Najnowsze

Opublikowano Maj 6, 2014 Przez polonuska W Polska

10 lat unijnego oszustwa

10 lat - Wiadomości Wolna PolskaMinęło 10 lat od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Według rządowo-medialnej propagandy, te 10 lat to okres gigantycznego skoku cywilizacyjnego Polski, w którym nasz kraj z zacofanego i biednego przekształcił się w kwitnące, nowoczesne państwo z dynamicznie rozwijającą się gospodarką i infrastrukturą.

Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że napływ unijnych funduszy (Fundusze uzyskane m.in z członkostwa w bandyckiej UE,za które każdy Polak musi zapłacić.Tak powstaja słynne „dotacje” i sztuczny dobrobyt w UE,na który dał się nabrać polski naród./Polonuska) (mimo częstych problemów z ich wykorzystaniem, różnego rodzaju aferami, nieprawidłowościami, nadużyciami) przyczynił się znacząco do odnowy szeroko rozumianej infrastruktury w Polsce. Bardzo wiele małych i średnich przedsiębiorstw skorzystało też z unijnych dotacji, dofinansowań czy kredytów.

Ale skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Bo jeśli jako główną korzyść z przystąpienia do UE 92 proc. zapytanych o to przedstawicieli polskich samorządów wymienia „ułatwienia przekraczania granicy” i „brak kolejek na granicach”, a na drugim miejscu (86 proc.) – „możliwość podjęcia pracy w innym państwie UE”, to chyba aż tak bajecznej rzeczywistości w kraju jednak nie mamy. Dodajmy jeszcze, że zdaniem 86 proc. badanych samorządowców największą grupą, która skorzystała na integracji, są… politycy.

Jest bowiem niepodważalnym faktem, że wszystkie „korzyści” płynące z UE do Polski opłacone zostały z góry ogromnymi kosztami ekonomicznymi, społecznymi, cywilizacyjnymi i politycznymi. Teraz, przed wyborami do Europarlamentu, premier Tusk w spotach wyborczych przekonuje, że interes Polski i wzmacnianie naszej suwerenności tożsamy jest ze… zwiększeniem stopnia integracji i poszerzaniem kompetencji unijnych. Czy można wymyślić większy absurd?

Emigracja zarobkowa

To główny koszt przystąpienia Polski do UE, bardzo znaczący, bardzo złożony i ciągnący za sobą automatycznie wiele innych, niekorzystnych następstw. 2,17 mln – tylu Polaków przebywa na emigracji na okres dłuższy niż 3 miesiące. Prawie 80 proc. z nich jednak to emigranci długookresowi, czyli tacy, którzy za granicą przebywają co najmniej rok. Od przystąpienia Polski do UE ilość emigrantów zwiększyła się o ponad 1,1 mln! I co roku, systematycznie wzrasta. Obrazowo tempo to można opisać tak: każdego roku znika z Polski jedno miasto z co najmniej 50 tys. mieszkańców.

Emigracja Polaków – przede wszystkim młodych, będących w wieku rozrodczym i produkcyjnym, często wykształconych, przedsiębiorczych, zaradczych – to oczywiście także negatywne skutki gospodarcze dla Polski. Emigracja tworzy spory odsetek PKB swojego kraju gościnnego. Tam płaci podatki, robi zakupy, opłaca rachunki, czynsze. Wprawdzie część dochodów, uzyskanych za granicą, wraca do rodzin w Polsce, ale nie przekłada się to korzystnie na wzrost polskiego PKB i rozkręcanie gospodarki, ponieważ odbiorcy tych środków w kraju są na tyle ubodzy, że nie inwestują tych pieniędzy chociażby we własną działalność gospodarczą, lecz przeznaczają je na bieżącą konsumpcję.

Katastrofa demograficzna

Pod względem demograficznym trend ostatnich lat z całą stanowczością nazwać można katastrofą. Polska wymiera, rozpadają się rodziny, spada liczba nowonarodzonych dzieci o kilkadziesiąt tysięcy rocznie, starzeje się społeczeństwo – to wszystko są w dużym stopniu konsekwencje fali emigracji zarobkowej młodych Polaków. W wielu regionach kraju mamy już do czynienia z depopulacją, spowodowaną emigracją i niskim wskaźnikiem urodzeń. A to ma wpływ nie tylko na społeczeństwo, ale i na gospodarkę i przyszły obraz tych województw, z których wyjechało najwięcej ludzi w stosunku do faktycznej liczby mieszkańców: czyli Opolszczyzny (10,6 proc. ludności), Podlasia (9,1 proc.), Podkarpacia (8,4 proc.) czy Warmii i Mazur (7,5 proc.).

