Najnowsze

Opublikowano Marzec 17, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

Andrzej Owsiński – Jubileusz GUS

Źródło: http://owsinski.nowyekran.pl/post/89955,jubileusz-gus

Data publikacji: 16.03.2013

ow1

GUS ogłosił bogaty program uroczystości związanych z przypadającym w tym roku dziewięćdziesięciopięcioleciem istnienia tej instytucji.

GUS ogłosił bogaty program uroczystości związanych z przypadającym w tym roku  dziewięćdziesięciopięcioleciem istnienia tej instytucji. Można wprawdzie stwierdzić bez trudu, że obecny GUS ma się tak do ówczesnego jak „III Rzeczpospolita” do przedwojennej zwanej bezprawnie „II Rzeczpospolitą”.

Podobnie jak cała obecna państwowość obecny GUS stanowi kontynuację wydania peerelowskiego będącego w większym stopniu organem propagandy aniżeli rzeczywistej informacji, a nie GUS’u przedwojennego.

Wyrazem tego jest sztandarowa i najbardziej popularna pozycja wydawnictwa GUS, czyli Mały Rocznik Statystyczny. Przedwojenny zawierał czterysta kilkadziesiąt stron i kosztował 1 zł. obecny wprawdzie ma ponad sześćset stron, ale kosztuje trzydzieści razy więcej. Posługując się miarą statystyczną przy przeciętnym wzroście cen o około 10 razy jest to osiągnięcie niebywałe w obdzieraniu naszych kieszeni. Ale mniejsza z ceną, istotna jest zawartość,

W przedwojennym roczniku mogliśmy wyczytać nie tylko ile zarabiamy, ale także, jaki jest poziom cen w Polsce i w innych krajach, a nawet ile zarabia minister i inni urzędnicy czy wojskowi i wiele innych informacji rzeczowych. Współcześnie najwięcej uwagi poświęca się na zestawianie wskaźników i opisy metodologiczne, za to w dwóch językach.

Tego rodzaju publikacja jak Mały Rocznik jest przeznaczona dla powszechnych odbiorców, a nie wąskich specjalistów i te wszystkie dodatki można sobie darować, lepiej miejsce przeznaczyć na rzeczywiście rzetelne informacje jak się nam żyje w porównaniu z innymi krajami oraz fakty a nie wskaźniki.

Oczywiście jest to typowe dziedzictwo PRL a właściwie komunistycznej propagandy, w której chwalono się głównie wskaźnikami przyrostu, a nie faktami, które jak wiadomo były głównie „przeciwko”, a potrafiono je także po prostu fałszować. Sam przypadkowo trafiłem na to przy okazji prac nad programem rozwojowym gospodarkirybnej, potrzebowałem do tego celu informacji o artykułach komplementarnych, a szczególnie danych dotyczących mleka i mięsa. GUS wówczas informował nas, że spożycie mięsa w Polsce wynosi przeciętnie 70 kg na mieszkańca / późny Gierek/, a w tym emeryci 80 kg /sic!/. Nie dowierzając tym danym zwróciłem się do GUS’u o wyjaśnienie i otrzymałem odpowiedź, że dane w odniesieniu do mięsa uzyskują z Komisji Planowania, w której z kolei wyjaśniono, że dane w tym przedmiocie ustala KC. Naciśnięty przeze mnie naczelnik wydziału w Komisji Planowania przekazał mi rzeczywiste informacje, z których wynikało, że faktyczne spożycie mięsa w Polsce wynosi około 47 kg na mieszkańca rocznie, co odpowiadało w przybliżeniu wprowadzonym wkrótce kartkom żywnościowym na mięso o przydziale dla przeciętnego Polaka 3 kg. miesięcznie. Można uwierzyć, że pozostałe 11 kg. w skali rocznej pochodzą z pokątnej sprzedaży i innych źródeł. Gdybyśmy uwierzyli GUS’owi to z pozostałych źródeł musiałoby pochodzić 35 kg., czyli drugie tyle, co na kartki. Jest to oczywiście niemożliwe mając na względzie jak zawzięcie ścigano kobieciny handlujące „cielęcinką” pomijając już sprawę możliwości technicznych pokątnego obrotu na taką skalę.

Udzielona informacja była „zdradą tajemnicy państwowej”, za co groziła surowa kara, nic dziwnego, że jej autor zjawił się niebawem z prośbą o zwrot wszystkiego, co tylko było na piśmie w tej sprawie i zapomnienie, że kiedykolwiek była poruszana.

Mając na względzie doświadczenie z mięsem postanowiłem sprawdzić wyrywkowo i inne informacje GUS’u jak choćby mleko, którego produkcję określano na 16 mld. litrów rocznie przy skupie niecałych 11 mld. litrów, co wprawdzie niezbyt wiarygodne, ale zawsze można zwalić na „wewnętrzne użycie u producentów”. Gorzej natomiast wyszło ze stalą, w której w bilansie zużycia zabrakło 5 mln ton, czyli jednej czwartej całej produkcji. Można było domyśleć się, że pochłonął je przemysł zbrojeniowy, którego produkcji nie można było ujawnić w statystyce.

W fabrykowaniu „statystyki” ma więc GUS bogate doświadczenia z PRL.

Ponadto warto przypomnieć, że Mały Rocznik Statystyczny przed wojną ukazywał się już w czerwcu, a nie tak jak bodajże w sierpniu i to pomimo niebotycznej różnicy w dyspozycyjnych środkach technicznych i kolosalnym wzroście zatrudnienia w służbie statystycznej.

Skostniałe i schematyczne wydawnictwa GUS domagają się gruntownej reorganizacji, a przede wszystkim zerwania z kontynuacją odziedziczonej po PRL roli posłusznego narzędzia w ręku władców „III Rzeczpospolitej”, którzy jak wszyscy władcy lubią tylko dobre dla nich wiadomości.

Od prawie 9 lat tkwimy w UE i mamy prawo wiedzieć jak wyglądają realia życia w różnych częściach tej zbiorowości. Mógłby, zatem GUS zamiast podawania wskaźników naszego udziału czy rozwoju, które przeciętnemu odbiorcy nic nie mówią, przedstawić tabele porównawcze cen i dochodów w poszczególnych krajach członkowskich, obciążeń podatkowych i innych, warunków życia, pomocy społecznej itd.

Tylko że zachodzi obawa, że ujawnienie tych danych obnaży całą nędzę naszego bytowania i, co dla władców „III Rzeczpospolitej” najgorsze, ich pazerność w obdzieraniu własnych obywateli, a raczej bardziej poddanych niż pełnoprawnych obywateli.

Komentowanie zamknięte.