Potwór „demokracji”. Henryk Pająk

Tekst choć kilkuletni, niestety wciąż aktualny. Fragment z książki pt: „Kundlizm znów wygrał” Henryka Pająka. Admin

Wszelkie najazdy, napaści, wewnętrzne dywersje przeciwko państwom wszystkich kontynentów, syjonizm amerykański prowadził i prowadzi pod szczytnym hasłem „budowania demokracji”, „społeczeństw obywatelskich”, obalania dyktatur, a obecnie pod hasłami „walki z terroryzmem”, zawsze pod sztandarami „obrony demokracji”. W ciągu niespełna 60 lat Stany Zjednoczone dokonały 50 najazdów zbrojnych na suwerenne państwa. Prawie wszystkie kończyły się oczywiście zbudowaniem tam „demokratycznych ustrojów”, ale wychodziło jakoś tak, że kraje poddane tej demokratycznej kuracji popadały w absolutną zależność od najeźdźcy i ekonomiczą zapaść. Im więcej miały bogactw naturalnych, tym większa była determinacja światowego imperium demokracji w zaprowadzaniu tam „demokracji”. Kiedy to piszemy, najnowszym, ale przecież nie ostatnim przykładem takiego procederu był już drugi ludobójczy najazd na Irak: około 700.000 ofiar wśród „tubylców”, ponad 4000 poległych Jankesów, kraj w ruinie, ale Irak się „demokratyzuje”. No i przy okazji ropa iracka płynie tam gdzie trzeba, czyli także się demokratyzuje. Koszt tej wyprawy krzyżowej sięga już ponad bilion dolarów. Ale czego się nie robi dla „demokracji”. Saddam okazał się „be”, gdy jeszcze tak niedawno był pupilem USA. Stał się okrutnym satrapą z chwilą, gdy zaczął brykać i wierzgać przeciwko swym sternikom. Czary goryczy dolało podejrzenie, że Irak wypłacał rodzinom zamachowców – samobójców w Palestynie po 25 000 dolarów. Tego było już za wiele.

Znany prześmiewca i showman Janusz Korwin-Mikke uznał słowo „demokracja” za niecenzuralne. Od tego czasu zamiast słowa „demokracja” używa skrótu „d… kracja”.

Jeden z teoretyków hitlerowskiego nazizmu nie bawił się w przenośnie. Oznajmił:

  • Kiedy słyszę słowo „demokracja”, odbezpieczam rewolwer.

Nie będziemy tak radykalni. Demokracja, ściślej „socjaldemokracja” rządzi dzisiejszymi Stanami Zjednoczonymi Europy. Demokracja szaleje w Polsce i za naszymi zachodnimi miedzami; demokrację wyrąbuje się na Ukrainie, Białorusi. W obronie „demokracji” właśnie instaluje się w Polsce amerykański system „antyrakietowy” celem obrony krzyżowców wyruszających na trzecią wyprawę moskiewską po napoleońskiej i hitlerowskiej, i jeśli kiedyś z Mińska, Moskwy nie zostanie kamień na kamieniu, będzie to widomy znak, że zainstalowano tam demokrację i oczywiście nowy system rakietowy, bo przecież trzeba jeszcze budować demokrację w Chinach, które, o zgrozo, rocznie wykonują około 2500 wyroków śmierci na mordercach i handlarzach narkotykami. Tenże J. Korwin-Mikke w polskojęzycznej Tel-Awizji oznajmił przytomnie:

  • Dlaczego bandzior ma decydować o tym, czy ja mam żyć lub nie, ale on ma prawo żyć dalej jako mój morderca? Kogo więc chroni zakaz kary śmierci, mordercę czy jego ofiarę?

O demokracji mówiło i pisało wielu, od Platona i Arystotelesa, po Tomasza z Akwinu, A. Hayek’a, wielu papieży XIX i XX wieku.

Jacek Bartyzel w książce „Demokracja”1 zderza dwie dość szokujące definicje demokracji. Pierwsza wyszła spod pióra św. Tomasza z Akwinu, który mówi, że „Gdy niesprawiedliwe rządy sprawuje wielu, mamy do czynienia z demokracją, czyli z panowaniem ludu… Święty Tomasz jakby wizjonersko przewidział narodziny niedoścignionej demokracji w wydaniu żydo- bolszewickim – pardon – komunistycznym, bo przecież tam, na gruzach Rosji carskiej zapanowała taka właśnie niedościgniona demokracja ludowa, rządy ludu. Bartyzel cytuje też wybitnego przedwojennego intelektualistę Mariana Zdziechowskiego, który dał chyba najlepszą definicję antynomii demokracji i bolszewizmu:

– Bolszewizm jest doprowadzoną do absurdu ideą demokracji.

