Najnowsze

Elie Wiesel: “Najbardziej wiarygodny żyjący świadek” Szoah?

Carlo Mattogno, 24.2.2010, tłumaczenie Ola Gordon, korekta Piotr Bein

Źródło: http://piotrbein.wordpress.com/2011/03/12/elie-wiesel-najbardziej-wiarygodny-zyjacy-swiadek-szoah/

W Dzień Pamięci Holokaustu (27.1.2010) Elie Wiesel wygłosił krótkie przemówienie w siedzibie Izby Deputowanych Republiki Włoskiej. Szef izby przedstawił go: najbardziej autorytatywny żyjący świadek okropności Szoah wśród ocalałych z nazistowskich obozów koncentracyjnych. [1] Ale czy on jest naprawdę świadkiem?

Czy Elie Wiesel jest oszustem?
Węgierska witryna opublikowała (3.3.2009) artykuł Meg kísérti mindig haláltábor [Wciąż przezywany obóz zagłady] [2] z rewelacjami Miklósa Grünera, b. zesłańca do Auschwitz. Tłumaczenie artykułu pojawiło się następnego dnia pt. Auschwitz Survivor Claims Elie Wiesel is an Impostor [Ocalały z Auschwitz twierdzi, że Elie Wiesel jest oszustem] [3]. Tekst brzmi następująco:

W maju 1944 r., kiedy Miklós Grüner miał 15 lat, był deportowany z Węgier do Auschwitz-Birkenau wraz z matką i ojcem, oraz dwoma braćmi. Twierdzi, że po przybyciu do obozu matka i młodszy brat zostali natychmiast zagazowani, a starszemu bratu i ojcu wytatuowano numery i wysłano do ciężkiej pracy w fabryce paliw syntetycznych, związanej z IG Farben. Ojciec zmarł 6 miesięcy później, a starszego brata wysłano do Mauthausen. Miklós został sam i wówczas byli tam dwaj starsi żydowscy więźniowie, również z Węgier, przyjaciele jego zmarłego ojca, którzy zaopiekowali się nim. Byli to bracia Wiesel – Lazar i Abraham.

Miklós Grüner i bracia Wiesel zostali dobrymi przyjaciółmi. W 1944 r. Lazar Wiesel miał 31 lat. Miklós nigdy nie zapomniał wytatuowanego numeru Lazara – A7713. W styczniu 1945 r., kiedy nadchodziła armia rosyjska, więźniów przeniesiono do Buchenwaldu. Zabrało to 10 dni, częściowo pieszo, częściowo pociągiem. Wtedy zginęła ponad połowa więźniów, wśród nich Abraham, starszy brat Lazara. 8.4.1945 r. armia USA wyzwoliła Buchenwald. Miklós i Lazar byli wśród tych, którzy przeżyli. Ponieważ Miklós chorował wtedy na gruźlicę, został wysłany do szwajcarskiej kliniki i w ten sposób został oddzielony od Lazara. Kiedy wyzdrowiał, Miklós wyemigrował do Australii, podczas gdy jego starszy brat, który także przeżył wojnę, wyjechał do Szwecji.

Wiele lat później, w 1986 r., z Miklósem skontaktowała się szwedzka gazeta Sydsvenska Dagbladet z Malmö, zapraszając go na spotkanie ze starym przyjacielem o nazwisku Elie Wiesel… Kiedy Miklós odpowiedział, że nie zna nikogo o takim nazwisku, powiedziano mu, że Elie Wiesel to ten sam człowiek, którego Miklós znał z obozów koncentracyjnych pod nazwiskiem Lazar Wiesel o numerze A7713… Miklós pamiętał ten numer i był przekonany wtedy, że spotka starego przyjaciela Lazara. Z zadowoleniem przyjął zaproszenie, by spotkać go w Hotelu Savoy w Sztokholmie 14.12.1986 r. Miklós opowiada: Byłem b. szczęśliwy na myśl o spotkaniu z Lazarem, ale kiedy stanąłem naprzeciwko tzw. “Eli Wesela”, byłem oszołomiony tym, że widzę człowieka, którego w ogóle nie rozpoznałem i który nawet nie mówił po węgiersku ani jidysz, ale po angielsku, z silnym francuskim akcentem. Dlatego nasze spotkanie skończyło się po ok. 10 minutach. Jako pożegnalny prezent, mężczyzna dał mi książkę ‘Noc’ i stwierdził, że jest jej autorem. Przyjąłem książkę, której wtedy nie znałem, ale wszystkim obecnym powiedziałem, że ten człowiek nie jest tym, za kogo się podawał!

Miklós przypomina sobie, że podczas tego dziwnego spotkania, Elie Wiesel nie chciał mu pokazać wytatuowanego numeru, mówiąc, że nie chciał się obnażać. Miklós dodaje, że Elie Wiesel póżniej pokazał swój wytatuowany numer izraelskiemu dziennikarzowi, którego Miklós spotkał, i dziennikarz powiedział mu, że nie miał czasu by zidentyfikować numer, ale … był pewien, że to nie był tatuaż. Miklós mówi: Po tym spotkaniu z Elie Wieselem, spędziłem 20 lat na poszukiwaniach, i dowiedziałem się, że mężczyzna nazywający się Elie Wiesel nigdy nie był w obozie koncentracyjnym, gdyż nie było go na żadnej oficjalnej liście zatrzymanych.

Miklós dowiedział się też, że książka podarowana mu przez Elie Wiesela w 1986 r. jako coś, czego nie napisał sam, była w rzeczywistości napisana w jęz. węgierskim w 1955 r. przez jego starego przyjaciela Lazara Wiesela i wydana w Paryżu pt. Un di Velt hot Gesvigen [A świat milczał]. Została potem skrócona i przepisana po francusku oraz angielsku i opublikowana pod nazwiskiem  Elie Wiesela w 1958 r., pod francuskim tytułem La Nuit i angielskim Night [Noc]. Mówi również, że Wiesel zmienił niektóre sceny by wywołać większe współczucie czytelnika. Nie mógł być świadkiem palenia żywcem kobiet i dzieci.

