Najnowsze

Polak – Żyd – patriota

W poniższym tekście przedstawiono jedynie kilkanaście przykładów osób pochodzenia żydowskiego, znanych z polskiego patriotyzmu bądź też z obrony dobrego imienia Polski przed oszczerstwami.
Niestety większość z nich jest obecnie zapomniana bądź celowo przemilczana.

Godną wspomnienia osobą jest postać Żydówki z Drohobycza Dory Kacnelson, głęboko zrośniętej z polskością, która swój doktorat poświęciła badaniu patriotycznych pieśni powstańczych 1863 roku.

Dora Kacnelson niejednokrotnie zdecydowanie występowała w obronie interesów polskiej ludności na byłych kresach wschodnich, z pasją krytykując ludzi z ekipy ministra Krzysztofa Skubiszewskiego za fatalne zaniedbania w tej sprawie.

W wywiadzie dla „Gazety Polskiej” z 28 października 1993 roku Kacnelson powiedziała: “Pan minister Skubiszewski jest zdrajcą wobec Polaków, rodaków, niedobitków na Wschodzie.”

Kacnelson ostro piętnowała również, tych wszystkich, którzy inspirowali nagonkę przeciw Klasztorowi karmelitanek w Oświęcimiu.

Należy wspomnieć także o naukowcu izraelskim, urodzonym w Polsce, profesor Israel Shahak, który 29 stycznia 1986 roku wystąpił na łamach New York Review of the Books” z bardzo ostrą krytyką antypolskich uogólnień Lanzmanna w filmie Shoah. (Wówczas tekst Shahaka przemilczano w polskiej prasie poza niskonakładowym
krakowskim „Zdaniem” i podziemnym „Aneksem”.)

Ostatnio wydano w Polsce jego książkę “Żydowskie dzieje i religia”, w której stara się on uświadomić pewnym środowiskom żydowskim ich błędy i niegodziwości jakie popełniali i popełniają nadal w stosunku do nie-Żydów. Wiele z nich , jak twierdzi prof. Shahak, ma swoje źródło w żydowskiej religii.

Warto jeszcze krótko wspomnieć chociaż o kilku Żydach – polskich patriotach:

Julian Unszlicht, ksiądz katolicki, polski patriotyczny intelektualista pochodzenia żydowskiego. Odegrał on wielką rolę w walce przeciwko negującym ideę niepodległości Polski „intemacjonalistom” z SDKPiL na czele z Różą Luksemburg, występując w dwóch odrębnych książkach przeciwko ich poglądom i działalności.

Początkowo Julian Unszlicht sam działał przez kilka lat w SDKPiL. Stopniowo jednak całkowicie zniechęcił się do tej partii z rosnącym oburzeniem obserwując fakty dowodzące skrajnej niechęci Różu Luksemburg i jej otoczenia do spraw niepodległości Polski.

Unszlicht był człowiekiem o bardzo wysokich standardach moralnych. Tym bardziej nie mógł się więc pogodzić z tym, co uważał za skrajną niewdzięczność części Żydów wobec Polski jako kraju, który udzielił schronienia na swym terytorium prześladowanym Żydom z całej Europy w jednym z najtrudniejszych okresów ich dziejów. Szczególnie ostro piętnował postępowanie części Żydów, którzy przybyli z Rosji, tzw. litwaków, uleganie przez nich nastrojom prorosyjskim i antypolskim, nazywał ich „litwacką Targowicą”, zagrażającą Polsce.

W 1911 roku Unszlicht opublikował w Krakowie pierwszą ze swych dwóch obszernych publikacji książkowych poświęconych obronie Polski i polskości przed żydowskim nacjonalizmem litwaków z SDKPiL „Socjallitwactwo w Polsce”.

Pisał w niej między innymi: „(…) Sam będąc Polakiem »pochodzenia semickiego«, znając na wylot drobno-mieszczańską inteligencję żydowską i różne prądy ją nurtujące, szereg lat działałem w głównej organizacji wojującego z Polską nacjonalizmu żydowskiego, tzw. SDKPiL (“Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy”).
Przez długi czas nie mogłem sobie zdać sprawy, skąd bierze się jej zaciekły rozpęd antypolski, czemu zieje ona taką piekielną nienawiścią do najbardziej uciemiężonego narodu na świecie i czemu zatruwa w duszy ludu polskiego normalne uczucie poświęcenia i miłości dla swej ojczyzny w niewoli (…)”. J. Unszlicht: Socjallitwactwo w Polsce.