Z kolei Jacek Bartyzel zdefiniował współczesną demokrację jako socjal- liberalny „zimny totalitaryzm”. Rozwinięciu tej definicji autor poświęcił szereg wątków przypominając, że ateńska demokracja była demokracją bezpośrednią, czyli lud wybierał rządzących w wyborach bezpośrednich, a w pseudodemokracji, czyli w tym współczesnym „zimnym totalitaryzmie”, prawo naturalne zostało wyparte przez „prawa człowieka”. Suwerenną podmiotowość jednostki zastąpiono dyktaturą umowy społecznej.

Demokrację „ludu” obelżywie zdefiniował idol amerykańskiej demokracji T. Jefferson w kontekście powszechnego prawa wyborczego. Jego wprowadzenie oznaczałoby – zdaniem Jeffersona – katastrofę, bo prawa wyborcze otrzymałaby także kanalia z zaułków wielkich miast. Obecnie kanalie maja prawo głosowania i przeważnie głosują na kanalie. Przewidział głosowanie w Polsce?

I wreszcie, kwintesencją współczesnej demokracji jest jej deizacja, poniesienie jej do rangi religii. Tak, współczesna „demokracja” jest substytutem religii, jest religią, obiektem kultu. Jej krytykowanie jest herezją, awanturnictwem, przestępstwem, obelgą dla „wolnych demokratycznych społeczeństw”. To po prostu „boska teologia człowieka”.

Demokracja na płaszczyźnie ekonomicznej wypromowała na swój totalitarny użytek pojęcie „wolnego rynku”, „swobodnego przepływu towarów”, czyli filozofię liberalizmu ekonomicznego. Globalista Francis Fukuyama w tyleż słynnej co merytorycznie oszukańczej, demagogicznej książce „Koniec historii”, odważył się jednak zacytować równie słynnego powieściopisarza południowo-amerykańskiego Mario Vargasa Llosa, który tenże liberalizm ekonomiczny z zimną logiką i zgodnie z prawdą nazwał:

– … przyznawaniem pozycji monopolistycznej lub uprzywilejowanej niewielkiej elicie, która jest zależna od państwa, i od której z kolei ono jest zależne.2

Dotychczasowe przykłady miały charakter definiujący oszustwo semantyczne słowa „demokracja” i jego niszczycielskie wcielenia. Przejść musimy do jego konkretnych służebnych wcieleń. Sytuację mamy ułatwioną, ponieważ najbardziej zgryźliwym, czy raczej jadowitym demaskatorem „demokratycznej „hipokryzji jest nie kto inny tylko słynny Żyd Noam Chomsky, amerykański językoznawca, zarazem tkwiący w centrum świata liberalnego i jego apolegota. Ustawmy się za tą bezpieczną tarczą autorytetu N. Chomsky’ego i posłuchajmy, co ma do powiedzenia o roli Stanów Zjednoczonych jako „demokratycznego” siewcy wojen, najazdów, dywersyjnych prowokacji, a przede wszystkim destruktora wobec wysiłków świata na rzecz zapobiegania wojnom, terrorowi, niesprawiedliwości, dominacji silnych nad słabszymi.

W książce „The New World Order” /1991/ – „Nowy porządek świata”, Chomsky podąża za głosowaniami Stanów Zjednoczonych w ONZ i w prosty sposób wykazuje, że ten obrońca pokoju i demokracji przez całe dziesięciolecia konsekwentnie sprzeciwiał się uchwałom, które by powstrzymywały agresję na kolejne państwa, zwłaszcza agresywność Izraela jako największego zagrożenia dla pokoju na Bliskim Wschodzie. Analizując akta uchwał ONZ Chomsky wykazuje, że w ciągu ćwierćwiecza /mowa o czasach do 1991 roku/, Stany Zjednoczone zgłosiły tam 2/3 procent veta na forum Rady Bezpieczeństwa. Na Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię przypadło w omawianym okresie ponad 80 proc. przypadków veta w Radzie Bezpieczeństwa. Na trzecim miejscu plasowała się Francja. A jak głosował Związek Sowiecki? Był ostatni na liście państw blokujących uchwały. Zawsze głosował razem z większością państw.

