Najnowsze

Opublikowano Kwiecień 8, 2013 Przez Jan W Stop Syjonizmowi

Andrzej Owsiński – Galwanizowanie lewicy

Za: http://owsinski.nowyekran.pl/post/90556,galwanizowanie-lewicy

Data publikacji: 7.04.2013

gal1

 

Galwanizowanie lewicy

Tradycyjna lewica polityczna wywodzi się z ruchów społecznych walczących o poprawę bytu ludzi najuboższych, w miarę rozwoju przemysłu dominującą rolę w tej warstwie społecznej zaczęli odgrywać robotnicy fabryczni, wyzyskiwani i słabo uposażeni.

 

Z takiej okazji skorzystali zawodowi burzyciele świata z Marksem i Engelsem na czele, którzy „walkę klasową” uczynili najważniejszym elementem historii ludzkości.

Na przełomie XIX i XX wieku marksizm stał się monopolistą w ruchach robotniczych spychając na margines niezależne organizacje szukające innej niż zabójcza walka klasowa drogi rozwiązania problemu właściwego usytuowania w społeczeństwie ludzi żyjących z najemnej pracy.

Ustrój parlamentarny umożliwił stworzenie partii politycznych, które korzystając z dobrodziejstwa wolności głoszenia poglądów i atrakcyjności haseł rewolucyjnych zbudowały silny ruch lewicowy. Oparły się temu jedynie kraje anglosaskie, w których nigdy lewica marksistowska nie nabrała większego znaczenia, co chyba było rezultatem tradycyjnego podkreślania indywidualnej roli człowieka w społeczeństwie.

Hasło bezwzględnej walki klasowej stało się powodem największych nieszczęść, jakie spotkała ludzkość w XX wieku, a przyczyną tego było samo założenie totalnego zniszczenia wszystkiego, co nie jest podporządkowane jednopartyjnej władzy. Z tego czerpali zarówno bolszewicy jak i naziści.

Mimo tych doświadczeń partie marksistowskie funkcjonują po dzień dzisiejszy, tylko że wyczerpały już swój bojowy animusz i pokutują w bolszewickim wydaniu jedynie na peryferiach świata jak Kuba czy północna Korea.

W świecie cywilizowanym przeszły na konformizm i w ten sposób same pozbawiły się siły przebojowej. W tej sytuacji zaczęły szukać wsparcia w różnych dewiacjach społecznych udzielając im reprezentacji parlamentarnej i licząc, że przy postępującym rozkładzie społeczeństwa będą miały szanse na przetrwanie, a nawet dostęp do władzy.

W takiej sytuacji znalazła się polska lewica parlamentarna, która będąc spadkobierczynią partii typu bolszewickiego, jaką była PZPR nie zerwała z tą haniebną przeszłością i nie odwołała się do dziedzictwa niepodległościowej PPS, ale do antypolskiej SDKPiL przyjmując zmodyfikowaną jej nazwę.

Nie pomogły jej nawet głębokie rozczarowania, jakie przyniosły za sobą rządy „liberalnych” partnerów, które umożliwiły usadowienie się na stołkach władzy.

Obecna pozycja polskiej lewicy parlamentarnej jest marginalna i grozi dalszą obniżką notowań. Stąd z jednej strony poszukiwanie wsparcia w nihilistycznych ugrupowaniach, a z drugiej odwoływanie się do resentymentów z czasów PRL.

Do tego ostatniego odnosi się próba już nie rehabilitacji, ale nawet gloryfikacji Gierka. Może w ten sposób uda się zdobyć trochę głosów sfrustrowanych emerytów, którym wydaje się, że za Gierka było lepiej choćby z tego powodu, że byli wtedy młodsi.

 

Dziesięciolecie władzy Gierka powinno doczekać się równie gruntownej analizy we wszystkich aspektach podobnie jak i historia całego PRL.

Wymaga to zweryfikowania całej dokumentacji i sięgnięcia do najtajniejszych archiwów nie tylko polskich, ale przede wszystkim sowieckich, niemieckich i innych.

Sam wybór Gierka na następcę Gomułki stanowi pewną tajemnicę. Nie po to Sowieci obalali Gomułkę żeby sprawę następstwa puścić na żywioł. W chwili obalania Gomułki jego następstwo było już zdecydowane.

Zapewne Breżniewowi i jego otoczeniu bardziej odpowiadałby Kruczek lub ktoś temu podobny, ale czasy były takie, że trzeba było szukać innych rozwiązań. Przypominało to desygnowanie na urząd premiera Cyrankiewicza po wchłonięciu PPS przez PPR, czyli utworzeniu PZPR. Stalinowi zapewne bardziej odpowiadałby ortodoksyjny bolszewik, ale gra o jednolitofrontowy kształt lewicy, czyli zawładnięcie socjaldemokracji na zachodzie Europy wskazywała na celowość obsadzenia tego urzędu przez byłego członka PPS.

