Najnowsze

GMO

Fragment książki pt: „Oko cyklopa” Sławomira M. Kozaka. Admin

W 2007 roku, nakładem Oficyny Wydawniczej „3.49″, ukazał się prawdziwy bestseller. Książka zatytułowana „Nasiona kłamstwa”, którą napisał Jeffrey M. Smith. To najpraw­dziwszy rarytas, jedna z nielicznych tego typu pozycji na naszym rynku. Czyta się ją z za­partym tchem, jak powieść sensacyjną, bo też opisywane przez autora sprawy zasługują na to określenie. We wprowadzeniu do książki czytamy:

„W dniu 23 maja 2003 roku prezydent Stanów Zjednoczonych, George W. Bush, przedstawił program „Inicjatywy Zażegnania Głodu w Afryce”przy pomocy żywności modyfikowanej gene­tycznie. W swoim przemówieniu oskarżył jednocześnie Europę o utrudnianie wałki z głodem, jej „bezpodstawnymi i nienaukowymi obawami” wobec żywności GM. Bush był święcie przekonany, iż żywność genetycznie modyfikowana jest kluczem do większych plonów, zwiększenia amerykań­skiego eksportu i do lepszego świata w ogóle.

Owo wystąpienie Busha było częścią planu korporacji, które chcą przejąć światowe zapasy żywności. Plan ten przedstawiono w styczniu 1999 roku na konferencji biotechnologicznej. Przed­stawiciel Grupy Konsultingowej „Arthur Andersen” wyjaśnił wtedy, jak jego firma pomogła go stworzyć koncernowi Monsanto. Doradcy z „Arthur Andersen” zapytali najpierw Monsanto, jak koncern ten widzi swoją przyszłość w ciągu piętnastu do dwudziestu lat. Zarząd Monsanto odpo­wiedział: chcemy, aby 100 procent nasion na świecie było modyfikowane genetycznie i opatento­wane. Pracownicy firmy „Arthur Andersen” stworzyli wtedy odpowiednią strategię, która pozwoliłaby Monsanto osiągnąć ten cel. Przedstawili Monsanto odpowiednie plany i procedury, które pozwoliłyby temu koncernowi zdominować rynki nasion i roślin uprawnych tak, aby nie istniały już naturalne nasiona i uprawy rolne.

Częścią tego planu były wpływy Monsanto w rządzie amerykańskim. Rolą rządu była promo­cja biotechnologii w kraju i na całym świecie, co pozwoliłoby Monsanto wprowadzić żywność gene­tycznie modyfikowaną na rynek na tyle szybko, by nikt się temu nie sprzeciwił. Konsultant z dzie­dziny biotechnologii powiedział wręcz: „Przemysł biotechnologiczny liczy na to, że po pewnym czasie przejmie światowy rynek żywności, zalewając go produktami modyfikowanymi genetycznie. Wtedy nikt już nie będzie mógł nic na to poradzić. I wtedy każdy będzie musiał się temu poddać.„[l]

Szczegółowy plan podboju rynku światowego przedstawił prelegent z innej firmy biotechnolo­gicznej. Przedstawił wtedy wykresy prognoz, pokazujące jak rok po roku spada liczba naturalnych upraw. Według tych prognoz w ciągu pięciu lat 95 procent wszystkich upraw będzie modyfikowa­na genetycznie.

Część uczestników owej konferencji była przerażona owym aroganckim i niebezpiecznym brakiem szacunku dla przyrody. Lecz dla przemysłu biotechnologicznego ów brak szacunku i zagrożenie dla ekologii było wyłącznie znakomitym interesem. Wyczytać to można, na przykład z jednej z reklam Monsanto: „Widzicie, iż nie ma prawie żadnej różnicy między żywnością od Matki Natury a stwo­rzoną przez człowieka. Sztuczny jest podział na jedną i drugą.,,[2]

Aby wprowadzić w życie ów plan dominacji, firmy biotechnologiczne musiały przejąć rynek nasion. W szybkim tempie przejęły zatem 23 procent firm produkujących nasiona na całym świe­cie. Monsanto zdominowała rynek zgodnie ze swoimi pianami: przejęła 91 procent światowego rynku żywności modyfikowanej. Niemniej przemysłowi biotechnologicznemu nie udało się jedno: wymiany zapasów i źródeł naturalnych ziaren na genetycznie modyfikowane. Na całym świecie pojawili się ludzie, którzy wcale nie uważają, iż żywność modyfikowana jest bezpieczna. Ci ludzie stawili opór.

Światowy sprzeciw wobec żywności modyfikowanej genetycznie przerodził się w globalną bitwę. W USA spada eksport modyfikowanej kukurydzy i soi. Nawet głodująca Afryka nie chce otrzymy­wać żywności modyfikowanej w ramach pomocy międzynarodowej. Koncern Monsanto przeżywa poważne kłopoty finansowe i gwałtownie poszukuje nowych rynków zbytu. Rząd Stanów Zjedno­czonych utrzymuje, iż źródłem tych kłopotów jest opór Unii Europejskiej wobec żywności modyfi­kowanej. I chce go złamać. 13 maja 2003 roku Stany Zjednoczone zgłosiły swoją skargę wobec po­stawy Unii do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Według USA zakaz wprowadzenia żywności modyfikowanej na rynki unijne, jest pogwałceniem umów międzynarodowych.

Tego samego dnia Robert Zoelick, przedstawiciel Izby Handlowej USA obwieścił: „Ogromna ilość dowodów naukowych świadczy za tym, iż żywność modyfikowana jest bezpieczna i zdrowa.” Zoelick po raz kolejny zacytował tu mantrę biotechnologów, mantrę, na której opierają się plan przejęcia kontroli nad światową żywnością, skarga złożona przed WTO oraz prezydencka kampa­nia walki z głodem. Mantrę, która jest kłamstwem”.

(1. Stuart Laidlaw, „StarLink Fallout Could Cost Billions”, The Toronto Star, 09/01/2001

2. Robert Cohen, „Milk, the Deadly Poison, Argus Publishing, Englewood Cliffs, NJ, 1998, str. 133).

Coż to jest, ta żywność modyfikowana genetycznie, nazywana skrótowo GM lub GMO[203]? Skorzystajmy z publikacji „Masz prawo wiedzieć” wydanej przez Fundację ICPPC[204]:

„Na stronie Ministerstwa Środowiska można przeczytać:

„… Organizm genetycznie zmodyfikowany to organizm inny niż organizm człowieka, w któ­rym materiał genetyczny został zmieniony w sposób nie zachodzący w warunkach naturalnych…”

(źródło: http://www.gmo.mos.gov.pl)

Innymi słowy genetyczna modyfikacja w przypadku GMO oznacza sztuczne zostawienie ob­cych genów do materiału genetycznego danego organizmu. Geny przenosi się przekraczając grani­ce między gatunkami np. geny zwierząt do rośliny. Metody przy tym stosowane są nieprecyzyjne! Nigdy w przyrodzie takie organizmy nie pozostają w sposób naturalny np.: pomidor z genem ryby, ziemniak z genem meduzy, karp i ryż z genami człowieka, sałata z genem szczura, soja i kukury­dza z genami bakterii!

Genetycznie zmodyfikowane rośliny uprawia się komercyjnie dopiero od 10 lat. 70% świato­wej produkcji roślin GM odbywa się w USA i Kanadzie, 20% w Argentynie, 5% w Brazylii 4% w Chinach. W krajach UE niewielkie ilości w Hiszpanii, Niemczech, Francji, Czechach. Najczę­ściej uprawia się soję, kukurydzę, rzepak i bawełnę. Około 60% przetworzonych produktów spo­żywczych zawiera soję lub kukurydzę.

Wprowadzeniu roślin GM na rynek towarzyszyły kampanie wielkich korporacji obiecujące:

uzyskanie wyższych plonów, mniejsze zużycie herbicydów, rozwiązanie problemu głodu na świecie, możliwość zachowania czystości naturalnych nasion.

Po 10 latach komercyjnych upraw i niezależnych doświadczeń prawda okazuje się być inna!”.

Największym producentem genetycznie produkowanej żywności na świecie jest firma Monsanto. W roku 1929 firma wynalazła polichlorowane bifenyle (PCB), stosowane przez wiele następnych lat w transformatorach i kondensatorach. Z czasem okazało się, że są wy­soce toksyczne, destrukcyjnie wpływają na reprodukcję zwierząt i zdrowie ludzi, a poza tym powodują raka. W latach 70. wycofano je z produkcji, jednak tony PCB krążą nadal w środowisku. I nie pozostaje to bez wpływu na ryzyko zachorowalności na nowotwory.

W roku 1945 Monsanto rozpoczęła produkcję DDT (chlorowany węglowodór) używa­nego do zwalczania insektów. DDT jest silnie toksyczne i również powoduje raka. Chociaż w krajach rozwiniętych zabroniono produkcji tego środka już pod koniec lat 60., to nadal jest on stosowany w krajach trzeciego świata.

W czasie wojny w Wietnamie, od 1962 do 1970 roku, stosowano wytwarzany przez Monsan­to preparat o nazwie „Agent Orange” (defoliant[205]), zawierający silnie trujące dioksyny[206]. To ten środek spowodował wypłatę odszkodowań w wysokości 180 milionów USD dla weteranów tej wojny za wykryte u nich choroby wątroby i nowotwory. 500 000 dzieci wietnamskich urodziło się zdeformowanych, ale one na pieniądze liczyć nie mogą. Urodziły się w nieodpowiednim miejscu.

W 1976 roku Monsanto uruchomiła produkcję pierwszej plastikowej butelki na napoje (Cycle Safe), którą w następnym roku wycofano z użycia, z powodu działania rakotwórczego.

W roku 1985 firma wprowadziła na rynek słodzik Aspartam (Nutra Sweet), którego pro­dukcji wkrótce zakazano z powodu prawdopodobieństwa wywoływania nowotworu mózgu. Gdzieniegdzie pojawiają się informacje, że używa się go nadal w produkcji coca-coli, poza terytorium USA.

Całkiem niedawno reklamowała BST (rBGH, Posilać) – zmodyfikowany genetycznie hormon wzrostu, który zwiększa u krów produkcję mleka. Okazało się, że zwiększa również ryzyko zachorowania na raka piersi, okrężnicy i prostaty u pijących to mleko. Stosowanie BST jest zakazane w krajach UE…

Dzisiaj Monsanto przekonuje cały świat do kupowania wyrobów genetycznie modyfi­kowanych (GMO).

Na początku lat 90. firma Monsanto zaczęła stosować manipulację genetyczną w upra­wie roślin. Wynikiem tych prac było uodpornienie roślin na produkowany przez firmę, najpopularniejszy w świecie herbicyd[207] Roundup[208]. W związku z tym, od tej pory zabija on wszystkie inne rośliny, oszczędzając zmodyfikowane genetycznie.

Sztandarowym przykładem walki z tą korporacją chemiczną jest kanadyjski farmer Percy Schmeiser. Jego historię w przejmujący sposób pokazuje film zatytułowany „Zycie wymyka się spod kontroli”[209]. Na 650 hektarowym polu, będącym w posiadaniu jego rodziny od ponad stu lat, prowadził uprawę rzepaku. W ciągu 50 lat pracy i ciężkich badań udało mu się uzyskać od­mianę wolną od chorób. Prosperował dobrze. Do 1996 roku, kiedy to koncern Monsanto wpro­wadził swoje genetycznie modyfikowane nasiona do Kanady. Podczas zbiorów owego feralne­go roku, huragan przeniósł z sąsiednich pól zmodyfikowany rzepak na pole Schmeisera. Niedługo potem Schmeiser był już w części posiadaczem uprawy zmodyfikowanej rośliny. Dla rolnika doglądającego z pietyzmem przez lata swych zbóż było to odkrycie traumatyczne. Naj­gorsze jednak miało dopiero nadejść. W sierpniu 1998 roku firma Monsanto podała Schmeise­ra do sądu z zarzutem bezprawnej uprawy opatentowanego przez nią materiału siewnego. Dwa różne sądy uznały wniosek za zasadny i nakazały farmerowi zapłacić karę 100 000 USD. Zszo­kowany lecz nie poddający się farmer odwołał się od wyroku do Sądu Najwyższego Kanady. Wyrok, choć korzystniejszy dla Schmeisera, nie uwzględniał winy koncernu. Sąd orzekł, że far­mer uprawiał nasiona Roundup Ready, jednak zostanie zwolniony z zapłaty gigantycznej ka­ry, bo … uprawa ta go nie wzbogaciła. Iście diabelski wyrok!

Od tego dnia Schmeiser wyznaczył sobie za punkt honoru walkę z nieuczciwymi prak­tykami chemicznych koncernów. Jeździ po całym świecie, współpracując z organizacjami ekologicznymi i przestrzega przed modyfikowanymi uprawami. Odwiedził już ponad 40 krajów, w których na rozlicznych wystąpieniach informuje rolników o zagrożeniach, jakie niosą genetycznie modyfikowane organizmy. Mówi o zanieczyszczeniu gleby, które powo­dują, o niebezpieczeństwie zubożenia różnorodności gatunkowej i przede wszystkim o bra­ku prawa wyboru, które wkrótce może stać się przekleństwem rolnictwa na całym świecie.

W Saskatchewan, w zachodniej Kanadzie, ponad tysiąc farmerów złożyło pozew o odszko­dowania przeciw firmom stosującym manipulację genetyczną, na skutek której ekologiczne go­spodarstwa straciły swój dotychczasowy charakter. Farmerzy dostrzegali postępujące zanie­czyszczenie swych upraw już od początku roku 2000, jednak ostatnie lata przyniosły prawdziwą klęskę. Uprawiany przez nich rzepak, w założeniu ekologiczny i wolny od jakichkolwiek zanie­czyszczeń, okazał się rośliną genetycznie zmodyfikowaną. Wykazały to wyniki prób, jakim zbio­ry poddawane są w specjalistycznych laboratoriach. Ich rzepak posiada geny Roundup Ready firmy Monsanto i Liberty Link firmy Aventis. Dziś obie te firmy należą do koncernu Bayer.

Według przepisów, atestowane gospodarstwa ekologiczne musi oddzielać od upraw GMO dwustumetrowa strefa buforowa. Jednak suchy przepis nie uwzględnia czynnika wiatru. Po­nadto, to farmerzy produkujący dotąd żywność ekologiczną muszą teraz udowadniać urzędom atestującym, że podejmują wszelkie środki ochrony przed sąsiednimi uprawami GMO. Absurd w najczystszej postaci! Farmerzy nie są dłużej w stanie kontynuować produkcji ekologicznej, ponieważ już ponad 60% upraw rzepaku w Saskatchewan jest genetycznie zmodyfikowane.