Stwierdziwszy te proporcje, szokujące zwłaszcza dla obywateli państw posowieckich wytresowanych w przypisywaniu Związkowi Sowieckiemu wszelkich światowych bezeceństw, destrukcji wobec szlachetnej walki o pokój, Chomsky wyprowadza oczywisty wniosek, że iluzją jest oczekiwanie, iż chwilą rozpadu Związku Sowieckiego zniknie amerykańsko-brytyjska kampania przeciwko ONZ, przeciwko podstawowej funkcji tej organizacji, jaką powinna być działalność na rzecz pokoju. Oddajmy głos autorowi:

  • Stany Zjednoczone regularnie głosują albo same albo z jednym lub z dwoma państwami – klientami [wasalami] przeciwko ogromnej większości przypadków agresji, aneksji, rozbrojenia, naruszenia praw człowieka oraz wszelkich innych zagadnień środowiskowych, w sprawie czegokolwiek choćby w niewielkim stopniu istotnego dla tych zagadnień.

I konkluduje:

  • Nie ma żadnego powodu, by oczekiwać, że obstrukcjonizm USA zostanie powstrzymany obecnie, kiedy Rosjanie wyszli z gry. Po pierwsze: nic to nie ma wspólnego z Rosjanami, zatem, nie istnieje żaden powód, by obstrukcja amerykańska została wstrzymana.

Doskonałym tego przykładem była inwazja USA na Panamę i Nikaraguę. Zimą 1989 – 1990 na sesji ONZ wzniesiono wtedy trzy uchwały w sprawie bezpieczeństwa – wszystkie zawetowane przez USA. Dwie potępiały inwazję USA na Panamę. Interwencja była zbrodnicza — kilka tysięcy zabitych, następnie powołano marionetkowy rząd reprezentujący ośmioprocentową mniejszość Europejczyków w tym kraju. USA zagwarantowały sobie /wymusiły/ tymi uchwałami możliwość zmiany międzynarodowej konwencji określającej warunki korzystania z Kanału Panamskiego.

Media amerykańskie roztrąbiły tę zbrodniczą napaść na bezbronny mały kraj jako „zwycięstwo demokracji”.

Dwie rezolucje Rady Bezpieczeństwa chciały potępić tę amerykańską inwazję. Trzecie weto USA zablokowało przyjęcie uchwały potępiającej izraelskie naruszanie „praw człowieka” – kultowe zawołanie i rzekomy cel demokracji bezprzymiotnikowej. Ameryka wetowała i nadal wetuje wszelkie propozycje uchwał skierowanych przeciwko Izraelowi: przeciwko aneksji ziem palestyńskich, agresji, terrorowi.

Były dwie rezolucje Zgromadzenia Ogólnego wzywające wszystkie państwa członkowskie do przestrzegania prawa międzynarodowego. W obydwu przypadkach tylko dwa kraje głosowały przeciwko tym rezolucjom – USA i Izrael. Jedna z rezolucji potępiała militarną pomoc dla contras w Nikaragui. Trybunał Międzynarodowy potępił amerykańską rezolucję w sprawie pomocy dla contras. Druga rezolucja potępiała embargo nałożone na Nikaraguę. Tak oto George Bush – senior był wtedy jedynym światowym przywódcą potępionym przez Trybunał Międzynarodowy za jego „bezprawne użycie siły”, czyli za zbrojną agresję.

Zgromadzenie Ogólne poddało pod głosowanie swoją rezolucję w sprawie „nabywania terytorium przy użyciu siły”. Rezolucja przeszła przytłaczającą większością głosów: 151 przeciwko trzem. Tymi trzema były USA, Izrael i Dominikana3. Ta rezolucja raz jeszcze wzywała do rozwiązania izraelsko – palestyńskiego konfliktu według litery prawa międzynarodowego.

A był to grudzień 1989 – przed inwazją na Irak.

Chomsky pisze:

– Przypominacie sobie Państwo, że do 1 sierpnia Saddam Hussein był kochanym przyjacielem Georgea Busha i uprzywilejowanym partnerem w handlu. Było to dość frustrujące dla ludzi, którzy usiłowali eksponować i potępiać pomoc USA dla owego mordercy – gangstera. Byłem właśnie jedną z takich osób /…/ Był on dobrym kumplem.

Był umiarkowany. Oczywiście zbudował on być może najbardziej represyjne państwo na świecie. Torturował, mordował i zabijał Kurdów. Ale to nie miało znaczenia. Był dobry do robienia z nim interesów.

Dalej Chomsky ironicznie daje przykłady „umiarkowanych”, tolerowanych, ale tolerowanych do pewnego czasu:

Mussolini był umiarkowany do 1939 roku. Hitler był umiarkowany. Trujillo4. Marcos5 był umiarkowany. Duvalier6 był umiarkowany. Jest to długa lista. Noriega/…/ był umiarkowany do 1985 roku. Czy jesteś umiarkowany czy też nie jesteś, nic to nie ma wspólnego z tym, jakim jesteś mordercą, albo jak jesteś występny czy represyjny. Chodzi tu bowiem o to, czy zaspokajasz interesy Stanów Zjednoczonych. (…)

Ci umiarkowani wcześniej czy później wydostają się spod kontroli, stają się zbyt niezależni, albo stąpają na niewłaściwych paluszkach, albo przeszkadzają w interesach, czy dzieje się cokolwiek innego. W tym momencie stają się oni wcieleniem Dżyngis – Chana.

