Najnowsze

Opublikowano Grudzień 22, 2013 Przez a303 W Polska

Animex koniem trojańskim? Henryk Pająk

Fragment książki Henryka Pająka pt: „Rytualna zemsta na „kolebce” Solidarności 1981-2011″. Lektura obowiązkowa do przeczytania. Poniższy fragment prosimy kopiować i rozpowszechniać.

aNa mieszkańców Rawy Mazowieckiej padł blady strach – likwidują Zakłady Mięsne „Rawa” S.A.! Taka wiadomość obiegła lotem błyskawicy całe miasto z przyległościami akurat na jeden dzień przed przyjazdem do rawskiego grodu premiera RP Jerzego Buzka.

Ta zbieżność wydarzeń to przypadek, czy też hiobowa wieść; została celowo ogłoszona przed wizytą szefa polskiego rządu – zastanawiają się pracow­nicy zakładów oraz pozostali rawianie. Zakłady w Rawie Mazowieckiej to firma, która pośrednio lub bezpośrednio daje pracę aż 1.200 pracownikom. Skutek będzie taki, że stracą ludzie, miasto i cały region. Będzie można zapomnieć o rozwoju miasta, liczba bezrobotnych skoczy do ponad 20 procent, pojawią się typowe problemy podupadającego miasta – spadek wartości nieruchomości, zastój w handlu i usługach. Dlatego bardzo wielu czyni wszystko, aby jeszcze bardziej wielu rawian nie musiało wnet ustawiać się w bardzo długą kolejkę po żenująco skromne państwowe datki dla biednych.

Historia stara i nowa

Gdy w latach siedemdziesiątych zaczęto za amerykańską pożyczkę budować zakłady mięsne w Rawie Mazowieckiej (pożyczkę spłacono doskonałymi, polskimi szynkami), nikt nie zastanawiał się nad rynkami zbytu – ZSRS brał wszystko, a im więcej brał, tym dłuższe kolejki każdego dnia ustawiały się przed sklepami mięsnymi. Dla przypomnienia, zwłaszcza młodym, dodam, że już w przeddzień otwarcia sklepu przed drzwiami ustawiała się kolejka, złożona naj­częściej z babć i dziadków, i tak całą noc oczekiwano na dworze, aż następnego dnia coś „rzucą na sklep”. Tylko nieszeregowi partyjni, aparat przymusu, nie stali w zimnie – ci „nadludzie” mieli swoje sklepy, a jeśli nie mieli sklepów, to mieli tzw. układy. To już wystarczało. Tak więc od połowy lat siedemdziesiątych Rawa Mazowiecka z każdym rokiem rozkwitała, a okoliczni rolnicy – potomkowie Boryny z łowickiej ziemi, żyli najczęściej z hodowli świń.

Wszystko powoli zaczęło się kończyć na początku lat dziewięćdzie­siątych. Wnet okazało się, że tak naprawdę przez wszystkie poprzednie lata nie powinno brakować w Polsce mięsa i jego przetworów – w sklepach było go w dostatecznej ilości. Tymczasem zakłady mięsne w całej Polsce zaczęły mieć problemy ze zbytem swych wyrobów. Zaczęła się nakręcać spirala ostrej konku­rencji – odpadały kolejne, tradycyjne rynki, a w drugiej połowie 1998 r. kryzys w Rosji po kolei dobijał zwłaszcza te zakłady, które znaczną część swojej produkcji eksportowały na jego rynki.

Rawskie Zakłady Mięsne zostały w 1998 roku odkupione od NFI przez Animex za sumę 527 tysięcy złotych plus zobowiązania wynoszące około 6 milionów złotych. Działania Animeksu w latach 1997-98 zmierzały do zajęcia 20 procent rynku krajowego oraz eksportu do UE, Rosji i pozostałych krajów. Plany były ambitne. Tymczasem już w połowie 1998 roku kryzys rosyjski sprawił, że na rynkach mięsnych zrobiło się niezwykle ciasno. Dzisiaj wielu zastanawia się, czy możliwe było uniknięcie tak trudnej sytuacji, w której znalazł się Animex. Wcho­dzące w skład Animeksu dziesięć zakładów mięsnych siłą rzeczy zaczęło konkurować między sobą, gdyż ciasny rynek wymuszał niejako te samobójcze praktyki. Dlatego widoczny był brak spójnej polityki handlowej i produkcyjnej zakładów mięsnych i drobiarskich wchodzących w skład grupy Animex.

Ta znana firma, mająca swoje rynki, znaki towarowe i uznanie, traciła siły, dodatkowo szarpana przez wewnętrzne, co najmniej dwuznaczne posunięcia niektórych swoich ludzi. Na początku 1999 roku w mediach bardzo głośna była sprawa Marka Gurdziela i Huberta Gierowskiego.