W wielu przypadkach pierwotny, genetycznie czysty materiał siewny należy do przeszło­ści. W Kanadzie nie ma już właściwie w ogóle nie zmodyfikowanego genetycznie, ziarna rzepaku i soi. Mało tego, popularny na tamtejszym rynku olej „Canola” wziął nawet swoją nazwę od Kanady. „Canola” jest znakiem towarowym kanadyjskiego oleju rzepakowego. Używając tradycyjnych metod hodowli roślin zmieniono w nim skład kwasów tłuszczowych, dlatego też rzepak ten i uzyskiwany z niego olej różnią się od wytwarzanego w Europie.

Globalizacja daje dziś możliwość bezwzględnym i żądnym zysków koncernom, przeję­cia kontroli nad całym materiałem siewnym na naszej planecie. Szczególnie w krajach tak zwanego trzeciego świata.

W Indiach rolnicy już odczuli skutki zawierzenia korporacjom chemicznym. Mon­santo, pod egidą przejętej przez siebie hinduskiej firmy Mahyco, rozprowadził rekla­mówkę filmową promującą genetycznie modyfikowaną bawełnę – Bollgard. Firma obie­cywała w niej, że jej nasiona dadzą wyższe plony, a ich jakość będzie nieporównanie lepsza. Przekonywano rolników, że choć cena materiału jest czterokrotnie wyższa od kla­sycznych nasion, to zużycie pestycydów wydatnie spadnie, bo rośliny modyfikowane ge­netycznie mają mechanizmy obrony przed szkodnikami. Rolnicy, skuszeni taką perspek­tywą, zaciągali wysoko oprocentowane pożyczki, by móc skorzystać z tej wspaniałej szansy. Plony bawełny BT okazały się jednak katastrofalne. Rośliny chorowały na wszystkie możliwe choroby. Bawełnę zaatakowała słonecznica okrężówka[210], na którą roślina miała być odporna. Rolnicy rzucili się do kupowania pestycydów, by ratować resztki zbiorów. Wpadli w spiralę zadłużeń, z której dużej ich liczbie nie udało się wyjść. By ratować stan posiadania i przyszłość swych rodzin, wielu z nich sprzedało własną ner­kę, tysiące innych popełniło samobójstwo.

Ich los interesuje nielicznych. Przede wszystkim najbliższych, których życie zamieniło się dosłownie z dnia na dzień w koszmar. Poza nimi los dał im jednak jeszcze kogoś. Prze­wodnika w beznadziejnej codzienności i nadzieję dla przyszłych pokoleń. Silniejszą du­chem od wielu mężczyzn kobietę. Jest nią doktor Vandana Shiva, fizyk i ekolog. Już od po­nad 20 lat walczy o urodzajną ziemię, czystą wodę i zdrową żywność. O powrót normalności. Znienawidzona przez chemiczne giganty, szanowana przez tych, którym ziemia wyrywana jest spod nóg. Doktor Shiva jeździ po Indiach i otwiera ludziom oczy. Pokazuje im praw­dziwe oblicze brutalnego świata rządzonego przez złotego cielca i przypomina o naturze. Jest dla nich szansą na przetrwanie. Z własnych funduszy kupiła pole u podnóży Himala­jów i uprawia je zgodnie z wielowiekową tradycją. Z prawem naturalnym i rozumem.

Doktor Vandana Shiva uprawia różne odmiany tradycyjnych roślin, rozmnaża je i przecho­wuje. Ratuje w ekologiczny sposób naturalny materiał siewny dla przyszłych pokoleń. Walczy o zachowanie różnorodności biologicznej w swoim kraju. Naucza rolników. Mówi o tym, że wiel­kie korporacje w pogoni za zyskiem zniszczyły większość zdrowych nasion ogromnej ilości ro­ślin. I to w tak krótkim czasie. Opowiada o tym, że od wieków uprawiany przez jej naród ryż basmati[9] został objęty korporacyjnym patentem i by nadal go uprawiać trzeba będzie płacić jego amerykańskim właścicielom. Podobnie z indyjską miodlą[10], której jej przodkowie używali w kuchni czy stosowanym przez hinduską medycynę ludową tumerlikiem, naturalnym antybio­tykiem. Inne lekarstwa przestają działać na uodparniające się choroby, toczy się więc już na świecie walka o dary natury. To samo dotyczy bazylii tulasi[11] czy imbiru[12]. Doktor Shiva walczy z gigantami, i z nieubłaganym czasem. W Amerykańskim Biurze Patentowym leżą już wnioski patentowe na co trzeci gatunek roślin występujących w Indiach.

Hindusi zaczynają to pomału dostrzegać:

„Najnowsze badania upraw genetycznie modyfikowanej bawełny, która jest szeroko stosowana jako pokarm oraz w przemyśle włókienniczym, spowodowały wzrost obaw co do jej nieszkodliwości.

Wstępne doniesienie opublikowane pod koniec kwietnia w Nowej Zelandii, podaje, że tysiące owiec zdechły w rezultacie pasienia się na polach, na których uprawiano genetycznie modyfikowa­ną bawełnę. Owce i kozy zaczęły zdychać po siedmiu dniach jedzenia delikatnych liści i łodyg ba­wełny Bt, które pozostały na polach po jej zbiorze.

W grudniu 2005 roku ogłoszono wyniki trzymiesięcznych badań, w rezultacie których ustalo­no, że robotnicy zajmujący się zbieraniem genetycznie modyfikowanej bawełny cierpieli na ostrą alergiczną reakcję skóry w postaci swędzenia i pęcherzy pozostawiających odbarwienia na czarnej skórze, które były widoczne jeszcze po pięciu miesiącach.

Brytyjskie Towarzystwo Medyczne już wcześniej zasygnalizowało, że stosowanie genetycznie modyfikowanych produktów może wiązać się z pewnymi zagrożeniami, w tym z wytworzeniem od­porności na leki przeciwko chorobom wenerycznym – w tym przypadku w rezultacie wystawienia ko­biet na działanie genetycznie modyfikowanych składników zawartych w środkach higieny osobistej.

Co więcej, zbiory genetycznie modyfikowanej bawełny zawiodły w pewnych regionach Indii, co doprowadziło do wielu samobójstw, których powodem było zadłużenie narosłe z powodu wyso­kich kosztów uprawy tej bawełny. Zachęciło to Indyjski Komitet ds. Inżynierii Genetycznej do przyznania po trzech latach uprawiania genetycznie modyfikowanej bawełny, że odmiany Mech-184 Bt, Mech-162 Bt i Mech-12 Bt firmy Mahyco-Monsanto są nieudane.”[13]

Tymczasem Monsanto omija prawo z niezwykłą determinacją od wielu lat.

1947 – eksplozja w fabryce Monsanto w Texas City zniszczyła część miasta, zabija­jąc 500 osób.

1979 – Monsanto przeprowadziła badania, na podstawie których stwierdziła, że dioksy­ny nie zwiększają ryzyka zachorowania na raka. W 1990 r. okazało się, że wyniki tych ba­dań zostały sfałszowane.

1986 – Monsanto wydała 50 tys. dolarów, by nie dopuścić do uchwalenia w Kalifornii prawa zakazującego wprowadzania rakotwórczych chemikaliów do źródeł wody pitnej.

1990 – Monsanto wydała 405 tys. dolarów na zablokowanie kolejnej inicjatywy praw­nej, zmierzającej do ograniczenia stosowania pestycydów, w tym. produkowanego przez Monsanto rakotwórczego alachloru.

1997 – okazało się, że Monsanto sprzedała 6,000 ton odpadów skażonych kadmem fir­mom produkującym nawozy.

Aby uzależnić rolników od siebie, wyprodukowała gen o nazwie (nomen omen) Termi­nator. Opatentowany w USA pod numerem 5,723,765, uniemożliwia roślinom naturalne rozmnażanie (powoduje sterylność nasion). Uzależnia rolników od corocznych dostaw ziarna do siewu z jednej tylko firmy, właśnie Monsanto.

Uczciwie i narodowo myślący przywódcy państwowi stawiają tym degeneratom zdecy­dowany sprzeciw:

„Prezydent Wenezueli, Hugo Chavez Frías, oświadczył, że uprawa genetycznie modyfikowa­nych roślin będzie zakazana na wenezuelskiej ziemi, że zostaną ustanowione najostrzejsze na za­chodniej półkuli restrykcje zakazujące uprawy transgeników.

Jeszcze przed niedawnym międzynarodowym zjazdem zwolenników tych upraw w Caracas prezydent Chavez uprzedził, że genetycznie modyfikowane uprawy są niezgodne z interesem i po­trzebami farmerów i robotników rolnych jego kraju, po czym skoncentrował się na planach firmy Monsanto, która zamierza zasiać w Wenezueli 500000 akrów (202500 ha) transgeniczną soją.

Prezydent Chavez podkreślił wagę niezależności swojego kraju w sprawie dostaw żywno­ści i jej zdrowotności, do czego zobowiązuje go konstytucja jego kraju będąca podstawą jego decyzji. Oznajmił, że zamiast transgenicznymi uprawami będącymi dziełem firmy Monsanto pola te zostaną zasiane miejscową rośliną juką. Dodał również, że zostanie stworzony duży bank nasion, którego celem będzie zachowanie miejscowych roślin do użytku rolników na ca­łym świecie.

Międzynarodowa organizacja rolników Via Campesina, będąca rzecznikiem interesów po­nad 60 milionów farmerów i robotników rolnych, zwróciła uwagę administracji Chaveza na ten problem, kiedy dowiedziała się o kontrakcie z firmą Monsanto”.2,6

Między innymi i z tego powodu Chavez staje się bardzo niewygodny dla Ameryki. Jed­nak podobnie problem postrzegają inne kraje:

„Genetycznie modyfikowaną soję obwinia się o wywołanie kryzysu środowiska naturalnego, który zagraża kruchym zalążkom ekonomicznej poprawy w Argentynie.

W roku 1977 Argentyna była jednym z pierwszych krajów, które dopuściły u siebie genetycznie modyfikowane uprawy. To właśnie wtedy wprowadzono w Stanach Zjednoczonych i w Argenty­nie soję Roundup Ready opracowaną przez firmę Monsanto. Ten gatunek soi jest odporny na glifosat (środek ochrony roślin) znany pod nazwą handlową Roundup.

Do roku 2002 prawie połowa argentyńskiej ziemi uprawnej – 11,6 miliona hektarów – zosta­ła przeznaczona pod uprawę soi, głównie genetycznie modyfikowanej. Dla porównania można do­dać, że w roku 1971 uprawa soi zajmowała zaledwie 37,7 tysiąca hektarów.

Początkowo wszystko wyglądało bardzo różowo. W łatach 1997-2002 areał przeznaczony pod upra­wę soi zwiększył się o 75 procent, zaś zbiory o 173 procenty.

Jednak kilka lat temu grupa agronomów zaczęła podnosić alarm, ostrzegając, że całkowite i nie kontrolowane przestawienie się na gatunek soi Roundup Ready jest przyczyną nie przewi­dzianych problemów.

Ogłoszone w roku 2001 wyniki badań przeprowadzonych przez ekonomicznego konsultanta rolniczego Charlesa Benbrooka mówią, że hodowcy soi Roundup Ready w Argentynie stosują dwukrotnie więcej herbicydów niż farmerzy uprawiający normalną soję z powodu niespodziewa­nych problemów z uodpornionymi na ich działanie chwastami.

Benbrook zalecał argentyńskim farmerom zmniejszenie obszaru, na którym stosują Roundup Ready, o połowę, aby ograniczyć stosowanie glifosatu. Jeśli tego nie zrobią, ostrzegał, staną przed poważnymi problemami. Przewidywał wzrost liczby chwastów, pojawienie się odpornych na herbicydy superchwastów i zmiany w mikrobiologii gleby.

Okazało się, że miał całkowitą rację. Badania wpływu soi Roundup Ready na chwasty przeprowa­dzone przez Delmę Faccini z Państwowego Uniwersytetu w Rosario dowodzą, że częstość występowa­nia wielu poprzednio rzadko występujących gatunków chwastów tolerujących glifosat znacznie wzrosła.

Co gorsze, zaczęły również pojawiać się niekorzystne zmiany w mikrobiologii gleby.

– Ponieważ stosuje się tak dużo herbicydów, bakterie w glebie zanikają i gleba staje się bierna, co powoduje zahamowanie naturalnego procesu rozkładu – oświadczył Adolfo Boy z Grupo de Reflexión Rural, zespołu agrobiologów będących przeciwnikami upraw genetycznie modyfikowanych. – Na nie­których farmach doszło już do tego, że resztki roślinności trzeba zbierać i wywozić z pola.

Argentyna była niegdyś jednym z głównych producentów żywności, zwłaszcza pszenicy i woło­winy, ale „sojaryzacja” gospodarki – jak określają ten proces sami Argentyńczycy – zmieniła ten stan rzeczy. Około 150 000 małorolnych farmerów zostało wyrugowanych ze swojej ziemi.

Jak dotąd niewiele krajów optuje za technologią genetycznej modyfikacji. Argentyna i Stany Zjedno­czone wytwarzają 84 procenty genetycznie modyfikowanych roślin, ale ponieważ inne kraje, w tym Wiel­ka Brytania, zdają się przygotowywać do zaakceptowania komercyjnej hodowli genetycznie modyfikowa­nych upraw, można by im poradzić, aby skorzystały z doświadczeń Argentyny i sprawdziły, jak szkodliwe mogą być tego skutki”. (Źródło: New Scientist, 1 7 kwietnia 2004)211 .

Również w Wielkiej Brytanii przeciwnicy GMO podnoszą głos:

„Po ujawnieniu kolejnych wyników doświadczeń prowadzonych w laboratoriach na szczu­rach, które świadczą o związku genetycznie modyfikowanych ziemniaków z rakiem, brytyjscy przeciwnicy genetycznie modyfikowanych upraw nawołują do zaprzestania dalszych prób z ich uprawą w Wielkiej Brytanii w nadchodzącym sezonie.

Działacze brytyjskiego oddziału Greenpeace twierdzą, że wyniki rosyjskich badań uzyskane po ośmiu latach zmagań w sądach z tamtejszym przemysłem biotechnologicznym potwierdzają ustalenia dra Arpada Pusztaia, którego prace skrytykowało Królewskie Towarzystwo Naukowe i Holenderski Instytut Kontroli Jakości.

