Najnowsze

Pakowacz zwłok w Iraku

Body Bagger In Iraq

http://www.truth-out.org/body-bagger-iraq68624

Chris Hedges – 23.03.2011 tłumaczenie / skrót Ola Gordon

Jess Goodell zaciągnęła się do Marines zaraz po maturze w 2001 roku. Trzy lata później zgłosiła się do służby w jednostce zajmującej się kostnicą w obozie Al.-Taqaddum w Iraku. Pracowała tam 8 miesięcy, do jej obowiązków należało zbieranie i katalogowanie zwłok i rzeczy osobistych zabitych Marines. Wszystko co pozostawało po młodych Marines wkładała do worków i umieszczała je w metalowych skrzyniach. Proces ten nazywał się „przetwarzaniem.”

„Robiliśmy wszystko,” powiedziała kiedy rozmawiałem z nią przez telefon w Buffalo, NJ, gdzie ma zamiar zrobić studia doktoranckie w dziedzinie doradztwa na Uniwersytecie Buffalo. „Zbieraliśmy wszystko co było przy ciele kiedy żołnierz zginął. W górnej lewej kieszeni munduru każdy z nich miał regulamin wojskowy. Znajdowaliśmy notatki, które między sobą pisali. Bardzo powszechne były listy, rzeczy które chcieli zrobić kiedy wrócą do domu, jedzenie na które mieli ochotę. Najgorsze były zdjęcia. Każdy z nich miał zdjęcie żony czy dzieci, czy rodziny. I byli młodsi, może w wieku 18 lat, przy nich były zdjęcia obok, według mnie, pierwszych kupionych przez nich aut. Każdy miał łyżkę, pióra i opakowania po jedzeniu. Wszystko to wysyłaliśmy do domu zabitego żołnierza.”

„Wszyscy wiedzieliśmy, że ​​w każdej chwili na tym stole może znaleźć się jeden z nas,” powiedziała. „Myślę, że Marines myśleli, że byliśmy tam by umrzeć. I dlatego ludzie pisali listy mówiąc: „Jeśli zginę, chcę żebyś wiedziała, że cię kocham. ‘Chcę by mój samochód oddano mojemu młodszemu bratu.’ Rzeczy tego typu. Mieli te listy przy sobie. Mieliśmy żołnierza, którego przetwarzaliśmy, i w portfelu miał zdjęcie USG płodu, przysłanego mu przez żonę. Wielu żołnierzy miało ważne informacje wytatuowane pod pachą. Nazywano to metką mięsną.”

[…] „Nasz zespół zbierał również ciała samobójców. Zazwyczaj ginęli na skutek strzału z przystawionego pod brodę karabinu.

„Mieliśmy żołnierza, który strzelił do siebie w ubikacji. Odstrzelił sobie twarz. Inny strzelił sobie w szyję. Często robili to w rogu bunkra lub w opuszczonym budynku. Mieliśmy kilku, którzy zabili się w ubikacjach. Musieliśmy wchodzić tam i zbierać kawałki ciał i tkankę mózgową ze ścian. Były to najbardziej frustrujące ciała. Straszne. Wraz z nimi wysyłaliśmy do domów znalezione przy nich listy samobójcze.”

„Musieliśmy sporządzać odciski palców, ale zajmowaliśmy się takimi, które nie miały rąk, były to ciała w formie mięsa,” powiedziała Goodell, która w maju publikuje wspomnienia pt. „Shade It Black: Death and After in Iraq” [Zamaluj na czarno: śmierć i po śmierci w Iraku]. Tytuł nawiązuje do formularza, na którym trzeba było zamalowywać na czarno brakujące części ciała. Czasem dostawaliśmy ciało w stanie rigor mortis i nie mogliśmy pobrać odcisków palców, ponieważ dłonie były zwykle tak zaciśnięte, jakby jeszcze trzymały karabin. Nie było łatwo otworzyć takiej dłoni.”

Jednostka zbierała również ciała po wybuchu prymitywnych ładunków. Wtedy zakładaliśmy maski na twarz, specjalną z białego tworzywa odzież, rękawiczki i okrycia na buty… Żołnierze przejeżdżali przez most kiedy wybuchła ich 7t ciężarówka. Część spadła w przepaść. .. Zauważyłam coś w kole na ziemi, pomyślałam, że coś musiało tu wybuchnąć. Podeszłam bliżej i zobaczyłam but. W bucie była stopa. Prawie zwróciłam obiad.