Faktem jest, że niektórzy zarobili większe lub mniejsze pieniądze, zarobił oczywiście także skarb państwa, tylko że renomowana firma przeszła w ręce ame­rykańskiej firmy mięsnej Smithfield Foods Inc. Dzisiaj o rawskich zakładach można powiedzieć, że dalej należą do Animeksu, tylko że ta firma w 75 procentach jest w rękach gigantycznej amerykańskiej wyżej wspomnianej firmy mięsnej. A jeszcze dokładniej – los ponad tysiąc pracowników jest w rękach jednego czło­wieka – Josepha Lutera.

Sterowanie wirtualne

Kim jest ten niemalże wirtualny człowiek, który trzyma w ręku los 20-tysięcznego miasteczka w środkowej Polsce? Jest synem założyciela Smith Food’s Inc. Przed laty stworzył zintegrowany system „od hodowli po bekon”. Pomagał w wyhodowaniu świń o wysokiej mięsności i bardzo dużym odtłuszczeniu. Jest właścicielem szeregu zakładów w USA oraz w Europie. Jednym słowem – jest cesarzem w stworzonym przez siebie i przodków imperium wieprzowiny. Jego firmy mięsne są silnie atakowane przez lobby ochrony środowiska oraz przez organizacje ochrony zwierząt. Naturalnie, powstaje tutaj pytanie kiero­wane także do polskiego rządu, czy trzeba w Polsce realizować obozową produkcję wieprzowiny, jak chce tego właściciel firmy Smithfield, czy też należy zachować aktualny stan rzeczy. Propozycja pana B nie satysfakcjonuje ani polskich rolników, ani konsumentów.

Jak potoczą się losy zakładów mięsnych w Rawie Mazowieckiej? Pewnie decy­dować będą cyfry, które ukażą się na jego komputerze. Chociaż niekoniecznie tak musi być, ale na razie proszono mnie o dyskrecję.

Zakład w Rawie jest w miarę nowoczesny, doinwestowywany, ma ponownie certyfikaty upoważniające do eksportu swoich wyrobów na rynki UE i USA. Niestety, w ubiegłym roku zanotował straty wynoszące około 16,7 milionów złotych przy 180 milionach złotych wpływów ze sprzedaży. Jednak możliwości produkcyjne tego zakładu wykorzystywane są zaledwie w 40 procentach. Dlaczego wygenerował straty? Czy koniecznie tak musiało być? – zastanawia się wielu.

Aktualny przewodniczący rady nadzorczej Animex S.A. Richard J. M. Poulson w liście zamieszczonym w czwartym numerze pisma Grupy Animex z marca 2000 roku pisze między innymi: „(…) Jakość jest jednym z naszych NAJWAŻNIEJSZYCH PRIORYTETÓW, drugim jest efektywność kosztów. Minęły już czasy, gdy zakłady mięsne w Polsce mogły sprzedać wszystko, i to z zyskiem. Teraz musimy walczyć o każdego klienta i o każdy punkt procentowy w rynku. Jesteśmy na to przygotowani, a ci, którzy są przygotowani, zwyciężają. (…)

Pragnąłbym również skorzystać z okazji i podzielić się informacją na temat naszych wysiłków zmierzających do skłonienia polskiego rządu do egzekwowa­nia istniejących polskich przepisów prawnych i zamknięcia nielegalnych, nie kontrolowanych zakładów mięsnych. Operują one na czarnym rynku, łamiąc bądź lekceważąc przepisy weterynaryjne i sanitarne w celu uzyskania nieuczciwych korzyści cenowych w stosunku do nas i innych legalnych zakła­dów w Polsce. Przestrzegamy prawa i ponosimy koszty, by sprostać wymogom sanitarnym nałożonym przez prawo, chroniące polskiego konsumenta. Po dłu­gotrwałych wysiłkach wydaje się, że rząd będzie teraz gotów wysłuchać nas i żądań Unii Europejskiej i odpowiednio na nie zareagować. To dobry znak. Jeżeli rządowi uda się wyegzekwować istniejące przepisy prawne, konce­sjonowane i kontrolowane zakłady mięsne, takie jak Animex (i nasi konkurenci) uzyskają większy udział w rynku, a Polacy przestaną być narażeni na niezdrowe i niebezpieczne wyroby mięsne znajdujące się na półkach sklepowych. Klienci doceniają nasze produkty – wysokiej jakości, bezpieczne i dobrze wyeksponowane. Nic z tego nie stanie się automatycznie,

Ocalić zakłady mięsne, ocalić Rawę

Do obu działających w zakładzie związków zawodowych 12 lipca 2000 roku wpłynęło pismo od prezesa zarządu Rawskich Zakładów Mięsnych „Rawa” S.A., dotyczące zawiadomienia o zamiarze grupowego zwolnienia. W uzasadnieniu czytamy: „W związku z niezwykle trudną sytuacją w przemyśle mięsnym, wyjąt­kowo trudną kondycją finansową naszej spółki oraz brakiem możliwości dalszego finansowania jej działalności, zostały podjęte działania zmierzające do jej rozwią­zania i rozpoczęcia procesu likwidacji”.

W związkach zawodowych zawrzało. Raczej spodziewano się, że będą usiłowania wprowadzenia procesu naprawczego, albo inne działania zmierzające do rozsądnego ratowania miejsc pracy. Tymczasem likwidacja spadła na nich jak grom z jasnego nieba.