Graham Thompson, działacz Greenpeace, oświadczył, że te wyniki „potwierdzają rezultaty badań dra Pusztaia, które ten przemysł swego czasu zdyskredytował”.

Brian John z walijskiej organizacji GM Free Cymru, która ogłosiła 16 lutego wyniki rosyj­skich badań, stwierdził, że te badania prowadził w roku 1998 Instytut Żywienia Rosyjskiej Aka­demii Nauk Medycznych i przez osiem lat trzymał ich rezultaty w tajemnicy. Badania te wyka­zały, że u szczurów karmionych genetycznie modyfikowanymi ziemniakami wykształciły się guzy i zwierzęta doznały poważnych uszkodzeń wątroby, nerek i jelita grubego. Ziemniaki zawierały gen znacznikowy odporności na antybiotyki.

Instytut odmówił ujawnienia pełnej informacji i Greenpeace oraz inne organizacje zorganizo­wały kampanię prawną, której celem było uzyskanie pełnego raportu. W maju 2004 roku Nikuliński Sąd Rejonowy w Moskwie orzekł, że informacje dotyczące bezpieczeństwa genetycznie modyfi­kowanej żywności powinny być ujawnione społeczeństwu. Mimo to instytut odmówił ujawnienia raportu. Greenpeace i grupy rosyjskich działaczy ponownie podały instytut do sądu i we wrze­śniu 2005 roku uzyskały wyrok nakazujący ujawnienie raportu.

Irina Jermakova, konsultantka Greenpeace’u, która prowadziła własne badania w zakresie żywienia genetycznie modyfikowanymi pokarmami, przeanalizowała wyniki i stwierdziła, że ziemniaki odmiany GM Russett Burbank okazały się „najniebezpieczniejsze”ze wszystkich stoso­wanych w doświadczeniach pasz i że „w świetle tych wyników nie wolno ich wykorzystywać do żywienia ludzi”. (Źródło: The Independent, 17 lutego 2001). [14]

(…) Rozwój Genetycznie Zmodyfikowanych Organizmów (GMO) na masową skalę pociąga za so­bą ryzyko wywołania największej w świecie katastrofy ekologicznej – ostrzegł książę Walii Karol ‘w wywiadzie dla „Daily Telegraph”.

Brytyjski następca tronu porównał GMO do nieudanego eksperymentu na przyrodzie i ludziach, realizowanego przez naukowców i wspierające ich międzynarodowe koncerny.

Skutkiem uzależnienia się od wielkich korporacji w produkcji żywności będzie zupełna kata­strofa – powiedział książę Karol, wyrażając obawy, że ziemia uprawna zostanie zniszczona przez eksperymenty, a tym samym zabraknie żywności w przyszłości.

Publiczna debata nad GMO – według niego – nie uwypukla dostatecznie tego, iż chodzi o żyw­ność niebezpieczną dla ludzi i środowiska, a zamiast tego akcentuje wyższy potencjał produkcji.

Przejęcie masowej produkcji żywności przez gigantyczne korporacje oznacza, iż miliony drob­nych producentów żywności zostanie wyrugowanych z ziemi i pomnoży zastępy biedoty zamiesz­kującej wielkie aglomeracje miejskie – wskazuje książę Walii.

Rosnące ceny żywności, w dużym stopniu wywołane produkcją biopaliw, spowodowa­ły, że w Wielkiej Brytanii publiczna debata nad GMO odżyła na nowo.

Brytyjski następca tronu jest przeciwnikiem rabunkowych upraw obliczonych na zwiększe­nie produkcji plonów w krótkim czasie kosztem długookresowego interesu środowiska. Na swo­ich farmach nie stosuje nawozów sztucznych. W przeszłości bronił interesów drobnych farmerów przed supermarketami i dużymi korporacjami pomagając im w tworzeniu kooperatyw.

Propaganda przemysłu spożywczego o wykarmieniu ludności świata dzięki zwiększeniu wydajności przestaje być wiarygodna. Genetycznie manipulowane rośliny tworzy się nie dla­tego, że są bardziej wydajne, ale dlatego, by korporacje mogły je opatentować. Amerykańscy farmerzy uprawiają na milionach akrów rośliny GMO dlatego, że jest to subsydiowane przez władze ogromnymi kwotami. Te pieniądze pochodzą naturalnie z kieszeni podatników. Im więcej farmer wysieje takich roślin, tym więcej tych pieniędzy dostanie. Jest to zresztą swe­go rodzaju błędne koło, ponieważ dotacje te, powodując wzrost uprawy roślin modyfikowa­nych, zalewają nimi rynek, co przekłada się na obniżkę cen uzyskiwanych z ich sprzedaży. To, z kolei, skłania farmerów do zwiększania upraw. Natomiast farmy ekologiczne nie dosta­ją oczywiście od rządu żadnych pieniędzy.

1 stycznia 1995 roku powołano do życia Światową Organizację Handlu (WTO)[15], która zrzesza już ponad 150 państw, a jej wytyczne tworzą międzynarodowe korporacje, jak Mon­santo, Cargill[16], Du Pont, ADM i europejskie Nestle oraz Unilever. WTO stała się swoistym żandarmem pilnującym realizacji zadań postawionych przez wymienione wyżej giganty, któ­re budują „wolny i zintegrowany globalny rynek” dla swych produktów. Są wśród nich te mody­fikowane genetycznie, które Bush określił, jako „w zasadzie identyczne” ze zwykłymi nasiona­mi i nie wymagające regulacji rządowych. Administracja Busha wspiera te przedsięwzięcia z całą mocą. Tupet korporacji jest typowy dla wszystkiego, co robią. Firma Rice Tec z Teksa­su opatentowała właśnie długoziarnisty ryż, który był przez tysiące lat głównym składnikiem pożywienia krajów azjatyckich. To prawo dała jej decyzja Sądu Najwyższego USA z ro­ku 2001, która „usankcjonowała zasadę udzielania patentu na formy roślin oraz inne rodzaje życia”. Oznacza to, że firmy takie mają nie tylko prawo patentowania wszelkich gatunków, ale co istotniejsze, rząd USA jest zobowiązany do udzielania im wszelkiej pomocy w tym zakresie!

Ich działania już przekładają się na wzrost cen ryżu i podsycaną sztucznie histerię zwią­zaną z ograniczeniami w jego sprzedaży. Po raz pierwszy w życiu widziałem, podczas poby­tu w roku 2008 w Kanadzie, ludzi wynoszących z supermarketów po pięć worków ryżu, we­dług narzuconego odgórnie limitu sprzedaży. Nie wierzyłem własnym oczom oglądając obrazki, jakby żywcem przeniesione z okresu „dobrobytu” PRLu.

Zmuszonym do uległości odbiorcą dobrodziejstw GMO jest już Irak, wkrótce Afgani­stan, a w dalszej kolejności inne kraje, w których USA wprowadza „demokrację i wolność”

tworząc sobie globalne El Dorado. To kolejny profit „wojny z terroryzmem”, poza wszyst­kimi wymienionymi wcześniej w tej książce.

Wprowadzając w Iraku tak zwane „Prawa Bremera” przejęto pełną, niczym nie skrępo­waną kontrolę nad tamtejszą gospodarką żywnościową, a można pokusić się o stwierdze­nie, że rujnując żyzne pola uprawiane przez człowieka od tysięcy lat w dolinach Tygrysu i Eufratu, rujnują rejon kolebki rolnictwa w ogóle. Zarządzenie Bremera nr 81 z 26 kwiet­nia 2004 roku mówi wyraźnie:

„Farmerom zakazuje się powtórnego wykorzystywania do siewu nasion chronionych odmian lub odmiany”. Daje to właścicielom patentów przez 20 lat absolutną władzę nad farmerami używający­mi ich nasion. Nasiona te są genetycznie zmienione i są własnością zagranicznych firm ponadnaro­dowych. Używający ich iraccy rolnicy muszą podpisać umowę z zastrzeżeniem, że będą płacić ‘opła­tę technologiczną” oraz roczną opłatę licencyjną. Używanie nasion ‘podobnych” do chronionych, patentowanych odmian grozi wysokimi karami pieniężnymi i więzieniem. Jądrem tego zarządzenia jest amerykańska ustawa Plant Variety Protection (Ochrona Odmian Roślin), dzięki której nasiona GMO uzyskały ochronę i pomoc w zadaniu wyparcia uprawianych od 10 000 lat odmian roślin. (…)

Podczas gdy Irakijczycy cierpią i głodują, giganty GMO prowadzą produkcję rolną ukierunkowa­ną na eksport. Iraccy rolnicy są obecnie chłopami pańszczeźnianymi przemysłu rolnego i są zmuszani do wytwarzania produktów obcych ich narodowej diecie, takich jak zmodyfikowana z myślą o produk­cji makaronu pszenica. Prawa Bremera sankcjonują ten stan i zgodnie z artykułem 26 opracowanej przez USA konstytucji są nienaruszalne. Artykuł ten stanowi, że rząd Iraku nie ma upoważnienia do zmiany praw ustanowionych przez obcego okupanta. Aby to zagwarantować, w każdym minister­stwie ulokowano sympatyków USA, a najbardziej zaufanych w kluczowych ministerstwach”[17]

Oto jest Ameryka! Demokratyczna i niosąca pod swymi sztandarami hasła wolności. To oczywista legalizacja grabieży irackich zasobów naturalnych. Czy powyższe metody nie brzmią znajomo? Czy nie są doskonale znane wszystkim tym, którym przyszło zmagać się z codziennością kilkudziesięciu lat PRLu, w którym okupant wprowadzał swoje dekrety mające na celu biologiczne wyniszczenie narodu polskiego? Pozbawionego praw, z narzu­coną „konstytucją” i namiestnikami we wszystkich ministerstwach i urzędach lokalnych. Bez wydarzeń 11 września 2001 roku takie działania w dzisiejszym świecie nie byłyby moż­liwe. Oto odpowiedź na pytanie o beneficjentów 9/11. Nie są nimi Irakijczycy, Afgańczycy, ani mistyczna Al-Kaida z grupką fanatycznych muzułmanów skupionych w jaskini wo­kół Osamy Bin Ladena.

Amerykanie nie dostrzegali problemu bardzo długo. I pewnie długo by jeszcze sprawa GMO była dla nich jakąś bajką o żelaznym wilku, gdyby nie … motyl. Wspomniany, w jed­nym z poprzednich rozdziałów w złowieszczym kontekście, motyl Monarch Danaus plexip- pus. Motyl, który w Ameryce jest znany, popularny i lubiany. Amerykanie są z niego bar­dzo dumni. Przez cale lata wszystkie media w USA omijały temat GMO szerokim łukiem lecz kiedy w maju 1999 roku w prasie pojawiła się informacja, że motylowi Monarch za­graża modyfikowana kukurydza, rozpętało się piekło. Otóż naukowcy z amerykańskiego Cornell University poinformowali opinię publiczną, że motyle giną od pyłku kukurydzy wytwarzającej własny środek owadobójczy. Sprawa zrobiła się głośna. Nadal nikogo nie ob­chodził wpływ GMO na organizm człowieka, ale przynajmniej dostrzeżono, że istnieje coś takiego, jak genetyczna ingerencja w organizmy żywe. Rozpoczęła się dyskusja nad tym, czy GMO jest, czy też nie jest zagrożeniem dla motyli. Zwołano sympozjum, potem kolej­ne, zaproszono przedstawicieli mediów. Dziennikarka New York Times pisała:

„mimo, iż ku­kurydza oraz motyl monarcha są dwoma z najlepiej poznanych organizmów na ziemi”, to po „pół­tora roku badań wykonanych przez uniwersytety i firmy biotechnologiczne, naukowcy (…) wciąż nie są w stanie dokładnie stwierdzić, jak wielce groźna jest kukurydza GMO dla populacji dzikich motyli monarchów”.

„Koszty poszukiwań odpowiedzi na to pytanie oceniono na 2 do 3 milionów dolarów i jest to więcej niż Departament Rolnictwa przeznacza rocznie na wszystkie badania nad oceną zagrożeń, które mogą stanowić rośliny genetycznie modyfikowane dla środowiska”.”221

Jednak najbardziej porażające w sprawie motyla Monarch jest wyznanie Arnolda Foundina, dyrektora ds. usług naukowych w Departamencie Rolnictwa USA:

„Wiedzieliśmy, że owady takie jak monarcha i inne motyle będą podatne na działanie pyłków z kukurydzy Bt, To by­ło wkalkulowane”.

U nas również lobby GMO próbuje swych sił. O tym, jak wielkie ma możliwości, świad­czy fakt, że potrafiło zaangażować po swojej stronie libertyńskiego arcybiskupa (?) Zycińskiego. Ogłosił on, że „medycyna nie ma żadnej wiedzy, by żywność zmieniona genetycznie niosła jakieś zagrożenia”. Stwierdził też, że obawy przed GMO są rozprzestrzeniane przez radykal­nych ekologów, a ich poglądy są odosobnione. Nie wiem, czy naprawdę nie ma odpowiednich mechanizmów, aby Kościół mógł zakazać temu osobnikowi występów w mediach? Na prze­strzeni ostatnich lat zrobił swymi wypowiedziami więcej złego niż niejeden dziennikarz po­pularnej, antypolskiej „gazety” o zasięgu ogólnokrajowym. Ale właśnie dlatego jest tak ce­niony i popierany. Bo ludzie niezorientowani w jego rzeczywistych poglądach odbierają takie słowa, jako opinię Kościoła. A przecież Papież Jan Paweł II w roku 2000 mówił:

„rolnicy powinni oprzeć się pokusie zwiększenia produktywności i zysków ze szkodą dla natury (…) gdy rolnicy stają się tyranami ziemi, a nie jej opiekunami, prędzej czy później ziemia zemści się „.

Kościół zaatakowano w 2003 roku, kiedy Papież byl już bardzo słaby. W tym samym cza­sie, dziwnym zbiegiem okoliczności, Bush zaangażował się w promocję GMO. Arcybiskup Renato Martino przygotował wówczas „Konferencję Pontyfikalną dla Pokoju i Sprawiedli­wości” z udziałem pracowników koncernu Monsanto. Zebrani chwalili „wynalezione” przez tę firmę zmutowane odmiany batatów[18] i kassawy[19] udając, że wierzą w to, iż będzie to roz­wiązanie dla głodujących w Trzecim Świecie.