Elie Wiesel sprzedał dziesięć milionów egzemplarzy tej książki, otrzymał nawet za nią Pokojową Nagrodę Nobla w 1986 r. – mówi Miklós – podczas gdy prawdziwy autor Lazar Wiesel w tajemniczy sposób zniknął…

Miklós Grüner: Elie Wiesel nigdy nie chciał spotkać się ze mną ponownie. Odniósł wielki sukces, zarabia 25 tys. za 45-minutową prelekcję nt. Holokaustu. Zgłosiłem to oficjalnie do FBI w Los Angeles. Złożyłem również skargę do rządów i mediów w USA i Szwecji, ale bez rezultatu. Otrzymywałem anonimowe telefony, że mogę być zastrzelony, jeśli się nie zamknę, ale już nie boję się śmierci. Złożyłem całą dokumentację w 4 krajach i gdybym nagle zmarł, wszystko zostanie upublicznione. Świat musi się dowiedzieć, że Elie Wiesel jest oszustem i mam zamiar o tym powiedzieć. Prawdę opublikuję w książce pt. ‘Skradziona tożsamość A7713.

Oświadczenie Grünera powtarzano wielokrotnie, ale nie doczekały się żadnych głębszych badań. Postaramy się zatem przeanalizować je krytycznie, ale trzeźwo. Po pierwsze, niektóre dane biograficzne Elie Wiesela: Ur. 30.9.1928 r. w Sighet, Rumunia, syn Szlomo i Sary Frig, córki Dodye Feiga, deportowany do Birkenau 16.5.1944 r. [4].

Najważniejsze jest sprawdzić wiarygodność oskarżyciela. Ustalony nt. Miklósa Grünera jest fakt, że był w Buchenwaldzie w maju 1945 r. W ‘Concentration Camp Inmates Questionnaire [Kwestionariusz Więźniów Obozu Koncentracyjnego] wojskowych władz Niemiec mamy wpis z jego imieniem i nazwiskiem oraz datę urodzenia 6.4.1928 r. –  również się zgadza. Nr identyfikacyjny jest napisany ręcznie w lewym górnym rogu: 120762 [5].

Dokument 1: Formularz dot. Miklósa Grünera, Buchenwald 6.5.1945. [Wejdź na oryginał artykułu]

Ale kluczową osobą tutaj jest Lazar Wiesel. Na szczęście karta rejestrująca jego pobyt w obozie Buchenwald pomaga zweryfkować oświadczenie Grünera. W górnym lewym rogu karty [6] jest napis ręcznie Ung. Jude [węgierski Żyd], na środku Ausch. A7713 czyli Auschwitz A7713, b. numer z Auschwitz, a po prawej Gef.-Nr: 123565, [nr zatrzymanego 123565, nowy numer identyfikacyjny z Buchenwaldu]. Ten więzień urodził się 4.9.1913 r. [wg Grünera jest to rok urodzenia Lazara Wiesela] w Maromarossziget, syn Szalamo Wiesela, który był w Buchenwaldzie, i Sereny Wiesel z domu Feig, uwięziony w Auschwitz. Stempel 26.1.45 KL Auschwitz mówi, że Lazar Wiesel został zarejestrowany w Buchenwaldzie 26.1.1945 r., kiedy przybył z Auschwitz.

Dokument 2: Karta personalna Lazara Wesela [KL Buchenwald].

Uwaga: Maromarossziget [Máramarossziget w jęz. węgierskim], obecnie Sighetu Marmatiei (rumuński), jest tym samym miejscem, które Elie Wiesel nazywa Sighet [7]. Imię Szalamo jest takie samo jak Szlomo, podczas gdy Serena jest fonetycznie bliskie Sara.

Poniżej podsumowanie weryfikacji:

Lazar Wiesel Elie Wiesel

Numer rejestracyjny A7713 A7713

data urodzenia 4.9.1913 30.9.1928

miejsce urodzenia Maramarossziget = Sighet Sighet

imię ojca  Szalamo = Szlomo Szlomo

imię matki Serena Feig Sara Feig

miejsce pobytu ojca na początku 1945 r. Buchenwald Buchenwald

Miklós Grüner ma rację: Elie Wiesel przyjął tożsamość Lazara Wiesela.

Następny zarzut przez Grünera dotyczy pochodzenia książki Elie Wesela La Nuit (ang. Night) [Noc]. Wg węgierskiej wersji artykułu [2], jego przyjaciel Lazar o imieniu Eliezer opublikował książkę A vilag hallgat [A świat milczał] po węgiersku w Paryżu w 1955 r. Natomiast wg angielskiej wersji artykułu [3], tytuł książki jest w jidysz: Un di Velt hot Gesvigen [A świat milczał].

Poszukiwania tytułu w jęz. węgierskim nie dały rezultatu, a książka w jidysz jest zarejestrowana w Bibliography of Yiddish Books on the Catastrophe and Heroism [Bibliografia książek w jidysz o katastrofie i heroizmie] [8] n. 549, s. 81. Wpis w jęz. jidysz: Eliezer Wiesel, Un di Welt hot geschwign (A świat milczał), Buenos Aires, 1956. Centralne Stowarzyszenie Żydów Polskich w Argentynie. Seria Das poilische Jidntum t. 117, 252 stron. Jest angielskie tłumaczenie tej książki, odpowiadające rozdziałowi VII w La Nuit. Omówimy to poniżej.