Społeczeństwo polskie się starzeje. W 2012 r. największą grupę ludności stanowił przedział wiekowy 30-34 lat (3,2 mln), na drugim miejscu był przedział 25-29 lat (3,09 mln), na trzecim jednak już przedział 55-59 lat (2,93 mln), a na czwartym 50-54 lat (2,65 mln). Trend jest od lat niekorzystny, spada liczba dzieci, wydłuża się przeciętna długość życia, zwiększa się odsetek ludzi starszych i w wieku poprodukcyjnym. Nie jest to bynajmniej – jak próbują nam wmówić politycy i mainstreamowe media – uwarunkowane ogólnoeuropejskimi trendami. Albowiem Polki rodzą dzieci, ale za granicą – tam, gdzie istnieją dobre warunki życia, dobre zarobki, odpowiedni dostęp do przedszkoli, szkół, służby zdrowia. Wśród Polek na emigracji wskaźnik urodzeń jest aż 2,5 razy wyższy niż w kraju – i niestety nie należy się spodziewać, by ci Polacy wrócili na stałe ze swoimi dziećmi w najbliższych latach do Polski. Główną przyczyną takiego obrazu polskiego społeczeństwa jest trudna sytuacja na rynku pracy, a przez to materialna, w Polsce. I według wszelkich prognoz taki trend ma się utrzymać: w 2030 r. największą grupę ludności ma stanowić przedział wiekowy 40-60 lat, a na drugim miejscu znaleźć się ma przedział 65-75 lat. Do 2035 r. liczba ludności w kraju ma się zmniejszyć o dodatkowe 2,5 mln. Taki stan określa się mianem katastrofy demograficznej.

Przy okazji emigracji zarobkowej rozpadają się też rodziny. Nie ma żadnych wątpliwości, że jest to powiązane z emigracją, bowiem największy wzrost liczby rozwodów ma miejsce w tych województwach, które są dotknięte największym odsetkiem emigrantów. W latach 2004-2011 było w Polsce prawie 520 tys. rozwodów, a więc ten 7-letni okres członkostwa w UE „zapewnił” nam aż 52 proc. wszystkich rozwodów od 1990 r.! Diabelskie koło się zamyka: emigracja może prowadzić do rozwodu, rozwód prowadzi do zmniejszenia liczby narodzin dzieci…

Wyprzedaż polskiej ziemi

Niestety, potwierdzają się czarne wizje sprzed referendum, dotyczące wykupu ziemi w Polsce przez Niemców. Oficjalnie wprawdzie obcokrajowcy nabywają minimalne ilości gruntów: od końca 1999 r. do 2012 r. cudzoziemcy kupić mieli, według informacji MSW, 45,94 tys. ha, co stanowi ok. 0,15 proc. powierzchni całego kraju. Ale, jak udowodniła NIK w opublikowanym niedawno raporcie, dane MSW są aż 4-krotnie zaniżone. Nie obejmują bowiem spółek z udziałem kapitału zagranicznego, które wykupują grunty w Polsce. A procedura wygląda powszechnie tak, że początkowo kapitał zagraniczny takiej spółki jest udziałem mniejszościowym, ale po nabyciu ziem przez taka spółkę dochodzi do przejmowania kolejnych udziałów przez inwestora zagranicznego, w efekcie czego ziemia de facto trafia w ręce zagraniczne. Inną powszechnie stosowaną procedurą jest wykupywanie ziem przez tzw. słupy, czyli osoby podstawione, które po kupnie ziem należących do państwa czy samorządu odstępują je obywatelom innych państw. Oczywiście wykup ziemi dotyczy głównie obszarów zachodniej i północnej Polski, a kupują przede wszystkim Niemcy, Holendrzy, a także Ukraińcy. Według NIK, w województwach dolnośląskim i zachodniopomorskim w samym 2012 r. spółki zależne od kapitału zagranicznego wykupiły łącznie ponad 6 tys. ha gruntów.