W szoferce było ciało pomocnika kierowcy. Musieliśmy wczołgać się do środka by je wyciągnąć. Najpierw wyciągnęliśmy spalony tułów, potem nogę, niektóre części trzeba było zbierać rękami. Potem wszystko wkładaliśmy do worka. To co było w nim nie przypominało ludzkich zwłok. Było wiele zgonów z powodu wybuchów.

Inni żołnierze odwracali się od nas z powodu roznoszącego się wokół nas fetoru. Był on na naszych mundurach, we włosach, na skórze i palcach. Dwie z osób obsługujących kostnicę musiały przejść terapię psychologiczną. Niektórzy łykali jakieś środki medyczne.

Nasz pluton dla Marines był tym, czym Marines są dla Ameryki. Robiliśmy rzeczy, które trzeba było zrobić, a nikt nie chciał tego robić. Inni wiedzieli co robimy, ale nie chcieli myśleć, że to samo mogłoby przytrafić się im. W moim namiocie rozmawiała ze mną tylko jedna dziewczyna. Wiedzieliśmy, że któryś dzień będzie naszym ostatnim.

Któregoś dnia pluton musiał wydostać dwa ciała z jeziora. Wyglądało na to, że jeden z tych żołnierzy ruszył na pomoc drugiemu. Były bardzo napuchnięte i zniekształcone, trudno było nieść je na noszach. Szyja jednego była tak wielka jak napuchnięta głowa, brzuch jak beczka, jądra jak melony.

Dla mnie najgorsze było patrzenie na twarze zmarłych. Zazwyczaj przykrywaliśmy je I unikaliśmy patrzenia na nie.

Kiedyś musieliśmy przetworzyć siedmiu Marines zabitych podczas wybuchu. Mieliśmy przed sobą worki z włożonymi do nich ciałami. Otwieraliśmy je po kolei i były w nich odparowane części ciał. Próbowaliśmy je porozdzielać. W jednych workach były nogi, w innych ręce. Otworzyliśmy ostatni z worków, a w nim były głowy. Nie tylko musieliśmy na nie patrzeć, lecz jeszcze wyciągnąć je i domyślić się do kogo należały. Patrzyły na nas oczy. Odwracaliśmy głowy. Taki widok pozostawał z nami na długo.

Czasami byliśmy przekonani, że czujemy i słyszymy dusze tych zmarłych.

Pewnego dnia przyniesiono ciało żołnierza, nie uległo jeszcze rigor mortis. Był ubrany w pełny mundur i nie widać było żadnych obrażeń. Dłonie miał złożone na piersiach. Kiedy leżał na stole, zauważyliśmy, że jego klatka piersiowa podnosi się i opada. Zawołaliśmy przełożonych, którzy powiedzieli nam byśmy czekali.

Zapytałam „Czekać? Na co?” I pamietam odpowiedź lekarza: „Nie możemy nic zrobić, tylko czekać.” I czekaliśmy do końca. Wybiegłam z pomieszczenia.”

Po powrocie do Ameryki nie było łatwo: głęboka depresja, nadużywanie środków uspokajających, nieumiejętność nawiązywania kontaktów. Ale poradziła sobie, skończyła college i zaczęła studiować by móc doradzać ofiarom traumy.

[…] „Każdy Marines którego znam, jechał do Iraku by nieść pomoc. Kiedy tam byłam też tak myślałam. Dlatego zgłosiłam się do służby. Myślałam, że będę pomagać Irakijczykom. Teraz już wiem, jest inaczej. Wykonywaliśmy brudną robotę. Byliśmy wykorzystani przez rząd. Wojsko wie, że młodzi mężczyźni, nie mający rodzin, są niebezpieczni. To wpajano Marines. Żeby tylko mieli więcej testosteronu. Nie chcemy by mieli dobrą edukację. Zabiera im się dużo, a daje mało. I to utrzymuje ich na niskim poziomie. Nie możemy nikogo pytać. Robimy to co się nam każe.”

[…] „Wojna jest obrzydliwa i przerażająca,” powiedziała Jess. „Nigdy nie opuszcza tych, którzy w niej uczestniczyli. Szkoda jest znacznie większa niż listy ofiar i koszty w dolarach. Przenika w styl życia. Infekuje kultury i ludzi i światopoglądy. Dla nas wojna nigdy się nie kończy. Kończy się walka. Wojsko zwolnione. Ale dla tych zniszczonych przez wojnę trwa nadal.” […]