Wartościowe szczegóły na ten temat podaje Michael Wiesberg: Wiesel często wspominał historię powstania tej książki. Naomi Seidmann zauważyła, że sam Wiesel w Alle Flüsse fließen ins Meer [Wszystkie rzeki płyną do morza] zwrócił uwagę na fakt, że w 1954 r. dał argentyńskiemu wydawcy, Mark Turkow, oryginalny rękopis La Nuit w jidysz. Wg Wiesela, nigdy nie widział rękopisu ponownie, ale Turkow zdecydowanie temu zaprzecza. Rękopis opublikowano w Buenos Aires w 1955 r. pt. Und di Velt hat Geshveyn (A świat milczał). Wiesel twierdzi, że napisał go w 1954 r. podczas rejsu w Brazylii. Jednak w wywiadzie powiedział, że dopiero w maju 1955 r., po spotkaniu z François Mauriac [9], zdecydował się przerwać milczenie. “A w tym roku [1955], w dziesiątym roku, zaczyna się moja historia. Wtedy została przetłumaczona z jidysz na francuski i wysłałem mu ją. Byliśmy bardzo, bardzo dobrymi przyjaciółmi aż do jego śmierci”

Naomi Seidmann w badaniach nad La Nuit ujawniła, że istnieją znaczne różnice między wersją jidysz a francuską, co do długości, tonu, argumentacji i tematów poruszonych w książce. Te różnice przypisuje wpływowi Mauriaca, którego można określić jako b. konkretną osobę. [10]

Pochodzenie tej książki jest więc dość niepewne i mgliste.

Czy Elie Wiesel jest fałszywym świadkiem?

Zbadamy jego „relacje naocznego świadka” z jego „dzieła” La notte [11]. Już w 1986 r. Robert Faurisson napisał artykuł Un grand faux témoin: Elie Wiesel [Wybitny fałszywy świadek: Elie Wiesel] [12]. Ostatnio Thomas Kues napisał Una donnola travestita da agnello [Łasica w owczej skórze] [13]. Obaj autorzy traktują temat ogólnie. Nadszedł czas na dokładniejszą analizę. Trzeba podkreślić, że ogólny ton relacji Wiesela jest opowieścią o czymś, a nie opisem faktów. Elie Wiesel za wszelką cenę unikna sprawdzalnych informacji. To, co pisze o Birkenau, Auschwitz, Monowitz czy Buchenwaldzie jest tak niejasne, że jego historia mogłaby być równie dobrze z Syberii czy Kanady.

Urywki poniżej są z: Elie Wiesel Night, His Record of Childhood in the Death Camps of Auschwitz and Buchenwald [Noc, relacje z dzieciństwa w obozach śmierci Auschwitz i Buchenwald], Penguin Books (tłumaczenie z francuskiego – Stella Rodway), New York 1981.

Deportacja

Elie Wiesel nie precyzuje daty deportacji do KL Auschwitz, ale jego opowieść zaczyna się w odniesieniu do określonej daty: W sobotę przed Zesłaniem Ducha Świętego [Shavuoth we włoskiej edycji], ludzie przechadzali się przez zatłoczone ulice w wiosennym słońcu, beztroscy i nieuważni. (s. 22-23). To święto wypadło w niedzielę 28.5.1944 r. [14]. Więc mowa o 27-ym maja. Pierwszy transport Żydów opuścił Sighet w dniu następnym – 28-go maja. Wtedy w końcu, o pierwszej po południu, przyszedł sygnał do opuszczenia (s. 27). Potem Elie Wiesel pisze o poniedziałku (s. 29), świcie (s. 29), pojutrze (s. 29), a na koniec: sobotę, dzień odpoczynku, wybrano na nasze wydalenie (s. 33). Potem pisze o tradycyjnym posiłku i dalej: Następnego dnia rano szliśmy do stacji (s. 33), tj. podróż do Auschwitz rozpoczęła się w sobotę 3.6.1944 r.

Czas podróży nie jest podany, ale transporty z Węgier do Auschwitz-Birkenau zazwyczaj trwały 3-4 dni. Elie Wiesel spędził noc w Birkenau i został przeniesiony do Auschwitz następnego dnia, gdzie wytatuowano mu numer A7713 na ramieniu (s. 54). Ale wg niego był to piękny kwietniowy dzień (s. 51). Ten harmonogram to czysty wymysł. Jeśli opuścił Sighet 3.6.1944 r., to nie mógł przybyć do Auschwitz w kwietniu. Co więcej, numer A7713 został wydany 24.5.1944 r., kiedy 2000 węgierskim Żydom dano numery A5729 do A7728 [15]. Wg Randolpha L. Brahama, żydowski transport odjechał z Máramarossziget 20.5.1944 r. [16]. Dając 4 dni na podróż, był to transport Lázára Wiesela, któremu przydzielono numer A7713 dokładnie 24.5.1944 r. Ale najwyraźniej, Elie Wiesel nie wiedział o tym.

Przybycie do Birkenau

Elie Wiesel pisze: Dojechaliśmy do stacji. Ci którzy byli przy oknach powiedzieli nam jej nazwę ‘Auschwitz’. Nikt nigdy nie słyszał tej nazwy (s. 37). […] Ok. 11-ej pociąg zaczął odjeżdżać. Pchaliśmy się do okien. Konwój poruszał się powolli. Kwadrans później, zwolnił znowu. Przez okna widzieliśmy drut kolczasty; wiedzieliśmy, że to musi być obóz (s. 39). […] Kiedy pociąg się zatrzymał, tym razem zobaczyliśmy płomienie buchające z wysokiego komina w czarne niebo (s. 39). […] Przed nami płomienie. W powietrzu fetor palonych ciał. Musiało  być ok. północy. Przyjechaliśmy – do Birkenau, ośrodka recepcyjnego Auschwitz (s. 39).