Swą krytykę antypolskich działań litwaków Unszlicht ilustrował wieloma konkretnymi przykładami.

Pisał: „(…) Do jakiej czelności może się tu posunąć socjal-litwactwo świadczy fakt następujacy: na początku 1905 w chwili największego wybuchu rewolucyjnego w Polsce socjallitwacki Sanhedryn (tzw. Zarząd Główny) wypuścił w rocznicę »Proletariatu« odezwę, w której oznajmił uroczyście, że »Polska, to trup, który winien być rzucony na śmietnik«, i pogląd ten rozwałkowany na całą odezwę rzucił w ogromnej ilości egzemplarzy w masy robotnicze polskie – pod pretekstem, że to była ideologia »Proletariatu« (…)

Trzeba było całej litwackiej arogancji i nienawiści do Polski, aby podobnie plugawą odezwę wypuścić, przypominającą haniebne odezwy czamosecińców rosyjskich przeciwko Żydom. (…) Utrwalić najazd moskiewski—co prawda »zdemokratyzowany« w Polsce, oto obiektywny cel nacjonalizmu żydowskiego u nas. Przykryć to wszystko frazesem »socjalistyczny«— oto sposób otumanienia umysłów robotników polskich, aby przy ich pomocy dobić »trupa« znienawidzonej Polski i na nim organizację żydowską »narodową« wybudować. Czas wielki, aby wreszcie przeciwko tej zgubnej i rozszalałej furii antypolskiej bankrutującego social-litwactwa ostro i energicznie zareagowały szerokie masy źydostwa, których żywotne interesy są narażone przez to na szwank (…)

W ten sposób najlepiej żydostwo się przysłuży wspólnej Ojczyźnie — Polsce, która zawsze mu przytułek i gościnność dawała w najgorszych chwilach tego istnienia, a która przez zjednoczone wysiłki ludu polskiego i żydowskiego wyzwolona być winna (…)”.

W 1912 roku Julian Unszlicht wydał kolejną, prawie 400-stronnicową książkę demaskującą antypolskie działania litwaków pt. „O pogromy ludu polskiego. (Rola socjal-litwactwa w niedawnej rewolucji)”.

Szczególnie ostro potępił tam nieodpowiedzialne działania liderów SDKPiL, nawołujących polskich robotników do udziału w takich manifestacjach, którym z góry groziło rozbicie przez Oddziały carskiej armii lub żandarmerii. To lekkomyślne pchanie robotników polskich pod kulę w imię swych własnych politycznych celów Unszlicht nazywał prowokowaniem „pogromów ludu polskiego”.

Gwałtownej krytyce poddał Unszlicht również godzące w polskość działania Róży Luksemburg i „social-litwactwa” w Poznańskiem i na Górnym Śląsku, zarzucając im podporządkowywanie Polaków niemieckiej partii socjaldemokratycznej. Jak gdyby nie mieli prawa do własnego narodowego organizowania się i narodowej niepodległości.

Warto dodać, że broniący z taką energią polskości Julian Unszlicht przeszedł na katolicyzm, a później przez wiele lat pracował jako kapelan w ośrodku emigracyjnym wśród polskich pracowników we Francji.

W 1936 roku wydał w Paryżu wybór kazań dla wychodźców.

Julian Unszlicht był bratem jednego z czołowych komunistów Józefa Unszlichta, w 1920 roku wraz z Dzierżyńskim, Konem i Marchlewskim, członka samozwańczego pseudorządu proradzieckiego w Białymstoku. Podczas gdy Józef Unszlicht pełnił szereg kierowniczych funkcji w bolszewickiej Rosji aż do stracenia w stalinowskich czystkach w 1938 roku, Julian Unszlicht jako kapelan publicznie wyrażał dzięki Matce Boskiej, Królowej Korony Polskiej za ocalenie narodu polskiego pod Warszawą od „hord bolszewickich”.

Kazimierz Sterling, który zdecydowanie piętnował wszelkie przejawy separatyzmu żydowskiego, starającego się szczelnie izolować Żydów od Polaków.