Dalej w podobnym tonie Chomsky omawia los Iraku po pierwszej inwazji na Irak rządzony przez „umiarkowanego” Husseina, potem przypadek Timoru Wschodniego; pozorowanie sankcji ekonomicznych przeciwko rasistowskim państwom Południowej Afryki. Chomsky przypomina też praźródło konfliktu o Irak i o niezamieszkałe w Zatoce dwie przyległe wysepki. Brytyjczycy opuszczając tę kolonię po drugiej wojnie, wykroili „państwo Kuwejt”, przydzielając mu owe dwie wysepki. W ten sposób Irak praktycznie został niemal pozbawiony dostępu do wód Zatoki. Bogate pola naftowe w Rumaila, w 98 procentach ich obszaru znajdują się na terytorium Iraku. Rozciągają się one też na odcinku zaledwie dwóch mil na terytorium Kuwejtu, na nieustalonej, spornej granicy kuwejcko – irackiej. Dyskusje o przebiegu tej granicy zakończyły się na niczym. Kuwejt „ssał” więc wspólną ropę kuwejcko-iracką. Hussein zachęcony przez ambasadora USA do inwazji na Kuwejt stwierdzeniem, że USA nie zareaguje na tę inwazję, zajął Kuwejt. Potem chciał wycofać się z Kuwejtu pozostawiając sobie kontrolę nad tymi dwiema wysepkami /dzierżawę na 99 lat/ oraz kontrolę nad polem naftowym w Rumaila. Tę inicjatywę iracką całkowicie przemilczały media amerykańskie. Stany Zjednoczone stanowczo odmówiły rozmów w tej sprawie. Machina wojenna ruszyła na krótko przedtem. Francja podjęła się roli mediatora. USA i Wielka Brytania natychmiast oświadczyły, że zawetują każde warunki tej oferty.

George Bush opublikował w „New York Timesie” list otwarty do Husseina, czyli do „opinii międzynarodowej”. Szczyt bezczelnej obłudy:

– Zasady nie podlegają kompromisom. Agresorzy nie mogą być nagradzani. Nie będzie żadnych negocjacji.

Broń chemiczna? Biologiczna? Pociski radioaktywne? Głównym oskarżeniem wobec Husseina było użycie przeciwko Kurdom broni chemicznej – miało zginąć 5000 Kurdów. Ale on był tylko uczniem i kontynuatorem. W 1920 roku, w związku z tym, że Wielka Brytania miała zbyt mało wojsk w Iraku do kontroli tego obszaru, brytyjski RAF zażądał upoważnienia brytyjskiego ministerstwa wojny do użycia broni chemicznej, czyli gazów bojowych. Właśnie cały cywilizowany świat potępił użycie takich gazów przez Niemców w czasie niedawno zakończonej wojny, była to więc najgorsza obrzydliwość i zbrodnia wojenna. RAF swoje żądanie motywował koniecznością użycia gazów przeciwko krnąbrnym. Arabom w celach doświadczalnych. Nie tylko – także a może głównie dla zastraszenia. Powtórkę świat otrzymał w Nagasaki i Hiroszimie. W piśmie RAF-u pisano, że należy zignorować przeczulenie na punkcie uczciwości, lotnictwo jest zdecydowanie za użyciem gazów trujących przeciwko nieucywilizowanym plemionom.

A teraz godzi się wyjaśnić, kim był autor tego pisma. Był nim Winston Churchill, późniejszy premier Wielkiej Brytanii.

George Bush – junior powtórzył krucjatę swego tatusia przeciwko Irakowi. Przeciwko temu samemu krwawemu dyktatorowi, niedawnemu przyjacielowi i wspólnikowi USA. Zmieniła się frazeologia. Owszem, była to krucjata przeciwko „krwawemu dyktatorowi”, ale była to głównie prewencyjna wyprawa przeciwko Irakowi, który wedle kłamliwych zapewnień wywiadu, miał ogromne zasoby broni chemicznej. Całość była opakowana w standardy już nowej religii. Nie była to dotychczasowa religia pod nazwą demokracji, tylko już „walka z terroryzmem”, bo już po zburzeniu wież nowojorskich, po inwazji na Afganistan, który był rzekomo bazą dla Bin Ladena – niedawnego wspólnika naftowego klanu Bushów7. „Broń chemiczna” Hussaeina okazała się brawurowym kłamstwem, pretekstem do inwazji. Kiedy Irak zamienił się w kupę gruzów i cmentarzysko, przystąpiono do budowania tam zrębów starej religii – „demokracji”. Idzie jak po grudzie, a konkretnie – jak po gruzach.