Niestety, ryba zawsze psuje się od głowy. Z chwilą, kiedy zabrakło Papieża Polaka, w jednym z nielicznych bastionów, jakie zdołał przez lata swego pontyfikatu zachować, zrobiono wyłom. W 2005 roku, amerykański ambasador w Watykanie, Francis Rooney, podjął działania dyplomatyczne mające na celu zmianę stanowiska Watykanu w sprawie żywności modyfikowanej genetycznie. W ich efekcie nastąpiła rewizja interpretacji teolo­gicznej modyfikacji genetycznej roślin. Przestano mówić słowami Jana Pawła II o unika­niu „zabawy w Boga”. Zaczęło się „korzystanie z dobrodziejstw natury, by żywić ludzi”.

Wiele osób sądzi, że nas ten temat nie dotyczy. Polska zawsze słynęła ze zdrowej, nie­skażonej żywności. Od czasu uruchomienia ruchu bezwizowego, w przygranicznych mia­steczkach pojawiają się tłumy Niemców kupujących płody rolne polskiej wsi. Nie tylko zresztą tam. Osobiście widywałem wielu cudzoziemców na Mazurach, okupujących małe wiejskie stragany z warzywami i owocami. Wiedzą, że polska żywność przewyższa o klasę produkty „nowoczesnego” rolnictwa Europy Zachodniej. Są zachwyceni smakiem polskich jabłek, gruszek, śliwek, pomidorów i ogórków, nieskażonych chemiczną ingerencją bez­myślnego człowieka.

Jakże wielu moich rodaków nie docenia niestety tych darów od Boga, jakimi są życio­dajne wody, pola i lasy z bogactwem zwierzyny oraz naturalnej żywności. W to wszystko obfituje nadal jeszcze polska wieś. Tym większe budzi zdziwienie zaangażowanie w jej obronę człowieka, który z niej nie wyrósł, a który mimo to polską wieś umiłował, dostrzegł w niej szansę dla ocalenia rolnictwa w ogóle i podjął się próby ratowania tej części nasze­go dziedzictwa. Tym człowiekiem jest Brytyjczyk, Sir Julian Rose, ekolog, właściciel go­spodarstwa ekologicznego Hardwick Estate, wieloletni członek Zarządu stowarzyszenia „Soil”[20], współzałożyciel Stowarzyszenia Konsumentów i Producentów Niepasteryzowanego Mleka, ekspert Brytyjskiej Agencji Rozwoju Wsi; z jego rad korzysta Książę Karol i brytyjski rząd. Wraz z panią Jadwigą Łopatą, pomysłodawczynią przedsięwzięcia, Pre­zesem Stowarzyszenia ECEAT-Poland (European Center for Ecological Agriculture and Tourism), członkinią organizacji Innowatorów dla Dobra Publicznego – Ashoka i właści­cielką gospodarstwa ekologicznego, powołali do życia ICPPC – Międzynarodową Koalicję dla Ochrony Polskiej Wsi.

Koalicja powstała w listopadzie 2000 roku, w efekcie konferencji, której końcowy wnio­sek zawarty został w pięknych słowach:

„Polska wieś jest bardzo wyjątkowa – bogactwo natury, piękne krajobrazy i ciągle żywa kul­tura ludowa, dużo dobrych rolników, którzy kochają swoją pracę. Jest to nasz narodowy skarb. Decyzje podejmowane dzisiaj mogą jednak spowodować zniszczenie takiego wyglądu polskiej wsi w ciągu kilku następnych lat. Ochrona polskiej wsi to sprawa ogromnej wagi nie tylko dla Polski, ale także jednostek i organizacji z innych krajów. „

W kwietniu 2002 roku ICPPC została uhonorowana nagrodą Goldmana – tzw. Ekolo­gicznym Noblem za międzynarodową kampanię na rzecz ochrony małych gospodarstw ro­dzinnych w Polsce.

W czerwcu 2002 siedzibę ICPPC w Stryszowie, w województwie małopolskim, odwie­dził brytyjski następca tronu Książę Karol.

ICPPC nie spoczęła na laurach. W związku z narastającym zagrożeniem wprowadzenia do Polski upraw GMO oraz agresywnym lobbingiem zwolenników GMO, 1 grudnia 2007 w Krakowie powołano Koalicję „Polska wolna od GMO”. Zawiązało ją kilkadziesiąt stowarzy­szeń i osób, którym zależy na ochronie zdrowia mieszkańców naszego kraju, piękna polskiej wsi, zachowania krajobrazu i środowiska naturalnego dla przyszłych pokoleń. Autor niniej­szej książki ma również zaszczyt być jej członkiem. Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi znala­zła się wśród inicjatorów akcji.

Założenia Koalicji są czytelne:

CELEM KOALICJI „POLSKA WOLNA OD GMO” jest ochrona Polski przed GMO (genetycznie zmodyfikowanymi organizmami) poprzez wydawanie oświadczeń, lobbing wśród władz i polityków, organizowanie wszelkich działań edukacyjnych, organizowanie akcji bezpośrednich (wolnych od przemocy), współpraca z innymi krajami.

STANOWISKO KOALICJI „POLSKA WOLNA OD GMO”:

1.  Nie jest możliwe współistnienie upraw genetycznie zmodyfikowanych obok upraw bez GMO; dopuszczenie do współistnienia doprowadzi do niekontrolowanego i niemożliwego do zatrzymania zanieczyszczenia upraw.

2.  GMO stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia ludzi i zwierząt, środowiska natural­nego, rolnictwa i lokalnej ekonomii.

3.  Zakaz genetycznie modyfikowanych upraw umożliwi wykorzystanie naturalnych wa­lorów polskiego rolnictwa.

4.  Jedynym skutecznym sposobem obrony przed GMO jest wprowadzanie całkowitego zakazu na genetycznie zmodyfikowane organizmy na terenie Polski.

5.  Konieczne jest podjęcie współpracy z innymi krajami w celu rozszerzenia całkowite­go zakazu na całą Europę.

6.  Chcemy również, aby społeczne fundusze przeznaczano na badania i rozwój trady­cyjnego i ekologicznego rolnictwa.[21]

Sprawa jest naprawdę gardłowa, albowiem:

„Organizmy transgeniczne charakteryzują się olbrzymią ekspansywnością, rozwijając się kosztem roślin konwencjonalnych, których właściwe miejsce w ekosystemie ukształtowało się na przestrzeni miliardów lat ewolucji. Jeśli ta Puszka Pandory raz zostanie otwarta, nie będzie już można ochronić polskiej żywności ani słynnej różno­rodności biologicznej polskiej wsi. A przecież Polacy, wraz z innymi mieszkańcami Europy, zdecy­dowanie odrzucili GMO!”[22]

Poważni naukowcy krzyczą donośnym głosem o ratowaniu naturalnych zasobów ziemi, wbrew spekulanckim interesom grupki żądnych zysku cwaniaków, dla których poza doraź­nym interesem nic się nie liczy. Wybitny znawca przedmiotu, profesor Wiąckowski[23] pisze:

„Ofensywa wielkich koncernów walczących za wszelką cenę o nowe rynki zbytu wciąż trwa. Coraz większa jest też świadomość społeczna istniejących zagrożeń nawet u wysokich urzędni­ków UE, ministrów krajów członkowskich, a także prezydentów. Przy zmianie ekipy rządzącej w Polsce trzeba przypomnieć nowym ministrom i urzędnikom o ogromnej odpowiedzialności w sprawie GMO. Nie ma przecież ważniejszych rzeczy jak ochrona środowiska, rolnictwa, bez­pieczeństwa żywnościowego i zdrowia mieszkańców naszego kraju.

Z nikim niekonsultowane igranie z kodem genetycznym przez Monsanto i inne wielkie korpo­racje stanowi największy problem etyczny w historii nauki. Dzieje się tak, ponieważ stosowane technologie:

1) opierają się na przestarzałych paradygmatach, co nie daje prawa do nieuzasadnionych obietnic rujnujących rolników, którzy w nie uwierzyli,

2) wykorzystują wyjątkowo niebezpieczne organizmy, co – jak podkreślają genetycy – jest re­ceptą na katastrofę (chodzi np. o wirus spokrewniony z AIDS, bakterie spokrewnione z wąglikiem, bakterią najczęściej wykorzystywaną w wojnie biologicznej, czy bakterie odporne na antybiotyki),

3) nie są poparte odpowiednimi badaniami. Celem wielkich korporacji nie jest etyka, ale zysk. Dłuższe, poważniejsze badania są przecież kosztowne,

4) próbują zapobiec wszelkim informacjom o zagrożeniu zdrowia i środowiska niekorzystnym dla przemysłów biotechnologicznych,

5)prowadzą agresywną propagandę sukcesu, mimo że od ponad 10 lat w większości krajów na świe­cie przeczą temu wyniki eksperymentu z GM roślinami.

Biotechnolodzy, wbrew oczywistym faktom potwierdzonym niemal na całym świecie, powta­rzają wciąż tę samą biotechnologiczną mantrę: że zwiększają plony, poprawiają jakość produk­tów, zmniejszają ilość pestycydów, chronią środowisko i świat przed głodem itp. Oceniając w ska­li świata ten już ponad 10-letni eksperyment, trzeba stwierdzić, że plony roślin genetycznie modyfikowanych w porównaniu do niemodyfikowanych nie były większe ani lepszej jakości, ale przeważnie o 5 do 20 proc. niższe.

Wykazano to zarówno w USA, jak i w wielu innych krajach jak: Brazylia, Paragwaj, Australia, Indie, Indonezja, Argentyna, Meksyk, Kolumbia i Afryka. W krajach o suchym i gorącym klimacie GM rośliny okazały się do niego zupełnie niedostosowane. Pomimo zapewnień przemysłu biotechnologicznego ilość chemicznych środków ochrony roślin nie tylko się nie zmniejszyła, ale trzeba ich było stosować znacznie więcej. Potwierdzono to także w Brazylii, w Chinach, w In­diach, w Argentynie, Meksyku, Kolumbii, Australii, Oceanii i w Afryce. W Brazylii, porównując lata 2000-2004, zużyto 95 proc. więcej herbicydu Roundup i 29,8 proc. więcej innych herbicydów.

Potrzebna różnorodność

Wielkie koncerny obiecywały wiele korzyści dla środowiska. Nie rozumieją, że sterylizacja śro­dowiska nie jest jednak dla niego korzystna, bo stanowi największe zagrożenie dla biologicznej róż­norodności. Rośliny genetycznie zmodyfikowane zostały w 75 proc. wyposażone w cechę tolerancji na totalny pestycyd Roundup zabijający wszystkie inne rośliny oraz toksyczny dla wszystkich dziko żyjących zwierząt i człowieka na olbrzymim obszarze liczącym kilkadziesiąt milionów hektarów. Prowadziło to w praktyce do dramatycznego wzrostu zużycia ilości tego środka, skażenia śro­dowiska i całego łańcucha pokarmowego. Roundup zabija nie tylko wiele gatunków owadów pożytecznych, jak owady drapieżne i pasożytnicze stanowiące główny hamulec w rozwoju szkod­ników, wiele gatunków prawnie chronionych, ale niszczy też pszczoły i rujnuje ich bazę pokarmo­wą. Wytępienie pszczół na wielkich obszarach USA czy Kanady stanowi bardzo poważne zagro- zenie dla rolnictwa i dla populacji człowieka. Warto tu przypomnieć słynną wypowiedź Einsteina: „jeśli pszczoły znikną z powierzchni Ziemi, człowiek przeżyje je zaledwie o kilka lat. Nie ma psz­czół, nie ma zapylania, nie ma roślin, nie ma zwierząt, nie ma człowieka”. Także pomysł wpro­wadzania toksyn do roślinności przeznaczonej do spożycia, bakterii produkującej toksyczne białka, trzeba uznać za makabryczny. Nowsze badania wykazały, że na setki próbek roślin z Bt wiele z nich nie zawierało toksycznego białka, wiele zawierało go bardzo mało (prawie 10-krotnie mniej niż zapewniało Monsanto). Za to sporadyczne zawierały toksyczne białko w bardzo dużej ilości, nawet-jak wykazały badania węgierskie -1500 do 2000 razy więcej niż w popularnym prepara­cie Decis. Tłumaczy to znakomicie, dlaczego GM kukurydza czy bawełna z Bt, które miały chro­nić przed szkodnikami, zawiodły np. w Indiach, Indonezji, Chinach czy Hiszpanii, dlaczego tak szybko pojawiły się superszkodniki odporne na toksyczne białko i dlaczego pada wiele dużych zwie­rząt, jak psy, krowy w Niemczech czy owce w Indiach. W Indiach owce żywiły się regularnie i wy­łącznie liśćmi bawełny z Bt po zbiorach. Efekty takiej diety były przerażające. Ponad siedemdzie­sięciu pasterzy podało, że 25 proc. ich stad zdechło w ciągu 5-7 dni. W czterech tylko wioskach padło ponad 1800 zwierząt, straty w całym regionie można szacować na dużo ponad 10 tysięcy.

Epidemia samobójstw wśród farmerów w Indiach (do 2007 r. oceniana na ponad 15 tys.) jest realnym barometrem stresu, jaki w rolnictwie i wśród farmerów spowodowała globalizacja i libe­ralizacja rolnictwa. W tym wielkim kraju, gdzie 836 milionów ludzi, stanowiących 77 proc. lud­ności, żyje poniżej granicy ubóstwa, powstał wielki ruch (Indian Coordination Committee of Far­mers Movement). Żąda on od premiera Monmahana Singha regulacji prawnych, które zabezpieczą interesy milionów farmerów. Przede wszystkim farmerzy oczekują zakazu upraw ge­netycznie modyfikowanych roślin.

Pogląd, że środowisko będzie zawsze sterylne, jest poglądem handlowca. Każdy przyrodnik wie, iż w ekologicznym teatrze przemian istnieje stała dążność do adaptacji do danych warunków środowi­ska, dążenie do klimaksu. Wśród wielkiej liczby owadów poszukujących pokarmu szybko pojawiły się takie, które zaczęły tolerować istniejące tam toksyny i szybko stawały się superszkodnikami.