Pisał: “(…) Separatyzm żydowski – nie przestaniemy tego powtarzać – to ciemnota i skutki getta, nacjonalizm żydowski— to nieznajomość polskiej kultury, historii i tradycji, to nieodczuwalne urody życia polskiego, to wynik świadomie prowadzonej ohydnej polityki rządu rosyjskiego (…).

Tenże Sterling w 1916 roku tak formułował swą wiarę w zintegrowanie Żydów z polskością: “(…) Wątpić o potrzebie asymiłowania się Żydów polskich może tylko ten, kto nie wierzy w żywotność kultury polskiej, w zdolność jej do rozwoju, kto zamyka oczy na piękno tradycji polskiej, na szlachetność jej ideałów, na porywającą wzniosłość stuletnich przeszło walk o wolność. Wątpić może tylko ten, komu niewola opaliła skrzydła tak, że nie potrafi unieść się ponad szary poziom codziennego życia, kto wskutek przykucia do ziemi nie może objąć okiem „ wody życia “polskiego w przeszłości i przyszłości, czyja dusza nie odczuwa już potęgi kultury polskiej (…) .”

Właśnie Sterling był głównym mówcą na trzydniowym pierwszym zjeździe Polaków wyznania mojżeszowego w maju 1919 roku, mówcą, który niezwykle ostro napiętnował projekty obezwładnienia Polski i Polaków przez koncepcje stworzenia tzw. Judeo-Polonii, wysunięte już przed I wojną światową przed Żabotyńskiego.

Sterling nie ukrywał również potępienia dla rusyfikacyjnej roli Żydów-litwaków oraz atakującej “najświętsze uczucia Polaków, nietaktownej i hałaśliwej propagandy nacjonalistyczno-żydowskiej, prowadzonej przez żargonowe pisma żydowskie.”

Artur Rubinstein. Był on łódzkim Żydem, ale zawsze podkreślał swoją polskość, a był obywatelem świata, jako genialny wirtuoz.

Prawdopodobnie na taką jego postawę mógł mieć wpływ fakt wzięcia go na utrzymanie i specjalistyczne wykształcenie muzyczne w Lipsku przez księcia Lubomirskiego, który jako meloman miał na tym wykształceniu i drugiego zdolnego Żyda, dyrygenta Grzegorza Fitelberga.

Oprócz nich finansował wykształcenie także 3 Polaków, muzyków, Karola Szymanowskiego, Ludomira Różyckiego i Apolinarego Szelutę.

Rubinstein niejednokrotnie miał okazje podkreślać swoją polskość i to robił. Np. w czerwcu 1945 r. miał koncertować w USA na inauguracyjnej sesji ONZ. Zauważył, że nie ma polskiej delegacji, ani sztandaru, więc od podium wyraził z tego powodu ubolewanie i na wstępie zagrał polski hymn narodowy, zmuszając wszystkich do powstania i uczczenia nieobecnej Polski.

To była postawa szlachetnego Żyda a zarazem Polaka. Z kolei gdy był na koncertach w Kanadzie w latach 60-tych, podszedł do niego oficer marynarki handlowej i rozpoczął rozmowę po angielsku. Rubinstein zapytał go o narodowość, gdy usłyszał, że jest Polakiem, to odpowiedział mu, że z rodakami to on rozmawia tylko po polsku, odwrócił się do niego plecami i odszedł. Rubinstein wysoko nosił godność Polaka, byt ożeniony
z Polką, córką Emila Młynarskiego, muzyka i dyrygenta.

Wilhelm Feldman, znany historyk, już jako 15 letni chłopak o mało nie został zlinczowany przez gniewny tłum żydowskich wiernych z “profanację świątyni” po tym jak wystąpił podczas uroczystości w synagodze zbaraskiej z gorącym przemówieniem na cześć polskiego bohaterstwa z okazji 200 rocznicy odsieczy wiedeńskiej, później chciał walczyć za Polskę, lecz został zwolniony z Legionów z racji podeszłego wieku.


Bernard Mond , zupełnie zapomniany generał, d-ca 205 pp. w Bitwie Warszawskiej w 1920 r., złożonego głównie z ochotników – szewców warszawskich.

Na zakończenie należy także przypomnieć choćby kilka osób pochodzenia żydowskiego, które oddały swe życie za polskość kresów wschodnich.