W tej napaści Polska ma swój udział za sprawą rządów SLD i „prezia” Kwaśniewskiego, ale kolejna ekipa rządowo-parlamentarna pod wodzą premiera Marcinkiewicza nie zdradzała ochoty do wycofania się z tej krwawej awantury. Profitów żadnych, natomiast hańba i nienawiść islamu na kilka pokoleń. Mieszkający we Frankfurcie specjalista projektowania i montażu systemów oświetleniowych, inż. Musaffak al-Hanna, w wywiadzie udzielonym 16 września 2004 roku, powtórzonym w Internecie, tak oto podsumował nas, Polaków, za ten najazd:

– Polska straciła wszystko, co kiedykolwiek miała w oczach Arabów. Już w 1990 roku, kiedy udostępniła Amerykanom plany urbanistyczne Bagdadu i innych miast dla ułatwienia bombardowań, oraz wywiozła agentów USA z Iraku, zasłużyła sobie na miano kraju szczególnie wrednego. Teraz jesteście głównym sojusznikiem USA w agresji, zabijacie nasze dzieci. Wątpię, czy przez kilka najbliższych pokoleń znajdzie się jakikolwiek naród w całym Trzecim Świecie, który wam zaufa. Straty w sferze moralnej są zawsze najtrudniejsze do nadrobienia, a gdy kiedyś przyjdzie do rozliczeń, wyjdziecie na tym gorzej, niż Amerykanie. Bo my mamy dobrą pamięć, a w życiu jest tak, że łatwiej wybacza się panom, niż lokajom.8

No i co wy na to, towarzysze z SLD i PiS z przyległościami, na czele z towarzyszem Stolzmanem – Kwaśniewskim i jego następcą Lechem Kaczyńskim? Czy mielibyście coś do powiedzenia temu i tysiącom innych Irakijczyków, gdybyście stanęli przed nimi twarzą w twarz, oko w oko? Nie, towarzysze socjaldemokraci, szlachetni obrońcy demokracji, wrogowie „terroryzmu”. Wy nigdy nie narazicie się na takie spojrzenia, wy bronicie „demokracji”, „pokoju” i „wolności” z okien limuzyn podczas waszych tchórzliwych inspekcji naszych wojsk, otoczeni ścianą uzbrojonych żołnierzy i szybko wracający do skolonizowanej przez was Polski – „tego kraju”.

I co wy na to, obecni demokraci z PO, PiS? Jakoś nic nie mówiliście w czasie kampanii wyborczej o wycofaniu naszych wojaków z Iraku, a przeciwnie, popieraliście inwazję i chcecie ją kontynuować za ochłapy. Przecież wy mienicie się katolikami chadekami i prawicowcami, na-ro-dow-ca-mi!

Czy odważycie się kiedyś wytoczyć procesy przed Trybunałem Konstytucyjnym łotrom, którzy nas w to wepchnęli – Kwaśniewskiemu, L. Kaczyńskiemu, Millerowi, Szmajdzińskiemu, Oleksemu, Cimoszewiczowi, Borowskiemu, Geremkowi; całej tej żydomasońskiej loży „PiS”? – całej tej bando-mafii, tej polit-mafii, potem judeo-kaczyńcom, którzy rzucili się kupą do budowania demokracji na Ukrainie, na Białorusi?

Mówicie o pełnieniu przez Polskę w Iraku „misji pokojowej”, o naszym udziale w „misji stabilizacyjnej”. O przerwaniu terroru Saddama. Raz po raz pokazywaliście w waszej Tel – Awizji ciała ofiar saddamowskiej masakry na Kurdach. Ale co byście odpowiedzieli na argumenty inżyniera Muaffaka, gdy powiedział w tymże wywiadzie:

– Saddam to była nasza sprawa. To był tyran, ale nasz tyran i wiedzieliśmy, jak się zachować. Stany Zjednoczone mają prezydenta debila, którego wcale nie wybrała tam większość, ale przecież nikt zbrojnie nie chce go od niego wyzwalać. W Izraelu rządzi „rzeźnik Libanu”9, zbrodniarz wojenny, który już dawno powinien wisieć, a nie wisi /…/ Jeżeli powodem inwazji było to, że Saddam nas mordował, to dlaczego obecni okupanci robią to samo bombardując Nadżaf, Kufę, Hillę…?