Na razie wykup ziem nie przyjmuje zatrważającej skali. Bardziej niepokoi za to obojętność, z jaką sprawę traktują polskie władze, i zatajanie części transakcji poprzez niejasne stosunki i układy pomiędzy zagranicznymi firmami a kupionymi polskimi pośrednikami. A przecież w 2016 r. minie 12-letni okres ochronny na zupełnie swobodny wykup polskiej ziemi! Dlatego PiS chce wprowadzenia specjalnej ustawy, zgodnie z którą osoba, która nabywa w Polsce ziemie, musiałaby przez kilkanaście lat osobiście prowadzić gospodarstwo. Szanse na wprowadzenie takich restrykcji są jednak przy obecnym układzie sił politycznych bardzo niewielkie. Od grudnia 2013 r. trwały w Szczecinie protesty rolników w związku ze sprzedażą ziemi przez Agencję Nieruchomości Rolnych podstawionym osobom reprezentującym zagraniczne firmy. Polscy rolnicy nie są bowiem w stanie konkurować z wielkimi podmiotami zagranicznymi.

Upadek przemysłu

Oczywiście władza mówi nam, że na tle innych państw UE polska gospodarka ma się całkiem nieźle, że mamy wzrost PKB, polski przemysł produkuje i eksportuje coraz więcej, a bezrobocie jest niższe niż w niektórych krajach starej Unii. To prawda, tyle tylko, że „polski” przemysł jest w rękach zagranicznych, Polacy są jedynie tanią siłą roboczą, a na rolnictwo Unia nałożyła drakońskie limity produkcyjne.

Przystąpienie do UE pogłębiło jedynie proces radykalnej deindustrializacji Polski, jaki nastąpił po 1989 r. Kolejne rządy argumentowały, że zamykanie zakładów wymusił zwykły rachunek ekonomiczny, że gospodarka PRL była rządzona prawami politycznymi, że nie odpowiadała wymogom wolnego rynku itd. Ale tymi hasłami nie da się wytłumaczyć całego procesu doprowadzenia do ruiny polskiego przemysłu. Upadały najlepsze i największe zakłady, fabryki z często ponad wiekową tradycją, doprowadzano do ruiny, zamykano, dzielono i wyprzedawano stocznie, huty, kopalnie, fabryki. Wraz z upadkiem przemysłu wymierają też duże i średnie miasta: sztandarowym przykładem jest Łódź, której mieszkańcy masowo wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii. Populacja jednego z najdynamiczniej rozwijających się miast i drugiego miasta Polski (854 tys. mieszkańców w 1989 r.) w ciągu kolejnych 20 lat ma spaść o co najmniej 150 tys. i tym samym powróci do poziomu… sprzed I wojny światowej.

Do 2013 r. w wyniku likwidacji zakładów przepadło w kraju ponad 1 mln miejsc pracy. Liczba zlikwidowanych zakładów w Polsce przekroczyła skalę likwidacji przemysłu w każdym innym kraju Europy. Systematycznie spada liczba zatrudnionych w przemyśle oraz liczba zakładów – i to bynajmniej nie tylko w wyniku ich sytuacji ekonomicznej, ale także wskutek gier rynkowych, spekulacji i co najmniej podejrzanej prywatyzacji. Zlikwidowano przemysł elektroniczny, konsumpcyjny i dużą część (50 proc.) przemysłu lekkiego. Co ciekawe, najwięcej zakładów pozamykano w województwach zachodnich, południowo- i północno-zachodnich. Eksperci od biznesu i polityki gospodarczej podkreślają, że to, co stało się w Polsce najpierw po 1989 r., a w drugiej fazie po 2004 r., jest „typowe dla rekolonializmu, tym razem przeprowadzonego przez korporacje”. Sytuacja w Polsce (i po części w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej) przypomina sytuację w byłych kolonijnych krajach afrykańskich tuż po ogłoszeniu przez nie niepodległości. Chodzi o ustawioną, nieuczciwą prywatyzację, wyprzedaż cementowni, fabryk, cukrowni, zakładów przetwórstwa produktów rolnych za kwoty zaniżone w ręce korporacji zagranicznych i ponadnarodowych, których celem było wyeliminowanie polskiej konkurencji i które po jakimś czasie przystąpiły do faktycznej likwidacji kupionych fabryk. Natomiast te fabryki, które w Polsce istnieją, mają właścicieli za granicą. I ci co roku z kraju wywożą 40-80 mld zł zysków. Niekorzystna jest też struktura istniejącego przemysłu: wciąż spada udział przemysłu wysokiej techniki – obecnie jest on niższy niż w 1989 r.! W tzw. Gospodarce Opartej na Wiedzy pracuje tylko 9 proc. zatrudnionych w przemyśle. W 2013 r. w Polsce był 1 mln dobrze wykształconych pracowników przemysłu – w 2030 r. będzie ich 4 mln. Jeśli nie będzie dla nich miejsc pracy w kraju, to wyjadą…