Wielkiej ekspansji produkcji soi w Argentynie czy Brazylii towarzyszyło także wiele zjawisk ne­gatywnych dla środowiska: masowe wylesienia w tempie ok. 10 tys. ha rocznie, erozja gleby, zredu­kowanie wielu farm, rujnowanie rolników. W samej tylko Argentynie około 300 tys. farmerów stra­ciło swoje farmy, ruszyli więc w poszukiwaniu pracy do wielkich miast, jak Buenos Aires czy Salta. Większość z nich zasiliło szeregi bezrobotnych i bezdomnych. Warto tu przypomnieć, że w tropiku obieg pierwiastków ma charakter biologiczny i większość związków mineralnych jest w organi­zmach żywych, a nie w glebie. Stąd wycięcie lasu może spowodować prawdziwy dramat. Dlatego amazońskie gleby stają się nieproduktywne, jałowe po wprowadzeniu monokultur na tak masową skalę i niezwykle podatne na erozję. Wycięcie lasów, np. 17 proc. Mato Grosso w Brazylii, wielkich powierzchni w Argentynie, Paragwaju i innych krajach ma już widoczny wpływ na niekorzystne zmiany klimatu na Ziemi.

Ochrona przyrody czy biologicznej różnorodności nie jest możliwa przy beztroskim genetycznym za­nieczyszczaniu środowiska. Współistnienie, a więc sąsiedztwo upraw konwencjonalnych, a tym bardziej ekologicznych, z uprawami roślin genetycznie zmodyfikowanych, nie jest możliwe. Propozycja uprawia­nia obok siebie upraw GM i normalnych, np. co 10 lub co 20 m, kompromituje tych, którzy dali stopnie naukowe inżynierom, czy pseudonaukowcom forsującym ten pomysł.

Eksperyment z GM roślinami spowodował powstawanie superchwastów, czy superszkodników, z którymi walka jest niezwykle kosztowna. Tylko jeden z nich, przymiotno kanadyjskie (Eńgeron canadensis), w ciągu 5 lat, od 2001 do 2006 roku, rozprzestrzenił się na terenie 13 stanów na po­wierzchni pięciokrotnie większej od powierzchni Polski zamieszkałej przez trzykrotnie większą licz­bę ludności. Gatunki te spowodowały już poważne problemy gospodarcze.

Badania GM żywności przez niezależnych naukowców na zwierzętach wykazały, jak jest ona nie­bezpieczna (poważne zmiany w komórkach wątroby, trzustce i jądrach, uszkodzenia narządów, wyso­ka śmiertelność, karłowaty wzrost).

Przykłady nieodpowiedzialnego wprowadzenia do żywności kukurydzy Star Link czy do prak­tycznego stosowania bydlęcej somatotropiny (bydlęcy hormon wzrostu – rbGH) albo L l tryptofanu nie tylko weszły na stałe do historii medycyny, ale dowodzą paraliżu takich instytucji, jak Agencja do Spraw Żywności i Leków czy Agencja Ochrony Środowiska. Wiele pozycji piśmiennic­twa wykazuje, że zwierzęta lepiej wyczuwają niebezpieczeństwo niż pracownicy tych instytucji.

Nie może być zgody na produkty o działaniu antykoncepcyjnym. Produkowany przez Monsan­to herbicyd Roundup, do niedawna reklamowany jako mało szkodliwy, okazał się groźny dla roz­woju łożyska kobiecego i potencjalnie niszczący układ endokrynologiczny człowieka. Stwierdzono, że herbicyd ten w dawkach znacznie niższych od stosowanych w rolnictwie blokował rozwój łoży­ska, powodował poronienia, przedwczesne urodzenia dziecka o małej masie, co -jak wiemy-pro­wadzi później do choroby niedokrwiennej serca.

Wielkie ryzyko

Najważniejszym argumentem przemysłów biotechnologicznych jest konieczność ratowania świata przed głodem i przeludnieniem. Jednak już 61 narodów świata posiada ujemny współczynnik urodzeń, niezapewniający zastępowalności pokoleń. Stoi to w jawnej sprzeczności z olbrzymią, nienaukową, ob­łudną propagandą różnych agend ONZ czy wielkich korporacji biotechnologicznych, jak Monsanto, walczących z rzekomym przeludnieniem i głodem na świecie. Obecnie świat produkuje więcej żywno­ści niż kiedykolwiek, a na świecie głoduje coraz więcej ludzi. Wyprodukowanie większej ilości żywno­ści nie oznacza wcale, że skorzystają na tym najubożsi, ponieważ nie mają oni po prostu za co jej ku­pić. Inżynieria genetyczna tej sytuacji nie zmieni, nic przecież nie daje darmo, a wręcz przeciwnie, chce na tym dobrze zarobić (np. trzykrotnie wyższe ceny nasion i opłaty od wartości intelektualnej).

W wielu krajach dyskutuje się zasadność patentu na GM rośliny, np. w Argentynie czy Brazy­lii. 4 lipca 2007 roku międzynarodowy zespół genetyków z 80 organizacji na świecie opublikował in­formacje, jak funkcjonują geny. Działają one jak skomplikowany kompleks ściśle za sobą związanych elementów. Obala to podstawy do prawa patentowania nasion na podstawie fałszywych założeń i do opłat za nie od wartości intelektualnej. Monsanto utraciło w ciągu niespełna 5 miesięcy cztery patenty na GM rośliny. Wszystkie dotyczyły sekwencji genów związanych z promotorem wirusa mo­zaiki kalafiora (Cmv). Prawo zaczęło więc funkcjonować, choć niestety z dużym opóźnieniem.

Na marginesie dyskusji o GM rolnictwie warto przypomnieć, że już 9 milionów farmerów w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej stosuje w swoich gospodarstwach zasady zrównoważonego rolnictwa. Wyniki 89 projektów badawczych wykazały, że farmerzy uzyskali od 50 do 100 proc. zwyżki plonów w uprawach nawadnianych i 5-10 proc. w irygowanych. W bardzo wielu przy­padkach znacznie obniżono ilość chemicznych środków ochrony roślin.

Wartość produkcji tego rolnictwa w 2006 roku oceniana była na 70 miliardów dolarów. System ten jest szczególnie korzystny dla środowiska, gdyż zapobiega zanieczyszczeniu powietrza, wód i gleb nawozami, pestycydami i genetycznie modyfikowanymi organizmami lub je ogranicza, zapo­biega skutecznie głodowi na świecie, hamuje niekorzystne zmiany klimatu i jest korzystny dla zdro­wia wszystkich żywych organizmów. System ten jest lepszy niż wiele form rolnictwa konwencjo­nalnego, a tym bardziej jego skrajnie niebezpiecznych odmian z GM roślinami i sterylnym środowiskiem. Warto podkreślić, że został wprowadzony po wieloletnich badaniach w lokalnych warunkach klimatycznych przez naukowców znających lepiej swój kraj od mądrali z Monsanto.

Trzeba pamiętać, że ryzyko dokonania nieodwracalnych zmian w środowisku przyrodniczym przez wprowadzenie do niego roślin GM jest bardzo wielkie. Nie można promować nowych technologii, któ­re są sprzeczne z wiedzą biologiczną, z rosnącą świadomością społeczną, kolidujące ze społeczną troską o przyszłość życia na Ziemi. Nikt nie może zmusić żadnego kraju, żeby działał na swoją szkodę. Nie może nikogo zmusić do kupowania tego, co zagraża zdrowiu, bezpieczeństwu żywnościowemu i środo­wisku. Nie może żądać od nas tego ani Międzynarodowa Organizacja Handlu (WTO), ani UE.

Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że biotechnolodzy po tych przykrych doświadcze­niach powinni zrozumieć, że przyroda nie rządzi się prawami handlowymi i bez jej zrozumienia ta­kie pomysły, jak GM rośliny tolerujące herbicydy czy rośliny z genem bakterii produkującej toksyny nie mają żadnych perspektyw. Wypadałoby teraz naprawiać szkody. Monsanto jednak z typową dla siebie arogancją nie myśli o tym, ale szturmuje ostatni jeszcze niepokonany bastion – Europę. W ko­lejce czekają już setki nowych produktów genetycznie zmodyfikowanych. Powstaje ważne pytanie, kto wygra bitwę o panowanie nad światem: czy kilku superglobalistów, czy reszta świata?”[24]

Eksperymenty z GMO są przerażające. W Ameryce już ponad 60% żywności kupowanej przez konsumentów nosi ślady genetycznej ingerencji[25]. Najgorsze jest jednak to, iż niewiele osób chce zauważyć, że zagrożenie stoi już i u naszych drzwi. Przywoływany tu na początku znakomity znawca tematu, Jeffrey M. Smith, w książce „Genetyczna ruletka” przestrzega:

„- GM ziemniaki szkodzą szczurom. Powodują rozwój potencjalnie rakotwórczych komórek w układzie pokarmowym, zahamowanie rozwoju mózgów, żołądków, jąder, częściowy zanik wą­troby, powiększenie trzustki i jelita, załamanie systemu immunologicznego.

–    GM dodatek do żywności spowodował śmierć około 100 ludzi i chorobę 5-10 tysięcy. Pro­ducent substancji L-tryptophan spowodował śmiertelną epidemię w latach 1980-tych. Firma zmo­dyfikowała bakterię dla większego zysku.

–    Przejście GM transgenu do bakterii człowieka zostało udowodnione. Materiał genetyczny z Roundup Ready soi przeniósł się do organizmu 3 woluntariuszy spośród 7 badanych… i produ­kował białka GM pestycydu odpornego na herbicyd.

–   Mleko krów z rbGH zwiększa ilość urodzeń dwojaczków. To wyższy wskaźnik IGF-1 zwięk­sza takie prawdopodobieństwo. Dwojaczków jest dwukrotnie więcej w USA niż w UK /Anglia, Szkocja, Płn. Irlandia, Walia/, gdzie rbGH jest zakazane.

-Jedzenie GM żywności przez ciężarne matki może szkodzić potomstwu. Rozwój embrionu może być zmieniony nawet przez znikome ilości GM substancji w diecie matki. Dieta taka może nawet hamować rozwój genów u dziecka, co może być dziedziczone w następnych generacjach. GM rośliny mogą zawierać substancje, które szkodzą normalnemu rozwojowi dziecka, ale nigdy nie przeprowadzono odpowiednich badań by takie zagrożenie wykluczyć.

– GM żywność jest bardziej niebezpieczna dla dzieci niż dla dorosłych. Dzieci są generalnie bardziej wrażliwe na trucizny, alergie i problemy z odżywianiem. Piją więcej mleka które może pochodzić od krów którym podawano GM hormon rbGH. Prawdopodobieństwo choroby opornej na działanie an­tybiotyków może być w takim przypadku większe, zwłaszcza przy częstych infekcjach.”[26]

Urywek powyższy pochodzi z książki, która została opracowana z udziałem ponad 30 naukowców. Praca nad nią trwała dwa lata. Tekst starannie zaopatrzony w bibliografię wy­kazuje, że obecna generacja upraw GM nie jest bezpieczna, że przepisy są niewystarczają­ce, badania ufundowane przez przemysł są celowo nierzetelne, oraz że publiczna służba zdrowia służyłaby najlepiej przez natychmiastowe wycofanie tej żywności wysokiego ryzy­ka. Autor książki podkreśla: „Należy drobiazgowo badać możliwe konsekwencje dla rozwijają­cego się płodu i dzieci. Dzieci i noworodki są najbardziej narażone na ryzyko.”

Poza wszelkimi zagrożeniami, jakie uprawy GMO niosą dla naszego zdrowia, istnieje jeszcze aspekt ryzyka ekonomicznego i bezpowrotnej utraty szansy na odwrót od tego sza­leństwa. Ujął to trafnie w jednym z wystąpień profesor Wiąckowski:

„Większość rolników nie zdaje sobie sprawy, że akceptując GMO wpadną w pułapkę uzależ­nienia od dostawcy opatentowanych odmian nasion GM. Wielu rolników kanadyjskich, czy ame­rykańskich po zapyleniu ich roślin pyłkiem roślin GM od sąsiada musieli płacić tantiemy przemy­słowi od tzw. wartości intelektualnej. Nasiona roślin GM są droższe i w drugim pokoleniu jałowe. Rolnik będzie więc musiał je kupować stale od producenta coraz bardziej się od niego uzależnia­jąc. Setki tysięcy rolników w Paragwaju, Argentynie, czy Brazylii, straciło swoje gospodarstwa i zasiliło szeregi bezrobotnych i bezdomnych w slumsach wielkich miast.

GMO aktywnie się rozmnażają i rozprzestrzeniają, mogą migrować i mutować. Raz uwolnio­ne nie mogą być zatrzymane ani kontrolowane. Jest to zagrożenie nie odwracalne. Pomimo, że uprawy roślin GM to około 1 % powierzchni stanowią już istotne zagrożenie. Zapominają o tym unijni Komisarze, że wprowadzenie ich tyko do jednego kraju jest realnym zagrożeniem dla wszys­tkich 21 krajów Unii, które powinni chronić. Biotechnolodzy wbrew oczywistym faktom powtarza­ją wciąż tą samą biotechnologiczną mantrę, że zwiększają plony, poprawiają jakość produktów, zmniejszają ilość pestycydów, chronią środowisko i świat przed głodem. Oceniając w skali świata ten już ponad 10 letni eksperyment trzeba stwierdzić, że: plony nie były większe, ani lepszej jakości przeważnie o 5 do 20% mniejsze. Wykazano to zarówno w USA jak i w wielu innych krajach jak: Brazylia, Paragwaj, Australia, Indie, Indonezja, Argentyna, Meksyk, Kolumbia i Afryka.

W krajach o klimatach suchym i gorącym GM rośliny okazały się do nich zupełnie niedostoso­wane. Pomimo zapewnień przemysłu biotechnologicznego ilość chemicznych środków ochrony ro­ślin nie tylko nie zmniejszyła się, ale trzeba ich było stosować znacznie więcej.

Potwierdzono to także w Brazylii, w Chinach, w Indiach, w Argentynie, Meksyku, Columbii, Australii, Oceanii i w Afryce. Tam gdzie pojawiły się odporne na Roundup Ready superchwasty zu­życie herbicydów lawinowo wzrasta.

Wielkie koncerny obiecywały wiele korzyści dla środowiska. Faktem jest, że totalny pestycyd Ro­undup zabija wszystkie inne rośliny. Jest też toksyczny dla wszystkich dziko żyjących zwierząt i człowieka, na olbrzymim obszarze Uczącym kilkadziesiąt milionów hektarów. Doprowadziło to w praktyce do dramatycznego wzrostu zużycia ilości tego środka, skażenia środowiska i całego łań­cucha pokarmowego. Roundup Ready zabija nie tylko wiele gatunków owadów pożytecznych, jak owady drapieżne i pasożytnicze stanowiące główny hamulec w rozwoju szkodników, ale zabija też pszczoły i rujnuje ich bazę pokarmową. Wytępienie pszczół na wielkich obszarach USA, czy Kana­dy stanowi bardzo poważne zagrożenie dla rolnictwa i dla populacji człowieka.