Aksamitny, obecnie już globalny zamordyzm „demokracji” posiada swój semantyczny i werbalny odpowiednik w słowie „liberalizm”. Obydwa te słowa są synonimami tego samego bękarta syjonizmu podniesionego do rangi globalnej religii, czyli budowania Nowego Porządku Świata – New Age. Kiedy mówią: „demokracja”, mają na myśli liberalizm. Kiedy mówią „liberalizm”, mają na myśli demokrację. Obydwa są narzędziami budowania globalnego terroru pod hasłami właśnie demokracji, liberalizmu, praw człowieka, tolerancji.

Niemiecki myśliciel żydowskiego pochodzenia Carl Schmidt, który po wojnie przebywał w obydwu strefach okupacyjnych – amerykańskiej i sowieckiej zauważył, że liberalizm, zwłaszcza w wydaniu amerykańskim, jest ideologią skrajnie wojowniczą, ortodoksyjną, bezkompromisową. Amerykanie zażądali od niego, aby udowodnił swoją wiarę w liberalną czyli demokratyczną ideologię, podczas gdy okupanci żydobolszewiccy nie wymagali od niego deklaracji na wierność „Manifestowi Komunistycznemu”. Zrozumiał więc, że „demokracja” /liberalizm/ amerykański jest bardziej niebezpieczny od komunizmu, którego zresztą nienawidził. A uznał liberalizm /demokrację/ za bardziej niebezpieczną od komunizmu dlatego, że stał się on nieformalną religią. Nie dziwię się, że potomek Żydów prezydent Bush nazwał „amerykański” najazd na Bliski Wschód „wyprawą krzyżową”.

Ten „aksamitny” zamordyzm demokracji pokazał swoją klasę i wnętrze dopiero w okresie wojen w Afganistanie i Iraku, przedtem pokazał kły już w Wietnamie. Intelektualiści, ale ci uczciwi i prawdziwi, nie tylko z nazwy zrozumieli, że wyznawcą demokracji stajemy się dopiero wtedy, kiedy staliśmy się gotowi do wykonywania wszystkich jej poleceń, jej wytycznych. Kiedy stajemy się duchowymi kundlami.

Izrael Szamir podczas wykładu w Petersburgu9 na konferencji pod hasłem: „Religia we współczesnym systemie stosunków międzynarodowych; liberalizm i światopogląd tradycyjny” /24 listopada 2006/ przyjął za zasadę, za metodologiczny klucz do rozumienia liberal-demokracji, odczytywanie ich sztandarowych haseł nie dosłownie nie tylko na opak, odwrotnie do semantycznej treści słów. Słów i haseł. Wtedy odkrył prawdziwą treść religii zwanej demoliberalizmem. Oto przykłady:

Prawa człowieka — negowanie praw wspólnoty.

Obrona mniejszości – negowanie praw większości.

Obrona kobiet i homoseksualistów – likwidacja rodziny.

Antyrasizm – negowanie praw rdzennej ludności

Prywatna własność środki masowej informacji – wyłączne prawo wielkiego kapitału do urabiania opinii społecznej.

A oto znakomity przykład terroru w wykonaniu „mniejszości” seksualnej, czyli zboczeńców seksualnych obojga płci, wpisany w strategiczny neo-judaistyczny program niszczenia rodziny gojów, czyli większości. W maju 2007 roku w żydowskiej TN24 oglądaliśmy sprawozdanie telewizyjne z odznaczenia 70 osób z okazji 216 rocznicy uchwalenia konstytucji 3-Maja. Order Orła Białego przyznano pośmiertnie zamordowanemu przez żydowski Urząd Bezpieczeństwa Komendantowi IV Komendy WiN- Łukaszowi Cieplińskiemu. Odbywała się ta uroczystość tylko na połowie ekranu tel-awizjora, ponieważ drugą połowę zajmowało sprawozdanie z wyroku Trybunału w Strasburgu w sprawie zakazu demonstracji zboczeńców w Warszawie, wydanego w czerwcu 2005 roku przez ówczesnego prezydenta Warszawy L. Kaczyńskiego. Trybunał Międzynarodówki neo-judaistycznej potępił ten zakaz. Syjoniści z TVN24 w ten sposób rzucili straszliwą obelgę bohaterom polskim odznaczanym przez prezydenta L. Kaczyńskiego, bo obok trwała promocja, obrona dewiacji przez międzynarodówkę talmudyczną rządzącą tymże Trybunałem. Były to więc dwa, według Żydów z TVN 24 – rangą równorzędne wydarzenia, należano więc przepołowić ekran: na jednej połowie pokazywać odznaczenia polskich bohaterów, na drugie promocję zboczeń.