Wielką odwagą wsławił się uczeń gimnazjum Roman Felsztyn, walczący w obronie Lwowa pod dowództwem swojego starszego brata Tadeusza. Walczył w szeregach zdobywców cytadeli, zginął pod Obroszynem w Wielką Sobotę 19 kwietnia 1919 roku. Roman Felsztyn był rówieśnikiem Mariana Hemara, tak jak Hemar był Żydem i polskim poetą, jego nazwisko brzmiało Feldstein.

Roman Felsztyn , urodził się 4 listopada 1901 jako najmłodszy syn Hermana Feldsteina i Heleny z Nossigów. Jego ojciec Władysław Herman Felsztyn, lwowski inżynier i wybitny finansista, a zarazem wielki patriota lwowski, zmienił nazwisko i wyznanie w proteście wobec antypolskiej postawy organizacji żydowskich, Synów swoich wychował w duchu polskiego patriotyzmu.

Tak scharakteryzowano postawę Romana Felsztyna w wydanej przed wojną publikacji poświęconej obronie Lwowa i Kresów Wschodnich: “Już jako uczeń 3-ciej klasy gimnazjalnej pracuje w studenckich kołach narodowych i marzy o Czynie. Jako 15-letni chłopak organizuje pierwszy we Lwowie sekcję studencką P. O. W., aby w ten sposób wraz z kolegami przygotować się do walki orężnej z wszystkiemi państwami zaborczemi, którą uważał za nieuniknioną. Był też dobrze znany w kołach pracowników patrjotycznej, tajnej pracy narodowej. Wyprzedził wypadki listopadowe i już w ostatnich dniach października z pożyczonym rewolwerem i kindżałem razem z kilkoma dobranymi towarzyszami rozbrajał żandarmów austrjackich. by tym sposobem przysporzyć broni, której brakło P. O. W. Po dokonaniu zamachu ukraińskiego opuścił dom i zgłosił się do plutonu szturmowego porucznika Wojciechowskiego.

Widzą go wtedy w pierwszych szeregach, dworzec, poczta i.t.d. W drugiej połowie listopada przydzielony do odcinka I kap. Monda bierze udział we wszystkich szturmach na Cytadelę. Po oswobodzeniu Lwowa należy do l p. strzelców i nie oddaje się tylko radości z odniesionego zwycięstwa, ale walczy dalej pod Grzybowicami, Dublanami, Skniłowem, Obroszynem i Persenkówką. Przechodzi następnie z kompanją Monda do 5 p. legjonów, gdzie stawia mężnie czoło Ukraińcom na Majerówce, w Krzywczycach i w Lesienicach. W kwietniu wreszcie w oddziale karabinów maszynowych baonu radomskiego poszedł chory, wbrew woli otoczenia i przełożonych, do ataku na Obroszyn, gdzie ugodziła go kula w serce i położyła koniec młodemu, bohaterskiemu życiu. Obdarzony niezwykłą inteligencją i wybitnym talentem poetyckim, rokował jak najlepsze nadzieje.”

Matka Romana Felsztyna wydała tomik jego poezji, który do dzisiaj jest trudny do zdobycia.

Jakby w proroczej wizji opisał swoją śmierć. „Pieśń o przyszłym życiu” kończy zwrotka:

A śmierć ma będzie piękna i wspaniała.
Jako też pięknem będzie i me życie …
I na dusz wszystkich będzie strunach grała
I w każdej trąci ton szlachetny skrycie …

Kolejną wartą wspomnienia postacią jest Salomon Pelz , syn ubogiej rodziny robotniczej, w którego przypadku “Polska szkoła w żydowskiej dzielnicy pierwsza rozbudziła w nim serdeczne zrozumienie i gorące umiłowanie polskości, które też przez całe życie kierowało jego myślami i czynami. Już jako uczeń szkoły wydziałowej zbierał i organizował współuczniów i rówieśników w polskie kadry skautowe, a jako słuchacz seminarjum nauczycielskiego wszedł odrazu w szeregi pracowników czytelni T. S. L. im. B. Goldmana. Świadomy swych zadań i celów, karny a skromny, pracował tu cicho, nie wysuwając się nigdzie, a z dziwną wytrwałością i niezachwianą wiarą w skuteczność i owocność tej pracy narodowej polskiej.

