Opublikowano Wrzesień 22, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Afganistan: zorganizowany odwrót pobitych armii USA/NATO?

źródło: http://www.globalresearch.ca/afghanistan-organized-retreat-of-defeated-us-nato-armies/

Bajeczki zdemaskowane

Dowódcy armii okupacyjnych w końcu walczą w wojnie afgańskiej już tylko za pomocą kłamstw i oszustw, a nie na polu bitwy. Tylko oni sami oraz ich bezkrytyczni polityczni władcy marionetek gadają o sukcesach. Ale podlegli im żołnierze zwierzają się w prywatnych rozmowach, że ta wojna jest przegrana. 

Planowane na 2014 rok wycofanie stamtąd wojsk jest jedną wielką brednią. To nie jest żadne wycofanie się zwycięskich armii. W rzeczywistości to zorganizowany odwrót pobitych wojsk.

*      *      *

Zaciekły atak afgańskich Talibów na bazę wojskową Camp Bastion w prowincji Helmand w Afganistanie jest tak poukładany w tych wypowiedziach, że brzmi całkiem, jak bajeczka. Bazą kierują zarówno żołnierze brytyjscy, jak też Amerykanie, i tam książę Harry, trzecia postać w linii sukcesyjnej do tronu Anglii, stacjonuje w ramach 4-miesięczego okresu służby wojskowej. Chociaż istnieje ze strony talibanu groźba pozbawienia go życia, jego rzecznik ogłosił, że sobotni atak na Camp Bastion został pomyślany jako akt zemsty za świętokradczy film amerykański uwłaczający religii islamu.

Czymkolwiek jest, ten śmiercionośny atak Talibanu porządnie skopał tyłek tej propagandowej bredni, z jaką do tej pory paradowli dumnie wyżsi stopniem dowódcy brytyjscy i amerykańscy. Twierdzą oni mianowicie, że Helmand, kolebka talibskiej akcji powstańczej, jaka pierwotnie znalazła się pod operacyjnym kierownictwem wojsk brytyjskich od 2006 roku, jest zupełnie spacyfikowana. I w tym mniej więcej stylu, dowódcy wojsk brytyjskich opowiedzieli historyjkę swym politycznym szefom, że prowincja jest już tak bezpieczna, że z łatwością może być kontrolowana przez afgańskie siły bezpieczeństwa.

I na podstawie tych domysłów, skierowano apel, w jakim zarekomendowali oni nawet swemu rządowi, że ponad 500 brytyjskich żołnierzy może zostać wycofanych do końca tego roku z wojskowego kontyngentu w Afganistanie liczącego 9 tysięcy ludzi, i że wszystko odbywa się zgodnie z wcześniej ustalonym planem. Niedawny atak wrzucił kamyk do tego idealnego ogródka, a może się okazać też przyczyną tego, że dowódcy będą musieli ponieść koszty swego symulowania.

Bowiem dowódcy armii okupacyjnych w końcu walczą w wojnie afgańskiej już tylko za pomocą kłamstw i oszustw, a nie na polu bitwy. Tylko oni sami oraz ich bezkrytycznie naiwni polityczni władcy marionetek gadają o sukcesach. Ale podlegli im żołnierze zwierzają się w prywatnych rozmowach, że ta wojna jest przegrana.

I to z tego powodu dowódcy wojskowi i ich naiwne rządy są bezpośrednio temu winne i należy pociągnąć ich do odpowiedzialności. Nie pokazali oni ani niezłomnej postawy ani inicjatywy wtedy, gdy było to potrzebne.

W czasie, gdy oni uprawiali jakieś zabawy w wojenkę, Taliban i inne grupy powstańcze przegrupowywały swoje szeregi w swych dawnych twierdzach i dokonywały śmiercionośnego przezbrojenia swych sił. I gdy nasze dzielne armie w końcu po długim postoju podjęły ryzyko akcji poza redutami w Kabulu i Bagram w 2006 r., to okazało się, że od razu przegrali tę wojnę.

Taliban i inni powstańcy nie tylko dobrze się okopali w swych bastionach nie do zdobycia i wskrzesili niejako swe moce, ale podjęli ekspansję poza teren swych warowni, a także zdołali uruchomić rząd równoległy do oficjalnego nad ogromnym obszarem kraju.

Wycofanie armii okupacyjnych w 2014 roku samo w sobie jest oczywistą bajeczką. To nie jest powrót zwycięskich armii. Tak naprawdę to zorganizowany odwrót pokonanych wojsk.

Część już w tej chwili tak naprawdę zaczęło odwrót. Od dawna nie ma już Holendrów i Kanadyjczyków, którzy zostawili po swoich działaniach operacyjnych w prowincjach Uruzgan i Kandahar takie skutki, że są w nich zamieszki, a teren dostał się w ręce powstańców.

Francuzi energicznie machają skrzydłami, żeby wydostać swoje wojska stamtąd przed końcem tego roku. Niewiele da się powiedzieć na temat obecności innych armii okupacyjnych aż do 2014 roku, gdyż opinia publiczna wszystkich tych państw lawiruje generalnie w sprawie szybkiego powrotu do domu swych żołnierzy. W samej Ameryce nacisk publiczny szybko rośnie w tym właśnie kierunku.

Ta publiczna niechęć nabrała wielkiego tempa wskutek doniesień o morderczych atakach afgańskiego personelu bezpieczeństwa na swych zagranicznych trenerów i kolegów po fachu. W rzeczy samej, wojna afgańska pod każdym względem jest coraz bardziej niepopularna w każdym kraju, jaki dołożył swych sił wojskowych do okupacyjnej koalicji. I to dokładnie z powodu wielkiej porażki dowódców wojskowych i rządów, którzy od dawna karmili swoich obywateli kłamstwami i oszystwami na temat swych wysiłków wojennych. Będą oni mieli wiele do wyjaśniania przed opinią publiczną o skali rozlanej krwi i ogromnym majątku poświęconym na wojnę, jaka ewidentnie zostawia Afganistan w stanie zupełnego zamieszania i próżno tam wyglądać choćby pozorów pokoju.

Łatanina czegoś, co okupanci chełpliwie, ale w istocie fałszywie, określają mianem Afgańskiej armii narodowej i policji nie będzie w stanie stawić oporu furii sił partyzanckich, jakie przetrwały ciężkie czasy w zmaganiach z dobrze wyszkolonymi okupantami uzbrojonymi po zęby.

Wnikliwi analitycy spraw afgańskich już przewidują straszne wewnętrzne waśnie, jakie ogarną zrujnowany kraj w nadchodzącym niedługo czasie. Dlatego właśnie sekretarz brytyjskiego parlamentu argumentował namiętnie, przekonując do dokonania podziału Afganistanu na osiem autonomicznych regionów, aby zapobiec tej ewentualności. Lecz o tym powinni zadecydować sami Afgańczycy, a także o swoim dalszym losie, a nie pochodzący z zewnątrz krzykacze.

Na pewno nadchodzące czasy nie rokują zbytnio nieczego dobrego ani temu krajowi ani jego ludziom. Przyszłość mimo wszystko podpowiedzieć winna, w jakim kierunku ostatecznie  wielbłąd powiedzie ten kraj. Natomiast bajeczki okupantów z dnia na dzień coraz bardziej się sypią, aż w końcu eksplodują z hukiem, aby okryć ich do reszty wstydem i hańbą.

Komentowanie zamknięte.