Początek lat siedemdziesiątych, „detente” i chęć wydobycia z zachodu wszystkiego, co się dało wskazywało na Gierka, który ponadto nie mógł mieć takich ambicji politycznych jak Gomułka, nie mówiąc o tym, że zgodził się na aniołów, a raczej diabłów „stróży” w postaci Jaroszewicza i Jaruzelskiego.

Gierek wypełnił swoją rolę przez przepompowanie za pośrednictwem Polski kapitału i technologii, a po wypełnieniu tej misji, kiedy okazało się, że koszyk jest już pusty po prostu pozbyto się go.

Przez Polskę w dobie rządów Gierka przeszło 100 mld. dolarów kredytu, z czego około trzydziestu miliardów, lub jak twierdzą niektórzy znacznie więcej pozostało niespłaconych i Polska musiała ogłosić niewypłacalność.

Złożyło się na taki stan rzeczywiście niewydolność socjalistycznej gospodarki, ale też w znacznej mierze zamienianie dolarów na sowieckie ruble.

Takim klasycznym przykładem był polski przemysł stoczniowy, o czym mogłem przekonać się osobiście. Tak się bowiem złożyło, że równolegle z przyjściem Gierka zostało zmienione kierownictwo ministerstwa żeglugi i nowy minister Szopa postanowił zdynamizować gospodarkę morską po zastoju w jaki wprowadził ją pupil Cyrankiewicza –Burakiewicz. W związku z tym zostałem wydobyty z zacisza pracy naukowo badawczej na stanowisko dyrektora ds. rozwoju i nauki w zjednoczeniu gospodarki rybnej. Między innymi zajmowałem się programowaniem rozbudowy floty i przewodniczyłem komisjom odbioru statków. W jednym przypadku zwrócono się do mnie z prośbą o dokonanie odbioru statku budowanego na rzecz armatora sowieckiego. Ze względu na niezwykłą okoliczność możliwości zaznajomienia się z sowieckimi roszczeniami nie odmówiłem i mogłem naocznie przekonać się, że żądania te były bardzo wyśrubowane. Całe elektroniczne wyposażenie musiało pochodzić z zachodu. Systemy nawigacyjne Loran i Decca, echosondy Simrad, radary Marconiego, chociaż polskie nie były gorsze, śruby nastawne, system Lipsa, fileciarki Bader, mimo że polskie systemu Dutkiewicza były wydajniejsze. Z trudem zgodzono się na sprężarki od Szadkowskiego zamiast Borsiga, Halla, lub Sabroe.

Jedynie z silnikiem polskim Sulzerem nie było kłopotów gdyż miał już swoją renomęzagranicą. Jak mnie po cichu poinformowano całe to wyposażenie elektroniczne zostanie zdemontowane i przeniesione na statki wojenne, a te, kiedy wrócą na remont gwarancyjny to będą nie tylko zdewastowane, ale też i wyrabowane, z czego się tylko da.

W ostatniej chwili zjawił się sowiecki kapitan, początkowo dość naburmuszony, ale kiedy zobaczył dywany w swojej kabinie, porcelanę i kryształy humor mu się natychmiast poprawił. Był to, jak się okazało najlepszy sposób na sowieckich odbiorców, którzy woleli odbierać statki ze stoczni kapitalistycznych, bo tam ich odpowiednio traktowano, ale niestety dla nich i dla nas bolszewicy woleli brać statki z polskich stoczni, bo tu płacili rublami w przeliczeniu 70 a potem już tylko 60 kopiejek za dolara, co przy zamrożeniu cen na pięć lat dawało cenę za trawler przetwórnię szacowany na 3 mln. dolarów – cenę 2.100 tys. rubli, a potem jeszcze niżej, mimo że światowe ceny statków poszły w górę o kilkadziesiąt procent.

Takie to wspaniałe interesy robił Gierek dostarczając Sowietom, co tylko się dało. W zamian otrzymywaliśmy po zamrożonych cenach zasiarczoną ropę tatarską i to w ilościach zaledwie 13 mln. ton rocznie, a nawet Bułgaria dostawała więcej, bo 16 mln. ton. Polska musiała zatem brakujące kilkanaście milionów ton ropy kupować na zachodzie i stąd potrzeba budowy naftoportu. Na spłatę kredytów i zakup niezbędnych surowców, produktów i technologii potrzebne były wymienialne dewizy i dlatego na polską gospodarkę był wywierany nacisk o zwiększenie eksportu na zachód. Nasze rybołówstwo również temu podlegało, a kiedy próbowałem wyjaśnić, że eksport ryb i ich przetworów jest nieopłacalny ze względu na koszt około 40 zł. za dolara, otrzymałem odpowiedź, że Polsce opłaca się sprzedawać po znacznie gorszym kursie jak na przykład w Animex’ie po blisko 100 zł. za dolara.