Rozdział Kościoła od państwa. – swoboda propagandy antychrześcijańskiej, zakaz pełnienia misji Kościoła w społeczeństwie.

Rządy z mandatu wyborców czyli „demokracja” – ograniczony współudział narodu w wyborze władz.

Co jest podłożem liberal-demokracji? Jedni mówią, że rozwój protestantyzmu /kosztem katolicyzmu/, inni, że antyreligijny „kod genetyczny” łiebara- lizmu, jeszcze inni – to ukryta postać satanizmu.

Izrael Szamir powiada otwarcie: Liberalna demokracja i prawa człowieka które przyniosły oddziały piechoty morskiej USA nad Tygrys i Amu Darię, to nic innego jak zsekularyzowany judaizm, czy raczej neojudaizm, którego wyznawcy wierzą w sakralny charakter Izraela: wszak Muzeum, a tak naprawdę to Świątynia „Holokaustu” znajduje się blisko Białego Domu. Popieranie państwa Izrael jest pierwszym przykazaniem wszystkich polityków amerykańskich. Judaizm to jedyna religia, z którą zabroniono walczyć lub tylko z nią polemizować. Amerykańska wojna na Bliskim Wschodzie, w której Polska uczestniczy jako państwo wasalne, to neojudaistyczny dżihad. Gdyby kolejne rządy i parlamenty w Polsce nie były zdominowane przez Żydów, w Iraku i Afganistanie nie byłoby ani jednego polskiego goja.

Demokracja „neojudaizmu” ma charakter globalny, lecz Izrael Szamir dostrzega w tej „religii” podstawową sprzeczność. Judaizm jest całkowicie tradycyjny, a jednak promuje u gojów walkę z rodziną, tradycją i solidarnością plemienną, nienaruszalnym spoiwem judaizmu. To tylko pozorną sprzeczność, bo judaizm posiada dwa oblicza – jedno dla żydów, drugie dla nie- judaistów, czyli gojów. Tym właśnie różni się od buddyzmu, chrześcijaństwa, islamu. Te religie oczekują od innowierców tylko jednego – aby stali się ich wyznawcami. Judaizm przeciwnie – nie wymaga od goja, aby został judaistą. On go nie chce. Judaizm jest dla żydów, a nie dla gojów.

Bo judaizm wymaga, aby goj nie miał religii, nie wierzył w nic oprócz ogólnikowego Boga, natomiast ma bezwzględnie wierzyć w liberalną demokrację, czyli w zaprzeczenie wiary. Goj nie powinien świętować swoich świąt religijnych, symbole swojej wiary ma prawo wywieszać tylko w czterech ścianach swojej prywatności. A najważniejsze – nie powinien pomagać swoim współbraciom w wierze i nacji. Solidaryzm plemienny jest zastrzeżony tylko dla judaistów. Goj nie powinien mieć praw wspólnotowych. Takie prawo posiadają tylko neojudaiści, w Ameryce zwani neokonserwatystami.

Obrona mniejszości, negowanie praw większości, to pierwsze przykazanie religii mniejszości żydowskiej. Obrona kobiet i homoseksualizmu to prezenty dla gojów, narzędzie rozbijania rodziny jako najmniejszej wspólnoty społecznej. Judaizm nie tylko nie wierzy w rodzinę goja. On jest jej wrogiem, bo uważa ją za podstawowe niebezpieczeństwo dla praw rodziny judaistycznej. Likwidacja rodziny, awanse zawodowe kobiety likwidują rodzinę, zarazem zwiększają wydajność pracy świata gojów.

Antyrasizm”, z jego biczem „antysemityzmu”, oznacza totalne zanegowanie praw większości, rdzennej ludności. Z punktu widzenia globalistycznych aspiracji Żydów, jest to naturalne i oczywiste, bo Żydzi nie są rdzenną ludnością i większością w żadnym kraju na świecie, poza parodią państwa jaką jest Izrael. Liberalizm w ekonomii pozwala wielkim korporacjom importować tanią siłę roboczą, jak ostatnio Polaków do państw zachodnich. Propaganda samodzielności ekonomicznej to nic innego jak zakaz wzajemnej pomocy społecznej wśród tubylców. To paradygmat judaizmu: poza granicami mniejszości żydowskiej, wszelka pomoc wzajemna, solidaryzm tubylców jest zabroniony i niszczony wszystkimi dostępnymi sposobami.