(…) Także pomysł wprowadzania toksyn do roślinności, która ma być zjadana, bakterii produkującej toksyczne białka, trzeba uznać za makabryczny. Nowsze badania wykazały, że na setki próbek roślin z Bt wiele z nich nie zawierało toksycznego białka, lub zawierało go bardzo mało (.), ale sporadyczne zawie­rały toksyczne białko w bardzo dużej liczbie setki a nawet tysiące razy razy większej, niż pozostałe.

Tłumaczy to znakomicie, dlaczego GM-kukurydza czy bawełna z Bt, które miały chronić przed szkodnikami zawiodły np. w Indiach, Indonezji, Chinach, czy Hiszpanii, dlaczego tak szy­bko pojawiły się superszkodniki odporne na toksyczne białko i dlaczego dochodzi do śmierci wielu dużych zwierząt jak psy, krowy w Niemczech czy owce w Indiach.

W Indiach owce żywiły się regularnie i wyłącznie liśćmi bawełny z po zbiorach. Efekty ta­kiej diety były przerażające. Ponad siedemdziesięciu pasterzy podało, że 25% ich stad zdechło w ciągu 5-7 dni. W czterech tylko wioskach padło ponad 1800 zwierząt, straty w całym regionie można szacować na znacznie ponad 10 000.

(…) Biotechnolodzy mówią, że muszą ratować świat przed głodem. Wyprodukowanie większej ilości żywności nie oznacza wcale, że skorzystają na tym najubożsi, ponieważ nie mają oni po pro­stu, za co jej kupić. Biotechnologia nie daje niczego darmo, a wręcz przeciwnie chce na tym dobrze zarobić (3x> ceny nasion, jałowych w 2 pokoleniu i opłaty od wartości intelektualnej).

Polska nie ma żadnego powodu by sprowadzać, a tym bardziej produkować żywność z roślin GM mającą coraz gorszą opinię, mając nadprodukcję własnej cieszącej się coraz lepszą renomą. Wielka różnorodność biologiczna, małe stosunkowo wykorzystanie nawozów i chemicznych środków ochrony roślin decydują, że polska żywność cieszy się w UE coraz większym uznaniem.

Jest smaczna i zdrowa.

Polska jest zagłębiem żywnościowym o wysokich walorach smakowych. Eksport polskiej żyw­ności wręcz rozkwita. Nie zaszkodziły mu, ani wysoki kurs złotego, ani rosyjskie embargo. Ama­torów polskiej żywności jest coraz więcej. Jak z tego wynika polskie rolnictwo przeżywa wielki sukces a w miarę spadania zainteresowań produktami GM na świecie, może to być początkiem wyjątkowej koniunktury. Wymagającej jednak promocji. W tej sytuacji wprowadzanie niebez­piecznych produktów i silnej konkurencji w stosunku do naszych rolników byłoby niewyobrażal­ną głupotą. Popadanie w euforię byłoby nią także.

Zeby być krajem wolnym od GMO nie wystarczy o tym mówić, ale trzeba działać. Nie wolno pozostawiać łuk w prawie. Nie może każdy resort działać niezależnie od siebie. (…)

Konieczny jest zakaz takich upraw w oparciu o argumenty naukowe, tak jak to zrobiła Francja.

Jeśli nie chcemy pasz z soją GM, to trzeba zorganizować własną produkcję pasz. (,..)”[27]

Koalicja walczy z służalczym stosunkiem naszych polityków wobec korporacyjnych zakusów na ogromny polski rynek. Zbiera podpisy pod petycjami, organizuje spotkania, wysyła alarmują­ce listy do wszystkich decydentów. W lipcu 2008 roku członkowie Koalicji napisali do Prezyden­ta RP[28] list, w którym domagają się nie dopuszczenia do przyjęcia przedłożonych przez Rząd RP zmian do ustawy o paszach, które mogłyby spowodować odsunięcie w czasie wejście w życie za­kazu stosowania genetycznie modyfikowanych surowców paszowych. Znalazł się w nim akapit mówiący:

„Nie ulega wątpliwości, że poprzez rabunkową prywatyzację sektora zaopatrzenia i produkcji pasz organy państwa całkowicie pozbawiły się kontroli nad prawidłowością jego działania, a w konse­kwencji nad bezpieczeństwem żywnościowym Narodu.”

To już nie jest kwestia ekonomii, realizacji wiernopoddańczych zobowiązań, czy uwarunkowań politycznych. To kwestia bytu Polaków.

Mimo ogromnej ilości wysłanej do Prezydenta korespondencji, ustawa została podpisa­na 25 lipca 2008 roku i skierowana do Parlamentu. Jeszcze 27 lipca minister odpowiedzialny za kontakty z przedstawicielami Koalicji umówił się z nimi na spotkanie w tej sprawie, wiedząc że ustawa jest już podpisana. Członkowie Koalicji dowiedzieli się o tym kilka dni później. Skie­rowali zatem do Rządu swoje stanowisko, w którym żądając odrzucenia projektu przedłożone­go pod obrady Parlamentu, zarzucają mu kilkakrotne naruszenie Konstytucji RP.[29] Czy ten Parlament, pełen posłów z różnych frakcji, w których roi się od koterii i różnic interesów po­dejmie właściwszą dla Polski decyzję, aniżeli Prezydent Prawa i Sprawiedliwości?

Podnoszone przez wielu wątpliwości, czy jesteśmy w stanie produkować pasze ze skład­ników niemodyfikowanych, rozwiał profesor Wiąckowski, wskazując na przykład Rosji.

Działania wielkich koncernów biotechnologicznych dążą do opanowania światowej produkcji żywności i podporządkowania sobie i swoim komercyjnym celom rolników, także polskich.

Groźna soja GM

Największe zyski przemysł biotechnologiczny uzyskuje z produkcji soi GM, która wyparła wiek do niedawna ważnych działów rolnictwa, np. produkcję bydła, mleka i nabiału, zbóż, a także sady i róż­ne działy ogrodnictwa. Towarzyszyły temu masowe dramaty społeczne, bankructwo mniejszych farm i go­spodarstw. Setki tysięcy rolników musiały przenieść się do slumsów wielkich miast. Jeśli z kolei popyt na so­ję na świecie się załamie, a jest to więcej niż prawdopodobne, dla USA, Argentyny, Brazylii czy Paragwaju będzie to oznaczało prawdziwą katastrofę. Jest to spowodowane m.in.: niskimi cenami na ryn­kach międzynarodowych, stałym wzrostem kosztów produkcji, transportu i energii, suszą, pojawieniem się chorób grzybkowych, masowym rozwojem superchwastów i superszkodników. Nic więc dziwnego, że za­interesowane zbytem soi GM kraje wywierają wielkie naciski na UE.

Naciski na UE

Używa się tu wielu nieprawdziwych argumentów, takich jak trudności w zakupach droższej soi niemodyfikowanej, zagrożenie dla hodowców zwierząt przy braku tak cennego składnika pasz, jak soja – grozi to, ich zdaniem, likwidacją zwierząt. Istnieją też obawy, że soi może zabraknąć, bo wy­kupią ją Chiny. Są to argumenty nieprawdziwe. Soja genetycznie modyfikowana wciąż jest i można ją bez trudu kupować. Paragwaj ma jej 20%, a Brazylia -60%. Chiny wprawdzie importują soję, ale na pasze, a nie dla upraw. Od 2003 r., wyczuwając wielką koniunkturę na soję niemodyfikowa- ną, planują jej produkcję na bardzo wielką skalę. Przy niskich kosztach robocizny w Chinach będzie ona z pewnością tańsza od produkowanej w Amerykach. Jeszcze niższe powinny być ceny soi produ­kowanej np. na Ukrainie czy w krajach UE o cieplejszych klimatach, jak Rumunia czy Grecja, ze względu na o wiele niższe koszty transportu.

Zysk przed etyką?

Powszechnie słyszy się argument o braku badań, które uzasadniałyby konieczność trzymania się z daleka od GMO. Za jakość swoich produktów odpowiada producent, a nie konsument. Jednak naj­większy gigant biotechnologiczny Monsanto, którego wartość ocenia się na ponad 73 mld dolarów, twierdzi, że jego celem jest zysk, a nie etyka, i z tego względu zaniedbał obowiązujące go badana, ograniczając je do swoistych badań pilotażowych, których w żadnym wypadku nie można uznać za wystarczające. Równocześnie firma ta wydaje olbrzymie środki na korumpowanie polityków i urzędników z najwyższej półki. Zamyka tym samym usta wszystkim, którzy chcieliby, w wyniku własnych badań, informować społeczeństwo o zagrożeniach, jakie rośliny GM stwarzają dla zdro­wia ludzi, zwierząt i dla środowiska. W samej tylko Indonezji Monsanto wydało ok. 700 tys. dola­rów na łapówki dla urzędników, a po ujawnieniu tego skandalu i procesie sądowym musiało zapła­cić milion dolarów za łamanie ustawy anty korupcyjnej. Pomimo oszczędzania na badaniach przemysł był niezwykle rozrzutny, wydawano bowiem ogromne środki na korumpowanie potrzebnych sobie ludzi, uniemożliwiając wszelkie publikacje niekorzystne dla interesów wielkich koncernów.

W ten sposób całkowicie utracił wiarygodność.

Badania podjęły z własnej inicjatywy instytucje i niezależni naukowcy, pomimo braku na to specjalnych środków finansowych. We Włoszech w latach 2002-2005 Manuela Malatesta i jej współpracownicy po 2-łetnich solidnych badaniach wykazali, że GM soja podawana myszom spo­wodowała poważne zmiany w komórkach wątroby, trzustki i jąder. Podobne wyniki w przypadku szczurów karmionych GM soją uzyskiwali też inni autorzy. Wiatach 2005-2006 naukowcy z Ro­syjskiej Akademii Nauk poinformowali, że szczury karmione genetycznie zmodyfikowaną soją wy­dały na świat nadmierną liczbę skarłowaciałego potomstwa. Ponad połowa z nich zdechła w ciągu trzech tygodni, natomiast te, które przeżyły, były całkowicie bezpłodne. Toksyczne działanie na ner­ki i wątrobę forsowanej w Europie i w Połsce kukurydzy MON863 niedawno udowodnił zespół wy­bitnych biotechnologów francuskich pod kierunkiem profi Seraliniego. Oprócz wspomnianych już so­lidnych i wieloletnich badań wymienić należy słynny panel londyński, podpisany przez 600 naukowców z całego świata, oraz książki Jeffreya Smitha „Nasiona kłamstwa” czy „Genetyczna ruletka”, zawierające bardzo bogate piśmiennictwo cytujące setki pozycji publikacji o negatywnych skutkach dla zdrowia ludzi, zwierząt i dla środowiska, wywołanych przez rośliny GM. Kto tych prac nie czytał, nie powinien zabierać głosu na ten temat.

Świat broni się przed GMO

W związku z takimi informacjami zainteresowanie soją GM na świecie znacznie się zmniej­sza. Coraz większa liczba krajów rezygnuje z GM soi. Wiele włoskich i francuskich producentów serów poszukuje pasz zwierzęcych wolnych od GMO. W Austrii i Holandii obserwuje się podobne działania producentów mleka i mięsa wolowego. W Wielkiej Brytanii drób dostarczany do hiper­marketów jest specjalnie oznakowany jako wolny od GMO. Od września 2006 r. również Polska importuje soję mającą certyfikat „wolny od GMO”, przeznaczoną na pasze dla trzody chlewnej w zakładach zajmujących się przetwórstwem i eksportem na rynek niemiecki. W odpowiedzi na in­formacje o toksycznym działaniu kukurydzy MON863, Rosja praktycznie zamknęła rynek Fede­racji Rosyjskiej także na soję GM. W ubiegłym roku najwięksi rosyjscy importerzy i przetwórcy soi -firmy „Sodruzhestwo” i „Rybflotoprom”złożyli deklarację handlu wolnego od GMO. Podważa to twierdzenie polskich wytwórców pasz, że ich produkcja na bazie składników niemodyfikowanych jest niemożliwa.

Zdrowa polska żywność

Powszechnie podważana jest idea utworzenia żywności transgenicznej w obliczu trudności z zagospodarowaniem nadwyżek żywności wyprodukowanej zarówno w Polsce, jak i w całej UE. Nie można zezwolić na traktowanie Polski jak laboratorium, a Polaków jak królików doświad­czalnych. Polska nie ma żadnego powodu, by sprowadzać, a tym bardziej produkować GMO, ma­jąc nadprodukcję własnej, cieszącej się coraz lepszą renomą żywności. Polska jest zagłębiem żyw­nościowym o wysokich walorach smakowych. Jej eksport rośnie od Vi do 1/3 rocznie. Nie zaszkodził mu ani wysoki kurs złotego, ani rosyjskie embargo. Amatorów polskiej żywności jest coraz więcej. Z raportu „Polski handel zagraniczny artykułami rolno-spożywczymi w 2006 ro­ku” wynika, że był to rok rekordowy. Wartość eksportu wzrosła o 21% – do ponad 8,5 młd euro. Do ważniejszych importerów polskiej żywności należą: Niemcy (16%), Czechy (44%), Wielka Brytania (36%), Holandia (24%), Włochy (33%), Chiny (82%), Irlandia (74%) i Litwa (56%) – w nawiasach podano procentowy wzrost. Rosja na własne życzenie spadła na dalsze miejsce. Jak z tego wynika, polskie rolnictwo przeżywa wielki sukces, a w miarę spadku zainteresowania produktami GM na świecie może to być początkiem wyjątkowej koniunktury. W tej sytuacji wprowadzanie toksycznych produktów na nasz rynek i obcej drapieżnej dla polskiego rolnictwa konkurencji byłoby niewyobrażalną głupotą.”[30]

24 kwietnia 2008 roku Koalicja zorganizowała na Jasnej Górze Konferencję pod hasłem – Polska wolna od GMO. Etyczny Aspekt Wprowadzania GMO do Polskiego Rolnictwa”. Uczestnicy spotkania modlitewnego, zgromadzeni w Sanktuarium Matki Bożej Częstochow­skiej, Królowej Polski wystosowali apel do Rządu Rzeczypospolitej Polskiej oraz rządów po­zostałych państw Unii Europejskiej domagając się

„uszanowania głosu większości swoich wyborców poprzez wstrzymanie wszelkiego importu i sprzedaży żywności z GMO oraz natychmiastowe wprowadzenie bezwzględnego zakazu upraw genetycznie modyfikowanych nasion i roślin.”