Z geograficznego punktu widzenia, opowieść ta jest nonsensem. Odnoga do Birkenau schodziła z głównego toru na stacji (stara rampa) ok. 500 m od obozu w linii prostej, następnie prowadziła ukośnie na wschód od ogrodzenia obozu. Odnoga było ok. 700 m długa. W Birkenau były cztery krematoria, nazywane II, III, IV i V. Kominy krematoriów najbliżej starej rampy (II i III) były ok. 1400 m w linii prostej, a pozostałe (IV i V) ok. 1800 m.  Przez ostatnie 400 m odnoga biegła prostopadle do obozowego ogrodzenia, czyli krematoriów II i III nie było widać z okien pociągu, znajdowały się na wprost, a pozostałe były ukryte za co najmniej 12 rzędami baraków i miały 2 kominy każdy. O ile wiem, żaden inny świadek nigdy nie mówił, że widział kominy krematoriów z pociągów deportacyjnych – nie bez powodu.

Dokument 3: Zdjęcie lotnicze obozu Birkenau, wykonane 31.5.1944 r. (NA, 60PRS/462, D 1508, Exp. 3056). Kółka znaczą krematoria; (od lewej) II, III, IV, V. Budynek w kształcie litery T, oznaczony ZS, to główna sauna. EG to budynek wejściowy (Eingangsgebäude). Strzałka (na dole) oznacza kolejową odnogę. (Kliknij na obrazek by zobaczyć go w pełnym rozmiarze).

Przybycie do obozu Elie Wiesel opisał niejasno, bo usilnie dba o niepodawanie sprawdzalnych szczegółów. Oprócz komina, który omówię później, mówi tylko o drucie kolczastym (s. 39), a następnie, w obozie, o skrzyżowaniu (s. 40), dole (s. 43), kolejnym wielkim dole (s. 43), baraku (s. 45) i następnym baraku (s. 48).

Nie mówi o wszystkim, co przyciągało uwagę prawdziwych deportowanych, jak pokazano na fotografiach [17], (zrobionych na kilka dni po przybyciu konwoju Lázára Wiesela: budynek wejściowy (Eingangsgebäude) ze sklepioną bramą, przez którą pociągi wjeżdżały do obozu, rampa (Judenrampe tj. żydowska rampa) z trzema torami kolejowymi wewnątrz obozu, ogrodzenie, niezliczone rzędy baraków po obu stronach, długie drogi, które dzielą obóz wzdłuż i wszerz, rowy melioracyjne, wieże wartownicze, baseny wody gaśniczej, czy krematoria II i III na dalekim końcu rampy.

Dokument 4: Budynek wejściowy (Eingangsgebäude) w obozie Birkenau © Carlo Mattogno


Tu opowieść staje się trochę bardziej szczegółowa: Przy wejściu beczka benzyny. Dezynfekcja. Każdy był w niej moczony. Następnie gorący prysznic. W szybkim tempie. Po wyjściu z wody wypędzono nas na zewnątrz. Biegniemy dalej. Następne baraki, sklep. Bardzo długie stoły. Stosy ubrań dla więźniów. Biegliśmy dalej. Przebiegając obok rzucano na nas spodnie, tuniki, koszule i skarpety (s. 47-48)

To czysta fantazja. W tym czasie w Birkenau były 4 instalacje do dezynsekcji i dezynfekcji (Entwesungs-und Desinfektionsanlagen). Główną z nich była tzw. Zentralsauna (Entwesungsanlage, BW 32) w kształcie T w pobliżu zach. ogrodzenia obozu z 3 komorami gorącego powietrza do  dezynsekcji (Heissluftentwesungskammern), 3 parowe autoklawy (Dampf-Desinfektionsapparate), sala prysznicowa wraz z rozbieralnią i ubieralnią, fryzjer. Były jeszcze dwa takie obiekty, BW 5a i 5b w sektorach BIb i BIa, podobnie urządzone z salą prysznicową, rozbieralnią i ubieralnią, ale jedna z nich miała komorę gazową do dezynsekcji z cyklonem B, druga miała 2 komory do dezynsekcji na gorące powietrze. Ponadto BIIa, obóz cygański, miał 8 elektrycznych urządzeń do dezynsekcji (elektrische Entlausungsapparate) [18]. W pierwszych 3 instalacjach, wraz z ich rozbieralniami (Auskleideraum) i ubieralniami (Ankleideraum) wszystkie etapy operacji odbywały się wewnątrz. W procedurze dezynfekcji nie używano benzyny. Ale o tym wszystkim Elie Wiesel nie miał pojęcia.

Trzeba wspomnieć dygresję o “dobrym” więźniu, który chodził wśród nowo przybyłych, mówiąc im, aby robili się starsi lub młodsi niż byli, aby uniknąć “zagazowania”. Elie Wieselowi, który nie miał jeszcze 15 lat, kazano powiedzieć, że miał 18 lat, podczas gdy jego ojcu, który miał 50 lat, poradzono by podał 40  (s. 41). Z każdym transportem przychodziły faktyczne dane transportu, które zawierały nazwisko, imię i datę urodzenia każdego z nowo przybyłych, czyli takie pobożne kłamstwa zostałyby wykryte natychmiast po rejestracji. Jest to również bzdura z punktu widzenia historyków Holokaustu, ponieważ, wg publikacji Muzeum Oświęcimskiego, wszystkie dzieci poniżej 14 lat były systematycznie gazowane [19], natomiast nie było granicy wieku dla osób dorosłych. W rejestrach zgonów Auschwitz (Sterbebücher) w 1943 r. mamy 4166 osób między 51 i 90 lat (nie ma takich rejestrów za 1944 r.) [20].

c. Komin ziejący płomieniem

Elie Wiesel nie miał pojęcia, ile krematoriów było w Brzezince, gdzie, ani jak wyglądały. Pisze o 6 krematoriach (s. 78), ale zawsze o tym kominie, jak gdyby był tylko jeden, bez wskazywania krematorium. Faktycznie, w Birkenau było 6 kominów: który z nich ział płomieniem? Rozwodzi się nad jednym dziwnym zjawiskiem: Czy widzisz tam ten komin? Widzisz? Czy widzisz te płomienie? (Tak, widzieliśmy płomienie.) (podkreślenie Mattogno) (s. 41). Teraz w końcu wiemy, gdzie był ten komin: tam!