Wielka burza wojny wyrwała Pelza z tej pracy, wygnała na pole walk, gdzie służąc w armji austrjackiej, pozostawał nieprzerwanie w służbie frontowej. Gdy go w polu doszła wieść o organizowaniu legjonów polskich, pragnął dostać się do nich, niestety bezskutecznie. Listy jego z owego czasu tchną szczerym, serdecznym żalem z tego powodu, że nie może służyć w polskiem wojsku. Ziściły się jednak jego pragnienia wśród warunków niezwykłych. Oto wrócił z frontu włoskiego do Lwowa, zastał walki o miasto już w pełnym toku. Wobec tego, wypocząwszy ledwie po niezmiernych wysiłkach powrotu, zgłosił się natychmiast do służby, a już po kilku dniach objął komendę odcinka w ul. Bema po poruczniku Mazurze. Niedługo ją sprawował. Ugodzony kulą, zmarł po kilku dniach w szpitalu na Technice, osierocając żonę .”

Następny z bohaterów to Ludwik Uiberall, urodzony 28 października 1897 r. syn adwokata w Rzeszowie. W Przemyślu uczęszczał on do VIII klasy gimnazjum gdzie “celował zdolnościami i zaletami swego pięknego charakteru, za które lubili go profesorzy i koledzy. Podczas inwazji rosyjskiej bawił we Wiedniu, gdzie złożył z odznaczeniem maturę w polskiem gimnazjum, a po ukończeniu pierwszego roku medycyny wzięty do wojska austrjackiego, odbył dwa razy kampanję włoską i ofensywę nad Piawą. Dwa razy ranny, zatęsknił do rodziny i kolegów i z ręką niewyleczoną wrócił do kraju. Na wezwanie Ojczyzny zgłosił się jako ochotnik dnia l listopada do 10 p. p. wojska polskiego i walcząc z tak zwanymi „Ukraińcami” wkroczył 11 listopada do Przemyśla. Tu przy sforsowaniu mostu żelaznego na Sanie, krocząc na czele oddziału, został ciężko ranny i pomimo wysiłków i starań lekarzy zmarł w szpitalu dnia 4 grudnia. Leżąc na łożu śmiertelnem marzył o odsieczy Lwowa. Cztery dni przed śmiercią mianowany za waleczność podporucznikiem, odznaczony został po śmierci gwiazdą Przemyśla i krzyżem walecznych. Zwłoki jego spoczęły na cmentarzu izraelickim w Przemyślu .”

Leopold Caro, znany ekonomista pochodzenia żydowskiego, czując się bez reszty związany z Polską, z tym większym oburzeniem reagował na niegodne zachowanie się części Żydów wobec polskiej sprawy. W wydanej w 1893 r. we Lwowie książce “Kwestia żydowska w świetle etyki” stwierdzał bez ogródek: “Pytam atoli, któż więcej ma prawo oburzać się, kto silniej i bezwzględniej karcić nikczemnych niż ten, kto sam ciągle i na każdym kroku najboleśniejszej od nich doznaje krzywdy: kto ukochawszy naród, wśród którego żyje i przylgnąwszy całą duszą do jego ideałów, spotykał się ciągle i spotykać musiał z niedowierzaniem i uprzedzeniem, wywołanym niecnością pewnej kategorii swych współwyznawców, obojętnością ich i nieledwie nienawiścią dla sprawy polskiej, lekceważeniem i poniżaniem wszystkiego, co drogim jest społeczeństwu, wśród którego żyją” (podkr. – J.R.N.).


Arkady Fiedler prozaik, reportażysta, przyrodnik i podróżnik. Brał udział w powstaniu wielkopolskim i w tworzeniu Polskiej Organizacji Wojskowej w latach 1918-1920. W latach 1939-1942 w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. W czasie wojny powstały książki: “Dywizjon 303″ (zainspirowany “Pamiętnikiem pilota 111 eskadry myśliwskiej” Mirosława Ferića) oraz “Dziękuję ci, kapitanie”. W 1946 Fiedler powrócił do kraju. Autor wielu książek przygodowych i podróżniczych.


Literatura:

1. J.R.Nowak – “Zagrożenia dla Polski i polskości” – Warszawa 1998.

2. J.R.Nowak – “Spory o historię i współczesność” – Warszawa 2000.

3. K.Bulzacki – “Zawsze wierni tobie Polsko” – Jelenia Góra 1999.

4. T.Bednarczyk – “Żydzi polscy dzisiaj” – Warszawa 1997.

5. “W obronie Lwowa i Kresów Wschodnich” – Lwów 1926.

zrodlo : www.polonica.net