Niszczenie rolnictwa

Polska wieś – symbol tradycji, wiary, polskości i patriotyzmu, szacunku i przywiązania do natury. Taka wieś z polskiego krajobrazu znika. Kiedyś przeludniona i rozdrobniona, dzisiaj się kurczy. Spada liczba gospodarstw rolnych, spada produkcja, spada obszar użytków rolnych i zasiewów, pogłowie krów, świń, owiec… Wsie rolnicze wymierają lub przekształcają się w wiejskie osiedla dla ludzi pracujących w miastach. Według danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – Państwowego Instytutu Badawczego, w 2013 r. 700 tys. polskich gospodarstw rolnych stało na skraju bankructwa, a jedynie 16 proc. polskich gospodarstw skorzystało na wejściu do UE i jest w stanie konkurować na unijnym rynku.

System unijnych dopłat dla rolników działa, ale nie udało się do tej pory wyrównać poziomu dopłat. Polscy rolnicy są w gorszej sytuacji niż zachodni. Otrzymują mniej pieniędzy. A procedury ubiegania się o nie są skomplikowane i niestety unijne dopłaty trafiają także w nieodpowiednie ręce, utrwalając patologiczny obraz bezrobocia, alkoholizmu i przestępczości na terenach popegeerowskich. Zniknęła za to państwowa interwencja, która podtrzymywała opłacalność produkcji rolnej. Nie ma interwencyjnego skupu mięsa, a polskie rolnictwo jest o wiele bardziej uzależnione od sytuacji na rynkach międzynarodowych niż przed wejściem do UE. Władza państwowa jest bezradna z jednej strony wobec taniej, dotowanej żywności spoza UE, z drugiej – wobec wielkich, przemysłowych producentów żywności z bogatych krajów Unii, a z trzeciej – wobec politycznych represji uderzających w polskich eksporterów rolnych. Unia z kolei nie zamierza bronić polskiego rolnictwa przed embargami z Rosji, Białorusi i Ukrainy, odchodzi od wspierania rolnictwa na rzecz programów „proekologicznych” i wspierania „rozwoju cywilizacyjnego” wsi. Tendencja jest ku stworzeniu „rolnictwa bez rolnika”, do czego doprowadzić może wprowadzenie upraw roślin genetycznie modyfikowanych (GMO).

Bezrobocie

Oficjalne dane GUS nie odzwierciedlają faktycznego stanu rzeczy, obejmują bowiem tylko osoby zarejestrowane w urzędach pracy jako bezrobotne. A przecież powszechnie wiadomo, że 2,17 mln Polaków wyjechało za granicę w celach zarobkowych, a pod względem rozmiarów „szarej strefy” Polska znajduje się w europejskiej „Top 10”. Im biedniejsze społeczeństwo i im więcej biurokratycznych barier i regulacji, tym większa szara strefa. W Polsce jej obroty szacowane są na 400 mld zł rocznie (dla porównania: planowane wydatki budżetowe na 2014 r. to 325 mld zł, a planowane wpływy to 277 mld zł). W każdym razie na pewno setki tysięcy osób w Polsce pracuje „na czarno”, bo jest to dla nich jedyna alternatywa wobec bezrobocia. Jego poziom w 2003 r. wynosił 20 proc., spadł do poziomu 9,5 proc. w 2008 r. i od tego czasu znów wzrasta (13,6 proc. w 2013 r., a w lutym br. już ok. 14 proc.). Gdyby nie emigracja zarobkowa i „szara strefa”, w Polsce mielibyśmy do czynienia z bezrobociem na poziomie 20-25 proc., a to oznaczałoby kryzys porównywalny do tego w Hiszpanii czy Grecji.

Wzrost cen i ubóstwo

Oficjalne dane mówią, że inflacja w Polsce od przystąpienia do UE znajduje się mniej więcej na tym samym poziomie lub nawet spada. W 2004 r. poziom inflacji wynosił 3,5 proc., następnie spadł do poziomu 1,0 proc. w 2006 r., by znów wzrosnąć aż do 4,3 proc. w 2011 r., a potem dość mocno spaść do 3,7 proc. w 2012 r. i nawet do 0,9 proc. w 2013 r.