Dla osiągnięcia tych założeń zażądano

„wprowadzenia DZIESIĘCIOLETNIEGO MO­RATORIUM na wszelkie genetycznie zmodyfikowane uprawy w otwartym środowisku w całej Eu­ropie oraz na import i sprzedaż żywności z GMO. Okres ten należy przeznaczyć na dokonanie grun­townych badań laboratoryjnych w celu wykazania całkowitego bezpieczeństwa GMO.”

Warte szczególnego odnotowania wydają się być dwa wystąpienia, jakie wybrzmiały w tym świętym dla Polaków miejscu. Pierwsze, z uwagi na fakt, że padło z ust osoby duchownej. Wypo­wiedział je Ojciec Stanisław Jaromi[31]:

„Moja wypowiedź jest odpowiedzią na dyskusję medialną w marcu 2008. Otóż watykański dziennik LOsseruatore Romano w dniu 9.03.2008 opublikował rozmowę z bp Gianfranco Girot- tim OFMConv, który jest regensem Penitencjarii Apostolskiej (czyli wiceszefem organu kurii rzymskiej zajmującej się interpretacją problemów związanych z sakramentem pokuty, odpustami oraz nadzorującego pracę watykańskich spowiedników).

Okazją do wywiadu był doroczny kurs dla spowiedników organizowany przez Penitencjarię. Wywiad nosił tytuł„Le nuove formę delpeccato sociale” i m.in. mówił o grzechach charakteryzu­jących współczesne społeczności.

Biskup Girotti powiedział, że dla tej tematyki „odniesieniem jest zawsze naruszenie przymie­rza z Bogiem i z braćmi oraz reperkusje społeczne grzechu”. Dalej stwierdził: ,Jeśli wczoraj grzech miał raczej wymiar indywidualny, dziś zyskuje jeszcze rezonans społeczny, a przyczynia się do tego fenomen globalizacji. Zatem obecnie jeszcze bardziej niż kiedyś, ważne jest zrozumienie różnych wymiarów grzechu oraz jego konsekwencji, często bardzo rozległych i destruktywnych.”

„Z podobnych powodów również szerzej należy rozumieć akty pokuty. On również musi zyskać wymiar społeczny, tym bardziej, że procesy globalizacji osłabiają więzi społeczne.”

I wreszcie kluczowy dla nas fragment: „Pojawiają się zatem obszary nowych grzechów indywidu­alnych i społecznych, przede wszystkim w obszarze bioetyki.

Nie możemy bowiem milczeć wobec niektórych zagrożeń naruszających podstawowe prawa człowieka i ingerujących w jego naturę. A tak się dzieje w obszarze niektórych eksperymentów i manipulacji genetycznych (gdzie jest bardzo trudne przewidywanie i kontrolowanie skutków dzi­ałań). (…) Innym obszarem nowych wyzwań są sytuacje nierówności społecznej i ekonomicznej, gdy ubodzy stają się coraz ubożsi, a bogaci coraz bogatsi, co owocuje niezrównoważonym rozwo­jem i niesprawiedliwością.

Wreszcie mieści się tu niezwykle doniosła obecnie tematyka ekologiczna.” (tłum. własne sj)

Agencje angielskojęzyczne, a za nimi media polskie, dokonały sporej nadinterpretacji konstru­ując listę „nowych 7 grzechów śmiertelnych”. Znalazły się tam: niesprawiedliwość społeczna, han­del narkotykami, zanieczyszczanie środowiska, manipulacje genetyczne, nieprzyzwoite bogactwo, aborcja, pedofilia.

Zresztą o dwu ostatnich w wywiadzie nie ma mowy. A trzeba tu jeszcze dodać handel ludź­mi i ich organami, różne formy niewolnictwa, handel bronią czy niemoralne wojny. Zatem to nie bp Girotti ułożył ową nową listę grzechów głównych. On wyliczył grzechy specyficzne dla naszej epoki, którą charakteryzują globalizacja, pluralizm i niesamowity postęp cywilizacyjny.

Sam Kościół daleki jest od tworzenia nowych katalogów grzechów ciężkich czy lekkich, czy też traktowania grzechu jak nowych modeli czy programów wymagających, co jakiś czas aktualiza­cji. Nie jest też tak, że biskup, czy ksiądz wymyśla, co jest grzechem, a co nie jest.

W sensie religijnym grzech jest zerwaniem przyjaźni z Bogiem, odwróceniem się od Niego.

Biblia mówi, że to sam Bóg dał ludziom Dziesięć Przykazań do przestrzegania i traktuje grzech jako obiektywne zło moralne.

A sytuacja grzechu zniewala człowieka do życia takiego, jakby Bóg nie istniał. Obserwujemy też, iż wobec zanikania poczucia grzechu dobieramy sobie wartości tak, jak nam pasują, często w zależności od sytuacji czy osobistej wygody.

Świat się jednak zmienia i możemy mówić o nowych formach grzechu w naszej epoce. Bp Gi­rotti wskazał na te związane z biotechnologią, zagrożeniami środowiska naturalnego, gospodarką rynkową i finansami w dobie globalizacji. Mieści się wśród nich obrót narkotykami, rosnąca krzy­wda ekonomiczna, czy działania anty ekologiczne.

I to jest bardzo ważne. Warto sobie bowiem uświadomić, że stale zwiększająca się przepaść między bogatymi i biednymi, rabunkowa eksploatacja zasobów naturalnych, czy globalne pertur­bacje klimatyczne uderzają w człowieka, w nasze środowisko życia i całą planetę.

Można by powiedzieć, że to grzechy bardziej społeczne niż jednostkowe. Mają bowiem wpływ na całe społeczności, odbierają nadzieję na lepsze, bardziej sprawiedliwe życie, umacniają posta­wy nieodpowiedzialne.

Ale nie powinno nas to szokować. Jeśli wczytamy się w Katechizm Kościoła Katolickiego, Kompendium Nauki Społecznej Kościoła, czy nauczanie ostatnich papieży znajdziemy wszystko, o czym mówi bp Girotti. Jest tam mocno podkreślona troska o ubogich, jest szereg uwag na temat globalizacji, kapitału, rozwoju, sprawiedliwości społecznej, ekologii, jakości i stylów życia, kon­sumpcjonizmu oraz seksu, antykoncepcji, czy tożsamości seksualnej.

Są tam słowa o tym, że współczesne społeczeństwa dobrobytu i wolności chorują na duszy, zwłaszcza przez swe liczne nałogi: chciwość, pracoholizm, czy seksoholizm, uzależnienie od zaku­pów i cały materializm konsumpcyjny.

Wszystkie nowe grzechy na wiek XXI dają się więc łatwo dopasować do od dawna znanych nauk kościelnych.

Można śmiało powiedzieć, że obrażasz Boga nie tylko wtedy, gdy kradniesz, bluźnisz czy oszu­kujesz, ale także wtedy, gdy niszczysz środowisko, przeprowadzasz wątpliwe moralnie ekspery­menty lub pozwalasz na modyfikacje genetyczne ingerujące w ludzką naturę.

I jesteśmy w temacie, który nas dziś najbardziej interesuje.

Słyszymy bowiem, że do owych nowych grzechów należy również zaliczyć eksperymenty gene­tyczne o cechach manipulacji – tam, gdzie łamią one prawa osoby ludzkiej, a ich rezultaty są nie do przewidzenia.

Bez wątpienia jest tak przy klonowaniu człowieka i niszczeniu ludzkich komórek macierzy­stych, np. w technice in vitro.

A jak jest przy GMO ?

Odpowiedź na to pytanie proszę traktować jako moją osobistą refleksję, a nie jakiś oficjalny głos. Wsłuchując się w bowiem w dyskusję nt. organizmów modyfikowanych genetycznie, próbowałem wy­robić sobie własne zdanie. Nie jestem fachowcem w tej dziedzinie, ale mając przyrodnicze, filozoficz­ne i teologiczne wykształcenie potrafię ocenić wartość większości prezentowanych argumentów. Nie jest mi też obojętny los świata, zdrowie i dostatnie życie moich bliźnich, ochrona przyrody, perspekty­wy rozwoju rolnictwa, czy twórczy dialog ze współczesną nauką i technologią.

Dlatego pojawia się wiele pytań, na które nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Oto niektóre z nich…

Czy można traktować życie w kategoriach ludzkiego wynalazku?

Czy różnorodność świata nie jest wartością samą w sobie?

Czy Bóg Stwórca chce świata monokulturowego, ściśle kontrolowanego przez człowieka?

Żywe istoty stworzone przez Boga, powstałe w czasie milionów lat ewolucji pod miłującym okiem Boga Stwórcy i Pana Świata są dziś zamieniane w materiał dowolnie traktowany w la­boratoriach globalnych firm.

Czy można się zgodzić na to, aby technologia (i to technologia kontrolowana przez nielicznych potentatów) zastąpiła naturalny cykl życia?

Przecież na naszych oczach w masowej hodowli cykle życiowe zmienia się dla celów technolo­gii, której podstawowych celem nie jest jakość żywności, ale maksymalizacja zysku.

Transgeniczne ryby i inne organizmy są produkowane po to, aby rosnąć szybciej, być silniejszy­mi i przez to dawać właścicielowi większe zyski.

Jak to jest, że rośliny tradycyjnie uprawiane w Indiach, Gruzji, czy Amazonii są patentowa­ne w USA i traktowane jako prywatna własność?

Kiedyś w Indiach były tysiące odmian ryżu o szczególnych walorach smakowych i zdrowot­nych. Dziś większość z nich jest opatentowana przez ponadnarodowe koncerny, a do uprawy do­puszcza się jedynie niektóre.

W jaki sposób owe technologie hodowli zwierząt, czy uprawy roślin mogą istnieć obok żywej przyrody?

Czy nie jest tak, że trwale naruszają one naturalne zależności między organizmami, ów nie­zwykle delikatny system życia, że następuje nieodwracalne biologiczne skażenie życia?

Kto o tym decyduje? Kto za to odpowiada? Dlaczego procedura modyfikacji genetycznych jest zwykle utajniana?

Skąd się bierze postawa traktująca istoty żywe jako automaty, którymi można dowolnie ma­nipulować, a ich geny jako oprogramowanie, którym można się bawić bez konsekwencji?

Czy ta prymitywna forma XVII-wiecznego kartezjanizmu może konkurować poznawczo z rozległym spectrum nauk współczesnych odkrywających przed nami wielkie bogactwo i zróżni­cowanie żywego świata?

Dlaczego zatem próbuje się sprowadzić fenomen życia jedynie do wyników ilościowych?

Dlaczego akcent kładzie się na technologię i prawa patentowe, pomijając tradycje rolnicze, lokalną kulturę upraw, współpracę między gospodarzami i ignorując ich odpowiedzialność i miłość do Ziemi?

Wreszcie – czy nie odbywa się na nas, ludziach gigantyczny eksperyment, testujący naszą od­porność na żywność zmodyfikowaną genetyczne?

Czy moje problemy z nadwrażłiwym układem immunologicznym nie tutaj mają swe źródło?

Gdzie znaleźć niezależny, obiektywny, naukowy sąd, jeśli zdecydowana większość kompetent­nych naukowców pracuje wprost dla przemysłu, a wiele instytutów naukowych jest sponsorowa­nych przez producentów GMO?

I jeszcze jedna uwaga:

Czy zastanawialiście się: Kto chce nas karmić żywnością transgeniczną?

Opowiedź jest znana: są to korporacje biotechnologiczne.

Po co? Czy chodzi o uzupełnienie brakującej żywności lub jej lepszą jakość?

Tu odpowiedź jest tylko trochę bardziej skomplikowana.

Mamy bowiem szereg różnego typu argumentów, jednak wiadomo że przede wszystkim chodzi o zysk finansowy. Bezpośredni zysk dla korporacji już dziś; wielki zysk w przyszłości, gdy wszyst­kie nasiona zostaną zmodyfikowane genetycznie i opatentowane.

Papież Jan Paweł II mówił kiedyś:’Postęp’ rozumiany jako cel sam w sobie, bez uwzględnienia priorytetowych potrzeb społeczeństwa i jego możliwości konsumpcyjnych jest szkodliwy, wprost anarchiczny. Kierowanie się jedynie zyskiem powoduje wytwarzanie i stosowanie technologii i pro­duktów, które nie respektują praw środowiska i doprowadzają do ogromnych szkód zarówno

na skalę lokalną, jak i światową. Tworzy się przy tym swoista mentalność technokratyczna, która chce wszystkie problemy – także polityczne i ekologiczne – rozzuiązywać za pomocą techniki, przez szukanie kolejnej nowej technologii. A gdy postęp staje się idolem, ukazuje szue demoniczne oblicze; wówczas to, co ofiaruje, „nie wyzwala, lecz czyni niewolnikiem; nie wybawia, lecz niszczy”.

Moja konkluzja jest jasna: zaangażowanie w ochronę przyrody przed manipulacjami genetycz­nymi jest dziś troską o nasze dobro wspólne.

Nie jest to sprawa jedynie rolników, czy ogrodników; jest to odpowiedzialność nas wszystkich.”[32]

Pięknie powiedziane, w sposób który każe nam wszystkim zastanowić się nad sensem naszego istnienia, naszego współistnienia w zbiorowości ogólnoludzkiej, której jedynym, wspólnym domem jest Ziemia i którego to dogmatu nikt nie ma prawa podważyć. Bo jest dziełem Stwórcy, który nie dał nam prawa marnotrawienia życia innych istot, a odrzucenie Jego przykazań musi zakończyć się źle.

Kończąc te rozważania nad szaleństwem rodzaju ludzkiego i jego dążeniem do samoza­głady, chciałbym rozświetlić swoje obawy słowami kolejnego uczestnika Jasnogórskiej Kon­ferencji, człowieka który przychodząc z daleka, wskazuje nam to, czego sami nie dostrzega­my. Może jesteśmy zbyt blisko i brak nam tej perspektywy? Zastanówmy się nad tym, bo przecież „nic nie dane jest na zawsze.”

„Nasiona są pierwszym przejawem życia i pierwszym ogniwem w łańcuchu żywieniowym. Kto kontroluje nasiona, ten kontroluje łańcuch żywieniowy, a przez to kontroluje też nawyki żywienio­we narodów na całym świecie. A taka kontrola oznacza manipulowanie fizycznym, psychicznym i duchowym zdrowiem całej ludzkości.