Stworzono też specjalną centralę handlu zagranicznego Rybex, który sprzedawał nasze produkty uzyskując 47 mln. dolarów rocznie. Traktowałem to, jako oczywistą stratę gdyż oczywiście nie mieliśmy dostępu do tych pieniędzy, a równocześnie zmniejszaliśmy zaopatrzenie własnego rynku, na którym ryby miały zastępować braki w podaży mięsa.

Niezależnie od świadczeń na rzecz Sowietów Polska została w tym czasie dodatkowo obciążona kosztami zbrojeniowymi, poza kosztami przygotowania bezpośredniego zaplecza frontowego dla inwazyjnej armii sowieckiej, Polska została wyróżniona szczególnym udziałem polskiego frontu, co wymagało rozbudowy własnego przemysłu zbrojeniowego i zwiększenia importu z Sowietów. A ceny na broń sowiecką ustalali dostawcy według swego widzi mi się.

Z drugiej strony kredyty pobierane na zachodzie służyły w dużej mierze, jako zaspokojenie ambicji i pazerności prominentnych przedstawicieli nomenklatury, a nie racjonalnym celom gospodarki.

Kupowano, więc całe zakłady „pod klucz” bez zastanowienia nad celowością ich instalowania. Głównie były to zakłady, które na importowanych maszynach i z importowanych surowców miały produkować na eksport. W pierwszej fazie, kiedy łatwo było o kredyt import rósł imponująco, gorzej było z eksportem zarówno ze względu na niedostateczną jakość, niskie ceny uzyskiwane za polskie produkty i rosnącą konkurencję ze strony krajów wschodnio azjatyckich, a także „bratnich demoludów”. Był za to kontrahent, który chętnie brał wszystko, tylko że płacił rublami po humorystycznie wyśrubowanym kursie.

Podstawowym czynnikiem, który wpłynął na klęskę Gierka była niska wydajność pracy w źle zorganizowanym systemie gospodarki nakazowej.

Świadczy o rym zestawienie niemieckiego przemysłu przetwórczego z polskim. W tym czasie w niemieckim przemyśle pracowało 8 mln. ludzi, a w polskim 4 mln. tylko że wartość produktu niemieckiego przemysłu przetwórczego była dziesięciokrotnie wyższa od polskiego, czyli wydajność pracy pięciokrotnie przerastała polską.

Stawiany Gierkowi zarzut rozwoju na kredyt nie miałby racji gdyby uzyskiwane kredyty nie były źle lokowane i gdyby nie służyły wymianie na ruble, czyli zaopatrywaniu Sowietów.

Sensowne było rozwijanie energetyki, przemysłu maszyn budowlanych, transportowych i rolniczych, gorzej było z gigantycznymi przedsięwzięciami w hutnictwie, które wprawdzie doprowadziły do poziomu produkcji około 20 mln ton stali rocznie, tylko że dla naszych potrzeb ciągle jej brakowało. Wprawdzie jak mówiono: w tym czasie, kiedy myśmy zbudowali hutę Katowice Japończycy zbudowali u siebie podobną tylko, że w dwa razy krótszym czasie, za połowę tych pieniędzy, na połowie zajętego obszaru, ale za to o dwa razy wyższej wydajności.

Nie liczenie się z kosztami inwestycji, nadmierne obciążenia nie służące bezpośrednio produkcji, opóźnienia w czasie, a także brak wykwalifikowanych załóg powodowały ogromne straty już w trakcie budowy i rozruchu.

Polski przemysł znacznie bardziej potrzebował w tym czasie modernizacji i uporządkowania istniejących zakładów niż budowy bez przygotowania nowych.

Nie wykorzystano okazji dla stworzenia polskiej specjalności technologicznej, a szczególnie rozwoju elektroniki, automatyki i rozwoju własnej myśli twórczej.

W tej dziedzinie popierano kosztowne przedsięwzięcia różnych szalbierzy posiadających mocne poparcie partyjne lub ubeckie. W mojej branży do takich należały między innymi produkcja „aktywnego białka” i przetwórstwo kryla, a przecież w innych począwszy od „plazmy” aż roiło od różnych przedsięwzięć promowanych przez partię.

Stały za tym wprawdzie zaniedbania jeszcze z czasów gomułkowskich, ale po dojściu Gierka do władzy nie powrócono do tego co mogło być polską specjalnością wykorzystując zdolności i przygotowanie polskiej kadry technicznej wychowanków polskich politechnik. Ludzie ci w dużej mierze znaleźli dla siebie miejsce zagranicą przyczyniając się do rozwoju obcej myśli technicznej, za którą my musimy płacić po dzień dzisiejszy.