Opowieść o płonących kominach była b. popularna w l. 1950-ych, kiedy Elie Wiesel napisał Noc (1958). Teraz nikt nie traktuje tej sprawy poważnie, nawet nie Robert Jan van Pelt, który starał się udowodnić, że dym wychodził z kominów krematoriów … kropka [21]. Nie ma podstaw technicznych tej opowieści, jak wykazałem w in. artykule [22].

Dokument 5: Konwój węgierskich Żydów do Birkenau, koniec czerwca 1944 r. Strzałki pokazują krematoria II i III, bez “płomieni” czy dymu (L’Album d’Auschwitz s.51)


d. “Rowy kremacyjne”

A teraz najstraszniejsza część jego relacji naocznego świadka, ze stron 43-45: Niedaleko od nas, z rowu wychodziły płomienie, gigantyczne płomienie. Do rowu podjechała ciężarówka i dostarczyła ładunek małe dzieci. Niemowlęta! Tak, widziałem to – widziałem to na własne oczy … te dzieci w płomieniach. (Czy to dziwne, że nie mogłem po tym spać? Sen uciekł z moich oczu.) Więc to tu szliśmy. Nieco dalej był następny i większy rów dla dorosłych. Uszczypnąłem się w twarz. Czy jeszcze żyłem? Czy śniłem? Nie mogłem uwierzyć. Jak było możliwe, że palili ludzi, dzieci, a świat milczał? Nie, to nie może być prawdziwe. To był koszmar… Wkrótce obudze się w sypialni mojego dzieciństwa, pośród moich książek…

Z myśli wyrwał mnie głos ojca: ‘To wstyd … wstyd, że nie mogłeś pójść z mamą … Widziałem kilku chłopców w twoim wieku idących z matkami … ‘ Jego głos był strasznie smutny. Zdałem sobie sprawę, że nie chciał bym wiedział, co mają zamiar mi zrobić. Nie chciał patrzeć jak pali się jego jedyny syn. Czoło miałem mokre od zimnego potu. Ale powiedziałem mu, że nie wierzyłem, by mogli palić ludzi w naszym wieku, że ludzkość nigdy by tego nie tolerowała…

‘Ludzkość? My nie obchodzimy ludzkości. Teraz wszystko jest dozwolone. Wszystko jest możliwe, nawet te krematoria…’ Miał dławiący głos. ‘Ojcze,’ powiedziałem, ‘jeżeli tak jest, to nie chcę tu czekać. Zamierzam pobiec na druty elektryczne. To byłoby lepsze niż powolne konanie w płomieniach.’ Nie odpowiedział. Płakał. Trząsł się. Wokół nas wszyscy płakali. Ktoś zaczął recytować Kadisz, modlitwę za zmarłych. Nie wiem, czy wydarzyło się kiedykolwiek, w długiej historii Żydów, by ludzie recytowali modlitwę za zmarłych modląc się za siebie.  ‘Yitgadal veyitkadach shmé rabai… Niech Jego imię będzie błogosławione i potęgowane…’ szeptał ojciec. Po raz pierwszy poczułem wzrastający we mnie bunt. Dlaczego mam błogosławić Jego imię? Wieczny, Pan Wszechświata, Wszechmocny i Straszny, a milczał. Za co miałem mu dziękować?

Szliśmy dalej. Stopniowo zbliżaliśmy się do rowu, z którego unosiło się piekielne ciepło. Jeszcze dwadzieścia kroków do przejścia. Gdybym chciał doprowadzić do własnej śmierci, to był ten moment. Pozostało już tylko piętnaście kroków. Zagryzłem usta, by mój ojciec nie usłyszał kłapania zębów. Jeszcze dziesięć kroków. Osiem. Siedem. Szliśmy powoli, jakby za karawanem na własnym pogrzebie. Jeszcze cztery kroki. Trzy kroki. I był przed nami, rów ze swoimi płomieniami. Zebrałem w sobie wszystkie siły, by wyrwać się z szeregu i rzucić na drut kolczasty. W głębi serca pożegnałem się z ojcem, z całym wszechświatem, i na przekór sobie, słowa formowały się w ustach same: Yitgadal veyitkadach shmé rabai… Niech Jego imię będzie błogosławione i potęgowane… Pękało mi serce. To ten moment. Stanąłem twarzą w twarz z Aniołem Śmierci… Nie. Dwa kroki przed rowem nakazano nam obrót w lewo i do baraków.

Jak zwykle, Elie Wiesel nie podaje umiejscowienia. Wg historyków Holokaustu, doły spaleniowe znajdowały się w 2 miejscach: poza obozem naprzeciw Zentralsauna w rzekomym Bunker 2 [23] i na płn. dziedzińcu krematorium V. Musimy wykluczyć pierwsze miejsce, bo inaczej Elie Wiesel musiałby powiedzieć o opuszczeniu obozu i marszu kilkaset metrów w otwartym terenie. A drugie miejsce? W pracy Auschwitz: Open Air Incinerations [Auschwitz: kremacja na otwartym terenie] [24] pokazałam, opierając się na analizie wszystkich dostępnych zdjęć lotniczych Birkenau, że rzeczywistość na miejscu nie potwierdza liczby, wielkości ani przeznaczenia dołów spaleniowych. Jedynym udokumentowanym miejscem możliwym w Birkenau było ok. 50 m kw. za krematorium V. Wg propagandy Holokaustu, domniemana zagłada Żydów węgierskich, wymagała rowów spaleniowych o powierzchni ok. 5900 m kw. – jak widać na zdjęciu (Dokument 6).

