrii lotnictwo i siły specjalne, a także Iranu zaangażowanego w tę wojnę m. in. za pośrednictwem Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, czy zbrojnego skrzydła Hezbollahu, od strony technicznej można w pewnym uproszczeniu przyrównać do udziału Legionu Condor i Corpo Truppe Volontarie w hiszpańskiej wojnie domowej. Jak wiemy z historii, dla gen. Franco było to wsparcie nie do przecenienia i można je zaliczyć do jednego z głównych czynników rozstrzygających losy tamtej wojny – wsparcie Sowietów dla sił republikańskich okazało się niewystarczające. Rosjanie pojawili się w Syrii niemalże w ostatniej chwili. Sytuacja armii rządowej wziętej w kleszcze przez Państwo Islamskie i tzw. umiarkowanych terrorystów opłacanych przez Zachód, była wówczas bardzo zła i dopiero wsparcie Damaszku przez sojuszników pozwoliło opanować sytuację, dokonać rekonkwisty dużej części terytoriów i odnieść wiele kluczowych zwycięstw. Syryjska Armia Arabska jest wyraźnie wyczerpana sześcioma latami nieustannej wojny, w związku z czym obecny poziom wsparcia nie jest wystarczający, ażeby Baszar al-Assad mógł odnieść szybkie, rozstrzygające zwycięstwo w dającym się przewidzieć czasie. Jego sytuacja jest jednak stabilna, jeśli nie brać pod uwagę coraz niebezpieczniejszych posunięć Stanów Zjednoczonych. Ciekawym aspektem obecności rosyjskiej jest jej „nieobecność” względem agresywnych poczynań Izraela. Dużo mówiono o rozmieszczeniu w Syrii rosyjskich zestawów przeciwlotniczych S300 i S400, gdy tymczasem izraelskie lotnictwo regularnie dokonuje nalotów na cele wojskowe znajdujące się w głębi syryjskiego terytorium, a także bezpośrednio sąsiadujące ze stolicą. Potencjalne rozwiązania tej zagadki są dwa: albo to najgorsze zestawy przeciwlotnicze na świecie, albo Rosjanom za bardzo zależy na poprawnych relacjach z Tel-Awiwem, aby reagować na agresywne poczynania jednego z sąsiadów Syrii, który tradycyjnie może zbombardować kogo chce i kiedy chce. Niemrawość reakcji rosyjskich na działania państw trzecich, jak chociażby niedawny ostrzał rządowego lotniska przez 59 amerykańskich rakiet tomahawk, można tłumaczyć również słabością Moskwy. Rzecznik Kremla stwierdził jednoznacznie, iż w kwestii interwencji amerykańskich w Syrii Rosja nie kreśli żadnych „czerwonych linii” i nie zamierza podejmować walki z siłami Waszyngtonu operującymi przeciwko ich sojusznikowi w Damaszku. Oznacza to tyle, że Rosja nie jest supermocarstwem, a do podjęcia równorzędnej rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi ma po prostu „za krótkie ręce”. To zła wiadomość dla Syrii, bo Trump pokazał jasno, iż powtórka z Iraku i Libii jest teoretycznie możliwa, a wszystko zależy tylko od woli politycznej w Waszyngtonie.

Adam Busse: Rosyjskie siły powietrzne od 2015 roku przeprowadziły szereg uderzeń lotniczych na cele kontrolowane przez rebeliantów z FSA, Dżabhat an-Nusra oraz ISIS. Rosyjskie lotnictwo skutecznie nadwątliło infrastrukturę islamistów w okolicach miast Ar-Rakka (stolicy Państwa Islamskiego), Hamy, Homs, Aleppo i Idlib. Celami ataków były składy amunicji, konwoje z bronią i paliwem, obozy treningowe i centra dowodzenia. Działania Moskwy były obliczone na stworzenie odpowiedniego gruntu pod dalsze działania syryjskich sił rządowych oraz ich sojuszników, tj. Iranu i Hezbollahu. W efekcie zwiększyła się również możliwość zaangażowania się Iranu w konflikt po stronie syryjskiego rządu, zarówno przez wysyłanie instruktorów wojskowych, sprzętu, ograniczonych sił własnych, jak i wspieranie milicji szyickich oraz oddziałów Hezbollahu. O skali wsparcia Teheranu świadczyło m.in. wysłanie liczącego ok. 1000 żołnierzy elitarnego Korpusu Strażników Rewolucji.

Trzeba jednak pamiętać, że wsparcie Rosji jest niewystarczające dla syryjskiego rządu. W maju 2013 roku Siergiej Riabkow, przedstawiciel rosyjskiego MSZ, podał publicznie informację o planach przekazania systemu antyrakietowego S-300 syryjskiemu rządowi, zaznaczając, że jego zastosowanie byłoby możliwe jedynie w wypadku zewnętrznej interwencji zbrojnej. Kilka miesięcy później, we wrześniu 2013 roku Putin oświadczył, że dostawa zostanie zawieszona, a samo działanie miało jedynie na celu nastraszyć USA i innych popleczników syryjskiej opozycji. W 2015 roku Kreml ogłosił gotowość dostarczenia Arabii Saudyjskiej (a więc jednemu z protektorów antyrządowej rebelii) systemu rakietowego „Iskander”, co zbiegło się w międzyczasie ze wzmożeniem ataków saudyjskich na północny Jemen. Poza tym Rosja rozgrywa własną partię interesów na Bliskim Wschodzie.