Neojudaizm prowadzi bezwzględną walkę z wszelką popularyzacją chrześcijaństwa, ale jako „demokratyczny „liberalizm” zabrania walki z judaizmem, który jest ponad wszelkim prawem. W Ameryce neokonserwatystów zabronione są symbole chrześcijańskie w miejscach publicznych, lecz masowo popularyzuje się świeczniki na święto Chanuka w miejscach publicznych. Marszałek Sejmu Marek Jurek nakazał wstać posłom i uczcić w ten sposób święto Chanuka i żaden z posłów nie ważył się potem zapytać z trybuny sejmowej, czy Żydzi przed zbliżającym się Bożym Narodzeniem odwzajemnią się tym samym wobec gojów polskich. W wielu krajach krytyka judaizmu, zwłaszcza krwiożerczego antychrześcijańskiego Talmudu podpada pod sądy. Nawet w Rosji, co opisałem w książce „Rosja we krwi i nafcie 1905-2005″, choć tam Rosjanie jeszcze bronią, swojego prawosławia.

Czym jest więc uniwersalna demokracja? To proste w świetle podanych tu przykładów: jeżeli zgadzasz się z terrorem judaizmu i neojudaizmu, to jesteś O.K. Wtedy nie ma znaczenia, czy głosujesz na Prawo i Sprawiedliwość, na Platformę Obywatelską, na Lewicę, Prawicę, czy na czerwonych! Wszędzie tam będziesz O.K. Ideałem demokratycznego państwa jest oczywiście Izrael, chociaż nieżydowska połowa jego mieszkańców jest pozbawiona nie tylko prawa głosu, lecz wszelkich praw. Różnica między partiami żydowskimi jest żadna. Do tego ideału zmierza właśnie „polska scena polityczna”. Zmierza poprzez rozjechanie tych partii, które jeszcze miały czelność głosie propolskoś i katolickość.

Demokratyczne zwycięstwa Hamasu w Palestynie i Łukaszenki na Białorusi, neokonserwatyści, neojudaiści i tradycjonalni judaiści przyjęli z wrogością. W Serbii dotąd ponawiano „wolne”, „demokratyczne” wybory, aż wybrano „demokratycznych” kandydatów. To samo było z wyborami prezydenckimi na Ukrainie. Za drugim razem jednak znów wygrał Janukowycz, więc dali sobie spokój. Ale tylko na jakiś czas. Podobnie na Białorusi, co opisałem w poprzednich rozdziałach.

Mam nadzieję, że to studium „demokracji” i liberalizmu spod znaku totalitarnego neojudaizmu, na jakiś czas pozostanie dla czytelników pouczającą ściągawką, kiedy po Mszy Świętej będą kierować się – za rok, dwa, cztery – do urn wyborczych.

Bądźcie pewni, że tak naprawdę pójdziecie głosować przeciwko sobie. Obojętne na jaką partie – zawsze przeciwko Polsce i katolicyzmowi, przeciwko rodzinie, a za zboczeniami i rozbiciem Waszych rodzin. Będą bowiem już tylko dwie liczące się partie, jak to osiągnięto w wyborach A.D. 2007 – „demokraci” i „republikanie”. Dwa skrzydła tego samego drapieżnego ptaka, jak to obrazowo nazwał amerykański patriota, kilkakrotny a bezskuteczny kandydat na prezydenta USA – Pat Buchanan.

1 Polskie wydawnictwo Encyklopedyczne, Radom 2002.

2 Wyd. Zysk i S-ka, 1996, s. 160.

3 Chomsky złośliwie komentuje: „Mam wrażenie, że ambasador Dominikany najprawdopodobniej spał w owej chwili”.

4 Molina Truillo /1891-1961/ – krwawy dyktator Dominikany, w 1960 r. zmuszony przez opozycję do ustąpienia. Zamordowany. /przyp. – H.P./.

5 Ferdinand Marcos /1917-1979/ dyktator Filipin. Po zabójstwie proamerykańskiego przywódcy opozycji Aquino, utracił poparcie. Opuszczony przez wojsko, uciekł z kraju.

6 Równie krwawy dyktator Haiti (190-197).

7 Zob.: Henryk Pająk: „Trzecia wojna światowa”, wyd. Retro, Lublin 2002. Wykazuję w tej pracy, że zburzenie wież w N.Y. było zbrodnią Ameryki na Ameryce /!/ Trzy lata później George Humphrey napisał książkę: „Końcowa gra oświeconych. Nasz wybór. Strach albo miłość”. Książka ujawnia wiele nowych dowodów na to, że była to zaplanowana zbrodnia sił specjalnych USA, dająca pretekst do „wojen z terroryzmem”.

8 Przedruk w: „Ojczyzna” nr 250 /2004/.