Tyle dane statystyczne, a teraz czas na przedstawienie realnego wzrostu cen najważniejszych artykułów codziennego użytku, czyli głównie żywności. Tylko w okresie od 2007 r. (nota bene to początek rządów PO) do 2012 r. cena chleba wzrosła średnio o 35 proc., mięsa wołowego o 42 proc., cukru o 35 proc., jaj o 39 proc., prądu o ponad 46 proc., gazu ziemnego o prawie 35 proc., a benzyny o prawie 30 proc. Ale popatrzmy jeszcze dalej: jak wygląda realna zmiana cen dla rożnych produktów na podstawie danych GUS? W 2004 r. chleb żytni kosztował 1,30 zł, w 2013 r. już 2,30 zł. Według GUS, wzrost ceny wynosi 77 proc.! Mąka pszenna w 2004 r. kosztowała 1,50 zł, a w 2013 r. – 2,40 zł (choć w niektórych sklepach można spotkać i cenę 3,29 zł). Wzrost ceny, według GUS, 60 proc.! Wołowina: 11 zł za kg w 2004 r., w 2013 r. – 26,2 zł. Wzrost ceny: 138 proc.! Wieprzowina w okresie 10-lecia Polski w UE zdrożała o 30 proc., jaja kurze o 46 proc., mleko o 100 proc. (!), mięso drobiowe o 48 proc., masło o 57 proc., cukier o 100 proc., olej o 56 proc., prąd o 63 proc., centralne ogrzewanie za m kw. (według GUS) aż o 1100 proc. (!), wizyta u lekarza specjalisty o 64 proc., benzyna o 58 proc., bilety do kina o 50 proc. i o tyle samo bilety na komunikację miejską.

Te dane są zatrważające, ale potwierdzi je chyba każdy przeciętny Polak, który na co dzień robi zakupy, płaci rachunki i tankuje samochód. Skąd więc taka rozbieżność między realnym wzrostem cen a oficjalną stopą inflacji? Faktyczny wzrost wynagrodzeń i emerytur na pewno takich dysproporcji nie tłumaczy. Niektórzy czytelnicy będą jednak zapewne pamiętać, jak w minionym systemie władza chwaliła się, że to nic, iż zdrożały chleb, mięso i jaja, skoro jednocześnie tak bardzo potaniały lokomotywy, silniki odrzutowe i statki pełnomorskie. Wtedy jednak takie sytuacje kończyły się na ogół protestami i strajkami…

Zatrważający jest też poziom biedy i ubóstwa w Polsce: w 1998 r. odsetek osób żyjących poniżej minimum egzystencji (519 zł miesięcznie na gospodarstwo 1-osobowe, 1771,96 zł na gospodarstwo 4-osobowe) w Polsce wynosił 5,6 proc. W 2002 r. – 11,1 proc., w 2011 – ok. 12 proc. Według GUS, rośnie także głębokość ubóstwa oraz pogłębiają się różnice dochodowe i społeczne. Subiektywnie jednak aż 27 proc. Polaków uważa, że żyje poniżej granicy ubóstwa (w 2011 r. – 1770 zł)!

Demontaż państwa

Na koniec jeszcze kilka słów o ogólnym obrazie państwa polskiego 10 lat po jego przyłączeniu do UE. Najkrócej rzecz ujmując: to państwo się zwija, cofa w rozwoju cywilizacyjnym, kurczy i ogranicza. Wzrost kompetencji unijnych idzie w parze z regresem państwa. Z polskiego krajobrazu znikają szkoły i przedszkola, sądy i urzędy pocztowe, posterunki policji i Straży Granicznej, biblioteki, sądy, przychodnie, dworce kolejowe i autobusowe. Oczywiście nie wszystko podlega bezpośrednio aparatowi państwowemu, wiele z instytucji przejęły samorządy. Generalnie jednak mamy do czynienia z kurczeniem się strefy publicznej, mającej służyć ogółowi obywateli. Zmierzamy do modelu organizacji społeczeństwa na zasadach rynkowych, kapitalistycznych prawach popytu, podaży, zysków i strat – i dzieje się tak niestety w sferach, które absolutnie nie powinny być mierzone kryteriami ekonomicznymi.

Natomiast Unia coraz głębiej ingeruje w codzienne życie każdego Polaka. Reguluje nie tylko kwestie gospodarcze i prawne, ale zmierza też do kontroli myśli i poglądów każdego z nas. Ideologiczna indoktrynacja jest wszechobecna, zalecenia i dyrektywy Unii realizowane są w programach szkolnych i przedszkolnych, w kulturze masowej, w mediach. Sprawa ideologii gender to tylko wierzchołek góry lodowej, szczególnie aktualny i głośny w ostatnim czasie.

 

Michał Soska

Za:http://naszapolska.pl/index.php/categories/polska/18334-10-lat-unijnego-oszustwa

Tags : , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.