Dawid Kaczmarek: Zanim zajmiemy się właściwą odpowiedzią na to pytanie, warto będzie w tym miejscu mocno i wyraźnie zaznaczyć pewien fakt, prawidłowość w stosunkach międzynarodowych, która ma fundamentalne znaczenie dla omawianego przez nas tematu, a która nie do końca przyjęła się w świadomości społecznej. Żaden z wielkich graczy, biorących udział w wojnie w Syrii, czy to Rosja, USA, Izrael, Katar a nawet Iran, nie robi tego od tak z dobrego serca, czy domniemanej bliskości ideologicznej (która co najwyżej funkcjonuje w głowach i wyobraźni niezbyt wprawnych komentatorów). Walka w Syrii, w każdym aspekcie, to walka o wpływy, lokalne i globalne i to właśnie na tym polega największa tragedia tego kraju.

I to samo, co zupełnie oczywiste, dotyczy także rosyjskiego wsparcia dla Syrii. Trzeba przyznać, że interwencje w Syrii, Putin zaplanował w sposób idealny, zarówno pod względem propagandowym i politycznym, ale przede wszystkim dyplomatycznym. Rosja wzmocniła swoje wpływy na Bliskim Wschodzie uderzając tym samym w Stany Zjednoczone. Dzięki wsparciu sił Assada, przyczyniła się do pewnego ustabilizowania sytuacji w tym kraju, robiąc to co w żadnym stopniu nie udało się Zachodowi, zyskując tym samym możliwość oddziaływania na przyszły proces pokojowy (przykładem mogą być między innymi rozmowy pokojowe w Astanie czy prace nad nową syryjską konstytucją). Dzięki Syrii, Rosja niejako wydostała się z izolacji międzynarodowej, ponieważ w tym momencie bez współpracy z jej wojskami, międzynarodowa koalicja przeciwko ISIS przestaje mieć sens. Dostrzegł to Trump, stąd ta gra na reset w relacjach rosyjsko- amerykańskich, jednak z uwagi na to że strefy w których wpływy tych dwóch mocarstw się przecinają są ze sobą wzajemnie powiązane, Rosja będzie dalej wykorzystywać słabość administracji Donalda Trumpa i problemy wewnętrzne Stanów Zjednoczonych i grać na przedłużenie tego konfliktu chcąc z niego wyciągnąć tyle korzyści dla siebie ile to będzie tylko możliwe. Postać Assada jest w temacie powodzenia ich planów zupełnie bez znaczenia.

Jednak porównując wsparcie rosyjskie dla Syrii, z zaangażowaniem krajów zachodnich w przebieg tego konfliktu, trzeba będzie uznać je obiektywnie za pozytywne. Musimy pamiętać, że rosyjskie jednostki działają na terenie Syrii legalnie (to znaczy są tam na zaproszenie rządu w Damaszku), a Rosja wsparła siły wierne prezydentowi Basharowi Al Assadowi, w chwili gdy jego panowanie chyliło się już ku końcowi. Nie wiele brakowało do powtórki scenariusza libijskiego i za to że nie byliśmy świadkami kolejnych bestialstw, podziękowania należą się Putinowi. Trzeba pamiętać, że gdyby nie wsparcie Rosji, niemożliwe by było wyzwolenie Aleppo i odbicie starożytnej Palmiry. I na koniec należy przypomnieć, że Rosjanie zrobili do tej pory dla zwykłych Syryjczyków więcej niż jakakolwiek inne zachodnie organizacje czy rządy, rozwijając szeroką sieć pomocy humanitarnej na terenach kontrolowanych przez Syryjską Armię Arabską (Aleppo, Damaszek, Latakia- ponad sześć ton pakietów humanitarnych i są dane jedynie z początków interwencji). W Aleppo rosyjscy wojskowi pomagali w przywróceniu opieki medycznej i zaopatrzenia w czystą wodę pitną. Nie ulega wątpliwości, że Putin dołączając do Assada w krytycznym dla niego momencie, złamał globalistyczny plan o nazwie „Arabska Wiosna” co trzeba docenić i także z naszej perspektywy ocenić jednoznacznie pozytywnie.

Tomasz Kostyła: W walce o zachowanie chrześcijańskiego dziedzictwa i tożsamości, takie wsparcie jest bardzo ważne. Syria, to kraj chrześcijański i muzułmański, gdzie ludzi łączy poczucie narodowe. To kraj, który w obliczu tak wielu wrogów był zagrożony rozpadem i prześladowaniami. Dzięki wsparciu rosyjskiemu, dzięki ochotnikom z Libanu, Iranu, szala tej długiej wojny przechyla się na stronę narodu syryjskiego. jest realna szansa, ze przy wsparciu rosyjskich sojuszników powróci normalność. Tego życzę narodowi syryjskiemu.

Za: http://3droga.pl/idea/ankieta-3droga-pl-nacjonalisci-o-wojnie-w-syrii-bekier-busse-kaczmarek-kostyla/

Data publikacji: 18.04.2017

Tags : , , , ,

Komentowanie zamknięte.