Dokument 6: Zdjęcie lotnicze Birkenau 23.8.1944 r. – płn. dziedziniec krematorium V. Miejsce dymienia bardzo małe, jak widać w porównaniu z wielkością Krematorium V szerokości ok. 13 m.

Ponadto musimy pamiętać, że aby dotrzeć do tego punktu, trzebaby przejść obok krematoriów IV i V, które na pewno nie uszłyby tak bystremu obserwatorowi kominów jak Elie Wiesel – w końcu były 4 kominy. Co więcej, w pobliżu nie było baraków, było tylko krematorium V. Najbliższe ogrodzenie z drutu, na które nasz świadek chciał się rzucić (po stronie płn.), biegło po drugiej stronie rowu melioracyjnego. Opowieść Wiesela jest nieuzasadniona historycznie i absurdalna, bo gdyby doszedł na 2 kroki do prawdziwego dołu kremacji (o temp. ok. 600 st. C, by być skutecznym), intensywne ciepło by go zabiło. Scena z ciężarówką i rozładunkiem dzieci do “dołu kremacji” też jest jednym z powojennych,  niedorzecznych argumentów propagandowych. To ilustruje jeden z rysunków Davida Olère z 1947 r., który wtedy zainspirował wielu późniejszych “świadków” [25].

Dlatego historia Wiesela okazuje się być zarówno nieprawdziwa jak i absurdalna, ale jest to także rażące matactwo: gdyby jego i ojca naprawdę “wybrano” do pracy, dlaczego zabrano ich gdzieś w pobliże “dołów kremacji”? Po to by odkryli “straszną tajemnicę” Auschwitz i rozpowszechniali swoją historię do innych obozów? Oczywiście mamy tu prostą sztuczkę Wiesela, by zrobić z siebie “świadka” przerażającego, ale czysto fikcyjnego zdarzenia.

e. Transfer do Auschwitz

Po nocy spędzonej w baraku obozu cygańskiego, Elie Wiesel został przeniesiony do głównego obozu Auschwitz. Tutaj również jego opis jest wyjątkowo niejasny: Marsz trwał pół godziny. Rozglądając się wokół, zauważyłem, że drut kolczasty był za nami. Opuścliśmy obóz. To był piękny kwietniowy dzień. Powietrze pachniało wiosną. Słońce chyliło się ku zachodowi. Maszerowaliśmy tylko kilka chwil, kiedy zobaczyliśmy drut kolczasty innego obozu. Żelazne drzwi z napisem nad nimi: Work is liberty! [Praca jest wolnością!] Auschwitz (s. 51-52) Wydaje się, że nawet nie zauważył, jak przeszedł pod sklepieniem budynku wejściowego do Birkenau. Po drodze nic nie zauważa: mostu nad torami kolejowymi, ani długiej drogi wysadzanej drzewami, prowadzącej do głównego obozu. Ale od razu widzi napis Arbeit macht frei (ale nie oddaje go w jęz. niemieckim), jak każdy, kto słyszał o Auschwitz. Wszystko, by nie dostarczyć nam nawet pobieżnego opisu nowego obozu. W dniu przyjazdu zabrano go do Bloku 17, o którym nie mówi nic, z oczywistych powodów.

Po południu mieliśmy ustawić się w kolejce. Trzech więźniów przyniosło stół i kilka instrumentów medycznych. Z podwiniętym lewym rękawem, każda osoba podchodzi do stołu. Trzej “weterani” z igłami w rękach, grawerowali numer na lewych rękach. I zostałem A7713 (s. 53-54). Nawet ten aspekt jest fałszywy. Mówiłem już o fałszywym numerze identyfikacyjnym. Tadeusz Iwasko informuje: Nowo przybyłych (Zugang) zabrano do łaźni, która w Auschwitz I znajdowała się w bloku 26 [26]  Elie Wiesel milczy o wszystkich działaniach przygotowawczych przed przyjęciem, których  oczywiście nie znał: Rejestracja odbyła się bezpośrednio po kąpieli i odbiorze ubrania, składała się z wypełnienia formularza (Häftlings-Personalbogen), zawierającego dane osobowe i adres najbliższej rodziny. […]. Zatrzymanemu przydzielano wtedy numer seryjny, który będzie używany zamiast nazwiska w czasie jego pobytu w obozie. Rejestracja kończyła się wytatuowaniem tego numeru na dolnej części lewego ramienia. [27] Dalej mówi o wieczornym apelu: Dziesiątki tysięcy więźniów stały w rzędach, podczas gdy SS sprawdzało ich numery (s.54). Liczebność obozu Auschwtz była jednak znacznie niższa. 12.7.1944 r. przebywało tam 14.400 zatrzymanych [28].

f. Transfer do Monowitz

Po spędzeniu 3 tygodni w Auschwitz (s. 55), Elie Wiesel został przeniesiony do obozu Buna (s. 59), zwanego także Auschwitz III, w Monowitz. Tutaj znów nie mamy żadnych dających się zweryfikować szczegółów. [29] Podane drobne informacje są dziwaczne. Zaczyna od razu od sprzeczności: W naszym konwoju było kilkoro dzieci w wieku 10-12 lat (s. 58). Być może ci młodzi też powiedzieli Niemcom, że mieli 18 lat, by udało im się uciec przed komorami gazowymi?