Od początków rolnictwa, jakieś osiem tysięcy lat przed Chrystusem, aż do początku ostatnie­go stulecia, rolnicy stali na straży zdrozuia narodów. Zasiewali, dokonywali selekcji, ulepszali i różnicowali różne odmiany nasion, co stanowiło integralną część ich pracy na roli. Żadne la­boratoria, ani naukowcy w białych kitlach, nie mogliby osiągnąć tego, co osiągnęli rolnicy przez tysiące lat starannych obserwacji, prób i błędów, podejmowanych po to, by przeżyć.

Ich dziedzictwo opiera się na głębokim szacunku dla przyrody i miłości dla Matki Ziemi

–   a nagrodą za sprawowanie opieki nad naszą planetą jest rzecz, której nie można kupić, zwana „mądrością”.

Jeśli porówna się to autentycznie zrównoważone zarządzanie ziemią z tym, co dzieje się dzisiaj

–   natychmiast uświadamiamy sobie, że na własne życzenie pogrążamy się w ogromnym kryzysie.

Wciągu ostatnich około stu lat nasiona zostały odebrane (ukradzione) ich opiekunom, rolnikom, przez producentów nasion, którzy tak je zmanipulowali, by uzyskać szybko rosnące, uzależnione od agrochemii hybrydy, będące obecnie piracką własnością korporacji, których jedynym celem jest zysk z masowej produkcji.

Od początku XX wieku liczba hybrydowych nasion stale rosła, zuypierając naturalne i bardzo odpor­ne na choroby odmiany nasion warzyw, owoców i zbóż, co zmusiło rolników do stosowania agrochemicz­nych spryskiwaczy i syntetycznych nawozów, bez których te hybrydy nie są w stanie normalnie rosnąć.

Co więcej, nowe odmiany nasion okazały się bardzo wrażliwe na choroby i dlatego trzeba je stale spryskiwać syntetycznymi i często rakotwórczymi fungicydami i pestycydami, aby uchronić je przed śmiertelnymi atakami szkodników i grzybów.

W ten sposób dochodzi do wyjałowienia gleby, a nasiona stają się „uzależnione” – jak narkomani – od chemikaliów, bez których do niczego się nie nadają.

Genetycznie zmodyfikowane rolnictwo ma wszystkie te same wady, ale jest o wiele bardziej nie­bezpieczne. Jest bezpośrednim przedłużeniem agrochemicznych monokultur, które stanowią jego podstawę – ale ma tę dodatkową cechę, że jest tak laboratoryjnie zaprojektowane, by włączać obcy genetycznie materiał, który nie ma żadnych związków z rośłiną-żywiciełem. W wyniku tej manipu­lacji, DNA rośłiny zostaje na tyle zmienione, by projektant rościł sobie prawo do patentu – a zatem własności – tego nowego „oryginalnego pożywienia”, które w ten sposób zostało stworzone.

Rolnik, który kupuje takie nasiona musi uiszczać należności wynikające z patentu korporacyjne­mu właścicielowi i ma absolutny zakaz zachowania jakiejkolwiek części zbiorów na własny użytek. W ten sposób dokonuje się proces zniewolenia. Rolnik musi co roku sprzedać wszystkie nasiona, które zbierze (nie wolno mu ich wysiewać) i ponownie kupić nowe nasiona od korporacji po każdych zbio­rach. Grożą mu ogromne kary pieniężne, a nawet kara więzienia, jeśli się do tego nie zastosuje – wie­lu rolników w Stanach Zjednoczonych spotkał już taki los.

Miliony rolników w krajach leżących na południowej półkuli stało się już ofiarą takich szałbier- skich praktyk – i wiele tysięcy co roku popełnia samobójstwo, ponieważ kupione przez nich genetycz­nie zmodyfikowane nasiona nie zdały egzaminu, a nie stać ich na zakup nowych nasion, które po­zwoliłyby im przetrwać.

To nie przypadek, lecz rozmyślna strategia, że ten proces zniewolenia, który sprzedaje się narodom jako „korzystny pakiet rozwojowy”, mający podnieść dochody rolników i ograniczyć choroby, kończy się zniszczeniem ich źródeł utrzymania, skażeniem ich genetycznych zasobów i zatruciem ich ziemi. Obecnie są tylko cztery korporacje nasienne, które posiadają 70% wszystkich komercyjnych nasion na świecie – wszystkie pochodzą ze Stanów Zjednoczonych. Jedna z nich ogłosiła wprost, że jej ce­lem jest kontrolowanie globalnego łańcucha żywieniowego.

Proszę, nie myślcie nawet przez chwilę, że chodzi tu o jakiś dobroczynny cel; chodzi wyłącznie i po prostu o to, by zmusić wszystkie narody na tej planecie, by kupowały tylko od nich, bez wzglę­du na to, jak fatalny czy niebezpieczny mógłby być ich produkt. Takie cyniczne manipulacje stoso­wane wobec prostolinijnych rolników należy uznać za jedne z najbardziej okrutnych „zbrodni przeciwko ludzkości”, jakie popełniano w całej historii.

Rolnicy w Polsce są ostatnią – i prawdopodobnie najsilniejszą – linią obrony w Europie przed korporacjami, które w piracki sposób wykorzystują ich nasion, i przed przymuszeniem naro­du do życia na genetycznie zmodyfikowanej diecie, teraz i w każdym przyszłym pokoleniach.

Genetyczna modyfikacja nasion, od których wszyscy zależymy, uruchamia nie dający się cofnąć proces destrukcji biologicznej różnorodności na naszej planecie – i zmusza nie tylko rolników, ale ca­łe populacje do przyjęcia całkowicie nowych i nigdy nie przetestowanych reżimów żywieniowych.

Stajemy się królikami doświadczalnymi w ogromnym i niekontrolowanym eksperymencie, ko­rzystnym jedynie dla już napęczniałych kont bankowych drapieżnych międzynarodowych korpora­cji, które nam narzucają GMO.

Tutaj, na Jasnej Górze, pod ochroną i przewodnictwem głęboko umiłowanej Matki Bożej, ma­my być może największą jak dotąd szansę, by odwrócić los narodu, który doświadczył wystarcza­jąco dużo zniewolenia w ciągu ostatnich 200 lat – i nie potrzebuje już niczego takiego więcej. Pol­ska musi położyć kres tej zagładzie, dla dobra całej łudzkości.

To jest ostatnia szansa – żar w sercach polskich rolników jest być może największym skarbem tego Kraju, i jeśli się go nie dostrzeże, nie wesprze i nie podsyci w obronie przed tym wszystkim, co zabija – nie tylko Polska, ale cały świat posunie się dalej w kierunku ubóstwa i rozpaczy.”[33]

216 „Wenezuela zamierza zakazać stosowania genetycznie modyfikowanych upraw”, Nexus, nr 38.

217 „Genetycznie modyfikowane uprawy przyczyną katastrofy ekologicznej w Argentynie”, Nexus, nr 38.

222 „Nasiona kłamstwa”, str. 211, Jeffrey M. Smith, Oficyna Wydawnicza „3,49″.


[203] GMO – Genetycznie zModyfikowany Organizm (organizm transgeniczny).

[204] ICPPC _ International Coalition to Protect the Polish Countryside – Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi.

[205] Defolianty są to substancje chemiczne, które powodują zrzucanie liści przez rośliny. W Wietnamie uży­wano ich do odsłaniania obiektów w lasach. Agent Orange jest ciemnobrązową, oleistą cieczą nie rozpusz­czającą się w wodzie. Jest bardzo lepki i z tego powodu mieszany bywał przed użyciem z olejem napędo­wym. Podczas wojny w Wietnamie zużyto prawie 40 milionów litrów tego preparatu.

[206] Dioksyny to potoczna nazwa grupy bardzo toksycznych chemicznych związków organicznych otrzymywa­nych w wyniku syntezy.

20/ Herbicydy (iac. herba – trawa, caedo – zabijam) są to chemiczne środki stużące do selektywnego niszcze­nia chwastów w uprawach.

[208] Herbicyd nieselektywny, który zwalcza niemal wszystkie rośliny, stosowany w celu zwalczenia uciążli­wych chwastów.

[209] Film na DVD do kupienia w biurze Fundacji ICPPC. http://www.gmo.icppc.pl. E-mail: biuro@icppc.pl.

[210] Słonecznica okrężówka (Helicoverpa armigera syn. Heliothis armigera) – motyl nocny z rodziny Noctu- idae. Zeruje na bawełnie, pomidorach i kukurydzy.

[9] Ryż Basmati uważany jest za najbardziej szlachetną i najdroższą odmianę ryżu na świecie. Nazywany jest „królem ryżu”. Rośnie w Indiach i Pakistanie, u podnóży Himalajów. 8 czerwca 1994 roku firma RiceTec ziożyła wniosek patentowy w Stanach Zjednoczonych na ryż o nazwie Basmati, a 2 września 1997 patent został przyznany. Po opatentowaniu ryżu wprowadzone zostafy opłaty licencyjne, które mocno dotykają producentów indyjskich i pakistańskich.

[10] Roślina w sanskryptach ayurwedyjskich nazywana sarva nivarini, czyli „lekarstwo na wszystkie choroby”. Ma właściwości przeciwbakteryjne, antygrzybiczne, przeciwwirusowe. Preparaty zawierające ekstrakt z miodli odmładzają i ujędrniają skórę, łagodzą stany zapalne, skutecznie działają od wewnątrz na takie problemy skórne jak: alergie, egzemy, swędzenie, łupież, nadmierne przetłuszczanie się. Wykorzystuje się praktycznie wszystkie jej części – nasiona, liście, korę, owoce.

[11] Bazylia azjatycka (dewanagari) Ocimum tenuiflorum L. – gatunek rośliny z rodziny jasnotowatych. Jedna z najważniejszych roślin w symbolice hinduistycznej, czczona przez wielu hinduistów podczas nabożeństw. Odmiana ciemna kojarzona jest z Kriszną, a jasna z Ramą. Z jej gałązek robi się korale medytacyjne.

[12] Imbir (Zingiber Boehm.) bylina występująca w stanie dzikim w strefie tropikalnej Azji i Australii. Rośli­na przyprawowa uprawiana w Indiach, Chinach, Malezji.

[13] „Zdychanie owiec wypasanych na terenach, gdzie rosła genetycznie modyfikowana bawełna”, Nexus, nr 51.

[14]„Ukrywany raport dowodzi związku między rakiem, a genetycznie modyfikowanymi ziemniakami”, Ne­xus, nr 55.

[15] Światowa Organizacja Handlu (ang. World Trade Organization), ma siedzibę w Genewie. Polska jest jed­nym z państw założycielskich. Podstawowym celem WTO jest iberalizacja międzynarodowego handlu do­brami i usługami, prowadzenie polityki inwestycyjnej wspierającej handel, rozstrzyganie sporów dotyczą­cych wymiany handlowej, przestrzegania praw własności intelektualnej. Organizacja zrzesza 152 kraje. Ostatnim państwem przyjętym w jej szeregi jest Ukraina. Państwa członkowskie zobowiązane są do dosto­sowania własnego ustawodawstwa do norm Światowej Organizacji Handlu, a także do udzielania koncesji handlowych podmiotom zagranicznym.

[16] Cargil wygrał właśnie z Polską czteroletni spór przed arbitrażem w Paryżu. Firma zaskarżyła Polskę na podstawie traktatu o stosunkach handlowych z USA, ponieważ po wejściu naszego kraju do Unii za- częfy ją obowiązywać ograniczenia w sprzedaży izoglukozy, produkowanej przez Cargil w fabryce na tere­nie Polski.. Uznane odszkodowanie wraz z odsetkami wynosi 20 milionów USD.

[17] „Zasiew nasion destrukcji”, Stephen Lendman, Nexus, nr 60.

[18] Rodzaj słodkiego ziemniaka. Uprawiany w strefie tropikalnej.

[19] Bogata w skrobię roślina, z której bulw uzyskuje się maniok. Może być uprawiana na podmokłych, wilgot­nych i błotnistych glebach, zwłaszcza w strefie tropikalnej.

[20] Gleba, ziemia, ale również kraj (tłum. smk).

[21] „Stanowisko Koalicji „Polska Wolna od GMO”, http://polska-wolna-od-gmo.org.

[22] Oświadczenie Pawła Polaneckiego, niezależnego eksperta.

[23] Emerytowany profesor Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, do niedawna kierownik Katedry Ekologii i Ochrony Środowiska, od 24 lat profesor zwyczajny. Autor ponad 500 prac naukowych i popu- larno-naukowych, w tym 25 książek. Były poseł i przewodniczący Komisji Parlamentarnej Ochrony Śro­dowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, delegowany do dwóch Komisji Zgromadzenia Parlamentar­nego Rady Europy w Strasburgu. Był przewodniczącym Ekologicznego Klubu Parlamentarnego i doradcą ministra ochrony środowiska.

[24] „Genetycznie zmodyfikowane zagrożenie”, Prof. dr hab. St. K. Wiąckowski.

[25] W rozdziale ZAŁĄCZNIKI – nr 9 zamieszczono kopię dodatku do książki J. M. Smith’a „Nasiona kłam­stwa”, w której autor przedstawia artykuły skażone GMO.

[26] „Genetyczna Ruletka: Udokumentowane Zagrożenia dla Zdrowia w Żywności Genetycznie Modyfikowa­nej”, Jeffrey M. Smith.

[27] „Rośliny GM, profity dla koncernów, ryzyko dla rolników, zagrożenie dla zdrowia i środowiska”, Prof. dr hab St. K. Wiąckowski.

[28] Kopia listu znajduje się w rozdziale ZAŁĄCZNIKI – nr 10.

[29] Kopia stanowiska Koalicji znajduje się w rozdziale ZAŁĄCZNIKI – nr 11.

[30] „Polska – królikiem doświadczalnym?”, Prof. dr hab. St. K. Wiąckowski, Tygodnik Niedziela, 21/2008.

[31] O. Jaromi – magister teologii i ochrony środowiska, doktor filozofii przyrody, przewodniczący Ruchu Eko­logicznego Świętego Franciszka z Asyżu (REFA). Przewodniczący i byty delegat generalny Komisji ds.

Sprawiedliwości, Pokoju i Ochrony Stworzenia (SPiOS) w Europie Wschodniej.

[32] „Manipulacje genetyczne – nowy grzech?”, Ojciec Stanisław Jaromi, Konferencja na Jasnej Górze, 24/04/2008.

[33] „Genetycznie zmodyfikowane nasiona – globalne zagrożenie dla niezależności rolników”, Sir Julian Rose, Konferencja na Jasnej Górze, 24/04/2008.