Gdy przyjechałem do „Rawy”, trwała narada połączonych sił związkowych. Ludzie z „Solidarności” i Związku Zawodowego Przemysłu Mięsnego i Spożywczego przy Rawskich Zakładach Mięsnych od 12 lipca usiłują zainteresować parlamentarzystów i najwyższe władze państwowe, poli­tyczne, samorządowe i wszystkich, którzy mogliby nawet w najmniejszym stopniu pomóc w ocaleniu zakładu.

Na wspomnianym spotkaniu z mieszkańcami Rawy Mazowieckiej premier RP Jerzy Buzek powiedział: „Jeśli u was pojawił się taki problem, trzeba natychmiast podjąć działanie, przeciwdziałać skutkom tych decyzji, gdyby się one miały sprawdzić. Natomiast mogę Państwa zapewnić, że zrobimy wszystko, aby ograniczyć skalę tych proponowanych zwolnień. Być może uda się ich w dużym stopniu uniknąć. Tyle Państwu mogę obiecać, bo nie chcę mówić więcej” (za „Gazetą Rawską” z 21 lipca br.). Władze miasta już uczyniły wobec „Rawy” gest godny uwagi rozsądnych biznesmenów, chociaż różnie oceniany, bo taka uległość nie popłaca. Otóż padła propozycja, że miasto na okres czterech lat zwalnia zakłady z podatku od nieruchomości. Dzisiaj zakłady płacą 800 tysięcy złotych, tj. około 20 procent dochodów miasta. Druga propozycja dotyczy zredukowania o połowę ceny za odprowadzane ścieki. Dotych­czas miasto otrzymywało z tego tytułu 1.200 tysięcy złotych. Łatwo policzyć, jak poważne ulgi może zastosować miasto, gdyby Animex oraz Zarząd „Rawy” starali się utrzymać produkcję poprzez wprowadzenie programu naprawczego, albo sprzedanie zakładu w istniejącym stanie.

Związkowcy poinformowali mnie, że z inicjatywy „Solidarności” RI w Łodzi powstał Komitet Obrony Zakładów Mięsnych. W jego skład wchodzą oba związki, „Solidarność” Ziemi Łódzkiej, „Samoobrona”, ZKiOR, Łowickie Stowarzyszenie Hodowców Trzody Chlewnej „Maużyce” oraz jeszcze inne podmioty. Szefem tego ratunkowego komitetu jest Tadeusz Dąbrowski.

Prezes był na urlopie

Chciałem podczas mojej obecności w Rawie porozmawiać z kimś z zarządu. Na drugim piętrze biurowca rozlokowane są biura. Zresztą nietrudno poznać – do połysku wypucowane schody, miękkie wykładziny, biura urządzone w stylu zachodnim. Przed kontuarem stał starszy pan. Przedstawiłem się. Okazało się, że przede mną stał członek Zarządu RZM „Rawa” S.A. Wacław Glaza. Oświadczył, że nie może ze mną rozmawiać, gdyż do kontaktów z prasą upoważniony jest tylko sam prezes. Podczas naszej rozmowy z sąsiedniego gabinetu wyszedł starszy pan o ascetycznym wyrazie twarzy. Stał w drzwiach i milcząc przysłuchiwał się naszej krótkiej rozmowie. Poszedłem piętro wyżej.

Tam już nie było gabinetów przypominających zachodnie biura – zewsząd wyzierał siermiężny socjalizm. Dalej rozmawiałem ze związkowcami. Mówili mi o tym, że nie było żadnych symulacji, co będzie działo się w mieście, gdy tyle ludzi zostanie bez pracy. Było więcej pytań niż odpowiedzi. Tragiczna sytuacja w rawskich zakładach wywodzi się z wielu wątków, których początki niekoniecznie tkwią tylko w rozgrywkach giełdowych. Nieskrywane zapędy amerykańskiej firmy, zmierzające do przejęcia polskich mocy produkcyjnych w przemyśle mięsnym, stają się faktem. Usiłowanie rozpoczęcia w naszym kraju produk­cji (nie hodowli) trzody chlewnej w wydaniu znanym amerykańskim obrońcom praw zwierząt może być odbierane jako zamach na tysiące polskich gospodarstw rodzinnych, które według zapisów konstytucyjnych mają tworzyć podstawę pol­skiej gospodarki rolnej.

Gdy pisałem niniejsze słowa, zadzwonił mój kuzyn z Wiednia. Zapytał, o czym piszę. Powiedziałem. A on po chwili milczenia powiedział tak:

– Właściciel niewielkiego sklepu mięsnego w mojej dzielnicy, gdy tylko przywiozą polską szynkę, odkładają dla stałych klientów, także dla mnie. Powiada, że polska szynka nie śmierdzi rybami i czymś innym, nieprzy­jemnym.

Henryk Pająk

Książkę można nabyć w Wydawnictwie RETRO pod numerem telefonu: 81 50 30 616

Tags : , , , ,

Komentowanie zamknięte.