Następnie umieszczono nas w dwóch namiotach (s. 58), jak gdyby w Monowitz nie było 60 baraków, o których opowiedział Primo Levi: Nasz Lager jest kwadratem około 600 m długości, otoczony przez dwa ogrodzenia z drutu kolczastego, wewnętrzny pod wysokim napięciem. Składa się z 60 drewnianych chat, które nazywane są Blokami, z których 10 jest w budowie. Ponadto, są kuchnie z cegły; gospodarstwo eksperymentalne, prowadzone przez oddział uprzywilejowanych Häftlinge; chaty z prysznicem i latrynami, po jednej dla każdej grupy 6 lub 8 bloków. Oprócz tego, niektóre bloki są zarezerwowane dla konkretnych celów. Przede wszystkim, grupa ośmiu, na wschodnim krańcu obozu, tworzy ambulatorium i klinikę; następnie Blok 24, Krätzeblock zarezerwowany dla chorób zakaźnych skóry; Blok 7, do którego nigdy nie wszedł zwykły Häftling, zarezerwowany dla “Prominent,” czyli arystokracji, internowanych zajmujących najwyższe stanowiska; Blok 47, zarezerwowany dla Reichsdeutsche (aryjskich Niemców, ‘politycznych’ lub przestępców), Blok 49, tylko dla kapów; Blok 12, z połowy którego korzystali Reichsdeutsche i kapo, służy jako stołówka, czyli centrum dystrybucji wyrobów tytoniowych, proszku przeciwko owadom, a czasem innych artykułów; Blok 37, który stanowił biuro Kwatermistrzostwa i Urząd Pracy; a wreszcie Blok 29, który zawsze ma zamknięte okna, ponieważ jest to Frauenblock, obozowy burdel, obsługiwany przez polskie dziewczyny Häftling i zarezerwowane dla Reichsdeutsche. [30]

W porównaniu z tym, opis Elie Wiesela jest żałosny. Kiedy mówił w Montecitorio, Elie Wiesel chwalił się, że znał Primo Levi: W pewnym momencie obaj zostaliśmy przydzieleni do tego samego baraku, ale nie było go tam w czasie marszu śmierci w kierunku wagonów, które zabrały nas do Buchenwaldu, przebywał w szpitalu. [31] Primo Levi przydzielono do Bloku 30 [32], następnie do Bloku 45 [33] i wreszcie do Bloku 48 [34]. W którym bloku był Wiesel? Odpowiedź nie jest taka prosta. Początkowo Wiesel mówi o bloku orkiestry [35], który rzeczywiście był w pobliżu bramy obozu (s. 60), a następnie kilka razy wspomina Blok 36: ze wszystkich sił, zacząłem biec do Bloku 36 (str. 84), pobiegłem do Bloku 36 (s. 87) bez informacji, czy ostatecznie tam pozostał; w końcu mówi wyraźnie, że przebywał w Bloku 57 (s. 96). W rzeczywistości, Elie Wiesel i Primo Levi nigdy nie przebywali w tym samym bloku. Małe niewinne kłamstwo w środku Montecitorio, policzek w twarz tak wielu słuchaczy!

Mała bajka o wyrywaniu złotych zębów z ust żyjących więźniów (s. 63) i wynikającym z tego zamknięciu stacji dentystycznej (Zahnstation) jest bezzasadna. Złote zęby usuwano ze zwłok, a Zahnstation, znajdującej się w Bloku 15 i prowadzonej przez SS, nigdy nie zamykano. Elie Wiesel następnie mówi o zatrzymanym wybranym na śmierć w komorze gazowej: Kiedy nadszedł czas selekcji, został skazany z góry, oferując katowi własny kark. Poprosił nas tylko: ‘W ciągu trzech dni już mnie tu nie będzie …. Odmówcie za mnie kadysz.’ Obiecaliśmy mu. Po trzech dniach, gdy zobaczyliśmy dym unoszący się z komina, to pomyśleliśmy o nim. Zebrało się nas dziesięciu i odprawiliśmy specjalne modlitwy. Wszyscy jego przyjaciele mówili kadysz. Potem poszedł w kierunku szpitala, stabilniejszym krokiem, nie oglądając się za siebie. Ambulans czekał aby zabrać go do Birkenau (s. 88-89)

Nasz “naoczny świadek” albo zapomniał, że był w Monowitz, gdzie nie było krematorium, albo miał tak bystre oko, że widzi dym z “komina” (jeden z sześciu, wybieraj) w Birkenau, coś raczej nieprawdopodobnego, bo obozy były od siebie w linii prostej 5 km, a między nimi było miasto Auschwitz. Również wysłanie karetki w celu zabrania więźnia do komory gazowej rzeczywiście byłoby przykładem Sonderbehandlung, czyli b. specjalnego traktowania!

Elie Wiesel twierdzi nt. “selekcji”, że osławiony dr Mengele był obecny na jednej z nich (s. 85), ale Mengele był Lagerarzt obozu cygańskiego (B II e) w Birkenau i na pewno miał inne obowiązki niż chodzić do Monowitz i przeprowadzać “selekcję”. Mengele, nawiasem mówiąc, jest jedynym lekarzem wymienionym przez Elie Wiesela, jest również tym, który przyjmował go do Birkenau (s. 42), jego nazwisko jest bardzo dobrze znane tym, którzy nigdy nawet nie zbliżyli się do Auschwitz.

Nasz naoczny świadek nawet nie wspomina zdarzenia, które można sprawdzić: sojuszniczy nalot. Miało to miejsce w pewną niedzielę (s. 70), pamięta ten dzień bardzo dobrze, bo postanowił […] zostać długo w łóżku (s. 70) Nalot trwał ponad godzinę (s. 72) i komentuje: Aby zobaczyć całość (la fabbrica we włoskiej edycji, s. 62) stań w ogniu – co za zemsta! (s. 72). W rzeczywistości nalot był w środę 13.9.1944 r., trwał 13 minut od 11:17 do 11:30 rano i zniszczył tylko część instalacji. W Monowitz był nie jeden warsztat, a kilka.