 

Była dziejowa okazja dla zrobienia skoku technologicznego przez polską gospodarkę, ale została zaprzepaszczona, bo na jej czele stali półanalfabeci, wcale nie lepsi aniżeli za Gomułki. Nie mówiąc o samym Gierku, jego najbliższe otoczenie z różnymi Babiuchami, Grudniami, Waniołkami i tp. nie było w stanie zrozumieć, na czym polega realny postęp i byli wodzeni za nos przez rosnącą w siłę klikę menażerską, skorumpowaną i dążącą za wszelką cenę do zbicia majątku na gierkowskiej „koniunkturze”. Tym ludziom nie zależało na postępie polskiej gospodarki, a jedynie na osobistych korzyściach na zasadzie „tanio sprzedać, drogo kupić, ale zawsze zaliczyć profity dla siebie”. Tak działała mafia skupiona wokół Breżniewa i jej polski odpowiednik tylko szedł w jej ślady. Było to bowiem już ostatnie stadium realnego socjalizmu i jego rozkład. Obalenie Gierka i wprowadzenie stanu wojennego tylko odłożyło na parę lat jego nieuchronny upadek.

Z tego punktu widzenia można nawet pozytywnie oceniać działalność zamierzoną czy może tylko mimowolną Gierka.

 

Do dzisiejszego dnia jednak pokutują legendy „dekady Gierka” w postaci chociażby zwiększenia budownictwa mieszkaniowego, czy dostarczenia zwykłym ludziom „malucha”.

Wprawdzie w tym czasie wybudowano prawie 2 mln mieszkań, tylko że była to „nędza w założeniu” jak mawiał mój nieżyjący już od wielu lat przyjaciel Konrad Kierkowski. Jakież bowiem warunki dla rozwoju polskiej rodziny dawało mieszkanie o przeciętnej powierzchni około 40 m2, a i tak w ostatecznym bilansie brakowało 1,5 mln. mieszkań.

Podobnie z samochodem, Fiat 126 nie tylko, że nie odpowiadał polskim potrzebom samochodu rodzinnego, ale jeszcze w dodatku nie stwarzał żadnych perspektyw rozwojowych dla polskiego przemysłu samochodowego, nie mówiąc o tym, że i tak tych samochodów było za mało. Hiszpanie, którzy później od nas wystartowali z przemysłem samochodowym osiągali już w tym czasie produkcję ponad 2 mln sztuk rocznie, przy polskich około 300 tysięcy.

Pewne nadzieje dawała współpraca Bumaru z Mc Cormackiem w dziedzinie produkcji maszyn budowlanych i transportowych, ale po pomyślnym początku sprawa uwiędła, czyżby na skutek sowieckiego niezadowolenia z faktu, że Mc Cormack zastrzegł, że sprzedaż polskich wyrobów licencyjnych poza granice Polski może być dokonywana wyłącznie za wymienialne dewizy.

Przy okazji można też przypomnieć, że zgodnie z decyzjami RWPG, czyli bolszewickim dyktatem, wprowadzono podział między podległymi krajami różnych rodzajów produkcji. Między innymi, chyba na złość Polsce, produkcję sprężarek chłodniczych o wielkiej mocy przydzielono NRD i Czechom, mimo że głównym odbiorcą był polski przemysł okrętowy, dla którego produkowały je zakłady Szadkowskiego w Krakowie. Takie ograniczenia dotknęły też i inne polskie dziedziny z elektroniką na czele.

 

Poprawa sytuacji na polskim rynku artykułów pierwszej potrzeby, jako odczuło się w pierwszym okresie dekady Gierka była jakby ubocznym efektem przyśpieszonego rozwoju gospodarki, ale przecież prędko się skończyła ponownymi brakami na rynku i ostatecznie wprowadzeniem systemu kartkowego na różne produkty.

 

Jest jednak coś, co niewątpliwie wyróżnia pozytywnie reżim Gierka od poprzedników i następców, nie był to bowiem w odróżnieniu od Bieruta, Gomułki i Jaruzelskiego reżim krwawy. Wprawdzie zaistniały i „ścieżki zdrowia” i skrytobójcze mordy, ale Gierek przynajmniej nie strzelał do Polaków jak pozostali.

Odszedł bez krwawej rozprawy, ale też najprawdopodobniej nie miał na to możliwości, gdyż już nie w jego ręku znajdowały się resorty siłowe rządu.

 

Próby budowania siły politycznej na resentymentach „dekady Gierka” są po prostu żałosne i świadczą jedynie, że tzw. „polska lewica”, czyli popłuczyny po PZPR, już nie ma nawet źdźbła inwencji żeby poszukać sobie natchnienia do dalszej egzystencji.

Komentowanie zamknięte.