Nie będziemy się zajmować drobnymi, głupimi wypowiedziami, takimi jak kara śmierci orzeczona w imieniu Himmlera [...] (s. 74.). Przejdziemy do jego pobytu w obozowym szpitalu (prawdopodobnie zainspirowanym relacją Primo Levi). Miało to miejsce w połowie stycznia, gdy spuchła mu prawa noga z powodu odmrożenia i musiał być operowany. Musiał przenieść się do szpitala i od razu zauważył: było prawdą, że szpital był b. mały (s. 90). Właściwie składał się z 9 bloków, dwóch rekonwalencyjnych (nr 13 i 22), dwa operacyjne (nr 14 i 16), jeden dla interny i stomatologii (nr 15), dwa dla interny (nr 17 i 19), jeden ambulatoryjny i recepcja (nr 18) i jeden chorób zakaźnych. [36]

g. Transfer do Buchenwaldu

Motywacja decyzji Wiesela, by opuścić obóz z Niemcami, a nie czekać na przybycie Sowietów, ma literackim kontekście psychologiczne (nieuzasadnione) wytłumaczenie obawą, że pozostanie w obozie znaczy rozstrzelanie. Pomijając sam marsz ewakuacyjny i jazdę pociągiem, rozważymy szczegóły przyjazdu do Buchenwaldu, pamiętając tylko o czasie trwania całej podróży: 3 dni w Gleiwitz (s.107),  dzień na marsz z Monowitz i 10 dni, 10 nocy w podróży (s. 111), tj. co najmniej 14 dni. Po przybyciu do Buchenwaldu mamy zwykłą mglistość: żadnej części obozu nie można w żaden sposób określić. Wiesel mówi o prysznicach Na trzeci dzień po naszym przyjeździe do Buchenwaldu (s. 118), ale unika szczegółowych informacji o procedurze rejestracji. Widzieliśmy już, że Miklósowi Grünerowi i Lázárowi Wieselowi, którzy rzeczywiście byli w Buchenwaldzie, przypisano odpowiednio numery 120762 i 123565.

Gdyby Elie Wiesel w jakikolwiek sposób chciał mówić o rejestracji, przez którą musiał przejść, musiałby powiedzieć coś o dwóch numerach identyfikacyjnych. Co gorsza, nie ma wpisu osoby o imieniu Eli (lub Eliezer) Wiesel w dokumentach z Buchenwaldu. Czy wpis jego przybycia do Buchenwaldu zgadza się z dokumentami? Twierdzi on, że pod prysznic poszedł 28 stycznia 1945 r. (s. 123), trzeciego dnia po naszym przyjeździe do Buchenwaldu (s. 118), tj. opuścił Monowitz 11-go stycznia i przybył do Buchenwaldu 25-go stycznia. Właściwie, 3 transporty deportowanych z kompleksu Auschwitz-Birkenau odjechały do Buchenwaldu [37] w styczniu 1945 r.:

Data wyjazdu Data przybycia numery Liczba więźniów
18 styczeń 22 styczeń 117195-119418 2,224
18 styczeń 23 styczeń 119419-120337 919
18 styczeń 26 styczeń 120348-124274 3,927

Nie było żadnego konwoju odjeżdżającego 11-go stycznia, żaden konwój nie trwał dłużej niż 8 dni. W tym, który przybył 26-go stycznia, byli Lazar Wiesel i Miklós Grüner, jak widzimy z numerów identyfikacyjnych im przypisanych – 120762 i 123565.

Oryginalny tekst w jidysz, z którego Elie Wiesel wziął rozdział VII swej książki (opis podróży z Gleiwitz do Buchenwaldu), przetłumaczył na angielski Mosze Spiegel pt. The Death Train [Pociąg śmierci] [38]. Teksty są b. podobne, ale w pierwszej książce liczba zatrzymanych załadowanych do wagonu Elie Wiesela jest nie 100, ale 120 [39]. Ponadto mowa o liczbie wagonów pociągu: 25 [40]. Liczba żywych więźniów w wagonie Elie Wiesela, przywieziona do Buchenwaldu, jest dla obu źrodeł 12 (s. 101) [41]. Czyli w tym wagonie śmiertelność wynosiła odpowiednio 88 i 90%. Ale cały konwój miałby podobny współczynnik zgonów:  Podróż trwała 10 niekończących się dni i nocy. Każdy dzień zbierał swoje żniwo ofiar i każda noc składała hołd Aniołowi Śmierci [42].

W dniu przyjazdu do Buchenwaldu było 40 zgonów [43]. Początkowo byłoby więc 25 x 100 do 120 = 2500 do 3000 więźniów w tym pociągu, większość z nich zmarła w drodze. Z manifestów pociągu wiadomo, że transport, który przybył do Buchenwaldu 26-go stycznia składał się, w chwili wyjazdu, 3987 więźniów [44]; jeśli 3927 z nich zarejestrowano w Buchenwaldzie po przyjeździe, to w drodze zmarło 60 osób – śmiertelność 1,5%.

Biorąc wszystko pod uwagę, podany przez Elie Wesela opis podróży z Gliwitz do Buchenwaldu, nie może być prawdziwy. Elie Wiesel nigdy nie był internowany w Birkenau, Auschwtz, Monowitz, ani w Buchenwaldzie. Jeśli chodzi o ojca Elie Wesela, Szlomo, którego nazwisko [45] widnieje w Central Database of Shoah Victims’ Names [Centralna Baza Danych Ofiar Szoah] [46] w Jad Waszem, informację przekazał (8.10.2004) sam Elie Wiesel!

Pobyt Elie Wiesela w Buchenwaldzie rzekomo potwierdza jego obecność na fotografii grupy więźniów: Zdjęcie Harry’ego Millera robotników przymusowych w obozie Buchenwald, po przybyciu do obozu żołnierzy USA z 80-ej Dywizji. Wykonano je 16.4.1945 r. Miklós Grüner (Haft-Nr 120762) jest po lewej stronie na dole, a Elie Wiesel (Haft-Nr 123565) jest w wyższym rzędzie, siódmy, najbliżej trzeciego filaru z lewej. [47] Wyjaśnienie, że twarz przedstawionej osoby należy do Elie Wesela, opiera się wyłącznie na jego oświadczeniu, że sam się rozpoznał. Co do “jego” numeru – 123565 – należał do Lázára Wiesela!